Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
poniedziałek, 29 październik 2012 11:20

Męski grzech...

Kim jest prawdziwy mężczyzna? Poruszając się w gęstej dżungli opinii, miotamy się wśród kolczastych krzewów, gubimy ślad, a kręta ścieżka raz spuszczona z oczu, natychmiast zarasta. W dusznej mgle stereotypów, w oddali pełga żywotny płomyk. Podążmy ku niemu bracia, by prawdy upojnej skosztować. Widmowe ciała kłamstw otaczają mnie; krzyczą, przekonują, na dym ulotny swych oracji wskazują.


Prawda nie jest atrakcyjna, ni zmysłowa. W ciszy ona jeno skryta, niedoceniona,  przez chór głupców wzgardzona. Zedrę z  niej szatę, byśmy ciało prawdy skonsumować mogli. Mężczyzna prawdziwy... nosi spodnie. Prawda to pierwsza z trzech. W tych spodniach, dwa twarde, spuchnięte, żylaste jądra, to druga prawda; pełne Ci one żywotnej ambrozji, testosteronu. Mój Ci on! dumnie krzyczę z triumfem w niebo się wpatrując. To trzecia, ostatnia z prawd życiowych mój synu. Prawda którą nieść w chwale winieneś, przez swój żywot cały.


Mężczyzna prawdziwy to kreator, smakosz, i wykwintny degustator testosteronu, a także jego wierny wyznawca i pokorny uczeń. Testosteron źródłem Twej duchowej siły bracie samcu, i wyryj sobie te święte słowa głęboko w sercu. Pamiętaj wszakże że silny, czyli prawdziwy mężczyzna, swoją wewnętrzną siłę czerpie z jąder. Gdy cały świat w brazylijskich telenowel piekle pogrążon, jedynie męski zakon braci uciśnionych, na straży prawdziwej męskości stoi. Bracia samcy płaczą tylko wtedy, gdy zgodnie kroją cebulę na śledziki pod wieczorną, suto zakrapianą ucztę. Pod bramami wrzaski Pań, szturm wściekłych macic zaczęty, lecz bram zakonu nie przemogą.


W trakcie kłótni z kobietą, dokonuje się wielka rzecz, a cały wszechświat wstrzymuje oddech; nasz odwieczny wróg, estrogen, zmusza kobietę by przetestowała jakość naszego testosteronu. Czy on aby nie zwietrzały? przeterminowany? utleniony? zblazowany? próba męskości, inicjacja która przemienia Cię z gówniarza w prawdziwego mężczyznę, rewitalizuje i odnawia Twoje jądra. Ten sprawdzian czeka każdego z braci. Podejmij z radością wyzwanie, i przemóż bramy piekieł, na najczystszym i najbardziej męskim paliwie, jakie ludzkość zna.


Mężczyzna który nosi spodnie, jest świadomy swej wewnętrznej siły. Gdy jesteś silny, nie krzyczysz, to oczywista oczywistość. Krzyk pojawia się wtedy, gdy odczuwasz zagrożenie. W trakcie kłótni z kobietą, Twój krzyk oznacza że masz za niski poziom testosteronu. Czujesz się niepewnie, słabo. Krew krąży po Twym ciele niemrawo, a tętnice w lęku i tłuszczu skryte, nieudolnie pracują. Hańba! przez krucha, drobną kobietkę Twój rezerwuar tajemnych sił wysechł. Moc truchleje, a Twoje jądra kurczą się ze strachu i wstydu. Gdy krzyczysz, odsłaniasz swoją haniebną, niemęską słabość. Krzyczą tylko słabi; to ich znak rozpoznawczy. Nigdy więc mój synu, nigdy nie podnoś głosu, nawet w największym bitewnym zamęcie. Kto krzyczy, ten pokazuje że mu na czymś zależy; kto krzyczy, ten gówniarz. Kto krzyczy? tylko męska podróbka mój synu.


Słabi, żałośni faceci; krzyczą, piszczą, podskakują w miejscu, rwą się do bitki... precz od furty męskiego zakonu braci uciśnionych! brat furtian wyleje na was z górnej baszty, beczkę gorącej smoły. Zakon to elita elit. Faceci których centrum istnienia znajduje się w trzewiach, a nie nadużywanych strunach głosowych. Gdy żałosne, pseudomęskie manekiny wrzeszczą, bracia samcy stoją milcząc. Za nimi zachodzi słońce, opromieniając ich milczące, dumne oblicza łuną godności i wielkości. Ich brudne, wyświnione dżinsy dumnie w kroczu potężnie wypchane, a męski, gryzący nozdrza zapaszek unosi się nad nimi. Spójrz jak wygląda elita; wciągnij w nozdrza ten niebiański, dziwnie znajomy zapaszek zwycięstwa. Może i Ty kiedyś do nas dołączysz? zapiszesz w kronice męskiej chwały?

sobota, 27 październik 2012 15:38

Gówniarz i mężczyzna

Miłosną odyseję, da się opisać i wyrazić za pomocą bogatej palety barw; nawet szarość ma tysiąc i jeden odcieni, a dotyk poety potrafi ją jeszcze pogłębić, nadać znaczenie kruchym wymiarom istnienia, co daje nieskończoną liczbę możliwości, wahań, subtelnych ekspiacji. To prawda; ale istnieje noc i dzień, życie i śmierć, a także biel i czerń. Mimo wszystkich odcieni, powiedzmy sobie wprost bracia; istnieją tylko dwa typy samców, stąpających po ziemi, tej ziemi. Na zewnątrz wyglądają podobnie, jednak wewnętrznie różni ich niemal wszystko. Gówniarz i mężczyzna. Cała reszta definicji, to tylko prawnicze, sofistyczne wygibasy. Poznajcie więc jedynie słuszną typologię.



Uczucia:

Gówniarz: kobieta decyduje o jego nastrojach. Foch bądź milczenie partnerki, natychmiast ustawia do pionu gówniarza, mobilizuje go do służenia swojej Pani na kolanach. Każda emocja której sama kobieta nie rozumie, staje się kodeksem postępowania, dla tylko z pozoru i fizykalii faceta. Dobry Bóg dał mu testosteron, a ten się go trzykrotnie wyparł. Raz gdy jego kobieta zaszlochała, dwa gdy ciała dać nie chciała, a trzy gdy dni dwa całe przemilczała. Bóg więc sprawił, że "przypadkiem" trafił na samczeruno.pl, gdzie bracia samcy wyprostować chłopaka chcieli. Uciekł. Do swojej kobiety, która go po główce pogłaskała, że płytkich emocjonalnie, niedojrzałych emocjonalnie popaprańców posłuchać nie chciał.

Mężczyzna: Kobieta nie ma wpływu na emocje mężczyzny. Jeśli ma, mężczyzna nigdy tego nie okazuje, ponieważ jeden udany szantaż otwiera furtkę do kolejnego. Skoro metoda działa, to się ją powtarza i coraz częściej z niej korzysta. Mężczyzna rozumie te zależności, i działa rozumnie. Ba! nie dość że nie reaguje tak jak chce kobieta, to jeszcze daje jej ostro w kość. Kobieta chce by facet skojarzył; odmawia jej więc cierpi. Mądry mężczyzna myśli podobnie; próbujesz mną manipulować, cierpisz. Każda sprawa która jest dyskutowana z szacunkiem dla mężczyzny, z uwzględnieniem jego racji, zaprasza mężczyznę do dyskusji z kobietą. Każdy kobiecy "argument" że inni mają a my nie, albo foch czy obrażanie się, jakiekolwiek szantaże czy nieprzyjemne odzywki z drwinami, zamykają dyskusję, bez względu na to co w zemście zrobi kobieta.



Finanse:

Gówniarz: pensję oddaje żonie. Nie podpisuje intercyzy, bo przecież umierają i rozwodzą się inni, poza tym kobieta obiecała że go nie zdradzi. Prosi się o jakieś niewielkie pieniądze ze swojej pensji na drobne wydatki, nie reaguje gdy spotyka się z odmową tylko cichutko odchodzi do telewizora, by nie zdenerwować swojej kobiety. Własne konto bankowe udostępnił swojej połówce, przepisał na nią działkę, samochód i firmę. Liczy że za taki objaw zaufania, zasłuży sobie na szacunek, a widząc że zamiast szacunku są coraz większe żadania i presja, zamiast odebrać co swoje i odejść, płaszczy się jeszcze więcej niż zwykle ma w zwyczaju. Znak rozpoznawczy; niewielkie, mizerne jądra. Zanik testosteronu. Wzmożona produkcja estrogenów. Ginekomastia. Grymas niepewności i strachu na twarzy. Czuć kozłem i skwaśniałym, końskim potem.

Mężczyzna: z pensji wydziela żonie to, co umówili się że jej da. Kupuje sobie to, na co ma ochotę, jeśli w rażący sposób nie wpływa to na byt rodziny. Swoje konto ma tylko dla siebie. Na pierwszym miejscu stoi dziecko jeśli je ma, później swoje pasje, a następnie małżonka. Jeśli małżonka krzyczy że albo pierścionek albo ona, bez wahania wydaje wszystkie pieniądze na imprezę z braćmi samcami, a swojej już ex wysyła esemesa; byłaś rozwarta bardziej niż mój cyrkiel w zawodówce.



Rodzice:

Gówniarz: zostawia rodziców na pastwę losu, bo tak chce kobieta. Oddaje ich do przytułku gdy są jeszcze całkiem sprawni, by przejąć ich mieszkanie, samochód czy oszczędności; bo kobieta narzeka że po co im skoro już starzy, a przez brak zdecydowania i "męskości" faceta, cierpią ich dzieci. Bo nie maja Ipoda i Iphona, a ich mamusia nie wygrzewa dupska na plaży i nie może wstawić na fejsa fotek z piramidami, i obsranymi wielbłądami w tle, jak inne "świadome siebie" i "nowoczesne" koleżanki z pracy. Nowoczesne? traktowanie rodziców jak śmieci dla paru groszy, ma bardzo długie tradycje.

Mężczyzna: mówi kobiecie, żeby odpierdoliła się od jego rodziców, i wara jej od ich pieniędzy. Jesli ma ochotę na pieniądze, to niech sobie zarobi. Nie umie? to nie usprawiedliwienie wyrzucenia z domu starych, bezbronnych ludzi. Jeśli rodzice byli w porządku wobec mężczyzny, ten kierując się honorem, jest w porządku wobec nich aż umrą. To są zasady prawdziwego mężczyzny. Płacz kobiety? rzuć jej ścierkę którą wycierałeś siuśki Azorka, niech obetrze sobie krokodyle łzy. A potem wykop ją z domu na zbity pysk, niech spieprza do własnych rodziców i ich odda do zaszczanego domu starców.



Wiara, przekonania:

Gówniarz: zmienia swoją wiarę, przekonania, kaja się że śmiał uważać inaczej niż jego partnerka. Przejmuje bez wahania wszyskie jej wierzenia, zwłaszcza w nieomylność telenowel brazylijskich.

Mężczyzna: zachowuje swoje wierzenia i przekonania, a zmienia je tylko wtedy, gdy sam poczuje taką potrzebę. Motorem zmian jest jego własne zrozumienie, wewnętrzna potrzeba i iluminacja, a nie strach przed awanturą i szydzeniem partnerki.



Społeczeństwo:

Gówniarz: potakuje z szacunkiem głową, gdy jego kobieta mówi o konieczności resocjalizacji morderców, dawaniu im drugiej szansy. Wierzy gdy kobieta naucza go o najważniejszych sprawach w życiu: jak się ubrać, pokazać w pracy, ładnie wyglądać, chodzić na pokaz do kościoła, mieć papierek żeby inni znali nasz status, czy mieć potomstwo, żeby ciotki nie pastwiły się uśmieszkami i ciągłymi pytaniami o potomka.

