Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
środa, 01 sierpień 2012 20:20

Miłość a pieniądze

Ani synowi, ani żonie, ani bratu, ani przyjacielowi nie dawaj władzy nad sobą za życia, nie oddawaj też twoich dostatków komu innemu, abyś pożałowawszy tego, nie musiał o nie prosić. (Syr 33, 20)

 

Gdy jest się z drugą osobą bardzo blisko, w sensie emocjonalnym, uczuciowym, pomysł taki jak intercyza czy osobne konta bankowe, wydaje się szaleństwem. Mało tego, przedstawienie takiej propozycji biednej, kruchej istotce która skryta jest pod kołdrą słabości, wydaje się największą zbrodnią. Wyobraźnia mężczyzny ogarnięta jest szczęściem które go czeka, szczytami do zdobycia. A przecież wszyscy wiemy, że chwile ekscytacji mijają. Euforia po alkoholu czy narkotykach, zamienia się w wymioty, biegunkę i okropne mdłości. Kupno np. nowego, wymarzonego auta, daje niesamowitą energię i optymizm; mija, po tygodniu, a zostają do spłacenia kilkuletnie raty. Tak jest z wszystkim, także z Twoim "szczęściem" które odczuwasz przy kobiecie. Ono także minie, ponieważ ten sam bodziec, nie może wywoływać coraz większej reakcji. Nazywa się to w medycynie tachyfilaksją, co oznacza ża każdy bodziec wywołuje z czasem mniejszy skutek. W praktyce wygląda to tak, że aby się upić, potrzebujesz coraz większej dawki alkoholu, żeby odczuć działanie narkotyku potrzebujesz go więcej i więcej, aż z czasem bierzesz tylko po to, by nie odczuwać męki odstawienia. Żeby odczuć przyjemność z kobiety (bo przecież o to chodzi w związku, zawsze o Twoją przyjemność, jakkolwiek ją nazwiemy czy duchową czy cielesną) bodziec musi się zwiększać, ponieważ się do niego przyzwyczajasz i jego efekt się obniża. Tymczasem kobieta na początek rzuca do walki wszystko co ma; maksymalny urok, uprzejmość, najlepszy seks. Na początku więc bodziec jest bardzo silny, a Ty jesteś ogłuszony, co przekłada się na to, że Twój system hormonalny szaleje, buzuje. Z czasem Twoje oszołomienie spadnie, stąd tak gwałtowne naciskanie kobiet na ślub. Kobieta będzie miała coraz mniej do zaoferowania, udawanie anioła kosztuje zbyt wiele energii (np. trzeba się odchudzać, a po ślubie można już z lodówki nie wychodzić) a Ty będziesz coraz bardziej odporny na jej bodźce. Dlatego wszędzie na kobiecych forach zauważysz "dobre" rady dawane kobietom, które mówią że facet po paru latach chodzenia nie chce się chajtać. Kobiety dobrze wiedzą co jest grane, stąd pogarda i nienawiść do takiego mężczyzny. Oparł się pierwszemu atakowi, a na drugi często już nie ma siły. Kilka lat stracone; no cóż, czasem się przegrywa papierek i pieniądze, ale może jest szansa na wygranie... miłości? ale kogo dziś obchodzi prawdziwa miłość?

 

Wiem że w to nie wierzysz; nikt w to nie wierzy na początku. Ale ukochana której oddałbyś nerkę czy płuco, po jakimś czasie może być osobą, która będzie Cię nienawidzieć i szkalować. Wszyscy wtedy mówią; nie Myszka. Ona nie jest taka. Ona jest inna niż te wszystkie szmaty które miałem za grzesznej młodości. Tylko te szmaty które miałeś, teraz też mają takiego Miśka jak Ty, który tak samo je gloryfikuje jak Ty swoją; być może kiedyś szmatę dla innego mężczyzny. Niestety, sale sądowe pełne walczących ze soba ex ukochanych, przeczą tej tezie. Strzelam - masz 20% szans na przeżycie gigantycznego zdumienia swoją Myszką. Jeśli więc wiesz że tak może się stać, musisz się zabezpieczyć przed tym osobnym kontem, i intercyzą. W razie "awarii", nie zostaniesz aż tak mocno okradziony, zachowujesz kontrolę nad bolesną sytuacją. Bardzo możliwe jest też że do takiej sytuacji nie dojdzie; kobiety lubią facetów którzy nie dają się wziąść pod obcas. Lubią w takim sensie, że chcą ich zmienić "na lepsze", a kobieta która czegoś chce, daje całą siebie by ten cel osiągnąć. Oznacza to że samiec alfa, mądry mężczyzna, ma kontrolę i czarującą, gorącą kobietę w łóżku. Gdy kobieta osiągnie swój cel, mężczyzna straci kontrolę, z czasem seks (bo i po co kobieta ma się starać, skoro wszystko już ma) i może oczekiwać sporego ryzyka rozwiązania związku. Z całą pewnością nie będzie już taka miła, zniknie gdzies ta wspaniała akceptacja dla błędów Misia. Teraz byle drobnostka sprawia, że można "objechać" porządnie Misia, zagrozić odejściem, wrzeszczeć, krzyczeć; wszystko wytrąca też wtedy kobietę z równowagi, staje się drażliwa i płaczliwa; nieszczęśliwa. Oto preludium końca.

 

Cokolwiek przekazujesz, niech będzie w liczbie i wadze, a dawanie i odbieranie - wszystko na piśmie. (Syr 42,7)

 

Kto był w kilku związkach, wie że nagła namiętność może natychmiast przerodzić się w opętaną nienawiść. Tak bez powodu, bez bodźca. Mądry mężczyzna w takiej sytuacji nie jest zmuszony iść pod most, żebrać u rodziny o pieniądze, tylko zachowuje kontrolę nad całą sytuacją. Nie traci godności, a tę właśnie stratę kobieta która odeszła, lubi oglądać najbardziej. Spytasz dlaczego? to proste; by upewnić się że rzuciła mięczaka i słabego mężczyznę. Wtedy jest usprawiedliwiona, może się podbudować że jest tak atrakcyjna, że niszczy zakochanych w niej mężczyzn. Każda kobieta skrycie marzy, by być femme fatale. Tego nie rozumie wielu facetów, że płacz gdy kobieta oznajmia odejście, a już nie daj Boże błaganie o powrót na klęczkach, to najgorsza możliwa strategia. Mężczyzna ma być silny, niekoniecznie fizycznie; psychicznie. Tylko taki facet sprawia że kobieta puchnie z dumy, ma pewne oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dla takiego faceta warto się starać, warto żyć. A w razie odejścia, w miejsce przyjemnej próżności i świadomości że zniszczyła "frajera", jest wściekłość i histeria, ciągłe pytania - dlaczego nie rozpaczał? miał kogoś? może to on mnie oszukał? może to ja jestem frajerką? może chciał mnie rzucić? po chwili następuje stek wyzwisk i postanowienie nie myślenia o tym więcej; niestety, przeciętna kobieta nie ma żadnej władzy nas swoimi emocjami, więc te za chwilę wracają, by znowu i znowu kręcić dziurę w "brzuchu". te pytania nie dają kobiecie spokoju; często więc kobieta torturowana tymi pytaniami, chce sprawdzić o co naprawdę chodzi. Zaczyna zaczyna pragnąć powrotu do Misia. Najpierw go wyczuwa, jakiś niezobowiązujący sms, rzucony niby od niechcenia tekst na gg czy fejsie; po reakcjach na swoje "poszturchiwania" ocenia sytuację i posuwa się dalej. Wtedy masz możliwość wybrania czy chcesz z nią być, czy układać sobie życie na nowo. Jeśli wróci i tego właśnie chcesz, musi wszystko odbywać się na Twoich warunkach, czekają Cię ciężkie chwile, gdyż musisz okazać że nie udawałeś. Ciężko jest udawać, szczególnie gdy człowiek jest emocjonalnie pokaleczony, więc ja zawsze polecam nie wchodzenie drugi raz do tej samej rzeki. Dlatego zawsze doradzam zrozpaczonym facetom których opuściła kobieta, żeby nigdy nie okazywali przy niej słabości. To jak pchanie auta na biegu; to nie działa i działać nie może. Jeśli kobieta nie wróci ponieważ ma bogatszego faceta, nową "miłość" (znam takie przypadki realnie, z autopsji) to na myśl o "eksie" zamiast miłej satysfakcji i rozkoszy z jego cierpienia, poniżenia i płaczu, poczuje wściekłość i nienawiść, spadnie jej samoocena i będzie odczuwać gorączkę myśli; dlaczego? to pytanie nie da jej spokoju do końca życia. Moim zdaniem lepsze to, niż pogarda dla mięczaka, faceta który nie mógł udźwignąć straty. Cóż po mięśniach, wyciskaniu potwornych ciężarów na siłowni czy okładania przeciwników na ringu, jeśli nie potrafisz poradzić sobie z odrzuceniem? taki Diablo zakatowałby pięściami na ulicy kilku silnych facetów na raz; a wystarczy kilka słów małżonki, i próbuje popełnić samobójstwo. Takich przykładów jest wiele, a i ja sam robiłem różne rzeczy o których szkoda nawet mówić. Ważne by pompować nie tylko łapę i buły, żeby różowe panienki piszczały z zachwytu (jak np. ja dziś na pakerni) ale przede wszystkim rozwijać i jechać na masę z mięśniem emocjonalnym. Koksowanie dozwolone tylko najlepszym towarem, czyli motywowanie się do rozwijania mądrości, chociażby czytaniem Państwa uniżonego sługi.

