Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
czwartek, 09 sierpień 2012 15:57

Kochajmy kobiety, tak szybko się starzeją...

Kochajmy kobiety, tak szybko się starzeją. I tracą wszelkie atuty, a także słodkie krągłości na których budowały całą swoją samoocenę. Atrakcyjna 30 tka jak niekiedy widać, jest bardzo pewna siebie, często wyniosła; stać ją na takie zachowanie, ponieważ wielu facetów się do niej podlizuje, chce zyskać jej względy by jako rasowy miś dostać się do słodkiego ula. Faceci nieatrakcyjni kończą w takich przypadkach tak samo; obficie pożądleni przez pszczoły. Pięknotka jest oburzona tym że męski pasztet śmie ją podrywać, otwiera szeroko oczka, oburza się i obrusza; wreszcie jest kimś, jest na topie, niech inni wiedzą gdzie ich miejsce. Okazywanie pogardy sprawia, że może poczuć się wyżej, mocniej. Mija trochę latek, piersi zwisają, skóra pokrywa się cellulitisem, a ciasne wrota do Edenu zmieniają się w krater po meteorycie. Przez jakiś czas trwa rozpaczliwa, desperacka walka o zachowanie młodości, która jednak zawsze jest przegrana; męska konserwa ma znacznie dłuższy okres przydatności do spożycia.

 

                                                                  Mocz osła

 


Zanim przejdzie się od męskich pożądliwych spojrzeń i niemoralnych propozycji, do zaciekawionych aż w końcu i one zanikną, połyka się tysiące cudownych tabletek, kąpie w moczu osła (nie, nie mojego) kota i wielbłąda, robi setki rewitalizujących maseczek i wstrzykuje przeróżne okropieństwa w zwisającą skórę. Z historii wiemy że niektóre Panie by zachować młodość, mordowały młode dziewczęcia, wierząc że młoda krew zwróci im młodość. Niestety, w tych czasach dla przeciętnej kobiety, jest to nieco trudne i karkołomne zadanie, zwłaszcza że wiemy już że taka niekonwencjonalna terapia nie działa. To jest okropne dla kobiety, natura daje im niezwykłą przewagę nad silnymi mężczyznami, sprawia że czując cipkę szaleją... i jeśli mamy na myśli atrakcyjną dziewczynę, to ona w wieku ok. 16 lat odkrywa swoją tajemną broń; seksapil. Widzi zachowanie chłopców, zazdrosne spojrzenia koleżanek, i jeśli nie ma rozumu (najczęściej nie ma) to na tym buduje całą swoją tożsamość i samoocenę, całkowicie utożsamia się ze swoim ciałem, które wzbudza pożądanie w mężczyznach. Cały ten kabaret żądzy trwa do 40 roku życia (plus minus) daje nam to ok. 24 lat (też plus minus) poczucia władzy, poczucia satysfakcji gdy kolejny samiec zabiega o jej względy i błaga o wspólną kawę. Z czasem zostaje to kobiecie odebrane przez bezwzględny katabolizm, i wtedy wreszcie widzi kim naprawdę w społeczeństwie jest, gdy znika jej największy atut, zgrabna dupa. Jeśli nasza uliczna gwiazdorka była zapobiegliwa i miała szczęście, złapała dobrze rokującego biznesmena, będzie przynajmniej ustawiona finansowo. Jeśli nie, czeka ją raczej nieciekawe życie.


Najpierw pogarda dla brzydszych, później chowanie się żeby ludzie nie widzieli upadku "gwiazdy", i zasuwanie w sklepie za ladą, gdzie jedyną radością życia jest snucie pajęczej nici wspomnień o przeszłej urodzie. Sprostujmy; życie jak życie, ex gwiazdorka ma normalne, ale takie zwykłe życie dla kogoś kto ileś lat bujał w gwiazdach, to koszmar. Stąd tak potworna presja na zabezpieczenie sobie tych lat, kiedy zniknie najważniejszy atut; zabezpieczeniem jest ślub i dziecko, umożliwiające lepsze życie (jeśli trafiło się w bogatego samca). Jeśli na utracjusza bądź biedaka, to przegrało się w pewien sposób życie. W wolnych chwilach przed tv, bądź gazetą, pozostaje uśmiechać się do swoich wspomnień i łudzić że miało się lepszą figurę niż aktorka czy celebrytka. Smutne, żałosne życie, w którego centrum ustawiona była starzejąca się dupa; władzę-dająca dupa będąca najgłębszym sensem istnienia, sprowadzonego do odbierania miłych bodźców, łechtanej ciągle próżności i poczucia bycia kimś lepszym. To jak narkotyki czy alkohol, ekstaza i bycie Panem świata trwa króko, a potem trzeba zapłacić często straszną cenę za chwile alkoholowej iluzji; wszyscy znamy te okropne chwile, kiedy to siedząc na toalecie z miską w dłoni, charczymy jak niedźwiedź a nasze ciało drży wstrząsane gwałtownymi torsjami. W jakiś sposób jest to sprawiedliwe, ponieważ takie kobiety dostają dokładnie to, co z siebie "emitowały". Jeśli będąc atrakcyjnymi gardziły czy fałszywie współczuły brzydkim dziewczynom (co sprawiało że przyjemniej się czuły) będąc brzydką będą czuły, że inni wobec niej mają te same uczucia które ona miała do pasztetów; a teraz poprzez starość uważa się za pasztet. Oto wielka tajemnica ludzkiej psychiki; zawsze dostaje się zwrot tego, co daliśmy, ale niekoniecznie w formie materialnej. Plus minus 24 lata satysfakcji, i pozostałe 20 - 40 lat poczucia beznadziei, życia we wspomnieniach jak było się ładnym, i smutnego, pustego życia. Uroda to wielkie wyzwanie dla człowieka, i większość nie jest w stanie podołać tej próbie. Dlatego cieszę się że nie jestem piękny, ponieważ wiem że nie zdałbym tej próby. Jako pasztet i nieśmiałek z zerową samooceną, strachliwą młodość spędziłem na lekturze książek które rozwijaly moją wrażliwość, wyobraźnię, dały mi sporo wiedzy i umiejetności w pisaniu. Dzięki temu się wybiłem w każdej możliwej dziedzinie, a ówczesne ślicznotki, teraz są najczęściej brzydkimi, steranymi życiem matkami - polkami. Nie wierzyłem własnym oczom, podglądając je na NK czy na fejsiku; nieprawdopodobne jak szybko ich uroda minęła. Nie zawsze minęła, gdzieniegdzie jeszcze się tli, ale są to ewidentnie ostatnie podrygi ostrygi. To jak moja była, piękna jak księżniczka; pomiatała facetami, ponieważ miała ich na kopy. Nigdy się nie uczyła, nie czytała książek, ponieważ wolała wyskoczyć z fajnymi męskimi facetami dobrym autem gdzieś w miasto. Teraz gdy uroda minęła (widziałem ją na ulicy, nie wierzyłem własnym oczom) nie ma nic; ani wiedzy, ani mądrości, a jedynie wspomnienia o wspaniałym życiu na cudzy koszt. Oczywiście teraz gdy jest brzydka, nikt nie wydaje na nią pieniędzy. Gdybym napisał że w jakiś złośliwy sposób mnie to nie ucieszyło, skłamałbym. Tak moi drodzy Państwo, gdzieś w środku poczułem taką męską, samczą satysfakcję. Te uczucie niegodne mistrza duchowego (sam się nim mianowałem) nie są mną, po prostu we mnie są: "Nie chciałaś dawać mi dupy, to teraz masz za swoje, szmato". A kysz brzydka myśli! naprawdę, wstydzę się takiej małej, plytkiej satysfakcji. Ale jestem tylko człowiekiem... zamiast dawać dupy na lewo i prawo, mogła dać parę razy jakiemuś gamoniowatemu synkowi notariusza, przynajmniej byłaby ustawiona do końca życia.

 

                                                                Nierówność klasowa


Natura rozdała ludziom różne wady i zalety; kobieta ma duże powodzenie, które zawdzięcza chuci mężczyzn; wystarczy kiwnąć paluszkiem, i niemal każdy zdrowy mężczyzna wejdzie w nią czy zacznie jej kupować prezenty, by kobieta otworzyła się na niego "emocjonalnie" (czyli dała dupy). Facet ma o wiele gorzej; kobiety są wybredne, chcą poczucia bezpieczeństwa, wysokiego, szalonego ale spokojnego, ambitnego i pracowitego, ale żeby siedział w domu na dupie z dzieciakami. Wiekszość facetów nie ma szans na seks, a żeby go mieć musi skorzystać  z usług Pani do towarzystwa w salonie "masażu". Stąd "porządne" kobiety tak nienawidzą dziwek; to konkurencja. Nie można do końca szantażować faceta szlabanem na dupę, bo pójdzie do kurwy. I nici z nowej meblościanki, którą kupi rozsadzany od wewnątrz pragnieniem seksualnym małżonek. Czyli kobiety zaletą jest duża moc oddziaływania, ale krótki czas gdy pociąga seksualnie mężczyznę - to jest wadą (oczywiście z jej punktu widzenia, każdy lubi być pożądany). Znowu wadą mężczyzny jest to, że będąc biednym i mieszkając z rodzicami, a nadto będąc nieśmiałym, nie mają szans na kopulację (miażdżąca większość młodych ludzi), ale zaletą jest to, że mężczyzna zadbany, zdrowy, do 60 tki może mieć dzieci, i znacznie młodszą partnerkę. Oczywiście, inne Panie wtedy tryskają nienawiścią i agresją, że stary dziad, że powinien mieć partnerkę w swoim wieku, że to hańba, brak moralności itd. Ale facet z klasą tego nie słyszy, ponieważ stać go na bycie daleko od tego nie tylko polskiego piekiełka, i wiecznie niezadowolonych starszych Pań. Zazdrośnice muszą więc zostać same ze swoją frustracją i zazdrością, co często powoduje nadciśnienie i żylaki (gniew rozsadza od środka). Tak, frustracja i gniew który odczuwasz, to Twój problem, i niczyj inny. Musisz z nim żyć, skoro go do siebie zaprosiłaś.

 


To męskiej chuci kobiety zawdzieczają wysoką pozycję społeczną, i związek. Gdyby nie ten tak znienawidzony testosteron, to po co mężczyźnie potrzebna byłaby kobieta? do rozmowy lepszy jest kolega, zresztą o czym rozmawiać z rozmarzona romantyczką? o kolejnym serialu w tv? o uczuciach Huanity? i owszem, można jeśli ktoś lubi. Ja nie lubię, i jak mniemam żaden zdrowy męzczyzna też nie lubi. Lubię obejrzeć dobry boks, czasem jakiś ważny mecz (ale nie za często), wyskoczyć na siłownię czy basen, ot normalny zdrowy ze mnie mężczyzna. Czasem jakaś orgia... ale nie lubię pieprzenia o uczuciach. Świat mężczyzny jest prosty i konkretny, przyjemny w odbiorze aczkolwiek zupełnie inny niż kobiecy. I przyznam się Państwu z ręką na sercu (skrytym za niejedną warstwą ochronnego tłuszczyku) że gdyby nie ruchanko i to że kobiety często mnie podziwiają, to w ogóle by mi nie były potrzebne do życia. Wiem że to co piszę jest płytkie, ale tak to odczuwam. Gdybym był kobietą, i nie miał potrzeb wzbudzanych przez media (rodzina, pozycja społeczna itd.) też bym nie chciał mieć nic wspólnego z samcami. Jesteśmy innymi gatunkami, które łączy na siłę brutalna przemoc seksu, którego łakną i pragną nasze serca i trzewia. Być może bez wzorców seksu i założenia rodziny (obsesja kobiet, jedyny cel ich istnienia) można by było się przyjaźnić z kobietą, ale takiej nie spotkałem; może inaczej, przyjaźń z kobietami miałem, ale w tle zawsze były inne cele. Więc do końca nie jestem pewien, czy to wszystko było takie szczere. Bo sami przyznajcie, jak chcecie bardzo mocno czegoś od kogoś, to czy jesteście przy tej osobie naturalni, wyluzowani? czy jesteście sobą?

 

                                                                 "Żal mi Cię!"

 


Gdy wklejam tekst z mojej książki na sieci który mówi o tych sprawach, czyli wadach i zaletach płci ("moja rada dla młodych mężczyzn") to oprócz standardowych wyzwisk i obelg których nie szczędzą mi Panie, padają zaskakujące twierdzenia Pań; np. że niektóre po 70 tce mają takie ciała, że 20 tki im zazdroszczą, i zawsze że kobieta musiała mnie mocno zranić. Drogie Panie; nikt mnie nigdy nie zranił, zraniły mnie tylko moje oczekiwania względem kobiet. Ja chciałem jedno a kobieta co innego, więc powstawało we mnie cierpienie, i nie uważam że to jest wina kobiety. To wina moich oczekiwań, nikogo więcej. Kobieta nie ma tak naprawdę żadnej mocy, by mnie zranić. Taką moc mogę tylko ja jej dać, co też często robiłem, i jak znam życie jeszcze nie raz zrobię. Kobiety mają wizję życie, która jest kompletnie nierealna; i ta wizja w zetknięciu z rzeczywistością pryska jak bańka mydlana. To rodzi ból, rozpacz, a przeciętna kobieta odreagowuje takie uczucia wyzwiskami, i żalem "żal mi Cię", "jesteś bez uczuć wyższych" itd. Żal wam mnie? ja tylko opisuję rzeczywistość, co ja mam do waszych frustracji? to wasz problem że nie zgadzacie się na prawa życia takie, jakimi są. Nie ja je tworzyłem. Fora wypełnione są tysiącami Pań po 50 tce, które te opisywane przeze mnie prawdy, poznają na własnej skórze. I żeby dokładnie wiedzieć co spotka w życiu przeciętną kobietę, nie muszę mieć doktoratu z psychologii. A wiem dokładnie co się stanie, bo to ciągle powtarzająca się ta sama historia, od tysięcy lat. Jeśli człowiek ma wobec siebie szczerość, ale taką prawdziwą, to wie i czuje głęboko w sercu że to co piszę, to po prostu prawda. Bolesna prawda, dlatego że nauczono nas zupełnie inaczej ją postrzegać. I ta strona powstała głównie po to, byś się nauczył prawdziwej definicji prawdy, a oduczył oszustwa i kłamstwa, którymi nas wszystkich obficie karmiono od dzieciństwa.

 


Żeby nie być gołosłownym, wkleję Państwu kilka ostatnich komentarzy (na onecie) do mojego artykułu "Moja rada dla młodych mężczyzn", oczywiście pisownia oryginalna:

 

~prawdziwa kobieta do www.ecoego.pl: co za pierdoły, człowieku tobie chyba już nawet piardy nie wychodzą to sie tu użalasz, zakompleksiony człowiekczek

 

XXXL. do www.ecoego.pl: płytkie, miałkie, nijakie
- niezbyt prawdziwe obserwacje kogoś kto jak mniemam ma 16 lat i wydaje my sie że zrozumiał świat.
Nie sądze by każdy facet szukał supermodelki by budować związek i nie wydaje mi się by każda kobieta poszła za kasą mając jakieś doświadczenie życiowe.


~anka do www.ecoego.pl: ale z Ciebie mądrala... aż żal. sam wyglądasz mi na kolesia, co ma brązowe zębi i mocno niemodny tiszert. kotka sobie przytul.


~Era do www.ecoego.pl: Idż się leczyć. Musisz o tym porozmawiać ze specjalistą. I to biegiem! Choć nie wiem, czy to pomoże...

 

~pzdr do www.ecoego.pl: tak przebrnęłam przez cały "wywód".I moje zdanie:masz smutne życie i kompleksy.I choć widać ze obserwacje masz wyostrzoną,to brak Ci dośiwadzczenia zyciowego. I radzę byś skupił sie na tym,a nie na powierzchowności świata.A nie bedziesz az tak uzalezniony od opinii innych

 

 

To tylko przedsmak miłości, którą obdarzają mnie moi czytelnicy; nie idźcie tą drogą! sami Państwo widzicie jak Panie przyjmują moje duchowe nauki, którymi je obdarzam. Nie płoną entuzjazmem. Dla równowagi powinniście mi się przypochlebiać... ewangelizacja to ciężka, obfitująca w wiele ostrych kamieni ścieżka.