Mężczyzna: wychodzi gdy słyszy takie brednie. Gdy nie może wyjść, wychodzi kobieta z odciskiem adidasa na pośladkach. Za śmierć jest śmierć, takie jest męskie prawo. A w życiu najważniejsze są; honor, nauka dla siebie, pasje, kreatywność i wyobraźnia, a nie kolory ubrań, papierki i zdanie innych, mentalnych ciot, załganych autorytetów, byłych kapusiów co sprzedawali kolegów za kilka srebrników a teraz udawają wzór cnót.



Ubiór:

Gówniarz: ubiera się jak każe mu kobieta, wg. jej wizji modnego faceta. A właściwie to nie jest jej wizja, tylko wyczytała to w kobiecej prasie... gówniarza łatwo rozpoznasz, ponieważ jego ubiór jest pstrokaty, jak z bazaru, kompletne bezguście i szajs. Bardziej przypomina gejów z Paryżewa, niż normalnego, polskiego faceta. Najważniejsze dla niego jest zdanie jego partnerki.

Mężczyzna: ubiera się elagancko, po męsku. Garniak, dżinsy, dobra koszulka w stonowanych kolorach, eleganckie skórzane buty, mogą być adidasy. Kolor? jednostajny, najlepsze są ciemne kolory. Prawdziwy mężczyzna to nie bażant, nie musi błyskac kolorkami by pokazać że istnieje; to domena słabych, nieszczęśliwych ludzi, ciot co hałasem i krzykami chcą zapełnić swoją wewnętrzną pustkę. Systematyczna kąpiel, co najmniej raz dziennie; świeże skarpetki, zawsze świeży, gotowy do akcji penis; broda może być jeśli czujesz w sobie buntowniczy zew, staramy się unikać wieśniackich, cinkciarskich wąsów. Co w życiu mężczyzny jest najważniejsze? pasja, twórczość, budowanie, uczenie się. Cipek jest trzy miliardy, starczy dla każdego.



Słownictwo:

Gówniarz: kochanie, ale dziś piękna pogoda. Czy uważasz że Tomek hajtnie się z Kaśką? czy nie sądzisz że te zasłony są dziwnie brązowe? kochanie! wpiszę komcia u tego żałosnego męskiego guru Mareczka, i jego żałosnych braci samców; "Jesteście rzałośni. Rzal mi was. Ja koham swojom kobiete nade rzycie. Jesteście póści jak mój portwel".

Mężczyzna: wkleję komentarz brata samca Seby, z przedostatniego felietonu "Wątpliwości Kaśki": Seba 2012-10-24 15:41
Warto zadać sobie pytanie dlaczego kobiety z dzieckiem szukaja tzw miłosci ? bo pod słowem miłość mieści się słowo kasa...chodzi jedna z drugą i szuka frajerów żeby łożyli kasiorę na cudzego kryjana...jesteście mistrzami manipulacji... To jest męski komć! to jest FACET a nie ciota.




Poniżej, na dole strony, macie biały prostokąt. Wpiszcie w niego swój meil. To newsletter, dzięki któremu będziecie zawsze na bieżąco.

środa, 24 październik 2012 19:30

Nie stać Cię na milczenie...

Dziś czytałem na onecie artykuł o ludziach, którzy żerują na emerytach, rencistach, ogólnie ludziach starszych, schorowanych. Sprzedają im koce z wełny wielbłądziej, maszynki z cudownym, uzdrawiającym światłem, niezniszczalne garnki i szereg innych cudów, Które Trzeba Koniecznie Mieć. Zaprasza się ich najczęściej do zamków, pięknych miejsc, częstuje szampanem i zakąskami, po czym robi się pokaz z podstawionymi kupcami, by podgrzać atmosferę i zachęcić do szaleńczych zakupów. Naganiacze są niezwykle uprzejmi, mili i troskliwi, a starsi ludzie, ciułający od lat marne grosze, odmawiający sobie wszystkiego od ust, unikani przez rodziny i samotni w swej starości i chorobach, promienieją szczęściem; atmosfera zamku, blichtru, powiew wielkiego świata, ktoś się nimi zajmuje, troszczy o nich, ba! daje za darmo szampana, przekąski. Starszy człowiek oszołomiony tyloma przyjemnymi bodźcami, chce się odwdzięczyć uśmiechniętym dobrodziejom. Nie chce także wyjść na dziwaka, który skąpi na swoim zdrowiu, który oszczędza kiedy zdrowie i dobre samopoczucie dzięki energetycznej kołdrze, jest na wyciągnięcie ręki z banknotami. Zastanawia się, a błyszczący wybielonymi zębami uśmiech dobrodzieja gaśnie co budzi przykrość w starszym człowieku który nie wie, że darmowy jest tylko ser w pułapce na myszy. Podpisuje umowę kredytową, a uśmiech przedstawiciela handlowego rośnie, puchnie i przechodzi w piękny półksiężyc.

 

Okiem oszusta

Spójrzmy na to wszystko z punktu widzenia oszusta, bo ci ludzie którzy tym się zajmują, to hieny żerujące na padlinie, najniższy rodzaj istoty ludzkiej, bytujący na samym dnie, w gęstym, czarnym mule.Rzadko który oszust przyzna że oszukał człowieka, zwłaszcza bezbronnego, schorowanego, takiego który nie może się bronić.Wszyscy oszuści żeby uniknąć poczucia winy, stają się mistrzami w tłumaczeniu sobie pewnych rzeczy; są najlepszymi adwokatami swojej nieuczciwości. W ich oczach to co robią jest w porządku, ponieważ ci emeryci to głupki i frajerzy, którzy dają się naciągać. Gardzą nimi za to że dali się oszukać, a nawet nienawidzą. Tak jest łatwiej, oszukać kogoś kogo nienawidzisz, kim gardzisz. To budzi z czasem pewną satysfakcję, przyjemność, ułatwia “zawód”. Najlepszym złodziejem i lawirantem jest ten, kto bezkrytycznie wierzy w opowiadane przez siebie farmazony; wiara wyziera mu z oczu, oczywiście do czasu gdy ulatnia się z łupem. Jedna osoba na milion, być może przyzna się przed samym sobą że źle czyni. Cała reszta sobie jakoś wytłumaczy, wykreuje powody dla których ofiara jest zła, podła, i należy jej się nauczka od nas, sędziów sprawiedliwych. Każde tłumaczenie opiera się na pogardzie i co najmniej niechęci wobec osoby oszukanej. Tego nie da się w żaden sposób przeskoczyć. Kto Cię krzywdzi, ten Tobą gardzi, takie są nieomijalne prawa ludzkiej psychiki, koniec kropka. Ale dlaczego o tym piszę?

 

Dlaczego?

Chociażby dlatego, że wielu braci samców będących w toksycznych związkach, jest krzywdzonych. To niepoprawna politycznie opinia, gdyż oficjalnie promuje się jeden wzorzec; stłuczona na kwaśne jabłko żona płacząca nad przesoloną zupą, i pijany mąż. Tymczasem przemoc wobec mężczyzn jest monstrualna, tylko przyjmuje subtelniejsze, psychiczne formy. Kobieta przeważnie jest słabsza fizycznie od mężczyzn, więc wyćwiczyła coś co daje jej przewagę, mianowicie odporność psychiczną. Tę kobiety mają znacznie większą z natury, oczywiście można ją ćwiczyć, osłabiać itd., jednak bazowy poziom, statystycznie kobieta ma wyższy. Mężczyzna może kobietę uderzyć, za co odbierze mu się mieszkanie, dzieci, zasądzi alimenty i wtrąci do więzienia, a kobieta może mężczyznę upokarzać słowami, i żaden mężczyzna się na takie zachowanie nie poskarży. Może nawet być uderzany, co się coraz częściej zdarza, i także nie poskarży się na to nikomu; boi się śmiechu, drwin, szyderstwa “co Ty, baba Cię bije?”, “nie umiesz sobie wychować baby?”. Jasne, spróbuj wychowywać wrzeszczącego szaleńca wymachującego patelnią.

 
Ignorowanie

 
Gdy ktoś traktuje Cię bez szacunku, ignorowanie tego zachowania doprowadza do pewnych, wyżej opisanych, reakcji obronnych (uznanie swojej furii za konieczną i usprawiedliwioną, siebie za ofiarę a Ciebie za tego złego) ego napastniczki. Gdy nie reagujesz, bo nie chcesz awantury albo cichych dni czy kolejnego szlabanu na seks, niby nic się nie dzieje ale sprawiasz dwie rzeczy; po pierwsze, napastniczka zaatakuje za jakiś czas mocniej. Skoro można się wyżyć co jest przyjemne i daje ulgę od napięcia psychicznego, to niby dlaczego nie? Po drugie, gdy tych ataków będzie już kilka (z zasady każdy następny jest chociaż trochę mocniejszy od pierwszego) napastniczka nie przyzna się że źle robi, tylko wymyśli tłumaczenie. Nieważne jakie; jesteś za wysoki/niski, za dużo czasu siedzisz w domu/za mało czasu, jesteś zbyt czuły/za mało czuły. Powód zawsze się znajdzie, ale nie on jest ważny, to tylko słowa i teoria; liczy się emocja. A tą zawsze będzie rosnąca pogarda. To ułatwia szykanowanie i wyżywanie się na kimś kto się nie broni. Tak musi się stać, ponieważ kobieta musiałaby uznać że jest zła; żadna kobieta nigdy czegoś takiego nie przyjmie do wiadomości. Dlatego na salach rozwodowych, częstym widokiem jest kompletnie osłupiały mąż, i jego już za chwilę ex żona która płacze i szlocha, opowiadając o gwałtach psychicznych, duchowym terrorze który zafundował jej małżonek - tyran. I nieważne że facet zasuwał latami na potrzeby żony i jej wiecznie niezadowolonej rodziny, że nigdy głosu na nią nie podniósł. To wszystko jest nieważne; kobieta interpretuje sama co dla niej jest wygodniejsze, i idzie tym torem. Nigdy, powtarzam; nigdy nie bądź obojętny, wobec najbardziej nikłych przejawów braku szacunku. Za każdą rzekomą chwilę spokoju którą uzyskasz ignorowaniem faktów, zapłacisz tysiąckrotną cenę w związku, a później na sali sądowej gdzie zedrą z Ciebie ostatnie gacie.

 
Wąsaty, biedny dureń

Czy ten biedny, nieszczęsny wąsaty facet, jest niewinny? jest i nie jest. Jest niewinny, ponieważ żona często łga prosto w oczy, i płacze na żądanie. Ale jest winny ponieważ powinien się uczyć kobiecej psychiki, rozwijać swoją umysłowość. Przecież piszę o takich sprawach ja, i setki innych ludzi, nawet kobiet. Wystarczy czytać. Ale to za dużo, ludzie nie lubią się uczyć. A później płacz. On nie wiedział że prąd kopie; i się dowiedział. Gdyby o tym czytał, oszczędziłby sobie elektryzujących chwil. Życie to gra dla tych, którzy chcą się uczyć, rozwijać. Ostry gracz, to brat samiec który ceni sobie życiowe nauki. Dzięki nim omija głębokie doły i rozpadliny, a wąsaty leń i dureń w nie wpada; później siedząc w gnoju po uszy patrzy, zlizuje z wąsów okruszki śniadania, i zazdrości ostremu graczowi że ten je pyszną pizzę “uśmiech boryny”.

poniedziałek, 22 październik 2012 19:26

Wątpliwości Kaśki...