 

Lepsze jest życie biednego pod dachem z tarcic niż wspaniałe uczty u obcych. (Syr 29,22)

 

Z jednej więc strony masz logikę, doświadczenie tysięcy lat (np. przytoczona w cytatach mądrości z księgi Syracha) a z drugiej płaczącą Myszkę i jej koleżanki z pracy a także rodzinę, którzy przekonują Cię że jak wszystko oddasz, to będziesz miał później klawe, szczęśliwe życie. Żeby zaakcentować swoje słowa, i sprawić byś podjął "mądrą" decyzję, Myszka daje Ci szlaban na dupę; zebyś zrozumiał że jak oddasz wszystko co masz, to czeka Cię raj na ziemi. Ciężki wybór, chyba najcięższy w życiu. Ale właśnie umiejętność dokonania go, sprawia że jesteś mądrym mężczyzną, a nie chłopakiem bez doświadczenia, emocjonalnym młokosem. Jeśli masz doświadczenie życiowe, wiesz że jeśli komuś zapłacisz, to ten ktoś może być uczciwy, ale nie musi; często korzysta z tego, i znika z pieniędzmi, albo nie wykonuje dobrze usługi. Bo i po co ma się starać, skoro ma pieniądze? w rodzinach widać to bardzo często; jak starsi ludzie oddadzą dzieciom co mają, dzieci nie interesują się rodzicami, bo i po co? gdyby rodzice nie oddali majątku, dzieci by dbały, chodziły, interesowały się; bo są pieniądze "do przytulenia". To są bardzo oczywiste sprawy. Jeśli Myszka i jej rodzina przekonują Cię do oddania wszystkie w imię "miłości", wiedz że nie masz już nic później do zaoferowania; zdajesz się na łaskę Myszki, a łaska Myszki na pstrym koniu jeździ jak mówi przysłowie. Mądrze mówi. Łaska raz jest, raz nie ma, a Ty oddając wszystko co masz (czyli nie podpisując intercyzy, czy sprzedając po ślubie własne mieszkanie by kupić większe wspólnie), stajesz się petentem, chodzisz po prośbie i liczysz na pomyślność. Obyś się nie przeliczył Przyjacielu.

 

Nie czyń nic bez zastanowienia, a nie będziesz żałował swego czynu. (Syr 32,19)

 

Oddanie tego co masz, czyni z Ciebie petenta, dziada, żebraka. Musisz się prosić o część tego, co jest Twoje. To jest upodlenie, upadek. Jak uważasz, czy kobieta będzie chciała mieć dzieci z facetem, który dla chwilowej ekscytacji odda wszystko co ma? czy będzie chciała mieć dzieci z głupcem? jeśli nawet będzie chciała, to będzie Tobą gardzić. Oczywiście, obiecuje Ci raj na ziemi, a co ma robić? ona też chce mieć pieniądze, mieszkanie, działki itd. a żeby to dostać, mami Cię i łudzi rajem. Może nawet jest zakochana, szczera, ale co później? miłość opada, skóra opada, erekcja z wiekiem także; czy Twoja kobieta będzie wierna do końca? nie wykorzysta tego że ma wszystko a Ty nie masz nic? teraz, będąc zakochanym i prawie unosząc się nad ziemią ze szczęścia, wierzysz że tak, że będziecie do końca. Jesteś taki sam, jak Ci nieszczęśnicy po lsd, którzy wierzą święcie że umieją fruwać, i testują swoje umiejetności skacząc z balkonu. Potem, jeśli przeżyją, zostają kalekami bez nóg, rąk, ze zgruchotanymi kręgosłupami. Uwierzyli iluzji, a potem całe życie żałowali. Jeśli ktoś chce od Ciebie całego Twojego dorobku życia, zapytaj siebie; co daje w zamian? pocałunki? przytulenie? seks? to wszystko jest dostępne za grosze, wystarczy pierwszy lepszy gabinet masażu. Można i za darmo, trochę cierpliwości i czat internetowy. Nie musisz płacić za uczucia, za miłość, ponieważ jesteś jej godny tak normalnie, miłość za miłość. Co to za miłość, za którą trzeba oddać mieszkanie, lokaty i samochód? czy przetrwa porywiste wiatry namiętności?

 

Niemądry jest ten, kto daje porękę i kto przysięgą ręczy za bliźniego. (Prz 17,18)

 

Jeśli masz do wyboru majątek albo ukochaną, wybierz majątek. Pań jest trzy miliardy, i to nie one decydują o Twoim zakochaniu, ale Twój układ hormonalny. To on sprawia że latasz, a nie kobieta. Zakochać się zawsze możesz, bo to zależy niejako od Ciebie; ale spróbuj zdobyć majątek, na który być może pracowali całe życie Twoi rodzice. Prawdopodobnie nie dasz rady. Tak samo jak Twoja biedna, krucha i nieszczęśliwa Myszka; ona też wie, przeczuwa, że zakochać się można bez problemu. Problemem sa pieniądze, majątek. Ten już nie tak łatwo zdobyć.

 

Nie otwieraj swego serca każdemu człowiekowi, abyś nie usunął od siebie szczęścia. (Syr 8,19)

 

Jeśli masz zamiar oddawać swój majątek komukolwiek; dzieciom, Myszce, to wczytaj się w mądrości sprzed tysięcy lat; już wtedy doskonale znano te prawidła o których Ci piszę. Nie licz na szczęście, że Tobie akurat się uda, po co? licz na rozum, czyń mądrze. Ale jeśli już tak naprawdę czujesz że musisz coś oddać, oddaj mi samochód; mój znowu wczoraj się zepsuł. Wprawdzie nie dam Ci dupy jak Myszka, ale zawsze możesz u mnie liczyć na męskie wsparcie. Tak jak każdy brat Samiec; jestem tu, by służyć.

 

Na koniec zagadka dla ludzi inteligentnych. Na zdjęciu jest jedna świnia, jeden pies i jedna zabawka. Wskaż które to które. Nagrodą miał być milion dolarów, ale uznałem że zaszaleję, i znacznie podniosłem stawkę; nagrodą będzie mój podziw. Przy okazji proszę także Państwa, żebyście wpisywali się i wnieśli życie, na moje forum. Będę bardzo wdzięczny, pozwoli mi to w bliżej nieokreślonej przyszłości, zarabiać na reklamach. Zbieram na naprawę hamulców.

 

środa, 01 sierpień 2012 20:13

Kobieta; skazana na porażkę

To jakie kobieta ma oczekiwania wobec mężczyzny, jest kształtowane przez media; gazety, seriale, programy telewizyjne, celebrytów i modne talk show. Jeśli zsumować większość wymagań, przed naszymi zdumionymi oczyma zmartwychwstaje jakiś przedpotopowy dinozaur, bestia bagienna.

 

Facet ma być dojrzały emocjonalnie, czyli być wiernym, lojalnym. Jednocześnie ma być seksualny, ponieważ kobiety także lubią dobry seks. Seksualność u mężczyzny jest taka, że chciałby siać ziarno gdzie się da, każdy z nas gdzieś w środku siebie jest rolnikiem z zamiłowania. Czyli mamy już pierwszy, poważny zgrzyt; Natura chce by mężczyzna kopulował z wieloma partnerkami (większa szansa na przetrwanie ludzkości) a żeby samiec chciał inwestować w seks swój czas i energię, musi być do tego zmotywowany, i ten cel organizm osiąga hormonami działającymi często znacznie silniej niż narkotyki; kto był kiedyś szaleńczo zakochany, wie że jest to połączenie opiatów, amfetaminy i dobrego, hardkorowego koksu. Jego układ hormonalny systemem nagrody i kary (odczuwana przyjemność bądź znudzenie, dyskomfort, ból) sprawia że po jakimś czasie stała partnerka mu się nudzi i przestaje go podniecać, a nowa i nieznana kusi i ekscytuje. Tylko w ten sposób natura może zadbać o przetrwanie ludzkości, by mężczyzna zapładniał wiele kobiet. Gdyby był przy jednej ukochanej, ludzkość mogłaby zaniknąć w mroku dziejów, np. po jakiejś większej zarazie czy wojnie. Siły natury nie mogą na to pozwolić, więc używają mężczyzn by Ci nieśli kaganek życia, przez mroczne pustkowia ziemi, tej ziemi.