 


To za co cenią mnie moi czytelnicy, to szczerość. To za co nienawidzą mnie moi czytelnicy, to także szczerość. Stworzyłem miejsce gdzie można bez maski i bez ściemy, pogadać o tym jak jest naprawdę. I często tak jest, że to co piszę wzbudza oburzenie czy szyderstwo, ale kiedy jesteś sam, wracasz do tego, bo coś nie daje Ci spokoju. Powiem więc Państwu szczerze; prawda jest taka, że nie chcę mieć dzieci ani stałego związku. Jestem realistą, więc wiem że związek to jest wzajemne zaspokajanie potrzeb, a mówiąc brutalniej - biznes. Często oszukańczy, gdzie partner chce nas oszukać na pieniądze (najczęściej) albo zaspokoić inne swoje potrzeby, np. mieć rodzinę (bo koleżanki już mają) władzę, dominować, wyżywać się, upadlać drugą stronę by odreagować swoje zaniżone poczucie wartości i frustracje, czy też odreagować nieprzyjemne dzieciństwo (często są to nieświadome wzorce). Przykład - pracuję z czytelnikiem (relacja za jego zgodą) i sprawa jest prosta. Mój czytelnik jest świadomym siebie mężczyzną (widzi swoje wzorce reakcji, z którymi jednak nie umie sobie poradzić) i ma problem. Jego partnerka mocno przypomina mu matkę której nienawidzi; pieprzenie rewelacja, zajebiste ciało panny, jest zauroczenie i lans, tylko czasem dostaje furii gdy partnerka identycznie jak matka płacze, najczęściej w momentach gdy czegoś chce. Kochany misiek nie chce brać kredytu, przez co przepoczwarza się w żałosnego emocjonalnego kalekę, który "nic nie rozumie", i jest gnojkiem bez wyższych uczuć. Im logiczniej jej tłumaczy że kredyt trzeba spłacać, a nie bardzo jest czym, wtedy łzy płyną z większym ciśnieniem, aż dziw że gałki oczne nie wyskoczą z plusknięciem z oczodołów. No i standardowo, szlaban na dupę, dopóki gówniarz i emocjonalny chłystek nie zachowa się jak prawdziwy facet, i nie weźmie kredytu żeby kupić kolejną niepotrzebną rzecz do domu. To jest norma moi mili Państwo; a ja słynę z tego że umiem odpowiednio wpływać na facetów. To żadna magia, po prostu czytelnik który mi ufa, wierzy we mnie i jestem dla niego autorytetem w sprawach męsko damskich, chłonie moje sugestie jak gąbka. Obcy facet moich teorii nie przyjąłby tak dobrze. I dobrze; oczywiście dobrze dla czytelnika, bo na pewno nie dla kolejnej pijawki, którą oderwałem z krwistego ciała mojego czytelnika.

 

                                                                  Orędzie Św. Marka

 

Oto orędzie na cały kobiecy świat, niech przeczytają te słowa wszystkie samice na świecie; ssać krew z czytelników, mogę tylko ja. Całą konkurencję potraktuję muchozolem. A kysz! czy mój czytelnik jest szczęśliwy? nie. Ale po oderwaniu od wampira emocjonalnego, ma większą szansę na zidentyfikowanie swojego wzorca, który każe mu odczuwać podniecenie seksualne przy neurotycznych kobietach, tak bardzo przypominających mu jego własną mamusię. Praca ze wzorcami to wcale nie tydzień, jak obiecują pierdolone autorytety od pozytywnego myślenia; to co najmniej kilka lat, w trakcie których Twoja sytuacja polepsza się, ale w międzyczasie wychodzi wiele nowych, koszmarnych rzeczy z podświadomości. Tak czy siak, ogólna jakość życia (podliczając wzloty i upadki) podwyższa się w znacznym stopniu. Nie jest więc tak że ktoś kto pisze afirmacje, nagle zaczyna być milionerem, rośnie mu penis a maleje brzuch. Niektórzy dostają specjalne jakby dary od życia na ścieżce rozwoju, by mieć motywację do dalszej pracy. Autor niniejszych bzin, także taki prezent otrzymał ale trzyma go jak cnotka, w tajemnicy. Rozpalonym czytelniczkom odpowiadam na ich kosmate myśli; nie, to nie penis. Nawracam nie jak Rasputin, a słowem pisanym. Niestety... W większości wypadków mówię facetom zawsze to samo; człowieku, jesteś kilka poziomów duchowo wyżej od kobiety, ona nigdy nie zrozumie Twojej pasji, kopnij ją w dupę! Nie oznacza to że jest złą kobietą, jest po prostu mniej duchowo rozwinięta. Jeśli Ty widzisz fale oceanu i czujesz więź z kosmosem, pragnienie wielkiego dzieła, to ona wtedy myśli jaki dziubek walnąć do słit foci na fejsiku, żeby koleżanki jej zazdrościły. Taka panna da Ci dupy, czasem nawet umiejętnie, możesz dżgać jak Brutus Cezara... ale seks to nie wszystko. Bez wspólnej duchowej więzi, to wszystko nie ma sensu. Kobiety czytając mnie, twierdzą że są duchowo zaawansowane, ponieważ nie interesują je glupkowate seriale i nie robią słit foci na fejsika, a tylko poważne sprawy takie jak rodzina, dzieci. No właśnie...

 


I co ciekawe, takich rad udzielam często Paniom. Niektórzy Panowie to absolutny plankton intelektualny, prostactwo i buractwo nie z tej ziemi. Jednak moją pasją jest doradzanie facetom, po koleżeńsku; z kobietą wiadomo jak jest, nie ma solidarności nasiennej; a jak jest ładna, to mam wyrzuty sumienia że jej nie przeleciałem. Ona płacze, zwierza mi się, i nie wie że mój stłumiony głos nie jest efektem współczucia; broń Boże! mam czystszą motywację, dowcipną że się tak dyplomatycznie wyrażę. Dziewczyna ma problemy, i wysyła mi zdjęcie w mini. Świetne nogi, duże cycki, ładna; i jak ja mam z nią duchowo pracować na litość Boską! W ogóle doradztwo to koszmarna sprawa; ludzie oszukują terapeutę, to jest nagminne. Naginają rzeczywistość jak tylko się da, żeby wyszło na ich. A praca ze mną nie polega na bluzganiu na byłą, jaką to kurwą i szmatą nie jest, tylko na wskazaniu Twoich cech które sprawiają że cierpisz. Czasem się okazuje że to poszkodowany był agresorem i napastnikiem, jednak by przyznać się do swojej winy, trzeba mieć naprawdę porządny i uczciwy charakter; rzadkość. Ścieżka duchowości, to samoświadomość swojego egoizmu. Wtedy wiele spraw się samych wyjaśnia, niemal od ręki. Wiele czasu zajęło mi przyznanie się przed samym sobą, że jednak w wielu relacjach z kobietami nie byłem fair, i że często kobieta była ok, tylko mieliśmy w życiu inny target. To wszystko, nie ma miejsca na żal, poczucie winy. Szliśmy razem przez życie jakiś czas, rozstaliśmy się i idziemy dalej swoją własną drogą. A byłej życzymy wszystkiego najlepszego. I to jest cel terapii, niezależnie od tego czy Twoja była wyruchała Cię na gruby hajs, czy zdradziła z najlepszym kumplem. Nie wybielamy byłej, ludzie to często nieprawdopodobne kurwy, ale chodzi o to żeby nie nosić w sobie trucizny, nienawiści. Wystarczy że Twoja była ma w sobie raka zła, Ty nie musisz go w sobie wytwarzać czy podkarmiać żeby urósł. Powiem patetycznie, ale pamiętaj że każdy z nas kiedyś będzie musiał zdać sprawę ze swych uczynków. Ja wierzę w reinkarnację, więc wierzę także i w to, że to co zrobię bliźnim to oni mi zrobią razy dziesięć, lecz nie jest sprecyzowane dokładnie kiedy to się stanie. To nie jest żadna tajemnica, że kiedyś wam wyznałem że mam odblokowaną pamięć poprzednich żywotów. Nie wszystkich, np. ostatnie jest całkowicie zablokowane, podejrzewam że póki co ta wiedza jest dla mnie niepotrzebna, albo niesie w sobie zbyt duży ładunek emocji. Oczywiście, może być tak że mój mózg robi mnie w konia; nie przeczę temu. Jednak w miarę dokładnie zrobiłem swoją psychiczną mapę osobowości, i to co było wcześniej idealnie się w dzisiejszy schemat wpasowuje. Dla mnie osobiście jest to ważny dowód, ale nie jestem w stanie w żaden sposób go opisać, ani udowodnić. Nie mam też takiego zresztą zamiaru. Jeśli masz w sobie uczciwość, to pielęgnuj ją i nie ma znaczenia w co Twoja aktualna osobowość wierzy, i jakiego wymyślonego Boga imię powtarza. Liczy się emocja i intencja, nie słowa. Wszystko wraca dziesięciokrotnie... jak kocham się z dziewczyną kwadrans, to gdy w następnym życiu będę kobietą, będę bzykany... 150 minut, o Boże, masakra! dlatego oświadczam wam dziewczyny, że seks tylko do pięciu minut; ze względu na karmę i duchowe sprawy naturlich.

 

                                                                 Ludzina w automacie

 


Ludzie żyją automatycznie; przykładowo rozmawiam z facetem, który mi dramatycznie wyznaje wielką tajemnicę; lubi pukać panny w tyłek, który jak powszechnie wiadomo, nie jest miejscem do tego przeznaczonym. To mu mówię że ja też tak lubię; przerażenie. Jak to, coach, terapeuta duchowy, i lubi "takie" rzeczy? rozczarowanie, niedowierzanie, w końcu silna agresja. "To ja jestem ten zły i grzeszny!" a ja mu ten wspaniały skarb odebrałem. Myślał że jest niesamowity, jak psychol z filmów, koneser perwersji, a tu się okazuje że to nic takiego. Duchowy terapeuta ma mieć brodę, wąsy, brzuch tzw. "guru", i być dziwny. I jest problem, bo ja wyglądam jak normalny mężczyzna. Normalnie można ze mną pogadać, i nie unoszę się w powietrzu. Ot, zwykły i prosty chlopak z Pragi; czytam mądre książki w klopie, jestem ciągle na diecie, ostro trenuję żeby spalić fat z cycków dupy i brzucha, co idzie mi średnio... I tacy właśnie ludzie są niebezpieczni, głównie dla siebie. Myślą że są otwarci, rozwojowi, a układają z góry plan działania, i jak ma wyglądać ich wersja świata. Guru ma mieć brodę, i ma klepać teksty z filmów dla dzieci o karate; mistrz ma być aseksualny, medytować i nauczyć ich, jak rzucać klątwy na skurwieli z którymi on jeszcze się policzy. I nagle się okazuje, że wizja gryzie się z realem, nie jest tak jak "powinno" być, w efekcie czego pojawia się agresja. Wiele Pań np. wprost przeciwnie, uważa że mistrz powinien być seksualny, pieprzyć je, uzdrawiać i wysłuchiwać ich paplania. A to jest przecież definicja faken frenda a nie mistrza. Kiedyś czytałem o kobietach, którym wydaje się że są w ciąży i noszą w sobie Pana Jezusa (jak wiemy, ma przyjść znowu na świat, paruzja). Śmiałem się z tego uważając to za niezły dowcip, ale do czasu - do czasu aż sam kilka takich Pań nie poznałem. Przyznam szczerze że na początku myślałem że ktoś mnie robi w konia; tym razem jednak kobiety były szczere. Były w ciąży i chciały żebym potwierdził że urodzą Jezusa, przez co staną się sławne. Nie miałem pojęcia jak miałbym to niby sprawdzić, nie mam w USG w oczach (tylko kurwiki) ale to je nie interesowało, wystarczyło żebym potwierdził. Nie wchodząc w bliższe szczegóły, jest grupa Pań które będąc zakompleksione i sfrustrowane (i najczęściej niestety brzydkie, otyłe) oglądając talk show i seriale, dochodzą do wniosku że skoro celebryci są tak wspaniali i kochani, to one też muszą się czymś wyróżniać. Dają dupy byle komu, i ich umysł wpada w chorobę psychiczną, wierzy święcie że jest w ciąży z Jezusem. Nie znam tego problemu ze strony psychologicznej, i nie chcę znać, wiem że rozmowa z takimi Paniami jest dla mnie zbyt ciężka. Dziecko, w tym wypadku Pan Jezus, ma dać im sławę, sprawić że będą zapraszane do talk show Drzyzgi tuż po zgwałconych przez kosmitów, kochane i uwielbiane. Tylko dzieciaka szkoda, bo co będzie jak mamusia na urodziny zamiast playstation kupi mu osiołka? albo wyda całą pensję na magiczną pościel w telezakupach, bo przecież synek pomnoży rybę i winko?

 


Związek. Każdy musi coś dać; miłość, przyjaźń, czas, pieniądze; inaczej druga strona odchodzi. Często same "wyższe" uczucie nie wystarczy, ba! tak jest najczęściej. Kto ma trochę doświadczenia w związkach z kobietami, wie już że teksty o miłości, wyższych uczuciach, że pieniądze nie są najważniejsze itd. to tylko takie żarciki. Kobiety tak mówią ponieważ tak wypada mówić, taki mają wzorzec w głowie. Każdy coś daje i każdy chce coś dostać. Czasem młoda kobieta wychowana na Coelho i serialach w tv naprawdę w to wierzy, tym gorzej dla faceta; za swoją frustrację gdy marzenie zderzy się z rzeczywistością, obarczy mężczyznę; zawsze tak się dzieje. Taka naiwna kobieta uważa wtedy że jej marzenie i wizja była ok, tylko facet nie dojrzał emocjonalnie. Kolejny także będzie gówniarzem, i następny; i tak będzie w kółko, ponieważ wina leży w jej głowie a nie w ludziach. Ludzie jak ludzie, mają ego a te jest egoistyczne i nastawione tylko na własny interes, chociaż często sprytnie to kamufluje. Ego z zasady nie może być bezinteresowne, podobnie jak ferrari nie będzie jeździć w terenie.

 

                                                                 Na wesołym dnie


Wróćmy do mnie. Jestem na dnie; bez pracy, pieniędzy, skarbówka niedługo pozbawi mnie auta (to jest być może zbyt górnolotne słowo) i wpędzi w spiralę długów. Nie przejmuję się tym jednak za mocno, są większe nieszczęścia na świecie. Nie mam wykształcenia, nie umiem majsterkować, w seksie jestem raczej kiepski. Do większości rzeczy, a zwłaszcza zarabiania pieniędzy - nie nadaję się, jestem chory na poważną chorobę którą uznaje każdy lekarz, ale renty przyznać mi nie chcą. To jaka kobieta ma się mną interesować? jaką przyszłość by ze mną miała? powiedzmy wprost - jestem nieudacznikiem. Można oczywiście filozofować, twierdzić że mam potencjał, że może kiedyś coś tam mi się uda, ale na ten czas i na tę chwilę, społecznie jestem nieudacznikiem, chociaż sam się nim nie czuję, ba! czuję się wręcz na odwrót, z różnych względów. I ja gdybym był typową kobietą marzącą o dzieciach i rodzinie, omijałbym mnie szerokim łukiem. Ani podróże, ani fajne wypady gdzieś na miasto, wszystko leży z dwóch powodów; jestem uziemiony chorobą, i nie mam pieniędzy. Ok, więc może zainteresuje się mną domatorka? jest problem; ja nie cierpię domatorek, a sam lubię wychodzić, tylko nie mam możliwości. To może inwalidka? też nie, gdyż cenię sobie mobilność a zadatków na świętego nie mam. Sami widzicie że jest ciężko; nic nie oferuję w zamian, a pragnienia mam takie jak facet bardzo zamożny, z sukcesami itd.

 


I ja sam widząc tę dysharmonię, bawię się nią i nie narzekam. Może też dlatego, że gdy weźmiemy pod uwagę to co piszę, trochę się zmienia układ sił. Kobiety odbierają mnie jako pewnego siebie, mającego własne zdanie, zasady, i tak właśnie jest. Są faceci którzy potrzebują mieć obcas na swojej głowie, a ja taki obcas bym złamał i wgryzl się zębami w łydkę. kobiety to kręci, chociaż twierdzą zgodnym chórem że nie. Do tego dochodzi fakt, że co by nie mówić, to jednak prowadzenie znanego bloga, a także posiadanie swoich czytelników, to władza, a to kobietę już dość mocno kręci. Jeśli kobieta dostaje na fejsiku od dwóch kolegów mój tekst, i słyszy że jestem zarąbisty, to czuje zainteresowanie. Otwiera stronę, a tu a kuku! brzydki nie jestem (chociaż piękny też nie) więc i jakiegoś wstydu żeby wyjść ze mną nie ma. Kobieta widząc faceta, od razu kombinuje co poczują koleżanki gdy zobaczą ich razem. Do tego dochodzi fakt, że jako coach jestem uważany za kogoś fascynującego, kto prześwietla kobietę na wskroś. To jednoczesnie prawda i nieprawda; gówno się znam na kobietach, za to znam się na swoim ego. Każde ego jest takie same, więc szczerze obserwując swoje ego, poznaję je i przez to znam kobietę lepiej, znacznie lepiej niż ona sama. Szczerość jest moją siłą i wiedzą, brak maski i udawania kogoś kim nie jestem. Facet który jest inteligentniejszy od małpy, i biorący udział w dobrych szkoleniach NLP, wie znacznie więcej ode mnie na temat kobiet, ma też większe umiejętności. I to jest dobra rzecz, natomiast warto do tego dodać wiedzę o swoim ego, to kluczowa sprawa. Bo co z tego że nauczą Cię poderwać każdą dupę na mieście, skoro będziesz z nią później nieszczęśliwy? ludzie ze sobą grają w różne gierki, i żeby sobie z nimi radzić, musisz poznać w jaki sposób lecisz sobie z huja z innymi; nawet Ci nieśmiali i pokorni, są potwornymi egoistami.

