Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
poniedziałek, 12 listopad 2012 18:57

Sexmisja

Bracia samcy w chaotycznym, honorowym odwrocie. Szósta armia w kotle serialowo - kanapowym, przedśmiertnym, przedślubnym; kleszcze wroga zaciskają się bezwzględnie na jądrach prób, dzielnie broniących się jednostek. Czwarta i piąta rozbita w proch, miliony braci samców jak żywe zwłoki, na skrwawionych polach chwały, przy bachorach i wynoszeniu śmieci, bo "żonka sie wkurzy". Linia frontu przerwana, linie zaopatrzenia przerwane przez wrogą, feministyczną partyzantkę. Nasz bastion stale bombardowany przez telewizyjne eskadry strategiczne. Tylko elitarne dywizje Męskiej Armi Rewolucyjnej, osłaniają rozpierzchnięte wojska, uniemożliwiają ich całkowite rozbicie i z trudem wyrównały wyrwy na linii frontu. Konieczna jest natychmiastowa reorganizacja, szkolenie ideologiczne, przywrócenie komunikacji i zaopatrzenia. Przywrócenie nękających bombardowań propagandowych, i coś o czym marzę od lat; przejście do potężnego kontrataku. Niech siły pancerne które osobiście pobłogosławię, wyrwą krwiste kąski w kobiecej linii Maginota, a moi chłopcy zaraz za czołgami skryci, zaprowadzą porządek. Bombardować! atakować! kopulować! póki co jednak, długo bracia samcy sie nie utrzymamy w zalewie kobiet, więc jako wódz naczelny ogłaszam co następuje:

Odór przegranej

Klęska której doznajemy, wynika przede wszystkim z tego że wprawdzie duch jest ważny, ba! bardzo ważny, ale i ciało się liczy. Moi bracia samcy żołnierze, pełni są zapału i żądzy dominacji. To dobrze że ten ogień który w was bracia się ledwie tli, w ogóle jeszcze jest. Rozdmucham go tak moimi płucami jak miechy pojemnymi, że zapłonie i spopieli wrogie szeregi. Przyczyną klęski wasze ciała słabe, i salwy testosteronu niewielkie. Jądra skurczone, cherlawe; brzuchy wydęte, galaretkowate, klatki piersiowe wklęsłe, anemiczne. Zęby brązowe, czarne bądź żółte; paznokcie niezadbane, poobgryzane. Zapach stajenny, kozi. Skarpetki poszarpane, wyraźnie odczuwalne. Slipy dwubarwne, śmiało przekraczające zapachowe granice. Paznokcie u stóp jak ostrza przedpotopowej bestii, niezwykle groźne dla skarpetek i butów. Pod koniec felietonu, poznacie mój genialny pomysł na wygraną; tajemna wunderwaffe, dzięki której zdobędziecie dla mnie cały, kobiecy świat.

Prawdziwy mężczyzna musi o siebie zadbać. Walka wizerunkowa to ważna sprawa. Jak można potępiać kobiety za ich otyłość, jak sami przypominamy prosięta? jeśli nosisz mundur Męskiej Armi Rewolucyjnej, musisz się w nim elegancko prezentować. Każdego żołnierza mojej armii który wygląda jak waleń, osobiście rozkażę moim chłopcom wychłostać i przelecieć.


Oto  kroki do ostatecznego zwycięstwa:

1. Zęby. Scalling, piaskowanie, lakier. Dziury plombujemy, te co trzeba leczymy kanałowo. Rekonesans zwiadowczy w gabinecie - co trzy miesiące. Można podrywać dentystki, co ładniejszych nr komórek składać w moim sekretariacie.

2. Włosy. Zawsze czyste, mogą być pachnące szamponem. Krótko ostrzyżone, bądź dłużej, ale modnie, elegancko. Systematyczne wizyty u fryzjera. Wydłubać wszystkie pchły.

3. Jeśli rano widzisz kolejną, rozdartą na całej długości poszwę kołdry, to jest to wyraźny znak że trzeba Ci przyciąć paznokcie u stóp. Przyciąć, dopieścić pilniczkiem, wierzch wypolerować na błysk. Podobnie z paznokciami na dłoniach; nie służą one do obgryzania i konsumpcji. Dopieszczamy, chuchamy, mają być eleganckie i zawsze krótko przycięte.

4. Bielizna. Żołnierze mojej armii zmieniają skarpetki i majtki przynajmniej raz dziennie. Majtki (najlepiej w ciemnych kolorach) koniecznie z logiem dywizji w której służycie, skarpetki czarne, jednokolorowe. Miej klasę. Kto nie zmienia bielizny, robi w koszarach za kota i pucuje mój generalski, wodzowski klozet, szczoteczką do zębów. Wiem, kara być może okrutna, bestialska; ale my tu w armii, się nie cackamy z brudasami.

5. Ciało. Najważniejsza sprawa. Spójrzcie na naszych pradziadów. Czy jedli batony, chipsy? owoce w zimie? popijali słodzone napoje w puszkach, redbulle? nie. Jedli mięso, orzechy, warzywa, kasze, często mordowali. I stworzyli cywilizację. A Ty co stworzyłeś? Od tej chwili nie wolno Ci jeść zabronionych, pedalskich produktów. Inaczej moi chłopcy, zrobią Ci z dupy jesień średniowiecza. Nie wierz w bujdy o zdrowym mleku, które reklamują celebryci. Jest trucizną. Owoce także nie są wcale zdrowe, gdyż zawierają cukier, fruktozę. Wolniej się wchłania niż zwykły, ale to nadal cukier. Gdy ten się pojawia, rośnie poziom insuliny, a każdy naddatek kaloryczny dzięki insulinie trafia do tkanki tłuszczowej. Im mniej skoków insuliny, tym szybciej tracisz tłuszcz a zyskujesz mięśnie.

Nie spocznij, a baczność stój Bracie Samcu

In minus - łaknienie zbóż i cukrów, to rozrośnięty w organiźmie grzyb, candidia. To on sprawia, że skręca Cię z pragnienia batonika. Cukry i owoce wiążą testosteron, więc głos Ci pedaleje, Pan sierżant Penis spocznij albo leżeć komendy tylko słucha... a mięśnie nie chcą rosnąć. Zarastasz tkanką tłuszczową, a nadwaga obciąża Twoje kolana i kręgosłup. Stajesz się pierdołowaty, wolny i lękliwy. Pojawia się groźba cukrzycy, słabnie serce i krążenie. Będziesz kaleką w wieku cztedziestu lat, niezdolnym do żadnego wysiłku, a moi chłopcy pękną ze śmiechu, gdy przyjdziesz do punktu werbunkowego Męskiej Armii Rewolucyjnej. Tłuściochom kury szczać prowadzać, a nie służyć pod tak wybitnym dowódcą, czyli mną. No, chyba że wniosą sowitą opłatę członkowską; grzech obżarstwa w takim wypadku, zgodnie z braćmi odpuścimy, mile w naszych progach ugościmy.

In plus - Mięśnie rosną, głos basowieje, tężeje, dojrzewa. Stajesz się bardziej męski, a Pan sierżant ciągle na baczność... wytrysk jak piramida w Gizie, pod samo niebo, bezczelnie, śmiało. Zdrowie się poprawia, siła rośnie, zapał i ochota na igraszki z Paniami - także. Stajesz się doskonałym żołnierzem, którego pełnego sił i mocy wyślę na front, by walczył dla mnie, naczelnego wodza Męskiej Armii Rewolucyjnej.

6. Zapisz się na siłownię i boks. Zacznij trenować, nabierz siły, wytrzymałości i dyscypliny. Przegnaj precz cherlawość ciała i charakteru. Ćwicz mięśnie, ale mądrze. Nie zawsze dużo znaczy dobrze. Skasować mięśnie każdy umie; problem w tym, że mięśnie rosną tylko w trakcie odpoczynku. Koniecznie tu zajrzyj, i mniej ćwicz KLIK Boks da Ci nawyk walki mimo strachu. Umiejętnie pokieruje Tobą w sytuacji zagrożenia, oddając Ci do dyspozycji najgroźniejszą broń człowieka, w walce z innym człowiekiem - ręce. I głowę, byś wiedział kiedy uciekać, co najczęściej jest najlepszym wyjściem z takiej sytuacji. Lew ucieka, tygrys ucieka - to kim my jesteśmy bracia, by nie uciekać jak sam król dżungli? gdy mnie pytają czy chcę się bić, zawsze odpowiadam że jestem jak lew. No cóż, dwuznaczna odpowiedź, ale mądra, jak wszystko co z mych ust płynie.


7. Medytuj nad naszym praprapradziadem, którego zdjęcie jest na górze strony. Kontempluj i oddaj mu szacunek. To twórca naszej dzisiejszej potęgi, a dziś w prostej linii jego synowie, są w siłach specjalnych Męskiego Zakonu Braci Uciśnionych (wstań gdy czytasz te słowa, nędzniku)

Odznaka sprawnościowa

Męska Armia Rewolucyjna. Dywizje liniowe, i elitarne. W liniowych służą moi chłopcy, a w elitarnych ci którzy się bardzo wykazują, mają talenty. Nad nimi elita elit, Męski Zakon Braci Uciśnionych. Niewiele o nich wiadomo, a wszyscy żołnierze wzdychają z zazdrości widząc tych niebiańskich wojowników, jak szybko pomykają po drzewach i jedzą banany. To komandosi, specjalnie wyselekcjonowani przez demokratycznie wybrane władze Armii, i zatwierdzone przez wodza, czyli mnie.


Egzaminy na żołnierza dywizji liniowej. Duże straty, wielka ofiarność, podziw i szacunek innych samców. Dziesięć podciągnięć, pięćdziesiąt pompek, dwie udowodnione ciąże.


Egzamin na członkostwo w dywizjach elitarnych. Dwadzieścia pięć podciągnięć, sto dwadzieścia pompek, osiem udowodnionych ciąży.


Egzamin do legendarnych, owianych tajemnicą, zabobonnym strachem i podziwem sił specjalnych zakonu. Dwutygodniowy turnus w Ciechocinku Pań po czterdziestce, i potwierdzone przez wywiadowców minimum dwadzieścia ciąż. Odznaka sprawnościowa "sprawca licznych ciąż" do przyczepienia na ramię.

Wunderwaffe

Zdradzę wam moją wielką wizję. Koniec czasów, armageddon; gigantyczna bitwa. Moja Armia z jednej, a z drugiej siły wroga, Dywizje feministyczne. Wrogie armie zbliżają się do siebie by zabijać miłość w związkach, i wtedy na mój znak moi chłopcy zrzucają ciuchy; reakcjonistki piszczą z zachwytu widząc umięśnione, opalone torsy, błyskające bielą zęby, doskonały pedicure na stopach moich chłopców, i jeszcze wspanialszy manicure na ich owłosionych dłoniach, a także wymodelowane, wyżelowane fryzury. Wtedy nastąpi oskrzydlenie wroga, i do szczególnie niebezpiecznych, agresywnych kucharek, zbliżą się moi chłopcy z jedenastej dywizji elitarnej waffen "Chippendales", którzy do walki trenowali na siłowni i dietą South Beach. Przed sobą niosą romanse, a także włączone na przenośnych odtwarzaczach seriale miłosne i komedie romantyczne. Na polu bitwy dochodzi do gwałtownych zbliżeń i kopulacji. Wszędzie słychać wrzaski i krzyki szczytujących Pań, jęki i spazmatyczne tchnienia z kobiecych piersi się dobywające.

Generałowa Kazimiera

Generałowa Kazimiera obserwując sytuację wrzeszczy wściekła, czerwone okulary (doradzone przez stylistę kobiecej armii, pułkownika Jacykowa) jej się przekrzywiły i spadły na nos, tryska śliną wokół siebie. Okłada nahajką obraźliwych słów i strzela z cynizmów w  najbliższych sobie oficerów w spódnicach, które uniesione na fali powszechnego entuzjazmu, uciekają by z radością poddać się moim elitarnym siłom. Po bitwie uradowane i chichoczące Panie, odchodzą na drżących nogach przytulone do moich chłopaków, rodzą im dzieci i siedzą w kuchni obierając ziemniaki. Tymczasem ja i moja wierna gwardia, komandosi z zakonu, zabieramy się za piszczące z oburzenia dowództwo wrogiej armii, i wiadomo, jak to na wojnie; zapładniamy.

Jądro ciemności

Gdy zbliżamy się do jądra ciemności, z szałasu dowódczego pełnego szminek, perfum, maseczek ogórkowych, wybiega generał Kazimiera. Oblizuje się lubieżnie, i mówi do mnie; wygrałeś wodzu! a teraz zrób ze mną co trzeba, weź mnie w miłosny jasyr! oczy jej się błyszczą, nieśmiało poprawia fryzurę, oblizuje spierzchnięte z żądzy usta na myśl o byciu nałożnicą wielkiego zdobywcy. Wielki wódz w otoczeniu swoich wiernych pretorian, zeskakuje z konia, leciutko się uśmiecha, i mówi do mizdrzącej się generałowej. Pani Generałowo... Tak?! przerywa gwałtownie Kazimiera, dysząca i rozgrzana do czerwoności, wilgotniejsza niż poranna rosa. Pani Generałowo, zaczął znowu Wódz. Jestem mężczyzną, wodzem Męskiej Armii Rewolucyjnej, diakonem Męskiego Zakonu Braci Uciśnionych, guru dla poszukujących męskiej prawdy, światełkiem w tunelu dla wątpiących, heteroseksualistą, szowinistą, seksistą, skromnym facetem który lubi robić dobrze; ale nie zoofilem. Na rożen z tym prosięciem! wrzasnąłem do moich chłopców. Tak Panie Wodzu Naczelny! radosny chór głosów wzbił się ponad pola chwały, i niebiosa żądne krwi. Wraz z głosem słychać było burczenie w brzuchach tysięcy moich chłopców, zmęczonych ciężką bitwą, i odgłosy przełykania śliny gdy chłopcy patrzyli się pożądliwie na związaną, wściekle wierzgającą krótkimi, krzywymi nóżkami, niesioną nad ognisko generał Kazimierą.

piątek, 09 listopad 2012 12:58

Kobiety częściej zdradzają...

Kobiety zdradzają częściej niż mężczyźni. Zdrada to chocholi taniec, na miękkiej jeszcze, cmentarnej ziemi. Grób jeszcze pusty, lecz lada chwila wypełnią go martwe ciała odwiecznych kochanków; miłości i zaufania. Gdy zapadnie zmrok, powstaną z martwych by pić ich krew, a ich imiona i oblicza diametralnie się zmienią; nienawiść i ból, taki ich od tej pory nazywać będą. Zmienią żyjących na swój przeklęty obraz i podobieństwo, a wieczność pocałunkiem w szyję zadana, w bólu i marności czekać ich będzie.

Podbrzusze związku

Zdrada... jest to czyn podły, gdyż wymierzony w ufne podbrzusze związku. Przyczyna zdrady to przede wszystkim brak emocji; gdy seks staje się przewidywalny, doskonale znany, emocje jak polane wiadrem wody ognisko ulegają wygaszeniu. Seks to doznania fizyczne, ale przede wszystkich psychiczne, emocjonalne. To emocje uruchamiają ośrodki przyjemności i bólu, znacznie silniej niż tarcie Żylastego o ścianki wilgotnej, różowej Kudłatej. Wyobraź sobie, że wygrałeś kilka milionów; rośnie ciśnienie, pojawiają się skrajne stany emocjonalne. To tylko myśl, prawda? nic się realnie nie stało, nadal jesteś tam gdzie przed chwilą byłeś, ale prawie latasz w ekscytacji pogrążon. Wyobraź sobie że to czego zawsze pragnąłeś, właśnie się spełnia na Twoich oczach; wspaniały stan, prawda? nie musisz nic robić, działać, wystarczy coś co wzbudzi emocje, i samo to może sprawiać że odczuwasz wielką przyjemność, zadowolenie; albo na odwrót, cierpisz i płaczesz, chcesz umrzeć by ból przestał chociaż na chwilę drażnić nerw istnienia, nieustępliwym, bezwzględnym staccato stomatologicznej wiertarki. Emocje są najsilniejszymi kierowcami Twoich działań. Jeżdżą ostro, brutalnie, skręcają z piskiem opon. Czasami źle przeliczają swoje umiejętności, i nadziewają się na barierkę kończąc wyścig, przegrywając i tracąc zdrowie. Gdy gasną emocje, gaśnie radość i drżenie ciał na myśl o seksie. Ciało kobiety chłodnieje, zamiera, pogrąża się w lodowatych, błękitnych toniach. Atomy pożądania w cząsteczce związku, kończą żywiołowy taniec, marnieją, nikną.