 

A więc dojrzały emocjonalnie mężczyzna, ma pragnąć innych kobiet (jeśli jest mocno seksualny, co jest nazywane "męskością") ale siłą woli i umysłu zmusić się do bycia z jedną. Myślę że  da się tego dokonać, jeśli mężczyzna ma niskie i średnie libido. Problem w tym, że na kobietę najmocniej działa mężczyzna z bardzo mocnym libido. Wysoki poziom testosteronu sprawia że organizm samca wydziela feromony, ma niski głos, często obfite owłosienie, jest w negatywny bądź pozytywny sposób agresywny i przebojowy; czyli najbardziej pożądany jest ten, dla którego bycie z jedną partnerką seksualną to potworna tortura. Po jakimś czasie przestaje go podniecać, a inne jawią się jako piękne rusałki. Kobieta mając taki testosteronowy skarb w domu, chce by ten był wierny, siedział w domu z dziećmi a na ulicy nie patrzył na inne; bo płacz i szlaban na dupę. Natura jednak zmusza mężczyznę, by z tego domu wyszedł w ściśle określonym kierunku, zwłaszcza że kobieta nie ułatwia mu wierności utyskiwaniami, pretensjami i żądaniami większego "poczucia bezpieczeństwa", czyli pieniędzy i ładnych przedmiotów które mają koleżanki z pracy. Jeśli nie wyjdzie i zostanie, umysł może być z jednej strony zadowolony, szczególnie jeśli wierzy że wierność jest dobra i np. miła Bogu. Okazał się wierny więc spełnił religijne (i społeczne) założenie, odczuwa z tego powodu zadowolenie; z drugiej jednak strony, niezaspokojone pragnienie strasznie boli, a na widok prawowitej samicy, szczególnie gdy po ślubie zaznała "poczucia bezpieczeństwa" i przytyła dwadzieścia kg, chce mu się wymiotować.

 

                                         Kto bez winy, niechaj pierwszy...

 

Z czasem zdradzi, i nie każdego mężczyznę można w tej sytuacji bezwzględnie osądzać. Kto nie zna siły pragnienia ciała, ten nie wie co znaczy tak silna, nieustająca presja. Jeśli kobieta bezwzględnie osądza takiego mężczyznę, niech przypomni sobie co czuje na widok wiaderka z lodami? albo pysznej, słodkiej czekolady? sądząc po rozmiarach Pań na ulicach, jasno widać że Panie nie odmawiają żądzom swego ciała, jednocześnie potępiając mężczyznę, który styka się ze znacznie większym cielesnym pragnieniem. To jak to jest? nie można sobie odmówić serniczka, ciasteczek i czekolady, a wymaga się sto razy więcej od kogoś innego? Sensownym rozwiązaniem mogłaby być sytuacja, kiedy taki mężczyzna ma żonę z dziećmi, a na "boku" kilka legalnych kochanek o których wie małżonka; tylko do seksu. Ale żona nigdy na to się nie zgodzi, chce mieć mężczyznę na własność, zwłaszcza mężczyznę "męskiego" (czyli emanującego feromonami, seksem i podnieceniem). No i mamy poważny problem. Tego w żaden sposób nie da się pogodzić, i myślę że te wszystkie dualności są specjalnie zaprojektowane. Moim zdaniem jest to celowa dysharmonia, by ukazać człowiekowi że szczęścia i spełnienia w związku nie znajdzie. I owszem, wszyscy tym epatują, opowiadają o szczęściu na "zawsze" z wybrankiem, seriale pokazują płaczących z miłości staruszków którzy trzymając się za dłonie, idą razem do nieba gdzie Pan Bóg i Duch Święty też płaczą ze wzruszenia, a Panie je oglądające płaczą i marzą o milionerze z którym mogłyby się zestarzeć w jego pięknej rezydencji, wśród wiernej służby i brzdęku pozłacanych sztućców.

 

Facet więc który Paniom się podoba, który je kręci, z zasady stworzy im piekło na ziemi i nie może być inaczej; wizja życia kobiety i natura która kieruje mężczyzną, to dwie zupełnie inne płaszczyzny rzeczywistości. Kobieta jest romantyczką, lubi babskie gazety, seriale i modne talk show, marzy o pięknym ślubie gdzie z nieba kapią łzy szczęścia, a setki gości zazdroszczą jej życiowego sukcesu i spełnienia; białym domku z najnowszymi meblami, dwójce ładnych dzieci, modnych ubraniach, ładnym samochodzie i dobrze wychowanym mężczyźnie. Tymczasem facet pchany przez siły natury (ukazującej się nam jako podły i szowinistyczny testosteron) nie jest w stanie wpasować się i w tą, i jakąkolwiek inną kobiecą wizję jej życia. Wszystko musi się rozlecieć jak domek z kart.

 

                                                Zakazać testosteronu!

 

Cóż więc czynić? zakazać testosteronu! wrzasną bogobojne, słusznej wagi mężatki. A broń Boże! zakrzykną panny na wydaniu, wdowy, rozwódki i małolatki. Rozwiązaniem kobiet stał się więc mężczyzna cipka, czyli taki którego można wziąć pod pantofel, którym można kierować. Ten typ mężczyzny (nazywam go misiek, synonim przytulania i upadlającego wspinania po nóżce do słodkiego miodu brzoskwiniowego) spełnia marzenia kobiet, każde jakie zechce, ponieważ robi zawsze to co chce wściekła Myszka. I wszystko wydawałoby się wspaniałe, gdyby nie fakt że dobry i kochany misiek kompletnie nie pobudza kobiety; ani emocjonalnie, ani seksualnie. Każde rozwiązanie ma więc swoje plusy i minusy. Kobiety jednak w swej mądrości znalazły i na to rozwiązanie;  kochany i dający poczucie bezpieczeństwa (nie zdradzi, bo która zechce takiego gamonia, lubi się uczyć więc teraz przeważnie dobrze zarabia, nie pije, nie wychodzi z domu bo jest nieśmiały i w sumie to się boi ludzi) zostaje legalnym małżonkiem, a kobietę w dni płodne (ma wtedy największą ochotę na miłość) zapładnia drań i kanalia, któremu testosteron wylewa się uszami.

 

Mężczyzna od wieków uciskał kobietę. Zepsuł niemal wszystko, i zepsuł fantastyczne, stosowane od wieków rozwiązanie; podli naukowcy wymyślili testy DNA, a niedojrzali emocjonalnie i plytcy męscy guru (mam tu na myśli siebie) bardzo gorąco je polecają, swoim rozemocjonowanym i zaczytanym czytelnikom. I nic nie pomogą wyzwiska Pań, płacz i wrzaski; testy tanieją, za parę lat będą pewnie do kupienia w aptece za niewielkie pieniądze. Stąd taka tęsknota za starymi, dobrymi czasami, kiedy szczęśliwy misiek wychowywał dziecko znanego kryminalisty i awanturnika, bo przecież "nie liczy się kto zapłodnił, a kto wychował", i wszyscy byli zadowoleni. Misiek wraca z delegacji, płacząc ze wzruszenia na widok małżonki; miejscowy zabijaka ulżył sobie w sąsiadce, a małżonka dostała jej zdaniem silny i mocny materiał genetyczny. Mało tego; jakby nie było dość nieszczęścia, naukowcy pracują nad tabletką antykoncepcyjną dla Panów. Nie da się więc "zapomnieć" tabletki, i ze łzami w oczach oznajmić chłopakowi że zostanie tatą (Miś! nie wiem co się stało! tabletki nie zadziałały!) i obserwować uważnie reakcję przyszłego męża (bo nie wiadomo czy taty) po czym wypominać ją przez czterdzieści lat jeśli była inna niż w ulubionej komedii romantycznej, zawsze wtedy gdy małżonek nie chce czegoś kupić, albo nie daj Boże powie prawdę na pytanie; kochanie, jak wyglądam w tej sukience? tylko szczerze odpowiedz! jak Grycanka, kochanie.

 

środa, 01 sierpień 2012 19:02

"Jesteś emocjonalnym popaprańcem"

Przyjrzyjmy się bliżej psychice Pań, na przykładzie for internetowych i tego co na nich piszą. Nie jest prawdą  rozróżnianie, że przecież to jest internet; te dziewczyny z for internetowych to dziewczyny z sąsiedztwa, pracy czy  szkoły. Warto też zauważyć, że każdy kto chociaż kilka lat siedzi w internecie, wie że Panie wpisują się w  przeważnie te same, schematyczne szablony. I kto był z niejedną kobietą, ten także wie że Panie z "reala",  identycznie reagują i działają. Co więcej, w internecie analiza Pań będzie bardziej szczera, bo korzystając z anonimowości Panie są szczere do bólu; w świecie realnym większości rzeczy, nigdy od niej nie usłyszysz. Śmiało więc można zaryzykować twierdzenie, że 99% kobiet żyje niemal tak samo, korzystając z tego  samego wielobarwnego szablonu; oczywiście, dzielą je zainteresowania, cechy ciała, umiejętności, inteligencja, ale to nadal jest  dążenie w jednym, ściśle określonym kierunku. Busolą na tej ścieżce Pań, jest przede wszystkim biologia i aktualne  trendy społeczne, a w troszkę mniejszym stopniu moda i lansowane przez firmy reklamowe przedmioty, które "trzeba koniecznie mieć".  