 

Najważniejszą sprawą jest by wiedzieć, że ktoś kto kieruje się ego, to osoba której nie możesz do końca zaufać. Jest kierowana grą nauczoną w dzieciństwie, a Ty tej gry i jej zasad nie znasz, ponieważ widzisz maskę - do czasu. Dlatego też kobiety dostają ataku furii, gdy chcesz intercyzę czy nie chcesz ślubu, i grożą rozstaniem. Ot, uczucia wyższe, które tak gorąco reklamują. Po prostu czegoś od Ciebie chcą, a jak tego nie zrobisz, odejdą. Czysty egoizm, prawda? i skąd takie zdziwienie? ludzie są egoistami, takimi samymi jak Ty, tylko że tym razem to nie Ty kogoś, a ktoś Ciebie oszukał.

 

                                                                 Być bez kobiety

 


Dlaczego więc zawsze będę bez kobiety? oczywiście, kobiety lubię i będą u mnie na krótkie, ociekające upojnym kwadransikiem chwile. I to wszystko. Na dłuższą metę, związek wydaje mi się koszmarem. Podkreślam że nie jestem jasnowidzem, i możliwe jest że moje życie może się potoczyć w różny sposób. Może się zakocham, ożenię, spłodzę piątkę dzieci i będę wstawiał na fejsika fotosy z Egiptu? może będę wyzywał wszystkich tych, co nie chcą się rozmnażać? może będę grubym tatuśkiem w bamboszkach, któremu kobieta sra na głowę? nie mówię nie, ponieważ wiem że człowiek może naprawdę nisko upaść. A więc nie wyluczam takiego horror - scenariusza, ale i nie za bardzo w niego wierzę.

 

Nie znam za wielu kobiet, które miały by cele życiowe takie jak poznanie sensu swojego istnienia; stworzenia czegoś wspaniałego, zaczerpnięcia z potoków Boskiej wiedzy. Wszystkie miały te same marzenia, skopiowane z seriali telewizyjnych, oraz od koleżanek i zawsze chętnych do udzielania rad ciotek; ślub, rodzina dzieci. No ok, a co dalej? czy życie na tej pięknej planecie ma się sprowadzać tylko do rozmnażania, które kompulsywnie uprawia każda, najmniejsza nawet bakteria? jak dla mnie większość kobiet jest tak strasznie nudna, tak gigantycznie duchowo ograniczona, że jest to po prostu komiczne. Przed oczami jeden cel, jedna wizja i to nie swoja własna, tylko cudza. Mnie gonienie za cudzymi celami nie kręci, a zwłaszcza spełnianie marzeń kobiecie, która gdy tego nie robię wrzeszczy że jestem egoistą; egoista to facet, który spełnia marzenia swojej kobiety, i też chciałby coś z tego mieć. Im ktoś głośniej krzyczy o egoiźmie ludzi, tym większa szuja. Poobserwuj, pooglądaj, sam to zauważysz.

 


Jeśli mówię że nie chcę mieć dzieci, to słyszę że jestem wygodnicki; a co do kurwy nędzy jest złego w byciu wygodnickim? czy to że ktoś użera się od rana do wieczora z dziećmi, ma automatycznie oznaczać że ja też mam tak robić? to może niech wszyscy będą klonami, tak samo myślą, czują, ubierają się? mam prawo żyć tak, jak czuję że powinienem żyć. Wrzaski tych co oskarżają innych o wygodnictwo, przypominają człowieka z rakiem, który narzeka że inni nie stosują chemii, a przecież chemia mu pomaga. Tak naprawdę każdy jest wygodnicki, tylko inaczej się rozumie kwestię wygody. Jedni rozmnażają się by mieć szklankę wody na starość, więc jest to długoterminowa inwestycja, zrobienie z własnych dzieci służących na stare lata żeby podcierali stare, pomarszczone dupsko tate i mame; i taka osoba, pieprzony hipokryta, poucza mnie że jestem egoistą i złym człowiekiem, ponieważ nie zaludniam planety. A huj z planetą! ciekawe co te wszystkie fanki rozmnażania zrobią, jak zabraknie jedzenia dla stu miliardów ludzi, i zaczną się sami zjadać. W Chinach już rozumieją, że eksplozja rozmnażania sprawi że wyginie naród, ale jak czytałem ludzie kompletnie tego nie rozumieją, i koniecznie chcą mieć więcej niż jedno pozwalane przez prawo dziecko. Tylko co dać tym dzieciom jeść? a kogo to obchodzi? no właśnie. A potem płacz i rozpacz gdy wybuchnie wojna o zasoby, i większość tych dzieci wyparuje w gejzerach krwi i flaków, a w tle skrwawionej rzeczywistości, nieliczne promienie słońca będą wesoło falować na skraju tęczy...

 

czwartek, 02 sierpień 2012 14:41

Dominacja & uległość

Niektórzy ludzie kochają mieć nad sobą szefa, władcę. Są wtedy niezwykle posłuszni, gotowi wykonać każde polecenie i każdą podłość, by zdobyć uśmiech i akceptację swojego szefa. Jednak z czasem, ktoś czerpiący przyjemność z uległości przyzwyczaja się do tej sytuacji, i zaczyna pragnąć więcej; chce zająć miejsce szefa. Ego tak jest właśnie skonstruowane, że nigdy nie może zaznać spełnienia, nieustannie torturuje człowieka kolejnymi pragnieniami. Najczęściej jest tak, że władca z początku wydaje się być niemal boską istotą, a sługa marzy by mu służyć, pragnie codziennie smakować wielkości swojego mentora. Władca olśniewa blaskiem, zamożnością, posiadanymi możliwościami. Żaden władca nie ma w sobie nic boskiego, przeważnie jest okrutny i bezlitosny, a ponadto pożądliwy (władzy, pieniędzy, seksu) i opętany żądzą władzy, niewyobrażalną dla przeciętnego człowieka. Z czasem sługa zawsze zauważy, że jego mentor to zwykła kanalia, wyniesiona przez dziwne prądy ludzkiego losu na szczyty władzy. Władca jeśli jest bystry, i przeszedł przez taki sam etap w którym wygryzł swego poprzedniego mentora, wie o tym doskonale i morduje bądź upadla swojego sługę; wie że gdy tego nie zrobi, ten zajmie jego miejsce, najczęściej podstępem. Uśmiechając się, wbije nóż w plecy, więc udaje zadowolonego, i już z góry planuje eliminację zagrożenia dla swojej namiętności, jedynej jaką odczuwa; władzy. Wiadomo że Stalin zanim kogoś skazał na śmierć, chwalił go i awansował; żeby uśpić jego czujność, i mieć przyjemność z jego złamania, rozpaczy. Nic nie łamie człowieka mocniej, niż wielkie oczekiwania które kończą się upadkiem.

 

Chciałbym byście to dokładnie przemyśleli, i wyciągnęli naukę. Jest ona niezwykle prosta; jeśli robisz na kimś wrażenie, to nienawidzisz tej osoby. Nauczono Cię od dzieciństwa, że podziw innych ludzi daje Ci przyjemność, sprawia że czujesz się lepszy, możniejszy. A możniejsi mają z pozoru znacznie łatwiej, nie muszą się użerać, walczyć, wszyscy im się podlizują. Udajesz więc kogoś kim nie jesteś, nakładasz maskę by zdobyć to czego pragniesz, czyli podziw innych. Gdy go dostajesz, czujesz przyjemność, z czasem będziesz pożądał jej coraz więcej, tachyfilaksja. Będziesz musiał więcej udawać, i bacznie obserwować czy Cię podziwiają, będziesz uzależniony od podziwu tłuszczy; i to plebs będzie decydował czy będziesz czuł się wspaniale, czy jak szmata. Ci których oszukujesz udając kogoś kim nie jesteś, Ci którymi gardzisz, mają nad Tobą władzę. Mogą kontrolować Twoje emocje czyli de facto Ciebie. Ty, Pan plebsu, będziesz ich sługą. I za to właśnie ich znienawidzisz, z całego serca i całej duszy. W taki właśnie sposób, pycha i wielkość zostaje upodlona i upokorzona. Jeśli wiesz gdzie spojrzeć, w idolu tłumów widzisz smutną pacynkę, miotaną strachem i pragnieniami, nad którymi nie ma żadnej kontroli. Jeśli zazdrościsz tej osobie, to czujesz to tylko w stosunku do maski którą ta osoba stworzyła na pokaz, nie widzisz tego co jest w środku, nie dotkniesz kręgosłupa prawdy, którego nadgryza osteoporoza strachu.

 

                                                 Pożądanie kobiety

 

Wielkie pożądanie do kobiety rodzi nienawiść. Bo co zrobisz gdy odejdzie, i zabierze ze sobą to coś, co sprawiało że byłeś przy niej w ekstazie? im większe pożądanie, tym większa nienawiść i zmęczenie ciągnięciem gry o własną przyjemność. Identycznie jest jeśli chodzi o kobiety; im bardziej Cię pożąda, tym bardziej nienawidzi, napięcie w niej stale i niebezpiecznie narasta. Stąd wybuchy zazdrości, agresji. Wszystko co powiecie w gniewie, będzie nieprawdą; tłem i rdzeniem tej wykrzykiwanej rozpaczy,  głównym powodem będzie zawsze to że tak naprawdę jesteście niewolnikami. Niewolnikami pozornie drugiej osoby, a tak naprawdę swoich własnych reakcji emocjonalnych. Bo to nie kobieta czy mężczyzna daje wam przyjemność, a wasze własne hormony.

 

Stosunki międzyludzkie, to zawsze dominacja i uległość. W świecie ego, nie ma innej możliwości. Dlatego też władca nienawidzi sługi, a sługa z czasem będzie gardził i nienawidził władcę.

 

W obrębie systemu, istnieją jego dwa człony; sługa i władca. Każdy potrzebuje drugiego, i wzajemnie będą się wyniszczać. Oboje są w iluzorycznym wzajemnym układzie zależności, z którego wyjściem będzie podniesienie samooceny. Ktoś kto kocha siebie, bez żadnego powodu a tylko dlatego że jest, że istnieje, nie będzie potrzebował czuć nad sobą Pana który za niego myśli i podejmuje decyzje. Nie będzie też czuł potrzeby, panicznego kontrolowania innych, żeby mu nie sprawili bólu. Tym właśnie jest kompulsywna potrzeba władzy; strachem przed bólem. Im większy strach, tym większe pragnienie władzy. Człowiek bez lęku, nie musi walczyć o to by inni się mu podlizywali, bo i po co? człowiek mający władzę, upadla ludzi; mści się na nich, za to że jest zależny od nich, że jest niewolnikiem.

 

 

 

czwartek, 02 sierpień 2012 14:37

Przejrzeć się w Twych oczach...

Gdy widzisz kobietę która się na Ciebie patrzy, możesz myśleć że jest Tobą zainteresowana. Niestety, w większości przypadków tej kobiety nie interesujesz Ty, a Twoja reakcja. Ona chce widzieć Twoje zainteresowanie, a najchętniej pożądanie. W Twoich oczach chce znaleźć potwierdzenie swojej seksualności, tego że jest atrakcyjna dla mężczyzn. I niech znajdzie - chciałoby się lekko powiedzieć, jednak często (zbyt często) okazanie wtedy zainteresowania, wzbudza w kobiecie oburzenie. Zdobyła co chciała; po pierwsze, uno - wie że wzbudza zainteresowanie, więc lęk że nie jest atrakcyjna nieco zanikł, schował się pod szafę; po drugie, punto - może udać niewinną czystą i cnotliwą anielicę, którą oburza i denerwuje chamskie zainteresowanie męskiego, prymitywnego zwierza. Okazanie pogardy odpręża, daje na chwilę lepsze samopoczucie, kieruje uwagę z własnego pełnego pustki wnętrza, na zewnętrze które można skrytykować, dowartościować się. Przecież gdy krytykuję, jestem lepszy od krytykowanego. Ludzie uwielbiają krytykować, obmawiać, osądzać; mogą wtedy na chwilę zapomnieć o swoim żałosnym, bezsensownym życiu.

 

Dlatego nigdy nie złapiesz mnie, jak wpatruję się w Twój biust. Nie dam Ci poczucia zainteresowania, ani nie wpuszczę na ulicy gdy będziesz uśmiechać się do mnie w aucie. Nic mnie tak nie przeraża jak kobieca obłuda; liczy się tylko wnętrze, a o pół dnia spędzane na przystrajaniu ciała żeby było ładne zapytać się nie można, bo wrażliwsza emocjonalnie połówka ludzkości wpada w furię, albo dla odmiany mściwie zaciska usta, rozkoszując się wyobrażeniem jak jej facet szaleje po miesiącu szlabanu na dupę. A po tym gdy ją zdradził, wyje z rozpaczy i zadaje odwieczne pytanie; dlaczego?

Dlaczego? boś głupia.

 

czwartek, 02 sierpień 2012 14:29

Słodkie Szkrabki

Dziś po porannym basenie, siedząc na ławce i wycierając stopy (po świeżym pedicure, myślę że to ważne) różowym ręcznikiem, obserwowałem dwie małe dziewczynki; gdzieś na oko czterolatki. Brunetka i blondynka, oraz wąsaty tata. Nigdy nie ukrywałem, że uwielbiam takie małe rozszczebiotane szkrabki. Uważam że moja ex miała rację, mówiąc że jestem emocjonalnie dużym chłopczykiem; stąd prawdopodobnie wypływa moja radość z przebywania z dziećmi, jak to mówią, ciągnie swój do swego. Lubię opowiadać bajki dzieciom tym małym, i tym większym; moim czytelnikom. Moja ex powiedziała też kilka innych rzeczy, których z racji na wysoki poziom kulturalny moich czytelników, nie odważę się przytoczyć; dodam jednakże by rozwiać troszkę mgiełkę tajemnicy, iż słowa "gówniarz", "gnój", "popapraniec", obficie zrosiły suche jak pustynia serce Państwa uniżonego sługi.

 

Sympatia i przyjemność ma swoje granice. Jeśli lubię pływać, to oznacza to że lubię popływać żabką dwadzieścia minut (góra!) a później siedzę a to w jacuzzi, a to chłostam się wodnym biczem w cieplejszym basenie. Gdyby kazali mi siedzieć na basenie cztery godziny, zacząłbym krzyczeć. A gdybym miał w nim siedzieć kilkanaście lat? Pan Jezus mówił do prostaczków przypowieściami by zrozumieli przesłanie duchowe, więc i ja podobnie uczynię. Kto ma oczy niechaj czyta, a kto nie umie czytać to niech mu przeczytają; jeśli lubię seks, to mam na myśli upojny kwadransik z seksowną, szczupłą dziewczyną, chętnie dziedziczką fortuny. A gdy kiedyś, w grzesznej młodości do Państwa wiernego sługi dobrała się pewna dojrzała Pani, to po dwóch godzinach modliłem się żeby dostała zawału; albo żebym ja dostał. Upojna chwilo trwaj! byle nie za długo. Po tym doświadczeniu, świat nigdy nie był już taki sam... telefon milczał jak grób, i ta cisza była dla mnie źródłem nieopisanej rozkoszy. Chciałem nawet barykadować się w mieszkaniu, na wypadek gdyby chciała wrócić; nie chciała. No cóż, nawet ja czasami mam w życiu szczęście.

 

Dlatego uwielbiam takie małe szkrabki, ale nie chciałbym ich mieć. Natura sprytnie to zaplanowała; dzieci są najsłodsze w wieku strzelam, 2 - 7 lat. Do drugiego roku życia są krzyki juniora i sprzątanie kału plus moczu, brak wysypiania się itd. Jeśli to przetrwasz, a przetrwać musisz bo to Twoje dziecko (najprawdopodobniej), czeka Cię kilka lat wielkiej przyjemności ze słodkim dzieckiem, przynajmniej dla mnie była to przyjemność. Gdy dziecko wchodzi w siódmy, ósmy rok życia, zaczynają się męki piekielne z dojrzewająca i później odchudzającą się nastolatką, dla której nawet najbardziej fajny tata, będzie zgredem i wapniakiem. Przez litość nie wspominam co się stanie, gdy córuś przyjdzie z wytatuowanym kryminalistą, sprawcą wielu ciąż, i poprosi o możliwość zamieszkania "wariata" razem z wami, w waszym 2 pokojowym mieszkanku. Ty z małżonką w kuchni, "wariat" w dużym pokoju a w małym zrobi sobie siłownię i salon tatuażu. Tak więc sprytna natura sprawia że zakochujesz się w dziecku, a później dziecko to wykorzystuje i na tym brutalnie jedzie. I Bogu dzięki za ten mechanizm, bo byłbym sierotą.

 

Jeśli jesteś idiotą, czyli należysz do większości w społeczeństwie, wiedz że posiadanie dziecka to gigantyczna odpowiedzialność; nie polegająca tylko na zadbaniu o jedzenie i ubranie dla dziecka. To jakieś 5% procesu wychowania dziecka. I ponieważ ja wiem na czym polega reszta, a Ty nie wiesz, ja świadomie decyduję się nie mieć dziecka. I nie mów mi że szkoda że moi rodzice tak nie myśleli, bo moi rodzice podjęli swoją decyzję, a ja podejmuję swoją. I nie uważam żeby moi rodzice przeżywali ekstazę, widząc moje życie; jakie to życie, widząc młodego faceta który latami w zamknięciu wyje z bólu, i chodzi po lekarzach którzy rozkładają bezradnie ręce? zaiste, rozkosze rodzicielstwa są nieopisane.