Wrzosowiska niespokojnych myśli

Wielu braci o tym po prostu nie wie; ich koledzy to erotyczni neandertaczycy, a żadna kobieta im tego nie powie; najczęściej w ogóle tego nie wie. Skąd ma wiedzieć? rodzice naciskają na faceta z dobrym zawodem, pieniędzmi, znajome na przystojnego. Każdy ma swoje pragnienia i cele, i myśli że inni też tego potrzebują. Rodzice wiedzą że w życiu liczy sie pieniądz, wygoda. Polecają zamożnego notariusza, architekta. Nieistotne że konusowaty i brzydki, inny cel jest dla nich znacznie ważniejszy. Koleżanki chcą się pokazać i piszczeć z zachwytu, więc polecają Justina Biebera. Nikt nie rozumie że dziewczyna może mieć swoje własne potrzeby, pragnienia, preferencje. Czy ciocia albo babcia klepiąca bezustannie różaniec, opowie im że w młodości prawie zemdlała z rozkoszy, gdy była brana przez kryminalistę i bandziora w ciemnym, obszczanym zaułku? nie, ponieważ to jest ich grzeszny skarb, głęboko skryty we wrzosowiskach niespokojnych myśli. Prędzej powiedzą coś na księdza proboszcza, niż wyznają swe prawdziwe młodości przewinienia. Wstydzą się swych prawdziwych pragnień, i wciskają kit młodej dzierlatce; facet ma być miły, rycerski, przynieść śniadanie do łóżka i naprawić zepsutą spłuczkę. Pierwszy do komplementów, kościoła i ciastkarni, geriatryczny czempion, zdobywca zatwardziałych, miażdżycowych serc. Takim ideałem starszych Pań, staje się Rysiek z Klanu. Ich potrzeby seksualne wraz z wiekiem wygasły, więc marzą o ciepłym, serdecznym miśku który naprawi cieknącą rurę i upiecze pyszne ciasto. Ich wiekowe ciała, pobudza i elektryzuje już tylko myśl o ciepłej herbacie i pysznym makowcu, oraz naprawieniu telewizora by chociaż na chwilę uciec od mąk starości, w iluzoryczne rozbłyski seriali. Starsza kobieta, najbardziej nawet życzliwa, nie zrozumie potrzeb młodej dziewczyny ani młodego faceta. Jej rady są nie tylko bezużyteczne, lecz jeśli ktoś im wierzy, niezwykle szkodliwe. Twierdzą że znają życie? a gdzie tam znają. Tylko jego wycinek. Serial, kilka znajomych, przeważnie zmyślone opowieści innych ludzi. Na takiej kruchej, pękajacej jak wiosenny lód podstawie, ma być określana znajomość życia? wiedza o miliardach ludzi, trylionach planet, niezbadanych głębi oceanu i nieba?

Sławojka w zimę

Młoda dziewczyna, otępiona propagandą babć mam i ciotek, odczuwa wewnętrzny, potężny jak wiosenna burza konflikt. Gdy ogląda z wypiekami na twarzy Klan, Rysiek ją śmieszy, a na myśl o spędzeniu z nim całego życia ma odruch wymiotny. Tymczasem osiedlowy osiłek, którego widziała jak siedział na studencie, i obijał mu z całej siły twarz pięściami, spojrzenia podziwiających go kolegów, skrwawiona, wykrzywiona w grymasie przerażenia i upodlenia twarz przyszłego magistra marketingu; sprawia że jej uda drżą same z siebie, oddech i puls gwałtownie przyśpiesza, a fala uczuć wzbiera w jej głębi z całą swą mocą. Bandyta, tępak, kryminalista; i co z tego? angażuje emocje, przyjemnie pożera nudę. Aktywuje genetyczne wspomnienia jej pra pra babci, która łkała ze szczęścia że najsilniejszy małpiszon w jaskini z nią kopuluje. To nic że pobije jak ma zły humor, to nic że obsiusia po seksie by oznaczyć ją jako swoją własnośc, to nieważne; a co jest ważne? poczucie bezpieczeństwa, ciepłe mięso codziennie dla niej i jej młodych, ochrona i brak lęku przed atakami innych owłosionych kobietek, i podnieconych, słabych samców. Ta informacja pędzi jak goniec pod Termopilami, przez genetykę wszystkich kobiet, i wzbudza silne, oszałamiające emocje. Strategie przetrwania w czasach gdy człowiek był prymitywny, są nadal aktywne w dzisiejszym świecie. Cywilizacja w obecnym kształcie, istnieje kilkadziesiąt lat. Nie wszędzie, nawet w polsce są czasami miejsca gdzie zamiast ciepłej toalety w domu, trzeba wystawiać w zimę tyłek, na mroźne podmuchy wiatru w sławojce na polu. Kilkadziesiąt lat, gdy kobieta może sama przetrwać, kontra kilka tysięcy lat, gdy kobieta mogła przetrwać i mieć poważanie, tylko dzięki silnemu, płodnemu samcowi. To w nas tkwi, i tkwić będzie jeśli cywilizacja przetrwa, co najmniej tysiąc lat.

Jądra miarowo klaszczą

Rysiek angażuje niewykształcony i nieużywany u kobiety zmysł logiczny, czym wzbudza jej wściekłość. Rysiek prosi, przekonuje; samiec alfa rozkazuje. Gdy Rysiek prosi nieśmiało o seks pod kołdrą, samiec alfa podchodzi od tyłu w kuchni, gdzie intelektualistka z magistrem socjologii zaocznej, robi mu naleśniki; obleśnie ją obmacuje i brutalnie ściska piersi głośno dysząc, nie przejmując się jej nieśmiałymi odmowami, po czym gwałtownie, nie dbając o nawilżenie, zadziera fartuszek i kieckę, wchodzi w nią. Dziewczyna jest oszołomiona, widzi gwiazdy za dnia, a emocje sprawiają że wznosi się, lewituje duchowo w przepiękne, rajskie krainy. Samiec alfa śmierdzi moczem i petami, wchodzi brutalnie w swoją kobietę a jego jądra miarowo klaszczą o jej zgrabne, jędrne uda. Jęczy i sapie, za nic mając wszelkie zasady savoi vivre. Pod koniec łapie ją mocno za włosy, sprowadza na kolana i zmusza do połknięcia swojego nasienia. Wyciera penis o obrus bądź firankę, i idzie do telewizora pooglądać film z Clintem Eastwoodem, a cała w pąsach i dziwnie radosna dziewczyna, skacze z naleśnikami i piwem koło swojego samca. Rysiek prosi nieśmiało o seks, kobieta jest rozdrażniona, opierdala go, chrumka coś o niedojrzałości emocjonalnej, byciu pustym i płytkim. Płacze litujac się nad swoim, zniszczonym przez Ryśka życiem. Pogrąża w otchłani marzeń, gdzie przystojny i wysoki szejk zakochuje się w jej pomarszczonych cyckach, funduje jacuzzi, szampana, ślimaki i nowego rollsa. Rysiek przeprasza, kaja się w potężnym poczuciu winy, marzy o kupieniu kwiatów i prezentu swojej ukochanej. Zasypia na kanapie w pokoju, a przedtem cichutko, żeby żona nie usłyszała, onanizuje się wyobrażając sobie jak leży na pomarszczonym, wypchanym kartoflami wzdętym brzuchu połowicy. Ejakuluje w skarpetkę, którą wstydliwie chowa pod oparcie kanapy. Śpi niespokojnie, rzuca się, ma pełne poczucia winy koszmary senne. Samiec alfa spi głęboko. Chrapie i popierduje przez sen, zajmując niemal całe łóżko; na jego brzegu leży dziewczyna, bojąca się nawet poruszyć by nie obudzić swojego misia. Niech śpi ukochany, jutro idzie do pośredniaka, musi być wyspany; intelektualistka spoglądając na nieogolonego troglodytę, od którego śmierdzi kiszonymi bąkami, uśmiecha się tak samo jak wtedy gdy ogląda komedie romantyczne z happy endem, gdzie wszyscy są szczęśliwi. Jej wyobraźnia doładowywana przez marzenia o białej sukni, serialach miłosnych, komediach romantycznych i tasiemcach brazylijskich, rysuje jej wspaniałą, pełną szczęścia przyszłość. Rysiek za to nie musi wygodnie spać. Będzie zapierdalał kilkanaście godzin w hurtowni, więc śpi jak pies na kanapie, bo wygoniła go w jego własnym mieszkaniu, wiecznie niezadowolona ślubna połówka.

BMW w gazie

Rysiek to wytresowany kundel. Podaje łapę na żądanie, domaga się pieszczot, prosi o drobne z własnej pensji którą grzecznie oddaje. Wierzy w religię, szczerość rządu i że USA walczy o wolność na świecie. Ma ideały, i chce by jego kobieta była szczęśliwa. Uważa że szczęście obcej osoby jaką w istocie jest jego kobieta, jest całkowicie zależne od niego. Wierzy święcie w ukochane przez kobiety powiedzenie, że "łzy kobiety są porażką mężczyzny". Gdy więc szczęścia nie ma, stara się coraz bardziej. Gdy to nie skutkuje, a nawet pogarsza sytuację, wpada w silne poczucie winy, i zarzyna się by dać szczęście kobiecie w prezentach i podlizywaniu zaklęte. Samiec alfa to niesforny, złośliwy pitbull. Nie podaje łapy, tylko wgryza się zębami w proszącego. Ma gdzieś swoją kobietę i jej emocjonalność, ponieważ dla niego liczy się tylko jego własna przyjemność. Nie wierzy w kapłanów, rząd, wojny obronne i bombardowania humanitarne; wie że wszyscy chcą go wydymać, a wie  o tym doskonale bo on sam wszystkich chce wyruchać, a tylko ludzie jego pokroju idą do polityki. Rysiek chce demokracji, samiec Alfa dyktatury. Rysiek chce załatwiać sprawy pokojowo, rozmowami, samiec alfa najpierw rozbije komuś łeb cegłą, zabierze mu portfel, komórkę i skórzane buty, a później stawia żądania. Rysiek płaci podatki i haracz państwu, a samiec alfa oszukuje urzędy na każdym kroku. Rysiek ciężko haruje na swoją rodzinę (która nim gardzi), samiec alfa wyłudza za łapówkę rentę i zasiłki w mopsie. Rysiek jeździ fabią z salonu, samiec alfa używanym, czarnym BMW w gazie. Dla Ryśka inni kierowcy to przyjaciele, dla samca alfa ci co jeżdżą od niego wolniej to frajerzy, a ci co szybciej idioci.

Rysiek stara się każdą wolną chwilę poświęcić rodzinie, samiec alfa wyłącza komórkę i idzie z kumplami na wódkę i dziewczynki. Gdy Rysiek wraca trzeźwy jak wieprz z imprezy imieninowej w pracy, przynosi czekoladki i kwiaty w przeprosinach, kajając się gdy kobieta płacze i wrzeszczy że swoimi wyjściami niszczy rodzinę. Gdy samiec alfa wraca z dwudniowej libacji, jego kobieta chowa się w szafie, a wychodzi tylko po to by sprzątnąć po samcu alfa, który nasrał w łóżko.

Kobiety jak kurewki

Morał? Rysiek po tragedii życiowej i utracie możliwości zarobkowania, zostaje sam, bez mieszkania i z wyrokiem za znęcanie się nad rodziną. Samiec alfa w takiej sytuacji ma wierną, kochającą kobietkę, która koło niego skacze. Dlaczego tak jest? dlaczego to jest tak kurewsko, nieprawdopodobnie niesprawiedliwe? emocje. W nich znajdziesz klucz do serca kobiety. Kobiety zachowują się jak kurewki, i same nie wiedzą dlaczego tak jest. To emocje, genetyka, może coś jeszcze... same próbują to tłumaczyć zaiskrzeniem, i Bóg wie jakimi bzdurami. Takie jest życie, i nie mów mi bracie że tego nie wiesz; wiesz, ale sam się oszukiwałeś, całe życie. Rozejrzyj się wokół; wszędzie korupcja, zlodziejstwo, morderstwa, katastrofy i klęski naturalne. Byli TW sprzedający swoich kolegów za pieniądze rządzą państwem, a faceci w służbach którzy wyrywali paznokcie i mordowali porządnych ludzi, żyją spokojnie na dostatniej emeryturze. Opozycjoniści konają z pięćset złotową rentą, a TW Bolek który wdrapał się po ich spracowanych karkach na sam szczyt, upaja się swoją sławą, noblem i tytułem mędrca europejskiego. Żydzi których Polacy ratowali najwięcej w europie, kosztem swych rodzin i potwornej kaźni, nienawidzą nas, i szkodą jak tylko mogą. Jedyny honorowy kraj, który wypełnił swoje zobowiązania wobec innych, został wielokrotnie zdradzony i zmasakrowany, a teraz staje się winnym holocaustu, rzekomo niesprawiedliwego zaboru ziem odzyskanych, i współsprawcą zbrodni nazistów - nie niemców, ci byli tymi dobrymi. To mityczni naziści byli źli. Niemcy z aliantami z nimi walczyli. Słodkie zwierzaki zjadają się nawzajem, a silniejszy robi rzeźnię słabszym. Wygrywa kurestwo, zdrada i spisek. Nieliczne jasne momenty historii, to zbyt mało by taki stan trwał wiecznie. Taki jest ten świat, i takie jego zasady. Emocje.

Bądź alfa Romeo

Kanalia, samiec alfa w wydaniu prostackim, czuje to instynktownie. Taki po prostu jest. Ty już znasz proces, wiesz o co chodzi. Bądź samcem alfa, nowoczesnym i dobrym. Znaj zasady. Nie wierz gdy mówią Ci coś innego, kłamią albo pieprzą, nic nie wiedzą. Rozejrzyj się, wejrzyj głębiej niż słowa; te są za darmo, nic nie kosztują. Świat pełen jest kłamstwa i bredni, więc zachowaj czujność, uważność. Jeśli chcesz mieć związek, ważniejsze niż kwiatki i cukier w czekoladzie, są emocje. Nie musisz bić, krzyczeć, po prostu je wzbudzaj na wszelki możliwy sposób. Niech będą kojarzone z Tobą. Oto moja nauka bracie samcu. Idź w świat, i niech dobrze Ci się z nią wiedzie.


A oto i druga nauka; gdy kobieta zdradza, wie że źle robi. Wie; przez ułamek sekundy. Później włącza się system obronny, i kobieta uważa że jest niedoceniania przez swojego faceta. Nie troszczy się o nią tak, jak długowłosy homoseksualny model, grający romantycznego milionera Huana w brazylijskiej telenoweli. A więc należy mu się kara. Żadna kobieta nie przyzna że źle zrobiła. Każda jest niewinna; jak łza, której wylewanie należy do standardowych umiejętności, obok równie koniecznych do życia, jak nałogowy shopping, czy maratony komedii romantycznych z podstarzałym Hugh Grantem. Ważna nauka, której nie uświadczysz od kobiet; jeśli Twoja wybranka kłamie i mataczy w drobnej sprawie, w dużej też będzie. To nawyk. I tyle. Możesz się oszukiwać że się zmieni, że jest inna... sam zobaczysz. Oby nie za późno.

Zapisujcie się do newslettera. Wpiszcie meil w biały prostokąt na dole strony, i bądźcie zawsze na bieżąco. Muza którą polecam do tego felietonu, to Kaczor.

środa, 07 listopad 2012 13:20

Rybka zwana pożądaniem...

Wędkarz zbiera ekwipunek, wykopuje robaki w ogrodzie. Pakuje się do auta i jedzie nad jezioro. Wyjmuje sprzęt, składany stołeczek, grzybki marynowane, ćwiartkę wódki i czerwone caro.


