Najnowsze felietony

MarekxHg

MarekxHg

Zbyt piękny by płacić...
środa, 17 październik 2012 19:18

Być z blondynką...

Gdy oglądam horror, zawsze ogarnia mnie frustracja gdy widzę co robi główny bohater; coś ewidentnie złego szoruje pazurami w ciemności, podejrzanie sapie, złe intencje wprost tryskają z ekranu telewizora, a filmowa postać włazi tam gdzie nie powinna. A to klapa ciemnego strychu, a to obślizgła studnia w której coś przerażająco chlupocze... "Nie wchodź tam!" krzyczę tak mocno na kanapie, że whisky z lodem przelewa się na mój turecki, pełen okruchów ciasteczek sweter. A gdzie tam, wchodzi niepomny na moje rozdygotane nerwy; co dalej, wiadomo. Urywa mu głowę (której zresztą nie używał) albo zostaje fachowo wybebeszony przez demona, tudzież psychopatycznego mordercę. Czasem jest to genetycznie zmodyfikowane zwierzę albo człowiek, sapiący żądzą mordu. Łza zalśniła w moim zielonym, podobno uroczym oku... a gdyby w sejmie zgasić światło, zabarykadować drzwi, i wpuścić tam takiego porządnie wygłodzonego, genetycznie zmodyfikowanego Rysia Kalisza żeby sobie podjadł? mógłby zjeść cały rząd z koalicjantami za jednym zamachem, ale czy to nie byłoby za dużo szczęścia jak na raz?


Podobne zdziwienie odczuwałem, widzą kasiastego faceta z głupią jak but panienką; mało tego, była jeszcze biedna jak mysz kościelna. Taki jaskrawy mezalians mnie szokował. Inny przykład; gwiazdor hollywood, wprawdzie podstarzały ale jeszcze jakaś iskra w tych dzikich oczkach jest. Zakochał się na zabój w kelnerce, sprzątaczce, kucharce. Z całym szacunkiem dla tych zawodów, bardzo potrzebnych (sam sprzątałem w UK, czy sprzedawałem buty na bazarze) jednak od razu wiadomo o co chodzi, i wszyscy wiemy że nie chodzi o miłość. A więc o co chodzi? królig Bugs mówi że o sałatę; potwierdzam, zawsze o nią chodzi. I tu, podobnie jak w filmie grozy, wszyscy krzyczą widząc zdjęcie zakochanej, młodo starej pary; uciekaj od niej! ona chce tylko Twoich pieniędzy! chce Cię wziąść na dzieciaka, i będziesz bulić do końca życia! mimo ostrzegawszych pisków i wrzasków rozochoconych czytelników brukowca, nasz geriatryczny amant wchodzi w nową relację z uśmiechniętą pięknotką, która kończy się jak wszystkie inne; na sali sądowej, gdzie sępożerni prawnicy obydwu stron, negocjują podział majątku i należne alimenty.


Tymczasem w tym wszystkim tkwi sens. Wielu ludzi, nawet posiadających duży majątek, ma bardzo niską samoocenę. Boją się bądź nienawidzą siebie, chociaż na zewnątrz umiejętnie grają i nakładają maskę, a inni ludzie im zazdroszczą i ich podziwiają. Jeśli gdzieś w środku uważasz się za cyklopa w składzie porcelany, to cierpisz. Niska samoocena boli, sprawia ciągły, nigdy nie zanikający ból. Zawsze towarzyszy Ci kłująca świadomość tego, że nie jesteś taki jaki powinieneś być. Człowiek który odczuwa taki ból, wie że istnieje na nie lekarstwo; oczywiście, to nie lekarstwo a trucizna, prawdziwe lekarstwo to podniesienie samooceny, wejście w czysty i nieuwarunkowany dzieciństwem stan świadomości, gdzie nie trzeba leczyć niskiej samooceny; wyparowała, nie ma jej już. Ten fałszywy, bardzo toksyczny lek, bardzo chętnie używany w leczeniu niskiej samooceny, to porównywanie się z gorszymi od siebie w jakichś kwestiach. Np. bogaty, w miarę inteligentny facet, wiążąc się z głupiutką blondyneczką, czuje się od niej lepszy; ma pieniądze, ona jest nieudaczna i goła jak święty turecki. Jest oczytany, ma wykształcenie, panienka przypomina intelektualnie amebę. Jest od niej lepszy, czuje się lepszy; i to jest przyczyna bycia z lalką. Nie seks, ponieważ są agencje towarzyskie dla bogatych, gdzie są najpiękniejsze kobiety które można niezobowiązująco posiąść.


Dwa w jednym; raz że seks, niekoniecznie musi być wystrzałowy, wystarczy stosunkowo dobry. Dwa że facet czuje się dowartościowany, lepszy, i na czas gdy przebywa z tą kobietą, w zetknięciu z kimś gorszym od siebie, znika cierpienie i poczucie bycia kimś. To główne powody, które powodują że facet wchodzi w relację, która kończy się dla niego finansową kastracją. Możliwość dowartościowania się, a sięgając głębiej; zmniejszenie bólu który odczuwa. Wszystko kręci się wokół tego pierwotnego bólu, który odczuwają tak samo bogaci jak i biedacy. Ten ból prawdopodobnie został wykreowany w dzieciństwie, i ciągnie się najczęściej aż do śmierci, ponieważ rzadko kto umie sobie z nim poradzić. Jeśli coś Cię przerasta, jakaś emocja w dzieciństwie, np. dezaprobata rodziców, to od niej uciekasz, nie chcesz jej przeżywać. A gdy uciekasz, musisz być napięty, ostrożny, zalękniony i gotowy do dalszej ucieczki; w końcu uciekasz, czyli coś Cię goni i chce złapać.


Są też inne konfiguracje; kobieta jest biedna, ale piękna i inteligentna, rzadkość, ale się zdarza; tym większa satysfakcja faceta, że może sobie kupić taką kobietę, a nawet ją zapłodnić własnym nasieniem. Kobiety czasami (chociaż znacznie rzadziej) tak się dowartościowują, utrzymując ciamajdę w domu. Są lepsze, zaradniejsze, ktoś od nich zależy. Znika jak ręką odjął poczucie bycia nikim, wyparowuje odczucie że jest się zawsze z tyłu, zawsze kimś gorszym. Z czasem taka relacja się pogarsza, ponieważ lek działa jak narkotyk; trzeba go więcej i więcej. Dawkę zwiększa się upokarzając rzekomo słabszą stronę, by mocniej poczuć przepaść jaka nas dzieli. Problem w tym, że ten ból nie zanika. Można przykryć go taką właśnie upadlającą kogoś relacją, ale tylko na jakiś czas. To jest jak rak, nawet morfina działa tylko przez jakiś określony, krótki czas, a ból z nową siłą eksploduje w naszej głębi.


Najczęściej jest tak, że podziwiamy kogoś kto tak naprawdę ma mniej od nas, jest bardziej od nas cierpiący. Np. mamy małe dziecko, które wychodzi z ambitnym tatusiem na spacer. Jest gra zespołowa dzieciaków, i nasz syn boi się panicznie odebrać komuś piłkę, czy innego elementu gry. Ojciec który jest ambitny, czuje się upokorzony że jego syn, JEGO WŁASNY syn, czuł lęk. A powinien być twardy, męski, powinien być NAJLEPSZY. Krzyczy więc, przekonuje, jest wściekły za lęk dziecka; sam się panicznie boi, że będzie miał ciotowatego syna, i że będzie pośmiewiskiem. Pozornie chce dobrze, chce by jego syn nie był ciamciaramcią, tylko macho, silnym gościem z którego tatuś będzie dumny. Syn jest przerażony wściekłością i atakiem ojca, zaczyna więc nienawidzieć się za to że odczuwa lęk. Od tej chwili gdy tylko poczuje strach, natychmiast pojawi się skojarzona z nim nienawiść do siebie za odczuwanie tego lęku. I albo malec poczuje gniew, który społecznie jest traktowany jako przejaw siły, albo zamknie się zupełnie w sobie, i stanie żywym manekinem. Gdy atakuje w sytuacji gdy inni się boją, zostanie uznany za odważnego, silnego. Podejdzie do niego trzech opryszków, a w naszym malcu pojawi się silny lęk... a ułamek sekundy później mocą skojarzenia, pojawi się nienawiść do siebie za odczuwanie złego uczucia (lęku) i że tatuś jest zły jak odczuwa się lęk... gniew zasłania lęk, i malec rzuca się w furii na opryszków. Dostaje mniej czy więcej, ale będzie podziwiany... tata będzie dumny że ma takiego synka, który nie daje sobie w kaszę dmuchać. Tymczasem ci wszyscy którzy go podziwiają, nie zdają sobie sprawy że nasz bohater, po prostu panicznie się boi odczuć strach (kojarzy go z wściekłością i agresją ojca, okropnym doznaniem) więc na pomoc przychodzi mu gniew. Nie rozumieją także, dlaczego nasz malec lubi się upić do nieprzytomności. Jest odważny, umie zadbać o swoje, ma wszystko, skąd więc alkoholizm albo narkomania? właśnie dlatego; lęk przed którym się ucieka, przejawia się jako ciągły gniew, depresja, myśli samobójcze. Ból i cierpienie są znakami, które wskazują ścieżkę ku uzdrowieniu. Dopóty dopóki nasz malec nie pozwoli sobie na odczuwanie lęku, będzie nieszczęśliwy. Terapeuta będzie miał problem; gdy wzbudzi lęk w pacjencie, pojawi się także automatycznie nienawiść do siebie i gniew tuszujący lęk. Sytuacja będzie wymagać od terapeuty wiele pewności siebie, siły i cierpliwości. Gdy w końcu ex malec pozwoli sobie na odczuwanie lęku, znikną wszelkie depresje, myśli samobójcze i inne sygnały nieuzdrowionej psyche. Stanie się szczęśliwszy, bardziej spełniony... ale i w oczach ludzi, bardziej "pedalski" w stosunku do poprzedniego wizerunku, który był dobrze maskowanym, bardzo bolesnym stanem chorobowym.


Związek może być szczęśliwy tylko wtedy, gdy każda ze stron kocha i szanuje siebie. Jeśli tak nie jest, jeśli z którejś ze stron tkwi chociażby maleńka zadra poczucia bycia grzesznym, niedobrym, niedoskonałym... pojawi się konflikt. Dodajmy że konflikt nie do rozwiązania; czy ktoś kto wziął głupka za partnera, przyzna się że hajtnął się by poczuć się lepszym od niego? ano właśnie.

wtorek, 16 październik 2012 14:55

I nie opuszczę Cię aż do...

Ja Dżejson Kowalski (z rodu Trochimiak) biorę ciebie Bernadetto Maćkowiak za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci.


Oto ślubowanie małżeńskie, zawierane przed ludźmi i Panem Bogiem w trójcy jedynym. Czyli coś, czego nigdy nie zrobię, jeśli będę szczerze kochał swoją kobietę. Chyba że będę się hajtał dla kasy.


Gdy widzisz coś, co Ci się podoba, Twój organizm wydziela hormony zadowolenia; czujesz się wspaniale, wszystko ma sens, jest kolorowe, a krew wesoło huczy i pulsuje dyskotekowym rytmem w uszach. Takie odczucia zadowolenia (czyli wpływ naturalnych narkotyków, hormonów) budzi piękny samochód, dobre ubrania, fajne gadżety, a także sama wizja wysokiego stanowiska, awansu, sławy. Patrząc na nie (nawet tylko w wyobraźni), pragnąc ich, odczuwasz miłe doznania. Jeśli jesteś zakochany, Twój układ hormonalny wspiera Cię, byś będąc w hormonalnej euforii spłodził potomstwo. Jesteś więc zachęcany i nagradzany (np. orgazmem, zniknięciem męczącego napięcia seksualnego) do spełnienia genetycznego celu ludzkości, czyli przetrwania. Gdy widzisz kobietę z którą bierzesz ślub (zakładam że to z "miłości", a nie dlatego bo wybranka jest już w ciąży i tak "trzeba") Twój układ hormonalny szaleje; jesteś w ekstazie, przysięgniesz na kolanach wszystko, tak bardzo jesteś pełen miłosnego entuzjazmu. Gwiazdka z nieba? ależ proszę bardzo, nic trudnego, tylko skoczę po drabinkę. Największy brylant świata? żadem problem! już pędzę lecę do biedronki.

Pająk ludojad krzyżak

Fobia; strzelam, boisz się pająków. Wiadomo że niewielki pająk nic Ci nie zrobi, to on boi się Ciebie, a jednak drżysz ze strachu na jego widok. Twój organizm wydziela hormony obrzydzenia, strachu i niepewności, mające zmusić Cię do ostrożności, przygotować na ucieczkę od zagrożenia. Wiesz intelektualnie że nic Ci nie grozi, a jednak drżysz ze strachu... czy umiesz to wytłumaczyć? czy wiedząc że pająk Ci nie zagraża, zmusisz się do wzięcia go na dłoń? nigdy w życiu. Obrzydzenie i strach są silniejsze niż myśl, niż jakakolwiek logiczna konstatacja. Takich fobii jest bardzo dużo, bać się można praktycznie wszystkiego; jakieś działanie skojarzone jest z paniką i strachem, i już masz fobię. Zdecydowana większość fobii nie ma żadnego uzasadnienia; lęk przed pająkami ma, ale nie w Polsce, gdzie nie istnieją zagrażajace zdrowiu i życiu gatunki. Lęk przed piorunami ma uzasadnienie, o ile nie sprawia że jesteś sparaliżowany ze strachu. Cała reszta, jak np. lęk przed drzewem czy garniturem, albo kanapką, jest błędem w działaniu mózgu. Kiedyś, gdzieś, nastąpiło skojarzenie bodźca z lękiem, i tak właśnie powstała fobia.


