Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
sobota, 30 czerwiec 2012 17:47

Zdrada, przemoc, kłamstwa

 

 

 

Pan Bóg stwarzał świat sześć dni, a siódmego wypoczywał. Ja stworzę wam nowy, lepszy świat, przez półtorej godziny pisania artykułu, a potem cały dzień będę wypoczywał.


Zdrada, przemoc, kłamstwa.


Wierni towarzysze wielu związków. Co zrobić by się przed nimi ustrzec? Wbrew obiegowej opinii, można coś zrobić. Można, i to nawet dużo. Podstawowym zabezpieczeniem jest szacunek do siebie. Gdy lubisz i szanujesz siebie, nigdy nie pozwolisz by traktowano Cię źle. To jest podstawowa zasada, od której się powinno zaczynać pasjonującą przygodę ze związkiem. Gdy się szanujesz, szansa ze trafisz że partnera który także siebie szanuje jest potężnie większa, niż wtedy gdy uważasz się za byle co. A partner który się szanuje, nie zdradza, nie bije, kłamie tylko z wyższej konieczności. Ale ma też wady - nie da się manipulować. Nie da się mu wjechać na ambicję, porównywać do innego który więcej ma i więcej zarabia. To po prostu nie działa na mężczyznę który szanuje siebie.

Taką manipulację wywiera kobieta która uważa się za niezbyt wartościową osobę. Czuje się niepewnie, więc musi manipulować żeby kontrolować swojego partnera - niekontrolowany budzi lęk, więc trzeba go okiełznać. Manipulować nie da sie osobą która czuje się ze sobą dobrze. Wiec co robi nasza kobieta? wybiera osobę, która nie szanuje siebie. Rozumiecie? swój zawsze ciągnie do swego. A wiec Panie wybierają osobników niezrównoważonych, zakompleksionych - ponieważ nimi da się manipulować, uderzając w ich słabe punkty. Ale za możliwość kontroli tego mężczyzny trzeba zapłacić pewną cenę - przeklęty triumwirat zdrady, przemocy i kłamstw. Dokładnie to samo dzieje się gdy mężczyzna który boi się kobiet i swoich uczuć, wybiera na partnerkę kobietę niezrównoważoną emocjonalnie, niepewną swojej wartości. Ma uczucie że ją kontroluje, ale ta go oszukuje, zdradza, wyszydza. Oboje czują że kontrolują drugą stronę, a tak naprawdę oboje są zmanipulowani i kłębią się w awanturach i wzajemnej zazdrości, nienawiści i często pożądaniu cielesnym.

Wiesz po czym poznać kobietę zakompleksioną a tą która szanuje siebie? jest prosty sposób - kobieta niepewna siebie buduje na męskim komplemencie swoją osobowość, kobieta pewna swojej wartości wie że to tylko komplement, chociaż też jej sprawia przyjemność - ale nie pochłania jej. To bardzo zasadnicza różnica. Można pływać w wodzie, można w niej także tonąć. Podam wam dość dobry przykład - kobieta niepewna siebie źle się czuje sama ze sobą. Gdy słyszy komplement, czuje się lepiej. Właśnie dostała uzależniający narkotyk, ale jak wiemy, narkotyk nie działa wiecznie, więc świetny nastrój wywołany komplementem znika, a na jego miejsce na zasadzie wahadła, pojawia się silniejsza niż zwykle niechęć, często nienawiść do siebie. Ponieważ nikt z nas nie lubi czuć się źle, to dążymy do tego co wywołało w nas przyjemny stan. A więc do mężczyzny który nas skomplementował.

Mężczyzna który widzi że ma nad nami władzę poprzez komplementy, zaczyna czuć się pewniej i staje się coraz bardziej wymagający/chamski/agresywny/władczy/skąpy - po co ma już udawać czułego romantyka, wydawać pieniądze? cel osiągnięty, złapał swoją rybkę na haczyk komplementów. Teraz trzeba ją wyciągnąć z wody, zjeść a resztki wypluć na trawę i zapomnieć o niej, i łowić kolejną rybkę, bo zaczyna burczeć w piwnym brzuszku.


Pierwszy etap - łowienie rybki. Facet jest ujmujący, szarmancki, czuły, szczodry.

Etap drugi - rybka złapana. Facet uspokaja się ze swoją czułością, stabilizacja i normalizacja jego zachowań.

Etap trzeci - rybkę się je. Kopulacja, koniec z romantyzmem, wyłudzanie pieniędzy i szereg innych zachowań patologicznych.

Etap czwarty - ości się wyrzuca. Partnerkę także.

Etap piąty - poszukiwanie nowego bodźca. I nowej, zakompleksionej kobiety która przedkłada czytanie cosmopolitan i biblii nad mojego bloga.


Ale są też Panie które szanują siebie, i cała zabawa dla naszego emocjonalnego dewianta kończy się na etapie drugim. Kobieta widząc osłabienie szacunku do siebie, mówi o tym partnerowi, apeluje o szacunek do siebie, jeśli ten nie słucha odchodzi i koniec zabawy. To proste - szanuję siebie, lubię siebie, i nie pozwolę by ktoś moim kosztem się bawił. Taka jest mądra i dobra reakcja, ale żeby do niej dojrzeć trzeba polubić siebie. A co się dzieje u Pani która się uważa za byle co? udaje że nie widzi że partner zaczyna ją traktować jak przedmiot. Kobiety potrafią udawać i nie widzieć tego co jest dla nich niekorzystne, i doprowadziły do perfekcji tą sztukę. Efekt tego jest nam znany, rozzuchwalony własną bezkarnością samiec traktuje kobietę jak ostatnią ścierkę, w końcu znudzony odchodzi - pamiętaj że bezwolną ofiarą się przeważnie gardzi. Twoje łzy by wrócił tuż po tym jak zrobił z Ciebie szmatę, za Twoim pozwoleniem, nie sprawią cudu. U tego człowieka jako kobieta jesteś skreślona na zawsze.

Zamiast brać żyletkę i się ciąć by po chwili do niego zadzwonić ze umierasz, zacznij podnosić swoją samoocenę, wybacz partnerowi że tak Cię traktował, i wybacz sobie że uważałaś się za byle co, i zacznij żyć od nowa.



Ale wróćmy do tematu artykułu. Jeśli uważnie czytaliście, na pewno zrozumieliście że sam temat uniknięcia zdrady kłamstw i przemocy jest bez sensu - jest bez sensu, dopóty dopóki nie polepszycie własnej samooceny. Gdy macie ją niską, nie da się nic zrobić w tym temacie, ponieważ wszystko co się dzieje w waszym życiu, będzie zawsze niekorzystne dla was. Nie pomoże wam psycholog, leki depresyjne, ksiądz, a nawet modlitwa - bez wysokiej samooceny, to wszystko tylko was porani.

Cały rozwój emocjonalny człowieka w związku, polega na dojrzeniu do pewnej prawdy, znienawidzonych przez wszystkich cwaniaczków, polityków, kapłanów wszelkich religii i niemal każdego moralnego autorytetu - Ty jesteś ważniejszy niż partner - tak, właśnie tak. Rozumiem miłość do drugiej osoby, rozumiem oddanie życia za nią, ok. Ale faktem jest to, że to ze sobą jesteś 24h na dobę, a partner raz jest, a raz go nie ma. Wystarczy coś na co nie masz wpływu, partnerka nagle sama tego nie rozumiejąc zaczyna czuć nienawiść, i już jej nie ma. Nie pomogą śluby, przysięgi, święte książki i obrazki. To Ty będziesz sam umierać, to Twoje życie, Twoje decyzje. Gdy będziesz umierać i zanikną najpierw Twoje zmysły, zostaniesz sam ze sobą. Twoja ukochana zniknie, zapomnisz o niej. Zostaniesz tylko Ty, i Twoje uczynki, które zgotują Ci niebo, albo piekło.

Ty jesteś najważniejszy.

Wyposażony w tą wiedzę, możesz bez lęku wkroczyć w świat związków, i czerpać z nich przyjemność, nie zabarwioną nienawiścią, strachem, pogardą, lękami.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:46

Niepełnowartościowe kobiety?

 

 

 

Wiele bezdzietnych kobiet zadaje sobie, a także mi, odwieczne pytanie - czemu kobiety mające dzieci, w perfidny i złośliwy dopiekają im i dogryzają?

Znam tą odpowiedź. Drogie Panie - w naszym społeczeństwie, małe dziewczynki bawią się blond lalkami Barbie i dzidziusiami, chłopcy figurkami herosów. Od dzieciństwa społeczeństwo narzuca nam pewną rolę. Kobieta ma być matką i żoną, mężczyzna ma być zaradny i silny. Bycie mężatką, do tego jeszcze posiadanie dzieci nobilituje kobietę w naszej kulturze, czyni ją lepszą od tych Pań, co nie posiadają rodziny. W ten sposób społeczeństwo zabezpiecza się przed wyginięciem.

I teraz wyobraźmy sobie pewną grupę osób, np. w biurze. Mamy tam młodą dziewczynę, i starsze od niej mężatki. Każdy człowiek lubi się czymś chwalić, pamiętajmy o tym. A więc mężatka chwali się młodszej że ma obrączkę, męża, dzieci, rodzinę. Tym sposobem podnosi swoją samoocenę. Młodsza jej zazdrości, marzy żeby też awansować społecznie i móc z pogardą patrzeć na inne kobiety, które nie założyły jeszcze rodziny. Oczywiste jest, że skoro o tym marzy, czuje się gorsza od tych co mają rodzinę.

Popychana przez tą motywację żeby być "kimś", dąży do ślubu i urodzenia dziecka. Mężczyzna przeważnie się boi ślubu, ponieważ prawie każdy facet widział w swoim własnym domu jak wygląda ślubny raj kilkanaście lat "po". Ale kobiety mają swoje sposoby, głównie szantaż emocjonalny, posmakowanie dobrego sexu i później gwałtowne zabranie go, czy też najpopularniejszy sposób, hit ostatnich kilku tysięcy lat na planecie ziemia - złapanie na dziecko. Robi się to w bardzo prosty sposób. Mówi się mężczyźnie który nam ufa że mamy dziś dni bezpłodne, więc może poszaleć "bez" do końca co mężczyźni przeważnie uwielbiają, można też przedziurawić igłą prezerwatywę, albo sposób które stosują silne psychicznie i fizycznie Panie, przytrzymują nogami partnera by się nie mógł wydostać z pułapki miłości w "tym" decydującym momencie. O sposobach polegających na przeniesieniu nasienia z ust, piersi czy brzuszka do wilgotnej jaskini namiętności nie muszę chyba wspominać. Ostatnio na czasie jest styl "na nurka" grzebie się w śmietniku do którego partner wyrzucił pełną prezerwatywę, wydostaje zawartość, i umieszcza w samobieżnym inkubatorze czekając na upragnione szczęście.