Jedną z moich byłych zapamiętałem bardzo wyraźnie; to była bardzo atrakcyjna dziewczyna. Jakby tego było mało, odnosiła się do mnie z czymś, co brałem za szacunek. Bardzo mi to imponowało, sprawiało że czułem się mądry, męski i silny.


Nakłada szamoczącego się robaka na haczyk, i zarzuca wędkę. Otwiera termos z herbatą, którą leniwie popijając obserwuje dryfujący spławik. Wie że ryby są, gdyż skaczą w oddali po nierównej toni; ale żadna jeszcze nie zdecydowała się na konsumpcję wierzgającej pyszności, z niespodzianką w środku.


Słuchała mnie z uwagą, i zawsze z zainteresowaniem patrzyła mi w oczy (a miała piękne, niebieskie, jak oceaniczna bryza) więc miałem wrażenie że spija mądrość z mych warg. Seks był cudowny; nieograniczony gumową nieufnością, a cieśnina gibraltarska w którą codziennie wpływałem swoim lotniskowcem (z napędem jądrowym), była niebezpiecznie i upojnie ciasna. Dwa razy dziennie podrywałem z pokładu bojowe messerschmitty, żeby sobie polatały. Wtedy podjąłem decyzję, właściciwe sama się podjęła; chciałbym w tym ciepłym, bezpiecznym porcie zacumować na stałe.


Wędkarz pochrumkuje z zadowolenia (a na jego wąsach tkwią okruszki bułki z szynką, którą przed chwilą jadł); spławik drga jak w febrze. Robak właśnie jest jedzony, wystarczy więc chwilkę odczekać, i gdy poczuje się ten moment, mocno pociągnąć wędkę ku górze, ku zwycięstwu.


Przestała mnie słuchać z taką uwagą jak przedtem. Pojawiły się momenty gdy nie patrzyła mi już w oczy. Z jej oczu zniknął blask i żywotność, a miejsce spokoju zajęła nerwowość. Cembrowina naszej namiętności, zaczęła ukazywać coraz większe rysy. Port był coraz częściej remontowany, włącznie ze strefą zakazu lotów. Dwa pozostałe porty zapasowe, także doznały awarii i były zamknięte dla mojej coraz bardziej nerwowej flotylli.


Wędkarz z błyskiem w oku szarpie wędką. Ryba szarpie się w kompulsywnych drgawkach, jest całkowicie oszołomiona brakiem tlenu, potwornym bólem i jasnością świetlistej jutrzenki. Przed chwilą była w życiodajnej wodzie, a za chwilę sunie z wizgiem w górę, ku słońcu w akompaniamencie potwornego cierpienia, by za chwilę boleśnie upaść, mocno uderzyć w ziemię.


Przestała odbierać telefony. Znikała gdzieś na kilka dni. Dzwoniłem kilkaset razy dziennie, bojąc się że może wypadek, napaść? nie odbierała. Później tłumaczyła się że miała depresję. Zaczęły się ataki rozdrażnienia, niekiedy agresji. Wszystko co mówiłem było złe, niedobre. Faceci jej koleżanek z pracy mieli fajniejsze samochody, większe mieszkania, zabierali swoje kobiety na modne imprezy. Ja nie mogłem, pracowałem w bibliotece za siedemset złotych. Port na chwilę się otworzył, lecz po wpłynięciu w spokojne wody, został chwilę przed poderwaniem do góry mojej eskadry myśliwców zawrócony. Zarządca portu złośliwie zachichotał, widząc frustrację załogi lotniczej. Lotniskowiec obrażony i wściekły zawrócił.


Ryba leży na trawie. Wschodzące słońce oświetla ponurą świetlną falą, rozpaczliwą walkę o tlen. Skrzela umierającej istoty rozpaczliwie drgają, próbując zdobyć chociaż odrobinę tlenu. Szeroko rozwarte oczy nic nie rozumieją, są w stanie silnego otępienia.


Nie pomaga żadna rozmowa, próba dowiedzenia się o co właścicie jej chodzi. Jeśli nie chce ze mną się spotykać, niech powie, oszczędzimy sobie bólu, ranienia się. Nie chce powiedzieć. Rozłącza rozmowę, wyłącza telefon. Później płacze, mówi o mojej niedojrzałości emocjonalnej. Zacięcie milczy gdy o to pytam. Umawia się ze mną, i nie przychodzi na spotkanie. Później przeprasza, płacze. Chce bym zrozumiał, ale gdy pytam co, znowu się rozłącza i wyłącza telefon.


Ryba leży na trawiastym zboczu. W nocy padał deszcz, więc ostatni, pozbawiony już nadziei skurcz gasnącego ciała, sprawia że spada i wlatuje do wody. Uwalnia się od wściekle wrzeszczącego wędkarza, który właśnie stracił swoje trofeum.


"Skarbie, dzięki za wszystkie chwile razem, ale nie jesteśmy w stanie dłużej ze sobą być. Przepraszam jeśli Cię czymkolwiek uraziłem, i proszę byś dała mi już spokój. Życzę powodzenia i pozdrawiam"


Ryba jest wolna, ale nadal oszołomiona jest brakiem tlenu, poraniona i krwawiąca od haczyka na który została złapana. Pełna jest niepewności i wątpliwości; przeżyła wielki ból, ale smak pysznego robaka nadal gdzieś tkwi w pyszczku; i kusi, szaleńczo kusi.


Pragnienie spala trzewia, tęsknota drży w sercu...


Wędkarz ryczy z frustracji. Nie rozumie jakim cudem ryba mogła spaść znowu do wody? zaślepiła go nadmierna pewność siebie. Wie i widzi że ryba ledwo płynie, ciągnie się za nią krew. Łapie siatkę, i próbuje przejąć kontrolę nad niekorzystną dla niego sytuacją.


Po tym gdy jasno postawiłem sprawę, czyli poinformowałem o końcu naszej relacji, dziewczyna dostała zastrzyku energii i motywacji. Ciągle pisze, odzywa się, chce porozmawiać. Ponieważ w lotniskowcu przegrzał się reaktor jądrowy, chciałem chociaż raz zawinąć do portu, by go nieco schłodzić i naprawić.


Wędkarz biegnie brzegiem jeziora za rybą. W końcu złapał ją znowu w siatkę. Wystarczy mocniej pociągnąć...


Dziewczyna jasno stawia sprawę; przestała brać tabletki antykoncepcyjne. Tak, chce bym zacumował i wypuścił chłopaków na rekonesans. Chce zacząć od nowa i być szczęśliwa, bo wszystkie normalne (z dużym naciskiem na te słowo) kobiety mają dzieci. Jeśli ją kocham i jestem dojrzałym emocjonalnie mężczyzną, to mam ściągać spodnie i wiem co mam robić. Ba! pewnie że wiem. Panie admirale! melduję że reaktory są sprawne i ochłodzone. Nie wiemy dlaczego, ale temperatura nagle drastycznie spadła. Wyciek zatamowany, wszystko sprawne. Co robimy? spierdalamy! wrzasnął histerycznie spocony admirał Marek.


Wędkarz się poślizgnął na brzegu, upadł; jego twarz zaryła w cuchnące błoto, siatka upadła do wody, a ryba spokojnie odpłynęła do domu.


Cała emocjonalna jazda której doświadczyłem, sprawiła że miałem dość. Chciałem definitywnego rozstania, smsy kasowałem bez czytania, zacząłem żyć po staremu. Ulga że to koniec nerwówki była znacznie większa, niż smak brzoskwinki utraconej. Emocjonalnie wracałem do normy. Pojawiła się koleżanka, która mnie wspierała w tym trudnym czasie. Korzystając z jej uprzejmości, zacumowałem w jej porcie, podreperowałem reaktory, zregenerowałem siły.


Wędkarz siedział na stołeczku, popijał wódkę i przekąszał grzybkiem marynowanym. Zaciągał się czerwonym caro, i mruczał pod nosem; żałosna, egoistyczna ryba. Pusta, niedojrzała emocjonalnie. Egoistycznie nie chciała wylądować na mojej patelni, tylko żyć, i po co? nie ta, to złapię następną. Głupich ryb nie brakuje w tym jeziorze. Któraś na pewno nabierze się na darmową zanętę.


Ryba zmutowała pod wpływem stresu. Omija pyszne, darmowe obiady, bo wie że nie ma darmowych obiadów. Wie już także, że za darmo jest tylko ser z pułapki na myszy. Trochę urosła, jest silniejsza, sprytniejsza. Byle wędkarz jej nie złapie. To musi być wędkarz z co najmniej magistrem z marketingu i zarządzania. Ryba pływa wolna, radosna. Wokół ryby już złapane przez wędkarzy, w drucianych klatkach, zanurzone w wodzie. Krzyczą, szydzą, drwią; jesteś sama rybko? nie masz partnerki? dzieciątek? prowadzisz smutne, żałosne życie! krzyczą i płyną do siatki, która jest granicą ich życia. Chcą płynąć dalej, ale boleśnie uderzają w drut, co sprawia że odczuwają jeszcze większą rozpacz i gniew. Krzyczą dalej, próbują ją zawrócić, chcą by dołączyła do klatki w której są, i żyła jak inne ryby. Tymczasem wolna ryba ich nie słyszy, odpływa ku ciepłym, gorącym otchłaniom błękitnych wód. Jej kompasem mądrość, drogowskazem instynkt, a bogactwem doświadczenie.


piątek, 02 listopad 2012 19:46

Kobieta nie zając...

Szanowni Państwo; zwróćcie swe mądre i przenikliwe spojrzenie, na zdjęcie powyżej. Widzimy tam Panią przed i po operacjach plastycznych. Operacjach, których koszt to ok. sto tysięcy pięknych, zielonych jak moje oczy dolarów. Pani ta oddała swą dłoń rozszalałemu z żądzy Panu Fengowi, który w miłych okolicznościach przyrody, jak Ronaldo dryblując i zwodząc obrońców bramki, strzelił celnego gola. Później okazało się, że ze spalonego...

Brzoskwiniowe rarytasy

Pani Feng nie posiadała się ze szczęścia, a Pan Feng szalał z radości że małżonka urodzi mu piękną córkę, przedłużenie rodu i krew z krwi Państwa Feng. Jutrzenka szczęścia, zdawało się będzie trwać wiecznie. Niestety, ta historia nie ma happy endu, ba! wręcz przeciwnie. Jakież było zdziwienie i rozpacz Pana Fenga, gdy córka okazała się być niewiarygodnie brzydka. Tak brzydka, że Pan Feng powodowany rozpaczą oskarżył swoją połówkę o skok w bok; podejrzenia że tonąca w łzach małżonka oddała się pozamałżeńskim uciechom, spełzły na niczym; to była córka Pana Fenga, który niestrudzenie drążył dalej sprawę. Okazało się że przyczyna była całkiem inna; Pani Feng była wierna, i między swymi udami ugościła rarytasami legalnego małżonka. Natomiast by zwiększyć swe szanse na zamążpójście, dokonała korekt chirurgicznych, i z żaby zmieniła się w królewnę. Zapomniała jednak o tym wspomnieć małżonkowi.

Ile drinków?

Drodzy Państwo; mawiają że po alkoholu nie ma brzydkich Pań. Ale nie wiem ile musiałbym wypić drinków, by uznać Panią z lewej strony za atrakcyjną. Natomiast Pani po lewej jest atrakcyjna i seksowna; chirurg ewidentnie wykonał kawał dobrej roboty. Mógłbym na trzeźwo wykonać niejedną czynność, kierowany wrodzoną pożądliwością. Jestem pusty i płytki? kieruję się wyglądem kobiety zamiast jej wnętrzem? ależ tak, oczywiście. A czy Panie nie piszczą z ekscytacji na widok ładnej torebki, czy ultra przystojnego faceta? no właśnie; remis.

Wybiórcza skleroza

Pan Feng poczuł się dotkliwie oszukany "sklerozą" małżonki. Wytoczył jej proces o oszustwo, który wygrał razem z odszkodowaniem w wysokości stu dwudziestu tysięcy dolarów, oraz złożył wniosek o rozwód. News ten zbulwersował i oburzył miliony romantycznych Pań, które łkały i szlochały wyobrażając sobie krzywdę i cierpienie, które stało się udziałem nieszczęsnej. Pan Feng stał się symbolem pustego, płytkiego, niedojrzałego emocjonalnie gówniarza, który zniszczył życie dobrej dziewczynie. Miliony igieł wbijało się w figurkę voodoo przedstawiającą Pana Fenga, przy akompaniamencie histerycznych wrzasków Pań na całym, Bożym świecie.




Jakie wnioski płyną z tej historii?


1. Liczy się tylko wnętrze; tę brednię powtarzają jak mantrę niemal wszystkie Panie, zakochane w komediach romantycznych. To niekończąca się żyła złota dla cwaniaków z wytwórni filmowych. Ciekawe tylko dlaczego w tych komediach grają same przystojniaki? na wierze w tę piramidalną bzdurę, polegają miliony kobiet które sa nieatrakcyjne, i chcą mieć faceta z wyższej półki. Taki facet nawet jeśli spojrzy na grubaskę o wyglądzie i umysłowości krowy, to jedynie ze współczucia. Wysoki, przystojny facet, lubi atrakcyjne, zgrabne dziewczyny; ta prawda jest od wieków zwalczana przez oburzone Panie, twierdzące (Bóg jeden wie na jakiej podstawie) że prawdziwy facet wybierze nieatrakcyjną, ale z bogatym wnętrzem. Tylko żeby poznać wnętrze, trzeba mieć do tego motywację i czas. Brudne kłaki, półmetrowe tipsy, brązowe zęby (jeśli są), wałki tłuszczu wylewające się z obcisłej bluzeczki, nogi jak kolumny korynckie i kilka podbródków, skutecznie do tego zniechęcają. Wiara w przeskoczenie pewnych ważnych spraw (uroda, zgrabność, urok osobisty) tkwi w narodzie jak kleszcz w pachwinie fartownego znalazcy.

Gnuśność...

Panie mylą także głęboką mądrość wewnętrzną, ze zwykłym nieuctwem i lenistwem. Otóż nadwaga nie bierze się z powietrza, tylko z nadmiaru kalorii. I tu wkracza do akcji odwiecznie chora tarczyca, geny i choroby metaboliczne; Pani nic nie je, a tyje. Niesamowite! nagle się okazuje, że każda Pani xxxl jest ciężko chora na i ma złą genetykę; oczywiście, są to żałosne i dziecinne próby wytłumaczenia swojego nałogu. Oznaczają one że mamy do czynienia z niedojrzałą emocjonalnią dziewczynką, a nie dorosłą, świadomą siebie kobietą. Mądra kobieta mówi wprost; jem, bo nie mogę się powstrzymać. To budzi szacunek, ba! wręcz podziw. Tymczasem która Pani się przyzna do lenistwa, gnuśności i samobójczych zapędów? przecież nadwaga to setki schorzeń, pękające żyły, zniszczone stawy (zwłaszcza kolanowe) cukrzyca, cholesterol, zawały, udary, i szereg innych, niezwykle bolesnych koszmarów dnia codziennego. Jeśli kobieta łga w żywe oczy w takiej w sumie śmiesznej sprawie, to jest ta opiewana przez duże Panie głębia, dojrzałość emocjonalna? w czym ona jest lepsza od tak pogardzanego "szkieletora", który jest przy okazji atrakcyjny?