Jeśli żyjesz już trochę dłużej, bardzo możliwe że znasz ten stan; lubisz coś, płoniesz fascynacją, i nagle jakby ktoś wylał na Ciebie wiadro zimnej wody; można to nazwać słomianym zapałem. Słoma łatwo się zapala, mocno płonie, jednak szybko gaśnie. Ileż to razy Twoje uczucia robiły gwałtowny zwrot w zupełnie inna stronę? i nie masz nad tym żadnej władzy, ponieważ o Twoich sympatiach i antypatiach decyduje układ hormonalny. Ty swoje, hormony swoje, ale to one mają władzę a nie Ty. Jeśli mi nie wierzysz, wspomnij na coś czego się boisz, i szczerze sobie odpowiedz; czy mój lęk mi zagraża? na pewno odpowiesz że nie. Mimo wszystko, nadal się boisz. I co z tego że masz mądrość i wiedzę, jak nie jesteś w stanie zmusić się do czegoś, czego się boisz? co z tysiąca przeczytanych książek, błogosławieństw, modlitw, skoro nadal się panicznie boisz, a Twoje żyły pełne sa adrenaliny?

Groźny malec...

Patrzysz na swoją kobietę, na jej piękną twarz, muskasz długie, błyszczące włosy, podziwiasz jej ciało... czujesz przyjemność, chcesz patrzeć bo to sprawia że czujesz się znacznie przyjemniej; to jednak nie kobieta, a Twój układ hormonalny jest twórcą tej błogości. I nagle, z nieznanych powodów, Twój układ hormonalny zaczyna wydzielac hormony, które sprawiają że patrząc na swoją kobietę, czujesz się jakbyś mając fobię pajęczą, widział wyjątkowo dużego ptasznika. Wiesz że ją kochasz, wiesz że przysięgałeś miłość... ale widząc ją, czujesz obrzydzenie, masz chęć na wymioty i chcesz jak najszybciej od niej uciec. Gdy jej nie widzisz, wraca normalny stan umysłu, czujesz się ok. I co z tego że wiesz że jesteś nie w porządku wobec niej? to nie ma znaczenia, żadnego. Gdy patrzysz na pająka, też wiesz że to jest w gruncie rzeczy śmieszne; jak taki malec może Ci coś złego zrobić? jak możesz bać się takiej kruszynki? a jednak. Rozum nie wystarcza gdy do akcji wchodzą emocje, a te napędzane są hormonami które wydziela Twoje ciało.


Gdy tak się dzieje, wszyscy wokół, rodzina, ksiądz, znajomi... wszyscy wzbudzają w Tobie poczucie winy, chcą być wrócił, ale to nie ma sensu; to tak jakby wszyscy Cię namawiali, byś wziął pająka do dłoni. Nie weźmiesz, ponieważ Twoje emocje Ci na to nie pozwalają. Gdy odchodzisz, kobieta rzuca na Ciebie klątwy, modli się o Twoją śmierć, obrzuca stekiem wyzwisk, niszczy Twoją reputację; tylko co z tego, skoro Twój układ wydzielania dokrewnego, nie lubi Twojej żony? co z tego że świadomie ją lubisz, skoro na samą myśl o niej, czujesz się jakbyś stał na wieżowcu, i zbyt mocno się pochylił do przodu? Sama myśl o niej sprawia, że zalewasz się gęstym potem. I nie wiesz dlaczego tak się dzieje; nikt nie wie.

Niewidzialna cela więzienna

Gdy wiem że właściwie jestem więźniem układu hormonalnego, jak mogę świadomie przysięgać wierność i obecność aż do śmierci? nie mogę. Świadomy i uczciwy człowiek, nie może złożyć takiej przysięgi. Jeśli ją składa, jest albo głupi, albo kłamie. Jest jeszcze trzecia możliwość; liczy że mu się tym razem uda. Tak samo jak spłukany hazardzista, przepuszczający kolejną pensję na automacie do gier, czy napalony kierowca, kopulujący z tirówką bez prezerwatywy, licząc że tylko z nim to tak robi.


Jak więc brzmi prawda? kocham Cię, ale nie wiem czy nie przestanę. Nie umiem opanować swoich lęków i fobii, więc nie opanuję hormonów, gdy te każą mi Cię odrzucić. Jeśli kobieta nie zgadza się z takim tokiem myślenia, i nazywa ten stan niedojrzałością emocjonalną, płytkości i pustką charakteru, spytaj ją o lęk przed białymi myszkami, czy samotnością. Czy to są obiektywnie groźne rzeczy? nie, skąd. Z tego co wiem, mała myszka albo samotność nigdy jeszcze nikogo nie zabiły. Ale jednak się ich przeraźliwie boi. Może bać się karaluchów, mrówek, much, pszczoły... Czyli sama jest więźniem swych emocji, tylko nie chce tego przyznać. Samo życie jednak  wskazuje, że tak właśnie się dzieje. Najwięcej młodych mężatek, korzysta z niezobowiązujących przygód dlatego, że Maruś nie wzbudza już takich emocji jak kiedyś... coś się po prostu wypaliło. To coś, to zakręcony kurek hormonalny. Dlatego szuka się innych emocji, gdyż tam tkwi hormonalny dobrobyt, i możliwość doświadczenia "tripu" endorfinowego.



niedziela, 14 październik 2012 15:39

Ładnie wyglądasz...

Kiedy mówię kobiecie komplement, i widzę w jej oczach wesołe rozbłyski, w moim sercu kiełkuje żal. Tym większy, im bardziej lubię komplementowaną Panią.


Kobieta zawsze Ci powie że wnętrze jest najważniejsze; tymczasem całymi dniami robi wszystko, by jej zewnętrze kusiło, olśniewało. To najbardziej drogocenna kobieca lokata, szansa na "ułożenie" sobie życia; im większy czar który roztacza urokliwym ciałem, tym większa szansa na bogatszego, zaradniejszego mężczyznę, a co za tym idzie, lepsze, przyjemniejsze życie na wyższych szczeblach drabiny społecznej. Gdy mówię kobiecie że pięknie wygląda, ona oczywiście się cieszy; jej lokata ma się dobrze, a nawet procentuje, w czym upewnia ją mój komplement. Jej skarb nadal błyszczy i olśniewa. Ale gdy kobieta nauczy się czerpać przyjemność ze świata na zewnątrz jej uczuć i pragnień, otwiera bramę swego serca na oścież. W tę otwartą bramę, wjechać może piękna, kwiatami upstrzona karoca, ale także coś okropnego; cuchnący pogardą wałach dezaprobaty. Im większa radość z uznania, płynącego z zewnątrz sekretnego zamku kobiecych uczuć, tym większe niebezpieczeństwo że w bramę wtargnie dziki zwierz.


Gdy otwierasz się na radość, spotkasz na swej drodze także ból. Jeśli pozwolisz na to by inni dawali Ci radość, pozwalasz na to by dawali Ci także ból. Wystarczy że ktoś powie coś miłego, i czujesz się wyśmienicie, by za chwilę ten ktoś powiedział Ci coś przykrego, a ciemne smutku cumulusy przykryją Twój nieboskłon. Jeśli uzależniasz swoje samopoczucie od zewnętrza, to ono ma nad Tobą władzę; kapryśną, niepewną, chybotliwą. Raz czule pogłaszcze, by za chwilę boleśnie wychłostać. By zachować uśmiech, musisz czerpać chłodną, orzeźwiającą wodę z własnej studni; cudzą może ktoś zatruć. Gdy minie lat wiele, a uroda przeminie, pozostanie się jedynie grzać, przy kominku popękanej mozaiki wspomnień. Chwila obecna zda się ciężarem, pełnym ostrości tobołkiem.


Gdy już wiesz, jak bardzo niebezpieczną jest otwarta brama, będziesz bardzo ostrożna, uważna; im większa przyjemność z komplementu, tym większy strach przed przykrym, bolesnym słowem. A ponieważ nie lubisz czuć w sobie bólu, będziesz starała się go wypatrzyć, wyczuć; tym mocniej, im większe Ci zadaje katusze. W końcu zaczniesz go widzieć tam, gdzie go nie ma. A jeśli go nie spotkasz, sama go sprowokujesz, ponieważ czekanie na ból jest gorsze niż sam ból. Wiara w komplement, to także wiara w ból. Nie da się ich rozdzielić, rozłączyć, są bliźniakami tak samo, jak noc spleciona jest z dniem, a śmierć z życiem. Gdy bierzesz jedno, nie możesz odtrącić drugiego; są jednością.


Jako mężczyzna szarmancki, niespełniony w miłości i poezji, powiem Ci; ładnie wyglądasz... to będą piękne, ale zanieczyszczone błękitem smutku słowa. Już wiesz dlaczego.


czwartek, 11 październik 2012 19:44

Czy założyć z kobietą firmę?

Jeden z braci samców, zadał mi pytanie; czy dobrym pomysłem jest wspólne zakładanie z kobietą interesu, by związek nabrał rumieńców?


Zły pomysł


To bardzo zły pomysł; oczywiście dla faceta. W zakładanym przez mężczyznę biznesie, kobieta przeważnie faceta - uwaga, ulubione słowo Pań - wspiera. Wspiera robiąc mu kanapki do pracy, wsadzając pizzę do mikrofalówki, przytulając i dając dupy, co oznacza że w razie rozwodu, należy jej się przynajmniej pół firmy. Oczywiście, chce więcej, w końcu facet osiągnął sukces jedynie dlatego, że go "wspierała". Czyli mężczyzna zdobywa klientów, zajmuje się księgowością, podatkami, papierologią, użera z klientami, bankiem... a jego dziewczyna go wspiera, by jej mężczyzna dokonywał wielkich, heroicznych czynów na polowaniu w miejskiej dżungli. Kobiety uwielbiają wspierać ambitnych facetów, chociażby dlatego że jest to bardzo opłacalne. Praca kobiety w sklepie spożywczym za ladą, co najmniej dziewięć godzin dziennie harówki za tysiąc pięćset złotych; z drugiej strony wspieranie swojego faceta zalaniem wrzątkiem saszetki z herbatą raz dziennie, i połowa ze wszystkiego co on swoimi umiejętnościami i talentami zarobi. Połowa w razie rozwodu, ponieważ w przypadku godnego życia, Panie potrafią przechulać cały majątek na swoje potrzeby. Jak widać, wspieranie jest świetnym biznesem, ale tylko wspieranie ambitnych, rokujących sukces samców. Menela żadna trzeźwa kobieta nie wspiera, nie dopinguje by coraz więcej i więcej zdobywał dla ich związku. Wspierać prawnika, lekarza, notariusza? bardzo chętnie. A wspierać brzydkiego brata samca z długami w lichwiarskim providencie? brzmi jak żart. Bardzo cyniczny, i piekielnie realny.


Nie otwieraj furtki...


Gdy masz firmę, nad którą Ty sam masz kontrolę, masz możliwość wykonania każdego ruchu. Możesz zrobić co zechcesz, a jako osoba niezależna, masz szacunek u kobiety. Póki jest coś w Tobie do zdobycia, kobieta się stara. Gdy firma oddana, a Ty w kapciach i z wielkim brzuchem, nie masz już nic. Czy widziałeś żeby ktoś starał się i skakał przy kimś, kto nic nie ma? to niemożliwe. Szacunek wzbudza tylko ten, kto coś ma.  Oddanie części swojej pracy kobiecie, to oddanie i przetrwonienie swojego szacunku. Oczywiście kobieta Ci to wytłumaczy; powie że jesteś pusty, płytki, że skoro jej nie ufasz, to wszystko nie ma sensu... i jest z tego powodu smutna, ponieważ nie chcesz jej dopuścić do swoich finansowych spraw. A jeśli jest smutna, to płacze; a gdy płacze, nie ma ochoty na seks. A Ty tymczasem wariujesz. Było tak fajnie, tak cudownie, i teraz tylko spuchnięte oczy myszki, płacz i szlochy że nie ufasz, że pewnie nie kochasz, że to wszystko nie ma sensu bez miłości i wzajemnego zaufania... gdy ciężar zalegającego nasienia w jądrach staje się nie do wytrzymania, ulegasz, pojawia się radość, znikają łzy i oczywiście pojawia się dobry seks. Jesteś tresowany tak samo, jak Pawłow warunkował słynnego psa; nagroda za zrobienie czego chce partnerka, kara za zrobienie po swojemu. Cieszysz się że dokonałeś dobrego wyboru, jednak przyśpieszyłeś egzekucję Twojej relacji. Gdy raz można było coś od Ciebie wymusić seksualnym postem i szlochami, następnym razem kobieta zawsze użyje tej metody. Skoro działa... skoro działa to trzeba powtarzać. Mocniej, twardziej, skuteczniej. To znana zasada, że jeśli raz ulegniesz bandytom i dasz pieniądze, już po Tobie. Ulegnij raz, a otworzysz furtkę której nigdy już nie zamkniesz. Myślisz że związek jest prosty, bo tak było na komedii romantycznej? niestety, nie jest tak. I w życiu i w związku, musisz mieć twarde jaja; inaczej je stracisz.