 

                                                     "Jesteś popaprańcem"

 

Niestety, mimo niepodważalnego materiału dowodowego, lat badań psychologicznych, oburzone Panie zaprzeczają że cokolwiek z zewnątrz nimi kieruje. Obrzydliwa torebka w kolorze kału, aktualnie będącej na topie firmy, to także tylko i wyłącznie jej wybór; a nie reklamy w ostatnim modnym magazynie dla Pań, który to modny magazyn leży na podłodze w toalecie, wśród porozrzucanych rajstop, pomadek i nieświeżych, zabrązowionych stringów. Niestety, nie da się kontynuować tego typu rozmowy, ponieważ padajace wyzwiska i drwiny, skutecznie to uniemożliwiają.  Przyznam że nie odważyłbym się prowadzić tego śledztwa w świecie realnym; skończyłbym co najmniej z podrapaną,  spuchniętą twarzą. Jest to dla mnie bardzo smutne, ponieważ z kolegami nigdy nie miałem tego typu problemów; ustalaliśmy że facet jest podobnie kierowany jak kobiety, i poddając się temu staje się bezwolną marionetką  nieżyczliwych mu sił (natura ma jeden cel, rozmnażanie, wszystko inne, np. nasze szczęście, jest dla tej siły  nieistotne). Ot, logiczny wniosek, koniec tematu. pójdźmy dalej; ustaliliśmy że jesteśmy puszczalscy, że większość z nas to dziwkarze, ba! autor niniejszego felietonu sam się zaklasyfikował w tej szufladce. Wygląda na to, że Panie są głębiej zanurzone w szambie kłamstwa  niż mężczyźni. Można to próbować wytłumaczyć społecznymi wzorcami; puszczalski facet to ogier, a puszczalska kobieta to z automatu degeneratka. W tym sensie, niewątpliwie mężczyźnie jest znacznie łatwiej. Rozmawiałem nawet z chłopakami od łopaty, którzy książkę używają jedynie w celach toaletowych (albo do rozpalania ogniska) i  dochodziliśmy do tych samych wniosków. Panie po studiach (co wielokrotnie z naciskiem podkreślają) zupełnie jednak nie nadają się do tego typu rozmów. Gdy rezygnuję z rozmów na ten temat, na ustach Pań rozkwita piękny uśmiech; niestety, gaśnie równie szybko jak się pojawił, gdy pytam o kierunek studiów. No cóż, marketing albo socjologia, modne są też europeistyka czy kulturoznawstwo; przyda się przy wykładaniu tanich gadżetów z chin na półkę w tesco. Pytanie czy są to studia prywatne (czyli na poziomie przedwojennej podstawówki) czy państwowe (niewiele wyżej, z małymi wyjątkami) sprawia że z wściekle zaciśniętych ust Pani, wydobywa się chrapliwy świst. Studia wyższe, koniec kropka; nie drążyć, nie pytać. Mamy do czynienia z osobą wykształconą, po studiach, światłą Europejką która czyta bloga Tuskowej, a nie takie brednie niewykształconego, emocjonalnego małpoluda jak ja. Niech więc tak zostanie.

 


Zaczniemy od zdarzenia sprzed dwóch dni. Na profilu randkowym zaczepiłem pewną Panią, która w swoim profilu pisała że nie wypełniła profilu (bo i po co, faceci piszą metodą kopiuj wklej do każdej kobiety; sam tak robiłem). Zagadnąłem elegancko:

 

"A po co wypełniać profil? Panowie i tak go nigdy nie czytają :)
Pozdrawiam"

Inteligentnie, błyskotliwie, krótko; jak lewy prosty od Szpili, niby nie znokautuje, ale oszołomi i wybada przeciwnika. Odpowiedź przyszła niebawem:

 

"To co po czym odrozniacie te bez zdjec?"

 

Tu słówko wyjaśnienia. Mam bardzo grzeczny profil randkowy od wielu lat, jeden art dla rozgrzania publiczności z książki (Twoje imperium Clitoris) i adres ecoego.pl. Widocznie mój wpis z setek wklejanych wiadomości zaciekawił Panią tak mocno, że postanowiła wejść na moją stronę. Trudno mi powiedzieć jakie artykuły przeczytała, nie wiem też jak szybko czyta. Stąd też po pierwszej neutralnej wiadomości, 25 minut później przyszła potężna fala, która uniosła mnie hen wysoko, na szczyty rozbawienia:

 

"Uff poczytalam ten twoj profil. Potrzeby ludzkie sa zawsze takie same. Roznica jest tylko taka czy podchodzimy do tematu ich zalatwiania z klasa czy bez.
W ten sposob jeden idzie pooblewac drzewo w parku, kiedy pecherz go cisnie a drugi szuka toalety z drzwami, woda i mydlem. Oczywiste jest, ze oprocz seksu jest takze milosc.
Nie mowie z wlasnej perspektywy.
Niemniej to sie ludziom zdarza.
Ale nie musi i nie trzeba jej szukac i nikogo nie mozna zmuszac, wiec nie moge cie krytykowac. Niektorzy kochaja tylko siebie i bardzo prosze, wolno im, nikt nie zabrania.Ale patrzac jak sprowadzasz role kobiety do "dupy" na nogach, pamietaj ze trzeba byc uczciwym i wtedy mezczyzna jest tez tylko "hujkiem" sluzacym do nadziewania tej "dupy", kiedy ja na to ochota najdzie. A skoro ludzkosc to tylko dupy i hujki napedzane popedem, to po co nam wlasciwie cywilizacja, kultura, ksiazki, sztuka.
I po co w ogole czytac ten twoj blog, skoro jestes tylko "hujkiem" do ktorego mozna zadzwonic kiedy "swedzi dupa".
ps. uwazaj na hiv, to dosc powszechna dolegliwosc wsrod panow tak aktywnych jak ty."

 

Proszę zwrócić uwagę ile w tej wiadomości pogardy, i stłumionej nienawiści. Pani ta zetknęła się z mężczyzną, który zupełnie nie wpasował się w jej schemat życia (czyli wyobrażenia, jak powinien zachowywać się mężczyzna idealny). Ponieważ miło pisałem, ciężko tak wprost zaatakować, więc dokonała tego czynu niejako na skróty. Mimo wszystko wyraźnie widać, jaka tej Pani przyświecała intencja. Dlaczego to opisuję? byście uczyli się w praktyce jak zachowuje się kobieta. Rzadko kiedy wprost, wszystko jest robione okrężną drogą, niejako w białych rękawiczkach. To właśnie nazywa się kodem kulturowym kobiety; kobiecie nie wypada być otwarcie agresywną, zachowują się tak tylko jednostki aspołeczne, z marginesu. A gdy nie można napisać "spierdalaj", piszę się tak jak powyżej. Proszę zwrócić uwagę na zatroskanie o możliwość złapania choroby wenerycznej, jest to argument używany tak często, jak często kobieta oburza się że ktoś ma inny pogląd na życie, niż wg. seriali i komedii romantycznych powinien mieć; każdy mężczyzna który nie marzy o wierności jednej kobiecie, rodzinie, musi dostać hiv. To niemalże fakt naukowy, i mantra powtarzana na uspokojenie rozdygotanych nerwów po spotkaniu z kimś, kto zupełnie wyłamuje się ze sztywnego schematu myślowego, w jakim żyje kobieta.