Romanse i komedie romantyczne upewniają kobiety w tej szalonej wierze, a wiara ta daje nadzieję na cud. Oczywiście taki cud zdarza się raz na milion przypadków, co nie przeszkadza wierzyć wszystkim pasztetom że akurat im się uda. Niestety, to niemożliwe. Wiara jest łatwiejsza i wygodniejsza niż nałożenie dresu i spacerowanie, czy zdrowe odżywianie. Lepiej jest siedzieć przed tv, oglądać komedię romantyczną i zajadać się torcikami i kurczaczkami, a dwa kilo jedzenia zalać oczywiście colą light. "Dbam o figurę, piję tylko colę light; ale w ogóle nie chudnę, Boże dlaczego?!". Zwykła hipokrytka to jedno, są jeszcze Panie pasjonujące się "duchowością". Siedzą tak samo jak "zwykłe" grubaski przed tv (jedyna różnica to że czują się od nich lepsze, bardziej świadome i uduchowione) i wizualizują że chudną. Ok, to działa, ale organizm nie przepali kilku kg jedzenia dziennie siedząc. Podobnie jak od wizualizacji nie odrośnie amputowana noga. Jeśli podążasz do celu, musisz się zaangażować, myślenie nie wystarczy, musisz działać, zrobić COKOLWIEK. Np. wychodzić na spacery, ćwiczyć, jeść więcej warzyw. (owoców nie - cukier. Mleko nie - kazeina) Samo się nie zrobi.

Di Caprio

Autor niniejszych słów jest męskim pasztetem, i ani myślę uważać się za Di Caprio. Jestem brzydki biorąc pod uwagę ogólne kanony piękna, ale to wcale nie sprawia że źle się z tym czuję, wręcz przeciwnie. Kiedyś to przeżywałem, natomiast teraz jestem za to wdzięczny. Znając życie, siedziałbym teraz w norze z jakąś tłustą krową i planował samobójstwo. Niby dlaczego mam mieć związek i dzieci? bo wszyscy je mają? abstrahując od powiedzenia Pana Łysiaka "Miliony much nie mogą się mylić", powiedzcie mi proszę, czy znacie kogoś kto idzie wydeptaną przez stado baranów ścieżką i jest szczęśliwy? i owszem, wielu mówi że są. Ale może kłamią? nie chcą się przyznać do porażki? chcą poczuć się lepsi od tych, którzy jeszcze nie mają związku i potomstwa?

Taki przykład; małżeństwo, na zewnątrz super przykładne, kochające się. W domu jatka i rzeźnia, nierzadko mają oboje popodbijane oczy, kłótnie, wrzaski, wyrzucane przez balkon sprzęty. Gdy byli na imprezie rodzinnej mojej koleżanki, w "dobrej" wierze zadawali pytania; kiedy w końcu będzie miała dzieci, kiedy pozna faceta, kiedy będzie szczęśliwa? cały czas niby sympatyczna, ale jednak mocna, upadlająca i niszcząca presja. Współczujące, skrywające nieudolnie pogardę uśmieszki, szepty "ona ma ponad trzydziestkę i nie ma dzieci, jest bardzo nieszczęśliwa". Później płacz szczęścia przy koleżance że jest w ciąży, jaka to radość, jaki to wspaniały stan ducha, jak to cudownie mieć rodzinę i inne farmazony. Koleżanka była spełniona, ale presja zaczęła ją zmieniać, kropla wody drąży nawet skałę. Uwierzyła że czegoś jej brakuje. Uwierzyła takim oszołomom, które czerpały sadystyczną radość i satysfakcję z jej cierpienia. Same miały straszne życie, więc w ten sposób się dowartościowywały na koleżance i jej kosztem. I udało im się. Podkreślam; jeśli kobieta kocha faceta, chcą oboje mieć dzieciaki, jest to ich własna decyzja, nie dyktowana przez rodzinę i znajomych, to proszę bardzo. Właśnie o to mi chodzi, by żyć na własnej fali, a nie tak jak stado baranów. To ich ścieżka, ich życie; Ty żyj tak, jak czujesz że Ci to odpowiada. I żaden kapłan, autorytet czy doradca, nie ma prawa Ci mówić co masz pragnąć i jak żyć. Niech przestaną bredzić coś o Bogu; jak Bóg zechce, to sam Ci powie. W czym jesteś gorszy dla Boga, od samozwańczego boskiego posłańca, który nawiał z wioski od dojenia krów do seminarium, gdzie mu powiedzieli że od teraz jest boskim przedstawicielem handlowym? wiem, inaczej Ci mówili. No a co mieli mówić? że masz taki sam dostęp do Boga jak oni? i z czego by wtedy żyli? ano właśnie. Dlatego tak się starają, by od dziecińśtwa człowieka zastraszać szatanem, bo wtedy do końca życia będziesz nosić w sobie te brednie, zawsze będzie w Tobie strach i poczucie winy. Będziesz zawsze niewolnikiem, na niewidzialnej smyczy swoich własnych lęków.

Nie ta orbita

Takich trzydziestek znałem sporo. Desperacja, przede wszystkim silna nerwowość, wręcz panika. "Czas leci, muszę znaleźć chłopa, mieć dzieci, budować związek, rodzinę!". Ja na szczeście nie byłem w orbicie ich zainteresowań, z braku pracy i ogólnej niezaradności życiowej, którą się charakteryzuję. Za to byłem bardzo teraz modnym, fakin frendem, czyli kolegą do bzykania. Bardzo mi to odpowiadało, chociaż zawsze jakaś "życzliwa" osoba mi szepnęła że kiedyś zatęsknię za dzieckiem i żoną, i będę bardzo, ale to bardzo nieszczęśliwy, bo starego dziada żadna nie zechce; ba! mnie już teraz żadna nie chce. No cóż; takich gróźb słyszałem już wiele, i póki co ich wyznawcy smażą się w piekle własnych wyborów, a właściwie to nie własnych. Rodzina i znajomi za nich zdecydowali. Ja wolę myśleć sam za siebie, co wielu ma mi bardzo za złe. Zamiast zaakceptować mój wybór, straszą. Znają tylko tę metodę, w końcu sami jej ulegli więc wierzą że jest doskonała. Gdy ja jej nie ulegam, odczuwają złość. Czują gdzieś w środku że można było wybrać inaczej, nie dać się baranom i samemu zadecydować.

Słuchanie innych ma wiele wad; tych którzy doradzają, jest wielu. Który ma rację, skoro każdy autorytatywnie twierdzi że na pewno się nie myli? jeśli kilku ma różne racje w jednej sprawie, ktoś mylić się musi. Autorytety często są kanaliami, co nasza historia doskonale udowadnia. Co może mi doradzić taki ex senator Piesiewicz, moralista i sługa Boży, który został obfotografowany gdy prostytutki penetrowały jego odbytnicę dildo, wcześniej wciągając koks? co może mi mówić kapłan, kiedy później się okazuje że krył gwałcenie dzieciaków, krył Boskich posłańców dobrej nowiny którzy na całe życie skrzywdzili dziecko? albo Wałęsa, czyli TW Bolek; co może mi doradzić o życiu facet, który upijał kolegów i wycągał z nich pod pozorem przyjaźni informacje, a później na nich donosił bezpiece? dziękuję; podejmuję sam decyzję, i sam za nie ewentualnie beknę.



2. Pan Feng stwierdził że ożenił się z miłości, ale małżonka go oszukała i poślubił "falszywy jej obraz". Jeśli była to miłość, to tylko do ładnej twarzy i do własnego pragnienia posiadania ładnego dziecka. Gdyby kochał osobowość żony, nie rozstałby się z nią, to oczywiste. Spodobała mu się, była atrakcyjna, więc się z nią ożenił; miłości jednak w tym nie było. Gdyby kochał ją naprawdę, zostałby z nią.



3. Pani Feng ewidentnie go oszukała, i słusznie ma zapłacić odszkodowanie. Panie którym cisną się wulgarne słowa na pulchnych ustach, skierowane w moją stronę, niech same postarają się pomyśleć; żenicie się w fajnym facetem, którego rodzina z dwóch stron miała choroby psychiczne, i wynikające z nich samobójstwa. Wiemy że takie choroby sa dziedziczone genetycznie. Facet to ukrył, bo przecież liczy się tylko miłość; i co wy na to że wasze piękne, kochane dziecko, zacznie widzieć wszędzie diabły, i rzucać się na nie z nożem? albo latami będzie leżeć w łóżku i płakać, a wy będziecie musiały wycierać jego kał i mocz z łóżka? Inaczej; wasz facet jest super, ale ukrył że jego rodzice i dziadkowie umarli na raka. Nadal uważacie że to jest w porządku, że wasze ukochane dziecko może konać i wyć z bólu na onkologii? niech zgadnę; wyrwalibyście takiemu facetowi jądra. To skąd oburzenie na Pana Fenga? dobrali się idealnie; kobieta która myślała że kupi sobie szczęście urodą, i facet który szukał szczęścia w ładnym dziecku. Oboje puści - tak, znacie ten tekst; jak moje pieprzone konto bankowe, którego nr znajduje się na górze strony, w zakładce "O mnie".

wtorek, 30 październik 2012 11:13

Połówka pomarańczki...

Znana przypowieść zen mówi; gdy spotkasz Buddę, zabij go. Oczywiście, nikt nie zachęca adepta medytacji do morderstwa. Celem tego szlachetnego zajęcia jest zyskanie przebudzenia duchowego, a nie siedzenie pod celą z Panem, który bardziej niż naszym trzecim okiem zainteresowany jest okiem kakaowym; w celu intensywnej jego eksploatacji. Podążę ścieżką nieznanego mędrca, i stworzę przysłowie które przetrwa wieki; gdy spotkasz połówkę, szybko spierdalaj. No cóż, mamy dwudziesty pierwszy wiek, to i klasa poety lepsza, lepsiejsza; nie podżega do morderstwa jako lekarstwa na zaistniały problem, a preferuje dyplomatyczny unik.


Poduchy...


Gdy kupujesz samochód, sprawdzasz ile ma poduszek powietrznych. W razie wypadku ocalą Ci twarz, nogę przed amputacją, pozwolą żyć bez wózka czy respiratora gdy uszkodzisz rdzeń kręgowy. Czy masz zamiar spowodować wypadek? oczywiście że nie. Ale jeśli jesteś rozsądnym człowiekiem, wiesz że takie rzeczy się zdarzają, nawet gdy Twój samochód wyświęci sam biskup. To nie zależy od nas; to nie musi być nawet pijany warchoł, który po kilku głębszych czuje się panem autostrady w swojej fabii, może być to splot nieszczęśliwych okoliczności, dziura w jezdni... Gdy lokujesz swoje pieniądze, upewniasz się czy bank ma gwarancje, jakie zabezpieczenia, i czy Twoje pieniądze będą w nim bezpieczne. I tak jest dokładnie ze wszystkim czym się zajmujesz. Nawet w pracy; wiesz że złe zachowanie, spóźnienia i spory z szefem, doprowadzą Cię do rozwiązania umowy o pracę. Dlatego przewidując taki rozwój wydarzeń starasz się zachowywać tak jak trzeba, mimo tego że z natury możesz być kanalią i brudasem. Po prostu starasz się przewidywać następne ruchy na szachownicy życia, i to jest normalne. Ludzie zdają sobie sprawę, że różnie może się w życiu ułożyć. Raz są czytelnicy, raz ich nie ma; raz pod wozem, raz na wozie. Ci którzy nie starają się przewidywać, stoją w kolejce po nagrodę Darwina, a wybitne jednostki celujące w uśpieniu swojej wyobraźni, zyskują nieśmiertelną sławę. Np. taki Pan, który pozatykał wszystkie otwory w swoim domu, pozaklejał okna, i oglądał telewizję jedząc przez tydzień fasolkę; udusił się własnymi gazami. Mało tego, ratownik który pierwszy wszedł do jego mieszkania, stracił przytomność. Męska śmierć. Honorowa śmierć. Po prostu nie przewidział, że do życia potrzebne jest oddychanie w miarę świeżym powietrzem. Inny laureat, poszukując mocniejszych doznań niż te które dawał mu wibrator, wsadził sobie w odbyt końcówkę kompresora; to był wybuchowy człowiek. I wszędzie było go pełno. Ulubiony kolor? brąz wykuta w otchłani nieśmiertelnej czerwieni.


Połówka robaczywego jabłka


Wszyscy staramy się oszacować ryzyko, i niebezpieczeństwo z nim związane. Tymczasem nikt nie myśli w ten sposób o połówce. Połówka w założeniu, to osoba która sprawia że czujemy się spełnieni. Kiedyś, dawno dawno temu, jabłko spadło na ziemię. Jedna jego połowa była żeńska, a druga męska, i obie są rozdzielone. Stan szczęścia i harmonii, mogą odczuć gdy na powrót staną się jednością. Niemal wszyscy poszukują swoich połówek, a przemysł filmowy, pisarski i medialny oparty na tej idei, generuje miliardy dolarów zysku.  Ja osobiście wierzę w połówki, i dlatego jestem przerażony; będąc ofiarą tej wiary, zadaję się z puszczalskimi, ignorantkami, a także ciasnymi polonistkami, które pouczają mnie jak pisać.


Wiara w połówki z jednej strony ma sens, a z drugiej odpowiada za wiele tragedii i nieszczęść. Dlaczego? są na świecie osoby, które pasują idealnie do nas. Mają ciasne cipki, pachną tak że mamy momentalnie namiot, są dla nas serdeczne, uczciwe i lojalne; a z jednego czy dwóch bąków przy telewizorku, nie robią katastrofy. Wierzę w to że istnieją, ale wierzę także, a raczej wiem, że miażdżąca większość ludzi nigdy nie spotka swojej połówki. Wystarczy rozejrzeć się w okół; nikt nie poznał połówki, a wszyscy wierzą że może jednak im się uda. Takich pełnych wiary, można spotkać w każdej kolekturze lotto, wśród oparów nie do końca przetrawionej cebuli i taniej wódki; wierzą że może ich spotka szczęście. I nigdy ich nie spotyka. Zawsze kogoś, ale nigdy ich. Ale to im nie przeszkadza, wcale a wcale, nadal grają wierząc w ślepy fart. Niektórzy mówią że poznali połówkę, jak pewien Pan kilkanaście lat temu; mówił o tym swoim szczęściu rodzinnym mi i moim rodzicom, moja mama rozpływała się od tych wielkich słów, do czasu; wieczorem hałas rozbijanych słoików i butelek, a także słownictwo rynsztokowe, uświadomiły nam że tezy które stawiał ten Pan, były całkowicie bez pokrycia; dobrze że nie zabił w ataku furii swojej połówki pomarańczy.


Ludzie są uparci; w loterii genowej dostali końskie twarze, brzydkie, słabe ciała, urodzili się w nędzy, biedzie, rodzinie z problemem emocjonalno alkoholowym. W szkole dostawali wycisk, dostali mózgi które są tępe i niezdolne do nauki, myślenia abstrakcyjnego, harują za nędzne grosze, nigdy nic nie wygrali; ale wierzą święcie że trafi im się połówka, która nie zwróci uwagi na ich brak urody, pieniędzy, higieny... oczywiście, wiara jest potrzebna; żeby nie palnąć sobie w głowę, gdy człowiek uświadamia sobie rozmiar swojej głupoty.


Iluzja, sen...