Ostatnio korespondowałem z czytelniczką Kasią, która wyraziła zgodę bym ją wykorzystał; najpierw wykorzystajmy więc jej pytania i wątpliwości na które odpowiem tak głęboko, jak tylko umiem.



Cześć Marku,

 

Mam na imię Kasia:) Trafiłam na Twoją stronę przypadkiem (nie jestem typem nałogowego czytelnika cudzych blogów tudzież innych wynurzeń), ale zdecydownie zdarzyło się to w odpowiednim momencie. Parę miesięcy temu byłam osobą stabliną, świadomie dążącą do pewnych celów, pewną siebie i nie zawracającą sobie głowy amorami. Trochę w życiu dostałam już po dupie, jak na swój wiek i postanowiłam zająć się sobą i swoją córeczką. Aż pewnego pięknego dnia trafiłam na psychopatę. Jeszcze wtedy nie do końca zdawałam sobie sprawę z istnienia takich bezwzględnych i wyrachowanych osobników. To był walnięcie jak porażenie piorunem. Też miał dzieci, był dla nich zajebistym ojcem, najlepszym, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Odkryłam w sobie uczucia, jakich nigdy w stosunku do nikogo nie odczuwałam. Rżnąć się chciało 24/24 heh :) Było po prostu cudownie. Gdy mnie przytulał miałam wrażenie, że choćby bomba pierdolnęła, to mi się i tak nic nie stanie. Zakończenia można się domyślać. Zadawałam sobie pytanie: co zrobiłam nie tak? Dawałam z siebie wszystko, czego facet mógłby jeszcze chcieć? A tak naprawdę, to jemu właśnie o to chodziło, żebym się zakochała i tańczyła jak on zagra, zaspokoiła wszystkie potrzeby do maksimum, bo samo ruchanie to było za mało, bo to miałby i tak bez zbędnych manipulacji.

Pragnę Ci podziękować, bo lektura Twoich tekstów dużo mi pomogła i przy okazji poprawiła humor i teraz całkiem dobrze sobie radzę, a było ciężko. Masz doświadczenie, możesz mi poradzić, gdzie można poznać jakiegoś fajnego, ludzkiego samca? Co myślisz o tych wszystkich portalach randkowych? Czy tam rejestrują się sami desperaci albo faceci szukający przygód łóżkowych? Nie urządza mnie ani jedno ani drugie. Ja też nie jestem zdesperowana, dość dobrze mi samej, znam swoją wartość, ale czuję pewien niedosyt, bo zaznałam czegoś, co jakkolwiek złudne było zajebiste, bardzo chciałabym przeżyć to jeszcze raz tak na serio. Staram się wychodzić z domu, ale generalnie mam mało czasu, dużo pracuję i poświęcam czas dziecku.

 

Pozdrawiam,

Kaśka

 

 

 

Odpisałem jak umiałem, na szybko:

 

 

Cześć Kasia,

 

W każdym miejscu są psychopaci, a także normalni ludzie których osobiste potrzeby odpowiadają Ci, albo nie. Jedyne co mogę Ci poradzić, to zmiana siebie, podwyżka samooceny. Wtedy naturalnie i wręcz nieświadomie odsiejesz od siebie psycholi, i pozostanie Ci wybór i dogadanie się z kimś normalnym. Tęsknisz za emocjami psychopaty? zrozumiałe, to mistrzowie pierwszego wrażenia :) ale to tylko wabik, a później płacisz za to 100 razy wiecej, tak to dziala. Czlowiek normalny, nie moze miec takiej energetycznej aury, bo to tylko robak na haczyku, nic wiecej. Jesli tego chcesz to ok, ale cena bedzie do zapłaty, tak to dziala, nie da sie tego przejsc. A moze napisze o tym art niedługo? jeśli jeszcze masz jakieś wątpliwości, to wiedz jedno; psychopata rozszarpie Ci umysł dzieci, po prostu je zgwałci psychicznie, i zabierze niewinnosc. To też część ceny jaką się płaci za urok, fajne wibracje i dobre ruchanko.

 

Pozdrówki

Marek

 

 

 

Kasia odpisała:

 

Dziękuję za odpowiedź. Jakbyś napisał felieton na ten temat byłoby super, może kogoś ustrzeżesz przed konsekwencjami takich znajomości. Wiesz, ja nie miałam szczególnych problemów z samooceną, uważam, że jestem atrakcyjna i dużo mogę dać od siebie. Ale to, co ten człowiek (robot?) ze mną zrobił, to było niewiarygodne, dobrze napisałeś, to jest jakaś taka aura energetyczna, że jest się w stanie zrezygnować z siebie, byle tylko móc dotknąć tej boskiej istoty. Na początku broniłam się przed jego zaczepkami, udawałam obojętną, chociaż trzęsłam się i on to widział. W końcu zaczęliśmy rozmawiać. No i się zaczęło. Że tak mu źle, że nie ma ciepłego słowa ani ciepłej kawy z rana, a ja idiotka poczułam się nagle taka ważna, taka potrzebna, mogąca zmienić jego życie, wycierałam mu łzy i głaskałam po główce. 

Ciekawa jestem, co psychopaci myślą o sobie. Czy wiedzą, jakimi są chujami/sukami, a wszystko robią z premedytacją? Czy może po prostu uważają się za osoby asertywne, żyjące w zgodzie ze sobą? Przecież to są ludzi szalenie inteligentni, w ich słowniku musi się znajdować takie słowo jak empatia, musieli się kiedyś zastanawiać nad tym, dlaczego tego nie mają? Muszą chyba wiedzieć, że powinno się brać odpowiedzialność za uczucia, jakie wywołuje się celowo u innych osób? Tak statystycznie, jaki % społeczeństwa stanowią? Jemu nie zależało tylko na rżnięciu, on chciał trafić w moje serce. Gdy razem wychodziliśmy, moją córkę traktował tak jak swoją własną. Był szarmancki, energiczny, miał ciętą ripostę i dobre poczucie humoru. Dobra, dość, teraz już wiem, że jeżeli kiedykolwiek, ktokolwiek będzie na mnie na silnie działał, trzeba jak najszybciej spierdalać, zanim się wpadnie w tę sieć :)

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam:)

 

 

 

 

Lubię takie meile; bez zbędnego słowotoku, dowiaduję się o konkretach, i chętnie w ramach moich możliwości postaram się je wyjaśnić. No i pytanie zadaje ładna czytelniczka, co sprawia że odczuwam w sobie... większą motywację. Felieton piszę głównie dla Kasi, ale także dla was, gdyż identycznie działa to w przypadku obu płci, na każdym froncie międzyludzkich relacji.

 

Dwa stany istnienia

 

Są dwa stany istnienia człowieka. Jeden gdy ma wysoką samoocenę, a drugi gdy ma niską samoocenę. Gdy ma wysoką, niezależnie od tego co się dzieje na „zewnątrz”, człowiek ten odczuwa szacunek do siebie, życzliwość, jest dla siebie łagodny, delikatny i cieszy się z tego że jest. Te uczucia, życzliwość, delikatność, cieszenie się z własnego istnienia, są przyczyną przyjemności. Człowiek z wysoką samooceną odczuwa bardzo często przyjemność i jest radosny bez żadnego widocznego powodu, a inne osoby w nikłym stopniu mają moc wpływania na niego. Trąbnięcie kierowcy, bluzg chuligana, plotki na Twój temat w pracy... nie jest to przyjemne, ale wysoka samoocena jest jak tarcza, sprawia że te wszystkie negatywne emocje są jak lód, który topnieje przy słońcu życzliwości do siebie. Jeśli lubisz siebie, nie myślisz o złych rzeczach, nie nurzasz się w pamięci gdy piętnaście lat temu ktoś Cię skrzywdził, a także nie tworzysz wizji na temat przyszłości, dodajmy że zawsze złych wizji. Myślenie o przykrościach, sprawia że źle się czujemy; gdy kochasz siebie, nie chcesz się karać myślami i emocjami... czy gdy kochasz swojego psa, męczysz go? Bijesz? Nie, chcesz by był szczęśliwy, najedzony, wyszalał się na podwórku i bezpiecznie, szczęśliwie spał. Gdy kochasz siebie, Twoim celem jest także dbanie o siebie, o swój nastrój i samopoczucie. To bardzo niemodne i bardzo krytykowane podejście; większość ludzi ma negatywne nastawienie do siebie, i chciałaby aby inni też byli nieszczęśliwi. Twoje szczęście „bez powodu”, drażni ich, denerwuje. Poza tym nie można dezaprobatą wywierać na Ciebie wpływu, sprawiać że zagrasz tak, jak chce manipulator. Większość ludzi działa tak, by nie narazić się na krytykę, drwinę i bunt otoczenia; mając wysoką samooceną, nie interesują już Cię te sprawy. I to budzi zrozumiałą wściekłość wszystkich, od „przyjaciół”, rodziny, polityków i religijnych hierarchów. Zadowoleni ludzie nie pójdą na wojnę walczyć w cudzej sprawie, nie będą kompulsywnie kupować nowych przedmiotów by być „na topie”, żreć śmieciowego jedzenia.



Gdy masz niską samoocenę, czyli z jakichś względów nienawidzisz siebie, uważasz za osobę brzydką, nieatrakcyjną, za grubą/chudą, aspołeczną, mrukliwą, gadatliwą itd., odczuwasz ból w swoim ciele. Wiele ludzi identyfikuje ten ból na wysokości mostka albo brzucha, tam najczęściej ten ból się przejawia. Im więcej masz pretensji do siebie, im więcej poczucia winy, myślenia o swoich porażkach i klęskach, tym większe cierpienie. Spróbuj przypomnieć sobie złe rzeczy; czujesz się fatalnie, rośnie ciśnienie, masz wszystkiego dość. Palacze odczuwają gwałtowną potrzebę zajarania, otyli zjedzenia torcika aż do porzygania, alkoholicy do wypicia kieliszka, dwóch, albo dziesięciu. Gdy myślisz o miłych sprawach, wzrasta Twój poziom energii, chce Ci się żyć, jesteś radosna, euforyczna. Przy myśleniu o złych rzeczach, spada nasza odporność na choroby, tworzy się nadciśnienie, a rosnący poziom adrenaliny zaburza pracę organów (odciąga z nich krew do mięśni, by zwiększyć wydajność ciała na wypadek walki bądź ucieczki).



Podsumujmy więc; człowiek z niską samooceną nieustannie czuje rozgoryczenie, ból i cierpienie, w różnych dawkach. Ciągle istnieje strach by ktoś nie wypowiedział o nas złej opinii, nie skrytykował nas, gdyż zdanie innych jest dla nas wiążące. Ktoś z wysoką samooceną czuje ciągłą przyjemność, spokój, odprężenie. Jest w różnym stopniu niezależny od opinii innych ludzi i ich lęków, antypatii, stanów emocjonalnych. Kieruje się swoimi celami, a nie narzuconymi przez rodzinę, znajomych, religię czy rząd.



A więc...