Długi u mafii...


Twój biznes, to Twoja rzecz. Możesz kochać kobietę, ale nie musisz jej oddawać sterów w firmie, ani zatrudniać jej na wymyślonym stanowisku. Co zrobisz gdy zechce się z Tobą rozstać? uzna że zabrałeś jej wiele czasu, i straciła szansę na ułożenie sobie życia. I wystawi Ci rachunek... ale nie od razu. Najpierw zbierze informacje, pozna Twoje słabości i słabe punkty (walenie US, itd) a później gdy już będzie miała wszystkie asy w rękawie, poinformuje Cię że to koniec. Oczywiście, nie zawsze tak jest; ale może tak być. Twoje finanse i Twoja firma, ma pozostać Twoja. Masz mieć intercyzę, a uzasadnij to tym że w razie Twojej nagłej śmierci, ona będzie musiała spłacać Twoje długi. A Ty ją kochasz i nie chcesz by miała problemy, więc podpisujecie rozdzielność majątkową. Inna sprawa, że napomknięcie o długach potwornie zmartwi Twoją Panią, która będzie zastanawiać się poważnie nad ślubem... taka informacja, może poważnie zaszkodzić jej poczuciu stabilizacji i bezpieczeństwa. Znajomy mi opowiadał, że po tym gdy tak powiedział, nic się nie stało. Nagle w nocy kobieta zaczęła płakać że zniszczył ich miłość, mówieniem o długach. Później awantury, ciągły płacz, wrzaski o co chodzi, czy ma jakieś długi u mafii, i dlaczego zniszczył ich miłość. Gdy kobieta upewniła się że nie ma żadnych długów, uszczęśliwiona powiedziała że w takim razie nie trzeba podpisywać intercyzy. Spryciara! ale nie przewidziała jednego; jej facet był moim czytelnikiem, a ja serdecznie doradzałem jak umiałem, z serca. I skutecznie. Dalszy ciąg sobie darujmy, nie daj Boże mnie jakaś rozszalała Pani zasztyletuje pod domem.


Dopóki coś masz, jesteś apetyczny i kobieta będzie się starać, by zjeść te ciacho. Gdy oddasz lejce kobiecie, możecie razem wpaść w przepaść. Nawet nie ma sensu przytaczac różnych historyjek, gdzie zatrudniona przez faceta dziewczyna, totalnie rozpieprza zespół i pracę; chce pokazać swoją władzę, pozycję; nie wszyscy to zniosą. A gdy Ty chcesz się rozstać? naprawdę chciałbyś by kobieta której nie chcesz z jakichś względów więcej widzieć, pracowała z Tobą, partycypowała w Twoich codziennych obowiązkach? no właśnie. NO WŁAŚNIE.


Szklany Zamek tu mój czytelnik a dla nas brat samiec, prowadzi taki jakby hotel. Fajne, zajebiste miejsce, zaczynam poważnie myśleć, żeby zrobić taki ogólnokrajowy zlot moich czytelników. Poprzedni się nie udał, za co bardzo przepraszam, naprawdę chciałem, wtrąciła się siła wyższa, nie dało rady. Ale możemy nadrobić zaległości; jest falujące pięknie morze, weseli i rumiani bracia samcy, napieprzymy się wszyscy na wesoło, zrobimy ognicho, potańczymy, poruchamy. Nie wpuszczą mnie do nieba, taki jestem porządny. Całe życie w domu i na klopie, w niebie są oburzeni, jestem jak święty, poza wszelką klasyfikacją. Trzeba więc trochę nabroić, w imię szeroko pojętego dobra.


wtorek, 09 październik 2012 19:34

Lateks

Jestem w dobrym humorze, i właśnie dzięki temu dostaniecie dziś dobry felieton. Prześladował mnie ból kiszek, a że jestem prostym, niewykształconym chłopakiem z Pragi, od razu lałem w mordę; setkę wódki czystej. Na odrobaczenie literackie. Krwioobieg przyśpieszył, czerwone kolorki lico me zabarwiły, a ja poczułem obrzydlliwy smak wymiocin kłębiący się w tchawicy, i duchową misję. Chcę pomagać braciom samcom na całym świecie w problemach miłosnych, chcę dokonać zbiorowego egzorcyzmu miłosnej nieporadności, i zapraszam Państwa na felietonik.

Dobre ruchanko


Byłem kiedyś z taką pięknotką; standard, dobre ruchanko, wygolona, ciasna cipka, fajnie spędzony czas. Kiedy myślałem że z tego jajka może się coś fajnego wykluć, okazało się że jest to zgniłe jajo. Nagle zaczęła mi robić jazdy. Nie odbieranie telefonów i dziwne tłumaczenia przeplatane wybuchami złości, nieprzyjemne teksty, gdzieś znikała, ciągłe fochy; pieprzony standard. Pojawiły się kłótnie, później gorąca zgoda przypieczętowana ognistą kopulacją, aż wreszcie coś zaczęła przebąkiwać o dziecku. I owszem, byłem zakochany młodzieńczą, hormonalną namiętnością, ale już wiedziałem że Pani ta jest tak niestabilna emocjonalnie, że prędzej włożę w lisią norkę, niż w nią z przedłużenia swojej genetyki grzesznym zamiarem. Gumek ta Pani nie używała (który to fakt przyjąłem z entuzjazmem) ale ja zacząłem, chociaż ich nie cierpię; wiadomość o marzeniach rozrodczych mojej Pani, skutecznie mnie zelektryzowała i zmotywowała. Oczywistym jest więc, że skoro nie chciałem używać gumek, moja Pani uznała że seksu nie będzie, ponieważ bez zaufania nie ma to wszystko sensu; mam natychmiast zdjąć  gumkę i ejakulować, albo ona wychodzi i nie chce żebym ją odwoził.

Niech spierdala

No cóż, z jednej strony bardzo kusząca perspektywa... z drugiej, gdy żądza zaczynała brać mnie we władanie, wyobraziłem sobie moje dzieci, wychowywane przez wrzeszczącą, rozhisteryzowaną mamusię; która swoje cele umie osiągać tylko w jeden sposób, zakazując bądź dopuszczając mnie do coraz bardziej pomarszczonej dupy. Momentalnie sflaczałem, a wściekła Pani coś wykrzykując opuściła moje mieszkanie. Nie zatrzymywałem jej. Niech spierdala, jeśli ma zamiar załatwiać swoje sprawy ze mną szantażem. Chcę podkreślić, że pomarszczona dupa to dla mnie nie wszystko; lubię kobiety i ich wewnętrzne ciepło, i chociaż wątpię by mi bracia samcy uwierzyli, ale klnę się tutaj przed wami, że dla dobrego charakteru, zrezygnuję z dobrego pieprzenia. Taki kurwa jestem. Jeśli ceną za dobre ruchanie jest chaos i ciągłe jazdy, to taka cena jest dla mnie po prostu nie do przyjęcia. Wystarczy gdy kobieta podniesie na mnie głos, i już jest w dużych opałach. Jeśli kobieta wprowadza w naszą intymną relację, zachowania rodem z wojska, i przemienia się w wąsatego, bezlitosnego kaprala, to niech spierdala na bambus. Nigdy się nie upodliłem, gdy mnie ktoś obrażał. Po prostu odchodzę. I zalecam to wszystkim braciom; łudzicie się że zostanie sprawi że Pani się uspokoi, zmieni... a gdzie tam. Jak raz nie zareagujecie na agresję, to następna będzie jeszcze mocniejsza. Aż w końcu dostaniecie patelnią, co wcale nie jest takie śmieszne jak brzmi. Wymiana zębów naprawdę cholernie boli. A więc niech spierdala.


Wróćmy do akcji; miałem strasznego doła. Zareagowałem jak zwykle, a więc wziąłem rower i jechałem wzdłuż parku Skaryszewskiego, przez stadion dziesięciolecia na most Poniatowskiego, by krętymi schodami zbiec z rowerem pod pachą (i przebiec w miejscu niedozwolonym jezdnię) nad Wisłę. Miałem tam takie swoje miejsce, właściwie dwa; jedno to taka rura biegnąca wzdłuż nabrzeża, siadałem na niej i patrzyłem w brudne, mętne wody. Podjadałem snickersa czy jakieś inne gówno, popijałem pepsi. Drugie to instalacja bodajże oczyszczalni, gdzie lubiłem się wspinać po niej, czy robić różne wygibasy nad wodą. Tak czy siak, byłem smutny, zdołowany i brakowało mi energii. Jednak wiedziałem że dobrze robię; nie chcę mieć dzieci, jednak gdybym miał je przez "wpadkę" mieć, ich matka musi być emocjonalnie stabilna, i mieć pewne ściśle określone cechy. Są rzeczy ważniejsze niż mój orgazm; zbyt wiele widziałem skutków lekkomyślnych decyzji. Chwila jest wspaniała, ekscytująca, ale koszty okropne. Później latami konflikty, wrzaski, i bycie niewolnikiem; proszenie się o widzenie z dzieckiem, później dziecko nerwowo siada, widząc wojnę między rodzicami, nie, nie i jeszcze raz nie. Gdy masz dzieciaka któego kochasz, to baba ma nad Toba władzę. Nie jesteś już sobą. Masz wbitą drzazgę pod paznokieć, a pierdolony mściwy babiszon pastwi się nad Tobą i ciągle nim rusza, jak dzojstikiem gdy gra w grę "więcej cierpienia dla tego pustego, żałosnego gnoja, który zniszczył mi życie". Gdy wkładałeś jej fiuta i było Ci tak dobrze, myślałeś że to jest za darmo; myślałeś że jest zajebista i ma wspaniały charakter, ponieważ jak ktoś daje Ci miłe doznania, to pewnie jest miły. Niestety, tak nie jest. Nie ma nic za darmo, a co do bycia miłym... pierwsza działka u dilera jest za darmo. Za następne wyniesiesz wszystko z domu, i dasz dupy byle mieć na działkę.

Gardziłem nią...

W jakiś sposób gardziłem tą kobietą. Za jej brak rozsądku, kompletny i nieobliczalny, ale jednak bardzo mnie pociągała seksualnie. Minęło kilka dni, i chociaż nienawidziłem jej, gdzieś w środku wiedziałem że gdy tylko kiwnie palcem, wejdę w nią. Modliłem się by tak się nie stało, i oczywiście jakżeby inaczej, odezwała się. Przyjechała nawet. Odpierdolona jak stróż w Boże ciało. Było wielkie pieprzenie, i zgodziła się nawet na gumkę, ponieważ jasno postawiłem moje warunki. Po trzech, czterech spotkaniach, zaczęło się od nowa. W końcu mnie rzuciła ostatecznie, bo na horyzoncie pojawił się facet, który podobnie jak ja na początku, myślał że wygrał szóstkę na loterii.


Jaki morał z tej historii? nie wiem, chyba taki; nakładaj lateks, póki nie poznasz swojej partnerki. Do dwóch lat trwa hormonalny amok, więc gdy miną dwa lata, prawdziwa osobowość zacznie wyłaniać się spoza maski. Wtedy dopiero można się zdecydować na cokolwiek. Nigdy wcześniej. To jak kupowanie kota w worku; jeśli myślisz że miłość wszystko załatwi, to jesteś głupi jak ja w wieku dwudziestu kilku lat. Teraz też jestem głupi, ale znacznie bardziej nieufny. I cenię się za to. Jeśli lubisz iść na żywioł i zaryzykować, najpierw sprawdź swoje szczęście w totka. Nie udało się, prawda? zawsze ktoś inny trafia szóstkę... nie masz farta brachu; i nie będziesz go miał w wylosowanym związku.

piątek, 05 październik 2012 19:46

Miłosne perpetuum mobile

Kiedyś perorowałem z pewną Panią, która jaśniała pięknem swojej puszystości; skąpana była w blasku łagodnej, delikatnie falującej ciała obfitości, które oszołomiony z uwielbieniem kontemplowałem. I właśnie ta Pani przekonywała mnie że je codziennie jedną pajdkę razowca z supersamu, i nie dość że nie może stać się wiotka jak te "szkieletory", puste i płytkie, żałosne lalki barbie, to jeszcze zaokrągliła się tu i ówdzie. A wszystko przez niedoczynność tarczycy, i geny.


W tej strasznej chwili stanąłem na rozdrożu życia, a wiatr przeznaczenia miotał mną na skraju mrocznej, głębokiej przepaści. Moja męska natura, pragnęła zanurzyć się w jej bujnym, podwójnym szczęściu; kluczem do bramy rozkoszy było nawet nie potwierdzanie teorii Lilith XXL (który bezlitośnie torturował mnie, i przypalał rozżarzonym prętem nieokiełznanego szału zmysłów) a wystarczyłoby zwykłe, pełne akceptacji potakiwanie. Mogłem nawet prostacko chrumknąć, czknąć, byle moje oczy szczerość wyrażały a serce biło podobnym, zgodnym rytmem. Pragnąłem zdejmować powoli jej bluzeczkę, zatopić się w głębi euforii, która zawsze obejmuje w bezlitosne władanie mą kruchą osobowość, i pełne nieśmiałej mocy trzewia, trzymać w dłoniach przelewające się przez nie najcenniejsze skarby natury. Podwójne D... D jak dusza, duchowość, dobrostan... delikatność.. pragnąłem by me bezrobotne dłonie wpadły w wir ciężkiej, ale jakże satysfakcjonującej pracy, a mój język, tak zawsze złośliwy i kąśliwy, partnerował im godnie; by Ci dwaj herosi, w znoju ciężko pracujący, otworzyli furtkę szczęścia Panu Władcy Tego Ciała.