Ale wróćmy do tematu. Kobieta w jakiś sposób zdobywa mężczyznę. Oczywiście może go kochać, lubić itd. niemniej naczelnym celem jest genetyczny instynkt przedłużenia gatunku, wzmacniany przez społeczną presję. Każdy dzień w pracy z mężatkami które pastwią się nad tą dziewczyną, to dla niej istna gehenna - to jest właśnie ta presja. Jeśli mi nie wierzysz że instynkt kobiety jest ważniejszy niż miłość do Ciebie, powiedz ze nie chcesz mieć dzieci, i używaj swoich prezerwatyw kupowanych bezpośrednio przed sexem. Wtedy właśnie zobaczysz że miłości tu nie ma, jest tylko cel do spełnienia. Ty jako człowiek, mężczyzna, liczysz się tylko jako dostarczyciel pieniędzy, opieka nad potomkiem, społeczna akceptacja jako rodzina i to wszystko. Jeśli chcesz mieć dzieci, wszystko jest super, dopełniacie się oboje. Jeśli nie chcesz, musisz się zmusić albo zostaniesz porzucony dla innego dawcy genów i pieniędzy. Sam więc widzisz, albo jeszcze zobaczysz że miłości tu nie ma. Są tylko różne pragnienia i przebiegła walka bez zasad żeby je spełniać czyimś kosztem. A gdy partner nie chce swoim kosztem spełnić kobiecych pragnień? wtedy jest egoistą :) a gdy chce się poświęcić i swoim kosztem spełniać pragnienie kobiety? jest wtedy dojrzałym, wspaniałym i prawdziwym mężczyzną.

Gdy nasza przykładowa kobieta nie ma dzieci, męża, rodziny, bycie mężatką i posiadanie dzieci jawi się jej jako raj na ziemi, szczęśliwość bez końca, niemalze boska idylla. Te wyobrażenia wspierają mężatki które się chwalą i opowiadają jak to jest wspaniale - chcą wzbudzić zazdrość, i skutecznie ją wzbudzają. Każdy wędkarz który złowi rybę, w każdej kolejnej opowieści dodaje jej kilka cm, aż w końcu ze śledzia robi się wieloryb. Podobnie Panowie, wraz z ilością wypitego alkoholu powiększają swoje dokonania na polu miłości - każda zakrapiana alkoholem impreza kończy się zapewnieniami ledwo trzymających się na nogach Panów, że mają 45 cm penisy. Tak już mamy, że lubimy się chwalić przed innymi, żeby nam zazdrościli.

A więc mamy tą nieszczęsną dziewczynę. Wiele intryg, szantażu, wysiłków, i w końcu jest wielki życiowy sukces - ma męża, dzieci.

Kobieta oczekuje z niecierpliwością na ten raj, ale co się dzieje? nie ma raju! jest za to gehenna z mężem zazdrosnym o dziecko, ból głowy, ciężka harówka przy dziecku i wieczne finansowe problemy. Do tego dołącza się nadwaga bo po całym dniu stresu trzeba sobie to odreagować a to chipsami, a to batonikami, i szereg innych elementów typowej rodziny. Miał być raj, a mamy piekło, tu i teraz.

Kobieta czuje się oszukana - szuka winnego tego stanu ze nie jest szczęśliwa. Oczywiście przeważnie winnym staje się mąż. Zaczyna mu dopiekać, ten oddaje czy też unika. W każdym bądź razie sytuacja staje się coraz gorsza. Żona nienawidzi męża ze nie dał jej szczęścia które obiecywały jej koleżanki z pracy, mąż nienawidzi żonę ze stała się taką wredną, zrzędliwą suką. Później zaczyna się walka wykorzystując dziecko, próbując je przekabacić na naszą stronę i wzbudzać wyrzuty sumienia u partnera, później zdrady, kochankowie i szereg innych destrukcyjnych patologii.

Na koniec nieszczęśliwego życia, dziecko nam się odwdzięcza za nasze wrzaski i manipulowanie nim jak rzeczą a nie żywym, czującym człowiekiem, oddaje do domu starców, i zabiera cały majątek. A głupiej kobiecie edukowanej kobiecymi czasopismami zostaje zgorzknienie i smutne oczekiwanie na śmierć. Jedyne co sobie poszalała to okazywanie pogardy kobietom które nie mają rodziny - zauważyliście to? ma dziecko i męża, i czuje się lepsza. A co to jest za filozofia urodzić dziecko? co to za problem? cóż to za dokonanie? a spłodzić dziecko? żaden problem, zapewniam osobiście :)

Dokonanie czegoś to coś znacznie więcej niż poród i złapanie męża. Posiadanie rodziny to za mało by wzbudzić mój szacunek.


Pokazałem Państwu bardzo negatywną wizję rodziny - specjalnie tak uczyniłem by pokazać, że oszustwo i przebiegłość popłaca, ale do czasu a suma sumarum strasznie tracimy na nieuczciwości. A można przecież być uczciwym, nie łapać męża na dziecko, nie chcieć triumfować nad innymi - można? jasne ze można. Gdy oboje partnerów chcą dziecko, dziecko ma wielką szansę wychować się w zgodnej rodzinie.



Reasumując - kobieta która się złośliwie pastwi się nad wami, drogie bezdzietne Panie, jest przede wszystkim zakompleksiona. Tyle czasu czuła się zerem bo nie miała dzieci i męża a inne miały, że teraz musi sobie to jakoś odbić. Wasza rozpacz i pragnienie rodziny sprawia jej rozkosz, wtedy czuje się lepsza, może wami gardzić. To daje jej niezwykłą przyjemność. Ona nie trwa za długo, bo za chwilę trzeba wyjść z biura i zetknąć sie z nie ufającym nam mężem którego sie oszukało. O spotkaniu z sumieniem nie wspominam, bo dla dążącej do celu po trupach kobiecie coś takiego nie istnieje.

Kobieta która się nad wami pastwi, ma w życiu bałagan, czuje się zerem, nic niewartą szmatą. Jedyne chwile w których czuje się lepsza, to te gdy widzi Twoje łzy, gdy Ci dopieka że ona ma dzieci a Ty nie masz, więc rzekomo jesteś niepełnowartościową kobietą. Nie wierzysz mi? ok. Ale uwierz tysiącom badań psychologicznym, i relacjom np. z obozów koncentracyjnych czy wiezień - więzień upadlany wreszcie zostaje kapo, i co robi? pastwi się dokładnie tak samo jak inni pastwili się nad nim. Ten mechanizm został dokładnie opisany przy zjawisku "fali" w wojsku. Co dostaniesz, to oddajesz. Młoda kobieta, torturowana poczuciem że jest nikim cierpi. Złośliwe babska w pracy pastwią się nad nią, po czym ona zostaje takim samym złośliwym zakompleksionym człowiekiem, który robi to samo kolejnej młodej kobiecie. I tak to się wszystko kręci w kółko.

Gdy po raz tysięczny widzisz ten rzekomo przyjazny uśmieszek, i pytanie kiedy będziesz miała dzieci, uśmiechnij się i zapytaj kiedy pogrzeb? ona zapyta zszokowana, jak to? a Ty się uśmiechnij i powiedz, ze przecież tak jak każda kobieta powinna mieć dzieci, tak każdy kiedyś umiera wiec się pytasz kiedy ona umrze. I za każdym razem ten sam tekst daj, i ustaną te żałosne pytania o dzieci. Jeśli nie ustaną, musisz się zastanowić czy warto z taką osobą utrzymywać znajomość. Moim zdaniem nie warto. Ale jeśli uważasz się za kogoś gorszego od kobiety która ma dzieci i męża, to uznasz że warto. Twój wybór, ale pamiętaj że to są także Twoje konsekwencje, bardzo bolesne.

Gdy nie stać Cię by powiedzieć coś takiego, nie pokazuj po sobie smutku. Gdy go pokażesz, już koniec z Tobą. Zakompleksione mężatki widząc ze cierpisz z tego powodu tak jak one kiedyś cierpiały, wsiądą na Ciebie i wyssą emocjonalnie do ostatniej kropli krwi, bo im to sprawia wielką przyjemność - Twój ból, Twoja rozpacz. To od zawsze było paliwo dla ludzi którzy zniszczyli swoje własne życie, i chcą zniszczyć Twoje. Wiesz do czego posuwają się mężatki gdy widzą cierpienie u kobiety? przychodzą z dziećmi, każą im się uśmiechać, mówić jakie są szczęśliwe, pokazują w każdej wolnej chwili zdjęcia i filmy w telefonie. opowiadają o swoim szczęściu. Jedna z moich czytelniczek bawiła się z synkiem "przyjaciółki" i ten jej wyznał że dostaje pizzę za udawanie szczęścia i powtarzanie wyuczonych słów o szczęściu i miłości rodziców przy niej. Był dokładnie instruowany i uczony w domu. Gdy o tym powiedziała "przyjaciółce", ta uciekła a później rozgadywała w pracy że ona chciała porwać jej dziecko. Myślicie że to jedyny przypadek? sam ich znam co najmniej dwadzieścia. To norma i temat tabu, o którym nikt nie mówi bo każdy się boi pokazać że o tym w ogóle myśli. A tam gdzie ludzie jasno nie stawiają spraw, zawsze wkradnie się jakieś cierpienie, i rozpacz. Tam gdzie jest ciemno, zawsze się znajdzie jakiś wampir emocjonalny.



Pytacie mnie drogie Panie co robić? ja znam tylko jedną odpowiedź. Jedną, ale skuteczną. Podniesienie samooceny na bardzo wysoki poziom, pokochanie siebie niezależnie od wyglądu, posiadania dzieci czy męża. Miłość do siebie - oto podstawowy cel. Później dopiero dzieci, mąż - jeśli oczywiście tego zechcecie.

Zapamiętajcie sobie - to że nie macie dzieci, męża, ślubu, nic nie oznacza. Tak jak nie posiadanie np. sokowirówki nie oznacza ze jesteście złymi kobietami. Po prostu jeden coś ma , drugi nie. Miarą wartości człowieka jest jego uczciwość, życzliwość i ciepło dla ludzi, wysoka samoocena, realizowanie się w życiu, dawanie coś z siebie światu.


Ja osobiście zrezygnowałem ze związku i potomstwa, i taka jest moja świadoma decyzja w tej chwili. Oczywiście "życzliwi" podpowiadają ze tak naprawdę jestem nieszczęśliwy, pusty, ze jak będę umierał to nikt mi nie poda szklanki wody, że nie będąc w związku i będąc samotnym, obudzę się z ręką w nocniku.

Moi drodzy - pewnie mi nie uwierzycie, ale jestem znacznie od was szczęśliwszy. Codziennie się śmieję, zachwycam pięknem świata, uczę go i zgłębiam swoje wnętrze, a jest ono cudowne. Nie muszę mieć drugiej osoby obok siebie, wiecie czemu?