A więc, jeśli mamy niską samoocenę, czujemy się źle; i pragniemy chociażby odrobiny przyjemności. To logiczne prawda? Ile można cierpieć? Każdy chce chociaż na chwilkę odsapnąć, wyluzować się. To co sprawia że czujemy się dobrze, to między innymi słodycze, narkotyki, alkohol, seks, zakochanie; może być także oglądany telewizor czy siedzenie w internecie, by uciec od własnych, toksycznych myśli i emocji. Te wszystkie substytuty szczęścia są traktowane jako lek na cierpienie, i przez chwilę działają; ale tylko przez chwilę. Osoby z niską samooceną, są szczególnie narażone na ludzi bez empatii, czyli tzw. wampirów emocjonalnych. Osoba taka doskonale zna potrzeby swojej ofiary. Na początku opiekuje się naszą Kasią, mówi komplementy, ubóstwia jej córkę co sprawia że Kasia czuje się jakby znalazła anioła, który się nimi obiema zaopiekuje. Później wspaniały seks, komplementy, i ta niesamowita, subtelna energia która sprawia że Kasia czuje się jak w niebie... nie wiemy co to za energia, ale wiemy że kwiat który pożera owady (np. Dzbanecznik, muchołówka) kusi je pięknem kolorów, orgią zapachów. Gdy owad podleci, zostaje bezwzględnie strawiony. Podejrzewam że nie pomogą groźby, prośby, płacz, wzbudzanie wyrzutów sumienia i fochy. Owad został skuszony, zwiedziony, oszukany i zjedzony. Każdy drapieżnik musi mieć coś czym nęci. Im bardziej pozbawiony serca i empatii, tym większa aura niesamowitości wokół niego. Co ciekawe, i co wynika z moich obserwacji, kobiety z wysoką samooceną nie odczuwają aż tak bardzo tej niesamowitości. Odczuwają ją tylko osoby z zaburzonym widzeniem swojej osoby, destrukcyjne, smutne, przekonane o tym że świat jest zły, okropny itd. No cóż, najedzony owad nie wleci do pułapki, ponieważ nie chce mu się jeść. Kobieta z wysoką samooceną nie wejdzie w ramiona wampira emocjonalnego, ponieważ nie ma bólu który chciałaby zaleczyć lekarstwem made in potwór.



Temat wampirów emocjonalnych już poruszałem nieraz. A więc w skrócie; nie da się ich zmienić, ich mózg prawdopodobnie jest uszkodzony. Nie posiadają empatii tylko ją udają, ponieważ ją zaobserwowali u ludzi i kopiują ich zachowania. Najnowsze badania (czytałem w ostatnim focusie) mówią o nie działającym układzie limbicznym. Po prostu nie uruchamia się ten układ, który odpowiada za współczucie i empatię. Pokazujesz facetowi zdjęcie wypadku, tragedii, a on mówi że to straszne; tymczasem na ekranie komputera, jego układ limbiczny jest martwy, nie pracuje. Niestety, żadna kobieca ambicja „ja go zmienię”, nie jest w stanie uruchomić wyłączonej części mózgu. Można jedynie uciec, i w międzyczasie podnosić samoocenę. Każda próba udomowienia tarantuli, kończy się pogryzieniem. Im większe cierpienie człowieka, tym większe pragnienie by źródło przyjemności nie wygasło; wampir tylko na to czeka. Ile wampirów jest w społeczeństwie? Nie mam pojęcia, ale strzelam że od jednego do dziesięciu procent, a obciążenie jest nie takie same u wszystkich, a różnie się układa. Im ktoś bardziej psychopatyczny, tym większy urok. Spójrzcie więc proszę na znanych aktorów, prezenterów telewizyjnych, spójrzcie w ich znak rozpoznawczy po którym PRAWIE zawsze można poznać wampira emocjonalnego; uśmiechnięte bądź emocjonalne oczy. Człowiek nawet nic nie mówi, a chce się być obok niego. Jest to jakiś rodzaj energii, i fajnie opisuje to Andrzej; polecam lekturę zjawiska, które Andrzej nazwał Krokodylami. Polecam także lekturę Pana Bernsteina „Wampiry emocjonalne”, i książki DEIR, w których opisuje się „Meduzy” i to jak one wybierają liderów oddając im część swojej energii. Są to pozycje ezoteryczne, w które większość ludzi nie wierzy i wręcz wyśmiewa. Ja osobiście także jestem ostrożny w wierze w takie rzeczy, natomiast coś w tym jest. I warto to wiedzieć, 


Warto także poczytać niektóre moje teksty na temat wampiryzmu emocjonalnego. Proszę kliknąć tytuł, by przenieść się do tych tekstów.

Tulipan, czyli polowanie na Panie

Zanim Cię wykończą

Strategie wampirów emocjonalnych

Wampiry emocjonalne są wśród nas







piątek, 19 październik 2012 15:08

Zanim Cię zniszczy...

Poznaj trzy mądrości udanej relacji;

1. „Najpierw bierze palec, później całą rękę”. Każdy z nas zna te przysłowie, sam go zresztą używam w stosunku do najbardziej wybrednych czytelników. Ja bym dodał do niego coś od siebie; „Najpierw bierze palec, później całą rękę, a na koniec wstrzykuje neurotoksynę prosto w serce”. Macie Państwo rację, jak zwykle; skomplikowane, medycznie zawiłe, ale za chwilę ujrzą Państwo prawdę, pląsającą w urokliwym negliżu. Neurotoksyna znajduje się w jadzie węży (niektórzy mówią że wydzielają ją też teściowe), i paraliżuje ofiarę. Gdy ofiara się nie broni, bo i nie ma czym (nie może nawet drgnąć powieką), wąż ją konsumuje. Podkreślmy że ofiara zachowuje świadomość (na pewno w jakimś stopniu przytępioną paniką i bólem) i czucie. Jest zjadana „online””, co zapewne jest niezwykle bolesne.



2. Gdy wrzucisz żabę do garnka z wrzątkiem, natychmiast wyskoczy. Ale wrzuć ją do garnka z chłodną wodą, i przez kilka godzin ją powoli podgrzewaj, a ugotujesz żabę. To znana, i często przeze mnie używana historyjka. Nie wiem czy jest prawdziwa; wprawdzie na podwórku rezydują żaby, ale nie mam ochoty tego sprawdzać. Ani tego, czy pocałowana żaba zamieni się w pięknotkę; znając moje zezowate szczęście, trafiłaby mi się pięknotka numer jeden w rankingu feedersów.



3. Gdy czegoś bardzo, bardzo chcesz, gdy postanowisz że coś jest i musi być na zawsze, to stajesz się głuchy i ślepy na wszystko, co godzi w Twoją wizję przyszłości. Autor słynnego „Transferingu rzeczywistości”, nazwał ten fenomen siłami równoważącymi; im bardziej czegoś pragniesz, tym mocniejsze jest działanie jakiejś nienazwanej siły, byś nie dostał czego chcesz, albo dostał, ale z nieprzyjemnymi komplikacjami. Gdy kobieta ma wizję szczęścia jako doskonałej rodziny z dwójką dzieci, to będzie ignorować pijaństwo i hazard męża, a także nie zobaczy śladów szminki na jego koszuli, nie wyczuje zapachu kobiecych perfum na garniturze... i uzna że systematyczne ciosy pięścią w twarz, to nic takiego. „On się zmieni, obiecał mi to”. „Moja miłość go zmieni”, i najlepsze: „Jest zestresowany, ma problemy w pracy, musi się przecież jakoś wyładować”. I mimo tego że dla nas takie tłumaczenie wydaje się żałosne, ta kobieta (coraz częściej w ciemnych okularach) w nie wariacko wierzy. Obsesyjnie uzależniła swoje życie od nie swojego marzenia, „Szczęśliwy dom i dwójka dzieciaków”. To nie musi być marzenie tej kobiety, ale mogła w nie uwierzyć, w końcu od dzieciństwa (jak prawie każda dziewczynka) była tresowana do roli matki i żony; ważna jest też presja koleżanek, rodziny, dla których ślub, związek i dzieci, to jedyny cel i sens istnienia. A może ta Pani ma swoje, zupełnie inne pragnienia? Może wewnętrzne, głębokie spełnienie dałaby jej praca jako pisarka, podróżniczka? Niestety; rezygnacja z cudzych pragnień i realizacja swoich własnych, budzi wściekły, czasem wręcz furiacki opór i nienawiść całej „kochającej” rodziny. Pojawiające się szyderstwa, obelgi i wyzwiska, donosy, podstawianie nóg w „życiowych” sytuacjach - są wyjątkowo ciężkie do zniesienia. No cóż; nasi ukochani bliscy potrafią naprawdę wiele zrobić, by człowiek nie odstawał od ich poziomu myślenia. A więc dla zachowania tej „cudownej” wizji (rodzina, dzieciaki, w niedzielę kościół i zakupy w hipermarkecie) w świecie rzeczywistym, zrobi niemal wszystko. Nie dostrzega jednak że jej porażająca ślepota i głuchota, niszczy nie tylko ją, ale także bezpowrotnie gwałci psychicznie jej dzieci, odziera je z poczucia sprawiedliwości, bezpieczeństwa, zabiera im jedyną w swoim rodzaju magię dzieciństwa, której nigdy już nie doświadczą. Dodatkowo także „rozbestwia” męża, i legalizuje jego przestępcze, karygodne działania. Skoro ofiara się nie broni, to znaczy że bicie nie jest złe... jeśli nie protestuje gdy się ją znieważa i upadla, to znaczy że to jest ok... Tymczasem to nigdy nie było, i nie jest ok. Wysoki sądzie, jej się to podobało! Przecież ani razu nie zaprotestowała! Skąd miałem wiedzieć?!


Krematorium uczuć...

Rzadko kiedy w zwiazku dochodzi od razu do brutalnej przemocy. Najczęstszy scenariusz to najpierw krytyka, komentarze świadczące że robisz coś źle, czegoś nie umiesz. Nie są wypełnione życzliwością i miłością, a mocno skrywaną, ale odczuwalną (jeśli chcesz słyszeć, a nie specjalnie się ogłuszasz) pogardą. Gdy brak Twej reakcji na początkowe zaczepki, zaczynają się tzw. fochy. Później są krzyki, wrzaski, upadlające słowa już niczym nie skrywane, aż wreszcie następuje uderzenie. Kolejność jak i stopnie prowadzące w dół, mogą być nieco inne niż opisane przeze mnie, natomiast zasada jest jasna; wodę się powoli podgrzewa, a jeśli żaba nie wyskakuje, to jej los jest przesądzony. Gdyby żaba wyskoczyła przy letniej wodzie, uratowałaby się; ale zmiany zachodzą bardzo wolno, są wręcz niedostrzegalne. Żaba już nie pamięta że przed chwilą było jej chłodno, a teraz jest letnio. Za chwilę nie skojarzy że jest jej ciepło, by po następnej godzinie stwierdzić że zrobiło się przyjemnie gorąco. Za chwilę nie będzie czego odczuwać, gdyż żaba rozpuści się we wrzątku. Było jej wygodnie nic nie zauważać, ot woda troszkę cieplejsza, posiedzę jeszcze chwilkę, pokumkam, podrzemam, odsapnę... och jak gorąco, jak przyjemnie gorąco, jak w saunie... jak w krematorium, kochana, rozgotowana na miazgę Żabciu.



Nie zawsze dochodzi do uderzenia; niektórzy wyspecjalizowali się w przemocy psychicznej, duchowej. Jest znacznie dotkliwsza niż fizyczna, i nie da się jej tak łatwo udowodnić. Wielu braci samców skarży mi się na te zachowania ich żon i partnerek, nie rozumiejąc co się w ogóle z ich życiem dzieje, ani jak sobie z tym radzić. Zasada jest jedna; reagować choćby nie wiem co, za każdą cenę. Błąd także jest jeden; liczyć że milczenie i nie reagowanie, zmieni napastnika. Niby jakim cudem? Słyszałem że komuś odrosła noga po amputacji, niektórzy nagle zdrowieją z raka, nawet ja sam schudłem piętnaście kg a wiecie jak kocham łakocie... ale napastnik odczuwający miłość zamiast pogardy, gdy ofiara milczy bo boi się że nie będzie wieczorem seksu? O tym słyszę pierwszy raz.


Odłóż piwo bracie...