Ale... zawsze jest jakieś ale, które potrafi wszystko zepsuć... moje serce krzyczało z bólu. Dlaczego ta Pani, posiadaczka cenniejszych od diamentów Dobrodziejstw, nie jest świadoma tego, że właśnie zrewolucjonizowała naukę? chciałem jej pomóc, z dobroci serca. Wytłumaczyłem więc mej przyszłej królowej rozkosznych chwil, że perpetuum mobile, czyli maszyna pracująca bez wkładu w nią energii, póki co nie została wynaleziona. A tu nie dość że ta maszyna (czyli ciało, jako odbiorca energii w pożywieniu i nadawca energi, czyli wytwarzanie ciepła, napęd mięśni itd.) pracuje bez energii dostarczanej z zewnątrz, to jeszcze daje jej więcej niż dostaje. Cud! Zaproponowałem Pięknej Pani, by zgłosiła się po nagrodę Nobla. Niechybnie ją dostanie. Wystarczy by siadła na rower z dynamo, pedałowała całą dobę (myślę że dwieście watów wytworzy) i dostawała pajdkę chleba. A ponieważ jeszcze tyje, więc niech tę pajdkę dostanie raz na dwa, trzy dni. Nobel i sława w zasięgu ręki, a także jaśniejące na horyzoncie zdarzeń wielkie pieniądze; których miałem nadzieję, za mój pomysł, wsparcie i motywację, mi na pewno trochę da.
 


Niestety, ta historia z wątkiem miłosnym nie ma happy endu; zostałem niezrozumiany. I ukarany odebraniem upojnie pachnących wzgórz Edenu, po zdobyciu których chciałem zanurzyć się i skąpać w oceanicznej grocie, zaznać wodospadów wyzwolenia. Nie dane mi było. Jeśli masz dobre serce, musisz wypić szklankę wody.

Ps. nie wiecie może dlaczego, Pani ta zablokowała moje gg, i mówiła coś w stylu, nie pamiętam już... że ktoś jest pusty, żałosny, kaleka emocjonalny, i egoistyczny gnojek?

wtorek, 02 październik 2012 19:11

Kobiece rozdroża...

Oddajmy głos Pani Kasandrze z forum onetu...

Lepiej pomyśleć zanim człowiek zwiąże się z kimś na stałe. Ludzie zbyt pochopnie mówią,że kogoś kochają, zbyt szybko, bez przemyślenia obiecują związek do końca życia. Druga strona wierzy i później jest dramat. Najłatwiej jest odesłać opuszczoną osobę do psychiatry. Tak na prawdę to chory jest świat, w którym żyje się szybko, byle jak i skacze z kwiatka na kwiatek. Dlaczego nikt nie uczy młodych ludzi odpowiedzialności za siebie i za człowieka, któremu przysięgało się miłość? To jest chore.



... i bardzo bystrej odpowiedzi Pana "Przystojny wysoki brunet":

Dlaczego tak jest ? Hmmm, niech pomyślę. Jeżeli jesteś kobietą, to wyobraź sobie taką sytuacje: przychodzi do Ciebie facet i mówi szczerze i bez owijania w bawełnę - "Nie kocham cie, ale chcę z tobą być, przynajmniej przez jakiś czas a potem się zobaczy". Zgodzisz się ? Oczywiście, że NIE. Żadna kobieta się nie zgodzi. Ale jeśli ten sam facet powie : "Kocham Cie, Kocham Cie, Kocham Cie, nie widzę za Tobą świata", to już jest OK. A po pół roku sobie pójdzie i powie "Kocham Cie" innej, a potem znowu innej - i tak dalej, aż mu się znudzi... I wszystko jest OK. Żadnej z kobiet nie kochał i na żadnej mu nie zależało - ale tak jest OK. Żadna z jego (kolejnych) dziewczyn nie będzie mu wypominać tego, że miał przed nią kilkanaście innych. Ba ! To, że miał i porzucił wiele kobiet jest ATUTEM, bo skoro tyle kobiet chciało z nim być, to znaczy że jest przystojny i atrakcyjny, nieprawdaż ?

A co jeżeli TEN SAM FACET wybierze rozwiązanie nr 1 (czyli nie kłamać, że kocha i nie kłamać, że mu zależy) ? Wówczas będzie SAMOTNY. Ewentualnie, jeśli będzie próbował "zdobyć" kobietę "na szczerość" ("nie ty to inna, chcesz ze mną chodzić ?") to pewnie dostanie w pysk. A jak SAMOTNY facet, nie mający kobiety i nie mający doświadczenia z kobietami kiedyś się wreszcie ZAKOCHA, to ma 9 na 10, że zostanie uznany za nieatrakcyjnego ("bo skoro nigdy nie miał kobiety, żadna go nie chciała, to na co mi taki nieudacznik...").
Got it ?




Szybka kontra Pani "1zcx"...

Innymi słowy bardziej opłaca się manipulacja. Kobiety w zdecydowanej większości kierują się uczuciami, co powoduje że po kimś takim, mają co najmniej depresję. Zdarza się że próbują popełnić samobójstwo. Ale najważniejsze, że taki facet czuje się przystojny i atrakcyjny. Powiem Ci że tylko że wszystko lepiej smakuje gdy gra się w otwarte karty i zamiast słowa kocham używa się słowa pożądam. Wtedy dopiero można powiedzieć że ma się powodzenie. Zdobywanie poprzez kłamstwo, jest nieważne. Kobieta myślała że spotkała wartościowego, uczuciowego mężczyznę, a to tylko maska zimnego, nieciekawego faceta. Nie rozumiem więc, jak taki mężczyzna, może pomyśleć o sobie że jest atrakcyjny. Jest tylko aktorem.




... i cios uzupełniający Pani "Borsuk":

Hmm... coś w tym jest...
Od 4 miesięcy jestem w związku z facetem, który otwarcie mówi, że mnie nie kocha... w naszym słowniku na stałe zagościły słowa 'uwielbiam' i zależy mi... ale to nie jest miłość... jest szczery i to doceniam, ma za sobą kilka związków i duże problemy z mówieniem o uczuciach... ale jest szczery, potrzebuje czasu... jednak są plusy i minusy... bo kiedy przez kilka miesięcy osoba, na której ci zależy dalej tylko cię uwielbia podświadomie blokujesz swoje emocje... a taka blokada zabiera Ci całą radość ze związku... i każdego kolejnego dnia, choć doceniasz tę szczerość zdajesz sobie sprawę, że te uczucia już raczej nie przyjdą...

Hmmm.... z tego krótkiego doświadczenia wyniosłam świadomość, że czasem słowa wypowiedziane na wyrost, przez sam ich wydźwięk mogą rozbudzić prawdziwe emocje... a te ostrożnie skrywane w środku zgasić każdy tlący się płomyk... oczywiście wszystko przy założeniu czystych intencji, a nie manipulacji... związki to trudna sprawa a emocje są ich częścią... w życiu po prostu trzeba rozmawiać, starać się zrozumieć, wybaczyć i iść dalej... taką mam dewizę... utrzymywanie na siłę dla dobra ogółu relacji z kimś, kto już dawno przestał nam być bliski na dłuższą metę nie może przynieść nic dobrego...




Zacznijmy od nowa. Postaram się zanalizować wypowiedź Pani Kasandry, i odpowiedzieć głębiej niż Pan Brunet, chociaż widać że jest to inteligentny, myślący człowiek. Kosmita? Mój czytelnik?


Lepiej pomyśleć zanim człowiek zwiąże się z kimś na stałe. Ludzie zbyt pochopnie mówią,że kogoś kochają, zbyt szybko, bez przemyślenia obiecują związek do końca życia. Druga strona wierzy i później jest dramat. Najłatwiej jest odesłać opuszczoną osobę do psychiatry. Tak na prawdę to chory jest świat, w którym żyje się szybko, byle jak i skacze z kwiatka na kwiatek. Dlaczego nikt nie uczy młodych ludzi odpowiedzialności za siebie i za człowieka, któremu przysięgało się miłość? To jest chore.



Lepiej pomyśleć zanim człowiek zwiąże się z kimś na stałe.

Niestety, myślenie się wyłącza; krew z mózgu odpływa niżej, do zapasowego, napęczniałego krwią i żądzą mózgu. Pojawiają się silne uczucia, euforia, chęć skosztowania jedności z właśnie tą kobietą, która takie głębokie, niesamowite uczucia w mężczyźnie wzbudza. Myślenie nie przebije się przez dziewiczą błonę silnych emocji. Na przykład wiemy że facet ma pociąg do kieliszka, po którym lubi komuś przylać, czy ma szemrane, złodziejskie towarzycho; ale logika z silnymi emocjami nie ma najmniejszych szans. Oszukujemy się i potężnie wierzymy, że nasza miłość zmieni drapieżnika i łowcę w bezpłciowego baranka. Obawiam się że nie zmieni. Trzeba by go wykastrować; wątpię by nas macho na to się zgodził. Wszak jądra i użytek z nich czyniony, to jedyny sens jego życia.




Ludzie zbyt pochopnie mówią,że kogoś kochają, zbyt szybko, bez przemyślenia obiecują związek do końca życia. Druga strona wierzy i później jest dramat.

Jeśli mężczyzna nie obieca związku, jeśli nie powie "kocham Cię", kobieta cierpi. Jej celem jest rodzina, dzieci, pełny związek i akceptacja społeczeństwa. Nie chce tracić czasu na nieodpowiedniego mężczyznę, więc jeśli relacja nie nosi znamion poważnego związku z przyszłością, nie będzie chciała w niego zainwestować. Z kolei facet, co nie jest jego winą a natury, chce seksu. Napięcie seksualne stale rośnie, sprawiając jak najbardziej fizyczny ból i mocny stres. To uczucie dominuje w nim z potworną siłą; ludzie gdy im zależy, rozumieją bez słów. Nawet pies poznaje stany emocjonalne swojego pana, wystarczy wpleść emocję w głos. Facet wie że gdy nie powie tego czego oczekuje kobieta, czyli "kocham Cię", nici z przytulania , seksu, wyjścia na miasto i jej perlistego, pięknego śmiechu. Zamiast wspaniałego wieczoru, mamy koszmar z płaczącą czy wściekłą kobietą. Każdy kto był w związku, mniej więcej zna te zachowania; na pytania o co Ci chodzi, mamy zaciekłe milczenie, albo wręcz na odwrót, potok niezrozumiałych słów, wyrzutów, wypominania, a wszystko okraszone głośnymi szlochami, tak by sąsiedzi słyszeli, że tu właśnie torturowana psychicznie jest dobra, porządna kobieta, której partner to bezwzględny, zimny sukinsyn; który nie umie czytać w jej myślach. Instynktownie więc mówi się "kocham Cię", by kobieta nie cierpiała, by ta bezlitosna presja wywierana przez jej płacz czy psychiczną przemoc skończyła się. Mężczyzna może się tego brzydzić, może wie że kłamie, ale często nie daje rady, nie wytrzymuje subtelnej, ale bardzo bolesnej presji która jest na niego wywierana; gdy nie robi tego, czego pragnie dziewczyna.




Najłatwiej jest odesłać opuszczoną osobę do psychiatry. Tak na prawdę to chory jest świat, w którym żyje się szybko, byle jak i skacze z kwiatka na kwiatek.

Gdy wywiera się silną presję na faceta, zabiera mu sex czym sprawia mu się naprawdę spore cierpienie, gdy zamiast wesołej, radosnej bytności w związku mamy płacz, wrzaski i awantury, to wszystko musi się zawalić. Na takiej podstawie, szantażu i manipulacji, nie można nic zbudować. I gdy taka od podstaw chora relacja upada, człowiek bardzo cierpi. Psychiatra jest dobrym wyjściem, gdy cierpienie nie pozwala na normalne funkcjonowanie; ale lepszym wyjściem jest wejście w głąb siebie, pokochanie siebie. Gdy kobieta kocha siebie, liczą się dla niej jej cele, a nie presja ciotek, rodziców i "koleżanek", że musi mieć dzieci, faceta i związek w którym będzie rzekomo szczęśliwa. Bez dogadania się ze sobą, szczęścia zaznać nie można... ponieważ nie spełnia się swoich pragnień, tylko cudze. Może nie chcesz mieć faceta? może nie chcesz mieć dzieci? może Twoja droga życia, jest zupełnie inna niż mówią Ci inni ludzie? skąd oni niby mają wiedzieć jaka w środku siebie jesteś, skoro sami siebie nie znają? tymczasem rodzina naciska, znajomi dokuczają i złośliwie się uśmiechają. Boisz się być poniżana, wyśmiewana, odstająca od stada baranów, więc spełniasz ich oczekiwania. Zapłacisz za to straszną cenę, ponieważ pomyliłaś ścieżki i zagubiłaś się. Na nie swojej ścieżce życia, nie zaznasz miłości, spokoju, szczęścia. Tylko gorycz, niespełnienie. A znajomi i rodzina, jak Ci wcześniej dokuczali że nie masz dzieci i męża, tak teraz znajdą nowy punkt zaczepienia. Oni po prostu się tym dowartościowywali, sami mają żałosne życie, ulegli presji innych ludzi, więc nie dopuszczą byś żyła inaczej. Oni cierpią, a Ty masz być szczęśliwa? niedoczekanie Twoje!