Ja sam ze sobą czuję się dobrze, przyjemnie. Druga osoba więc może wraz ze mną cieszyć się, ale gdy jej nie ma ta sama radość nadal będzie we mnie tkwiła. Moja radość i poczucie satysfakcji z siebie jest niezależne od drugiej osoby. Wiele lat mi zajęło uporządkowanie swojego życia, i opłacało się zainwestować w siebie, zamiast robić to co tłum, a potem się upijać żeby zapomnieć o problemach. Kocham siebie, lubię siebie, uwielbiam się poznawać i odkrywać w sobie cudowne skarby - nie potrzebuje płodzić dzieci w panicznym strachu że nikt mi nie poda szklanki wody - zawsze mi ktoś tą szklankę poda.

Ale jeśli poczuję prawdziwą chęć na dziecko, wtedy tak się stanie. Ale to będzie tylko moja decyzja, a nie chęć dowartościowania się przed stadem baranów, nie umiejących samodzielnie żyć i myśleć.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:45

Dobre rady, czy aby na pewno?

 

 

 

Powstały tysiące książek, miliony stron internetowych gdzie psychologowie, a także Ci co się za nich uważają, piszą porady miłosne dla Pań.

Znajdziesz tam wszystko - porady jak utrzymać mężczyznę, jak być pożądaną, jak zaradzić łysinie, odpowiedzi na niemalże każdy problem. Dający doskonałe rady pisarz czuje się wspaniale gdy jest czytany przez wiele podnieconych wiedzą Pań, po czym odchodzi od komputera i przygryza wargi w smutku, ponieważ jego życie uczuciowe to dno.

No właśnie. Miliony porad, i nie ukrywam że wiele z nich jest całkiem niezłych. Jednakże możesz przeczytać je wszystkie, i nic Ci to nie da, w żaden sposób nie polepszysz nawet o milimetr szczęścia i gram radości swojego życia i związku. Czemu? to bardzo proste, a nikt na to nie wpadł.

Wyobraź sobie Panią uczuloną na komary, która mieszka na moczarach. Jest bezwględnie wyorzystywana przez komary - prosi, błaga, grozi, wreszcie wyzywa od pustych żałosnych gnojków i tchórzy, egoistycznych palantów, wjeżdza im na ambicję, szantażuje że wyjedzie do mamy - ale one nadal ssą naszą Panią. Cały świat daje rady jak uniknąć ugryzienia i opuchlizny, bólu - tysiące psychologów, psychiatrów, blogerów, wróżek, mistrzów duchowych, i biseksualnych trenerów stylu życia prosto z Nowego Jorku. Wszyscy coś radzą i sami sie ze sobą biorą w końcu za łby i brutalnie biją o to, kto ma rację jak być szczęśliwym. Wrzeszczą, przekonują, perorują, ale to nic nie zmienia, komary jak gryzły tak nadal gryzą.

A wiesz co ja poradzę tej Pani? żeby przestała słuchać tych wszystkich pajaców i się przeniosła z moczar na suchy teren. A więc ta osoba bierze swoje rzeczy i przenosi się dwa kilometry dalej, i problem znika - tak jakby go nigdy nie było. Proste, prawda?

Tak, ale nie do końca. Ta historia ma wiele zakończeń. Pani z moczarów podświadomie może czuć satysfakcję że jest atakowana przez tyle komarów, więc na zewnątrz płacze, a w środku czuje żal z dziwną satysfakcją do której się nigdy nie przyzna. Gdy była gryziona była kimś, była w centrum zainteresowania, a teraz? zero emocji, nikt się nią nie interesuje.

I tu właśnie leży pies pogrzebany, a raczej komar pogrzebany - jest problem, prawda? chcesz go rozwiązać dając dobrą radę ale to bez sensu. Najpierw trzeba sprawdzić czy cierpiąca Pani nie uzależniła się od cierpienia. Wiele Pań płacze że ich partner je bije, a nie odejdą od niego nigdy, i podają szereg powodów. A jaki powód jest tak ważny, że usprawiedliwia bicie i upodlenie? żaden. Ale wróćmy do tematu - jeśli widzimy ze nasza pacjentka bardzo cierpi, i na swoim cierpieniu zbudowała swoją samoocenę, zostawiamy ją i nie pomagamy. Nie da się tej Pani pomóc, dokładnie tak jak alkoholikowi który lubi wypić. Najpierw trzeba upaść na dno, zachcieć zmiany i wtedy można zacząć zmianę.

Pewna Pani płakała całe życie i narzekała na bijącego ją męża alkoholika. Aż w końcu dostała takie manto, że poszła do szpitala na miesiąc - nie pierwszy raz, tylko ze tym razem został uszkodzony pewien "organ" i cały ten miesiąc wyła z bólu w trakcie koniecznych zabiegów. To było tak straszne doświadczenie, że podjęła decyzję ze odchodzi od mężczyzny, plus policja za znęcanie się. Żeby podjąć ostateczną decyzję, musiała upaść na same dno. Gdy zechciała sama, można było podjąć leczenie uzależnienia od męża, od emocji które jej dawał.

Gdy zobaczyła jaką cenę płaciła za te emocje, a miała czas by to zauważyć, a jej uwagę powiększały wrzaski bólu, otrzeźwiała. I to jest prawidłowy początek leczenia.

Jestem winien Państwu pewne wyjaśnienie. W końcu przed chwilą zrównałem z ziemią wszystkich tych którzy dają dobre rady, i niejako dałem do zrozumienia że ja jedyny znam ta receptę - oczywiście znam ją, i dlatego wiele z was jej nie zrozumie. Nie dlatego ze jest trudna, ale właśnie dlatego że jest szokująco łatwa, i naprawdę działa. Chcecie szczęścia, a gdy je zobaczycie uciekacie. Doskonale się o tym mechaniźmie przekonałem pracując z osobami otyłymi. Gdy wreszcie Panie zaczęły tracić wagę a życie zaczęło się prostować, czuły niezwykłe zagrożenie i rezygnowały. A jak zrezygnować, skoro widać że działa? to byłoby ewidentne przyznanie się do winy, do tego że otyła Pani kocha swoje ciężkie życie, że nie chcę żyć przyjemniej, zdrowiej i lepiej.

Jest taki sposób - dyskredytując terapeutę - a więc obrażały mnie, wyzywały, oskarżały o kontakt z Szatanem, i zrywały znajomość z radościa znowu tyjąc. Tyle czasu energii i mojej wiedzy szło na marne, a zamiast dziękuję słyszałem wyzwiska. Taki jest los ludzi, którzy szczerze chcą komuś pomóc. Gdybym pomagał obłudnie, miałbym wiele przyjaciół - otyłych przyjaciół :) właśnie za to byłbym lubiany, że pomagam i nic z tego. Można mówić ze się odchudza, ale nic z tego bo geny nie pozwalają. Teraz bez pieniędzy za moją wiedzę nie kiwnę nawet małym paluszkiem, i ludzie chętnie to doceniają.

Podstawa mojej terapii - przyznanie się przed sobą że moja otyłość jest dla mnie ważna, spełnia jakiś cel. Ten cel to wyniesione z dzieciństwa poczucie ze jestem bezwartościowa, że jestem szmata itd i spełnia się to w ten sposób ze się tyje i brzydnie, a winę zrzuca na geny i leki. Przy zapytaniu o ilość jedzenia osoba pytana wpada w prawdziwy szał. Potem dowiadujemy się jaki jest cel bycia otyłym, trzeba go sobie dokładnie uświadomić. Bez tego uświadomienia nic się nie uda zrobić. W końcu ułożenie programu na podniesienie samooceny - i wreszcie odchudzanie. Taka jest kolejność odchudzania - prawdziwego odchudzania a nie tego co nam serwują rzekome autorytety i dietetycy co sami mają przeważnie olbrzymią nadwagę.


Wracając do tematu recepty - jest tylko jedna recepta, a jest nią podniesienie własnej samooceny. Wszystko inne jest nic nie warte. Joga, aerobik, medytacje, SPA, dieta - to wszystko nie ma znaczenia. Celem NR1 jest tylko i wyłącznie polubienie siebie. Gdy polubisz siebie, pokochasz, poczujesz ze sobą dobrze, Twoje życie zmieni się w raj. Owszem, na zewnątrz nic się nie zmieni, ale Ty będziesz się czuła świetnie. Odprężona, zadowolona, wywrzesz na ludzi magnetyczny wpływ. Gdy pokochasz siebie, wybaczysz chętnie krzywdy których doznałaś od ludzi, zaakceptujesz siebie, wyrzucisz z siebie wszystkie trucizny i zaczniesz żyć jak królowa. Wielu ludzi zajmuje się medytacją i technikami z jogi, ale bez podniesienie samooceny robią sobie olbrzymią krzywdę.

To dlatego wszyscy Ci proponują wszystko tylko nie podniesienie samooceny. Gdy pokochasz siebie nie można Cię zranić, manipulować, zasmucić - nie uzależniasz się od ludzi i życia ponieważ czujesz się ze sobą wspaniale. Tak, wiem, wszyscy Ci będą to odradzali, mówiąc ze miłość do siebie to źródło wszelkiego zła. Wiele wymyślono by obrzydzić ludziom samych siebie i zeby się poswięcali nie dla siebie, a dla innych cwaniaczków którzy na tym żerują. Ale nie kochając siebie, cierpisz i inni też cierpią. Nikt nie wygrywa, wszyscy przegrywają. Gdy kochasz siebie, Ty na pewno wygrywasz a inni ludzie widzą ze można żyć pięknie, i sami chcą też się zmienić.

A więc zostaw te diety i pokochaj siebie. A teraz powiem Ci coś bardzo ważnego - słuchasz? gdy polubisz siebie, zniknie chęć na jedzenie niezdrowej żywności. Ot tak po prostu, bez żadnego zmuszania się, zaczniesz jeść zdrowe i smaczne rzeczy. Schudniesz, poprawi się zdrowie, uroda. Wyjdziesz z tego syfu w którym żyją miliony kobiet, z tego zaklętego kręgu cierpienia, potępiania siebie, i marzenia o nowej torebce która ma dać szczęście, a którego oczywiście nie daje. Oto tajemnica świata, tak banalnie prosta, skuteczna i za darmo. To jest właśnie święty graal, poszukiwany od wieków.

Dam Ci dobry przykład - mąż się przy Tobie ogląda za innymi kobietami. A więc czytasz dobrą radę, ze masz pogadać z mężem, czytasz też 100 innych rad a każda mówi co innego. Wszystkie nie mogą mieć racji, prawda? więc zawsze jest duża szansa że wybierzesz złą strategie postępowania. Gdy pokochasz siebie, nie będziesz czytała tych bredni nieudaczników tylko od razu weźmiesz faceta na bok i mu powiesz "kocham Cie, ale rani mnie gdy oglądasz się za innymi kobietami, nie rób tego proszę więcej" - i wiesz co? facet spojrzy Ci w Twoje spokojne pewne siebie oczy, i natychmiast załapie o co chodzi.