 

                                                           Bez gumki

 

Tymczasem zdarza się wcale nierzadko, że hiv łapie wierny mąż, którego małżonka lubiła skoki w bok bez gumki "bo uwiera". Później jak wszystko się wyda jest płacz bo "czuła się niekochana", i w sumie to wszystko wina konającego na AIDS faceta (ona żyje nadal z HIV) Gdyby był wyższy/bardziej czuły/tolerancyjny/serdeczny/pracowitszy/miał więcej czasu dla niej/kupił ładny ciuch żeby czuła się doceniana, to wtedy by nie zdradziła. Po prostu nie miała innego wyjścia, musiała udostępnić swoje łono koledze z pracy czy sąsiadowi. Drugim tekstem który zamiennie z hiv używają Panie gdy chcą komuś okazać pogardę, jest "idź do lekarza", albo troszeczkę mniej kulturalne (ale nadal mieszczące się w kanonach społecznej przyzwoitości) "lecz się" - krótko, bezpośrednio, treściwie. No cóż, moich kilkunastu czytelników to lekarze, i z tego co mi wiadomo, nie zauważyli u mnie niczego niepokojącego. Jeśli chodzi o psychologów u których często mam się "leczyć", to i owszem, mam z nimi kontakt; ale to ja im pomagam w ich problemach. Bóg jeden raczy wiedzieć czemu, ale po psychologii człowiek sobie radzi z życiem znacznie gorzej niż bez niej. O psychiatrach nawet nie wspominam, bo większość psychiatrów wymaga natychmiastowej terapii. To naprawdę mnie nie dziwi, wysłuchiwać wariatów, mitomanów i szaleńców, trzeba mieć do tego żelazne nerwy, a psychiatra to tylko człowiek. Sam wiem po sobie że ludzie potrafią dać w kość. Najgorsza jest terapia z tymi skrzywdzonymi, biednymi; są przekonani że skoro życie ich tak strasznie traktuje, to oni mają całkowite i boskie prawo ukraść, wykorzystać, oczernić. Jeśli chcesz zostać kiedyś coachem, boleśnie nie raz i nie dwa wspomnisz moje słowa. Dlatego u mnie praca zaczyna się od podniesienia samooceny, a potem porozmawiamy. Jesli komuś to nie odpowiada, albo nie wykonuje moich poleceń, to paszoł won do obiecujących cuda, tylko najpierw wpłać im kilkaset złotych. Dokładnie jak u Tuska, będziesz mieć cuda, orliki i wszystko co tylko zapragniesz; tylko na mnie zagłosuj. Z czasem zrozumiałem tę prawdę, że większość ludzi nie chce się zmienić i prędzej Cię zabije niż się zmieni. Rozpaczanie i narzekanie jest tylko na pokaz. Tych którzy chcą się zmienić, jest jak na lekarstwo. Tych bardzo szanuję i staram się pomóc, także za darmo bo i mnie czytelnicy pomagali za darmo jak było trzeba, ba! nadal mi pomagają. Ale wróćmy do tematu przewodniego.

 

Na forum onetu, znalazłem zabawny i bezczelny komentarz:

 

"Ten zwyczaj praktykują goście, którzy są na tyle atrakcyjni żeby sobie pozwolić na takie zachowanie. Ktoś komu znalezienie nowej kobiety zajmuje dni albo godziny nie będzie zbytnio bolał nad rozpadem związku. Leszczom pozostaje siedzenie pod pantoflem i skamlenie o seks u swojej pani."

 

Przyznacie Państwo, że nie była to elegancka wypowiedź. Zwłaszcza że ja sam zaliczam się w pewnym sensie do kategorii "leszczy"; patrząc na to schematycznie, powinienem się obrazić, zaprostestować, nazwać faceta dnem, płytkim i niedojrzałym emocjonalnie. Ale nie uczynię tego, ponieważ męczyzna ten napisał czystą prawdę. Wprawdzie mógł to delikatniej ująć, zamortyzować szok u czytelnika, ale z sobie tylko znanych powodów, wybrał konkretniejszą, brutalną ścieżkę uświadamiania ludzkości. Niestety, nie udało mu się, na co wskazywały minusy pod jego wypowiedzią. Męski mesjasz nie znalazł upodobania u ludzi, zapomniał że to trzeba robić delikatnie, z użyciem środka poślizgowego, czasem szepnąć coś miłego do uszka, przytulić; po czym gwałtownie pchnąć, w niespodziewająca się niczego złego adeptkę duchowości.

 

Pomyślmy; facet który jest w męski sposób atrakcyjny, ma dobrą pracę, dobre wykształcenie, prezencję (wysoki, dobrze zbudowany, niekoniecznie przypakowany, szczupli są bardziej pożądani) nie będzie długo płakał po rozstaniu. Pod warunkiem że wyjdzie z domu i przestanie pić; każde wyjście gdziekolwiek, do galerii handlowej, restauracji, do pubu, natychmiast wciągnie go w wir przyjemnych bodźców. Kobiety będą zachęcały go trzepotem rzęs do podejścia, inne będą się przymilały, kolejne zaczną rozmowę. Kto zna takich facetów, wie że tak właśnie się to odbywa. To nieprawda że kobiety czekają na pierwszy krok, takie rzeczy to tylko w komediach romantycznych dla naiwniaków; jasne, jeśli facet jest pasztetem to czekają, niech się stara. Gdy jest olśniewająco uroczy, co odważniejsze same podchodzą. Wyobraźcie sobie młodego Jarka Jakimowicza z Młodych wilków, który pewny siebie, dobrze ubrany, wchodzi do klubu. Tak, dobrze Ci się wydaje - wymiata i ma stuprocentową gotowość kopulacyjną. Tu przepraszam za mój śmiech, ale przypomina mi się scena z Killera 2 i 1/2, gdzie doskonały Rewiński, rozmawia z trzema chłopakami nazywanymi młodymi wilkami (Pan Dorociński - gwałty na zlecenie; wyłem ze śmiechu).

 

Spójrzmy jednak na komentarze Pań. One wiele nam powiedzą o tej stronie Pań, która jak mroczna strona księżyca, na codzień jest skrzętnie ukrywana. Poznajesz ją dopiero po dłuższym czasie, często już po ślubie; ucieczka wtedy jest bardzo utrudniona, nogi spętane łańcuchami kredytu na trzydzieści pięć lat, a bojowe serce z młodych lat, zwolniło z powodu wieloletniego lenistwa. Poznajmy więc bogate i głębokie wnętrza Pań, oraz to co mają ciekawego do powiedzenia, w odpowiedzi na komentarz Pana Alfa.

 


"A ty zapewne jesteś tym leszczem, który nawet pod pantofel ...
... nie jest w stanie trafić. Takim pozostaje tylko internet do leczenia frustracji."

 


Proszę bardzo, kolejne ulubione słowo Pań; frustracja. Każdy kto zachowuje się inaczej niż "powinien", jest sfrustrowany. Poza tym co za trudność być pod pantoflem? wystarczy być miłym, kochanym Miśkiem, dla którego jego dziewczyna to cały świat. Świat który musi się rozpaść; koniecznie to dodajmy ku pokrzepieniu serc.

 


"Wiernosc jest na wage zlota... jednak dran zawsze zostanie draniem. I wlasciwie jak dzisiaj mozna komukolwiek uwierzyc w takie zapewnienia? Sposob jest tylko jeden: jak baba nie da to i chlop nie wezmie. Gdyby kazda szanowala swoje 4 litery to i takich bucow mniej na swiecie by bylo. Pozdrawiam wszystkich napalonych polglowkow co nie wiadomo za jakie bostwo sie uwazaja."

 


Ma Pani rację! drań zostanie draniem, tak to przeważnie jest. Skąd więc ta opętańcza ambicja transformacji kanalii w cichego, spolegliwego Miśka, którego jedynym celem życia jest jego kobieta, i leżenie na kanapie przed tv? pozwolę sobie odpowiedzieć na własne pytanie. Otóż kanalia daje emocje, a te sprawiają że seks staje się pełen ognia, płonie rozkoszą. Kobieta chce mieć ciastko i zjeść ciastko; chce mieć świetny seks, i żeby kanalia była wierna, zmieniła się w romantycznego i wiernego Ryśka z klanu. Ale gdy się zmieni w Ryśka, to Pani zamieni się w stękającą, wiecznie niezadowoloną Grażynkę. Zaniknie ochota na seks, emocje, i przyjdzie pora by przesiąść się z emocjonalnego rollercoastera w trabanta. Gdyby Panie szanowały swoje pupy, ludzkość by nie przetrwała. Zresztą jakby wtedy żyły? kto by je utrzymywał? kto przyniósł by pyszne, pieczone udko pterodaktyla swojej ukochanej małpie w jaskini? kobieca pupa, to kamień węgielny ludzkości. Szanujmy kobiece pupy, tak szybko się marszczą. Ja sam jestem zdania, że warto obalić pomniki smutnych, surowych świętych mężczyzn, i postawić Paniom pomnik pupy, czczący i ukazujący nam prawdziwy cel naszego życia; pupę. O pupie marzą wszyscy mężczyźni, marzą też Panie, które wiedzą że to nie intelekt a właśnie pupa jest paszportem, który umożliwia przekroczenie granicy dobrobytu.

 


"Życie może cię kiedyś ograniczyć, jak w pewnym momencie, ...
... może niedługo, a może za 10 lat,zorientujesz się, że nasexiłeś się w życiu owszem, wiele, ale nikt Cię nie kochał i już nie pokocha."