Tak gloryfikowana wiara ma jeden wielki defekt; odsuwa Cię od przeżywania świata tu i teraz, w  myślowe abstrakcje. "Gdy spotkam jego, wreszcie będę szczęśliwa". A gówno tam będziesz szczęśliwa. Nie wierzysz mi? jasne że nie; dlatego Ci to udowodnię. Przeszłość to tylko wspomnienia, wzbudzenia elektryczne w naszym mózgu. Przeszłość nie istnieje, jest martwa jak moje konto bankowe po ostatnim shoppingu. Przyszłość natomiast w ogóle nie istnieje. Nie ma jej, to tylko pierdolona hipoteza. Optymista tworzy we własnej głowie pozytywne obrazki; zaliczy ładną panienkę, może z dzianymi starymi więc się ustawi jak trzeba, i szybko strzeli jej dzieciaka. Pesymista także tworzy obrazki, ale nieprzyjemne; okradną go, pobiją, w pracy znowu będą się nad nim pastwić a dziewczyna przyprawi mu rogi. Zwróćcie drodzy Państwo uwagę; i przeszłość i przyszłość, to tylko wizualizacje, twory mózgu. Ile tych wizji się spełniło? ile Twoich lęków się zmaterializowało? eksperymenty psychologów z pamięcią, wyraźnie ukazały jak potrafi być zawodna. Np. emocjonujące zdarzenie oglądane przez kilkadziesiąt osób ma taki efekt, że każdy wspomina inne szczegóły. To co widzimy, filtrowane jest przez naszą percepcję. Możesz wspominać, jak ktoś kiedyś zaklął i patrzył się na Ciebie, jakby chciał Cię zabić. Trzymasz w sobie te wspomnienie, onanizujesz się nim całymi latami... a tymczasem faceta bolał ząb, na który klął. Przypadkiem spojrzeliście na siebie, a ona nawet tego nie był świadomy. Jego oczy rzucały gromy a usta wyzwiska; ale nie do Ciebie. Takich pamięciowych błędów jest multum. Tkwienie w swojej pamięci, nie ma sensu. Raz że ona nie istnieje realnie, a dwa że prawie na pewno to co zobaczyłeś, zinterpretowałeś na swój sposób. Optymista widzi aż pół szklanki wody, a pesymista tylko pół szklanki wody. Mój ukochany przykład, który wbijam Państwu od lat do głowy; drzewo. Trzy osoby. Każda powinna ujrzeć to samo, prawda? wszystkie patrzą na drzewo. Tymczasem pierwszej z osób, ojciec się powiesił na drzewie, a ta osoba widziała to jako dziecko; wielki szok, trauma, zasikane spodnie z przerażenia. Druga osoba, pod drzewem miała swój pierwszy, wspaniały raz, z nauczycielką rosyjskiego; wielkie cycki, ciasna cipka, upojny zapach jej ciała... trzecia osoba, nie ma żadnych skojarzeń z drzewem. Trzy osoby, a każda zobaczy co innego; pierwsza zobaczy swój strach i poczucie bezbronności, druga wielką przyjemność, trzecia będzie znudzona; ot, zwykłe drzewo. Można na nim scyzorykiem wydłubać samczeruno.pl. dla zgrywy. Jedno drzewo, a jak każda z tych osób będzie je wspominać? ano właśnie. Twoja pamięć miesza się z emocjami, nie jest prawdziwa. To kolejny z powodów, by się z nią rozstać.


Tu i teraz


Jedyne co istnieje, to tu i teraz. Im mocniej wierzysz w jakąś ideę, obrazek w Twoim mózgu, tym mocniej jesteś odsuwany od tego co tu i teraz. Żyjesz we własnych obrazkach które sam zmyśliłeś, śnisz; i nie ma Cię tutaj. Większość swego życia spędzasz w "głowie" skupiając uwagę na myślach i emocjach, a nie w rzeczywistości. Idziesz po ulicy, z trudem rejestrujesz chodnik, szum aut, nie ma Cię tam; może jeden procent uwagi jest na tej ulicy, byś nie wpadł pod samochód czy innych ludzi. A reszta Ciebie, Twojej uwagi, gdzie jest? w myślach, wirtualnym świecie myśli i wyobrażeń. W iluzji, ponieważ ten świat nie istnieje. Siedzisz przed komputerem, ciepło, bezpiecznie, i trzęsiesz się ze strachu... skupiłeś swoją uwagę na złej myśli. Pochodzącej z rzekomej przeszłości, bądź nieistniejącej przyszłości. Ale jej nie ma, ona nie istnieje. Śpisz, po prostu masz sny. Życie prawdziwe, to życie w tu i teraz, w stanie w którym nie istnieją wizje, wspomnienia, ani żadne lęki. Żeby odczuć lęk, musisz stworzyć wizję i się na niej skupić. To Ty jesteś twórcą swego lęku; w tu i teraz nie ma strachu, nie ma bólu, i nie ma poczucia tragedii, zniszczonego życia. Jest błogość, spokój, radość.


Kat udający kumpla


Wiara w połówki, w szczęście które ma dopiero nadejść, to Twój kat i dręczyciel strojący się w szatki przyjaciela. Wszyscy wierzą w szczęście znajdujące się w przyszłości. Lepsza praca, większy samochód, dzieciak; później szczęście ma dać bachor na studiach, wnuki, i ani się obejrzymy mamy po sześćdziesiątce na karku, a szczęścia jak nie było tak nie ma. I jak zwykle, oczekujemy znowu na szczęście w przyszłości; rewaloryzacja emerytur, dopłata do sztucznej szczęki, darmowa laska czy wózek inwalidzki. Umierając, szczęścia znowu nie ma! wzywamy więc księdza, przepisujemy mu mieszkanie licząc na lepszy pośmiertny los, i oczekujemy na niebo w którym doznamy szczęścia. Tak żyją miliardy ludzi; mylą się. Nikt im nie powiedział że źle żyją, że szczęście jest tu i teraz, a nie w nieistniejącej przyszłości. Wcale nie trzeba oddawać kapłanom mieszkań, aut, pieniędzy; po co właścicielowi trylionów wszechświatów i galaktyk, nasz stary samochód czy mieszkanie? te lepiej oddajcie mi, swojemu ukochanemu felietoniście. Życia wiecznego za to nie zyskacie, ale może wasze dzieci i wnuki, nie spieprzą sobie życia jak wy sami sobie to zrobiliście.


Wiara w połówkę i w szczęście wiążące się z jej pojawieniem się, jest straszna. Zabiera Cię z tu i teraz, do nierealnego świata. Zabiera Ci wszelką radość, na konto przyszłej, która raczej na pewno nie przyjdzie. A nawet jeśli przyjdzie, czy skoro tyle lat oczekiwałeś szczęścia w przyszłości a nie w tu i teraz, czy będziesz umiał się nim tu i teraz cieszyć? wątpię. Nawyk to nawyk, a Ty umiesz tylko oczekiwać na radość. A kiedy ją poczułeś? tak bez powodu, z samego tylko faktu że istniejesz? widzisz - nie nauczono Cię takiej radości. Tresowano Cię inaczej; masz cieszyć się ze studiów, dobrej roboty, baby z cycem w domu i bachorów. Nikt Cię nie nauczył, że można i trzeba cieszyć się z samego istnienia. To radość, która nie przemija, jest wieczna. Okropne jest to co piszę, prawda? a czy nie jest okropne, pokładanie radości w babie która umrze, pieniądzach które wcześniej czy później stracisz, przedmiotach które zardzewieją i się rozpadną? czy nie jest straszne, że ktoś z kim wiążesz radość, wykorzystuje to i Cię gnębi? jeśli radość daje Ci kobita, to co wtedy gdy odejdzie? będziesz leżał zapłakany, zarzygany na ziemi, i wył żeby wróciła. Ot, szczęście.


Bajkopisarze znają prawdę...


Ale przejdźmy do innego problemu z połówkami. Patrzę na siebie; palenie rzucałem latami, aż wreszcie się udało. Nie palę już chyba sześć lat. Przez rok czułem się jakby mnie ktoś zgwałcił; bez życia, w depresji, cierpieniu i strasznym poczuciu braku czegoś bardzo ważnego. Z jedzeniem słodyczy toczę bezustanne walki, raz wygrywam, raz przegrywam, obecnie przegrywam z wielkim hukiem... i mam świadomość, że połówka gdy da mi te opiewane szczęście, to będzie wspaniale, a przynajmniej tak mówią w komediach romantycznych. A co się stanie gdy połówka zechce ode mnie odejść? ok, mówią że ma być na wieczność, ale... jeśli się mylą? skąd mają wiedzieć? czy któryś z bajkopisarzy tworzących scenariusze komedii romantycznych i miłosnych dramatów, spotkał połówkę? śledząc statystyki corocznych rozwodów i podziałów majątków, mniemam że nie... i co wtedy gdy odejdzie, zabierze mi wielkie szczęście, sens życia? podliczmy; rok zdychałem gdy rzucałem palenie. Batoników, czekoladek, żelków - do dziś trwają działania wojenne, a sukces nie wydaje mi się być za bliski. Chyba że zażrę się na śmierć. A tu wielkie szczęście; ile będę tym razem cierpieć? dwadzieścia lat? trzydzieści? a może od razu się powieszę nie mogąc znieść rozpaczy? gdy opuściła mnie pewna Pani, wcale nie połówka... ot, dobra cipa, jędrne cycki, dobre ruchanie (ale nie rewelacja), czasem coś mi upichciła (także bez rewelacji) załatwiałem broń by jej palnąć w łeb. Chciałem zastrzelić dziwkę, a później siebie. Chwała Bogu oprzytomniałem w porę; to co by było z połówką? odpaliłbym ją jak nic. A później siebie. Wiedząc to co może mnie spotkać, w razie spotkanie połówki, włosy dęba mi stają ze strachu, na samą myśl o połówce. Mój charakter, moja psychika, póki co nie ma oparcia w swoim istnieniu. Lokuję swoje radości i szczęście, w rzeczach na zewnątrz; połówce, pieniądzach, podziwie ludzi. Wiedząc to, nie chcę połówki. Niech spierdala.


Słonawy zapaszek gacha


To raz. Uno. A dwa, punto; gdy już wiesz że Twoje szczęście zależy od tej pierdolonej połówki... zaczynasz ją nienawidzieć. Reagujesz jak rezus widzący banana, na każdy urojony ślad jej zdrady. Krzyczysz, wrzeszczysz, śledzisz ją, w końcu zależy Ci, ona jest Twym szczęściem. Spalasz się, a szczęście gdzieś znika w obłokach szaleństwa. Czyż nie mam racji? ile waszych związków zniszczył strach? jeśli jest tak fajnie, dlaczego sprawdzacie swoje telefony, meile, szperacie w komputerach, obwąchujecie własne gacie by poczuć słonawy zapaszek gacha? myślisz że w Twoim przypadku będzie inaczej? rozumiem, jesteś wybrańcem. Nikomu się nie udało, ale Tobie się uda... czy możesz mi powiedzieć, czy udało Ci się w totka? ano właśnie.

Jeśli czyta mnie moja połówka, to dobrze radzę; trzymaj się ode mnie z daleka. Jestem dziki. Daj mi jakieś dwadzieścia lat żebym się ogarnął, i wtedy się spotkamy na kawkę z ciachem, jeśli nie będę musiał robić sobie zastrzyków z insuliną. A póki co, chętnie zaproszę na kawę z ciachem miłe czytelniczki.

poniedziałek, 29 październik 2012 11:20

Męski grzech...

Kim jest prawdziwy mężczyzna? Poruszając się w gęstej dżungli opinii, miotamy się wśród kolczastych krzewów, gubimy ślad, a kręta ścieżka raz spuszczona z oczu, natychmiast zarasta. W dusznej mgle stereotypów, w oddali pełga żywotny płomyk. Podążmy ku niemu bracia, by prawdy upojnej skosztować. Widmowe ciała kłamstw otaczają mnie; krzyczą, przekonują, na dym ulotny swych oracji wskazują.


Prawda nie jest atrakcyjna, ni zmysłowa. W ciszy ona jeno skryta, niedoceniona,  przez chór głupców wzgardzona. Zedrę z  niej szatę, byśmy ciało prawdy skonsumować mogli. Mężczyzna prawdziwy... nosi spodnie. Prawda to pierwsza z trzech. W tych spodniach, dwa twarde, spuchnięte, żylaste jądra, to druga prawda; pełne Ci one żywotnej ambrozji, testosteronu. Mój Ci on! dumnie krzyczę z triumfem w niebo się wpatrując. To trzecia, ostatnia z prawd życiowych mój synu. Prawda którą nieść w chwale winieneś, przez swój żywot cały.


Mężczyzna prawdziwy to kreator, smakosz, i wykwintny degustator testosteronu, a także jego wierny wyznawca i pokorny uczeń. Testosteron źródłem Twej duchowej siły bracie samcu, i wyryj sobie te święte słowa głęboko w sercu. Pamiętaj wszakże że silny, czyli prawdziwy mężczyzna, swoją wewnętrzną siłę czerpie z jąder. Gdy cały świat w brazylijskich telenowel piekle pogrążon, jedynie męski zakon braci uciśnionych, na straży prawdziwej męskości stoi. Bracia samcy płaczą tylko wtedy, gdy zgodnie kroją cebulę na śledziki pod wieczorną, suto zakrapianą ucztę. Pod bramami wrzaski Pań, szturm wściekłych macic zaczęty, lecz bram zakonu nie przemogą.


W trakcie kłótni z kobietą, dokonuje się wielka rzecz, a cały wszechświat wstrzymuje oddech; nasz odwieczny wróg, estrogen, zmusza kobietę by przetestowała jakość naszego testosteronu. Czy on aby nie zwietrzały? przeterminowany? utleniony? zblazowany? próba męskości, inicjacja która przemienia Cię z gówniarza w prawdziwego mężczyznę, rewitalizuje i odnawia Twoje jądra. Ten sprawdzian czeka każdego z braci. Podejmij z radością wyzwanie, i przemóż bramy piekieł, na najczystszym i najbardziej męskim paliwie, jakie ludzkość zna.


Mężczyzna który nosi spodnie, jest świadomy swej wewnętrznej siły. Gdy jesteś silny, nie krzyczysz, to oczywista oczywistość. Krzyk pojawia się wtedy, gdy odczuwasz zagrożenie. W trakcie kłótni z kobietą, Twój krzyk oznacza że masz za niski poziom testosteronu. Czujesz się niepewnie, słabo. Krew krąży po Twym ciele niemrawo, a tętnice w lęku i tłuszczu skryte, nieudolnie pracują. Hańba! przez krucha, drobną kobietkę Twój rezerwuar tajemnych sił wysechł. Moc truchleje, a Twoje jądra kurczą się ze strachu i wstydu. Gdy krzyczysz, odsłaniasz swoją haniebną, niemęską słabość. Krzyczą tylko słabi; to ich znak rozpoznawczy. Nigdy więc mój synu, nigdy nie podnoś głosu, nawet w największym bitewnym zamęcie. Kto krzyczy, ten pokazuje że mu na czymś zależy; kto krzyczy, ten gówniarz. Kto krzyczy? tylko męska podróbka mój synu.


Słabi, żałośni faceci; krzyczą, piszczą, podskakują w miejscu, rwą się do bitki... precz od furty męskiego zakonu braci uciśnionych! brat furtian wyleje na was z górnej baszty, beczkę gorącej smoły. Zakon to elita elit. Faceci których centrum istnienia znajduje się w trzewiach, a nie nadużywanych strunach głosowych. Gdy żałosne, pseudomęskie manekiny wrzeszczą, bracia samcy stoją milcząc. Za nimi zachodzi słońce, opromieniając ich milczące, dumne oblicza łuną godności i wielkości. Ich brudne, wyświnione dżinsy dumnie w kroczu potężnie wypchane, a męski, gryzący nozdrza zapaszek unosi się nad nimi. Spójrz jak wygląda elita; wciągnij w nozdrza ten niebiański, dziwnie znajomy zapaszek zwycięstwa. Może i Ty kiedyś do nas dołączysz? zapiszesz w kronice męskiej chwały?

sobota, 27 październik 2012 15:38

Gówniarz i mężczyzna

Miłosną odyseję, da się opisać i wyrazić za pomocą bogatej palety barw; nawet szarość ma tysiąc i jeden odcieni, a dotyk poety potrafi ją jeszcze pogłębić, nadać znaczenie kruchym wymiarom istnienia, co daje nieskończoną liczbę możliwości, wahań, subtelnych ekspiacji. To prawda; ale istnieje noc i dzień, życie i śmierć, a także biel i czerń. Mimo wszystkich odcieni, powiedzmy sobie wprost bracia; istnieją tylko dwa typy samców, stąpających po ziemi, tej ziemi. Na zewnątrz wyglądają podobnie, jednak wewnętrznie różni ich niemal wszystko. Gówniarz i mężczyzna. Cała reszta definicji, to tylko prawnicze, sofistyczne wygibasy. Poznajcie więc jedynie słuszną typologię.



Uczucia:

Gówniarz: kobieta decyduje o jego nastrojach. Foch bądź milczenie partnerki, natychmiast ustawia do pionu gówniarza, mobilizuje go do służenia swojej Pani na kolanach. Każda emocja której sama kobieta nie rozumie, staje się kodeksem postępowania, dla tylko z pozoru i fizykalii faceta. Dobry Bóg dał mu testosteron, a ten się go trzykrotnie wyparł. Raz gdy jego kobieta zaszlochała, dwa gdy ciała dać nie chciała, a trzy gdy dni dwa całe przemilczała. Bóg więc sprawił, że "przypadkiem" trafił na samczeruno.pl, gdzie bracia samcy wyprostować chłopaka chcieli. Uciekł. Do swojej kobiety, która go po główce pogłaskała, że płytkich emocjonalnie, niedojrzałych emocjonalnie popaprańców posłuchać nie chciał.