Co Ci po całym świecie, skoro nie lubisz siebie i źle się czujesz ze sobą? co Ci po pieniądzach, zdrowiu? i tak tego nie docenisz, będziesz żył jak trup. Nie zachwycisz się zachodem słońca, potężnym pomrukiem oceanu, ukochanym zwierzaczkiem - co Ci z takiego życia?

sobota, 30 czerwiec 2012 17:44

Strategie oszustw erotycznych

 

 

 

Swego czasu, w grzesznej młodości, gdy mistrz poznawał dużo dojrzałych Pań, powstało w nim pytanie - jakie są granice kitu, który można wcisnąć kobiecie?

Każda z Pań opowiadała mi z rumieńcami na twarzy o swoich kochankach, komandosach, płatnych zabójcach, członkach camorry, agentach wywiadu. Uważałem to za żart, a ponieważ w trakcie opowiadania mi o tych ludziach moja krew odpływała niemalże całkiem z mózgu w inny, niższy rejon ciała, toteż nie oponowałem. Ale później, gdy moje zdolności logicznego myślenia wracały, nie dało mi to spokoju - o co tutaj chodzi? porozmawiałem z kolegą, znanym dość blisko co najmniej 1000 mężatkom w Warszawie i poza nią. Potwierdził, to co usłyszałem, i zapewnił że aktualnie na topie jest członek mafii Pruszkowskiej, a uniwersalnym wabikiem zawsze modnym i aktualnym jest najemnik zabijający ludzi gdzieś w Afryce.

Niestety rozmowa nie trwała długo, ponieważ kolega, łysiejący robotnik budowlany vel tajny agent CIA szedł na kolejną randkę, z uśmiechem wkładając dłoń z paczką prezerwatyw do kieszeni.


Śmieszne? bardzo. Ale o co tu chodzi?


To proste. Kobieta która się dowiaduje ze jej kochanek jest zabójcą, czuje emocje. Emocje dają szybki i adrenalinowy sex. Obcowanie z człowiekiem który morduje innych, to jak obcowanie z lwem, dopóki jest najedzony, jest dość bezpiecznie. Człowiek który zabija, przełamał tabu, coś wie - ma władzę, i roztacza wokół siebie mrok. Jest bezwzględny i silny, a to podnieca kobietę na zasadzie atawizmu. Kobieta jako człowiek może się brzydzić zabójcą, ale jej znudzone ciało pragnie rozkoszy i obcowania ze śmiercią.

Wyobraźcie sobie teraz kurę domową, która całe życie zajmuje się odmóżdzającą pracę - wali w klawiaturę jak małpa przez 8 godzin, wraca do domu i ogląda M jak miłość i Klan, wypierze dzieci i kładzie się do łóżka, obok spoconego i niedomytego otyłego wąsatego męża który całą noc chrapie i pierdzi po golonce z piwem. W sobotę wieczorem daje mu sobie włożyć, żeby w niedzielę miał dobry humor i po kościele nie skąpił na zakupach całą rodziną w hipermarkecie. I tak od lat, w kółko to samo.

I nagle pojawia się łysawy płatny zabójca na czacie internetowym. Czujesz ten dreszczyk emocji? no właśnie, o to właśnie chodzi. Kura domowa w trakcie lepienia pierogów szczytuje na samą myśl o Don Corleone którego spotkała na czacie.


Czemu kobiety w to wierzą? a czemu wierzą komplementom meżczyzny, któremu chodzi o dobranie się do ich majteczek? nie wiedzą o co mu chodzi? jasne ze wiedzą. Zawsze wiedzą o co chodzi. Ale kobieta komplementowana rozkoszuje się tym stanem. Tak, sama się oszukuje, bo to sprawia jej przyjemność. A zadowolona i doceniona kobieta, ma mniejszy opór mięśni udowych. Wiara w to że kochanek jest płatnym zabójcą, podwyższa samoocenę kurze domowej. Czuje się wyróżniona, inna, lepsza. Zna tajemnicę, zna prawdę której nie znają inni obok niej. Poza tym ta wersja pozwala wytłumaczyć sobie, czemu Wiesiek Corleone tylko raz ją wziął od tyłu gdzie stękając skończył po pół minucie i zniknął - nawet nie odpowiada na smsy wysyłane na jego popa. Musi się ukrywać przed Interpolem i mafią.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:43

Agresywne matule

 

 

 

Parę dni temu miałem dłuższą rozmowę z czytelniczką.

Postanowiłem opisać ją w postaci artykułu, by inne Panie także mogły się z nią zapoznać. Oczywiście wszystko co tu piszę, piszę za zgodą mojej czytelniczki.

Mamy zgrabną, inteligentną i wykształconą kobietę w wieku 29 lat, wolną, niezależną finansową. Kobieta ta nie czuje potrzeby posiadania dzieci, ani męża. Rozwija się intelektualnie i duchowo, korzysta z życia, zwiedza świat, realizuje się w swoich pasjach. Oczywiscie jest jedno ale. Rodzina i koleżanki.

Rodzina na wszelakich zlotach rodzinnych, dopieka jej jak może, i dokucza ponieważ moja czytelniczka nie ma dzieci ani męża. Presja rodziny, i widok szczęśliwych rodzin i tabunów dzieci, rozbija emocjonalnie czytelniczkę, co sprawia że się załamuje i bardzo to przeżywa. Presja rodziny jest tak duża, że czytelniczka postanawia się ożenić i urodzić dziecko. Chętnych dawców nasienia z powodu atrakcyjności fizycznej i mentalnej czytelniczki nie brakuje. I tu zaczynają sie moje sugestie, żeby wspaniała kobieta sobie nie zepsuła życia.


Kobiety w swoim stadle, zachowują się często niezwykle sadystycznie. Na świecie nie istnieje patriarchat dlatego ze kobiety są tłamszone, o nie - kobiety nie potrafią się zorganizować, bo wystarczy że jedna z nich jest ładna lub lepiej ubrana, i cała reszta zaczyna jej nienawidziec i obgadywać. Każda struktura się w ten sposob rozpada jak domek z kart. Człowiek z niską samooceną, a takich jest 95% (co najmniej) polepsza sobie samopoczucie widokiem tych, co mają gorzej od niego. Kiedy kobieta mająca męża i dzieci widzi kobietę bez rodziny, zaczyna jej dokuczać - a jaki jest tego cel? udowodnienie że ona jest lepsza. Lepsza dlatego, bo przekłuła chłopakowi prezerwatywę i urodziła dziecko, oraz zaciagnęła szantażem emocjonalnym i dobrym sexem męża do ołtarza. Podobnie jak i kobiety epatują rodziną, mężem i dziećmi, mężczyźni udowadniają sobie swoją lepszą pozycję autem bądź ubraniem.

Najgorzej jest wtedy, kiedy kobieta bez rodziny jest szcześliwa, i są takie kobiety. Co wtedy czuje kobieta która musi się użerac z pijanym nierobem, i obsranymi pieluchami, ciągle zastanawiajac się skąd wziąść pieniądze na następny dzień? jak myślisz, co czuje, widząc świetnie ubraną, zadowoloną, szczupłą i zadbaną kobietę cieszącą się życiem? tak, zgadłaś - zazdrość. Do tego dochodzi zawiść, i bardzo często gorzka nienawiść. Wtedy się zaczyna atak, i argumenty z piekła rodem mające zniszczyć dobre samopoczucie wolnej kobiety - proszę Państwa, oto nieświęta czwórca

1. Jak bedzie umierać to nikt jej nie poda szklanki wody - nieprawda, to właśnie mamusie umieraja samotne, bo dzieciom już tylko zależy na spadku a wolne kobiety odłożyły wystarczającą ilość pieniędzy by ostatnie lata życia spędzać w dobrych warunkach. Kto odwiedzał Polskie szpitale i widzial te usychające z tęsknoty staruszki, ten wie że to oczywista oczywistość.

2. Egoizm bo myśli tylko o sobie a nie o dzieciach - a nie jest egoizmem płodzenie dziecka bo tak trzeba, i żeby na stare lata nam dziecko pomagało? W dzisiejszych czasach nie ma zagrożenia wyginięcia ludzkości, i naprawdę nie trzeba w obłąkanym amoku płodzić dzieci. To juz nie te czasy ze ludzie byli potrzebni do przetrwania danej rasy czy narodu.

3. Kobieta bez dziecka głupieje - statystyczna kobieta na pewno. Jednak są takie kobiety, które nie żyją tylko rozmnażaniem i zakupami, a mają trochę wyższe aspiracje i cele w życiu.

4. Życie kobiety bez potomstwa jest niespełnione, puste - życie człowieka jest pelne wtedy, gdy człowiek zaczyna kochać siebie, i czuje miłość w sobie. Oto cel. Jeśli człowiek się doprowadzi do tego stanu, jego życie ma znacznie większy sens niż miliard matul z dziećmi które spełniaja tylko biologiczne nakazy rozmnazania się. Mając dzieci też można to osiągnąć, ale nie trzeba. Oto zasadnicza różnica.


Kto ma potrzebę posiadania dzieci, niech je ma i je kocha, i się w tym spełnia. Kto nie chce, niech ich nie ma. Proste? jasne że tak.


Jesli chcesz mieć dzieci, musisz się dokładnie zastanowić czemu je chcesz mieć. Jesli chcesz je mieć, bo rodzina i znajomi Cię szykanuja, to nie rób tego. Zrozum, oni Ci dokuczają bo Ci zazdroszczą a nie dobrze zyczą, podleczają sobie swoje kompleksy Twoją rozpaczą, bo im to sprawia przyjemność. I Ty chcesz dla takich kreatur które Cię gnoją, wywrócić swoje życie do góry nogami? chcesz im się przypodobać i zajść w ciążę? żeby byli zadowoleni?

Jak się będzie czuło Twoje dziecko którego nie bedziesz kochała? jak Ty się będziesz czuła? nie każdy musi mieć potrzebę posiadania dzieci - chcesz złamać swoje całe życie żeby matule z nadwagą się nie obśmiewały z Ciebie? to Ty się obśmiej z nich - gdy Cie kolejny raz zapytaja kiedy dzieci będą, powiedz że nie masz zamiaru mieć dzieci - utnij temat, i od razu zaatakuj - spytaj gdzie ostatnio były, w teatrze, w operze, gdzie wyjechały sobie? niech odpowiedzą, i Ty sie zacznij wtedy głupkowato uśmiechać z litością, tak jak one do Ciebie. Pamiętaj, gdy jesteś atakowana celem napastnika jest zepchnięcie Cię do obrony, wtedy może spokojnie Cię upokarzać - nie pozwól na to - Ty zaatakuj. Właśnie w ten sposób, niech zobaczą na własnej skórze jak to jest gdy ktos się wpieprza w cudze życie z brudnymi łapskami.

Matula jest gruba? powiedz ze masz super dietę. Jest biedna? pochwal się nowymi zakupami. Jest tępawa? pochwal się czytanymi ksiażkami. Zaatakuj, i nie pozwól nigdy na to, byś stała się workiem bokserskim dla zakompleksionych sfrustrowanych babsztyli.