 

Wiecie jak się robi małą dziewczynkę? rżnie dużą.

 

Jeśli spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia... to jestem ojcem moich czytelników. Ojcem świętym w swej cierpliwości i cierpieniu. Jakie z was dzieci? nie piszecie komci, nie wpłacacie pieniędzy, nie komplementujecie...

 

środa, 01 sierpień 2012 23:09

"Kobiety przynoszą nieszczęście"

Byłem na siłowni, gdzie ostro pachniało facetem; z każdą minutą coraz intensywniej. Rubaszny rechot, owłosione torsy, wielkie brzuchy, szowinistyczne i seksistowskie dowcipy, obficie okraszane jękami i niekiedy okazjonalnymi pierdnięciami, zagęszczającymi już i tak wystarczająco parną, męską atmosferę.

 

Oto prawdziwy świat, miejsce gdzie chłopiec przemienia się w prawdziwego mężczyznę, miejsce gdzie młody mężczyzna może czerpać dobre, męskie wzorce na dalsze życie.

 

Wspólnie ze znajomymi Panami doszliśmy do wniosku, że kobieta na siłowni (podobnie jak na statku) sprowadza nieszczęście. To proste, obecność kobiety dodaje plus trzy powtórzenia do każdej serii na wciągniętym brzuchu i wdechu; by się popisać. To grozi poważnymi kontuzjami. No i nie można sobie popierdzieć. Ani opowiedzieć kawału; mój ulubiony o dwóch gejach, wzbudza w Paniach głębokie oburzenie. Chciałoby się powiedzieć że kobiety do garów, ale przecież mężczyźni znacznie lepiej gotują.

 

środa, 01 sierpień 2012 20:34

Zdrada, nie taki diabeł straszny...

Pożądanie seksualne u mężczyzny, można porównać z silnym bólem zęba. Pulsuje gniewnymi błyskawicami, rozsadza Ci od środka Twoją szczękę, a Ty w każdej chwili eksplodujesz fontanną bólu. Można połknąć tabletkę z krzyżykiem i ból zmaleje, na chwilę; jednak niebawem wróci, wyspany i odświeżony; zregenerowany. By on nowa Cię torturować, zanim trzęsąc się jak w febrze ze strachu nie usiądziesz na fotelu, gdzie miła Pani z obcęgami i strzykawką, zakończy Twe żałosne piski i skamlania.


Pożądanie... pragniesz kopulować, zmniejszyć ciężar swych jąder, dokonując transferu ich zawartości w piękny kobierzec łona. Za tę jakże korzystną dla kobiety transakcję (witaminy, minerały) nie pobierasz opłaty przesyłowej, nawet prowizji; ba! działasz w czynie społecznym, charytatywnie. Ale Twoja dobroć i czyste intencje, nie spotykają się z entuzjazmem Pań. Jedyna filantropia jaka wzbudza podziw, to przelewy pieniężne; i te wczesniej czy później, musisz dokonać na rzecz Twojej Pani. Inaczej w wielkim bólu pogrążon, cierpieć będziesz. Czujesz więc napięcie, które sprawia Ci ból. Nie umiesz nic z tym zrobić, gdyż póki co jedynym sposobem są silne leki; dają je np. osobom po urazie penisa. Kiedyś mój kolega kochał się ze swoją Panią na jeźdźca, a Pani czy to nieumiejętnie skoczyła, rozochocona rozwojem sytuacji wierzgnęła narowiście, czy też może poniosła ją gorączka chwili, złamała narząd mojego kolegi. Trzaśnięcie pękającej tkanki, zmiksowane z wrzaskiem mego nieszczęsnego kolegi, zadziwiło i zasmuciło tak przed chwilą entuzjastycznie nastawioną Panią, a także szczelnie wypełniło pokój w którym odbywał się niecny proceder.


                                                        Koneserzy Dużego Piękna


Profesor na egzaminie pyta studenta i studentkę - czy penis to tkanka miękka czy kostna? miękka, odpowiada student. Kostna, uśmiecha się pewna sukcesu studentka. Wykładowca odpowiada; Pan zdał, a Pani się tylko wydawało. Jak sam dowcip mówi, studentka nie zdała, ale przy okazji dostała od wykładowcy soczysty i męski komplement. Kobieta która powie że penis jest z tkanki miękkiej, albo ma straszliwego pecha, albo jest najzwyczajniej w świecie, mniej Piękna. Może być też jej dużo, bardzo dużo, co rzadko kiedy odpowiada partnerowi. Chociaż podobno są Panowie, koneserzy większego piękna, nazywają się potocznie feedersami.


I tenże kolega, po zabiegu musiał brać leki które uniemożliwiały erekcję, która to zaburzyłaby proces zrostu członka. Dość powiedzieć, że miażdżąca większość Pań z którymi miałem przyjemność wymieniać miłe słówka i gorące pocałunki, stwierdziłaby jednoznacznie że miały do czynienia z tkanką kostną. Niestety, życie nie składa się z samych miłych krotochwil, i czasem niebo potrafi się potężnie zachmurzyć; kilka Pań stwierdziłoby zdecydowanie, że była to tkanka miękka. Jako że jestem gentlemanem, całą winę biorę na swoje barki; moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina; że zadawałem się z pasztetami.


                                                                      Problem


Mężczyzna ma więc problem. Natura wyposażyła go w napięcie psychiczne, stale odczuwane jako nieprzyjemność, jako coś uwierającego duszę wrażliwego poety rzeczywistości. I właśnie te nieprzyjemne miazmaty cierpienia, gwałtownie nasilają się w obecności Pań (niekiedy Panów, jeśli mówimy o Panu kochającym inaczej). Natura musiała zapewnić ludziom przetrwanie, i ten sposób to był strzał w dziesiątkę. Dać ludziom nieprzyjemne bodźce, by chcieli je wzajemnie rozładowywać, i niejako przy okazji powoływać do życia dzieciątka. Kobiety naiwnie myślą, że mężczyzna zafascynowany jest osobowością kobiety. To nieprawda; jest zafascynowany gdy trafia na swój typ biologiczny i odczuwa ekstazę, mającą podłoże seksualne. Wtedy każde słowo Myszki wydaje się galaktyczną mądrością, a najmniejszy oddech czy cokolwiek co tylko zrobi, nabiera blasku ponadczasowego piękna. Ten stan naćpania hormonami trwa do dwóch lat, i jest żartobliwie nazywany miłością. Jak zwał tak zwał; ma dojść do kopulacji i ciąży. Natury nic więcej nie obchodzi; masz się rozmnażać, jak bakterie, dzikie dziki w leśnych ostępach, krowy, a potem możesz umrzeć gdzieś w rowie. Prawdziwa miłość to jedność dwóch dusz, coś co wykracza poza chemię ciał, i proces dla którego poczęcie dziecka nie jest koniecznością. Miłość z chęcią na dziecko nie ma za wiele wspólnego. Pragnienie dziecka to pragnienie genetyczne, cielesne; nie ma nic wspólnego z miłością. Miłość prawdziwa, wychodząca poza stany naćpania hormonalnego, zdarza się niezwykle rzadko. Między naturalnym naćpaniem (miłością) a prawdziwą miłością, jest oczywiście wiele odmian i gam przyjemności. Zgodność poglądów, wspólne emocjonujące cele, przyjaźń. To także jest przyjemną i godną podstawą związku; do czasu aż nie pozna się prawdziwej miłości... albo nie wygra w totka. Szanse podobne.


Mężczyzna chce seksu. Nie kontroluje tego pragnienia w pełnym jego zakresie, nie zna jego zasad; chce tylko zmniejszyć to napięcie, a jak każdy wie po stresującym spotkaniu czy egzaminie, rozkosz jest duża, i wprost proporcjonalna do wcześniejszego stresu. Im było większe napięcie, tym większa później przyjemność. Wystarczy że zniknie ból, i już pojawia się iluzja przyjemności. To nie jest przyjemność, tylko zabranie bólu. Po wyjściu od dentysty, człowiek odczuwa szczęście. Czy stało się coś, co mu tę przyjemność dało? nie, po prostu zniknął stres i strach. Zabrali mu ból, uważa że to szczęście. Myli się. Problem w tym że przyczyną każdego cierpienia, jak mówił Pan Budda, jest pragnienie. Jesli pragniesz seksu od swojej kobiety, to dajesz jej w ten sposób władzę nas sobą; swoimi stanami emocjonalnymi w pełnym ich zakresie. Gdy da Ci seks, da Ci także rozładowanie od bólu, i wynikającą z tego przyjemność. Gdy poskąpi miłosnego ciał ocierania - cierpisz. Czy możesz więc kochać i w pełni ufać kobiecie, która trzyma w ręku Twoje nastroje? który niewolnik kocha swojego pana? oczywiście, możesz zdradzić, pójść do prostytutki. Zauważ jak Panie nienawidzą Pań lekkich obyczajów; wcale nie dlatego że one biorą pieniądze za kochanie się, w końcu pośrednio same za to biorą pieniadze, znacznie większe, ale dlatego że godzą w interesy kobiety, zabierają jej władzę nad mężczyzną. Kobiety kochają miśków którzy nie chadzają do Pań Rozpustnych, gdyż wtedy mogą nimi kierować jak chcą i kiedy chcą; za pomocą ich bólu. Sami Państwo przyznacie, że z miłością nie ma to kompletnie nic wspólnego. To manipulacja.


Kochany Misiek nienawidzi Pań Przydrożnych, zdrady, jest domatorem. Nie umie odmówić, dobrze zarabia; ideał dla potencjalnego kata, który może manipulować Miśkiem jak chce, i kiedy chce. Z czasem kat poczuje obrzydzenie do ofiary, zawsze tak jest. Kat zawsze w którymś momencie gardzi ofiarą, za jej bezwolność, brak oporu. Nie chodzi o czyny lecz o słowa; spokojne, stonowane. Po prostu mówisz NIE, działaniom które uderzają w Ciebie. To wzbudza szacunek; czasem też gniew, ale zawsze szacunek. Wtedy kat odchodzi by szukać łatwiejszej ofiary. Żeby ofiara zmieniła się w normalnego, asertywnego człowieka, musi się pokochać, pokochać siebie takiego jakim jest. Zadaniem kata jest nie dopuścić do tego by ofiara się pokochała; kat dobrze podskórnie wie, że to będzie koniec jego gangsterskiej działalności. Kat nie musi znać się na psychologii, psychiatrii czy nawet na "pozytywnym myśleniu", kieruje się instynktem tak samo jak pająk łapiący muchy w sieć. Nikt nie łapie tak dobrze much jak pająk, mimo że ten nie magistra z marketingu i zarządzania, ba! w ogóle nie żadnego wykształcenia. Kat zawsze robi tak samo, wiele razy się z tym spotkałem; powtarza często te same teksty, działające jak afirmacje "jesteś do niczego, jesteś zerem, niczym, śmieciem, kurwą, szmatą, nic nie osiągnąłeś, wszyscy się z Ciebie śmieją, zniszczyłeś mi życie...". To są drodzy Panstwo afirmacje, sugestie które rosną w podświadomości ofiary. To taka wojna psychiczna; silniejsza osobowość (agresywniejsza, chcąca kontroli i dominacji) instaluje w podświadomości ofiary odpowiednie sugestie, mające sprawić by ofiara była słabsza, nie broniła się, w pełni oddała się i całe swoje życie napastnikowi.


                                                            Zetnij głowę kata


Kat nie wie że sugestia którą instaluje się u innych, instaluje się też w podświadomości kata, nie ma innej możliwości. Stąd taki szał i histeria, jak ofiara zaczyna pisać np. pod moim okiem afirmacje; zaczyna się wtedy plejada gwiazd, wampirów emocjonalnych na moim emailu. Wszystkie te postacie są ode mnie słabsze, ponieważ ja wiem w co one grają. Te mniej inteligentne wampiry emocjonalne, po prostu bluzgają, wyzywają mnie, straszą pobiciem. Inteligentniejsze odwołują się do filozofii, religii, próbują wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia. Ale nie mają najmniejszych szans, są jak ślimaki w starciu z walcem. Dlaczego? ponieważ po rozmowie z ofiarą, wiem mniej więcej jakie sugestie ofierze wmawiają. Wiem więc jakie sugestie mają w sobie, i wiem gdzie nacisnąć odpowiednio żeby zabolało. A co wampir może mi zrobić? słowami nic, to tylko gra teatralna, nic więcej. Piszą mi że moje ciało jest brzydkie, a mój umysł głupi. Ale ciało i umysł, to przecież nie ja, nie dotykają mnie w żaden sposób. Mogą mnie tylko zaatakować w świecie realnym, ale to za ciężka sprawa do zrealizowania. Zemsta jest prosta tylko na filmach sensacyjnych. Ofiara stała się ofiarą, ponieważ wmówiono jej ciągłym powtarzaniem, że jest ofiarą. Tak naprawdę jest wspaniała, cudowna; ale skąd ma o tym wiedzieć? wampir emocjonalny, najczęściej jest "bliską" osobą, zapewnia o swojej miłości. To nie miłość, to żądza władzy. Zacznij pisać afirmacje, zacznij być szczęśliwy, niech świat przestanie Cię przerażać, i zacznie odkrywać przed Tobą przepiękne skarby; natychmiast zobaczysz, jak ukochana rodzina i przyjaciele się rzucą, by Cię "ratować" przed sektą i oszołomami. Człowiek szczęśliwy, nie jest niczyją własnością. To właśnie przeraża wampiry emocjonalne. Wampir emocjonalny... brzmi magicznie, mistycznie. Nic bardziej mylnego. To tępak, tak bardzo wypełniony strachem że wyćwiczył u siebie mechanizmy manipulowania innymi. Starszy Pan, miejscowy alkoholik, człowiek sukcesu, wiecznie zestresowany; oto potencjalne wampiry emocjonalne. Nieszczęśliwe istoty, od których trzeba się oddalić. Nie ma innej opcji. Wojna nas pochłonie, i wprowadzi na ich poziom emocji, czy bagno. Nawracanie nie ma najmniejszego sensu, ponieważ takie osoby sa nie do nawrócenia. Pozostaje taktyczny odwrót, i wywalenie z własnej głowy wszystkiego, co nam tam napchali. To ścieki, ich miejsce jest w kanalizacji miejskiej. Tam je wyrzućcie Przyjaciele.


Mężczyzna cierpi, to nie jego wina. Tak zostaliśmy stworzeni. Związek i ślub, to przysięga bycia ze sobą razem w zdrowiu i chorobie do końca. Tymczasem już chwilę po ślubie, kobieta traci ochotę na seks (nie zawsze, ale nad wyraz często) i skąpo go wydziela. Zupełnie nie interesuje ją cierpienie swojego partnera. Partner cierpi, ale to widocznie nie jej problem. Za to gdy ona czegoś chce, partner ma to dać, natychmiast. Jak widać, przysięga jest w takim momencie nieważna, została złamana. Dwie strony coś przysięgają, i dwie strony mają o siebie dbać. Jakie to dbanie, gdy mężczyzna cierpi, jego największa życiowa potrzeba jest ignorowana? to oszustwo. A jeśli kobieta oszukiwała, mężczyzny przysięga nie dotyczy. Oczywiście, pojawią się osoby które krzykną "przysięgałeś, dotrzymaj!".


                                                        Dotrzymaj słowa. Frajerze...


Jasne. Dotrzymaj. Każdy drapieżnik i manipulator tak mówi. Ty dotrzymaj a ja nie muszę; będę żył Twoim cierpieniem i na Twój koszt, a Ty karm się swoim "honorem". Po jakimś czasie ludzie wykorzystywani buntują się, zwłaszcza wtedy gdy mijają kolejne dekady. Mija Ci 40 tka, pojawia się kryzys, chętnie byś kupił kabriolet i zasponsorował 18 tkę, która przyjechała na studia z małej wioski na studia. Ale Cię nie stać, co jeszcze mocniej pogrąży Cię w otchłaniach depresji. Przy 50 tce dół będzie najmocniejszy; po co to wszystko, jaki w tym sens? te myśli będą torturować Cię codziennie, jak ceny i pensje w Polsce. Czy myślisz że znajdziesz zrozumienie albo odpłatę u człowieka, który całe życie Cię wykorzystywał? nigdy na to nie licz. Albo się szanujesz, dbasz o siebie i swoje potrzeby, albo oddajesz swoje krótkie życie oszustowi, choćby najbardziej miłemu i przekonującemu. Dlatego uważam że zdrada w momencie gdy jedna ze stron, trwale ignoruje ważne potrzeby partnera, jest w pewnych momentach dozwolona. Tego związku już nie ma tak naprawdę, jest pogarda dla partnera; przecież popęd seksualny u mężczyzny, jest podobny jak pragnienie jedzenia czy picia, czy jak będziemy głodzili partnera, to mamy prawo oburzać się że poszedł zjeść gdzie indziej? I mam tu na myśli dwie strony; kobietę i mężczyznę. Po to mamy usta, by rozmawiać, dogadywać się. Niestety, czesto jest tak że kobieta reaguje na prośby partnera o seks histerycznie, obraża go, wyzywa; nazywa zwierzęciem z chuciami, prymitywem itd. W takiej atmosferze związek nie jest związkiem, tylko cembrowiną z gównem, i należy go zakończyć. Jeśli nie można z wielu względów (wspólne kredyty, mieszkanie, dziecko sąd na pewno odda żonie, która będzie nim żonglować jak seksem w związku) można poszukać kochanki, względnie kochanka. Nie jest tajemnicą, że wielu Panów także ignoruje kobiece potrzeby, i uważają ją za swoją własność. To błąd, gdyż na tym świecie nic nie jest trwale nasze. Wypożyczamy wszystko; przedmioty, etykietki, ulotne chwile, ciało... wszystko później wraca do obiegu, i służy do wypożyczania innym. Ot, życie.