Jak to działa; to niezwykle proste. Odłoż piwo, wyłącz ten pier... telewizor bracie, i uważnie mnie czytaj. Napastnik zawsze Cię trąca i czeka na reakcję. Gdy jej nie ma, trąca mocniej, później szturcha aż wreszcie dochodzi do uderzenia. Gdy po pierwszym trąceniu reagujesz, dajesz informację zwrotną napastnikowi; tego człowieka nie można zaczepiać, bo skur.. oddaje. Gdy Twoja reakcja jest łagodna, napastnik próbuje jeszcze swoich sił, i próbuje Cię ukarać za Twoją reakcję; chce Cię nauczyć, że obrona się nie opłaca. Przykład; zakochana para, kobieta zaczyna swoją grę i wypomina mojemu czytelnikowi, że jej przyjaciółki facet ma fajny samochód, a on w sumie mógłby się postarać, ponieważ ona się wstydzi jeździć tramwajami. Ton oskarżycielski, pogardliwy, mimo pozornie przyjaznej treści; kobieta po prostu chce, by jako para mieli samochód. Mamy pierwszą zaczepkę, a kobieta pod maską obojętności, bardzo uważnie obserwuje reakcję faceta. Pamiętajmy że jest to tylko gra, mająca na wykazaniu czy jesteś facet z jajami, czy ciamciaramcia. Jeśli przemilczysz tę uwagę sugerującą że jesteś nieudacznikiem, albo zaczniesz się tłumaczyć, dajesz znak że można Cię uderzyć bez konsekwencji. Po takim zaczepieniu, nadejdzie następne, mocniejsze, i znowu wnikliwa obserwacja Twojej reakcji. Później pójdzie z górki, albo jak nóż w masło; powoli, ale nieustępliwie. Podkreślam że próba zatrzymania napaści na początku jest skuteczna, i lekka. Później gdy napastnik przyzwyczaja się do bezbronności ofiary, i zaczyna czerpać z tego sadystyczną przyjemność, zatrzymanie ataku traktowane jest jak kradzież przyjemności; tyle czasu zgadzałeś się bym Cię szmaciła, a teraz mi to zabierasz? Jak śmiesz? Gdy ząb się psuje, na początku wystarczy chwilka borowania i malutka plombka. Gdy boisz się iść do dentysty i zwlekasz, będzie trzeba go wyrywać, albo leczyć kanałowo. Gdy jeszcze dłużej będziesz zwlekać, ząb zgnije i zatruje cały organizm. Czekanie na lepszą chwilę, ignorowanie bólu i odoru, zawsze kończy się całkowitą klęską i całą masą okropnego, długotrwałego bólu. Potwierdzi Ci to każdy żywot lenia i obiboka, który wszystko odkłada na później i czeka na mannę z nieba. Potwierdzą to hazardziści, i wielu wartościowych braci samców, którzy nadal nie mogą otrząsnąć się po związkowym nokaucie. Mocny błąd w pierwszej rundzie, praktycznie skazuje Cię na przegraną.



Wróćmy do pierwszej zaczepki; patrzysz z powagą na kobietę, i mówisz szczerze; boli mnie Twoja wypowiedź, i to co nią sugerujesz. Nie podoba mi się takie postawienie przez Ciebie sprawy, i proszę byś tego więcej nie robiła, ponieważ sprawia mi to ból. Proste, logiczne, emocjonalne; nigdy nie bój się okazywania emocji. Kobieta oczywiście zareaguje mówiąc że to nieprawda. Może Cię oskarżyć o paranoję, pustkę, płytkość emocjonalną czy szerzenie spiskowej teorii dziejów. Ale nigdy nie zwracaj uwagi na to, co mówi Twoja kobieta. Ważne jak się zachowuje, słowa są tanie, nic nie kosztują. Teraz mogą nastąpić dwie reakcje; uległość kobiety, przyjęcie tego że nie pozwalasz się szmacić, i prawdziwy szacunek do Ciebie, do Twojej męskości... coś czego nie kupisz za drinki i prezenty. Jeśli tak się stanie, za jakiś czas nastąpi kolejna próba Twojej męskości, znowu zostaniesz zaczepiony. Zdawaj ten egzamin ile razy trzeba, a dostaniesz z niego piątkę z plusem.


"Do pionu"

Druga opcja. Kobieta przyjmuje że się „stawiasz”, i będzie chciała ustawić Cię „do pionu” ponieważ jest ambitna a jej koleżanki się chwalą, jak to ustawiły sobie swoich menów, a mamusia rozwódka, zawsze mówiła że faceta trzeba krótko trzymać na smyczy. Nastąpi kontratak, czyli ciche dni, brak seksu, płacz, i każda możliwa reakcja której kobieta nauczyła się w dzieciństwie (jako dziecko sprawdzała na co reagują rodzice, i te techniki wykorzystuje później w życiu) by nauczyć Cię, że reagowanie na zaczepkę się nie opłaca. To druga próba, druga zaczepka, i także tutaj musisz zdać egzamin i korzystać z jąder, z mistycznej mocy testosteronu. Kiedy będziesz upadał na duchu, pamiętaj że ja i bracia samcy trzymamy za Ciebie i Twoje zwycięstwo kciuki. Nie zachowuj się jak dzieciak, po prostu rozmawiaj; kochanie, nie chcę żebyś na mnie coś wymuszała. Proszę o szacunek dla mnie, a jeśli nie możesz mnie szanować, będziemy musieli się rozstać.



Jeśli Twoja Pani będzie porywcza, rozstaniecie się; trzeci test, zaczepka. Ale będzie w totalnej rozsypce. Facet ma jaja, nie upadla się, nie klęka błagając o seks czy wspólne bycie... prawdziwy facet. Zacznie tęsknić, wspominać miłe chwile. Zacznie czuć bolesne ukłucia ambicji, że nie zmanipulowała Cię na tyle, że nie dałeś się jej upokorzyć. To nie da jej spokoju, i będzie ją znacznie mocniej torturowało, niż Twoje histeryczne wrzaski i straszenie samobójstwem. Najprawdopodobniej wróci do Ciebie, a Ty zdobędziesz jej szacunek. Nie na zawsze jednak, gdyż zawsze będziesz musiał go podtrzymywać i starać się o niego. Może się też zdarzyć że nie wróci, tylko na złość Tobie (i by udowodnić coś sobie) ożeni się albo prześpi z Twoim „kumplem”, by Cię upokorzyć, pokazać Ci swoją siłę która w istocie jest silnym lękiem i słabością. Istnieje też inna możliwość; Twoja Pani ma tylko jeden cel istnienia. Chcę być z kimś, kogo będzie mogła niszczyć, upokarzać. Są takie osoby, które pod miłą powierzchownością i wyćwiczonym urokiem, skrywają brak empatii i wręcz nieludzką nienawiść. Wtedy musisz podjąć wybór; zostać i mieć zniszczone życie, czy też uznać że jesteś kimś, i zasługujesz na dobrą relację z kobietą która Cię szanuje i wspiera, a nie gnoi na każdym kroku. To proste; Twój wybór bracie, ale i Twoje konsekwencje. Często drastyczne, przerażające. Teraz zapewne wiesz, dlaczego na początku pisałem o neurotoksynie; zanim partner Cię zniszczy, musisz mieć sparaliżowany układ nerwowy, czyli nie możesz reagować. Najpierw następuje zatrucie metodą małych kroczków, by gdy okażesz się bezbronnym, dokonać śmiertelnego ataku. Ciało nie musi ponieść śmierci, po co, skoro za to idzie się do więzienia? Uśmierca się uśmiech, radość i żywotność człowieka. Ten umiera za życia; co było jego wyborem. Zawsze o tym pamiętajmy, zawsze możemy wybrać, chociaż ten wybór wydaje się zbyt ciężki, jak na nasze możliwości. Ale to jest tylko wydawanie się. Zawsze gdzie jest lepsza kobieta, lepszy związek i więcej miłości. Nie musisz korzystać od razu i z pierwszej lepszej okazji. Mężczyznę od gówniarza poznaje się po tym, że prawdziwy facet umie czekać, wybierać, nie rzuca się na byle co i byle gdzie; a nade wszystko, kieruje się w życiu szacunkiem do samego siebie. Bez tego, całe Twoje życie będzie koszmarnym, coraz bardziej narastającym bólem istnienia.


środa, 17 październik 2012 19:18

Być z blondynką...

Gdy oglądam horror, zawsze ogarnia mnie frustracja gdy widzę co robi główny bohater; coś ewidentnie złego szoruje pazurami w ciemności, podejrzanie sapie, złe intencje wprost tryskają z ekranu telewizora, a filmowa postać włazi tam gdzie nie powinna. A to klapa ciemnego strychu, a to obślizgła studnia w której coś przerażająco chlupocze... "Nie wchodź tam!" krzyczę tak mocno na kanapie, że whisky z lodem przelewa się na mój turecki, pełen okruchów ciasteczek sweter. A gdzie tam, wchodzi niepomny na moje rozdygotane nerwy; co dalej, wiadomo. Urywa mu głowę (której zresztą nie używał) albo zostaje fachowo wybebeszony przez demona, tudzież psychopatycznego mordercę. Czasem jest to genetycznie zmodyfikowane zwierzę albo człowiek, sapiący żądzą mordu. Łza zalśniła w moim zielonym, podobno uroczym oku... a gdyby w sejmie zgasić światło, zabarykadować drzwi, i wpuścić tam takiego porządnie wygłodzonego, genetycznie zmodyfikowanego Rysia Kalisza żeby sobie podjadł? mógłby zjeść cały rząd z koalicjantami za jednym zamachem, ale czy to nie byłoby za dużo szczęścia jak na raz?


Podobne zdziwienie odczuwałem, widzą kasiastego faceta z głupią jak but panienką; mało tego, była jeszcze biedna jak mysz kościelna. Taki jaskrawy mezalians mnie szokował. Inny przykład; gwiazdor hollywood, wprawdzie podstarzały ale jeszcze jakaś iskra w tych dzikich oczkach jest. Zakochał się na zabój w kelnerce, sprzątaczce, kucharce. Z całym szacunkiem dla tych zawodów, bardzo potrzebnych (sam sprzątałem w UK, czy sprzedawałem buty na bazarze) jednak od razu wiadomo o co chodzi, i wszyscy wiemy że nie chodzi o miłość. A więc o co chodzi? królig Bugs mówi że o sałatę; potwierdzam, zawsze o nią chodzi. I tu, podobnie jak w filmie grozy, wszyscy krzyczą widząc zdjęcie zakochanej, młodo starej pary; uciekaj od niej! ona chce tylko Twoich pieniędzy! chce Cię wziąść na dzieciaka, i będziesz bulić do końca życia! mimo ostrzegawszych pisków i wrzasków rozochoconych czytelników brukowca, nasz geriatryczny amant wchodzi w nową relację z uśmiechniętą pięknotką, która kończy się jak wszystkie inne; na sali sądowej, gdzie sępożerni prawnicy obydwu stron, negocjują podział majątku i należne alimenty.