Mężczyzna: Kobieta nie ma wpływu na emocje mężczyzny. Jeśli ma, mężczyzna nigdy tego nie okazuje, ponieważ jeden udany szantaż otwiera furtkę do kolejnego. Skoro metoda działa, to się ją powtarza i coraz częściej z niej korzysta. Mężczyzna rozumie te zależności, i działa rozumnie. Ba! nie dość że nie reaguje tak jak chce kobieta, to jeszcze daje jej ostro w kość. Kobieta chce by facet skojarzył; odmawia jej więc cierpi. Mądry mężczyzna myśli podobnie; próbujesz mną manipulować, cierpisz. Każda sprawa która jest dyskutowana z szacunkiem dla mężczyzny, z uwzględnieniem jego racji, zaprasza mężczyznę do dyskusji z kobietą. Każdy kobiecy "argument" że inni mają a my nie, albo foch czy obrażanie się, jakiekolwiek szantaże czy nieprzyjemne odzywki z drwinami, zamykają dyskusję, bez względu na to co w zemście zrobi kobieta.



Finanse:

Gówniarz: pensję oddaje żonie. Nie podpisuje intercyzy, bo przecież umierają i rozwodzą się inni, poza tym kobieta obiecała że go nie zdradzi. Prosi się o jakieś niewielkie pieniądze ze swojej pensji na drobne wydatki, nie reaguje gdy spotyka się z odmową tylko cichutko odchodzi do telewizora, by nie zdenerwować swojej kobiety. Własne konto bankowe udostępnił swojej połówce, przepisał na nią działkę, samochód i firmę. Liczy że za taki objaw zaufania, zasłuży sobie na szacunek, a widząc że zamiast szacunku są coraz większe żadania i presja, zamiast odebrać co swoje i odejść, płaszczy się jeszcze więcej niż zwykle ma w zwyczaju. Znak rozpoznawczy; niewielkie, mizerne jądra. Zanik testosteronu. Wzmożona produkcja estrogenów. Ginekomastia. Grymas niepewności i strachu na twarzy. Czuć kozłem i skwaśniałym, końskim potem.

Mężczyzna: z pensji wydziela żonie to, co umówili się że jej da. Kupuje sobie to, na co ma ochotę, jeśli w rażący sposób nie wpływa to na byt rodziny. Swoje konto ma tylko dla siebie. Na pierwszym miejscu stoi dziecko jeśli je ma, później swoje pasje, a następnie małżonka. Jeśli małżonka krzyczy że albo pierścionek albo ona, bez wahania wydaje wszystkie pieniądze na imprezę z braćmi samcami, a swojej już ex wysyła esemesa; byłaś rozwarta bardziej niż mój cyrkiel w zawodówce.



Rodzice:

Gówniarz: zostawia rodziców na pastwę losu, bo tak chce kobieta. Oddaje ich do przytułku gdy są jeszcze całkiem sprawni, by przejąć ich mieszkanie, samochód czy oszczędności; bo kobieta narzeka że po co im skoro już starzy, a przez brak zdecydowania i "męskości" faceta, cierpią ich dzieci. Bo nie maja Ipoda i Iphona, a ich mamusia nie wygrzewa dupska na plaży i nie może wstawić na fejsa fotek z piramidami, i obsranymi wielbłądami w tle, jak inne "świadome siebie" i "nowoczesne" koleżanki z pracy. Nowoczesne? traktowanie rodziców jak śmieci dla paru groszy, ma bardzo długie tradycje.

Mężczyzna: mówi kobiecie, żeby odpierdoliła się od jego rodziców, i wara jej od ich pieniędzy. Jesli ma ochotę na pieniądze, to niech sobie zarobi. Nie umie? to nie usprawiedliwienie wyrzucenia z domu starych, bezbronnych ludzi. Jeśli rodzice byli w porządku wobec mężczyzny, ten kierując się honorem, jest w porządku wobec nich aż umrą. To są zasady prawdziwego mężczyzny. Płacz kobiety? rzuć jej ścierkę którą wycierałeś siuśki Azorka, niech obetrze sobie krokodyle łzy. A potem wykop ją z domu na zbity pysk, niech spieprza do własnych rodziców i ich odda do zaszczanego domu starców.



Wiara, przekonania:

Gówniarz: zmienia swoją wiarę, przekonania, kaja się że śmiał uważać inaczej niż jego partnerka. Przejmuje bez wahania wszyskie jej wierzenia, zwłaszcza w nieomylność telenowel brazylijskich.

Mężczyzna: zachowuje swoje wierzenia i przekonania, a zmienia je tylko wtedy, gdy sam poczuje taką potrzebę. Motorem zmian jest jego własne zrozumienie, wewnętrzna potrzeba i iluminacja, a nie strach przed awanturą i szydzeniem partnerki.



Społeczeństwo:

Gówniarz: potakuje z szacunkiem głową, gdy jego kobieta mówi o konieczności resocjalizacji morderców, dawaniu im drugiej szansy. Wierzy gdy kobieta naucza go o najważniejszych sprawach w życiu: jak się ubrać, pokazać w pracy, ładnie wyglądać, chodzić na pokaz do kościoła, mieć papierek żeby inni znali nasz status, czy mieć potomstwo, żeby ciotki nie pastwiły się uśmieszkami i ciągłymi pytaniami o potomka.

Mężczyzna: wychodzi gdy słyszy takie brednie. Gdy nie może wyjść, wychodzi kobieta z odciskiem adidasa na pośladkach. Za śmierć jest śmierć, takie jest męskie prawo. A w życiu najważniejsze są; honor, nauka dla siebie, pasje, kreatywność i wyobraźnia, a nie kolory ubrań, papierki i zdanie innych, mentalnych ciot, załganych autorytetów, byłych kapusiów co sprzedawali kolegów za kilka srebrników a teraz udawają wzór cnót.



Ubiór:

Gówniarz: ubiera się jak każe mu kobieta, wg. jej wizji modnego faceta. A właściwie to nie jest jej wizja, tylko wyczytała to w kobiecej prasie... gówniarza łatwo rozpoznasz, ponieważ jego ubiór jest pstrokaty, jak z bazaru, kompletne bezguście i szajs. Bardziej przypomina gejów z Paryżewa, niż normalnego, polskiego faceta. Najważniejsze dla niego jest zdanie jego partnerki.

Mężczyzna: ubiera się elagancko, po męsku. Garniak, dżinsy, dobra koszulka w stonowanych kolorach, eleganckie skórzane buty, mogą być adidasy. Kolor? jednostajny, najlepsze są ciemne kolory. Prawdziwy mężczyzna to nie bażant, nie musi błyskac kolorkami by pokazać że istnieje; to domena słabych, nieszczęśliwych ludzi, ciot co hałasem i krzykami chcą zapełnić swoją wewnętrzną pustkę. Systematyczna kąpiel, co najmniej raz dziennie; świeże skarpetki, zawsze świeży, gotowy do akcji penis; broda może być jeśli czujesz w sobie buntowniczy zew, staramy się unikać wieśniackich, cinkciarskich wąsów. Co w życiu mężczyzny jest najważniejsze? pasja, twórczość, budowanie, uczenie się. Cipek jest trzy miliardy, starczy dla każdego.



Słownictwo:

Gówniarz: kochanie, ale dziś piękna pogoda. Czy uważasz że Tomek hajtnie się z Kaśką? czy nie sądzisz że te zasłony są dziwnie brązowe? kochanie! wpiszę komcia u tego żałosnego męskiego guru Mareczka, i jego żałosnych braci samców; "Jesteście rzałośni. Rzal mi was. Ja koham swojom kobiete nade rzycie. Jesteście póści jak mój portwel".

Mężczyzna: wkleję komentarz brata samca Seby, z przedostatniego felietonu "Wątpliwości Kaśki": Seba 2012-10-24 15:41
Warto zadać sobie pytanie dlaczego kobiety z dzieckiem szukaja tzw miłosci ? bo pod słowem miłość mieści się słowo kasa...chodzi jedna z drugą i szuka frajerów żeby łożyli kasiorę na cudzego kryjana...jesteście mistrzami manipulacji... To jest męski komć! to jest FACET a nie ciota.




Poniżej, na dole strony, macie biały prostokąt. Wpiszcie w niego swój meil. To newsletter, dzięki któremu będziecie zawsze na bieżąco.

środa, 24 październik 2012 19:30

Nie stać Cię na milczenie...

Dziś czytałem na onecie artykuł o ludziach, którzy żerują na emerytach, rencistach, ogólnie ludziach starszych, schorowanych. Sprzedają im koce z wełny wielbłądziej, maszynki z cudownym, uzdrawiającym światłem, niezniszczalne garnki i szereg innych cudów, Które Trzeba Koniecznie Mieć. Zaprasza się ich najczęściej do zamków, pięknych miejsc, częstuje szampanem i zakąskami, po czym robi się pokaz z podstawionymi kupcami, by podgrzać atmosferę i zachęcić do szaleńczych zakupów. Naganiacze są niezwykle uprzejmi, mili i troskliwi, a starsi ludzie, ciułający od lat marne grosze, odmawiający sobie wszystkiego od ust, unikani przez rodziny i samotni w swej starości i chorobach, promienieją szczęściem; atmosfera zamku, blichtru, powiew wielkiego świata, ktoś się nimi zajmuje, troszczy o nich, ba! daje za darmo szampana, przekąski. Starszy człowiek oszołomiony tyloma przyjemnymi bodźcami, chce się odwdzięczyć uśmiechniętym dobrodziejom. Nie chce także wyjść na dziwaka, który skąpi na swoim zdrowiu, który oszczędza kiedy zdrowie i dobre samopoczucie dzięki energetycznej kołdrze, jest na wyciągnięcie ręki z banknotami. Zastanawia się, a błyszczący wybielonymi zębami uśmiech dobrodzieja gaśnie co budzi przykrość w starszym człowieku który nie wie, że darmowy jest tylko ser w pułapce na myszy. Podpisuje umowę kredytową, a uśmiech przedstawiciela handlowego rośnie, puchnie i przechodzi w piękny półksiężyc.

 

Okiem oszusta

Spójrzmy na to wszystko z punktu widzenia oszusta, bo ci ludzie którzy tym się zajmują, to hieny żerujące na padlinie, najniższy rodzaj istoty ludzkiej, bytujący na samym dnie, w gęstym, czarnym mule.Rzadko który oszust przyzna że oszukał człowieka, zwłaszcza bezbronnego, schorowanego, takiego który nie może się bronić.Wszyscy oszuści żeby uniknąć poczucia winy, stają się mistrzami w tłumaczeniu sobie pewnych rzeczy; są najlepszymi adwokatami swojej nieuczciwości. W ich oczach to co robią jest w porządku, ponieważ ci emeryci to głupki i frajerzy, którzy dają się naciągać. Gardzą nimi za to że dali się oszukać, a nawet nienawidzą. Tak jest łatwiej, oszukać kogoś kogo nienawidzisz, kim gardzisz. To budzi z czasem pewną satysfakcję, przyjemność, ułatwia “zawód”. Najlepszym złodziejem i lawirantem jest ten, kto bezkrytycznie wierzy w opowiadane przez siebie farmazony; wiara wyziera mu z oczu, oczywiście do czasu gdy ulatnia się z łupem. Jedna osoba na milion, być może przyzna się przed samym sobą że źle czyni. Cała reszta sobie jakoś wytłumaczy, wykreuje powody dla których ofiara jest zła, podła, i należy jej się nauczka od nas, sędziów sprawiedliwych. Każde tłumaczenie opiera się na pogardzie i co najmniej niechęci wobec osoby oszukanej. Tego nie da się w żaden sposób przeskoczyć. Kto Cię krzywdzi, ten Tobą gardzi, takie są nieomijalne prawa ludzkiej psychiki, koniec kropka. Ale dlaczego o tym piszę?

 

Dlaczego?

Chociażby dlatego, że wielu braci samców będących w toksycznych związkach, jest krzywdzonych. To niepoprawna politycznie opinia, gdyż oficjalnie promuje się jeden wzorzec; stłuczona na kwaśne jabłko żona płacząca nad przesoloną zupą, i pijany mąż. Tymczasem przemoc wobec mężczyzn jest monstrualna, tylko przyjmuje subtelniejsze, psychiczne formy. Kobieta przeważnie jest słabsza fizycznie od mężczyzn, więc wyćwiczyła coś co daje jej przewagę, mianowicie odporność psychiczną. Tę kobiety mają znacznie większą z natury, oczywiście można ją ćwiczyć, osłabiać itd., jednak bazowy poziom, statystycznie kobieta ma wyższy. Mężczyzna może kobietę uderzyć, za co odbierze mu się mieszkanie, dzieci, zasądzi alimenty i wtrąci do więzienia, a kobieta może mężczyznę upokarzać słowami, i żaden mężczyzna się na takie zachowanie nie poskarży. Może nawet być uderzany, co się coraz częściej zdarza, i także nie poskarży się na to nikomu; boi się śmiechu, drwin, szyderstwa “co Ty, baba Cię bije?”, “nie umiesz sobie wychować baby?”. Jasne, spróbuj wychowywać wrzeszczącego szaleńca wymachującego patelnią.

 
Ignorowanie

 
Gdy ktoś traktuje Cię bez szacunku, ignorowanie tego zachowania doprowadza do pewnych, wyżej opisanych, reakcji obronnych (uznanie swojej furii za konieczną i usprawiedliwioną, siebie za ofiarę a Ciebie za tego złego) ego napastniczki. Gdy nie reagujesz, bo nie chcesz awantury albo cichych dni czy kolejnego szlabanu na seks, niby nic się nie dzieje ale sprawiasz dwie rzeczy; po pierwsze, napastniczka zaatakuje za jakiś czas mocniej. Skoro można się wyżyć co jest przyjemne i daje ulgę od napięcia psychicznego, to niby dlaczego nie? Po drugie, gdy tych ataków będzie już kilka (z zasady każdy następny jest chociaż trochę mocniejszy od pierwszego) napastniczka nie przyzna się że źle robi, tylko wymyśli tłumaczenie. Nieważne jakie; jesteś za wysoki/niski, za dużo czasu siedzisz w domu/za mało czasu, jesteś zbyt czuły/za mało czuły. Powód zawsze się znajdzie, ale nie on jest ważny, to tylko słowa i teoria; liczy się emocja. A tą zawsze będzie rosnąca pogarda. To ułatwia szykanowanie i wyżywanie się na kimś kto się nie broni. Tak musi się stać, ponieważ kobieta musiałaby uznać że jest zła; żadna kobieta nigdy czegoś takiego nie przyjmie do wiadomości. Dlatego na salach rozwodowych, częstym widokiem jest kompletnie osłupiały mąż, i jego już za chwilę ex żona która płacze i szlocha, opowiadając o gwałtach psychicznych, duchowym terrorze który zafundował jej małżonek - tyran. I nieważne że facet zasuwał latami na potrzeby żony i jej wiecznie niezadowolonej rodziny, że nigdy głosu na nią nie podniósł. To wszystko jest nieważne; kobieta interpretuje sama co dla niej jest wygodniejsze, i idzie tym torem. Nigdy, powtarzam; nigdy nie bądź obojętny, wobec najbardziej nikłych przejawów braku szacunku. Za każdą rzekomą chwilę spokoju którą uzyskasz ignorowaniem faktów, zapłacisz tysiąckrotną cenę w związku, a później na sali sądowej gdzie zedrą z Ciebie ostatnie gacie.