 

Standardowy tekst. Skoro uprawiasz seks z wieloma kobietami, nie znajdziesz miłości. Tragedia! no i co dalej? czy naprawdę człowiek by żyć, potrzebuje żeby kobieta mówiła mu że go kocha? z tego co mi wiadomo o ludzkiej anatomii, można wyżyć i bez tego. Niektózy żyją samym światłem słonecznym, część wprawdzie umiera ale niektórym się udaje. Zdaniem wielu doświadczonych Panów, wychodzi znacznie taniej, mniej stresująco, a i przykrych niespodzianek nie ma, gdy okazuje się że słowa były tylko słowami, niczym więcej. Miłość to coś wspaniałego, i kobieta chciałaby mężczyznę który tej miłości pragnie. Miłość staje się monetą przetargową, za którą się kupuje utrzymanie, "poczucie bezpieczeństwa" i inne dobra. Ale przecież miłość można odczuwać w sobie, chociażby kochać kotka, pieska, ludzkość. To będzie taka sama miłość, która rozpala w człowieku ciepły, przyjemny ogień. Można pokochać siebie, też bardzo przyjemne. I nie trzeba się prosić, by ktoś mi powiedział "kocham Cię". Kochasz czy nie kochasz, to nie mój problem. Ja mam miłość, i mogę być z Tobą ale nie jestem od Ciebie i Twojej "miłości" uzależniony. Jeśli ja potrzebuję Twojej miłości, możesz podwyższyć cenę; mogę zostać Twoim niewolnikiem. Masz coś czego potrzebuję, trzymasz mnie mocno za jaja. Myślisz że będąc od Ciebie uzaleznionym, będę Cię kochał? nie, będę Cię nienawidził.

 

Tak więc Pani Karinka (autorka komentarza) nie ma racji. Oburza ją i gniewa że nasz Macho zna cenę seksu, która jest w istocie bardzo niska. To wielkie zagrożenie dla kobiety, ponieważ nie może uzależniać zrobienia czegoś od seksu. Rysiek z klanu zrobi wszystko, by raz w miesiącu dobrać się do wściekłej i zatroskanej sprawami zepsutej pralki Grażynki; kobiety więc pochwalają taką postawę, nazywając ją męską, dojrzałą emocjonalnie, mądrą. Jednak jest to postawa petenta, dziada, naiwniaka. Mężczyzna wiedzący że seks można mieć niemal wszędzie, staje się zagrożeniem dla władzy i ambicji kobiety. Stąd taka pogarda, gniew i często nienawiść, za którą zawsze stoi strach i poczucie bezradności. Kobieta która Ci wymyśla bo korzystasz z życia i jego uroków, po prostu się boi Twojej wiedzy, Twojej mądrości; próbuje więc powtarzaniem Cię przekonać, a gdy to się nie uda, zaczyna się recital obelg i wyzwisk, często ujętych w bardzo niewinne słowa. Słowa są niewinne, ale ich połączenie już mniej. Czy wałek do pierogów jest zły? nie. A łysiejąca głowa samca alfa? także nie. A wałek z całej siły uderzający wypitego samca alfa, który wraca z łupieżczej wyprawy (był z kolegami na dziewczynkach, grał w karty i był porządnie "wypity")? o, to już niewinne nie jest.

 


"Straszne, że związek dla Ciebie to tylko seks,  który zresztą tak szybko nudzi Cię z tą samą kobietą. Myślę, że jesteś naprawdę nieszczęśliwym, zagubionym człowiekiem, który  nigdy nie zaznał miłości i nigdy nikogo nie kochał. To jednak duża ułomność, która jednocześnie tłumaczy Twój sposób postępowania.  
Ps. Mieć dzieci z Takim facetem to prawdziwa katastrofa :("

 


Wspaniały komentarz, kwintesencja szablonu którym żyją kobiety; od narodzin, aż do śmierci. Komentarz ten epatuje gazetową psychologią, tworzoną przez rozbawionych chłopaków z dobrym piórem. Każdy kto nie wchodzi we wzorzec wiernego, nie korzystającego z seksu faceta, musi być z automatu nieszczęśliwy i zagubiony. Taki człowiek który lubi seks, na pewno też nie zaznał miłości i nie kochał. A może kochał Pani Jagodo? tylko ta którą kochał pokochała innego? czy człowiek żebrzący o seks u swojej partnerki, wie coś o prawdziwej miłości? co serialowy Rysiek wie o miłości? to że jest pierdołą i opiekuje się rodziną nic nie mówi o miłości, każde zwierzę od słonia po mrówki opiekuje się swoim potomstwem. Szablon "Uprawia niezobowiązujący seks = nie zna miłości", jest kłamstwem. Seks to tylko seks, przyjemność, odprężenie; i owszem, seks niesie ze sobą pewne ryzyko (ciąża, choroby weneryczne) ale niesie je też jazda autem, tramwajem, czy powrót wieczorem do domu, a także zwykłe jedzenie, w końcu wiele lat jedliśmy sól drogową w produktach, które nasi rządzący utajnili; może dlatego że nadal to jemy, czyli za kilkanaście lat będzie koszmarna eksplozja nowotworów. Z tego co wiem, szpitale nie są wypełnione ofiarami seksu. Życie jest ryzykiem Pani Jagodo.

 


Oddajmy głos Pani Ewelinie. Mądra kobieta:

 

"Przykre jest tylko to, że większość zachowuje się egoistycznie. Skoro nie zdradzam i chciałabym być szczęśliwa to dlaczego nie pozwalasz na to szczęście? Zostaw niech dziewczyna układa sobie życie z kimś innym bardziej wartościowym człowiekiem. Tylko co? Ty się boisz :) boisz się że trafisz na młodszą, która i tak puści Cię kantem a obecna zostanie. Nie mam zamiaru Cię obrażać bo nawet na to nie zaslugujesz pamiętaj atrakcyjność kiedyś minie na starość nie będzie miał kto podać Ci szklanki z wodą. Ot taka moja wypowiedz z rana."

 

Tu się zgodzę. Drań i egoista, powinien zostawić uczciwą kobietę. Często więc drań zostawia kobietę, czego kobieta nie jest w stanie ścierpieć, i wszelkimi sposobami dąży do powrotu faceta marnotrawnego. Raz że ambicja podrażniona, samoocena budowana na mężczyźnie gwałtownie pikuje w dół, to jeszcze drań dawał emocje i namiętny seks. Do tego dochodzi jeszcze pragnienie zmiany mężczyzny "ja go zmienię". Nie da się zmienić mężczyzny, można go tylko wykastrować. Tylko wtedy "miłość" natychmiast odejdzie z bogatego wnętrza uczciwej Pani, bo co to za miłość z kastratem? tylko operowa wchodzi w grę, z melomanką. Szklanka z wodą. Zawsze ta pieprzona szklanka z wodą. A co jeśli będę umierał, i będę miał ochotę na złoty strzał z morfiny, a nie szklankę z wodą? kobieca wizja; Rysiek z Klanu umiera, leży na łożu śmierci. Kochani, szepcze słabiutkim głosikiem. Podajcie mi szklankę wody, prosi. Grażynka i Maciuś podają mu szklankę z wodą. Rysiek popija, przełyka, wzdycha z rozkoszy, patrzy ze łzami w oczach z miłością na swoją rodzinę, mówi; kocham was, po czym ze łzami w oczach umiera. Kamera delikatnie się wznosi z dołu na górę, pokazując męczeńską śmierć prawdziwego faceta, w tle miłosna, melancholijna muzyka. Gospodynie domowe z dłońmi oblepionymi ciastem do pierogów, zapatrzone w ekran tv płaczą i szlochają; marzą, one też by chciały mieć takie życie.

 

A może inaczej? Rysiek kona. Grażynka i Maciuś płaczą, Rysiek coś szepcze. Co chcesz ukochany? pyta zatroskana Grażynka z Maciusiem, podając szklankę wody Ryśkowi. Pyta dla zasady, przecież wie co może chcieć umierający Rysiek, wszyscy przecież chcą szklanki z wodą. Nagle Rysiek gwałtownym ruchem uderza w szklankę, i rzęzi; Ty stara kurwo, całe życie trzymałaś mnie na uwięzi od dupy, nienawidzę Cię! po czym wzdycha i umiera szczęśliwy, zaspokojony.

 

 

"hehe znalazl sie samiec alfa...z takim jak tym lumpem i ...
... prostakiem to wstyd sie pokazac na ulicy a nie jeszcze miec dzieci...do leczenia u psychiatry, lumpie!! "

 

Jasne, już widzę jak ten Pan leci i pędzi do psychiatry, żeby zamienić się w Miśka, wypchanego trocinami manekina, ulubieńca gospodyń domowych.

 

 

"A ja jestem monogamiczna, mialam w życiu jednego faceta on nie był monogamiczny w tym samym czasie miał dziecko ze mną i z kochanką tu na miejscu a mieszkał jeszcze z kolejną lafiryndą, która o wszystkim wiedziała , ja na poczatku nie bo niby wyjechał do pracy, skończyło się tak,że wyprowadził się w końcu do jeszcze następnej i tak sobie hasa :)  ... a ja sobie nie hasam, jestem sama i nie zamierzam rzucać się na innego frajera, bo każdy facet to niestety większy czy mniejszy ale frajer. Pozdrawiam...."