Każdy ma swoje życie, i kazdy niech żyje jak chce. Istnieje tylko jedno prawo, jedna zasada życia - spelniaj się tak, jak czujesz ze masz się spełniać. Idź za głosem serca, niech ono Cię prowadzi.



Idź za głosem serca, a nie wściekłych na cały swiat, babiszonów ze wscieklizną macicy która sobie ulży widząc jak Cie doprowadza do płaczu swoimi sugestiami że jesteś zła, egoistka, że jesteś zero. Nie jesteś zerem, jesteś wartosciowa - i mówię to ja - mi możesz, a nawet powinnaś zaufać. Ktos kto tak Cię traktuje sam zachowuje się jak żałosny śmieć. Nie miej litości i nie upokarzaj się przed byle hamstwem.



Ps. wklejam komentarz czytelniczki, która dostrzegła to co ja zapomniałem napisać, plus mój do tego komentarz

Ja tak mialam do pewnego czasu z moja rodzina i z wieloma innymi osobami, ale nie zgodze sie z Toba, ze kazdy kto tak mowi, robi to z zazdrosci itd. Po prostu czesc ludzi jest swiecie przekonana, ze to jedyny odpowiedni schemat zycia, ze instynkt macierzynski jest czyms naturalnym i wbrew naturze jest to, zeby kobieta nie miala dzieci. Czesto są to ludzie wyznajacy konserwatywne poglady, wierzący (czyt. chrzescijanie, katolicy). Tak bylo i w moim przypadku. Jesli kobieta mowi, ze nie chce miec dzieci, a w dodatku jesli mowi, ze nie chce wyjsc za maz, to ci ludzie uwazaja takie poglady za chore. Moja mama doslownie tak mowila, jeden kolega (!) powiedzial, ze to NIE JEST normalne, nawet ostatnio uslyszalam od innego, ze: "kazda kobieta chce miec dzieci i musi urodzic, bo bez tego nie bedzie szczesliwa".


Racja - ale znam ludzi ograniczonych, np. katolików i mimo tego że uważają takie zachowanie za chore, ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości nie zadają tego samego pytania po kilka tysiecy razy. Ktoś kto międli ten temat latami, i widzi że osoba pytana cierpi i źle się czuje jest bucem i hamem. Np. Ja - mój dobry znajomy, satanista, w sumie dobry chłopak ale przesadził z zabawą w czarną magię i szkodzenie innym ludziom i się rozbił w aucie. Powiedziałem mu raz że w tym roku umrze jeśli nie przestanie robić tego co robił, i wystarczy. Nie narzucałem się bo uszanowałem jego wolną wolę którą wykorzystał do niedobrych rzeczy. Wiec niech matule z dobrym sercem uszanują wolną wolę kobiet które nie chcą mieć dzieci.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:40

Strategie wampira emocjonalnego

 

 

 

Większość wampirów emocjonalnych działa w specyficzny sposób.

Ponieważ celem wampira jest wyssanie z Ciebie energii, musi to robić sprytnie, tak byś niczego nie zauważył. Przypomnijmy - wyssanie energii - takie pokierowanie Tobą, byś był nieszczęśliwy, unurzał się w gniewie, złosci, strachu. Zebyś został wypompowany, i wreszcie porzucony.

Jest taka przypowieść. Gdy wrzuci się żabę do garnka z wrzątkiem, wyskoczy od razu. Ale jeśli wrzuci się ją na zimną wode, i stopniowo, powoli podgrzewa garnek to wtedy żaba ugotuje się w garnku. Dokładnie tak działa wampir emocjonalny. Gdyby podszedł do Ciebie, ofiary, i uderzył Cię w ucho, sam by najprawdopodobniej też dostał, i byś go nienawidziła. Wtedy nie mógłby zaszkodzić, bo wampir szkodzi nie otwarcie, a wślizguje się w Twoje łaski, zdobywa zaufanie, i wtedy niszczy, powoli ale dokumentnie. Myślisz że atak fizyczny jest gorszy? nigdy w życiu.

Gdy zostaniesz pobity, rany sie szybko zagoją, psychiczne znacznie później ale też się zagoją. Po ataku psychicznym wampira jestes zdrowy na ciele, (do czasu) ale Twój umysł jest zarażony - zazdrością, niechęcią, niska samooceną, strachem przed ludźmi i życiem. Wampir zabiera Ci po prostu życie, a tak naprawdą tylko to masz. Wampir zdruzgocze Cię tak, że się nigdy nie pozbierasz.

Wampir emocjonalny - jak to strasznie brzmi! ale to jest zwykły człowiek, który nauczył się manipulować i czerpie rozkosz z nieszczęścia innych.

Pamiętam doskonale swój zwiazek z pewną Panią. Inteligentna, rozumiejąca, byłem zaskoczony że poznałem tak pokrewna duszę, nie dowierzałem własnemu szcześciu. Długie rozmowy o życiu, świecie, duchowosci, pełne przyjemnosci i intelektualnej satysfakcji chwile, w końcu wyuzdany, dobry sex. Ponieważ wtedy uważałem się za mistrza manipulacji, oczywiscie dałem się zmanipulować jak dziecko. Dopiero po jakimś czasie dostrzegłem co się ze mną dzieje, jak oszalałem. Pamiętasz przypowieść o żabie? właśnie tak byłem gotowany, powoli, ale bardzo skutecznie.

Będąc pewien swojej mądrości, nie zauważyłem łagodnego przejścia od przyjemnego spędzania czasu, do dramatu. Te specjalnie wyreżyserowane sceny, płacz, histeria, zakaz sexu (przecież ona nie może się kochać skoro ma takie wielkie problemy) z sugestią ze jak coś zalatwię to wtedy mogę liczyć na sex. Miałem w sobie chaos, i za wszelką cenę próbowałem sprawić by mojej partnerce było dobrze, by tak strasznie nie cierpiała. Ale to przypominało bezdenną studnię, do której co byś nie wrzucił, ona nadal jest prawie pusta. Ale chciałem pomóc, tak strasznie chciałem pomóc że zapomniałem o sobie. Mogę śmiało powiedzieć, że wtedy poruszyłem wszystkie swoje zdolności, całą siłę woli którą miałem by pomóc. I pomagałem, tylko że w zamian nie miałem nawet słowa dziękuję, wszystko tak jakby się należało mojej Pani.

W którymś jednak momencie powiedziałem sobie stop. Przeanalizowałem wszystko na spokojnie, i doszedłem do pewnych, wstrząsajacych dla mnie wniosków. Czemu ja cierpię, czy związek to cierpienie czy obopólna rozkosz? powinna być co najmniej przyjemność. Ok, lećmy dalej - czy jej cierpienie to moja wina? nie - czy wina czyjaś, czy ona się potknęła w życiu i trzeba jej pomóc? tu w szoku zrozumiałem ze te wszystkie problemy to nie wina złego losu, a jej decyzji. Czy w związku z tym ja muszę się poświecać, by to co ona spaprala naprawiać swoim własnym kosztem? na pewno nie. Gdyby los ją doświadczył, chętnie bym pomógł, ale jeśli ona sama?


Pozostała jeszcze jedna kwestia. Kochałem ją i byłem po prostu uzależniony od sexu z nią, od jej dotyku, rozmów, obecności. Wtedy zrobiłem rzecz w którą prawie nikt nie wierzy, a która u niemalże wszystkich działa, dlatego ludzie jej nie cierpią ponieważ ludzie nie chcą zmiany, chcą tylko usprawiedliwienia że coś robią, i nadal tkwią w starym smrodku. Czyli i ja też. To coś nazywa się sugestią uwolnienia. Bardzo silna technika wpływania na podświadomość.

Oczywiscie zadziałała, i po dwóch dniach moja Pani zrobiła mi takie świństwo, że jako człowiek honoru nie miałem innego wyjścia jak odejść. Wolałbym umrzeć niż prosić kobietę o łaskę, i mało co nie umarlem z tęsknoty, ale jak widzicie, żyję i mam się nieźle :) W prosty sposób zostało wszystko załatwione, i odetchnałem z ulgą. Za mocno przykręciła ogień na garnku, i wyskoczyłem z niego, bo sparzyło mnie w zadek. Popełniła błąd, i własnie po zastosowaniu tej techniki wszelakiej maści wampiry właśnie popelniają błąd. Ty tracisz emocje, a wampir ofiarę.

Ex Pani mego serca, a szczególnie krocza nie była wampirem emocjonalnym. Miała ich wzorce ale to jednak nie była ta energia, mimo wszystko. Była zwyczajnym pasożytem co wczepia się w mężczyznę i ciągnie z niego pieniądze i przysługi, a takich pasożytów obojga płci jest wiele w tym pięknym świecie. Ale właśnie mniej więcej w ten sposób wampir postępuje. Od wampira różniło ja to że nie była zła z natury, nie cieszyło jej cierpienie innych, ona chciała tylko pieniędzy i przysług, a osiągała to w taki sposób, w jaki sie naucyzła w dzieciństwie, czyli rozkochaniem a później pasozytowaniem na zakochanym mężczyźnie.

Teraz już wiem, że jedyną ochroną przed wszelkiej maści wampirami i pasożytami jest szacunek i miłość do siebie, i nic innego Cie nie uratuje. Jeśli nie kochasz siebie, wampir znajdzie droge do Ciebie i Cię zniszczy. Nie masz najmniejszych szans w starciu z mistrzem manipulacji.

Podam Ci przykład. W momencie zwiększania temperatury, czyli - jest dobry sex, miła rozmowa, czujesz się dobrze i pada prosba - odmówisz? w życiu. Dodatkowo kobieta wampir udaje bezbronną, nieszczęśliwą, zapatrzona w Ciebie, jest pełna podziwu dla Twojej madrosci a Ty szalejesz z satysfakcji. Mężczyzna wampir prawi komplementy, jest zachwycony Twoją urodą, ale szczególnie komplementuje Twoją głębie duchową i intelekt. Następnego dnia ta sama sytuacja, tylko prośba troszkę większa. W miedzyczasie gdy okaże się że się zakochałeś, następuje u wampirzycy cierpienie, któremu Ty oczywiscie jako jej opiekun, chcesz zaradzić. I tak właśnie się wciągasz w tą grę.

Gdy kochasz siebie, wyczujesz zawsze początek gry, i odmówisz. Wtedy wampir albo będzie grał dalej, ale przeważnie wsciekly zrezygnuje z Ciebie. Wtedy usłyszysz ze jesteś żałosnym egoistą, że ją upokarzasz, ze zachowujesz się jak dziecko w przedszkolu, że jesteś żałosny i cały szereg hasełek które maja sprawić ze poczujesz się jak ostatni drań. Problem w tym, że gdy kochasz siebie nie poczujesz się jak drań, bo wiesz ze jesteś dobrym człowiekiem. Dlatego wszyscy wokół tak walczą z jakąkolwiek ideą kochania siebie, a promują poświęcanie dla innych. Gdyby ludzie zaczęli kochać siebie, wampiry nie miałyby kogo niszczyć, a tak, do wyboru do koloru, masa mędrców którzy myślą ze jak sie poświęcą to Pan Bóg ich wynagrodzi po śmierci. Tutaj razem z wampirami emocjonalnymi, śmieję się z naiwności i cwaniactwa, które zawsze się obraca przeciwko człowiekowi który myśli że wygra z siłą, z którą się nie da wygrać cwaniactwem, bo ona powstała z cwaniactwa.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:40

Uzależnienie od wampira emocjonalnego

 

 

 

Otaczajacy nas świat, stale wywiera na nas presje.