 
Wąsaty, biedny dureń

Czy ten biedny, nieszczęsny wąsaty facet, jest niewinny? jest i nie jest. Jest niewinny, ponieważ żona często łga prosto w oczy, i płacze na żądanie. Ale jest winny ponieważ powinien się uczyć kobiecej psychiki, rozwijać swoją umysłowość. Przecież piszę o takich sprawach ja, i setki innych ludzi, nawet kobiet. Wystarczy czytać. Ale to za dużo, ludzie nie lubią się uczyć. A później płacz. On nie wiedział że prąd kopie; i się dowiedział. Gdyby o tym czytał, oszczędziłby sobie elektryzujących chwil. Życie to gra dla tych, którzy chcą się uczyć, rozwijać. Ostry gracz, to brat samiec który ceni sobie życiowe nauki. Dzięki nim omija głębokie doły i rozpadliny, a wąsaty leń i dureń w nie wpada; później siedząc w gnoju po uszy patrzy, zlizuje z wąsów okruszki śniadania, i zazdrości ostremu graczowi że ten je pyszną pizzę “uśmiech boryny”.

poniedziałek, 22 październik 2012 19:26

Wątpliwości Kaśki...

Ostatnio korespondowałem z czytelniczką Kasią, która wyraziła zgodę bym ją wykorzystał; najpierw wykorzystajmy więc jej pytania i wątpliwości na które odpowiem tak głęboko, jak tylko umiem.



Cześć Marku,

 

Mam na imię Kasia:) Trafiłam na Twoją stronę przypadkiem (nie jestem typem nałogowego czytelnika cudzych blogów tudzież innych wynurzeń), ale zdecydownie zdarzyło się to w odpowiednim momencie. Parę miesięcy temu byłam osobą stabliną, świadomie dążącą do pewnych celów, pewną siebie i nie zawracającą sobie głowy amorami. Trochę w życiu dostałam już po dupie, jak na swój wiek i postanowiłam zająć się sobą i swoją córeczką. Aż pewnego pięknego dnia trafiłam na psychopatę. Jeszcze wtedy nie do końca zdawałam sobie sprawę z istnienia takich bezwzględnych i wyrachowanych osobników. To był walnięcie jak porażenie piorunem. Też miał dzieci, był dla nich zajebistym ojcem, najlepszym, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Odkryłam w sobie uczucia, jakich nigdy w stosunku do nikogo nie odczuwałam. Rżnąć się chciało 24/24 heh :) Było po prostu cudownie. Gdy mnie przytulał miałam wrażenie, że choćby bomba pierdolnęła, to mi się i tak nic nie stanie. Zakończenia można się domyślać. Zadawałam sobie pytanie: co zrobiłam nie tak? Dawałam z siebie wszystko, czego facet mógłby jeszcze chcieć? A tak naprawdę, to jemu właśnie o to chodziło, żebym się zakochała i tańczyła jak on zagra, zaspokoiła wszystkie potrzeby do maksimum, bo samo ruchanie to było za mało, bo to miałby i tak bez zbędnych manipulacji.

Pragnę Ci podziękować, bo lektura Twoich tekstów dużo mi pomogła i przy okazji poprawiła humor i teraz całkiem dobrze sobie radzę, a było ciężko. Masz doświadczenie, możesz mi poradzić, gdzie można poznać jakiegoś fajnego, ludzkiego samca? Co myślisz o tych wszystkich portalach randkowych? Czy tam rejestrują się sami desperaci albo faceci szukający przygód łóżkowych? Nie urządza mnie ani jedno ani drugie. Ja też nie jestem zdesperowana, dość dobrze mi samej, znam swoją wartość, ale czuję pewien niedosyt, bo zaznałam czegoś, co jakkolwiek złudne było zajebiste, bardzo chciałabym przeżyć to jeszcze raz tak na serio. Staram się wychodzić z domu, ale generalnie mam mało czasu, dużo pracuję i poświęcam czas dziecku.

 

Pozdrawiam,

Kaśka

 

 

 

Odpisałem jak umiałem, na szybko:

 

 

Cześć Kasia,

 

W każdym miejscu są psychopaci, a także normalni ludzie których osobiste potrzeby odpowiadają Ci, albo nie. Jedyne co mogę Ci poradzić, to zmiana siebie, podwyżka samooceny. Wtedy naturalnie i wręcz nieświadomie odsiejesz od siebie psycholi, i pozostanie Ci wybór i dogadanie się z kimś normalnym. Tęsknisz za emocjami psychopaty? zrozumiałe, to mistrzowie pierwszego wrażenia :) ale to tylko wabik, a później płacisz za to 100 razy wiecej, tak to dziala. Czlowiek normalny, nie moze miec takiej energetycznej aury, bo to tylko robak na haczyku, nic wiecej. Jesli tego chcesz to ok, ale cena bedzie do zapłaty, tak to dziala, nie da sie tego przejsc. A moze napisze o tym art niedługo? jeśli jeszcze masz jakieś wątpliwości, to wiedz jedno; psychopata rozszarpie Ci umysł dzieci, po prostu je zgwałci psychicznie, i zabierze niewinnosc. To też część ceny jaką się płaci za urok, fajne wibracje i dobre ruchanko.

 

Pozdrówki

Marek

 

 

 

Kasia odpisała:

 

Dziękuję za odpowiedź. Jakbyś napisał felieton na ten temat byłoby super, może kogoś ustrzeżesz przed konsekwencjami takich znajomości. Wiesz, ja nie miałam szczególnych problemów z samooceną, uważam, że jestem atrakcyjna i dużo mogę dać od siebie. Ale to, co ten człowiek (robot?) ze mną zrobił, to było niewiarygodne, dobrze napisałeś, to jest jakaś taka aura energetyczna, że jest się w stanie zrezygnować z siebie, byle tylko móc dotknąć tej boskiej istoty. Na początku broniłam się przed jego zaczepkami, udawałam obojętną, chociaż trzęsłam się i on to widział. W końcu zaczęliśmy rozmawiać. No i się zaczęło. Że tak mu źle, że nie ma ciepłego słowa ani ciepłej kawy z rana, a ja idiotka poczułam się nagle taka ważna, taka potrzebna, mogąca zmienić jego życie, wycierałam mu łzy i głaskałam po główce. 

Ciekawa jestem, co psychopaci myślą o sobie. Czy wiedzą, jakimi są chujami/sukami, a wszystko robią z premedytacją? Czy może po prostu uważają się za osoby asertywne, żyjące w zgodzie ze sobą? Przecież to są ludzi szalenie inteligentni, w ich słowniku musi się znajdować takie słowo jak empatia, musieli się kiedyś zastanawiać nad tym, dlaczego tego nie mają? Muszą chyba wiedzieć, że powinno się brać odpowiedzialność za uczucia, jakie wywołuje się celowo u innych osób? Tak statystycznie, jaki % społeczeństwa stanowią? Jemu nie zależało tylko na rżnięciu, on chciał trafić w moje serce. Gdy razem wychodziliśmy, moją córkę traktował tak jak swoją własną. Był szarmancki, energiczny, miał ciętą ripostę i dobre poczucie humoru. Dobra, dość, teraz już wiem, że jeżeli kiedykolwiek, ktokolwiek będzie na mnie na silnie działał, trzeba jak najszybciej spierdalać, zanim się wpadnie w tę sieć :)

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam:)

 

 

 

 

Lubię takie meile; bez zbędnego słowotoku, dowiaduję się o konkretach, i chętnie w ramach moich możliwości postaram się je wyjaśnić. No i pytanie zadaje ładna czytelniczka, co sprawia że odczuwam w sobie... większą motywację. Felieton piszę głównie dla Kasi, ale także dla was, gdyż identycznie działa to w przypadku obu płci, na każdym froncie międzyludzkich relacji.

 

Dwa stany istnienia

 

Są dwa stany istnienia człowieka. Jeden gdy ma wysoką samoocenę, a drugi gdy ma niską samoocenę. Gdy ma wysoką, niezależnie od tego co się dzieje na „zewnątrz”, człowiek ten odczuwa szacunek do siebie, życzliwość, jest dla siebie łagodny, delikatny i cieszy się z tego że jest. Te uczucia, życzliwość, delikatność, cieszenie się z własnego istnienia, są przyczyną przyjemności. Człowiek z wysoką samooceną odczuwa bardzo często przyjemność i jest radosny bez żadnego widocznego powodu, a inne osoby w nikłym stopniu mają moc wpływania na niego. Trąbnięcie kierowcy, bluzg chuligana, plotki na Twój temat w pracy... nie jest to przyjemne, ale wysoka samoocena jest jak tarcza, sprawia że te wszystkie negatywne emocje są jak lód, który topnieje przy słońcu życzliwości do siebie. Jeśli lubisz siebie, nie myślisz o złych rzeczach, nie nurzasz się w pamięci gdy piętnaście lat temu ktoś Cię skrzywdził, a także nie tworzysz wizji na temat przyszłości, dodajmy że zawsze złych wizji. Myślenie o przykrościach, sprawia że źle się czujemy; gdy kochasz siebie, nie chcesz się karać myślami i emocjami... czy gdy kochasz swojego psa, męczysz go? Bijesz? Nie, chcesz by był szczęśliwy, najedzony, wyszalał się na podwórku i bezpiecznie, szczęśliwie spał. Gdy kochasz siebie, Twoim celem jest także dbanie o siebie, o swój nastrój i samopoczucie. To bardzo niemodne i bardzo krytykowane podejście; większość ludzi ma negatywne nastawienie do siebie, i chciałaby aby inni też byli nieszczęśliwi. Twoje szczęście „bez powodu”, drażni ich, denerwuje. Poza tym nie można dezaprobatą wywierać na Ciebie wpływu, sprawiać że zagrasz tak, jak chce manipulator. Większość ludzi działa tak, by nie narazić się na krytykę, drwinę i bunt otoczenia; mając wysoką samooceną, nie interesują już Cię te sprawy. I to budzi zrozumiałą wściekłość wszystkich, od „przyjaciół”, rodziny, polityków i religijnych hierarchów. Zadowoleni ludzie nie pójdą na wojnę walczyć w cudzej sprawie, nie będą kompulsywnie kupować nowych przedmiotów by być „na topie”, żreć śmieciowego jedzenia.



Gdy masz niską samoocenę, czyli z jakichś względów nienawidzisz siebie, uważasz za osobę brzydką, nieatrakcyjną, za grubą/chudą, aspołeczną, mrukliwą, gadatliwą itd., odczuwasz ból w swoim ciele. Wiele ludzi identyfikuje ten ból na wysokości mostka albo brzucha, tam najczęściej ten ból się przejawia. Im więcej masz pretensji do siebie, im więcej poczucia winy, myślenia o swoich porażkach i klęskach, tym większe cierpienie. Spróbuj przypomnieć sobie złe rzeczy; czujesz się fatalnie, rośnie ciśnienie, masz wszystkiego dość. Palacze odczuwają gwałtowną potrzebę zajarania, otyli zjedzenia torcika aż do porzygania, alkoholicy do wypicia kieliszka, dwóch, albo dziesięciu. Gdy myślisz o miłych sprawach, wzrasta Twój poziom energii, chce Ci się żyć, jesteś radosna, euforyczna. Przy myśleniu o złych rzeczach, spada nasza odporność na choroby, tworzy się nadciśnienie, a rosnący poziom adrenaliny zaburza pracę organów (odciąga z nich krew do mięśni, by zwiększyć wydajność ciała na wypadek walki bądź ucieczki).



Podsumujmy więc; człowiek z niską samooceną nieustannie czuje rozgoryczenie, ból i cierpienie, w różnych dawkach. Ciągle istnieje strach by ktoś nie wypowiedział o nas złej opinii, nie skrytykował nas, gdyż zdanie innych jest dla nas wiążące. Ktoś z wysoką samooceną czuje ciągłą przyjemność, spokój, odprężenie. Jest w różnym stopniu niezależny od opinii innych ludzi i ich lęków, antypatii, stanów emocjonalnych. Kieruje się swoimi celami, a nie narzuconymi przez rodzinę, znajomych, religię czy rząd.



A więc...



A więc, jeśli mamy niską samoocenę, czujemy się źle; i pragniemy chociażby odrobiny przyjemności. To logiczne prawda? Ile można cierpieć? Każdy chce chociaż na chwilkę odsapnąć, wyluzować się. To co sprawia że czujemy się dobrze, to między innymi słodycze, narkotyki, alkohol, seks, zakochanie; może być także oglądany telewizor czy siedzenie w internecie, by uciec od własnych, toksycznych myśli i emocji. Te wszystkie substytuty szczęścia są traktowane jako lek na cierpienie, i przez chwilę działają; ale tylko przez chwilę. Osoby z niską samooceną, są szczególnie narażone na ludzi bez empatii, czyli tzw. wampirów emocjonalnych. Osoba taka doskonale zna potrzeby swojej ofiary. Na początku opiekuje się naszą Kasią, mówi komplementy, ubóstwia jej córkę co sprawia że Kasia czuje się jakby znalazła anioła, który się nimi obiema zaopiekuje. Później wspaniały seks, komplementy, i ta niesamowita, subtelna energia która sprawia że Kasia czuje się jak w niebie... nie wiemy co to za energia, ale wiemy że kwiat który pożera owady (np. Dzbanecznik, muchołówka) kusi je pięknem kolorów, orgią zapachów. Gdy owad podleci, zostaje bezwzględnie strawiony. Podejrzewam że nie pomogą groźby, prośby, płacz, wzbudzanie wyrzutów sumienia i fochy. Owad został skuszony, zwiedziony, oszukany i zjedzony. Każdy drapieżnik musi mieć coś czym nęci. Im bardziej pozbawiony serca i empatii, tym większa aura niesamowitości wokół niego. Co ciekawe, i co wynika z moich obserwacji, kobiety z wysoką samooceną nie odczuwają aż tak bardzo tej niesamowitości. Odczuwają ją tylko osoby z zaburzonym widzeniem swojej osoby, destrukcyjne, smutne, przekonane o tym że świat jest zły, okropny itd. No cóż, najedzony owad nie wleci do pułapki, ponieważ nie chce mu się jeść. Kobieta z wysoką samooceną nie wejdzie w ramiona wampira emocjonalnego, ponieważ nie ma bólu który chciałaby zaleczyć lekarstwem made in potwór.



Temat wampirów emocjonalnych już poruszałem nieraz. A więc w skrócie; nie da się ich zmienić, ich mózg prawdopodobnie jest uszkodzony. Nie posiadają empatii tylko ją udają, ponieważ ją zaobserwowali u ludzi i kopiują ich zachowania. Najnowsze badania (czytałem w ostatnim focusie) mówią o nie działającym układzie limbicznym. Po prostu nie uruchamia się ten układ, który odpowiada za współczucie i empatię. Pokazujesz facetowi zdjęcie wypadku, tragedii, a on mówi że to straszne; tymczasem na ekranie komputera, jego układ limbiczny jest martwy, nie pracuje. Niestety, żadna kobieca ambicja „ja go zmienię”, nie jest w stanie uruchomić wyłączonej części mózgu. Można jedynie uciec, i w międzyczasie podnosić samoocenę. Każda próba udomowienia tarantuli, kończy się pogryzieniem. Im większe cierpienie człowieka, tym większe pragnienie by źródło przyjemności nie wygasło; wampir tylko na to czeka. Ile wampirów jest w społeczeństwie? Nie mam pojęcia, ale strzelam że od jednego do dziesięciu procent, a obciążenie jest nie takie same u wszystkich, a różnie się układa. Im ktoś bardziej psychopatyczny, tym większy urok. Spójrzcie więc proszę na znanych aktorów, prezenterów telewizyjnych, spójrzcie w ich znak rozpoznawczy po którym PRAWIE zawsze można poznać wampira emocjonalnego; uśmiechnięte bądź emocjonalne oczy. Człowiek nawet nic nie mówi, a chce się być obok niego. Jest to jakiś rodzaj energii, i fajnie opisuje to Andrzej; polecam lekturę zjawiska, które Andrzej nazwał Krokodylami. Polecam także lekturę Pana Bernsteina „Wampiry emocjonalne”, i książki DEIR, w których opisuje się „Meduzy” i to jak one wybierają liderów oddając im część swojej energii. Są to pozycje ezoteryczne, w które większość ludzi nie wierzy i wręcz wyśmiewa. Ja osobiście także jestem ostrożny w wierze w takie rzeczy, natomiast coś w tym jest. I warto to wiedzieć, 


Warto także poczytać niektóre moje teksty na temat wampiryzmu emocjonalnego. Proszę kliknąć tytuł, by przenieść się do tych tekstów.