Świat w którym wymienia się partnerów, nie jest chory. Jeśli ktoś Ci nie odpowiada, po prostu szukasz dalej; po co męczyć się z kimś, kto nie jest dla nas odpowiedni, przy kim nie czujemy się zadowoleni, odprężeni? chcesz mieć pewność, poczucie stałości, świadomość że facet nie odejdzie. Stąd twierdzenie wypływające z Twojego lęku, że świat jest chory; to nie choroba, a nauka że nic na świecie nie jest stałe i niezmienne. Wolność jest niebezpieczna, ale i upajająca. Sama też masz możliwość wyboru, i radzę Ci z tego korzystać, zamiast trzymać się na siłę pierwszego lepszego faceta; może gdzieś tam, jest ktoś dla Ciebie lepszy? śpiesz się, ale powoli.




Dlaczego nikt nie uczy młodych ludzi odpowiedzialności za siebie i za człowieka, któremu przysięgało się miłość? To jest chore.

A dlaczego ludzi nie uczy się, że przeważnie seks (jest to biologicznie zdeterminowane) jest dla mężczyzny najważniejszy? a dla kobiety rodzina i dzieci? wtedy może nie byłoby tylu nienawidzących mężczyzn Pań; piętnaście lat nie ma seksu w związku, facet szaleje, wpada w depresję, w końcu odchodzi. Piętnaście lat boli głowa kobietę, która w oczywisty sposób ignoruje życiowe potrzeby swojego mężczyzny. To jest właśnie brak wierności, zdrada. Sprawianie bólu ukochanej osobie, w imię własnego egoizmu. Dlaczego nie uczy się ludzi asertywności, miłości do siebie, tylko nakłania żeby pomagali innym? z takiej pomocy, zawsze wypływa później żal; a to się ktoś nie odwdzięczył, a to szacunku nie okazał. A jeśli ktoś przysięgał, a później sytuacja się zmieniła? przysięgał kobiecie gorącej, przyjaznej, a po ślubie ma w domu monstrum; bez sexu, ciągłe awantury, płacz i depresja. Czy przysięga jest wtedy ważna? czy kobieta poinformowała mężczyznę przed przysięgą, że tak mocno się zmieni po ślubie? nie. Nie wiedziała, może ukrywała co nieco... ale taka przysięga jest nieważna. Jaki to związek, jak potrzeby jednej ze stron, są rażąco ignorowane?






A teraz zajmiemy się wypowiedzią Pani "1zcx"


Innymi słowy bardziej opłaca się manipulacja. Kobiety w zdecydowanej większości kierują się uczuciami, co powoduje że po kimś takim, mają co najmniej depresję. Zdarza się że próbują popełnić samobójstwo. Ale najważniejsze, że taki facet czuje się przystojny i atrakcyjny. Powiem Ci że tylko że wszystko lepiej smakuje gdy gra się w otwarte karty i zamiast słowa kocham używa się słowa pożądam. Wtedy dopiero można powiedzieć że ma się powodzenie. Zdobywanie poprzez kłamstwo, jest nieważne. Kobieta myślała że spotkała wartościowego, uczuciowego mężczyznę, a to tylko maska zimnego, nieciekawego faceta. Nie rozumiem więc, jak taki mężczyzna, może pomyśleć o sobie że jest atrakcyjny. Jest tylko aktorem.




Innymi słowy bardziej opłaca się manipulacja.

Tak; jeśli nie ma manipulacji, pojawia się ból niespełnienia, smutek, żal, wściekłość, rozpacz. Jestem z kimś blisko, ale nie mogę się kochać, okazać jej swoim ciałem swoich głębokich uczuć. Cała moja męska natura, chce wedrzeć się w głąb miłosnej istoty mojej dziewczyny. Tymczasem nie mogę, ponieważ kochanie się nie jest za darmo; trzeba się zadeklarować. I w końcu batożony pożądaniem, robię to. Tak, kocham Cię, kocham, uwielbiam... tylko pozwól bym skosztował tego zespolenia naszych ciał, pozwól że okażę Ci swoje uwielbienie, w ruchach bioder zaklęte, w tęczy sapania skryte.




Kobiety w zdecydowanej większości kierują się uczuciami, co powoduje że po kimś takim, mają co najmniej depresję. Zdarza się że próbują popełnić samobójstwo.

Nie zawsze. Większość małżeństw to wpadka, presja rodziny, czy liczenie na ustawienie się z zamożnym facetem. Depresja jest zawsze wtedy, gdy nie uda nam się osiągnąć założonych celów. Czy nie uzbierają Panie na torebkę, szpilki, czy nie usidlą Pana, depresja będzie taka sama, identyczna. Różni się tylko bodziec który ją wywołał. Ano właśnie, próbują; by zwrócić na siebie uwagę, zagrać ofiarę, wzbudzić współczucie, czy w ten sposób zemścić się na ex. "Zobaczcie jak mnie skrzywdził! zniszczył mnie! to zły, bardzo zły człowiek, bo nie chciał spełnić mojego pragnienia! zabijcie go za moje cierpienie!".




Ale najważniejsze, że taki facet czuje się przystojny i atrakcyjny.

Wątpię. Po zerwaniu facet także czuje ból i cierpi, często tęskni. Ale jeśli nie ma chemii, zrozumienia, tego czegoś, szkoda życia na związek który nie daje satysfakcji. Wyjątkiem jest wampir emocjonalny, który po zerwaniu odczuwa przypływ energii; przyczyną tego stanu jest satysfakcja z cierpienia kobiety. Ale to rzadkie przypadki, i działają po obu stronach płciowej barykady.




Powiem Ci że tylko że wszystko lepiej smakuje gdy gra się w otwarte karty i zamiast słowa kocham używa się słowa pożądam. Wtedy dopiero można powiedzieć że ma się powodzenie. Zdobywanie poprzez kłamstwo, jest nieważne.

Jeśli powiem że nie kocham, a pożądam, większość kobiet obrazi się; uzna że traktują je jako puszczalskie i tylko do seksu, a nie do miłości. Każdy związek jest zbudowany na kłamstwie; ileż mężczyzn musi mówić swojej Pani a,la Grycanka, że wygląda świetnie, kiedy ta nie mieści się już w lustrze? ilu musi przysięgać, kiedy kobieta po ślubie zmienia nagle warunki gry? ilu mówi że kocha, a żeni się wyłącznie dlatego, że teść rzeźnik stoi z toporkiem, i namawia do ożenku ze zbrzuchaconą, nieszczęsną niewiastą? większość związków, to kłamstwa i społeczny kompromis, najczęściej oparty na dziecku czy strachu przed wyśmiewaną, niemodną samotnością.




Kobieta myślała że spotkała wartościowego, uczuciowego mężczyznę, a to tylko maska zimnego, nieciekawego faceta. Nie rozumiem więc, jak taki mężczyzna, może pomyśleć o sobie że jest atrakcyjny. Jest tylko aktorem.

To nie musi być maska zimnego faceta; to może być maska mężczyzny zrozpaczonego, zdesperowanego. Ile można prosić o seks, o rozładowanie bólu, spełnienie miłosnego pragnienia? A czy kobiety nie są aktorkami? nie manipulują seksem, nie robią awantur, fochów by coś uzyskać? to NORMA w każdym związku.







Pani "Borsuk":


Hmm... coś w tym jest...
Od 4 miesięcy jestem w związku z facetem, który otwarcie mówi, że mnie nie kocha... w naszym słowniku na stałe zagościły słowa 'uwielbiam' i zależy mi... ale to nie jest miłość... jest szczery i to doceniam, ma za sobą kilka związków i duże problemy z mówieniem o uczuciach... ale jest szczery, potrzebuje czasu... jednak są plusy i minusy... bo kiedy przez kilka miesięcy osoba, na której ci zależy dalej tylko cię uwielbia podświadomie blokujesz swoje emocje... a taka blokada zabiera Ci całą radość ze związku... i każdego kolejnego dnia, choć doceniasz tę szczerość zdajesz sobie sprawę, że te uczucia już raczej nie przyjdą...

Hmmm.... z tego krótkiego doświadczenia wyniosłam świadomość, że czasem słowa wypowiedziane na wyrost, przez sam ich wydźwięk mogą rozbudzić prawdziwe emocje... a te ostrożnie skrywane w środku zgasić każdy tlący się płomyk... oczywiście wszystko przy założeniu czystych intencji, a nie manipulacji... związki to trudna sprawa a emocje są ich częścią... w życiu po prostu trzeba rozmawiać, starać się zrozumieć, wybaczyć i iść dalej... taką mam dewizę... utrzymywanie na siłę dla dobra ogółu relacji z kimś, kto już dawno przestał nam być bliski na dłuższą metę nie może przynieść nic dobrego...






Od 4 miesięcy jestem w związku z facetem, który otwarcie mówi, że mnie nie kocha... w naszym słowniku na stałe zagościły słowa 'uwielbiam' i zależy mi... ale to nie jest miłość... jest szczery i to doceniam, ma za sobą kilka związków i duże problemy z mówieniem o uczuciach... ale jest szczery, potrzebuje czasu...

Och, jakie to wspaniałe! raj na ziemi, szczery, biedny facet... wszystko jest wspaniale?




 jednak są plusy i minusy...

A jednak... chyba nie wszystko...




bo kiedy przez kilka miesięcy osoba, na której ci zależy dalej tylko cię uwielbia podświadomie blokujesz swoje emocje... a taka blokada zabiera Ci całą radość ze związku... i każdego kolejnego dnia, choć doceniasz tę szczerość zdajesz sobie sprawę, że te uczucia już raczej nie przyjdą...

Taaak... a bez radości, smutasek, migrena, pochlipywanie gdzieś w ciepłej, przytulnej szafie z kubkiej gorącej herbaty... seksu nie ma, bo bez radości nie można... wyjść też nie, bo makijaż rozmazany łzami... z każdym dniem świadomość upływających chwil, coraz większy smutek... coraz mniej seksu... gdyby tylko ON powiedział że kocha... wróciłby uśmiech i radość... a z nimi seks... wspólne wyjścia... śmiech... do czasu aż się nie oświadczy... a jak nie to od nowa... smutek, łzy i migreny... a później kolejny krok w przyszłość i od nowa wypróbowane techniki oddziaływania na samca...




Hmmm.... z tego krótkiego doświadczenia wyniosłam świadomość, że czasem słowa wypowiedziane na wyrost, przez sam ich wydźwięk mogą rozbudzić prawdziwe emocje... a te ostrożnie skrywane w środku zgasić każdy tlący się płomyk... oczywiście wszystko przy założeniu czystych intencji, a nie manipulacji...

Po prostu czegoś pragniesz, czegoś oczekujesz... i pozwalasz by cudze słowa miotały Twoimi emocjami, jak Szatan księdzem Natankiem.




związki to trudna sprawa a emocje są ich częścią...

O tak...




w życiu po prostu trzeba rozmawiać, starać się zrozumieć, wybaczyć i iść dalej... taką mam dewizę... utrzymywanie na siłę dla dobra ogółu relacji z kimś, kto już dawno przestał nam być bliski na dłuższą metę nie może przynieść nic dobrego...

Czyli jeśli nie powie "kocham Cię", rozstanie... bo już nie jest nam bliski, nie spełnił naszych pragnień, więc można go wykopać ze swojego życia... czas leci, latka lecą... ale to on jest egoistą a nie ja...




sobota, 29 wrzesień 2012 14:06

Ssanie i błogość

Niemowlę żeby przetrwać, potrzebuje ssać z pięknej, pełnej mamusinej piersi mleko. To oczywista oczywistość, pokarm, gwarant życia. Kiedy więc dziecko jest głodne, wrzeszczy i płacze, a kiedy napełni brzuszek gulgocze słodko i zasypia ukojone, zadowolone; najchętniej wtulone w ciepłą i pachnącą mamusię.


Głód to stres, organizm czuje się zaniepokojony brakiem paliwa, więc do gry wchodzi układ hormonalny, i zalewa nas hormonami niezadowolenia; czujemy się źle, ciężko, odczuwamy niepokój. To bodziec by szukać jedzenia, odwieczny i prymitywny impuls, dzięki któremu ludzkość przetrwała mroki dziejów. Dla ludzi dorosłych nie jest to tak duży stres, zawsze można coś kupić w sklepie, ewentualnie wygrzebać w śmietniku na dryfującej wśród fal kryzysu, zielonej wyspie dobrobytu; jednak niemowlę skazane jest całkowicie na pierś mamusi, względnie butelkę. Nie może chodzić, w żaden sposób nie może zdobyć jedzenia, jest całkowicie ubezwłasnowolnione i na łasce rodziców. Stąd głód jest potwornym, koszmarnym stresem, sprawiającym że matce na dźwięk jego rozpaczliwych krzyków, włosy stają dęba, cierpnie skóra i adrenalina zalewa oczy. Dobra i troskliwa matka śpieszy się z cycusiem, by słodki bobasek, młody Hitler czy Stalin, odczuł sytość i zadowolenie, by przestał krzyczeć; i cierpieć.