 

środa, 01 sierpień 2012 20:32

Seks bez zobowiązań

To świetne wyrażenie, mówiące że seks jak najbardziej rodzi zobowiązania, skoro wyróżniamy seks rzekomo bez nich. Najczęstsze z nich, to ciąża partnerki seksualnej; inne zobowiązania to choroby weneryczne, zakochanie, przyzwyczajenie, uzależnienie od przyjemności, które kończy się przeważnie wyzyskiem uzależnionego. Chcesz seksu? musisz zaprosić kobietę do restauracji, na dobre zakupy do hipermarketu po nedzielnej mszy świętej, nie żałować paru groszy tu i tam. Parę lat związku, i już dobrze wiesz ile trzeba wydać, żeby Twoja kobieta czuła się "dowartościowana", miała "poczucie bezpieczeństwa" a dzięki temu nie bolała ją głowa gdy się do niej dobierasz. Faceci w związkach doskonale wiedzą, że seks małżeński jest znacznie droższy i niższej jakości, niż namiętne sam na sam z Płatną Panią. Pierwsza działka u inteligentnego dilera jest za darmo. Często i druga także, a zdarza się że fajny ziom kopsnie też trzecią gratis. Istny anioł! Po jakimś czasie gdy uzależnienie u frajera wzrasta, inwestycja zwraca się stokrotnie. Uzależniony wyniesie z domu nawet żyrandol i sztuczną szczękę dziadka, by mieć na działkę. Z czasem, gdy nie będzie miał co ukraść rodzicom, a na ulicy go porządnie spiorą za próbę kradzieży (paser widząc trzęsącego się ćpuna, często mu zabiera fanty i daje gratis po mordzie) da dupy zboczeńcom gdzieś na dworcu; jest wielu ludzi, których podnieca nie tylko tani seks z narkomanem, ale przede wszystkim jego upodlenie (czują się wtedy lepsi, to wampiry emocjonalne) a także co może się Państwu wydać dziwne, adrenalina. Uprawia się z narkomanem miłość analną, bez zabezpieczenia. Kochający odczuwa niesamowite podniecenie z powodu ryzyka, związanego z zachorowaniem na wiele chorób. Całkiem niedawno w Niemczech panowała moda, na świadome zarażenie się wirusem HIV. Życie z nim miało być bardzo trendy, nie bez znaczenia jest także fakt że chory na HIV, ma zapewnioną do końca życia opiekę państwa. Gdy moda minęła, ci biedni głupcy chcący się pokazać, wyróżnić z tłumu, uświadamiali sobie jak straszną rzecz zrobili. Wrzeszcząc z bólu, konając w smrodzie i własnym kale, dostaną za darmo morfinę. Interes życia! Ale taka jest właśnie moda; poluje na bezmyślnych ludzi, którzy rezygnują z siebie by być jak reszta baranów. Zwykła moda, to legalne wydzieranie pieniędzy z ludzi za markę (np. apple) ale są też mody niezwykle destrukcyjne. Nie będę ciągnął tego wątku, bo sam w przyszłości mam zamiar stworzyć własną markę, i wydzierać z ludzi za nią pieniądze... jeśli człowiek chce się dowartościować mając jakiś przedmiot, to dlaczego miałbym na tym nie zarobić? nie zarobię ja, to zarobi ktoś inny i wciśnie jeszcze bubel.

 

Seks bez zobowiązań to kłamstwo. W grzesznej młodości, wiele razy umawiałem się przez internet na taki właśnie rodzaj miłości. Krótka bądź dłuższa rozmowa, wymiana fotek, telefon i dwie godziny później miałem kobietę u siebie w mieszkaniu. Cześć, pogoda ładna, brzydka, masz ładny ciuch, co słychać ple ple; i do łóżka. Jak było fajnie to była repeta, jak nie to nie i znowu miałem inną kobietę. Żaden problem, wystarczy się przełamać, przestać wstydzić. Najgorszy jest pierwszy raz, człowiek po prostu nie zdaje sobie sprawy, jakie to wszystko jest proste. Oczywiście Panie nienawidzą czegoś takiego, ponieważ ktoś mający świadomość jak łatwo zdobyć seks, staje się kimś kogo nie można szantażować dupą. Przecież jest oczywistą oczywistością, że nie będę zapisywał mieszkania (były takie żądania) czy "kombinował" kredytu na super biznes, albo upadłał się i upokarzał by mieć seks. Sam go sobie zorganizuję. I w tym tkwi problem, oznacza to że jestem emocjonalnym kaleką; ponieważ nie można mnie szantażować. Panie które tak myślą, są logicznymi kalekami; mnie można szantażować, jeśli ma się coś więcej do zaoferowania niż dupę. Np. inteligencję, życzliwość, wiedzę i swoje pasje. Wtedy nie pójdę szukać barci z miodkiem, bo będzie chodzić mi o coś innego, wspólne przebywanie, bliskość, grę emocji, miłość... ale skąd te Panie mają o tym wiedzieć? z telewizji? ale dlaczego napisałem, że seks bez zobowiązań to kłamstwo? ponieważ nawet gdy spotkasz się raz, i nigdy więcej się nie spotkacie, część wzorców można niejako "wchłonąć" w siebie, że użyje takiego sformułowania. Orgazm jest ze swojej natury otwierający na sugestie, i niektóre zachowania mogą się nam "zapisać" w podświadomej pamięci. Kobiety mające silną aurę, mogą więc mężczyźnie sporo namieszać. Nagle zaczynasz coś lubić, czegoś nie lubić, trochę zmienia Ci się odczuwanie...

 

Miałem w życiu wiele kobiet. Dla wszystkich jedynym wabikiem na faceta była dupa, nic więcej. Było to smutne, poniżające. I owszem, korzystałem bo niby dlaczego nie? Znam kobiety po 40 tce, którym dupa zmieniła się w dwa worki pomarszczonego sadła; ich sens życia właśnie minął. Czują się jak życiowe zera, szmaty, ponieważ swoją wartość utożsamiły z dupą. I to co podnieca mnie w kobiecie, to utożsamienie wartości z czymś innym niż ciało; nie mówię o księżniczkach, które wyżej srają niż dupę mają. Po trzykroć nie; wysoka wartość, to szacunek do siebie, swojej godności i uczciwości. Postrzeganie siebie jako czegoś więcej niż tylko ciało. I mam tu na myśli duszę, Boską iskierkę w człowieku. I tego właśnie życzę Paniom, by w pogoni za fizyczną atrakcyjnością, nie zatraciły czegoś znacznie ważniejszego. Atrakcyjność nie tylko trwa krótko, i zostawia po sobie cierpienie (nie wzbudza się już pożądania u mężczyzn, spada więc zbudowana na tym samoocena i kobieta czuje się nikim) ale wzbudzona przez nie u mężczyzny żądza, nie wzbudza w nim miłości. Tę wzbudzić może coś innego, np. wysokie poczucie własnej wartości, ciepło wewnętrzne.

 

Na zakończenie, umieszczam kilka luźnych komentarzy z for na temat seksu bez zobowiązań, i moje do nich komentarze. Na koniec dodam, że wszystkim facetom polecam seks bez zobowiązań z Paniami. A zwłaszcza tym Panom, dla których seks to coś więcej niż zwykła kopulacja. To jest zwykła kopulacja, tylko w swoim umyśle coś do niej dodałeś. Ale to Twój problem co dodałeś, bo ja tego nie mam, a więc i nie mam Twojego problemu. Panie zawsze głośno krzyczą o swojej czystości, bo epatowanie lubieżnością może sprawić, że społeczeństwo przypnie im łatkę kurewek. Jeśli więc kobieta nie widzi w Tobie materiału na męża, to chętnie Ci się odda. Jeśli zgrywasz odpowiedzialnego ciepłego miśka, dupy nie dostaniesz; Twoja będzie chciała zgrywać czystą i niewinną. Miodek jest tylko dla złych chłopców; dlatego mam tak wysoki poziom cukru we krwi.

 

 

Suzi z SF [6 godzin temu]

Jesli chodzi o seks bez zobowiazań to faceci dzielą sie na 2 grupy. Na tych, którzy wprost powiedzą kobiecie, że zależy im tylko na bara bara (wtedy wybór czy wchodzi w ten rodzaj relacji należy do niej i nie ma prawa robić mu później wyrzutów, że obiecywał jej złote góry) oraz na tych, którzy przypalani rogrzanym żelazem nie przyznają sie, że kobieta jest im potrzebna tylko do fizycznego zapokojenia. Niestety wiekszosc z nas przynajmniej raz w zyciu trafiła lub trafi na ten drugi gatunek samca. Jesli w pore spostrzeze sie o co mu tak naprawdę chodzi to pół biedy. Zwykle jednak jest to ktoś kuty na cztery nogi, a manipulacja to jego imię z bierzmowania, więc szanse na rozkminienie go spadają niemal do zera. Taki facet jest zwykle całkiem przystojny, pełen wdzieku, lekko zagubiony i jakby niewykorzystujący swych możliwości. Ale cenna uwaga! on nęci nas nie tyle sobą, ile tkwiącymi w nim obietnicami na przyszłosć. Większosc kobiet jak muchy do lepu ciagnie do facetów, którzy rzekomo potrzebują pomocy i zachety własciwej dziewczyny, by ukazać jak to określaja - skarby swej duszy. I oni doskonale o tym wiedzą i potrafią swietnie udawać takiego potrzebujacego nadludzkiej troski i zrozumienia osobnika. :) Jak głupie zaczynamy więc dogadzać takiemu gościowi, dwoimi się i troimy by nasz ksiażę czuł się szczęśliwy i adorowany. Nie odmawiamy mu niczego, a jednak i tak zmian na lepsze nie widać. Moja rada, powstrzymujmy się od gonitwy za człowiekiem, który tak naprawdę nie ma nam nic do zaoferowania poza wspólnymi chwilami w łóżku i tym, że pozwala sobie pomagać.

 


Szanowna Pani Suzi,
Nie trzeba przypalać mnie żelazem, sam się przyznam; zależy mi tylko na Pani dupie. Bo nic interesującego dla mnie, Pani nie posiada. Pomocy Pani też nie potrzebuję, albowiem prać umiem, gotować także. Pozdrawiam słonecznie.

 

 


MIKA [4 godziny temu]

A ja nigdy nie spojrzę na faceta, który sie bzyka z niewiadomo kim, bo się brzydze. Ktoś tu wspomniał, że niby kobiety się puszczają i przynoszą hańbę narodowi, niech spojrzy na siebie to jego wypowiedzi przynoszą hańbę. Psujecie opinie naprawde fajnym facetom a pozniej trafiacie na same łatwe laski i uogólniacie, widocznie nie stać Was na nic lepszego przykro mi. Mam dobre zdanie o Polskich facetach, ale Wy napewno do nich nie należycie, na miano faceta trzeba sobie zasłużyć. Facet to nie solara, wloski na zel, głupi uśmieszek, markowe adidaski, i popis przed kumplami"zaliczyles kilka nowych dup". Facet powinien być podporą dla rodziny , mieć dzieci i dawać im przykład. Obyście dorośli, albo nigdy nie mieli dzieci bo jak macie im dawać taki przykład to wyrosną na zdemoraliowanych wyrodnialców, nieszczęśliwych i probujacych ciagle komus cos udowodnic

 

 

Szanowna Pani Miko,

Proszę na mnie nie patrzeć bo zamieni się Pani w kamień. Jestem jak Gorgona; Bzykałem się z byle kim i zawsze na pierwszej randce. Nie czuję też z tego powodu wyrzutów sumienia. Tak. jestem pusty i płytki. Pozdrawiam mocno.

 

 

 

 

co to za gramolenie straej babci?? przeciez kazdej chodzi o solidne i porzadne wypedzlowanie.... po co do tego dorabiac teori.... kobieta i staly zwiazek, ta..... a brocha swedzi na kazdego ciapatego. Przeciez wiadomo ze chodzi tylko i wylacznie o kopulacje na chwile lub na dluzej (tzw staly zwiazek). Ale i staly zwiazek sprowadza sie do pedzlowania brochy ale potem i tak jest nieuniknone "pa pa" bo nie ma milosci "forever"

 

Szanowny Panie,
Czyżbyś miał Pan moją książkę "Co z tymi kobietami?" na swojej półce?

 

 

 


głupia [6 godzin temu]

To prawda,kobiety są głupie. Też jestem!!!! Namiętność kw do bólu,motyle w brzuchu,myśl o jego dotyku..cóż, można tak manipulować że każda straci głowę tylko że po takim romansie zostaje tylko brak szacunku do siebie paneli złość że nie widziałam tego co powinnam. Faceci to zwierzęta,chcą posiąść nas i rzucić bo nagle mają inny Pomyśł na życie. Ale dziewczyny,nie miejcie do siebie pretensji o to co się stało,to oni są prostakami jeśli tylko chcieli seksu. Złe czyny powrócą do nich,kto nie szanuje-nigdy nie będzie szanowanym. Mnie nadal chce się wymiotować gdy pomyśle o jednym zwierzęciu któremu nie umiałam się oprzeć,on się dobrze bawił przez 3miesiące,a ja przez kolejne 4 nie mogłam egzystować. Ale to nie moja wina,spotkałam barana i łajzę. Nauczę moja córkę kogo się wystrzegać w życiu

 

 

Szanowna Pani,

Ma Pani rację. Jest Pani naprawdę glupia. Złe czyny powracają? bo odszedł od Pani? a czy nie jest złym uczynkiem, chęć posiadania faceta na własność, tylko dla siebie? niechęć by ten decydował sam o własnym życiu?

Pozdrawiam czule

 

 


~tyle w temacie do ~iza: Moja narzeczona to nie prostytutka. Daje mi nie tylko seks, ale całą gamę uczuć, począwszy od wsparcia, poprzez przyjaźń a na miłości skończywszy o towarzystwie, dzieleniu radości i bliskości nie wspomnę, bo dla ciebie to zapewne pojęcia abstrakcyjne.
Przyjmij, więc do wiadomości - to, że ty masz zwyrodniałe/upośledzone postrzeganie relacji międzyludzkich nie oznacza, że wszystkich tą miarą się mierzy. Jesteś po prostu żałosna, ale... nie ma nikogo kogo by to obeszło - między innymi również tu jest różnica.
A na marginesie - za nazywanie normalnych kobiet prostutytkami, następny klient powinien ci mordę brzytwą pociąć

 

 

Szanowny Panie,

Dopiero pod koniec swojej wypowiedzi, ukazał Pan swoją prawdziwą naturę. Pełną lęku że Pańska kobieta, dilerka serotoniny którą Pan tak lubi, może mieć egoistyczne zapędy. Niestety; na pewno takie ma. Każdy takie ma, ponieważ tak człowiek jest stworzony. Pana narzeczona, to w pewnym sensie prostytutka, ponieważ daje coś i coś bierze, dokładnie tak samo jak prostytutka; ta też coś daje, i dostaje za to pieniądze. Takie narzeczone, widziałem w Konstancinie jak facetowi ucinało nogi, i nie mógł już zarabiać; zostawał sam, bez gamy uczuć, wsparcia przyjaźni i miłości od ukochanej narzeczonej czy żony. Podejrzewam że bez nóg, może liczyć jedynie na prostytutki, którym życzy Pan pocięcia brzytwą "mordy". Dostał Pan wiele plusów od baranów na forum, ale ode mnie ma Pan minusa. Pociąć komuś brzytwą twarz, za komentarz że kobieta może w związku kłamać? mocne słowa. Wypływające z wielkiego "chcenia", czyli skończy sie jak zwykle. Życie to przetestuje.