Tulipan, czyli polowanie na Panie

Zanim Cię wykończą

Strategie wampirów emocjonalnych

Wampiry emocjonalne są wśród nas







piątek, 19 październik 2012 15:08

Zanim Cię zniszczy...

Poznaj trzy mądrości udanej relacji;

1. „Najpierw bierze palec, później całą rękę”. Każdy z nas zna te przysłowie, sam go zresztą używam w stosunku do najbardziej wybrednych czytelników. Ja bym dodał do niego coś od siebie; „Najpierw bierze palec, później całą rękę, a na koniec wstrzykuje neurotoksynę prosto w serce”. Macie Państwo rację, jak zwykle; skomplikowane, medycznie zawiłe, ale za chwilę ujrzą Państwo prawdę, pląsającą w urokliwym negliżu. Neurotoksyna znajduje się w jadzie węży (niektórzy mówią że wydzielają ją też teściowe), i paraliżuje ofiarę. Gdy ofiara się nie broni, bo i nie ma czym (nie może nawet drgnąć powieką), wąż ją konsumuje. Podkreślmy że ofiara zachowuje świadomość (na pewno w jakimś stopniu przytępioną paniką i bólem) i czucie. Jest zjadana „online””, co zapewne jest niezwykle bolesne.



2. Gdy wrzucisz żabę do garnka z wrzątkiem, natychmiast wyskoczy. Ale wrzuć ją do garnka z chłodną wodą, i przez kilka godzin ją powoli podgrzewaj, a ugotujesz żabę. To znana, i często przeze mnie używana historyjka. Nie wiem czy jest prawdziwa; wprawdzie na podwórku rezydują żaby, ale nie mam ochoty tego sprawdzać. Ani tego, czy pocałowana żaba zamieni się w pięknotkę; znając moje zezowate szczęście, trafiłaby mi się pięknotka numer jeden w rankingu feedersów.



3. Gdy czegoś bardzo, bardzo chcesz, gdy postanowisz że coś jest i musi być na zawsze, to stajesz się głuchy i ślepy na wszystko, co godzi w Twoją wizję przyszłości. Autor słynnego „Transferingu rzeczywistości”, nazwał ten fenomen siłami równoważącymi; im bardziej czegoś pragniesz, tym mocniejsze jest działanie jakiejś nienazwanej siły, byś nie dostał czego chcesz, albo dostał, ale z nieprzyjemnymi komplikacjami. Gdy kobieta ma wizję szczęścia jako doskonałej rodziny z dwójką dzieci, to będzie ignorować pijaństwo i hazard męża, a także nie zobaczy śladów szminki na jego koszuli, nie wyczuje zapachu kobiecych perfum na garniturze... i uzna że systematyczne ciosy pięścią w twarz, to nic takiego. „On się zmieni, obiecał mi to”. „Moja miłość go zmieni”, i najlepsze: „Jest zestresowany, ma problemy w pracy, musi się przecież jakoś wyładować”. I mimo tego że dla nas takie tłumaczenie wydaje się żałosne, ta kobieta (coraz częściej w ciemnych okularach) w nie wariacko wierzy. Obsesyjnie uzależniła swoje życie od nie swojego marzenia, „Szczęśliwy dom i dwójka dzieciaków”. To nie musi być marzenie tej kobiety, ale mogła w nie uwierzyć, w końcu od dzieciństwa (jak prawie każda dziewczynka) była tresowana do roli matki i żony; ważna jest też presja koleżanek, rodziny, dla których ślub, związek i dzieci, to jedyny cel i sens istnienia. A może ta Pani ma swoje, zupełnie inne pragnienia? Może wewnętrzne, głębokie spełnienie dałaby jej praca jako pisarka, podróżniczka? Niestety; rezygnacja z cudzych pragnień i realizacja swoich własnych, budzi wściekły, czasem wręcz furiacki opór i nienawiść całej „kochającej” rodziny. Pojawiające się szyderstwa, obelgi i wyzwiska, donosy, podstawianie nóg w „życiowych” sytuacjach - są wyjątkowo ciężkie do zniesienia. No cóż; nasi ukochani bliscy potrafią naprawdę wiele zrobić, by człowiek nie odstawał od ich poziomu myślenia. A więc dla zachowania tej „cudownej” wizji (rodzina, dzieciaki, w niedzielę kościół i zakupy w hipermarkecie) w świecie rzeczywistym, zrobi niemal wszystko. Nie dostrzega jednak że jej porażająca ślepota i głuchota, niszczy nie tylko ją, ale także bezpowrotnie gwałci psychicznie jej dzieci, odziera je z poczucia sprawiedliwości, bezpieczeństwa, zabiera im jedyną w swoim rodzaju magię dzieciństwa, której nigdy już nie doświadczą. Dodatkowo także „rozbestwia” męża, i legalizuje jego przestępcze, karygodne działania. Skoro ofiara się nie broni, to znaczy że bicie nie jest złe... jeśli nie protestuje gdy się ją znieważa i upadla, to znaczy że to jest ok... Tymczasem to nigdy nie było, i nie jest ok. Wysoki sądzie, jej się to podobało! Przecież ani razu nie zaprotestowała! Skąd miałem wiedzieć?!


Krematorium uczuć...

Rzadko kiedy w zwiazku dochodzi od razu do brutalnej przemocy. Najczęstszy scenariusz to najpierw krytyka, komentarze świadczące że robisz coś źle, czegoś nie umiesz. Nie są wypełnione życzliwością i miłością, a mocno skrywaną, ale odczuwalną (jeśli chcesz słyszeć, a nie specjalnie się ogłuszasz) pogardą. Gdy brak Twej reakcji na początkowe zaczepki, zaczynają się tzw. fochy. Później są krzyki, wrzaski, upadlające słowa już niczym nie skrywane, aż wreszcie następuje uderzenie. Kolejność jak i stopnie prowadzące w dół, mogą być nieco inne niż opisane przeze mnie, natomiast zasada jest jasna; wodę się powoli podgrzewa, a jeśli żaba nie wyskakuje, to jej los jest przesądzony. Gdyby żaba wyskoczyła przy letniej wodzie, uratowałaby się; ale zmiany zachodzą bardzo wolno, są wręcz niedostrzegalne. Żaba już nie pamięta że przed chwilą było jej chłodno, a teraz jest letnio. Za chwilę nie skojarzy że jest jej ciepło, by po następnej godzinie stwierdzić że zrobiło się przyjemnie gorąco. Za chwilę nie będzie czego odczuwać, gdyż żaba rozpuści się we wrzątku. Było jej wygodnie nic nie zauważać, ot woda troszkę cieplejsza, posiedzę jeszcze chwilkę, pokumkam, podrzemam, odsapnę... och jak gorąco, jak przyjemnie gorąco, jak w saunie... jak w krematorium, kochana, rozgotowana na miazgę Żabciu.



Nie zawsze dochodzi do uderzenia; niektórzy wyspecjalizowali się w przemocy psychicznej, duchowej. Jest znacznie dotkliwsza niż fizyczna, i nie da się jej tak łatwo udowodnić. Wielu braci samców skarży mi się na te zachowania ich żon i partnerek, nie rozumiejąc co się w ogóle z ich życiem dzieje, ani jak sobie z tym radzić. Zasada jest jedna; reagować choćby nie wiem co, za każdą cenę. Błąd także jest jeden; liczyć że milczenie i nie reagowanie, zmieni napastnika. Niby jakim cudem? Słyszałem że komuś odrosła noga po amputacji, niektórzy nagle zdrowieją z raka, nawet ja sam schudłem piętnaście kg a wiecie jak kocham łakocie... ale napastnik odczuwający miłość zamiast pogardy, gdy ofiara milczy bo boi się że nie będzie wieczorem seksu? O tym słyszę pierwszy raz.


Odłóż piwo bracie...

Jak to działa; to niezwykle proste. Odłoż piwo, wyłącz ten pier... telewizor bracie, i uważnie mnie czytaj. Napastnik zawsze Cię trąca i czeka na reakcję. Gdy jej nie ma, trąca mocniej, później szturcha aż wreszcie dochodzi do uderzenia. Gdy po pierwszym trąceniu reagujesz, dajesz informację zwrotną napastnikowi; tego człowieka nie można zaczepiać, bo skur.. oddaje. Gdy Twoja reakcja jest łagodna, napastnik próbuje jeszcze swoich sił, i próbuje Cię ukarać za Twoją reakcję; chce Cię nauczyć, że obrona się nie opłaca. Przykład; zakochana para, kobieta zaczyna swoją grę i wypomina mojemu czytelnikowi, że jej przyjaciółki facet ma fajny samochód, a on w sumie mógłby się postarać, ponieważ ona się wstydzi jeździć tramwajami. Ton oskarżycielski, pogardliwy, mimo pozornie przyjaznej treści; kobieta po prostu chce, by jako para mieli samochód. Mamy pierwszą zaczepkę, a kobieta pod maską obojętności, bardzo uważnie obserwuje reakcję faceta. Pamiętajmy że jest to tylko gra, mająca na wykazaniu czy jesteś facet z jajami, czy ciamciaramcia. Jeśli przemilczysz tę uwagę sugerującą że jesteś nieudacznikiem, albo zaczniesz się tłumaczyć, dajesz znak że można Cię uderzyć bez konsekwencji. Po takim zaczepieniu, nadejdzie następne, mocniejsze, i znowu wnikliwa obserwacja Twojej reakcji. Później pójdzie z górki, albo jak nóż w masło; powoli, ale nieustępliwie. Podkreślam że próba zatrzymania napaści na początku jest skuteczna, i lekka. Później gdy napastnik przyzwyczaja się do bezbronności ofiary, i zaczyna czerpać z tego sadystyczną przyjemność, zatrzymanie ataku traktowane jest jak kradzież przyjemności; tyle czasu zgadzałeś się bym Cię szmaciła, a teraz mi to zabierasz? Jak śmiesz? Gdy ząb się psuje, na początku wystarczy chwilka borowania i malutka plombka. Gdy boisz się iść do dentysty i zwlekasz, będzie trzeba go wyrywać, albo leczyć kanałowo. Gdy jeszcze dłużej będziesz zwlekać, ząb zgnije i zatruje cały organizm. Czekanie na lepszą chwilę, ignorowanie bólu i odoru, zawsze kończy się całkowitą klęską i całą masą okropnego, długotrwałego bólu. Potwierdzi Ci to każdy żywot lenia i obiboka, który wszystko odkłada na później i czeka na mannę z nieba. Potwierdzą to hazardziści, i wielu wartościowych braci samców, którzy nadal nie mogą otrząsnąć się po związkowym nokaucie. Mocny błąd w pierwszej rundzie, praktycznie skazuje Cię na przegraną.



Wróćmy do pierwszej zaczepki; patrzysz z powagą na kobietę, i mówisz szczerze; boli mnie Twoja wypowiedź, i to co nią sugerujesz. Nie podoba mi się takie postawienie przez Ciebie sprawy, i proszę byś tego więcej nie robiła, ponieważ sprawia mi to ból. Proste, logiczne, emocjonalne; nigdy nie bój się okazywania emocji. Kobieta oczywiście zareaguje mówiąc że to nieprawda. Może Cię oskarżyć o paranoję, pustkę, płytkość emocjonalną czy szerzenie spiskowej teorii dziejów. Ale nigdy nie zwracaj uwagi na to, co mówi Twoja kobieta. Ważne jak się zachowuje, słowa są tanie, nic nie kosztują. Teraz mogą nastąpić dwie reakcje; uległość kobiety, przyjęcie tego że nie pozwalasz się szmacić, i prawdziwy szacunek do Ciebie, do Twojej męskości... coś czego nie kupisz za drinki i prezenty. Jeśli tak się stanie, za jakiś czas nastąpi kolejna próba Twojej męskości, znowu zostaniesz zaczepiony. Zdawaj ten egzamin ile razy trzeba, a dostaniesz z niego piątkę z plusem.


"Do pionu"

Druga opcja. Kobieta przyjmuje że się „stawiasz”, i będzie chciała ustawić Cię „do pionu” ponieważ jest ambitna a jej koleżanki się chwalą, jak to ustawiły sobie swoich menów, a mamusia rozwódka, zawsze mówiła że faceta trzeba krótko trzymać na smyczy. Nastąpi kontratak, czyli ciche dni, brak seksu, płacz, i każda możliwa reakcja której kobieta nauczyła się w dzieciństwie (jako dziecko sprawdzała na co reagują rodzice, i te techniki wykorzystuje później w życiu) by nauczyć Cię, że reagowanie na zaczepkę się nie opłaca. To druga próba, druga zaczepka, i także tutaj musisz zdać egzamin i korzystać z jąder, z mistycznej mocy testosteronu. Kiedy będziesz upadał na duchu, pamiętaj że ja i bracia samcy trzymamy za Ciebie i Twoje zwycięstwo kciuki. Nie zachowuj się jak dzieciak, po prostu rozmawiaj; kochanie, nie chcę żebyś na mnie coś wymuszała. Proszę o szacunek dla mnie, a jeśli nie możesz mnie szanować, będziemy musieli się rozstać.



Jeśli Twoja Pani będzie porywcza, rozstaniecie się; trzeci test, zaczepka. Ale będzie w totalnej rozsypce. Facet ma jaja, nie upadla się, nie klęka błagając o seks czy wspólne bycie... prawdziwy facet. Zacznie tęsknić, wspominać miłe chwile. Zacznie czuć bolesne ukłucia ambicji, że nie zmanipulowała Cię na tyle, że nie dałeś się jej upokorzyć. To nie da jej spokoju, i będzie ją znacznie mocniej torturowało, niż Twoje histeryczne wrzaski i straszenie samobójstwem. Najprawdopodobniej wróci do Ciebie, a Ty zdobędziesz jej szacunek. Nie na zawsze jednak, gdyż zawsze będziesz musiał go podtrzymywać i starać się o niego. Może się też zdarzyć że nie wróci, tylko na złość Tobie (i by udowodnić coś sobie) ożeni się albo prześpi z Twoim „kumplem”, by Cię upokorzyć, pokazać Ci swoją siłę która w istocie jest silnym lękiem i słabością. Istnieje też inna możliwość; Twoja Pani ma tylko jeden cel istnienia. Chcę być z kimś, kogo będzie mogła niszczyć, upokarzać. Są takie osoby, które pod miłą powierzchownością i wyćwiczonym urokiem, skrywają brak empatii i wręcz nieludzką nienawiść. Wtedy musisz podjąć wybór; zostać i mieć zniszczone życie, czy też uznać że jesteś kimś, i zasługujesz na dobrą relację z kobietą która Cię szanuje i wspiera, a nie gnoi na każdym kroku. To proste; Twój wybór bracie, ale i Twoje konsekwencje. Często drastyczne, przerażające. Teraz zapewne wiesz, dlaczego na początku pisałem o neurotoksynie; zanim partner Cię zniszczy, musisz mieć sparaliżowany układ nerwowy, czyli nie możesz reagować. Najpierw następuje zatrucie metodą małych kroczków, by gdy okażesz się bezbronnym, dokonać śmiertelnego ataku. Ciało nie musi ponieść śmierci, po co, skoro za to idzie się do więzienia? Uśmierca się uśmiech, radość i żywotność człowieka. Ten umiera za życia; co było jego wyborem. Zawsze o tym pamiętajmy, zawsze możemy wybrać, chociaż ten wybór wydaje się zbyt ciężki, jak na nasze możliwości. Ale to jest tylko wydawanie się. Zawsze gdzie jest lepsza kobieta, lepszy związek i więcej miłości. Nie musisz korzystać od razu i z pierwszej lepszej okazji. Mężczyznę od gówniarza poznaje się po tym, że prawdziwy facet umie czekać, wybierać, nie rzuca się na byle co i byle gdzie; a nade wszystko, kieruje się w życiu szacunkiem do samego siebie. Bez tego, całe Twoje życie będzie koszmarnym, coraz bardziej narastającym bólem istnienia.


Najnowsze komentarze
asd