 

 

Jeśli ten komentarz jest prawdziwy, to współczuję. Pani Ola trafiła na samca alfa. Z tekstu wynika, że w którymś momencie Pani Ola wiedziała że jurny Pan jest sprawcą wielu ciąż. dedukuję dalej; jakoś by Pani wybaczyła draniowi, byle tylko został z Panią, unieszczęśliwiając tym opisywaną przez Panią "lafiryndę". A co Panią obchodzi szczęście innej kobiety? a niech zdycha! Niestety, wybrał jeszcze inną Panią, co wpędziło Panią w przepastne otchłanie depresji. E tam każdy, a Rysiek z Klanu też frajer? ano właśnie, Rysiek to prawdziwy facet.

 

 

"Biedny jesteś :) tylko jeszcze o tym nie wiesz. Jeśli nie ...
... płacą Ci za te bzdety to masz problem ale czasami z taką chorobą można żyć. "

 

O, to jest dobre. Jest biedny i chory, tylko o tym nie wie, za to Pani nie widząc go dokładnie to widzi. No ale można żyć z tą "chorobą". Dobrze że Pani to powiedziała, bo biedaczek by pewnie życie spędził w kolejce do lekarza.

 


"Ty sobie pukaj, a HIV czeka... :)"

 

 

Jeden z najlepszych komci. Wynalezienie lekarstwa na hiv, sprawi że miliony oburzonych i zdezorientowanych Pań, będą musiały poszukać sobie innej choroby. Kiła być nie może, opryszczka też nie - bo są uleczalne, a szyderstwo musi mieć śmiertelny posmaczek. Proponuję więc w takim wypadku, zastosować "cholerę". Wprawdzie nie zaraża się nią podczas seksu, ale kogo obchodzą fakty? Podły samiec alfa umrze z powodu upokarzającej, odwadniajacej organizm biegunki, co Panie przyjmą z pełnym zadowolenia chrumkaniem.

 


"i ciebie ktoś kiedyś zdradzi - mój mąż mawiał "przy jednej dziurze i kot zdechnie " a ja mu teraz po latach mówię " przy jednym kocie i dziura pajęczyną zarosnie " och jakie to prawdziwe ... zdrada to zawsze śmierć dla zwiazku .. "

 

 

Kobieca wiara w karmę; Ty zdradzasz więc Ciebie zdradzą na sto, tysiąc procent. Ale skoro uczciwa kobieta została zdradzona, a wierzymy w niechybny zwrot losu, to dlaczego została tak ukarana? no cóż, na to pytanie nigdy nie uzyskałem odpowiedzi od "uduchowionych" Pań. Tylko obelgi i drwiny z mojego małego penisa. Skąd wiedziały!?!

 

 

"Jesteś kryptogejem. Tzn- jesteś gejem, tylko tego jeszcze ...
... nie wiesz lub zagłuszasz to tymi podbojami. "

 

 

Jasnowidzka! albo geniusz psychologii. Najpewniej krypto lesbijka. A co, ja też jasnowidz - mistrz psychologii.

 

A teraz dla odmiany komentarz faceta:

"Pamiętam jak czytałem te komentarze o kochankach i zdradach. Byłem pewien, że nigdy mnie to nie będzie dotyczyło. Miałem dziewczynę dla której gotów byłem oddać tlen z własnej krwi. Wczoraj dowiedziałem się, że zdradziła mnie 2 razy i przez 2 miesiące okłamywała. Pisałem dla niej wiersze, obdarowywałem różami. Starałem się być także przyjacielem. Oto moja zapłata.  
Pora umierać"

 

 

Pora zacząć mnie czytać, i rozumieć o co w życiu chodzi, a nie żyć nierealnymi oczekiwaniami. Do śmierci nie ma się co tak śpieszyć, na pewno ją spotkamy, wcześniej czy później. Trzymaj się chłopie, rogi na głowie dodają mężczyźnie doświadczenia, prawości charakteru, czynią go mężczyzną. Czy mi czegoś brakuje? i owszem, trochę urody, ale przecież mężczyzna wystarczy że jest ciut przystojniejszy od diabła. Jestem! a więc ja też bracie samcu mam rogi. Niektórzy mówią że diabelskie, a ja milczę (słychać chrumkanie z zadowolenia) zawsze to jakaś reklama.

 

środa, 01 sierpień 2012 18:58

Samiec Alfa

Żeby przyjrzeć się bliżej pojęciu "samiec alfa", musimy stworzyć skalę na której dokonamy porównania; tylko przez analogie i różnice, może nam ukazać się pełnia tego arcyciekawego zagadnienia. Na początku skali będzie więc idealna karykatura samca alfa, nazwijmy go miśkiem (miś Pinda, kocha się przytulać, leniwy, bez inicjatywy) i niech będzie nim serialowy Rysiek z Klanu (proszę go nie mylić z aktorem, który z całą pewnością takim miśkiem nie jest). Po drugiej stronie skali będzie więc samiec alfa, skryty w krzakach łopianu, siedzący w kucki i głośno defekujący by pokazać nam swoje roszczenia terytorialne, i co o nas sądzi, obserwatorach jego pięknej, aczkolwiek dzikiej, natury. Żeby posmakować gejzerów tajemnicy jego super męskości, wystarczy dokładniej przyjrzeć się Ryśkowi. Rysiek jest bytem wirtualnym, wykreowanym na potrzeby serialu. Jednak kryje się w nim głębsza mądrość; żeby serial się sprzedawał i miał oglądalność, widzowie muszą z pewnymi aktorami czuć więź, a innych nienawidzić.

 

                                                     Rysiek z Klanu; Miś

 

Twórcy serialu od czasu do czasu dają przyjemność widzom, i karzą bohaterów negatywnych niemiłymi zdarzeniami na szklanym ekranie. Jednakże większość czasu grający złe charaktery aktorzy, radzą sobie całkiem nieźle, by gospodynie domowe odczuwały dyskomfort, podniecenie i złość. No bo jakże to, zły i tak sobie dobrze żyje? to budzi w nas naturalny gniew. Nasza wiekami wpajana nam przez najpierw bajki, później media, prawda prawd, że źli na końcu przegrywają, domaga się spełnienia. Jest to oczywiście bujda, bo źli bardzo często unikają kary na ziemi, tej ziemi; czy na innej ich udziałem stanie się kara? pływamy w oceanie idei i przekonań, ale tak naprawdę to nic nie wiadomo. Dodam czule, że każdy z nas kiedy o tym się przekona. A więc, im większa negatywna emocja, tym większa przyjemność i satysfakcja z jej rozładowania przez twórców serialu, a to wszystko przekłada się na oglądalność i ukochane kwestie finansowe, które stanowią przepyszną wisienkę na torcie tej medialnej pantomimy. Gdy trzęsąca się z podniecenia gospodyni domowa ogląda odcinek serialu, zaciskając piąstki i modląc się o ukaranie złej Alexis, dostaje prezent; zły charakter zostaje dotkliwie ukarany, a ekstaza endorfin przetacza się przez żyły omdlałej z rozkoszy Pani Domu. Po chwili niepoukładana rzeczywistość zalewa cierpieniem serduszko Pani Domu; ta ucieka więc w kolejne sztuczne rzeczywistości, włączając kolejny serial. Oto smutna prawda; ludzie uciekają z raju (którego nie umieją i nie chcą dostrzec) w plastikową, tandentną i cyniczną medialną kloakę.

 

                                                   Dwie przepastne głębie

 

Kobieta ma dwie sfery marzeń, dwie przepastne głębie gdzie znika logika, a pojawia się emocjonalne monstrum. Pierwsza głębia jest made in społeczna, czyli wzorce jakie zaszczepia jej wychowanie i społeczeństwo (np. mówienie dzień dobry jest grzeczne, a nie mówienie; niegrzeczne) oraz druga, znacznie głębsza przestrzeń biologiczna wywodząca się z genetyki, istniejąca w jej osobowości, niezależna od wychowania i procesu socjalizacji. Mężczyźni od tysięcy lat chcieli stłumić w kobiecie jej seksualność; jest ona jednak mechanizmem wywodzącym się np. z instynktownego lęku przed głośnym, niespodziewanym hałasem, czy wysokością. Żadnym przekonywaniem nie da się tego usunąć, natomiast można to obejść, i chociażby obrzydzić (kojarząc z kałem, zaraz(k)ami itd) w silnej hipnozie, co też wielokrotnie czyniono. Wtedy stłamszony mechanizm pojawia się w innym miejscu osobowości jako depresja, paniczne lęki czy choroba psychiczna, albo ukazuje się poprzez ciało, jego choroby. Robiono tak w celach religijnych; w dawnych czasach, wierzono że ziemia jest płaska, a seks czymś co odciąga od Boga. Uważano więc, że jeśli zohydzić sobie seks, to człowiek będzie bliżej sacrum, osiągnie spokój umysłu. Wierzenia te były wytworem ciemnoty, ponieważ umysł zachowywał spokój, do czasu ujrzenia kobiecej łydki; wtedy kandydat na świętego (albo już święty) szalał i wariował. Prawdziwy święty widząc piękną kobietę, widzi Boga i jego piękne dzieło.