środa, 01 sierpień 2012 20:27

Hipokryzja Pań

Mam znajomego, który od lat jest fanem szybkich "ustawek" erotycznych. Czasem rozmawiamy, zawsze to miło być na czasie i wiedzieć co słychać ciekawego. Niestety, nic się nie zmienia od lat, ba! od wieków; Panie zamężne chcą dopieszczenia, Panie starsze wiekiem docenienia, a Panie młodsze wniebowzięcia. Sytuacja sprzed plus minus dwóch lat; rozmawiamy, a kolega opowiada mi akcję z wczoraj kiedy to obściskiwał się z jedną Panią, bardzo ładną. Zawsze pytam tak samo schematycznie; ładna? tak. Cyc jest? na bogatości! grubcia czy zgrabna? ujdzie. No to uprzejmie gratuluję udanych łowów i pamiętając upojne chwile sprzed dwóch dni, pytam czy miała (tu pada pytanie o dość częsty znak charakterystyczny). Miała! zaciekawiło mnie to - kilka pytań dalej, i już wiedziałem że dziewczyna z którą wymienialiśmy gorące buziaki u mnie dwa dni temu, wczoraj była u mojego znajomego. Cała sytuacja mocno mnie rozbawiła; Pani ta jest obecna na jednym z for, gdzie pełni rolę strażniczki moralności. Pisze o miłości po wieczne czasy, parze staruszków trzymających się za ręce, i idących wspólnie ku śmierci płacząc ze wzruszenia, gdzie Pan Bóg spogląda na nich ukradkiem z chrmur i też ma łzy wzruszenia w oczach. Opowiada o komediach romantycznych na których chciałaby płakać ze swoim mężem a zarazem przyjacielem, i prawdziwych facetach z dawnej ery zapomnianego dzentelmeństwa. Czeka na tego jedynego połówka który da jej szczęście i zabierze smutki, przy czym zawsze podkreśla że w życiu najważniejsza jest uczciwość i wierność. A w międzyczasie czekając na tego jedynego Który Pozna Ją Serduszkiem, pieprzy się bez opamiętania z nieznanymi facetami z internetowych randek bez prezerwatywy, bo lubi poczuć w sobie te wewnętrzne ciepełko.

 

                                                  Romantyczne Panie

 

Inna sytuacja; forum duchowe, mocno zaawansowane w wiedzy ezoterycznej; zasiedlone przez samych nieudaczników, fantastów i pasztetów płci obojga. Piszę tak, ponieważ sam byłem na tym forum jako pasztet, i kombinowałem że skoro forum duchowe, to kobiety nie będą patrzyć na to że jestem bez pieniedzy i może poznam jakąś ładną dziewczynę która poleci na moje bogate wnętrze. Niestety, Panie od duchowości tak samo lubią "zaradność" i "poczucie bezpieczeństwa" jak Panie nie interesujące się ufo, channelingiem i wywoływaniem duchów, tylko dobrymi zakupami w markowych sklepach i serialami. Często są też po psychiatrycznym leczeniu, więc zrozumiałem że nie mam tu czego szukać, muszę uciekać. Ale wróćmy do uduchowionych. Patrzę więc na opcję duchowych randek i oczom nie wierzę; patrzę, czytam, oglądam zdjęcie. Tak, to ta Pani; poznałem ją pół roku temu (cała sytuacja sprzed ok. trzech lat) w całkiem miłych okolicznościach przyrody. Chwila rozmowy na gg o Osho, NWO i śmiertelnych szczepionkach, a trzy kwadranse później atakowałem tę Panią w jej mieszkaniu jak komandos, od tyłu. Zero farmazonów, ostra akcja od razu, aż sam byłem zaskoczony, ale że z natury jestem nieśmiały poddałem się urokowi chwili. Nie chwalę się Państwu, bo w sumie nie ma czym. Jeśli dają to biorę, a jak zabierają to uciekam, a tu ewidentnie mi dawano, od samego wejścia. To było sympatyczne spotkanie, które miło wspominałem. Niemniej to co zwróciło moją uwagę, to tekst randkowy tej Pani, standardowy do bólu. Szuka miłości, Pana który zabierze ją z zimnej krainy nieszczęścia do oazy tryskającej radością. Oczywiście związek do samego końca, póki śmierć nas nie rozłączy. Pani ceni sobie wierność aż do bólu, szczerość. Nienawidzi hipokryzji i obłudy, homofobii i nietolerancji. Teraz uwaga! seks tylko z miłości... o cholera, nie wiedziałem że mnie kocha. To musiała być miłość serduszkiem, ponieważ ledwo co ją zobaczyłem a już z rozkoszą zawitałem w jej gorących i ciasnych progach. Pan oczywiście musi być zaradny i dawać poczucie bezpieczeństwa. Czyli tłumacząc na bardziej zrozumiały język, ma dobrze zarabiać, chociaż pieniądze nie są najważniejsze tylko miłość! dodaje od razu, bojąc posądzenia o materializm. Oczywiście; powinien być wysoki i mieć dobre serce, bycie przystojnym będzie dodatkowym atutem. Uff, to nie ja.

 

                                                      Hipokryzja

 


Moje doświadczenia z kobietami, wskazują na nieprawdopodobną wręcz hipokryzję. Kobiety lubią seks, także szybki, z nieznanym partnerem i bez zobowiązań. Jednak społeczeństwo za takie zachowanie nakłada im łatkę dziwek, łatwych, puszczalskich. Stąd taka rozbieżność między stanem faktycznym który jest ukrywany, a iluzją. Problem w tym, że wielu mężczyzn patrzy na kobiety korzystając z tej społecznej iluzji, by później doświadczyć koszmaru rozstania, rozwodu i wynikającej z tego koszmaru samobójczej walki. Żeby wejść w związek z kobietą, musisz wiedzieć co jest grane, a nie żyć nieprawdopodobnymi teoriami o kobietach ktore się lansuje. Później zawsze te teorie pogryzą się z rzeczywistością, powstaje cierpienie... Społeczne zasady tłumią kobiety ale także mężczyzn, istnieją przecież wzorce prawdziwego mężczyzny, patrioty, macho, którym bardzo trudno jest sprostać. Stąd takie umiłowanie alkoholu. Społeczeństwo jest cwane; wszyscy udajemy że jesteśmy poważni, nie reagujemy seksualnie bo nie wypada (odpowiednie dla danego obszaru wzorce kulturowe) ale jak się uchlamy, to te prawa na ten krótki czas nie mają zastosowania. Dlatego ludzie tak bardzo lubią się upijać; można wtedy się nie wstydzić, krzyczeć, płakać, bawić się jak oszalali. Znikają społeczne bariery, nakazy i zakazy, a inni to akceptują. "W końcu jest pijany, nie wiedział co robi". O tym co dzieje się na wyjazdach integracyjnych nie ma nawet co mówić; dzieje się. Państwa uniżony sługa, miał przyjemność raz na takim wyjeździe być. Nasz mściwy i surowy Pan, społeczenstwo, dał nam możliwość wytchnienia od codziennego piekła za pomocą alkoholu. To jest właśnie symboliczny matriks w którym żyjemy, świat realny i świat wyśniony, nieprawdziwy. Oba nie mają ze sobą nic wspólnego, nie są ze sobą że się tak wyrażę, kompatybilne. Stąd powstaje cierpienie, gniew, niezgoda. Poznanie zasad prawdziwego świata daje ulgę, ale żeby jej doznać, musisz uznać wszystko co masz w swojej głowie za nic niewarte śmieci. I tu pojawia się problem; walczysz by Ci nie zabrać tych śmieci, wierzysz w nie, stają się sensem Twojego istnienia. Uważasz nie swoje przekonania które społeczeństwo Ci wepchnęło w głowę, za swoje własne. I dlatego właśnie będziesz nieszczęśliwy, aż do śmierci. Nie może być inaczej; świat pragnie byś był w wewnętrznym konflikcie, kupował nowe produkty, poddawał się praniu mózgu. Nikt nie chce ludzi wolnych, szczęśliwych. Zastraszonymi baranami łatwo jest kierować, dumnymi i kochającymi siebie ludźmi już nie.

 

Ludzie to tylko ludzie; istoty emocjonalne. Kierujemy się impulsami, i nawet nie wiemy skąd one są, jak nimi kierować... stąd też pragnienie by papierkami, przysięgami i innymi działaniami, utrzymać jakąś konstrukcję, np. związek. Papierowy świstek ma zapewnić szczęście, trwałość relacji, a nawet sprawić że Pan Bóg obejmie nad nią swoją pieczę. Jednak statystyki rozwodów są piorunujące:


rok 2007: 66,6 tys. (26,8% liczby nowo zawartych małżeństw)
rok 2008: 65,5 tys. (25,4% liczby nowo zawartych małżeństw)

 

Ja się mylę, ok, ale statystyki? papierek zwany ślubem, to silna presja społeczna i interes dla kobiety. Ale dla faceta? a sprobuj odmówić! zauważysz wtedy, że jak po hokus pokus, magicznym sposobem miłość znikła. Skoro znika bez papierka, to co będzie później? ale jeśli nie podpiszesz papierka, Twoją ukochaną boli głowa... przestanie gdy się zgodzisz. Ale do czasu, papierek oznacza kres związku, dbać już o niego nie trzeba, bo i po co? w razie rozstania, kobieta dostaje połowę Twojego majątku, dziecko. Gdy nie podpisujesz papierka, ukochana może płakać codziennie że koleżanki jej dokuczają, wskazują palcami że jej nie kochasz bo gdybyś kochał to byś podpisał ten papierek... to może być akurat prawda, kobiety wobec siebie są bezwzględne. Zaproponujesz więc intercyzę, wtedy będzie płacz że ślub bez miłości i zaufania nie ma sensu. I w ten sposób, jesteś prowadzony od punktu A do punktu B. Jak baran. I nie twierdzę że zawsze tak jest - zdarza się obopólna przyjaźń, wspólne cele, lojalność. Jest to jednak rzadkie, tak rzadkie że powinieneś w tych kwestiach niesamowicie uważać.

 

To tak jak mój znajomy, który "zajmuje się" czule Paniami. Jego głównym celem są mężatki, i jak mi sam powiedział, na samą myśl o ślubie robi mu się niedobrze. Za dużo widział w swoim życiu by się nabrać na rzekome bajki o papierku, który czyni cuda tak samo jak i Donek. Ale tu można powiedzieć, zripostować, że i kolega jak i ja (chociaż w o wiele mniejszym stopniu) kręcimy się w takim środowisku gdzie właśnie są takie wyzwolone seksualnie Panie. Powiem Państwu w czym tkwi problem. Wcale nie w tym, że kobieta chce seksu. Tak została stworzona jako istota seksualna, więc jest oczywistym że człowiek pragnie tej wielkiej przyjemności. Jednak społeczeństwo, religia opanowana przez męskich szowinistów, stworzyły taką atmosferę że kobieta chcąca seksu jest traktowana jak zwierzę. Kobiety więc w obronie swojego imienia, swojej czci, stworzyły fałszywy wizerunek. Przedstawiają więc go wszędzie gdzie się da, zestawem wyrażeń i przekonań; miłość po grób, seks tylko po ślubie a co najmniej z miłości, itd.

 

                                                      Łgarstwa

 

W życiu chodzi o to, byś wiedział że większość rzeczy które komunikują Ci ludzie, to kłamstwa. Chciałbym byś po pierwsze to wiedział, a po drugie nie denerwował się ściemą, ponieważ Ty także ściemniasz ile wlezie. Jesteśmy do tego zmuszani przez zasady społeczne. Trzeba się do nich dostosować, ale im nie ulegać i broń Boże w nie nie wierzyć.

 

Podział na Panie żyjące cnotliwie (ślub, dzieci, wierność mężowi), i seksualne latawice jest sztuczny. Natomiast jest podział na charakter człowieka i charakter kurwy. Ja jestem latawicą, i nie będąc w związku chętnie korzystam ze słodkich okazji, jakie daje mi życie. Ale będąc w związku nie zdradzam, z szacunku dla mojej wybranki. Miałem takie okazje, i wiem że nie ma takiej możliwości, w żaden sposób. Mam "puszczalski" charakter, ale wierny. Nie spóźniam się, słowo dla mnie ma wysoką wartość, koleżeństwo to cnota. Natomiast charakter kurwy ma osoba, która ma świadomość że drugą stronę zdrada zniszczy, a jednak to robi. Skoro ja jestem wierny a lubię seks, wiem że są kobiety także wierne, które też lubią seks. Jednak świat męski pod tym względem, jest znacznie bardziej tolerancyjny. Jeśli ja zaliczałem, to byłem gość, fajny koleś. Jeśli zalicza kobieta, a takich Pań jest wiele, to jest nazywana szmatą i kurwą. To cholernie niesprawiedliwe. Dlatego wszystkie Panie z którymi miałem przyjemność... się spotkać, szanowałem. Większość Pań kocha seks (z wyłączeniem chorób psychicznych i urazów fizjologicznych uniemożliwiających współżycie) ale muszą się z tym ukrywać, żeby nie być oplutymi przez tych co uwierzyli że seks jest zły. Wstrzymują więc sobie tę przyjemność, a ta energia która nie znajduje naturalnego ujścia zamienia się w nienawiść, złość, nerwowość czy depresję. Przyjemnie więc jest ją wylać na tych, którzy w zło seksu nie wierzą. Seks to dar od Boga dla ludzi (czasami w trakcie silnego orgazmu zanika ego) więc został zawłaszczony przez cwaniaczków, którzy żartobliwie nazwali się sługami tegoż Boga. Dowodem na to ma być stara książka, którą sami redagowali i zmieniali tysiące razy. Tenże Bóg ma władzę nad wszystkim, decyduje o Twoim życiu pośmiertnym przydzielając niebo i piekło; ale swojemu słudze, kapłanowi, jeść nie da, przyodziać nie przyodzieje. Musisz to zrobić Ty. Musisz zapłacić facetowi, który co tydzień Ci każe klękać i wyznawać pogardę dla siebie, a także z wypiekami na twarzy wysłucha Twoich grzechów; musisz mu zapłacić, bo kapłan samego Boga wszechmogącego umrze z głodu. Każda religia, i każdy stojący za nią Bóg potrzebuje Twoich pieniędzy najbardziej na świecie.

 

                                                       Cwaniaczki

 

Najpierw grupka cwaniaków, zakazuje tego co przyjemne i konieczne do życia. Nazywa to grzechem, czyli czynem który zasmuca Pana Boga w niebie; i ten Pan Bóg skoro nie robisz tego co dobre, wtrąci Cię do piekła na wieki wieków amen (aktualna wersja że to Ty sam wybierasz zło, i sam się wtrącasz w otchłań) Chyba że... zapłacisz za odpust. Dawniej można było kupić rozgrzeszenie nawet od bestialskiego morderstwa, teraz zostało to mocno skomplikowane, ale jest możliwe. Ja osobiście wierzę w reinkarnację; i nie ma litości dla naprawdę złych uczynków. Co uczyniłeś, odczujesz na sobie, koniec kropka, zero sofistyki. Jeśli myślisz że wykupisz się papierkami w które ludzie wierzą że mają wartość, to jesteś w naprawdę dużym błędzie. To co może Cię wykupić, to tylko Twoje nastawienie, Twoje odczuwanie, przemiana duchowa a nie te dyrdymały w które wierzysz. Szeptanie w konfesjonale nic Ci nie da; może trochę zmniejszy ciężar na duszy i w portfelu. Tyle. Prawdziwe odkupienie, to przemiana i nic więcej. Ale przemiana jest trudna, lepiej zapłacić i mieć odfajkowane.

 

Teraz jeśli chciałbym założyć religię, musiałbym wymyślić coś nowego; każdy nazwał seks grzechem, bogactwo także w większości jest złe, wszystkie możliwości zarabiania na baranach wyczerpane. Ja byłbym jednak nowatorski. Oddychanie nazwałbym grzechem ciężkim, za który trafia się po śmierci do piekła. Oczywiście, za drobną opłatą dalbym rozgrzeszenie. A na dowód że mam rację, służyłby fragment Świętej Książki; "A wtedy Pan rzekł: nie będziesz oddychać częściej niż 2 razy na minutę, albowiem moje serce wtedy roni łzy cierpienia, i zły duch wciągnie Cię w otchłanie piekieł moje dziecko, gdzie będziesz nieskończenie długo konał i wył z bólu". I biznes działa? jasne. A chętni parafianie? zawsze się znajdą. Ludzie kochają się karać i upadlać, kochają jak ktoś ich gnoi i upadla, używając w trakcie gwałtu pięknych słów o miłości. Zauważcie jak to jest; gwałcą was, każą powtarzać że jesteście nikim, upokarzają was i za to mają gigantyczne pieniądze. Ja was pieszczę, czule głaszczę, i od czasu do czasu zaglądam na konto bankowe, by zauważyć żadną bądź niewielką na nim zmianę... chyba muszę odłożyć wazelinę. Zmuszacie mnie do tego! Ludzie kochają mieć pięknych idoli. Wrażliwy i kochający dzieci Michael Jackson, Księżna Diana (miliony matek Polek z łzami w oczach ogląda jej zdjęcia, bo taka ładna, nieszczęśliwa w związku z zimnym Karolem, podobnie jak ona nieszczęśliwa z chrapiącym za ścianą, pijanym Zdziśkiem który znowu po libacji zesrał się w pościel) Papież który taki kochany i taki dobry, bo tak dobrze o nim mówią w telewizorze; a Ci co wspominają o przykrywanej pedofilii w kościele, nieszczęściu wielu małych gwałconych czy kastrowanych dzieci, czy zakazie stosowania prezerwatyw w Afryce co wielu ludzi zamęczyło na śmierć, to opętani przez złe duchy szataniści. To przypomina mi polskiego mistrza duchowego, Leszka Żądło, który uznał że ma poziom duchowości większy od Jezusa (miara ERD), a jeśli się to kwestionuje to albo ma się za mały poziom rozwoju duchowego, albo jest się opętanym. Dobre! a teraz jeszcze lepsze; wyśmiewanie się z nauk mistrza duchowego, oznacza siedem wcieleń kary za wytrącanie z dobrej ścieżki innych. Genialne!