Ludzie z którymi żyjemy, mieszkamy, pracujemy, mają pewne oczekiwania. Ty także je masz wobec nich. Wszyscy mają wobec wszystkich pewne oczekiwania, dotyczące zachowania, sposobu bycia, i reagowania na nas.

Gdy ktoś przekracza te normy, określone przez nas, wtedy reagujemy emocjonalnie. Albo pozytywnie, albo negatywnie. Ale w tym artykule zajmiemy się osobami, które wywierają presję na nas, ponieważ chcą żebyśmy coś dla nich zrobili. Tak, oczywiście mam na myśli wampiry emocjonalne, które ssą aż wyssą wszystko do końca, zostawią nas wyczerpanych, zgnojonych, upokorzonych aż zadowolone i napojone własnym poczuciem triumfu nad nami, odejdą szukać nowych ofiar, tracąc nami kompletnie zainteresowanie.

Najlepiej opanowanym chwytem wampirów emocjonalnych jest wzbudzanie naszego poczucia winy, oraz robiący furorę na całym świecie tekst "jesteś egoistą". Tak, jesteś egoistą bo nie chcesz poswiecić się dla innych, dla tych innych którzy nie ruszą nawet palcem w Twojej sprawie. Jakakolwiek dyskusja z wampirem na temat bezsensowności tego zarzutu, nie ma kompletnie zadnego sensu. Jest on opanowany jednym pragnieniem - wyzyskania Ciebie. Gdy Ty będziesz mu mówić logicznie że nie ma racji, on się delikatnie uśmiechnie, pokiwa z litoscią głową, i zacznie od nowa swoją mantrę w słusznej nadziei że powtarzanie czegoś tysiac razy sprawi ze w to uwierzysz, albo powie cos w rodzaju że jesteś dziwna, nienormalna, głupia. Spojrzy jak na wariata, ale tak zebyś dokladnie to zauważyła. Gdy to nic nie da, zacznie Cię obmawiać przed innymi, szkalować, wyśmiewać. Ale to już wtedy gdy wie ze nic nie zyska. Czy wampir wie że manipuluje? wie, ale czasami tak go ponosi ambicja ze zaczyna wierzyć w to ze ma racje i słuszność. Więzienia są pełne zwyrodnialców którzy szczerze wierzą ze zostali niesprawiedliwie potraktowani za swoją dobroć. "Przecież musieli go zabić! nie mieli wyjścia, spojrzał sie na nich bez szacunku! musieli! czemu nikt tego nie rozumie?!" biedactwa. Jak widać, oszukiwanie siebie nie zwalnia nas z konsekwencji swego postępowania.

No właśnie. Takie wampiry są najgorsze. One naprawdę uwierzyły że świat jest stworzony do spelniania ich pragnień. Kompletnie nie dostrzegają że swiat może mieć inne pragnienia niż służenie wampirowi. Dlatego wampir bardzo często strasznie cierpi, ponieważ świat czesto mu daje wycisk. Kilknascie ofiar upodli, trafi wreszcie na taką która go przeciągnie w gnojówce parę razy. Zobaczcie na znanych gangsterów. Nie znają dnia ani godziny w lęku przed kulą platnego mordercy. Politycy - inni tylko czekaja by ich zdyskredytować i zniszczyć. Wampiry też nie mają lekko. W ich świecie nie ma jedności, jest ciągła, bezwzględna walka o dominację i co lepsze kąski.

Wampir się przystosowuje. Każdy klaps od życia czegoś go uczy, aż powstaje wampir niemalze doskonały. Przystojny, uroczy, inteligentny. Maszyna stworzona do wabienia ofiar w swoje sidła. Ciągle polowanie go podnieca, i dąży do nowych celów i to go czasami gubi, ponieważ upodlona ofiara nie zapomina o swoim kacie, i go dopada. Wiecie co jest w tym wszystkim najstraszniejsze?

Byłe ofiary które mszczą się na wampirze, to nie osoby które pożądaja sprawiedliwości. To osoby które w leku przed zyciem, znalazły oparcie w wampirze który swoją siłą dawal im poczucie bezpieczeństwa. Gdy już je wyssał emocjonalnie, odszedł. A ofiara tęskniła za ssaniem, za upokorzeniem ale też stałością, pewnym poczuciem bezpieczeństwa jakie dawało kiepskiej jakości życie z wampirem. Do tego dochodzi fakt ze wampir przeważnie jest przystojny, zamożny czyli społeczny podziw. Jak wyssana kobieta potrafi zniszczyć życie wampirowi emocjonalnemu, wiedzą policjanci, detektywi i wiem także ja bo pracuję z takimi kobietami nad uzależenieniem od wampira.

Pewnie was dziwi, jak można się uzależnić od wampira? można. Jest to najstraszniejsze uzależnienie, znacznie gorsze od uzależnienia od heroiny.

Ofiara wampira ma zawsze niską samoocenę, nie docenia siebie. Po głębszej terapii z wniknięciem do dzieciństwa ofiary widać zawsze zadawnione i zapomniane urazy i nienawiść do siebie samej, poczucie winy, często obrzydzenie do swojego ciała, do wlasnego strachu czy innych ludzkich emocji. Do tego zawsze dochodzi lęk przed zyciem, przed doswiadczaniem bliskości z drugim człowiekiem. Strach przed zranieniem nas przez innych ludzi, przed ich zdradą, negatywną oceną.

I własnie wampir spełnia te skrywane podświadome pragnienia. Rozmowa z poniżaną i bita kobietą zawsze wygląda tak samo - "bił mnie, poniżał, czułam się jak szmata i zero, śmieć, i jeszcze bardziej kochałam swojego misia, wierzyłam ze jak się porządnie wyżyje to się zmieni". Kobieta nie wie czemu tak szaleje za zwyczajnym prymitywem co za swoje kompleksy się na niej i dzieciach wyżywa. A taki misiaczek z kłami, po prostu spelnia nie uswiadamiane potrzeby emocjonalne. Gdyby nie wampir, kobieta by się sama ukarała, wypadkiem, zranieniem, czymkolwiek by tylko sobie dopieprzyć.

Gdy w trakcie terapii wyciąga się te brudy z podświadomości ofiary, kobiety często są zszokowane że coś takiego w nich było, taka nienawiść do siebie. Większość kobiet nie przyjmuje jednak tego do wiadomości, i wraca w stare tryby życia, by być bitą i płakać na zły los, nie chcąc wiedzieć ze to nie los jej zniszczył życie, a jej własna podświadomość, czyli ona tak naprawdę. Taka jest cena za ignorancję. Ale trzeba uszanowac wybór takiej osoby. Niech cierpi, wtedy gdy stanie się to nie do wytrzymania, wtedy zacznie sama szukać pomocy. Wczesniej nic i nikt jej nie pomoże, nawet leżenie na kozetce u Hannibala Lectera.

Niektóre Panie, korzystają, i zaczynaja pracować nad swoją samooceną. Wtedy miś ucieka. Zawsze tak jest. Ludzie wyczuwają siłę u innych, wyczuwaja tych którzy nie dadzą się zgnoić. Wampiry od takich uciekają, i słusznie bo takich ludzi nie można wyssać. Wampir zawsze urządza polowania tam gdzie jest brzydko, ciemno, gdzie smierdzi ludzkimi lękami, fobiami i niechęcia do siebie. Szacunek do siebie sprawia ze taka kobieta robi się pozytywna, jasna, słoneczna i promienna. Dobroć i zyczliwość dla siebie dla wampira, to jak antybiotyk dla bakterii.

Co z Paniami które nie pracują nad samooceną, a miś odszedł? odszedł, bo juz się nudził. Zdobył, wyssał, czas na następne wyzwanie. A wtedy Pani szaleje. Była kimś, wampir ją gnoił, upokarzał, czasem bił - była kims ważnym dla niego, a teraz jest nikim. Więc go szuka, msci się. Pragnie znowu tego gnojenia, bo na tym zbudowała swoje życie - gnojenie kojarzy z miłoscią.

Musze tu wyznać że dla takich Pan, nie widze dużych szans na poprawę. Są niejako skazane na cierpienia całe życie. Ale tu mogę się mylić, bo w grę wchodza często czynniki których nie jestem w stanie przewidzieć. Tym czynnikiem jest motywacja do zmiany, ale problem w tym ze ludzie w większosci nie chcą się zmieniać, bo nowość jest niebezpieczna, nieznana. Lepszy stary smrodek, brzydko pachnie ale swój, własny, znany.

Kolejnym typem Pań jest kobieta którą osobiscie w pewnym stopniu szanuję. Kobieta - matka, ktora czuje szóstym zmyslem że z wampirem jest cos nie tak, ale chce go zmienić. To się oczywiście nigdy nie uda, ale ona próbuje, poswieca się i w imię tego cierpi co wampir skrzętnie i z radoscią wykorzystuje. Tu kluczem jest podniesienie samooceny i dostrzeżenie w innych ludziach wewnętrznego piękna, pozwolenie im na doswiadczanie życie i jego lekcji a nie próba na siłę swoim kosztem zbawiania innych, co nic kompletnie nie daje, a psuje życie temu kto chce zbawiać świat.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:38

Ona zdradziła

 

 

 

Zostałeś zdradzony.

Teraz, gdy o tym wiesz, i wspominasz uśmiech kobiety, jak Ci patrzyła prosto w oczy opowiadając że została w pracy na nadgodzinach, jak się uśmiechała zapewniając o swoim szacunku i miłości, jak w jej oczach widziałeś miłość, jej piękny uśmiech, teraz dopiero dostrzegasz że to nie była miłość jak byłeś wiele razy zapewniany. Przed Twoim wewnętrznym okiem nieustannie odgrywają się sceny z waszego spólnego życia, i rozdzierający ból serca który mu nieodmiennie towarzyszy. Od teraz do wieczności, wspomnieniu tej kobiety zawsze będzie towarzyszył ból.

Teraz widzisz prawdę, widzisz w jakim klamstwie i iluzji żyłeś. Świadomość że znowu zaufałeś i znowu zostałeś zdradzony jest tak straszna że zrobisz wszystko żeby o tym nie myśleć. Ale kolczastym myślom tlukącym się we wrażliwej tkance serca, nie można nakazać by spoczęły i zaniechały tego opętanego biegu. Wiec upijasz się do nieprzytomności alkoholem, bo stan kiedy jesteś obrzygany, obszczany i leżysz w rowie, jest nektarem w porównaniu do stanu udręki i szaleństwa w którym sie znajdujesz, gdy jesteś trzeźwy i możesz myśleć o tym co się stało.