Tymczasem w tym wszystkim tkwi sens. Wielu ludzi, nawet posiadających duży majątek, ma bardzo niską samoocenę. Boją się bądź nienawidzą siebie, chociaż na zewnątrz umiejętnie grają i nakładają maskę, a inni ludzie im zazdroszczą i ich podziwiają. Jeśli gdzieś w środku uważasz się za cyklopa w składzie porcelany, to cierpisz. Niska samoocena boli, sprawia ciągły, nigdy nie zanikający ból. Zawsze towarzyszy Ci kłująca świadomość tego, że nie jesteś taki jaki powinieneś być. Człowiek który odczuwa taki ból, wie że istnieje na nie lekarstwo; oczywiście, to nie lekarstwo a trucizna, prawdziwe lekarstwo to podniesienie samooceny, wejście w czysty i nieuwarunkowany dzieciństwem stan świadomości, gdzie nie trzeba leczyć niskiej samooceny; wyparowała, nie ma jej już. Ten fałszywy, bardzo toksyczny lek, bardzo chętnie używany w leczeniu niskiej samooceny, to porównywanie się z gorszymi od siebie w jakichś kwestiach. Np. bogaty, w miarę inteligentny facet, wiążąc się z głupiutką blondyneczką, czuje się od niej lepszy; ma pieniądze, ona jest nieudaczna i goła jak święty turecki. Jest oczytany, ma wykształcenie, panienka przypomina intelektualnie amebę. Jest od niej lepszy, czuje się lepszy; i to jest przyczyna bycia z lalką. Nie seks, ponieważ są agencje towarzyskie dla bogatych, gdzie są najpiękniejsze kobiety które można niezobowiązująco posiąść.


Dwa w jednym; raz że seks, niekoniecznie musi być wystrzałowy, wystarczy stosunkowo dobry. Dwa że facet czuje się dowartościowany, lepszy, i na czas gdy przebywa z tą kobietą, w zetknięciu z kimś gorszym od siebie, znika cierpienie i poczucie bycia kimś. To główne powody, które powodują że facet wchodzi w relację, która kończy się dla niego finansową kastracją. Możliwość dowartościowania się, a sięgając głębiej; zmniejszenie bólu który odczuwa. Wszystko kręci się wokół tego pierwotnego bólu, który odczuwają tak samo bogaci jak i biedacy. Ten ból prawdopodobnie został wykreowany w dzieciństwie, i ciągnie się najczęściej aż do śmierci, ponieważ rzadko kto umie sobie z nim poradzić. Jeśli coś Cię przerasta, jakaś emocja w dzieciństwie, np. dezaprobata rodziców, to od niej uciekasz, nie chcesz jej przeżywać. A gdy uciekasz, musisz być napięty, ostrożny, zalękniony i gotowy do dalszej ucieczki; w końcu uciekasz, czyli coś Cię goni i chce złapać.


Są też inne konfiguracje; kobieta jest biedna, ale piękna i inteligentna, rzadkość, ale się zdarza; tym większa satysfakcja faceta, że może sobie kupić taką kobietę, a nawet ją zapłodnić własnym nasieniem. Kobiety czasami (chociaż znacznie rzadziej) tak się dowartościowują, utrzymując ciamajdę w domu. Są lepsze, zaradniejsze, ktoś od nich zależy. Znika jak ręką odjął poczucie bycia nikim, wyparowuje odczucie że jest się zawsze z tyłu, zawsze kimś gorszym. Z czasem taka relacja się pogarsza, ponieważ lek działa jak narkotyk; trzeba go więcej i więcej. Dawkę zwiększa się upokarzając rzekomo słabszą stronę, by mocniej poczuć przepaść jaka nas dzieli. Problem w tym, że ten ból nie zanika. Można przykryć go taką właśnie upadlającą kogoś relacją, ale tylko na jakiś czas. To jest jak rak, nawet morfina działa tylko przez jakiś określony, krótki czas, a ból z nową siłą eksploduje w naszej głębi.


Najczęściej jest tak, że podziwiamy kogoś kto tak naprawdę ma mniej od nas, jest bardziej od nas cierpiący. Np. mamy małe dziecko, które wychodzi z ambitnym tatusiem na spacer. Jest gra zespołowa dzieciaków, i nasz syn boi się panicznie odebrać komuś piłkę, czy innego elementu gry. Ojciec który jest ambitny, czuje się upokorzony że jego syn, JEGO WŁASNY syn, czuł lęk. A powinien być twardy, męski, powinien być NAJLEPSZY. Krzyczy więc, przekonuje, jest wściekły za lęk dziecka; sam się panicznie boi, że będzie miał ciotowatego syna, i że będzie pośmiewiskiem. Pozornie chce dobrze, chce by jego syn nie był ciamciaramcią, tylko macho, silnym gościem z którego tatuś będzie dumny. Syn jest przerażony wściekłością i atakiem ojca, zaczyna więc nienawidzieć się za to że odczuwa lęk. Od tej chwili gdy tylko poczuje strach, natychmiast pojawi się skojarzona z nim nienawiść do siebie za odczuwanie tego lęku. I albo malec poczuje gniew, który społecznie jest traktowany jako przejaw siły, albo zamknie się zupełnie w sobie, i stanie żywym manekinem. Gdy atakuje w sytuacji gdy inni się boją, zostanie uznany za odważnego, silnego. Podejdzie do niego trzech opryszków, a w naszym malcu pojawi się silny lęk... a ułamek sekundy później mocą skojarzenia, pojawi się nienawiść do siebie za odczuwanie złego uczucia (lęku) i że tatuś jest zły jak odczuwa się lęk... gniew zasłania lęk, i malec rzuca się w furii na opryszków. Dostaje mniej czy więcej, ale będzie podziwiany... tata będzie dumny że ma takiego synka, który nie daje sobie w kaszę dmuchać. Tymczasem ci wszyscy którzy go podziwiają, nie zdają sobie sprawy że nasz bohater, po prostu panicznie się boi odczuć strach (kojarzy go z wściekłością i agresją ojca, okropnym doznaniem) więc na pomoc przychodzi mu gniew. Nie rozumieją także, dlaczego nasz malec lubi się upić do nieprzytomności. Jest odważny, umie zadbać o swoje, ma wszystko, skąd więc alkoholizm albo narkomania? właśnie dlatego; lęk przed którym się ucieka, przejawia się jako ciągły gniew, depresja, myśli samobójcze. Ból i cierpienie są znakami, które wskazują ścieżkę ku uzdrowieniu. Dopóty dopóki nasz malec nie pozwoli sobie na odczuwanie lęku, będzie nieszczęśliwy. Terapeuta będzie miał problem; gdy wzbudzi lęk w pacjencie, pojawi się także automatycznie nienawiść do siebie i gniew tuszujący lęk. Sytuacja będzie wymagać od terapeuty wiele pewności siebie, siły i cierpliwości. Gdy w końcu ex malec pozwoli sobie na odczuwanie lęku, znikną wszelkie depresje, myśli samobójcze i inne sygnały nieuzdrowionej psyche. Stanie się szczęśliwszy, bardziej spełniony... ale i w oczach ludzi, bardziej "pedalski" w stosunku do poprzedniego wizerunku, który był dobrze maskowanym, bardzo bolesnym stanem chorobowym.


Związek może być szczęśliwy tylko wtedy, gdy każda ze stron kocha i szanuje siebie. Jeśli tak nie jest, jeśli z którejś ze stron tkwi chociażby maleńka zadra poczucia bycia grzesznym, niedobrym, niedoskonałym... pojawi się konflikt. Dodajmy że konflikt nie do rozwiązania; czy ktoś kto wziął głupka za partnera, przyzna się że hajtnął się by poczuć się lepszym od niego? ano właśnie.

wtorek, 16 październik 2012 14:55

I nie opuszczę Cię aż do...

Ja Dżejson Kowalski (z rodu Trochimiak) biorę ciebie Bernadetto Maćkowiak za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci.


Oto ślubowanie małżeńskie, zawierane przed ludźmi i Panem Bogiem w trójcy jedynym. Czyli coś, czego nigdy nie zrobię, jeśli będę szczerze kochał swoją kobietę. Chyba że będę się hajtał dla kasy.


Gdy widzisz coś, co Ci się podoba, Twój organizm wydziela hormony zadowolenia; czujesz się wspaniale, wszystko ma sens, jest kolorowe, a krew wesoło huczy i pulsuje dyskotekowym rytmem w uszach. Takie odczucia zadowolenia (czyli wpływ naturalnych narkotyków, hormonów) budzi piękny samochód, dobre ubrania, fajne gadżety, a także sama wizja wysokiego stanowiska, awansu, sławy. Patrząc na nie (nawet tylko w wyobraźni), pragnąc ich, odczuwasz miłe doznania. Jeśli jesteś zakochany, Twój układ hormonalny wspiera Cię, byś będąc w hormonalnej euforii spłodził potomstwo. Jesteś więc zachęcany i nagradzany (np. orgazmem, zniknięciem męczącego napięcia seksualnego) do spełnienia genetycznego celu ludzkości, czyli przetrwania. Gdy widzisz kobietę z którą bierzesz ślub (zakładam że to z "miłości", a nie dlatego bo wybranka jest już w ciąży i tak "trzeba") Twój układ hormonalny szaleje; jesteś w ekstazie, przysięgniesz na kolanach wszystko, tak bardzo jesteś pełen miłosnego entuzjazmu. Gwiazdka z nieba? ależ proszę bardzo, nic trudnego, tylko skoczę po drabinkę. Największy brylant świata? żadem problem! już pędzę lecę do biedronki.

Pająk ludojad krzyżak

Fobia; strzelam, boisz się pająków. Wiadomo że niewielki pająk nic Ci nie zrobi, to on boi się Ciebie, a jednak drżysz ze strachu na jego widok. Twój organizm wydziela hormony obrzydzenia, strachu i niepewności, mające zmusić Cię do ostrożności, przygotować na ucieczkę od zagrożenia. Wiesz intelektualnie że nic Ci nie grozi, a jednak drżysz ze strachu... czy umiesz to wytłumaczyć? czy wiedząc że pająk Ci nie zagraża, zmusisz się do wzięcia go na dłoń? nigdy w życiu. Obrzydzenie i strach są silniejsze niż myśl, niż jakakolwiek logiczna konstatacja. Takich fobii jest bardzo dużo, bać się można praktycznie wszystkiego; jakieś działanie skojarzone jest z paniką i strachem, i już masz fobię. Zdecydowana większość fobii nie ma żadnego uzasadnienia; lęk przed pająkami ma, ale nie w Polsce, gdzie nie istnieją zagrażajace zdrowiu i życiu gatunki. Lęk przed piorunami ma uzasadnienie, o ile nie sprawia że jesteś sparaliżowany ze strachu. Cała reszta, jak np. lęk przed drzewem czy garniturem, albo kanapką, jest błędem w działaniu mózgu. Kiedyś, gdzieś, nastąpiło skojarzenie bodźca z lękiem, i tak właśnie powstała fobia.


Jeśli żyjesz już trochę dłużej, bardzo możliwe że znasz ten stan; lubisz coś, płoniesz fascynacją, i nagle jakby ktoś wylał na Ciebie wiadro zimnej wody; można to nazwać słomianym zapałem. Słoma łatwo się zapala, mocno płonie, jednak szybko gaśnie. Ileż to razy Twoje uczucia robiły gwałtowny zwrot w zupełnie inna stronę? i nie masz nad tym żadnej władzy, ponieważ o Twoich sympatiach i antypatiach decyduje układ hormonalny. Ty swoje, hormony swoje, ale to one mają władzę a nie Ty. Jeśli mi nie wierzysz, wspomnij na coś czego się boisz, i szczerze sobie odpowiedz; czy mój lęk mi zagraża? na pewno odpowiesz że nie. Mimo wszystko, nadal się boisz. I co z tego że masz mądrość i wiedzę, jak nie jesteś w stanie zmusić się do czegoś, czego się boisz? co z tysiąca przeczytanych książek, błogosławieństw, modlitw, skoro nadal się panicznie boisz, a Twoje żyły pełne sa adrenaliny?

Groźny malec...