Autostrada życia...


Ssanie z cycusia rodzi błogość, zadowolenie, a nade wszystko; zmniejszający się wraz z sytością, początkowo bardzo nieprzyjemny i silny stres, rozpacz, bezradność, cierpienie. Te dwutorowe oddziaływanie, jest odczuwane i sklasyfikowane jako wielka przyjemność, największa z istniejących. Układ hormonalny zalewa nas endorfinami, w nagrodę za dostarczenie paliwa do boskiej maszynerii ciała. Ból i rozkosz, nasi bezwzględni treserzy, nasi bogowie i nasze przeznaczenie na ziemi, tej ziemi. I teraz spójrz na palaczy, albo jeśli sam nim jesteś; na siebie, na swoje reakcje. Papieros gdy go ssasz, pociągasz, sprawia że znika stres, wyluzowujesz, zwalniasz na pełnej dziur, polskiej autostradzie życia... myślisz że to zasługa nikotyny? a gdzie tam. Wracasz podświadomie do dzieciństwa, do poczucia wszechogarniającej błogości gdy znikał stres, a Ty zasypiałeś zadowolony, szczęśliwy, przytulony do mamy. Nikotyna pobudza organizm, ale w negatywny, nieprzyjemny sposób. To wcale nie ona jest źródłem przyjemności.


Coś o tym wiem, paliłem kilkanaście lat. Palenie to był mój sposób na stresy i cierpienie, ale nie tylko mój; poznałem wielu ludzi, zwłaszcza Pań, które lubiły sobie dobrze zajarać; np. po przytulaniu ze mną... palenie rzucałem ze strachu o pogarszające się zdrowie; czasem brakowało mi oddechu, czułem jakbym oddychał przez naprawdę cienką słomkę. Nie było moją motywacją polepszenie jakości mojego życia, nie kierowałem się żadną szlachetną intencją, po prostu bałem się że trafię w końcu do szpitala. Mój ojciec ma astmę i rozedmę, jest inwalidą przez chorobę płuc, więc czynniki genetyczne na pewno sprzyjały przyśpieszonemu chorowaniu. Nie chciałem iść tą drogą, bałem się cierpienia, niemocy, zwłaszcza że już wtedy zaczynały się problemy z brzuchem. Proszę zauważyć jak potężną miałem motywację; czekała mnie sprawa w sądzie gdzie mogłem trafić pod celę, nie miałem pracy, zero pieniędzy, miła seks znajoma kopnęła mnie w cztery litery, a mój brzuch wariował; już się zaczęły problemy z wyjściem na zewnątrz, które dopiero za kilka lat pokazały mi, co znaczy porządnie dostać po pysku od życia. W tych problemach z którymi nie dawałem sobie rady, bardzo pomagał papieros. Jak sobie zapaliłem na balkonie przy dobrej książce, to od razu czułem się lepiej; taki przytępiony, odseparowany na chwilę od realności, lęków, problemów. Już od rana kiedy się budziłem, marzyłem o jednym czerwonym sobieskim. Tak na rozbudzenie, przyśpieszenie myśli; żeby miło zacząć dzień. Jednak zawsze miałem zasadę, najpierw śniadanie, później nagroda, oczywiście w postaci papierosa. Na czczo po papierosie kręciło mi się w głowie, odczuwałem mdłości. Po śniadaniu i ciepłej herbacie, miałem znacznie lepsze doznania; w trakcie palenia, ponieważ po nim obojętnie czy coś jadłem czy nie, czułem się jak szmata.


Niedossany bibliotekarz


To jest jak wahadło, pchnięte oddala się od nas, by niebawem do nas wrócić; chwila luzu i uspokojenia, a później okropny smród którego nie znosiłem (jak paliłem na klatce schodowej, zmieniałem całe ubranie łącznie ze skarpetkami) kapeć w buzi, a lęki? wracały truchtem na swoją melinę w mojej głowie. Strach przed inwalidztwem był tak silny, że rzuciłem palenie. Do tej pory, nawet buszka nie wziąłem; niemniej cierpienie było straszne. Znajomi chętnie częstowali mnie papierosem, jak nigdy przedtem. Nigdy nie uległem; i owszem, miałem ochotę, ale czy to nie upodlenie i brak charakteru, jeśli człowiek widzi że walczę z nałogiem, i chce mnie znowu w niego wtrącić? to mnie ratowało, motywacja: "nie dam takiemu człowiekowi satysfakcji". No cóż, oni nadal palą, ja nie. Nie chciałem żyć, w każdy ranek miałem depresję, rozpacz. Dużo mi pomogła jednak praca; ciocia mi załatwiła fuchę w bibliotece wojskowej, gdzie w chwilach bez biegania z książkami, mogłem się oddać swojej pasji, czytaniu i historii drugiej wojny światowej. Rok trwała ta gehenna (z czego pierwsze pół roku, mam mgłę w pamięci) ale przetrwałem. Żaden stres nie może trwać bezustannie, inne z czasem narastające bodźce, skutecznie go wyciszają. Nic nie trwa wiecznie, wszystko mija. Palenie ode mnie odeszło, jak kolejna ex, natomiast lęki były nadal.


Dlatego pragnę byś zrozumiał; palisz bo pragniesz powrócić do tych chwil, gdy odczuwałeś taką głęboką błogość, uspokojenie, radosny i spełniony sen. Nie pamiętasz tych chwil, ale one są w Tobie, w podświadomości. To jak z piorunem, prądem, ogniem albo wodą. Jeśli w niemowlęstwie "kopnie" Cię prąd, oparzysz się, przytopisz czy będziesz świadkiem rozszalałej burzy, nie będziesz tego pamiętać, ale na sam widok tych bodźców, poczujesz silny skurcz strachu. Nic nie musisz pamiętać, i niemal nikt nie pamięta; jednak podświadomość działa, ostrzega przed zagrożeniami których doznaliśmy, i ciągnie ją do rozkoszy których kiedyś zaznaliśmy. Ciepła pierś mamy dawała Ci odżywczy pokarm, papieros daje Ci złudzenie powrotu do błogości, ale coś za coś; proteza błogości zatruwa, niszczy ciało i Twój umysł. Jeśli skojarzysz żałosną namiastkę błogości z cuchnącym dymem papierosa, masz spory problem. Oczywiście, możesz zajarać, głęboko się zaciągnąć, i śmiać z tych słów. Co ten facet chrzani? palę bo lubię! zresztą przestanę kiedy zechcę! jasne... Ale przeczytaj je po wypalonym papierosie, czy czujesz jakie to wszystko jest żałosne? Ludzie pragną błogości i miłości, ciepła i bezpieczeństwa, uznania; i żeby to osiągnąć palą, piją, ćpają, robią szalone rzeczy by zdobyć odrobinę podziwu. Wchodzą w chore, toksyczne związki, przyjaźnią się z fałszywymi ludźmi dla splendoru... a w tle jedno pragnienie, jedna wizja.


Kiedy rozmawiam z kobietą, patrzę w oczy rozmówczyni, i rzadko kiedy słucham co do mnie mówią; widzę te niemowlę które wyrosło na dużą, dojrzałą kobietę z dużymi oczyma, i nadal w sobie nosi niedossanie, niedobór miłości i akceptacji. Ty mi mówisz czego ode mnie chcesz, a ja wiem że kłamiesz. Ty wcale tego nie chcesz. Coś zupełnie innego da Ci spełnienie. I jako terapeuta, ssaczy coach, rozpinam rozporek...

środa, 26 wrzesień 2012 16:13

Recepta na bycie Macho

W dzisiejszym felietonie, odpowiadam na pytanie Bartka. Podobne zadaje mi wiele braci samców, więc wykorzystuje świetną okazję i odpowiadam zbiorczo; tak jak umiem, w oparciu o to co wiem i rozumiem.


Witam, czytam pańską stronę Samczeruno.pl i żałuje że nie znalazłem jej wcześniej, jednak obstawiam że takich tekstów już Pan trochę usłyszał. Zatem przechodząc do konkretów, ciapa ze mnie. Samoocena niska, brzuch, groźba łysinki, powodzenie nie za dobre. Czytam wszystkie poradniki, szukam rozwiązania to też i Pana chciałbym prosić o poradę. Jak zmienić się w niekoniecznie macho, ale stojącego na własnych nogach faceta. Praktycznie z wszystkim co pan pisał na stronie się zgadzam, ale jak to w życie wprowadzić?




Większość poradników wprowadzi w Twoje życie chaos i cierpienie; uczą one czytelnika, w jaki sposób zmienić ma on swoje zachowanie i prezencję, by osiągać sukcesy w związkach z kobietami. Mamy więc porady dotyczące obniżenia tembru głosu, spokojnego mówienia, zdecydowania w ruchach, działaniach, sztuki ubioru, szybkiej decyzyjności, i wszelkich innych rzeczy ukazujących Pańską męskość, dominację. To są całkiem dobre porady, jednak kompletnie niepraktyczne. Ludzkie ciało ma ok. 400, 500 mięśni, i wszystkie one tworzą mowę ciała na którą podświadomie reaguje kobieta. Mężczyzna niepewny siebie, nie jest w stanie kontrolować ok. 450 mięśni, jednocześnie próbując się nie zaczerwienić i nie zająknąć, recytując wyuczony tekst podrywu jak robot piskliwym głosikiem. Z tego wyjdzie kompletna klapa, a adept podrywu stanie się pośmiewiskiem wśród innych zakompleksieńców. Te książki nadają się jedynie jako ciekawostki do poczytania w toalecie, a później podpałka na ognisko.


Rzadziej spotykane książki są już sprytniejsze; ich autorzy rozumieją że kontrola ciała i otoczenia, jest nierealna u człowieka z dużymi kompleksami czy lękami, a więc jedyną ścieżką ku sukcesowi, jest zmiana osobowości. Gdy człowiek uwierzy że jest macho, nie trzeba kontrolować ciała, ono samo zachowuje się jak ciało macho - wyprostowana sylwetka, wypchnięta klatka piersiowa, wciągnięty brzuch, specyficzny chód i zachowanie człowieka, który świadomy jest swojej siły i dominacji. Ale tu pojawia się problem, ponieważ zmiana osobowości, to likwidacja swoich głównych lęków, podrasowanie pewności siebie i kilka innych spraw. I z tego co mi wiadomo, klasyczna psychologia ma w tym mierne efekty, żeby nie użyć brzydszego słowa. Całe lata pracy z pacjentem na kozetce, by chociaż jedna fobia minęła (a najcześciej nie mija) to szokująco niska skuteczność. Metody NLP działają znacznie skuteczniej, ale też nie na tyle by sprowokować tak duża zmianę. Oczywiście, psycholodzy chwalą się sukcesami, psychiatrzy lekami coraz to nowszych generacji a trenerzy NLP gotowymi cudami na talerzu. Wystarczy jednak by zamiast czytania marketingowego bełkotu, poczytać chociażby fora dla ludzi z fobią społeczną, którą ma wielu adeptów podrywu. Lata sesji, terapii grupowej i solo, stosy leków; i nic. Czasem na chwilę zaleczą objawy, ale znaczna większość ludzi po prostu żyje tak jak żyła, w lęku. Do lęku dochodzi nienawiść do swojego ciała i siebie, za to że takie jest, że nie chce się zmienić by dorównać wymarzonemu ideałowi.


Cipka w sukience


I tu dochodzimy do głównego dania; faceci cipkowaci, zalęknieni, takimi najczęściej zostaną do końca życia. Tak się złożyło że poznałem niejednego po bardzo drogich kursach, gdzie byli uczeni jak się poruszać, jak mówić do kobiety, ale to były tylko kosmetyczne zmiany; czuć było rybą od ich cipek, waniało równo, mogli by założyć sukienkę i nie zauważyłbym różnicy. Wiecie dlaczego jestem taki złośliwy? bo każda z tych męskich cipek, próbowała udawać kogoś kim nie była. Nie akceptowali siebie, odrzucali to kim są, a chcieli być jak ideał z telewizji; jeśli oni nienawidzą i odrzucają siebie, jeśli oni się nie szanują, to i ja ich nie mogę szanować. Cipki w sukienkach, ot co. I nie chodzi wcale o to że ja nimi gardzę; po trzykroć nie. Jeśli nie szanujesz siebie, to jeśli ja okażę Ci szacunek, uznasz że Tobą manipuluję, drwię z Ciebie. W końcu znasz siebie lepiej niż ja Ciebie, więc jeśli Ty uważasz że jesteś żałosny, to w to wierzysz i uznajesz za prawdę. Jeśli zareaguję inaczej, znienawidzisz mnie. Ludzie z kompleksami pragną szczerych komplementów, a gdy je uzyskują od naiwniaków i społeczniaków z misją czynienia dobra dla każdego, nie wierzą w nie i w odpowiedzi nienawidzą. Wierzą tylko oszustom którzy ich ordynarnie oszukują; po prostu czują podświadomie że to tylko kit, i to akceptują. W tej grze jednak jest tylko coś za coś; fałszywy komplement, najczęściej wymienialny za grube pieniądze adepta sztuki macho.