Jednak wreszcie nadchodzi proza życia, i trzeba przestać pić. Przestajesz jeść, na samą myśl o jedzeniu masz odruch wymiotny. Jesteś apatyczny, nieruchawy, tracisz kompletnie refleks, Twoje oczy blakną, tracą wesołe błyski. Szybko chudniesz, osłabiony i przytłoczony niewyobrażalnym smutkiem układ immunologiczny przestaje pracować, a Ty się często przeziębiasz co jeszcze bardziej sprawia ze zamykasz się w skorupie pozornej obojętności.

Niemalże wszystkie wolne chwile spędzasz w łóżku, w pozycji embrionalnej, skulony. Gdy wiesz że nikt Cię nie zobaczy, płaczesz, wyjesz. Cały czas masz realne żywe sny, zawsze z kobietą która Cię zdradziła, przeważnie są to miłe sny, niektóre dają nadzieję. Czasem budzisz się w środku nocy cały spocony, podniecony do granic możliwosci organizmu bo Ona zadzwoniła i przeprosiła. Powrót swiadomości jest straszny, gdyż uświadamiasz sobie że to był tylko sen. Niby piękny, a jednak budzi grozę znacznie większą niż najstraszniejszy horror.

Ani na chwilę, nawet na sekundkę nie masz wytchnienia od myśli które sprawiają że chcesz umrzeć. Zawalił się cały Twój świat, i masz nierozwiązywalny problem do rozwiązania. Skoro ta której ufałeś Cię zdradziła, oszukała w tak straszny sposób, nie możesz do niej wrócić bo czujesz obrzydzenie. Z drugiej strony myśl o zniknięciu tej kobiety z Twojego życia jest tak straszna, tak przeraźliwa samotność i pustka której właśnie doświadczasz w sercu, że nieruchomiejesz w szoku. Nierozwiązywalny problem. Wrócisz, ale nigdy się już nie otworzysz, nie zaufasz, zawsze będziesz się bał - gdy zerwiesz kontakt będziesz wył w samotności.

Każda decyzja sprawi wielki ból.

Wreszcie nadchodzi moment gdy musisz się z nią zobaczyć. Odebrać swoje rzeczy, czy też je zwrócić. Na sama myśl o spotkaniu trzęsiesz się ze strachu, dygoczesz jak liść ciskany porywistym wiatrem. Pamiętam kilka lat temu jak to wyglądało w moim przypadku. Cały dzień się do tego zabierałem, w windzie zasłabłem. Nogi miałem jak z waty, zaciśnięte gardło w którym czułem wielką gulę, zimne dłonie i stopy, bardzo krotki oddech. Mobilizacja organizmu której musiałem dokonać, była największa w moim życiu, znacznie większa niż ta kiedy biłem się z dużo silniejszym bandytą który był znany z tego że po uderzeniu głową przeciwnik pada zmasakrowany i nieprzytomny na ziemię a potem z kolegami dokańczają sprawę, albo kiedy się topiłem w rzece i żegnałem z życiem. Nigdy się aż tak nie bałem.

Ale skupmy sie na przeżyciach duchowych zdradzonego mężczyzny. Zaufał, otworzył się, i co się stało? kobieta którą kochał, całował, pieścił, o której myślał i w swoich wizjach był z nią, zdradziła. Kochała się z innym mężczyzną, całowała go, pozwalała mu być w sobie. Czuła rozkosz od innych dłoni niż Twoje, patrzyła rozszerzonymi z podniecenia źrenicami w kochanka który wtulony w jej ciało gwałtownie kopulował, czując wzbierającą kulę ognia w trzewiach, i wielką satysfakcję że odebrał kobietę innemu mężczyźnie. Czuje się lepszy, bardziej wartościowy, silniejszy. Gardzi swoją kochanką za wyrachowanie i zdradę swojego mężczyzny, i pożąda jej tak jak się pożąda owocu zakazanego.

Zdradzony mężczyzna nosi w sobie te wspomnienie do końca życia. Już nigdy nie zaufa kobiecie, gdyż po bardzo długiej gehennie depresji i balansowania na skraju życia i śmierci, nikt nie ma ochoty na powtórzenie się tego cierpienia. A więc mężczyzna zamyka serce. Nie cieszy się już bliskością duchową, zaufaniem, otwarciem, ciepłem wewnętrznym z bliską kobietą, może co najwyżej to udawać dla świętego spokoju. Teraz mężczyzna odczuwa tylko sex, a orgazm jest jedynym momentem gdzie może się przy kobiecie odprężyć.

Jednocześnie się boi kobiety, i nią gardzi. Boi się tego że mógłby się w niej zakochać, i znowu cierpieć, gardzi bo się boi tego jak wielką nad nim ma władzę kobiece ciało, i ufne kochające oczy w których można znaleźć ukojenie.

Idealny związek powinien być duchową wolnością. Jednakże materialnie, tylko moje dłonie mogą pieścić kobietę, tylko w jej oczach chcę widzieć miłość, tylko z nią chcę się kochać i jej ciało jest tylko dla mnie. Uśmiech może rozdzielać całemu światu, ale ten szczególny, czuły i pełen miłości uśmiech jest tylko przeznaczony dla mnie, i nikogo więcej. Jest tylko mój.


Tyle teorii. A teraz praktyka.

Co masz zrobić gdy to się stało? napiszę Ci co robić, ale najpierw moje prywatne zdanie na temat zdrady. Dla mnie osobiście nie ma już powrotu, raz złamane zaufanie niszczy wszystko ostatecznie. Zrobiła to raz, zrobi na pewno znowu, po dłuższym czasie gdy jej wyrzuty sumienia opadną, a pogarda dla fajtłapy faceta wzrośnie. Tylko zerwanie. Ale to moje zdanie, Ty możesz mieć inne.

Co więc robić? trywialne rady, w tym wypadku są najlepsze. Zająć się czymś, nie siedzieć w domu. Nie medytować - nie pokonasz tych myśli, nigdy, nie poddasz uważnej obserwacji, ta rzeka jest zbyt porywista byś mógł nad nią zapanować - porwie Cię. Wyjść na miasto ze znajomymi, koniecznie pójść do łóżka z ciepłą dziewczyną która Ci współczuje. Za pierwszym razem się popłaczesz z żalu, nie będziesz mógł tego zrobić, ale zmuś się, będziesz się czuł strasznie, ale się przytulisz i za kolejnym razem minie, a silne bodźce będą tłumiły żal rozstania i mękę samotności jak najlepszy lek psychotropowy.

Po miesiacu, zacznij terapię. Ja gdy ją robiłem, przypomniałem sobie w silnej sesji jak miałem 4 czy 5 lat, i rodzice byli ze mną na działce. mieli wyjeżdzać, ale ja strasznie tego nie chciałem, w końcu wpadli na sposób jak się mnie pozbyć - dali mi wędkę i kazali iść złowić rybę, gdy byłem nad wodą zobaczyłem jak jada samochodem i wyjeżdzaja na drogę, i machają mi. Rzuciłem wedkę i biegłem ile sił w nóżkach za nimi, płacząc - nie zatrzymali się i pojechali a ja nie byłem w stanie ich dogonić. W sesji dokladnie sobie przypomniałem swoje uczucia, wtedy własnie poczulem smak zdrady, oszustwa, i ze jestem za słaby żeby zatrzymac rodziców, mimo że biegnę z całych sił, i płaczę. Nic z tego. Później, już jako młodyy mezczyzna wybierałem kobiety które mnie zdradzą, by wreszcie uswiadomić sobie blokady we mnie. I uświadomiłem sobie, właśnie dzięki kobietom.

Przypomnienie sobie tego zdarzenia, i paru innych bardzo mi ulżyło. Niezwykle jest pomocne bardzo mocne podniesienie swojej samooceny, pokochanie siebie, takie zwykłe polubienie swojej osoby. Gdy to już zrobisz, wtedy możesz brać się za najwyższą szkołę jazdy - wybaczenie zdrady dziewczynie. Zrozumienie tego że czasami w człowieku biora górę emocje, i się zdarza coś. Musisz zrozumieć, uswiadomić sobie ze zdrada dziewczyny nie oznacza ze jesteś zerem, ona oznacza że to ta dziewczyna zachowała się nie w porządku. To nie Twoja wina, rozumiesz?

Wybaczasz więc dziewczynie, i akceptujesz sytuację jako życiowa lekcje gdzie poznałeś swoje słabe i mocne strony. Wychodzisz z tego mądrzejszy, silniejszy, bardziej chętny do wybaczania i nie trzymania w sobie urazy. Co ciekawe bardziej ufasz ludziom - warunek to jednakże wybaczenie sobie, i dziewczynie.

Rachunek jest prosty - nie wybaczysz dziewczynie - będziesz nosił w sobie ten cały syf, a Twoja następna dziewczyna będzie znacznie gorsza od ex. Nie wierzysz? lepiej uwierz, tak to właśnie działa. Najgorszą zemstą na kimś kto tak się zachował, jest wyrzucenie tej osoby z własnej głowy. A możesz tego dokonać tylko wtedy gdy wybaczysz.

Chciałbym tu dodać, że wybaczenie nie oznacza powrotu do tej osoby. O nie. Wybaczenie to tylko Twoja sprawa, polepszenie jakości Twojego życia, żebyś się nie męczył. Pora zebyś wreszcie zajął się sobą, a dziewczyna, płacząca i wyjąca przez telefon ze chce wrócić?

Jeśli ją szanujesz, i dobrze życzysz zostaw ją. Wiesz czemu? gdy po zdradzie wróci, powstanie w jej głowie schemat ze wystarczy popłakac, i juz jest wszystko w porządku. Chce to zdradza, chce to wraca. Gdy jej nie pozwolisz wrócić, bedzie cierpieć, ale ze swojej winy, nie z Twojej. W następnym związku zanim zdradzi 5 razy sie zastanowi czy warto, skoro straciła wiele lat życia i fajnego faceta przez jeden wyskok. Zakład ze w 90% nie zdradzi? no właśnie.

Jeśli ja szanujesz, zostaw ją, a uratujesz ją przed samą sobą, poza tym zawsze w jej pamięci będziesz wyglądać jak mężczyzna a nie fajtłapa. Nie ważne co mówi, nie ważne jakiej manipulacji używa, pamiętaj ze ktoś kto raz przekroczy barierę zrobi to znowu. Nie ma powrotu. Ale to oczywiście Twoja decyzja.

Chcialbyś się zemścić na jej kochanku? nigdy w życiu. Co on jest winny? kobieta mu pozwoliła, to wskoczył między jej kolana. Na niej? nawet nie wiesz jak bardzo jeszcze w życiu tą kobietę czeka wiele lekcji do przerobienia - zostaw ją samej sobie, to wystarczająca kara - zapewniam Cię. Wybacz i żyj dalej, spełniaj się, baw się. Żyj bo szkoda czasu na smutki i taplanie się w odwecie.