Patrzysz na swoją kobietę, na jej piękną twarz, muskasz długie, błyszczące włosy, podziwiasz jej ciało... czujesz przyjemność, chcesz patrzeć bo to sprawia że czujesz się znacznie przyjemniej; to jednak nie kobieta, a Twój układ hormonalny jest twórcą tej błogości. I nagle, z nieznanych powodów, Twój układ hormonalny zaczyna wydzielac hormony, które sprawiają że patrząc na swoją kobietę, czujesz się jakbyś mając fobię pajęczą, widział wyjątkowo dużego ptasznika. Wiesz że ją kochasz, wiesz że przysięgałeś miłość... ale widząc ją, czujesz obrzydzenie, masz chęć na wymioty i chcesz jak najszybciej od niej uciec. Gdy jej nie widzisz, wraca normalny stan umysłu, czujesz się ok. I co z tego że wiesz że jesteś nie w porządku wobec niej? to nie ma znaczenia, żadnego. Gdy patrzysz na pająka, też wiesz że to jest w gruncie rzeczy śmieszne; jak taki malec może Ci coś złego zrobić? jak możesz bać się takiej kruszynki? a jednak. Rozum nie wystarcza gdy do akcji wchodzą emocje, a te napędzane są hormonami które wydziela Twoje ciało.


Gdy tak się dzieje, wszyscy wokół, rodzina, ksiądz, znajomi... wszyscy wzbudzają w Tobie poczucie winy, chcą być wrócił, ale to nie ma sensu; to tak jakby wszyscy Cię namawiali, byś wziął pająka do dłoni. Nie weźmiesz, ponieważ Twoje emocje Ci na to nie pozwalają. Gdy odchodzisz, kobieta rzuca na Ciebie klątwy, modli się o Twoją śmierć, obrzuca stekiem wyzwisk, niszczy Twoją reputację; tylko co z tego, skoro Twój układ wydzielania dokrewnego, nie lubi Twojej żony? co z tego że świadomie ją lubisz, skoro na samą myśl o niej, czujesz się jakbyś stał na wieżowcu, i zbyt mocno się pochylił do przodu? Sama myśl o niej sprawia, że zalewasz się gęstym potem. I nie wiesz dlaczego tak się dzieje; nikt nie wie.

Niewidzialna cela więzienna

Gdy wiem że właściwie jestem więźniem układu hormonalnego, jak mogę świadomie przysięgać wierność i obecność aż do śmierci? nie mogę. Świadomy i uczciwy człowiek, nie może złożyć takiej przysięgi. Jeśli ją składa, jest albo głupi, albo kłamie. Jest jeszcze trzecia możliwość; liczy że mu się tym razem uda. Tak samo jak spłukany hazardzista, przepuszczający kolejną pensję na automacie do gier, czy napalony kierowca, kopulujący z tirówką bez prezerwatywy, licząc że tylko z nim to tak robi.


Jak więc brzmi prawda? kocham Cię, ale nie wiem czy nie przestanę. Nie umiem opanować swoich lęków i fobii, więc nie opanuję hormonów, gdy te każą mi Cię odrzucić. Jeśli kobieta nie zgadza się z takim tokiem myślenia, i nazywa ten stan niedojrzałością emocjonalną, płytkości i pustką charakteru, spytaj ją o lęk przed białymi myszkami, czy samotnością. Czy to są obiektywnie groźne rzeczy? nie, skąd. Z tego co wiem, mała myszka albo samotność nigdy jeszcze nikogo nie zabiły. Ale jednak się ich przeraźliwie boi. Może bać się karaluchów, mrówek, much, pszczoły... Czyli sama jest więźniem swych emocji, tylko nie chce tego przyznać. Samo życie jednak  wskazuje, że tak właśnie się dzieje. Najwięcej młodych mężatek, korzysta z niezobowiązujących przygód dlatego, że Maruś nie wzbudza już takich emocji jak kiedyś... coś się po prostu wypaliło. To coś, to zakręcony kurek hormonalny. Dlatego szuka się innych emocji, gdyż tam tkwi hormonalny dobrobyt, i możliwość doświadczenia "tripu" endorfinowego.



niedziela, 14 październik 2012 15:39

Ładnie wyglądasz...

Kiedy mówię kobiecie komplement, i widzę w jej oczach wesołe rozbłyski, w moim sercu kiełkuje żal. Tym większy, im bardziej lubię komplementowaną Panią.


Kobieta zawsze Ci powie że wnętrze jest najważniejsze; tymczasem całymi dniami robi wszystko, by jej zewnętrze kusiło, olśniewało. To najbardziej drogocenna kobieca lokata, szansa na "ułożenie" sobie życia; im większy czar który roztacza urokliwym ciałem, tym większa szansa na bogatszego, zaradniejszego mężczyznę, a co za tym idzie, lepsze, przyjemniejsze życie na wyższych szczeblach drabiny społecznej. Gdy mówię kobiecie że pięknie wygląda, ona oczywiście się cieszy; jej lokata ma się dobrze, a nawet procentuje, w czym upewnia ją mój komplement. Jej skarb nadal błyszczy i olśniewa. Ale gdy kobieta nauczy się czerpać przyjemność ze świata na zewnątrz jej uczuć i pragnień, otwiera bramę swego serca na oścież. W tę otwartą bramę, wjechać może piękna, kwiatami upstrzona karoca, ale także coś okropnego; cuchnący pogardą wałach dezaprobaty. Im większa radość z uznania, płynącego z zewnątrz sekretnego zamku kobiecych uczuć, tym większe niebezpieczeństwo że w bramę wtargnie dziki zwierz.


Gdy otwierasz się na radość, spotkasz na swej drodze także ból. Jeśli pozwolisz na to by inni dawali Ci radość, pozwalasz na to by dawali Ci także ból. Wystarczy że ktoś powie coś miłego, i czujesz się wyśmienicie, by za chwilę ten ktoś powiedział Ci coś przykrego, a ciemne smutku cumulusy przykryją Twój nieboskłon. Jeśli uzależniasz swoje samopoczucie od zewnętrza, to ono ma nad Tobą władzę; kapryśną, niepewną, chybotliwą. Raz czule pogłaszcze, by za chwilę boleśnie wychłostać. By zachować uśmiech, musisz czerpać chłodną, orzeźwiającą wodę z własnej studni; cudzą może ktoś zatruć. Gdy minie lat wiele, a uroda przeminie, pozostanie się jedynie grzać, przy kominku popękanej mozaiki wspomnień. Chwila obecna zda się ciężarem, pełnym ostrości tobołkiem.


Gdy już wiesz, jak bardzo niebezpieczną jest otwarta brama, będziesz bardzo ostrożna, uważna; im większa przyjemność z komplementu, tym większy strach przed przykrym, bolesnym słowem. A ponieważ nie lubisz czuć w sobie bólu, będziesz starała się go wypatrzyć, wyczuć; tym mocniej, im większe Ci zadaje katusze. W końcu zaczniesz go widzieć tam, gdzie go nie ma. A jeśli go nie spotkasz, sama go sprowokujesz, ponieważ czekanie na ból jest gorsze niż sam ból. Wiara w komplement, to także wiara w ból. Nie da się ich rozdzielić, rozłączyć, są bliźniakami tak samo, jak noc spleciona jest z dniem, a śmierć z życiem. Gdy bierzesz jedno, nie możesz odtrącić drugiego; są jednością.


Jako mężczyzna szarmancki, niespełniony w miłości i poezji, powiem Ci; ładnie wyglądasz... to będą piękne, ale zanieczyszczone błękitem smutku słowa. Już wiesz dlaczego.


czwartek, 11 październik 2012 19:44

Czy założyć z kobietą firmę?

Jeden z braci samców, zadał mi pytanie; czy dobrym pomysłem jest wspólne zakładanie z kobietą interesu, by związek nabrał rumieńców?


Zły pomysł


To bardzo zły pomysł; oczywiście dla faceta. W zakładanym przez mężczyznę biznesie, kobieta przeważnie faceta - uwaga, ulubione słowo Pań - wspiera. Wspiera robiąc mu kanapki do pracy, wsadzając pizzę do mikrofalówki, przytulając i dając dupy, co oznacza że w razie rozwodu, należy jej się przynajmniej pół firmy. Oczywiście, chce więcej, w końcu facet osiągnął sukces jedynie dlatego, że go "wspierała". Czyli mężczyzna zdobywa klientów, zajmuje się księgowością, podatkami, papierologią, użera z klientami, bankiem... a jego dziewczyna go wspiera, by jej mężczyzna dokonywał wielkich, heroicznych czynów na polowaniu w miejskiej dżungli. Kobiety uwielbiają wspierać ambitnych facetów, chociażby dlatego że jest to bardzo opłacalne. Praca kobiety w sklepie spożywczym za ladą, co najmniej dziewięć godzin dziennie harówki za tysiąc pięćset złotych; z drugiej strony wspieranie swojego faceta zalaniem wrzątkiem saszetki z herbatą raz dziennie, i połowa ze wszystkiego co on swoimi umiejętnościami i talentami zarobi. Połowa w razie rozwodu, ponieważ w przypadku godnego życia, Panie potrafią przechulać cały majątek na swoje potrzeby. Jak widać, wspieranie jest świetnym biznesem, ale tylko wspieranie ambitnych, rokujących sukces samców. Menela żadna trzeźwa kobieta nie wspiera, nie dopinguje by coraz więcej i więcej zdobywał dla ich związku. Wspierać prawnika, lekarza, notariusza? bardzo chętnie. A wspierać brzydkiego brata samca z długami w lichwiarskim providencie? brzmi jak żart. Bardzo cyniczny, i piekielnie realny.


Nie otwieraj furtki...


Gdy masz firmę, nad którą Ty sam masz kontrolę, masz możliwość wykonania każdego ruchu. Możesz zrobić co zechcesz, a jako osoba niezależna, masz szacunek u kobiety. Póki jest coś w Tobie do zdobycia, kobieta się stara. Gdy firma oddana, a Ty w kapciach i z wielkim brzuchem, nie masz już nic. Czy widziałeś żeby ktoś starał się i skakał przy kimś, kto nic nie ma? to niemożliwe. Szacunek wzbudza tylko ten, kto coś ma.  Oddanie części swojej pracy kobiecie, to oddanie i przetrwonienie swojego szacunku. Oczywiście kobieta Ci to wytłumaczy; powie że jesteś pusty, płytki, że skoro jej nie ufasz, to wszystko nie ma sensu... i jest z tego powodu smutna, ponieważ nie chcesz jej dopuścić do swoich finansowych spraw. A jeśli jest smutna, to płacze; a gdy płacze, nie ma ochoty na seks. A Ty tymczasem wariujesz. Było tak fajnie, tak cudownie, i teraz tylko spuchnięte oczy myszki, płacz i szlochy że nie ufasz, że pewnie nie kochasz, że to wszystko nie ma sensu bez miłości i wzajemnego zaufania... gdy ciężar zalegającego nasienia w jądrach staje się nie do wytrzymania, ulegasz, pojawia się radość, znikają łzy i oczywiście pojawia się dobry seks. Jesteś tresowany tak samo, jak Pawłow warunkował słynnego psa; nagroda za zrobienie czego chce partnerka, kara za zrobienie po swojemu. Cieszysz się że dokonałeś dobrego wyboru, jednak przyśpieszyłeś egzekucję Twojej relacji. Gdy raz można było coś od Ciebie wymusić seksualnym postem i szlochami, następnym razem kobieta zawsze użyje tej metody. Skoro działa... skoro działa to trzeba powtarzać. Mocniej, twardziej, skuteczniej. To znana zasada, że jeśli raz ulegniesz bandytom i dasz pieniądze, już po Tobie. Ulegnij raz, a otworzysz furtkę której nigdy już nie zamkniesz. Myślisz że związek jest prosty, bo tak było na komedii romantycznej? niestety, nie jest tak. I w życiu i w związku, musisz mieć twarde jaja; inaczej je stracisz.