Dlatego gdy poznajesz człowieka, niezwykle ważnym jest, byś poznał czy on sam siebie docenia, szanuje. Jeśli nie, każde ciepłe uczucie wobec niego będzie źle odebrane; jako pogarda bądź szykana. Dlatego później faceci dziwią się, że kochali swoją kobietę, skakali koło niej, wszystko dla niej robili, a ona szalała by w końcu pójść do alkoholika, który ją tlucze codziennie po pysku. Znam takie przypadki, ale też na odwrót; kobieta stara się, staje na rzęsach, a facet wariuje i wchodzi w związek z psychopatką. Niestety, nie jest tak że ludzie są równi, i że wszyscy chcą miłości, szczerości i ciepła. Niektórzy tylko deklarują że tego chcą, ale spełnienie odczuwają jedynie w toksycznej relacji. Wszyscy wokół chcą im pomóc, tłumaczą, perorują i argumentują; nic z tego. Rzekoma ofiara toksyny miłosnej płacze, szlocha, zawodzi że chce miłości i szczęścia, chce ułożyć sobie życie; ale wraca do potwora, jakby była opiłkiem żelaza przy wielkim, psychopatycznym magnesie. Wymieni wybite zęby, nastawi złamany nos, i już pędzi do kata po kolejną porcję pogardy i upodlenia. A sprawa jest całkiem prosta; niektórzy lubią być ofiarami. Po prostu to ich kręci. Ci którzy pomagają, wchodzą w orbitę toksycznych wpływów, i zostają bezwzględnie wykorzystani. Takie historie też znam; ale to dobrze, jeśli chcesz pomagać, musisz się nauczyć pomagać, to wielka sztuka. Nie sztuką jest dać menelowi pieniądze, za które on się upije i nadal będzie na dnie. Sztuką pomocy jest sprawić, by ktoś na dnie poczuł chęć na odbicie się od mulistego, pełnego odpadków dna.


Ty pier.. hipokryto...


Wbrew pozorom, nie osiąga się tego komplementami; nikt z niską samooceną, nie przyjmie komplementów jako pozytywnego bodźca do rozwoju siebie, a na pewno za nie nie odpłaci. To niewdzięcznicy, upajający się swoim nieszczęściem, uważający że wszystko im się należy, ponieważ oni są nieszczęśliwi i w życiu im nie wyszło. Nic im się nie udaje, więc w nieszczęściu chcą być doceniani, zauważeni, chcą być gwiazdorami męczeństwa. Warto zaakceptować fakt, że niektórzy chcą tak żyć, że jest to ich wolny wybór. Chcą umrzeć we własnych szczynach, dusząc się wymiocinami? musisz się z tym pogodzić. Jeśli będziesz chciał im pomóc, obrabują Cię z pieniędzy i spokoju duszy. Jedyna pomoc, to danie przykładu; bądź szczęśliwy, spełniony, a może degenerat też zechce taki być? w końcu zobaczy że to możliwe. Wszyscy mu tylko mówią że warto być szczęśliwym, ale on tego w ogóle nie widzi; bo mówią tak przeważnie hipokryci, onanizujący się swoją lepszą pozycją nad menelem, któremu rzekomo z dobrego serca pomagają. Większość faktem pomocy słabszym i biedniejszym, tylko się dowartościowuje. Ładują akumulatory zadowolenia, sprawia im przyjemność obserwacja że nie tylko oni mają źle, i że nie są na samym dnie; bo Ty na nim jesteś. Martwią się, załamują ręce, a w środku serduszka troszeczkę dziwnej, perwersyjnej satysfakcji. I za te ohydztwo chcesz wdzięczności? gdy Ty na siłę nieudolnie komplementujesz kompletnego nieroba, lenia i śmierdziela, a często złodzieja albo jeszcze gorzej, liczysz na nagrodę za swoje "dobre uczynki", i szokujesz się gdy ktoś w zamian za Twoje rzekome dobro, np. Cię okrada czy mocno obije.


Pan Wampir Kurwa Emocjonalny


W młodości podziwiałem pewnego Pana. Ten to miał podejście do kobiet... miękły im kolana przy pierwszym z nim kontakcie. Nic z tego nie rozumiałem; miał męską twarz, ale wcale nie przystojną, był niższy ode mnie. Niczym nie wyróżniał się z tłumu; podziwiałem go, i chciałem być taki jak on. Gdy pytałem go o tajemnicę jego sukcesu z kobietami, odpowiadał tradycyjnie; szampan, kwiaty, dużo prezentów, komplementy. Jak mi mówił, kobietę trzeba po prostu kupić i zdobyć. Działało. Gdzie by nie był, niemal wszystkie mężatki trafiały w orbitę jego ruchliwych i chutliwych trzewi. Przerabiał te wierzące, niewierzące, inteligentne, tępawe, co tylko mógł, a mógł dużo. Te rady były jednak bardzo szablonowe; u mnie nie działały, i z tego co widziałem u innych ludzi też nie. A i sam Pan, kwiatków nie widziałem żeby kupował. I zadawałem sobie pytanie, dlaczego u niego to działa, a u mnie nie? przecież ten człowiek wystarczyło że się odezwał, a nie musiał kupować żadnej zieleniny i podkupywać kobiece łono prezencikami. Często po kilkunastu minutach, miał niezobowiązujący seks. Czyli to nie jego rady były kluczem do nektarium, a coś zupełnie innego.


Dopiero wiele lat później, zrozumiałem o co chodziło. Gdy zacząłem poznawać psychiatrię i psychologię, wiele czytałem o zjawisku psychopatii, o zawężeniu świadomości takiego człowieka, nazwanego przez świetnego Bernsteina wampirem emocjonalnym. I zrozumiałem dlaczego te rady nie mogły zadziałać w moim przypadku tak, jak u tego przemiłego, uroczego Pana. Zacząłem wspominać pewne rzeczy, i nagle okazało się że wszystko do siebie pasuje jak ulał. Ten Pan był psychopatą. Ten typ osobowości charakteryzuje się magnetyzmem, mocną charyzmą i seksapilem, a także odczuwalną siłą psychiczną. Zbrodnicza, niepełna osobowość, chora z natury i moim zdaniem niepodatna na leczenie, wytrenowała czy też nabyła, umiejętność wpływania na potencjalną ofiarę. Są dwa wyjaśnienia tego fenomenu. Jeden to teoria Andrzeja, który głęboko sięga po ezoterykę wyjaśniając kwestie psychopatii i jej nadludzkich możliwości http://swiatducha.wordpress.com/obciazenia-duchowe/
Nawet jeśli nie wierzycie w takie sprawy, zachęcam was do lektury; pomijając wątki ezoteryczne, cała psychologiczna otoczka tego tematu wiele wam da w życiu, i być może ocali przed wielkim nieszczęściem.


Druga teoria którą sam stworzyłem, i która wydaje mi się sensowna, to teoria przystosowania instynktownego. Wiemy że człowiek oślepiony, w niezwykły sposób wyostrza słuch i dotyk. Ktoś bez nóg, ma niezwykle sprawne ręce. Jedne narządy przejmują pracę innych, i próbują zminimalizować stratę. Psychopata nie ma serca, nie potrafi kochać i odczuwać empatii, a ludzkość te cechy w większości posiada. Jeśli nie masz wzroku, wyostrza się w niezwykły sposób słuch... gdy nie masz serca które możesz zaofiarować drugiemu człowiekowi, musisz przyciągać w inny sposób do siebie ludzi. Rozumiecie? nie wiemy do końca jakie człowiek ma psychiczne możliwości. I nikt kto nie dozna oślepienia, nie wie jak jego słuch może być wrażliwy i sensytywny. Można to samemu sprawdzić, chodząc w opasce na oczy np. cały dzień. Kto spróbuje, zdziwi się jak mocno jego słuch stał się wyostrzony. Moim zdaniem psychopata to ktoś, kto zastępuje serce umiejętnościami wpływu na innych ludzi. Podrasowana zostaje tymczasowa życzliwość, uwaga którą koncentruje się na potencjalnej ofierze (ona czuje się wysłuchana, szanowana, ważna), i szereg innych psychicznych właściwości. To jest zastąpienie usuniętego, emocjonalnego narządu. Skuteczne i widowiskowe, jednak skrywa w sobie otchłań smutku i bólu.


Och! to straszne!


I to jest straszne, że młodzi, wrażliwi ludzie, widząc psychopatę w akcji, marzą by być takimi jak on. Ja sam im wielokrotnie zazdrościłem, i przeklinałem swoją wrażliwość, marząc o sile przebicia takiego człowieka. Ale do czasu, gdy poznałem całość zagadnienia. Problem w tym, że widzicie fascynujący, elektryzujący podryw i początki związku. Cała reszta jest przed wami ukrywana - dlatego że charyzma i magnetyzm, ta emanująca męskość (czy kobiecość,w  przypadku psychopatki) to tylko wabik który ma zwabić ofiarę, i by ta się emocjonalnie zaangażowała w relację z psychopatą, czyli takie emocjonalne kajdanki, więzy; gdy to się stanie, wszystko się diametralnie zmienia. Mucha wpada w sieć pająka, i kończy się bajka; zaczyna się bolesne ssanie krwi. Serce może nie jest tak efektywne i widowiskowe, miłość i życzliwość, szacunek - nie są głośne, huczne, stroboskopowo urokliwe; są ciche, skryte w milczeniu, a by je zobaczyć trzeba samemu być wyciszonym. Ludzie jednak chcą by coś się działo; proszę bardzo! więc zamiast cichego, silnego serca, dostają fajerwerki emocji od psychopaty. Urok wampira emocjonalnego, uruchamia stan zakochania u ofiary, czyli aktywuje całą machinę endokrynologiczną w organiźmie, hormony szaleją, ekstaza, ekscytacja, jakby wirował kolorami cały świat... I nie mówię tylko o związkach, bo zdarza się że facet poznaje fajnego kumpla, czuje się zrozumiany, szanowany, a po czasie wychodzi na wierzch cała okrutna prawda. Podobnie z Paniami; one też trafiają na przyjaciółki, które mają zupełnie inne, czarne cele, niż sobie to wrażliwa dziewczyna na początku wyobrażała.


Psychopaci są dwojakiego rodzaju. Ci ekspansywni, macho, ludzie interesu, szybkie decyzje, ofensywny urok; ale też i defensywna elegancja, czyli ofiara losu, taki biedny i taki nieszczęśliwy, i jakby miał w sobie jakiś potężny magnes. Wszyscy chcą mu pomóc, przytulić, pożyczyć jakieś pieniądze. Oczywiście, wampir chętnie przyjmie pieniądze (których nie odda), ale najchętniej wprowadzi w życie ofiary chaos, wypruje ją emocjonalnie z wszystkich sił, czy też używając modnego słownictwa "zrobi jej jazdę". Jak zwał tak zwał, ważne że efektem jest totalne zmęczenie, brak energii, poczucie bezsensu życia, chęć zemsty, pragnienie nawrócenia czy przekonania wampira do swoich racji. "Moja miłość go zmieni" - to hasło przewodnie wielu ambitnych Pan, które nie mają żadnych, najmniejszych szans. Oczywiście taka motywacja u Pani - ofiary, wampirowi jest bardzo na rękę. Nie ma nic lepszego, niż zając który chce nawracać głodnego wilka, i sam wchodzi mu do paszczęki. Jedyna szansa na wyjście z tej sytuacji z możliwie najmniejszymi stratami, to natychmiastowe odejście, ucieczka.


Wielu moich czytelników, podziwia Mateusza Grzesiaka. Nie ukrywam że i ja należałem do tego grona. Jednak według mnie, to typowy wampir emocjonalny. Chcesz być jak Grzesiak? przykro mi, ale to niemożliwe. Jego siła i charyzma wyrasta z braku serca, a nie z umiejetności które można wyćwiczyć. Umówmy się że wiele można wytrenować, ale TAKIEJ charyzmy w życiu nie wyćwiczysz. Jej źródłem nie są umiejętności, a brak serca skompensowany wewnętrznym magnetyzmem. Podkreślmy że wiedzę Grzesiak ma sporą, znacznie większą niż moja, i inni coache; i każdy z nich przy nim wydaje się być kapciowaty. Ale to nic Ci nie da, nie wzmocni Cię. To tylko wizerunek, maska i wabik na energię tych, którzy chcą zmienić swoje życie. Podobne podejrzenia żywię do Leszka Żądło, który jest wampirem emocjonalnym, jak i wielu jego wiernych uczniów. Tak więc uprzedzam uczciwie ludzi, żeby zaglądali głębiej niż miłe słówka, charyzma i poczucie że oto jest ktoś, kto nas rozumie i będzie wspierał.