 

Świat jest pełen kłamstwa. Chociażby nasza elita polityczna; po wojnie ludzi prawych zastrzelono albo torturowano, wyłupywano oczy, gwałcono rozbitą butelką itd. Okupant brał więc najgorszy prymitywny element, często nie umiejący czytać i pisać, i robili z nich sędziów prokuratorów, polityków. Ich dzieci już nauczyły się jeść widelcem, czytać i wyłuskiwać brud spod paznokci. To co teraz widzimy, to najgorsze prymitywne okazy, dla których pieniądze to cel życia i istnienia. I dlatego właśnie słyszysz że prywatne jest dobre a państwowe złe, i dlatego właśnie polskie firmy sprzedaje sie np. państwowej francuskiej firmie. Ot logika! albo że jeśli dasz biznesmenowi pieniądze (obniżka podatków) to on od razu da biednym za pracę, a nie poleci kupować mercedesa. A biednym nie ma co dawać, bo upiją się wódką i przetracą pieniądze na głupoty. Kłamstwa, wszędzie kłamstwa. Sprzedajni dziennikarze, biorący łapówki lekarze, rzekomo obrotni biznesmeni pokroju Pana Kluczyka, legalni gangsterzy którzy zarządzają naszymi pieniędzmi i tysiące przekrętów na niewyobrażalną skalę. Kłamstwa zawsze były i będą, więc wyłuskuj je i omijaj. Nigdy nie wierz politykowi, doradcy biznesowemu ani kobiecie. Nie wierz rodzinie, bo to co ona uważa za dobro, często jest zupełnie innym dobrem niż te które masz na myśli; rodzinie najczęściej (podkreślam, nie zawsze) chodzi o pieniądze. Nie wierz nawet sobie, ponieważ często to co czujesz, jest stworzone umiejętną reklamą, promocją marki. Z każdej strony jesteśmy atakowani sugestiami, wzbudzane w nas sa pragnienia.

 

Chciałbym mieć Ipoda. Emocjonalnie go chcę, natomiast logika mi mówi, że jest mi niepotrzebny, ba! logika mi mówi że nie stać mnie na niego. Mimo wszystko chcę go mieć. Chcę mieć też piękną kobietę, ale logika mi mówi że w życiu nie ma nic za darmo. Wystarczy mi dobra kobieta, nie obłudna, taka kochana i do przytulenia. Po co mi piękna? żeby koledzy mieli ubaw i poklepywali mnie po plecach zadowoleni? chociaż z drugiej strony jest taki dowcip; ładna czy brzydka? a co wolisz, jeść pyszne ciasto z kolegami, czy gówno samemu?

Ot, dylemat.

 

środa, 01 sierpień 2012 20:24

Tulipan, czyli polowanie na Panie

Od czasu do czasu, media podają informację o kolejnym tulipanie, który z naciągania kobiet uczynił sobie stałe i pewne źródło zarobku. Scenariusz jest zawsze ten sam, powtarzany przez każdego przestępcę (i polityka) do znudzenia; obiecuje, to przede wszystkim. Obiecuje dokładnie to, czego chcą ofiary. A czego chcą ofiary? to niezwykle proste pytanie; wystarczy pooglądać telewizję, którą karmią się współczesne kobiety, i już się dokładnie wie gdzie można zaatakować. Media podają styl życia a kobiety go natychmiast "wchłaniają" w siebie, i zaczynają go pragnąć. Współczesna kobieta to worek na medialne śmieci, w który wrzuca się najgorsze, obrzydliwe wzorce. Podkreślam że mężczyzna jest dokładnie takim samym śmietnikiem, jeśli bezrefleksyjnie poddaje się powszechnej propagandzie, która ma za cel wzbudzić w nim pewne pragnienia. Chwilę po pojawienia się pragnienia, pojawia się firma która te żądze obiecuje zaspokoić.

 

Specjaliści od kształtowania psychiki współczesnej kobiety, mieszają biologiczne potrzeby Pań z potrzebą chwili, czyli podmiotu który im płaci za wykonanie usługi. Zmiana Twoich nastawień i pragnień, to jest właśnie dla architekta pragnień usługa, nic więcej. Ma sprawić byś pragnął tego, za co płaci marketingowcom klient. Promowany wśród Pań mężczyzna ma być przede wszystkim wysoki, jest to biologiczne pragnienie oznaczające dominację samca nad innymi. Przywlokło się to z emocjonalnego mezozoiku, i pełza gdzieś w podświadomości Pań, jednak teraz wiemy że wysoki wzrost nie oznacza dominacji. Najwięksi dominanci ziemi, tej ziemi, byli niscy. Nowoczesne rządy dają możliwość sprawowania władzy oratorom i krzykaczom, siła fizyczna zatraciła już swą moc przekonywania. Mężczyzna ma być zaradny, więc wiadomym jest że oszust, tulipan, prawie zawsze wampir emocjonalny (człowiek nie posiadający empatii) nigdy nie poda się za roznosiciela pizzy czy sprzedawcę butów, ale zawsze jest to zawód społecznie uznawany; prawnik, lekarz, architekt, mistrz duchowy. A skoro o mistrzu duchowym mowa, poniżej zdjęcie ważącego 87kg Mistrza Bez Głowy. Stracił ją bo za dużo myślał. Nie idźcie więc jego ścieżką, i starajcie się go omijać. Cofajcie się ostrożnie, osłaniajcie tyły; funkcję górnej głowy, przejęła niższa.

Wampir atakuje zawsze twierdzeniem, że nie interesują go żadne przelotne związki, tylko stała, poważna relacja. Używa takich słów jak budowanie, tworzenie, które to niezwykle pozytywnie kojarzą się kobietom; te znowu od dzieciństwa są programowane na założenie rodziny, i tylko ten cel jest dla nich najważniejszy. Oprócz niego pojawiają się względy społeczne; chęć na zazdrość rodziny, koleżanek, kobieca ambicja chcąca się pochwalić jakiego ma faceta. Zdobyć męskie nasienie trudno nie jest; wystarczy skinąć szczupłym paluszkiem, i już jest dużo chętnych by się pozbyć dotkliwego ciężaru ze strefy jądrowej; tylko co kobieta powie na kawce z ciachem w modnej kawiarni? że jest w ciąży z roznosicielem pizzy? pracownikiem MPO? będzie się wstydziła, i poczuje mniej wartościowa niż koleżanki które pochwalą się "wartościowszym" nabytkiem, np. prawnikiem. Oczywiście, świat kobiet to świat obłudy i hipokryzji; oficjalnie nic się nie dzieje a uśmiechy wskazują na sympatię i wręcz wzajemną miłość, a cała realna już gra między kobietami toczy się bezgłośnie, niewidzialnie, w sferze odczuć. Dlatego wampir zawsze podaje się za człowieka sukcesu. Na topie jest właściciel firmy komputerowej, reklamowej, bardzo modny jest oficer służb specjalnych, pilot, Pan prezes. Co ciekawe, czołgiści mimo kręcenia dużą lufą, nie są tak bardzo pożądani. Być może dlatego że są przeważnie mali, co ułatwia operowanie wielotonową, żelazną bestią.

 

Później samo idzie, jak bobslej zjeżdżający na dół w ciasnym, śliskim tunelu. Obietnice ślubu, pierścionek zaręczynowy, kobieta jest oszalała ze szczęścia (to nie szczęście a ekscytacja z wygrywanej sztafety w wyścigu szczurów, wyobrażenie min zazdrosnych koleżanek i cioć na weselu) po czym nagle, niespodziewanie... na drodze szczęścia staje problem. Tata wampira umiera na raka, konieczna jest natychmiastowa duża suma pieniędzy. I tak się składa, że wampir tych pieniędzy nie ma, ponieważ je komuś pożyczył/zainwestował/ma czasowo zablokowane. Kobieta więc by ratować swoją wizję rodzinnego szczęścia, pożycza pieniądze które wręcza wampirowi. W ten sposób przypieczętowuje swój los, i gra rolę w ostatnim epizodzie tej pełnej bólu i cierpienia pantomimy.                                        

 

Później jest rozpacz, ból; histeryczne i groteskowe upominanie się o faceta (niektórzy jeszcze chwilę udają, inni od razu kompletnie urywają kontakt) i pieniądze. Co dalej? kompletne rozbicie emocjonalne. Budowa którą kobieta stworzyła, właśnie się kompletnie rozsypała, nie dość że straciła drogocenny czas (wbrew temu co Panie twierdzą o seksi 50 tkach, one dobrze wiedzą że to właśnie młodość daje największe szanse na "szczęście") pieniądze (które trzeba spłacać) to poczucie że się dało bezwzględnie oszukać, jest chyba najgorszą torturą. Współczujący uśmiech triumfujących (w środku siebie) koleżanek i kuzynek, także jest solą sypaną każdego dnia na tę emocjonalną ranę. W artykułach tego typu, przeglądając komentarze, daje się wyczuć satysfakcję Panów. W pewien sposób można ją zrozumieć, wiadomo przecież że te Panie chciały na bogatym przystojnym facecie, wspiąć się znacznie wyżej niż były; wiadomo także że te oszukane Panie, bezrobotnymi czy mało zarabiajacymi Panami by gardziły, traktowały by ich jak śmieci. Podawane są jeszcze inne powody męskiej satysfakcji; to te Panie chciały oszukać faceta, udając kogoś kim nie są; atrakcyjniejszą, mądrzejszą, inteligentniejszą. Grały o wysoką stawkę, a przecież musiały sobie zdawać sprawę z konkurencji, która jest olbrzymia. W Polsce, kraju w którym coraz więcej mężczyzn jest biedakami mimo ciężkiej pracy i wykształcenia, mężczyzna zamożny, zarządzający, to coraz większa rzadkość. A jak się gra o dużą stawkę, to i można dużo przegrać.

 

Mimo wszystko jasno trzeba powiedzieć. Człowiek który tak postępuje, jest złodziejem i kryminalistą. Jest ewidentnie złą stroną tej gry w której brał udział, znajduje to zresztą odzwierciedlenie w wyroku sądu; zasądzane jest bezwzględne więzienie, bez "zawiasów". I słusznie, powinien spędzać wiele czasu w więzieniu. I wcale nie po to by zrozumieć co złego zrobił, ponieważ wampir emocjonalny nie jest w stanie tego odczuć. Czy jest to uszkodzenie mózgu, jakaś dysfunkcja układu nerwowego, a może duchowa przyczyna - nie wiadomo. To co wiadomo, to że jeśli się takie osoby nawracają, to na pewno oszukują i grają w kolejną zabawną dla nich grę w której kogoś znowu mocno poranią. Więzienie jest więc dla nich po to, by odizolować ich od społeczeństwa, i tak zwyczajnie po ludzku - zemścić się. Zemsta to szacunek okazany złemu człowiekowi. To co robisz, daje efekt; kto sieje wiatr, zbiera burzę. Kto obraża człowieka, ma rozkwaszony nos. Kto zabija człowieka, musi umrzeć.

 

Mężczyźni są także bezwzględnie oszukiwanie przez takie Panie; facet ma swoje słabe punkty tak samo jak kobieta, także chce coś zbudować, planuje i snuje marzenia. I te właśnie "słabości" także są bezlitośnie wykorzystywane. Jednak jest coś co sprawia że mężczyźnie jest trudniej; kobiecie wręcz pasuje rola ofiary, zapłakanej i skrzywdzonej myszki. Mężczyzna oszukany w gronie znajomych, zyskuje opinię przynoszącego pecha, nieudacznika. Na komisariacie policji, prawdopodobnie byłby wyśmiewany. Kobieta może dochodzić swojego, mężczyzna ze względów społecznych nie. Dużo zależy od kręgu znajomych, bliskich i przyjaciół. Jeśli są to prawdziwi przyjaciele, dadzą wtedy facetowi oparcie i zrozumienie, jeśli jest to przeciętna męska paczka, zamiast zrozumienia dostanie drwiny i szykany. Są tacy "koledzy", którzy w czasie bójki uciekają i zostawiają kolegę bez pomocy. Są tacy, którzy szydzą ze słabości faceta. Są to fałszywi przyjaciele, i posiadanie takich jest mocnym sygnałem, by przemyśleć i zrewidować ewidencję swoich znajomych. Spójrzcie niżej, na te zdjęcie z tym mega przystojniakiem i ślicznym pieskiem. Piesek ten jest płci żeńskiej. Gotować nie umie, nie rozumie co do niej mówię, nie słucha mnie, a także ostatnio kąsa mnie i szczypie; i mimo tego, bardzo ją lubię. Czyli i Państwo macie szansę!

Akurat znam temat z autopsji. Jak mnie gonili, uciekałem bo jestem z natury lękliwy. Jak zaatakowali mojego kolegę, zostałem bo lojalność przeważyła nad strachem. Jak mnie znowu zaatakowali, to kolega dla którego nadstawiałem skórę, nie zareagował. Ot, życie. Ale informację zrozumiałem, nie był mi ten człowiek przeznaczony na stanowisko kolegi. Grunt to zrozumieć co mówi Ci świat, nie próbować tego tłumaczyć, interpretować; tylko reagować, działać. Ciężkie dzieciństwo w środowisku kryminalistów budzi gromki śmiech; tylko intelektualista nie znający swojego ego, może się nim przejmować i podejmować jakiekolwiek decyzje, w oparciu o ten żarcik. Dla mnie w ogóle stanowisko ludzi zajmujących się "rozwojem duchowym", i ich bełkotanie o źle kary śmierci to szaleństwo. mimo wielkich słów, oni nic nie wiedzą o ego, o szacunku dla drugiego człowieka. Jeśli jest wiadomym że zły ruch kierownicą jadąc po polskiej jednopasmowej autostradzie, spowoduje kalectwo albo śmierć, i wszyscy to akceptują, to tak samo powinno być prawo, że za brutalny gwałt czy morderstwo jest KS, i to też trzeba zaakceptować. Jeśli nie chcesz umierać na krześle elektrycznym, to po prostu nie zabijaj. Proste, prawda? i jeśli ktoś to robi, nie zważając na karę, oznacza to ni mniej ni więcej, że zrobi to ponownie. Może to lubi, albo to jego jedyny pomysł na zrobek? nieważne. To co ważne, to by taki człowiek nie mógł być w społeczeństwie i doznał odwetu, nazywajmy to po imieniu. To jest właśnie szacunek dla człowieka; szanuję Twoje czyny, Twoją świadomą decyzję, musisz teraz ponieść jej konsekwencje. Co Boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi; proste. I jeśli Bóg nie chce by ktoś ginął za bestialski gwałt i morderstwo na małym chłopcu, to niech jego głos zabrzmi z chmur; nie zabijajcie go. Jeśli milczy, to widocznie akceptuje ziemskie prawo.

 

Wracając do tematu Tulipana. Uważam że warto powstrzymać swoje poczucie satysfakcji, że oszust wykorzystał kobietę. I owszem, pazerną, cwaną i głupią jak but; mimo wszystko, źle zrobił. Za każdym razem gdy najdzie nas poczucie satysfakcji z tego powodu, pomyślmy ile my sami mamy słabości i wad, za które cwana kobieta by nas wciągnęła nosem. Ja osobiście współczuję tym kobietom. Padły ofiarą tak naprawdę nie oszusta, ale swojej własnej wiary w to, że na świecie można zbudować prawdziwie trwałą budowlę, szczęście. Otóż nie można. Nauka tego jest nie dla każdego, ale nie dlatego że jest trudna, ależ skąd; jest prymitywnie prosta, prostsza niż cokolwiek innego. Ale kłóci się z powszechnymi przekonaniami, wierzeniami i mentalnym fast foodem z telewizora. Przypomina mi się historia z moim ex kolegą blogowym Azazelem; przecież też mnie oszukał. Wykorzystał moje pragnienie pracy, znajomość mojej choroby. Nie miałem żadnych szans, najmniejszych; teraz także by mnie znowu ktoś taki oszukał, i trzeba mieć po prostu tę świadomość.

 

Na koniec chciałbym Państwu zaprezentować krótki słowniczek, jak nie dać się wampirowi emocjonalnemu. Podaję skrótowe pojęcia, rozwijam je od lat w swoich felietonach, więc na pewno będziecie wiedzieć o co chodzi.

 

1. Każdy człowiek jest egoistą. Każdy chce zaspokoić pragnienie ego, a te mogą być różne; chęć pomagania innym by poczuć się dobrym, lepszym, świętym; chęć zaspokajania własnych pragnień, itd. Nie ma czynów całkiem bezinteresownych, są one po prostu niemożliwe. Nawet jeśli ktoś pragnie zrobić Ci przyjemność prezentem, przede wszystkim robi przyjemność sobie, zaspokaja poczucie że zrobił coś porządnego, dobrego. Ludzie którzy mówią o swojej bezinteresowności, albo są nieświadomi swojego ego, albo kłamią. Obie te informacje, są dla Ciebie bardzo alarmujące. Uważaj.