Długi u mafii...


Twój biznes, to Twoja rzecz. Możesz kochać kobietę, ale nie musisz jej oddawać sterów w firmie, ani zatrudniać jej na wymyślonym stanowisku. Co zrobisz gdy zechce się z Tobą rozstać? uzna że zabrałeś jej wiele czasu, i straciła szansę na ułożenie sobie życia. I wystawi Ci rachunek... ale nie od razu. Najpierw zbierze informacje, pozna Twoje słabości i słabe punkty (walenie US, itd) a później gdy już będzie miała wszystkie asy w rękawie, poinformuje Cię że to koniec. Oczywiście, nie zawsze tak jest; ale może tak być. Twoje finanse i Twoja firma, ma pozostać Twoja. Masz mieć intercyzę, a uzasadnij to tym że w razie Twojej nagłej śmierci, ona będzie musiała spłacać Twoje długi. A Ty ją kochasz i nie chcesz by miała problemy, więc podpisujecie rozdzielność majątkową. Inna sprawa, że napomknięcie o długach potwornie zmartwi Twoją Panią, która będzie zastanawiać się poważnie nad ślubem... taka informacja, może poważnie zaszkodzić jej poczuciu stabilizacji i bezpieczeństwa. Znajomy mi opowiadał, że po tym gdy tak powiedział, nic się nie stało. Nagle w nocy kobieta zaczęła płakać że zniszczył ich miłość, mówieniem o długach. Później awantury, ciągły płacz, wrzaski o co chodzi, czy ma jakieś długi u mafii, i dlaczego zniszczył ich miłość. Gdy kobieta upewniła się że nie ma żadnych długów, uszczęśliwiona powiedziała że w takim razie nie trzeba podpisywać intercyzy. Spryciara! ale nie przewidziała jednego; jej facet był moim czytelnikiem, a ja serdecznie doradzałem jak umiałem, z serca. I skutecznie. Dalszy ciąg sobie darujmy, nie daj Boże mnie jakaś rozszalała Pani zasztyletuje pod domem.


Dopóki coś masz, jesteś apetyczny i kobieta będzie się starać, by zjeść te ciacho. Gdy oddasz lejce kobiecie, możecie razem wpaść w przepaść. Nawet nie ma sensu przytaczac różnych historyjek, gdzie zatrudniona przez faceta dziewczyna, totalnie rozpieprza zespół i pracę; chce pokazać swoją władzę, pozycję; nie wszyscy to zniosą. A gdy Ty chcesz się rozstać? naprawdę chciałbyś by kobieta której nie chcesz z jakichś względów więcej widzieć, pracowała z Tobą, partycypowała w Twoich codziennych obowiązkach? no właśnie. NO WŁAŚNIE.


Szklany Zamek tu mój czytelnik a dla nas brat samiec, prowadzi taki jakby hotel. Fajne, zajebiste miejsce, zaczynam poważnie myśleć, żeby zrobić taki ogólnokrajowy zlot moich czytelników. Poprzedni się nie udał, za co bardzo przepraszam, naprawdę chciałem, wtrąciła się siła wyższa, nie dało rady. Ale możemy nadrobić zaległości; jest falujące pięknie morze, weseli i rumiani bracia samcy, napieprzymy się wszyscy na wesoło, zrobimy ognicho, potańczymy, poruchamy. Nie wpuszczą mnie do nieba, taki jestem porządny. Całe życie w domu i na klopie, w niebie są oburzeni, jestem jak święty, poza wszelką klasyfikacją. Trzeba więc trochę nabroić, w imię szeroko pojętego dobra.


wtorek, 09 październik 2012 19:34

Lateks

Jestem w dobrym humorze, i właśnie dzięki temu dostaniecie dziś dobry felieton. Prześladował mnie ból kiszek, a że jestem prostym, niewykształconym chłopakiem z Pragi, od razu lałem w mordę; setkę wódki czystej. Na odrobaczenie literackie. Krwioobieg przyśpieszył, czerwone kolorki lico me zabarwiły, a ja poczułem obrzydlliwy smak wymiocin kłębiący się w tchawicy, i duchową misję. Chcę pomagać braciom samcom na całym świecie w problemach miłosnych, chcę dokonać zbiorowego egzorcyzmu miłosnej nieporadności, i zapraszam Państwa na felietonik.

Dobre ruchanko


Byłem kiedyś z taką pięknotką; standard, dobre ruchanko, wygolona, ciasna cipka, fajnie spędzony czas. Kiedy myślałem że z tego jajka może się coś fajnego wykluć, okazało się że jest to zgniłe jajo. Nagle zaczęła mi robić jazdy. Nie odbieranie telefonów i dziwne tłumaczenia przeplatane wybuchami złości, nieprzyjemne teksty, gdzieś znikała, ciągłe fochy; pieprzony standard. Pojawiły się kłótnie, później gorąca zgoda przypieczętowana ognistą kopulacją, aż wreszcie coś zaczęła przebąkiwać o dziecku. I owszem, byłem zakochany młodzieńczą, hormonalną namiętnością, ale już wiedziałem że Pani ta jest tak niestabilna emocjonalnie, że prędzej włożę w lisią norkę, niż w nią z przedłużenia swojej genetyki grzesznym zamiarem. Gumek ta Pani nie używała (który to fakt przyjąłem z entuzjazmem) ale ja zacząłem, chociaż ich nie cierpię; wiadomość o marzeniach rozrodczych mojej Pani, skutecznie mnie zelektryzowała i zmotywowała. Oczywistym jest więc, że skoro nie chciałem używać gumek, moja Pani uznała że seksu nie będzie, ponieważ bez zaufania nie ma to wszystko sensu; mam natychmiast zdjąć  gumkę i ejakulować, albo ona wychodzi i nie chce żebym ją odwoził.

Niech spierdala

No cóż, z jednej strony bardzo kusząca perspektywa... z drugiej, gdy żądza zaczynała brać mnie we władanie, wyobraziłem sobie moje dzieci, wychowywane przez wrzeszczącą, rozhisteryzowaną mamusię; która swoje cele umie osiągać tylko w jeden sposób, zakazując bądź dopuszczając mnie do coraz bardziej pomarszczonej dupy. Momentalnie sflaczałem, a wściekła Pani coś wykrzykując opuściła moje mieszkanie. Nie zatrzymywałem jej. Niech spierdala, jeśli ma zamiar załatwiać swoje sprawy ze mną szantażem. Chcę podkreślić, że pomarszczona dupa to dla mnie nie wszystko; lubię kobiety i ich wewnętrzne ciepło, i chociaż wątpię by mi bracia samcy uwierzyli, ale klnę się tutaj przed wami, że dla dobrego charakteru, zrezygnuję z dobrego pieprzenia. Taki kurwa jestem. Jeśli ceną za dobre ruchanie jest chaos i ciągłe jazdy, to taka cena jest dla mnie po prostu nie do przyjęcia. Wystarczy gdy kobieta podniesie na mnie głos, i już jest w dużych opałach. Jeśli kobieta wprowadza w naszą intymną relację, zachowania rodem z wojska, i przemienia się w wąsatego, bezlitosnego kaprala, to niech spierdala na bambus. Nigdy się nie upodliłem, gdy mnie ktoś obrażał. Po prostu odchodzę. I zalecam to wszystkim braciom; łudzicie się że zostanie sprawi że Pani się uspokoi, zmieni... a gdzie tam. Jak raz nie zareagujecie na agresję, to następna będzie jeszcze mocniejsza. Aż w końcu dostaniecie patelnią, co wcale nie jest takie śmieszne jak brzmi. Wymiana zębów naprawdę cholernie boli. A więc niech spierdala.


Wróćmy do akcji; miałem strasznego doła. Zareagowałem jak zwykle, a więc wziąłem rower i jechałem wzdłuż parku Skaryszewskiego, przez stadion dziesięciolecia na most Poniatowskiego, by krętymi schodami zbiec z rowerem pod pachą (i przebiec w miejscu niedozwolonym jezdnię) nad Wisłę. Miałem tam takie swoje miejsce, właściwie dwa; jedno to taka rura biegnąca wzdłuż nabrzeża, siadałem na niej i patrzyłem w brudne, mętne wody. Podjadałem snickersa czy jakieś inne gówno, popijałem pepsi. Drugie to instalacja bodajże oczyszczalni, gdzie lubiłem się wspinać po niej, czy robić różne wygibasy nad wodą. Tak czy siak, byłem smutny, zdołowany i brakowało mi energii. Jednak wiedziałem że dobrze robię; nie chcę mieć dzieci, jednak gdybym miał je przez "wpadkę" mieć, ich matka musi być emocjonalnie stabilna, i mieć pewne ściśle określone cechy. Są rzeczy ważniejsze niż mój orgazm; zbyt wiele widziałem skutków lekkomyślnych decyzji. Chwila jest wspaniała, ekscytująca, ale koszty okropne. Później latami konflikty, wrzaski, i bycie niewolnikiem; proszenie się o widzenie z dzieckiem, później dziecko nerwowo siada, widząc wojnę między rodzicami, nie, nie i jeszcze raz nie. Gdy masz dzieciaka któego kochasz, to baba ma nad Toba władzę. Nie jesteś już sobą. Masz wbitą drzazgę pod paznokieć, a pierdolony mściwy babiszon pastwi się nad Tobą i ciągle nim rusza, jak dzojstikiem gdy gra w grę "więcej cierpienia dla tego pustego, żałosnego gnoja, który zniszczył mi życie". Gdy wkładałeś jej fiuta i było Ci tak dobrze, myślałeś że to jest za darmo; myślałeś że jest zajebista i ma wspaniały charakter, ponieważ jak ktoś daje Ci miłe doznania, to pewnie jest miły. Niestety, tak nie jest. Nie ma nic za darmo, a co do bycia miłym... pierwsza działka u dilera jest za darmo. Za następne wyniesiesz wszystko z domu, i dasz dupy byle mieć na działkę.

Gardziłem nią...

W jakiś sposób gardziłem tą kobietą. Za jej brak rozsądku, kompletny i nieobliczalny, ale jednak bardzo mnie pociągała seksualnie. Minęło kilka dni, i chociaż nienawidziłem jej, gdzieś w środku wiedziałem że gdy tylko kiwnie palcem, wejdę w nią. Modliłem się by tak się nie stało, i oczywiście jakżeby inaczej, odezwała się. Przyjechała nawet. Odpierdolona jak stróż w Boże ciało. Było wielkie pieprzenie, i zgodziła się nawet na gumkę, ponieważ jasno postawiłem moje warunki. Po trzech, czterech spotkaniach, zaczęło się od nowa. W końcu mnie rzuciła ostatecznie, bo na horyzoncie pojawił się facet, który podobnie jak ja na początku, myślał że wygrał szóstkę na loterii.


Jaki morał z tej historii? nie wiem, chyba taki; nakładaj lateks, póki nie poznasz swojej partnerki. Do dwóch lat trwa hormonalny amok, więc gdy miną dwa lata, prawdziwa osobowość zacznie wyłaniać się spoza maski. Wtedy dopiero można się zdecydować na cokolwiek. Nigdy wcześniej. To jak kupowanie kota w worku; jeśli myślisz że miłość wszystko załatwi, to jesteś głupi jak ja w wieku dwudziestu kilku lat. Teraz też jestem głupi, ale znacznie bardziej nieufny. I cenię się za to. Jeśli lubisz iść na żywioł i zaryzykować, najpierw sprawdź swoje szczęście w totka. Nie udało się, prawda? zawsze ktoś inny trafia szóstkę... nie masz farta brachu; i nie będziesz go miał w wylosowanym związku.

Najnowsze komentarze
asd