A więc, nie możesz stać się jak Twoi idole, którzy w większości są psychopatami. Rzadko który polityk nim nie jest, zdrowy emocjonalnie człowiek unika wielkich zgromadzeń ludzkich, czy miejsc gdzie jest głośno, huczno. Tam przebije się tylko psychopata. Podobnie znani guru rozwoju osobistego i duchowego; to także w większości wampiry emocjonalne. Wydają się być silni, ale to tylko siła w wydaniu zwierzęcym. Tak naprawdę psychopaci, są ewolucyjnie uszkodzeni, znacznie niżej niż zwykły człowiek na szczeblach emocjonalnej ewolucji. Tygrys także jest piękny, silny, i można się w niego wpatrywać godzinami. Rekin budzi lęk i podziw, a orzeł wzbudza w nas pragnienie wolności; ale człowiek stoi wyżej, gdyż posiada serce, i umiejętność śmiania się. Psychopata nie ma serca; Ty się zakochujesz, a jesteś dla niego tylko przedmiotem. Gdy się orientujesz o co chodzi, chcesz nawrócić bądź przekonać psychopatę; to nierealne. On czy ona, po prostu nie mają empatii. Nie są mechanicznie w stanie wyczuć, co Ty czujesz. Mogą za to udawać, i często udają zmianę jeśli widzą w tym interes. Zresztą sami odczuwają ciągły ból wewnętrzny, wezwanie do powrotu ku człowieczeństwu. Próba ich socjalizacji, jest dokładnie taka sama, jak próba nauczenia aportowania tarantuli; skończy się bolesnym ukąszeniem.


Plusy ujemne


Całe życie jesteśmy atakowani obrazkami modeli, mięśniaków, czy milczących macho z papierosem w ustach. Tak działa ten świat, że zarabia się na ludzkich pragnieniach. Ciągle chcą Ci coś dodawać:

Więcej wiary (religia, państwo)

Ładniejsze ciało

Lepsza praca

Lepsze zdrowie

Większy samochód

Żona i dzieci

Atrakcyjna dziewczyna

I wiele, wiele innych plusów, które "musisz" koniecznie mieć.



Idziesz przez życie, i chcesz ciągle coś ulepszać, dodawać. Ciągle jesteś niezadowolony, gdyż porównujesz się z modelami, czy rekinami biznesu. Gdy pytasz mnie, jak stanąć na nogi jako facet, chcesz bym podał Ci radę, jak upodobnić się do Twoich idoli; na pewno jakichś masz, i z całą pewnością są to wampiry emocjonalne. Niestety, nie mogę Ci dać takiej porady, po pierwsze nie wiem jak można się tak strasznie cofnąć w rozwoju, i okaleczyć by być jak oni; a nawet jakbym wiedział, to nigdy bym tego nie zachwalał. Podejrzewam że udział w strasznej wojnie, ciągłe widoki okrucieństw i zła, gwałtów i najgorszych okropieństw, o ile psychika by wytrzymała, sprawiłby że pojawiłby się w Tobie taki rys psychopatii. Wycofałbyś swoje uczucia przed strasznym, okrutnym światem, i zamiast nich wykształciłbyś uroczy magnetyzm. Wtedy byłbyś bardzo atrakcyjny dla Pań, jak macho; wątpię jednak by Ci się to spodobało. Ciągłe, nieustające cierpienie, znudzenie, poczucie skrzywdzenia; to niektóre cechy wampira emocjonalnego. Ktoś kto jest psychopatą, istnieje jakby wbrew ewolucji, i doświadcza tego dotkliwych skutków. Istnieją stopnie psychopatii. Jedni byli mocno skrzywdzeni, inni mniej, więc serce nie musi być do końca schowane, ukryte. Ale i magnetyzm mniejszy. Im większy, tym mniej serca.


Jak wprowadzić te rady w życie? tu powstaje pewien problem. Wszyscy chcą tu i teraz, jak najszybciej, i najlepiej za darmo; żeby było kolorowo i fajnie. Moim zdaniem, jedyna droga ku szczęściu (a nie byciem macho, z którym utożsamiasz szczęście) to odejmowanie ze swojej głowy tych wszystkich bzdur, które napchali Ci kiedyś autorytety, modele, newsy, media, znajomi. Gdy wyrzucisz to wszystko co nie jest Twoje, zostaniesz prawdziwy Ty. Z sercem miłością, życzliwością. A to oznacza że nie przelecisz wszystkich panienek które Ci się nawiną pod małego, ale spełnisz się w związku, albo jeśli jest Ci to pisane, spełnisz się w samotności. Będziesz odczuwał zadowolenie, spokój wewnętrzny; nie będziesz aż tak magnetyczny i charyzmatyczny jak wampir, ale po co Ci to? żeby zanęcić pustą lalkę, która nawet po sobie nie umie umyć talerza? na dłuższą metę magnetyzm jest okropny, ludzie Cię prześladują, chcą coś od Ciebie, nie dają Ci spokoju i oszukują Cię. Kobiety chcą mieć z Tobą dzieci, manipulują Tobą, faceci chcą być Twoimi kumplami, a jak Ty nie chcesz, będą się na Tobie mścić za odrzucone uczucie. Myślisz że wampir emocjonalny ma łatwe życie? ma znacznie gorsze od Ciebie, pomimo posiadania magnetyzmu, rzekomo wysokiej samooceny (siła przebicia to nie wysoka samoocena) zadbanego ciała, urody. Naprawdę chcesz go naśladować? to uderz się młotkiem w duży palec stopy, i pomnóż to razy sto; tak się czuje charyzmatyczny macho w środku.

Wyrzuć śmieci


Jak wyrzucać z siebie śmieci, z tych wszystkich lat, ten cały bełkot ludzi którzy niby wszystko wiedzą, a tak naprawdę gówno wiedzą? Obserwuj swoje myśli; w każdej chwili swojego życia. Obserwuj swoje ciało, jak reaguje w chwilach stresu czy zadowolenia. Obserwuj swoje reakcje na ludzi, zdarzenia. Staraj się utrzymać uwagę cały czas, nawet zasypiając. Z czasem zaobserwujesz ciekawe rzeczy, rzeczy które nie są Twoje. Zauważysz w swojej głowie swoich rodziców, wrzaski i łajania autorytetów, straszenie księdza, zabobony, sztuczne lęki. Cała olbrzymia góra śmieci, która nadaje się jedynie do wyrzucenia. Obserwuj także swoje myśli, to jakie są szalone, jak gnają przed siebie wciąż i wciąż. Zadaj sobie pytanie - czy te myśli są moje? czy jeśli te myśli chociażby na chwilę znikną, czy to nadal będę ja czy kto inny? jest takie fajne narzędzie w NLP, nazywa się alphabet game; wypróbuj to, by poczuć przez chwilę ciszę w swojej głowie, i zobaczyć jak wygląda naprawdę rzeczywistość, bez kolorowych okularów które ciągle nosimy.


Czy istnieje droga na skróty? testuję teraz kody uzdrawiania Lloyda. Naprawdę widzę że działają, ale chcę się wstrzymać z opinią na ich temat, póki nie przeprowadzę pełnych testów. Ale spróbuj, kup książkę i działaj. Możesz też kupić moją książkę KLIK, gdzie także opisuję o co w tym wszystkim chodzi. Wiem że samoobserwacja działa, to podstawa. Ale trwa długo, latami, czasem całe życie. Możliwe że są lepsze, szybsze sposoby na poradzenie sobie, z własnymi śmieciami w głowie, tylko ich na razie nie znam. Reasumując: odejmuj, wyrzucaj, a nie dodawaj czy mnóż. To jest droga do spełnienia, chociaż przy niej nie stoi tyle płatnych Pań, co na drodze wampirzego magnetyzmu. Na pierwszy rzut oka czujesz żal, ale nie wiesz że one wszystkie mają adidasa; ot taki ukryty prezencik.

poniedziałek, 24 wrzesień 2012 16:01

Przywrócić ogień w związku

Za dzisiejszy felieton, powinienem dostać Nobla; a pewnie dostanę wirtualnie po mordzie od spoconych, oburzonych Pań. Takie życie!

Nektarium


Udany seks, to przede wszystkim dwie sprawy; ciasne instrumentarium Pań, i aktywna chemia między dwojgiem ludzi. Problemem nie jest mały członek partnera; ten z tego co mi wiadomo, sam z siebie nie urośnie. Można go przedłużać czy pogrubiać operacyjnie, niestety jest to niebezpieczne, bolesne i drogie. Niektórzy mówią o wizualizowaniu jego wzrostu, ale to nie działa... pieprzeni kłamcy! Tymczasem niezależnie od wielkości penisa, eleganckie Panie mogą (i powinny) ćwiczyć mięsień Kegla. Ćwiczy się go poprzez systematyczne "pulsujące" wstrzymywanie od siusiania, i w czasie wolnym zaciskanie i rozkurczanie tegoż mięśnia, który złotym deszczem uroczo zawiaduje. Po pewnym czasie ofiarnych treningów, wejście do Nektarium rozkosznie się zaciska, staje sprężyste i przytulne, zapraszając do siebie wszelkich gości; większych i tych mniejszych, przy czym każdy z gości czuje się niezwykle miło i czule przyjęty. I nie ma takiego weselnika, który wyszedłby z żądaniami reklamacyjnymi.


Czego nie spełniły obietnice Donka (dobrobyt dla wszystkich), to zrealizuje dobrze trenowany mięsień Kegla. Każdy będzie zadowolony. Panie chcące osiągnąć mistrzostwo w sztuce miłości, potrafią tkwiąc w bezruchu, przywieść nieszczęsnego mężczyznę na krawędź szaleństwa rozkoszy, i obłędu miłosnego uniesienia. W miłosnych zapasach, jest to pozycja kończąca, nazywana "dolnym" Nelsonem. Takie Panie są jak boa dusiciel; przerażają mnie, ale i przyciągają z potworną, niepowstrzymaną siłą. Ładnych Pań jest dość sporo; ale takich które opanowały sztukę miłosnych zapasów, jest niewiele. Jeśli więc moja szanowna czytelniczka nie dostała od natury daru urody i gibkości, sama może wyćwiczyć sidła na nieśmiałego, wartościowego mężczyznę. Kto w nie wpadnie, ten już z nich nie wyjdzie. A nawet jeśli wyjdzie, nic już nie będzie takie same...


Panie oburzają się, gdy o tym wspominam. Biorą to do siebie, traktują jak obrazę; całkiem niepotrzebnie. Mężczyzna powinien także ćwiczyć mięsień łonowo guziczny, i opanować dzięki niemu wzburzone potoki słonych łez wyzwolenia. Niektóre Panie, i stwierdzam to ze smutnej autopsji, są niezwykle zapuszczone światopoglądowo w tej kwestii. Przypominają swoją miłością hangar lotniczy, w którym mogę fikać koziołki moim małym samolocikiem. W niektórych miejsca jest za dużo, nawet na boeinga 747. Oczywistością staje się fakt, że pożycie małżeńskie musi powoli zamierać. I winna sytuacji jest niestety ale kobieta; ma możliwości naprawienia, ale ich nie używa. Widocznie w M jak miłość o tym nie mówili. Mężczyzna tej możliwości nie ma, chyba że użyje bolesnej pompki próżniowej; w wielu jednak wypadkach, nawet taki zabieg nie pomoże. Pani ma w sobie zbyt wiele emocjonalnej próżni... i tylko Titanic mógłby ją wypełnić. Niestety, pływam małą żaglóweczką po oceanicznej, samotnej toni.


Chemia...


Załóżmy; dwoje małżonków, przyjaźń, szacunek, zachowana siła tarcia przyjemne bodźce wyzwalająca... ale brak chemii. Seks z małżonką, przypomina miłość z gumową lalką. Przyjemniej jest brać sprawę we własne dłonie; po prostu brak tego czegoś, uniesienia, wspólnych emocji. Jeśli dwie strony związku, zauważają ten olbrzymi problem, ale nie wiedzą jak go rozwiązać, mam rozwiązanie. Nie zapomnieliście chyba jak chełpiłem się Noblem dla mnie? i jak żaliłem że znowu będę niedoceniony? czytajcie więc dalej.


Jeśli emocje się nie pojawiają, i nie są wspólne, czyli skojarzone z wami, zróbcie tak; wejdźcie pod prysznic z zimną wodą trzymając się razem. Niech wytryśnie na was zimna woda, ale naprawdę zimna, a nie wymieszana z ciepłą. Krzyczcie razem, skaczcie, ale na Boga! nie wychodźcie. I nie lękajcie się chorób. Autor niniejszego rewolucyjnego pomysłu, robi to codziennie. Warunek zdrowia, a nawet jego znacznej poprawy, jest jeden. Zimna woda tylko do dwóch minut, ale nigdy przenigdy na wyziębione ciało. Najpierw więc ciepła, gorąca woda. Ciało musi być ciepłe, rozgrzane, naczynia krwionośne otwarte, jak ja na umiłowanych czytelników i ich finansową wdzięczność... I wtedy włączamy natychmiast, w jednej chwili zimną wodę. Powtarzać dwa razy dziennie. Znienawidzicie zimną wodę, mnie, ale klnę się na wszystko co kocham (ha ha, przecież ja nic nie kocham) że przywrócę wam gorączkę zmysłów, której nie zbije najlepszy nawet antybiotyk znudzenia. Uwaga! Jeśli Pani bądź Pan mają problemy naczyniowo krążeniowe, temperatura może w trakcie stosowania terapii gwałtownie opaść. Tętno także... tak czy siak, problem zostanie rozwiązany.

Przypominam Państwu, o zapisywanie się na newsletter. Na dole strony proszę podać meila, i być zawsze na czasie jeśli chodzi o nowości na stronie.

Najnowsze komentarze

Newsletter Subscription



asd