Na koniec chciałbym dodać o jednej kwestii. Proszę o przygotowanie na twarzy cynicznego uśmieszku. Już? ok.

Niektóre związki i niesamowite w nich problemy mają przyczyny w poprzednich wcieleniach. Wtedy żadna terapia nie pomoże, bo powstał kiedyś, dawno temu dług, i teraz go trzeba spłacić. I na to jednak są sposoby, ale to już temat bardzo trudny, nie na tak krótki artykuł.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:35

Program dla zakochanych

 

 

 

Rano zawsze słucham radia eska.

W trakcie moich porannych ablucji, leci często program dla zranionych w miłości i namiętności. Prowadzący audycję dzwoni do np. faceta (który wcześniej na www wypełnił formularz), ten opowiada o swojej kobiecie którą zranił, albo zostawił (scenariuszy jest wiele, jak to w życiu bywa), wtedy prowadzący dzwoni do dziewczyny, występując w roli adwokata skruszonego faceta i proponuje jej zgodę, danie szansy facetowi, czyli udanie się na bal sponsorowany przez sponsora - restaurację, albo jeśli nie chce dać mu szansy, bierze 50pln i ignoruje faceta. Tak często się zdarza, co jest dość przykre.

Prowadzący jest bardzo sympatyczny, i ma talent do namawiania ludzi, chociaż wiele razy mu się nie udało.

Dziś był facet który uderzył po pijanemu swoją kobietę. Zrobił fatalnie, przepraszał, kajał się, to rozumiem. Ale on w końcu się rozpłakał w radiu przy swojej żonie, wielki błąd, i najgorszy błąd - przyznał że jego życie bez niej jest całkowitym koszmarem i nie ma kompletnie sensu. Nie mogłem tego słuchać po prostu. Rozumiem faceta, rozumiem ze można tak czuć bo sam się kiedyś tak czułem wiele razy, ale nie rozumiem tego że można to powiedzieć i w ten sposób odsłonić się całkowicie, stracić resztki męskości.

Płaczący słabi wrażliwi meżczyźni są świetni dla kobiety gdy ta widzi w komedii romantycznej płaczącego księcia albo wrażliwego miliardera granego przez Antonio Banderasa, i sobie fantazjuje o nim i reakcji wścieklych, zielonych z nienawiści i zazdrości koleżanek z pracy na widok klęczącego przed nią Brada Pitta, ale nasze swojskie Ryśki, Tadzie, Kazie z brzuchami do ziemi, czarnymi pazurami przebijajacymi się przez dziury w śmierdzących, plastikowych chińskich skarpetkach, i zarabiający tyle ze ledwo im starcza na piwo, które wystarcza im całkowicie do szczęścia to coś zupełnie innego, i to budzi odrazę u kobiety. Normalnej kobiety, bo są takie które to pociąga, one chętnie będą uczestnikami takiego spektaklu, i pomogą mężczyźnie w okazywaniu swych uczuć pejczem i sadomasochistycznymi klipsami na sutki, albo ostatnim krzyku mody s/m - 5kg odważnikami przyczepianymi do jąder. A tak na poważnie - takich kobiet jest dość mało w społeczeństwie, mają one silną potrzebę dominacji i kontroli nad partnerem, tylko wtedy czują się bezpieczne. Gardzą partnerem słabym, ale ponieważ kiedyś zostały zdradzone bądź zranione (przeważnie w dzieciństwie przez tatę) wiec panicznie boją się silnych niezależnych facetów, a okazują to za pomocą silnej agresji. Wszystko jest ok gdy się tak dobierzecie, wiecznie mazgająca się fajtłapa potrzebująca drugiej mamusi by jej wyprać, zrobić jeść i powiedzieć co ma robić, i mająca przerażone wewnętrzne dziecko kobieta. To znaczy wszystko ok, dopóki nie zechcesz odejść, wtedy może w ataku szału i bronienia swojej własności Cię zabić czy też okaleczyć co też wiele razy się zdarzało. Więzienia są pełne takich smutnych kobiet które zamiast pracować na swoim wnętrzem, wybrały inaczej. No cóż, to ich wolny wybór, ich konsekwencje.

Kobiety lubią grę w błaganie, ale obie strony muszą czuć że to jest gra. Proś, przepraszaj, obiecuj, kajaj się, graj w tą grę by zdobyć pachnącą rybką nagrodę w alkowie - ale zawsze z szelmowskim łobuzerskim uśmiechem. Nigdy nie rób tego na poważnie, bo stracisz szacunek swojej kobiety i swój własny. Tak to już jest, że słabego nikt nie szanuje, a wielu chętnie kopnie dla zasady. Sam nigdy nie zrobisz komuś krzywdy, w tłumie jak najbardziej tak, tak wlaśnie działa psychologia tłumu. Słabi budzą agresję otoczenia, i słusznie bo Ty nie jesteś slaby, uwierzyłeś w to tylko a to nie jest prawda, i nie ma innej drogi byś się dowiedzial że żyjesz w kłamstwie. Muszą Cię troche w życiu pognieść, bys zaczął szukać wyjścia z sytuacji, i np. czytał mnie, i poznał prawdę która Cię wyzwoli z sideł fałszywej skromności i pokory, podczas gdy coś w Tobie chce z pełną mocą zaryczeć jak dziki tygrys. Jeśli czujesz się słabo, udawaj siłę, czyli nie płacz i nie klękaj przed kobietą bo ta po prostu ucieknie do męskiego faceta, co nie wierzy w bajki o cudowności męskiej wrażliwości i jest facetem, czyli szanuje siebie i nie chodzi w życiu na kolanach. Wtedy Ty uznasz ze ona i jej nowy facet są puści, i będziesz dalej beczał w poduszkę, zamiast pójść pojeździć na rolki z kolegami czy wyskoczyć do wegetariańskiej knajpki.

Właśnie to jest męskość. Możesz mieć brzuszek, sflaczałe mięśnie, łysinkę, a będziesz ikoną męskości. Zdecydowany, konkretny, czuły, męski, szczery - oto prawdziwy facet a nie płaczący i uzależniajacy się od kobiety, i pozwalajacy robić z siebie barana żeby tylko się podlizać kobiecie. Podlizać kobiecie się można zabijając dla niej smoka, albo współcześnie konkurenta - komara który się w nią rozkosznie wpija, a nie musi przedtem kupować kwiatków i się podlizywać.

Jeśli teraz uważasz mnie za pustego żałosnego egoistycznego dupka który jest męskim szowinistą bo nie chcę płakać przy kobiecie że mi sie złamał paznokieć, to płacz dalej wtulając się w sukienkę swojej kobiety, i życze Ci dużo powodzenia, bo naprawdę będzie Ci potrzebne. Ja zostanę przy swojej wersji faceta - szacunek do siebie, poczucie godności, własne pasje znacznie ważniejsze niż kobieta. No i co? no i nie narzekam na brak kobiecego towarzystwa :)

I teraz najważniejsze - ponieważ Panie działają na zasadzie impulsu, czyli czytają treść i od razu po pierwszym zdaniu wyrabiają sobie własne zdanie o piszącym je, nie rozumieją co jest napisane później, mimo że ta dalsza treść całkowicie zmienia znaczenie pierwszego wrażenia. Ponieważ zostanę uznany za pustego egoistę, wytłumaczę konkretniej o co mi chodzi - Mężczyzna powinien być czuły, jeśli umrze mu jego ukochany piesek czy kotek może się popłakać i ja nie piszę o płaczu ze wzruszenia. Możesz tak płakać. Piszę o płaczu, który pokazuje że nie cenimy siebie. Skoro my siebie nie cenimy, nikt nas nie będzie szanował. A już na pewno nie nasza żona czy dziewczyna, czy koledzy w pracy.

Opuściła Cię kobieta? rozumiem, no i co się takiego strasznego stało? kochałeś ją, ale uwierz mi, czas zabiera tęsknotę a kobiet jest wiele i zawsze można stworzyć nowy, fajny związek. Czy warto dla kobiety, albo dla mężczyzny upadlać się, podlizywać na kolanach? ja sądzę że trzeba to przełknąć, i zakończyć, bo sukces smakuje jak był osiągnięty fair play a nie robieniem z siebie spazmującego mięczaka.

Uwierzyłeś w kobiece słowa swojej dziewczyny ze pragną mieć miękkiego faceta w domu? naprawdę w to uwierzyłeś? czy widzisz już objawy swojej wiary? drażliwość kobiety, pyskatość, niechęć do rozmowy, krytykanctwo każdej Twojej aktywności i znacznie obniżony nastrój, jak przy miesiączce ale trwający cały czas? no wlaśnie, kobieta może nawet marzyc o takim fajtłapie, ale jej całe ciało i umysł się buntują przed szanowaniem takiego faceta. Być może ona naprawdę w to wierzyła, ale jej własne reakcje emocjonalne zniszczą jej nadzieje o czym powoli się zawsze przekonują fanki fajtłap. Taka kobieta fajtłapy traci poczucie bezpieczeństwa, poczucie więzi, traci korzenie którymi wczepia się w ziemię. Taki związek to kamień który prędzej czy później z odrazą odrzuci.

Więc co robić? proste - bądź sobą, bądź szczery, uczciwy, szanuj swoje słowa, bądź czuły, zdecydowany i konsekwentny, miej granice których nie przekroczy nawet Twoja kobieta i ona ma o tym wiedzieć, wtedy będzie czuła się szczęśliwa i bezpieczna.

sobota, 30 czerwiec 2012 17:34

Opowieść z morałem

 

 

 

Poznajesz wspaniałą kobietę, świetnie się bawisz wydając swoją pensję na jej drinki, oboje macie ogniki w oczach, lekko się dotykacie, niby przypadkiem, aż strzelają iskry z miłosnej elektryczności która między wami pulsuje, flirtujecie, śmiejecie się, jest bosko, czujesz ze to jest własnie to, za czym tęskniłeś całe życie, gdy nagle rozanielony wzrok Najpiękniejszej spoczywa na Twoim największym życiowym sukcesie, pięknych sumiastych wąsach a,la poseł Putra. Gdy Twoja Najdroższa pyta zalotnie co robisz że masz takie cudeńka, Ty z dumą odpowiadasz że jesteś od lat wiernym fanem urynoterapii, i codziennie wieczorem wmasowujesz swój mocz w wąsy, i dzięki temu są takie błyszczące i gęste, bez śladu łupieżu.

Wpatrując się z triumfem w Twoją Królową, oczekując podziwu za Twoją wiedzę o niekonwencjonalnych metodach leczenia, konstatujesz ze zdumieniem że ogień w jej oczach glębokich jak jeziora, zgasł, a ona sama nagle przypomina sobie ze zostawiła wlączone żelazko w domu i ucieka. Co się stało? a jak myślisz?

Powiem Ci - ona była pusta i niedojrzała, niewarta Ciebie :)

Najnowsze komentarze

Newsletter Subscription

Nowości na Samczym Runie
Twój mail*


asd