 

2. Każda konstrukcja, jeśli pragniesz jej z całych sił i wierzysz w nią, musi się rozpaść i sprawić Ci ból. Nic na tym świecie nie jest ważniejsze od Ciebie, Twoich uczuć i Twojej oceny tego co się właśnie dzieje. To Twoje życie, Twoje reakcje na życie, Twoja szkoła; wszystko co przesłania Ci Twoją duchowość i dążenie do przebudzenia, zostanie zniszczone by dać Ci motywację do pracy nad sobą. Uczysz się na ziemi, aż do odrobienia lekcji.

 

3. W życiu najważniejsza jest miłość i akceptacja wobec siebie. Z niej wypływa szczęście i spełnienie, czego skutkiem jest miłość wobec innych ludzi. Manipulator zawsze chce skierować Twoją miłość na innych, czyli głównie na siebie. Ale jeśli nie kochasz siebie, to co dasz innym? możesz dać tylko pieniądze, seks, nic innego nie masz. Jeśli ktoś Ci mówi że za duzo myślisz o sobie, to po prostu chce żebyś myślał o nim; czyli dał mu/jej pieniądze, komplement którego potrzebuje itd. Masz tylko siebie, wszystko inne przemija. Co może więc być ważniejsze od Ciebie? Bóg? czy Twoje wyobrażenie Boga? miłość? ale przecież żeby odczuwać miłość, musisz ją najpierw mieć do siebie. Nie można nienawidzieć siebie, i nagle skądś wziąć miłość do innych. To niemożliwe.

środa, 01 sierpień 2012 20:20

Miłość a pieniądze

Ani synowi, ani żonie, ani bratu, ani przyjacielowi nie dawaj władzy nad sobą za życia, nie oddawaj też twoich dostatków komu innemu, abyś pożałowawszy tego, nie musiał o nie prosić. (Syr 33, 20)

 

Gdy jest się z drugą osobą bardzo blisko, w sensie emocjonalnym, uczuciowym, pomysł taki jak intercyza czy osobne konta bankowe, wydaje się szaleństwem. Mało tego, przedstawienie takiej propozycji biednej, kruchej istotce która skryta jest pod kołdrą słabości, wydaje się największą zbrodnią. Wyobraźnia mężczyzny ogarnięta jest szczęściem które go czeka, szczytami do zdobycia. A przecież wszyscy wiemy, że chwile ekscytacji mijają. Euforia po alkoholu czy narkotykach, zamienia się w wymioty, biegunkę i okropne mdłości. Kupno np. nowego, wymarzonego auta, daje niesamowitą energię i optymizm; mija, po tygodniu, a zostają do spłacenia kilkuletnie raty. Tak jest z wszystkim, także z Twoim "szczęściem" które odczuwasz przy kobiecie. Ono także minie, ponieważ ten sam bodziec, nie może wywoływać coraz większej reakcji. Nazywa się to w medycynie tachyfilaksją, co oznacza ża każdy bodziec wywołuje z czasem mniejszy skutek. W praktyce wygląda to tak, że aby się upić, potrzebujesz coraz większej dawki alkoholu, żeby odczuć działanie narkotyku potrzebujesz go więcej i więcej, aż z czasem bierzesz tylko po to, by nie odczuwać męki odstawienia. Żeby odczuć przyjemność z kobiety (bo przecież o to chodzi w związku, zawsze o Twoją przyjemność, jakkolwiek ją nazwiemy czy duchową czy cielesną) bodziec musi się zwiększać, ponieważ się do niego przyzwyczajasz i jego efekt się obniża. Tymczasem kobieta na początek rzuca do walki wszystko co ma; maksymalny urok, uprzejmość, najlepszy seks. Na początku więc bodziec jest bardzo silny, a Ty jesteś ogłuszony, co przekłada się na to, że Twój system hormonalny szaleje, buzuje. Z czasem Twoje oszołomienie spadnie, stąd tak gwałtowne naciskanie kobiet na ślub. Kobieta będzie miała coraz mniej do zaoferowania, udawanie anioła kosztuje zbyt wiele energii (np. trzeba się odchudzać, a po ślubie można już z lodówki nie wychodzić) a Ty będziesz coraz bardziej odporny na jej bodźce. Dlatego wszędzie na kobiecych forach zauważysz "dobre" rady dawane kobietom, które mówią że facet po paru latach chodzenia nie chce się chajtać. Kobiety dobrze wiedzą co jest grane, stąd pogarda i nienawiść do takiego mężczyzny. Oparł się pierwszemu atakowi, a na drugi często już nie ma siły. Kilka lat stracone; no cóż, czasem się przegrywa papierek i pieniądze, ale może jest szansa na wygranie... miłości? ale kogo dziś obchodzi prawdziwa miłość?

 

Wiem że w to nie wierzysz; nikt w to nie wierzy na początku. Ale ukochana której oddałbyś nerkę czy płuco, po jakimś czasie może być osobą, która będzie Cię nienawidzieć i szkalować. Wszyscy wtedy mówią; nie Myszka. Ona nie jest taka. Ona jest inna niż te wszystkie szmaty które miałem za grzesznej młodości. Tylko te szmaty które miałeś, teraz też mają takiego Miśka jak Ty, który tak samo je gloryfikuje jak Ty swoją; być może kiedyś szmatę dla innego mężczyzny. Niestety, sale sądowe pełne walczących ze soba ex ukochanych, przeczą tej tezie. Strzelam - masz 20% szans na przeżycie gigantycznego zdumienia swoją Myszką. Jeśli więc wiesz że tak może się stać, musisz się zabezpieczyć przed tym osobnym kontem, i intercyzą. W razie "awarii", nie zostaniesz aż tak mocno okradziony, zachowujesz kontrolę nad bolesną sytuacją. Bardzo możliwe jest też że do takiej sytuacji nie dojdzie; kobiety lubią facetów którzy nie dają się wziąść pod obcas. Lubią w takim sensie, że chcą ich zmienić "na lepsze", a kobieta która czegoś chce, daje całą siebie by ten cel osiągnąć. Oznacza to że samiec alfa, mądry mężczyzna, ma kontrolę i czarującą, gorącą kobietę w łóżku. Gdy kobieta osiągnie swój cel, mężczyzna straci kontrolę, z czasem seks (bo i po co kobieta ma się starać, skoro wszystko już ma) i może oczekiwać sporego ryzyka rozwiązania związku. Z całą pewnością nie będzie już taka miła, zniknie gdzies ta wspaniała akceptacja dla błędów Misia. Teraz byle drobnostka sprawia, że można "objechać" porządnie Misia, zagrozić odejściem, wrzeszczeć, krzyczeć; wszystko wytrąca też wtedy kobietę z równowagi, staje się drażliwa i płaczliwa; nieszczęśliwa. Oto preludium końca.

 

Cokolwiek przekazujesz, niech będzie w liczbie i wadze, a dawanie i odbieranie - wszystko na piśmie. (Syr 42,7)

 

Kto był w kilku związkach, wie że nagła namiętność może natychmiast przerodzić się w opętaną nienawiść. Tak bez powodu, bez bodźca. Mądry mężczyzna w takiej sytuacji nie jest zmuszony iść pod most, żebrać u rodziny o pieniądze, tylko zachowuje kontrolę nad całą sytuacją. Nie traci godności, a tę właśnie stratę kobieta która odeszła, lubi oglądać najbardziej. Spytasz dlaczego? to proste; by upewnić się że rzuciła mięczaka i słabego mężczyznę. Wtedy jest usprawiedliwiona, może się podbudować że jest tak atrakcyjna, że niszczy zakochanych w niej mężczyzn. Każda kobieta skrycie marzy, by być femme fatale. Tego nie rozumie wielu facetów, że płacz gdy kobieta oznajmia odejście, a już nie daj Boże błaganie o powrót na klęczkach, to najgorsza możliwa strategia. Mężczyzna ma być silny, niekoniecznie fizycznie; psychicznie. Tylko taki facet sprawia że kobieta puchnie z dumy, ma pewne oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dla takiego faceta warto się starać, warto żyć. A w razie odejścia, w miejsce przyjemnej próżności i świadomości że zniszczyła "frajera", jest wściekłość i histeria, ciągłe pytania - dlaczego nie rozpaczał? miał kogoś? może to on mnie oszukał? może to ja jestem frajerką? może chciał mnie rzucić? po chwili następuje stek wyzwisk i postanowienie nie myślenia o tym więcej; niestety, przeciętna kobieta nie ma żadnej władzy nas swoimi emocjami, więc te za chwilę wracają, by znowu i znowu kręcić dziurę w "brzuchu". te pytania nie dają kobiecie spokoju; często więc kobieta torturowana tymi pytaniami, chce sprawdzić o co naprawdę chodzi. Zaczyna zaczyna pragnąć powrotu do Misia. Najpierw go wyczuwa, jakiś niezobowiązujący sms, rzucony niby od niechcenia tekst na gg czy fejsie; po reakcjach na swoje "poszturchiwania" ocenia sytuację i posuwa się dalej. Wtedy masz możliwość wybrania czy chcesz z nią być, czy układać sobie życie na nowo. Jeśli wróci i tego właśnie chcesz, musi wszystko odbywać się na Twoich warunkach, czekają Cię ciężkie chwile, gdyż musisz okazać że nie udawałeś. Ciężko jest udawać, szczególnie gdy człowiek jest emocjonalnie pokaleczony, więc ja zawsze polecam nie wchodzenie drugi raz do tej samej rzeki. Dlatego zawsze doradzam zrozpaczonym facetom których opuściła kobieta, żeby nigdy nie okazywali przy niej słabości. To jak pchanie auta na biegu; to nie działa i działać nie może. Jeśli kobieta nie wróci ponieważ ma bogatszego faceta, nową "miłość" (znam takie przypadki realnie, z autopsji) to na myśl o "eksie" zamiast miłej satysfakcji i rozkoszy z jego cierpienia, poniżenia i płaczu, poczuje wściekłość i nienawiść, spadnie jej samoocena i będzie odczuwać gorączkę myśli; dlaczego? to pytanie nie da jej spokoju do końca życia. Moim zdaniem lepsze to, niż pogarda dla mięczaka, faceta który nie mógł udźwignąć straty. Cóż po mięśniach, wyciskaniu potwornych ciężarów na siłowni czy okładania przeciwników na ringu, jeśli nie potrafisz poradzić sobie z odrzuceniem? taki Diablo zakatowałby pięściami na ulicy kilku silnych facetów na raz; a wystarczy kilka słów małżonki, i próbuje popełnić samobójstwo. Takich przykładów jest wiele, a i ja sam robiłem różne rzeczy o których szkoda nawet mówić. Ważne by pompować nie tylko łapę i buły, żeby różowe panienki piszczały z zachwytu (jak np. ja dziś na pakerni) ale przede wszystkim rozwijać i jechać na masę z mięśniem emocjonalnym. Koksowanie dozwolone tylko najlepszym towarem, czyli motywowanie się do rozwijania mądrości, chociażby czytaniem Państwa uniżonego sługi.

 

Lepsze jest życie biednego pod dachem z tarcic niż wspaniałe uczty u obcych. (Syr 29,22)

 

Z jednej więc strony masz logikę, doświadczenie tysięcy lat (np. przytoczona w cytatach mądrości z księgi Syracha) a z drugiej płaczącą Myszkę i jej koleżanki z pracy a także rodzinę, którzy przekonują Cię że jak wszystko oddasz, to będziesz miał później klawe, szczęśliwe życie. Żeby zaakcentować swoje słowa, i sprawić byś podjął "mądrą" decyzję, Myszka daje Ci szlaban na dupę; zebyś zrozumiał że jak oddasz wszystko co masz, to czeka Cię raj na ziemi. Ciężki wybór, chyba najcięższy w życiu. Ale właśnie umiejętność dokonania go, sprawia że jesteś mądrym mężczyzną, a nie chłopakiem bez doświadczenia, emocjonalnym młokosem. Jeśli masz doświadczenie życiowe, wiesz że jeśli komuś zapłacisz, to ten ktoś może być uczciwy, ale nie musi; często korzysta z tego, i znika z pieniędzmi, albo nie wykonuje dobrze usługi. Bo i po co ma się starać, skoro ma pieniądze? w rodzinach widać to bardzo często; jak starsi ludzie oddadzą dzieciom co mają, dzieci nie interesują się rodzicami, bo i po co? gdyby rodzice nie oddali majątku, dzieci by dbały, chodziły, interesowały się; bo są pieniądze "do przytulenia". To są bardzo oczywiste sprawy. Jeśli Myszka i jej rodzina przekonują Cię do oddania wszystkie w imię "miłości", wiedz że nie masz już nic później do zaoferowania; zdajesz się na łaskę Myszki, a łaska Myszki na pstrym koniu jeździ jak mówi przysłowie. Mądrze mówi. Łaska raz jest, raz nie ma, a Ty oddając wszystko co masz (czyli nie podpisując intercyzy, czy sprzedając po ślubie własne mieszkanie by kupić większe wspólnie), stajesz się petentem, chodzisz po prośbie i liczysz na pomyślność. Obyś się nie przeliczył Przyjacielu.

 

Nie czyń nic bez zastanowienia, a nie będziesz żałował swego czynu. (Syr 32,19)

 

Oddanie tego co masz, czyni z Ciebie petenta, dziada, żebraka. Musisz się prosić o część tego, co jest Twoje. To jest upodlenie, upadek. Jak uważasz, czy kobieta będzie chciała mieć dzieci z facetem, który dla chwilowej ekscytacji odda wszystko co ma? czy będzie chciała mieć dzieci z głupcem? jeśli nawet będzie chciała, to będzie Tobą gardzić. Oczywiście, obiecuje Ci raj na ziemi, a co ma robić? ona też chce mieć pieniądze, mieszkanie, działki itd. a żeby to dostać, mami Cię i łudzi rajem. Może nawet jest zakochana, szczera, ale co później? miłość opada, skóra opada, erekcja z wiekiem także; czy Twoja kobieta będzie wierna do końca? nie wykorzysta tego że ma wszystko a Ty nie masz nic? teraz, będąc zakochanym i prawie unosząc się nad ziemią ze szczęścia, wierzysz że tak, że będziecie do końca. Jesteś taki sam, jak Ci nieszczęśnicy po lsd, którzy wierzą święcie że umieją fruwać, i testują swoje umiejetności skacząc z balkonu. Potem, jeśli przeżyją, zostają kalekami bez nóg, rąk, ze zgruchotanymi kręgosłupami. Uwierzyli iluzji, a potem całe życie żałowali. Jeśli ktoś chce od Ciebie całego Twojego dorobku życia, zapytaj siebie; co daje w zamian? pocałunki? przytulenie? seks? to wszystko jest dostępne za grosze, wystarczy pierwszy lepszy gabinet masażu. Można i za darmo, trochę cierpliwości i czat internetowy. Nie musisz płacić za uczucia, za miłość, ponieważ jesteś jej godny tak normalnie, miłość za miłość. Co to za miłość, za którą trzeba oddać mieszkanie, lokaty i samochód? czy przetrwa porywiste wiatry namiętności?

 

Niemądry jest ten, kto daje porękę i kto przysięgą ręczy za bliźniego. (Prz 17,18)

 

Jeśli masz do wyboru majątek albo ukochaną, wybierz majątek. Pań jest trzy miliardy, i to nie one decydują o Twoim zakochaniu, ale Twój układ hormonalny. To on sprawia że latasz, a nie kobieta. Zakochać się zawsze możesz, bo to zależy niejako od Ciebie; ale spróbuj zdobyć majątek, na który być może pracowali całe życie Twoi rodzice. Prawdopodobnie nie dasz rady. Tak samo jak Twoja biedna, krucha i nieszczęśliwa Myszka; ona też wie, przeczuwa, że zakochać się można bez problemu. Problemem sa pieniądze, majątek. Ten już nie tak łatwo zdobyć.

 

Nie otwieraj swego serca każdemu człowiekowi, abyś nie usunął od siebie szczęścia. (Syr 8,19)

 

Jeśli masz zamiar oddawać swój majątek komukolwiek; dzieciom, Myszce, to wczytaj się w mądrości sprzed tysięcy lat; już wtedy doskonale znano te prawidła o których Ci piszę. Nie licz na szczęście, że Tobie akurat się uda, po co? licz na rozum, czyń mądrze. Ale jeśli już tak naprawdę czujesz że musisz coś oddać, oddaj mi samochód; mój znowu wczoraj się zepsuł. Wprawdzie nie dam Ci dupy jak Myszka, ale zawsze możesz u mnie liczyć na męskie wsparcie. Tak jak każdy brat Samiec; jestem tu, by służyć.

 

Na koniec zagadka dla ludzi inteligentnych. Na zdjęciu jest jedna świnia, jeden pies i jedna zabawka. Wskaż które to które. Nagrodą miał być milion dolarów, ale uznałem że zaszaleję, i znacznie podniosłem stawkę; nagrodą będzie mój podziw. Przy okazji proszę także Państwa, żebyście wpisywali się i wnieśli życie, na moje forum. Będę bardzo wdzięczny, pozwoli mi to w bliżej nieokreślonej przyszłości, zarabiać na reklamach. Zbieram na naprawę hamulców.

 

Najnowsze komentarze

Newsletter Subscription

Nowości na Samczym Runie
Twój mail*


asd