 

Rysiek z Klanu to ideał społecznych marzeń kobiety; spolegliwy, łagodny, nie stawiający się, nie zdradzający; nie pije, nie pali, ciężko pracuje żeby zarobić na rodzinę, brzydzi się skokami w bok, nie ma kolegów do wódeczki. Kobieta marzy więc o takim facecie, ponieważ nauczono ją myśleć że taki facet da jej szczęście. Zapewni jej bezpieczeństwo materialne, przytuli gdy będzie płakać, będzie opiekować się swoją kobietą, gdy ta będzie w ciąży. Taki facet jest zawsze przy kobiecie, jak rzep przyczepiony do psiego ogona. To wydaje się być przyjemne; tak, to ironia. Wydaje się. Dlaczego?

 

Biologia kobiety, natura, siła która napędza ludzkość, ma zupełnie inne priorytety. Główny to przetrwanie, czyli rozmnażanie. Żeby dzieci było dużo i były silne, a przede wszystkim mialy szansę na przetrwanie, samiec je płodzący musi być silny i agresywny (zapewni później matce i dziecku przetrwanie) a przejawia się to w postaci wysokiego poziomu testosteronu. Natura patrzy ogólnie, nie skupia się na szczegółach; ktoś z wysokim poziomem testosteronu, podnoszący ciężary, przegra w walce z kimś kto ma znacznie mniej testosteronu, jest mniejszy ale od lat trenuje np. zapasy. To są wyjątki od reguły, a samce z wysokim poziomem tego hormonu są najsilniejsi, najagresywniejsi, dają największą szansę na przetrwanie prehistorycznej samicy z małpiątkiem wtulonym w bujną, owłosioną pierś mamy. Testosteron objawia się feromonami (i wieloma innymi emanacjami, do tej pory nieodkrytymi) a samica reaguje na nie podnieceniem. Tak więc dorodny i owłosiony samiec podnieca kobietę, i jest to biologiczna spuścizna. Umysł kobiety może wiedzieć; mój mąż, mniejszy ale bokser, jest naprawdę silniejszy, więcej zarabia. I mimo wszystko, mimo całej logiki zawartej w tych oczywistych stwierdzeniach, nadal będzie czuła przyjemne swędzenie w sadzie brzoskwiniowym, do którego chciałby dostać się relikt przeszłości; Pan z wysokim poziomem testosteronu. Słabszy od boksera, może być nawet sportowo czy życiowo kompletnym nieudacznikiem, nie ma to znaczenia. Rządzi nos wdychający upojne feromony, i konsekwentne pieczenie w punkcie, gdzie krzyżują się ludzkie rozkosze i namiętności.

 

                                                          Gadzi mózg

 

Wklejam: "zwany też gadzim kompleksem; z punktu widzenia ewolucji: najstarsza część ludzkiego móżgu, analogicznie zbudowana jak mózgi gadów współczesnych i dinozaurów;


Anatomicznie: podwzgórze, ze szczególnie wyróżnionymi gruczołami przysadki, szyszynki i migdałowatymi, rdzeniem przedłużonym i móżdżkiem;


Część mózgu odpowiedzialna za odczuwanie i generację stanów emocjonalnych, podświadoma, prelogiczna, rządząca się własnymi prawami, w dużym stopniu niezależna od świadomości i poza jej kontrolą, najsilniej aktywna i dominująca w chwilach stresu, zagrożenia życia"

 

Ten prymitywny układ, który reaguje na feromony, nazywa się "gadzim mózgiem". Wygody cywilizacji znamy dopiero sto lat. Wcześniej setki tysięcy (jeśli nie miliony) lat, człowiek tkwił jedną nogą w zwierzęcym świecie, gdzie wygrywał najsilniejszy; czyli ten, kto miał więcej testosteronu. Gadzi mózg jest reliktem przeszłości, i prawdopodobnie zaniknie jeśli człowiek wytrzyma w cywilizacji kolejne dwieście, czy trzysta tysięcy lat, co wydaje mi się nawet zabawne. Żeby człowiek mógł przeżyć w bardzo prymitywnych warunkach, układ ten sprawiał że nasz prapradziad, zachowywał się jak agresywne zwierzę, które umiało też panicznie uciekać. Bez tego układu, człowiek nie miałby prawa przetrwać. Dzisiejszy samiec, musi umieć zupełnie inaczej się zachowywać w biurze wielkiej korporacji. Wszakże nie może nagi wskoczyć na biurową palmę, i odstraszać wrzaskami kolegi z biurka obok. Nie może też obrzucić go kałem, ani nabić na włócznię. Musi się uśmiechać, udawać życzliwość; a po powrocie z pracy odreagować upodlenie biciem żony i dzieciaków, czy alkoholem. Gadzi mózg produkujący agresywne emocje, prowokujące do walki bądź ucieczki, jest często naszym ograniczeniem w nowoczesnym świecie biurowców i błyskających leniwie telewizorów. Nie martwcie się jednak proszę; za dwieście tysięcy lat już zaniknie.

 

Samiec alfa będzie więc mężczyzną, z wysokim poziomem testosteronu. Oddziałuje on na prymitywne struktury układu nerwowego kobiety, wzbudzając w niej żądzę. Oczywiście, kobieta może brzydzić się tego co czuje (samiec alfa np. może śmierdzieć albo być brzydki) nie akceptować tych emocji głęboko w sobie; ale one nadal będą się w niej tlić. Kobieta musi to zaakceptować, jeśli nie chce doprowadzić do mocnego konfliktu wewnętrznego; ten zaowocuje albo ciągłymi nerwami, poczuciem porażki życiowej, albo przemieni się w depresję. To będzie ochrona kobiety, która już nic nie będzie czuła; będzie tylko leżeć w łóżku, i tępo wpatrywać się w sufit. Nie można wypierać się swojego układu nerwowego, czy jak to nazywają "gadziego mózgu", naszej odległej przeszłości; tak jesteśmy skonstruowani, widocznie tak musi być. A tego kto namawia nas do poczucia winy za "grzech" jakim jest nasza natura, i chce pieniędzy żeby ten grzech "zlikwidować", wyślijcie do diabła; tam skąd przypełzł.

 

                                                        Relikt prehistorii

 

Samiec alfa był ogniwem bezwzględnie koniecznym, by nasz gatunek przetrwał. Nasi dalecy przodkowie, to w większości samcy alfa. Uprzejmy i łagodny Rysiek z klanu nie miał szans w czasach prehistorycznych; chyba że pełnił funkcję panienki dla samca alfa, geja. Teraz jednak, w zupełnie innych warunkach życia, samiec alfa to przeżytek, podobnie jak i nóż zrobiony z kamienia. Mamy lepsze urządzenia do zabijania; samiec alfa wymyślający kamienny nóż, zastąpiony został cynicznym samcem alfa w garniturze, który wymyśla kolejną zabójczą broń na desce kreślarskiej. Dzięki temu, mamy pokojowe, humanitarne naloty w walce o demokrację ostatnio Libii, a szykują się teraz na wprowadzanie demokracji w Syrii i Iranie. Samiec alfa to relikt, przeżytek, jednak nadal oddziałuje, i myślę że przez tysiące lat będzie oddziaływał na kobiety. Samiec alfa dzisiejszych czasów, jeśli ma niewielki poziom testosteronu, musi zmienić front działań. Nie może otwarcie atakować swoim seksapilem "gadziego mózgu" kobiety, ponieważ jego ciało nie wydziela feromonów; atak musi nastąpić z innego miejsca i w innym czasie. Pierwsze wrażenie zawsze będzie słabsze, i z tym trzeba się pogodzić. Cała operacja opętania kobiety, odbędzie się na późniejszym etapie znajomości. Czyli nie od razu Kraków zbudowano. Takie podejście wydaje się być nieszczęściem, gdyż zakłada osiąganie celów nie tak szybko jak zrobiłby to samiec alfa, ale daje też olbrzymie zyski, o których napiszę później. Suma sumarum, nowoczesny samiec alfa ma znacznie lepiej, mimo pozornych utrudnień; podobnie jak nowoczesna toaleta, jest znacznie lepsza od krzaków, w których trzeba siedzieć w kucki godzinę, modląc się by piorun z szalejącej nad nami burzy nas nie spopielił.

 

Kobieta w związku, mniej lub bardziej świadomie, cały czas testuje mężczyznę. Robi to po to, by poczuć jego dominację, jego kontrolę. Nawet jeśli kobieta zdaje sobie sprawę (w sensie logiki) że działa "nienormalnie", "histerycznie", to i tak jej biologiczna otchłań czuje takie pragnienie. Kobieta może lepiej zarabiać, być znacznie lepiej ustawiona, ale mimo wszystko jest kobietą, i działa według biologicznego mechanizmu którego może nie akceptować; kobieta chce by jej mężczyzna był samcem alfa, by rządził, dominował. Oczywiście, nigdy Ci tego nie potwierdzi, ale i nie musi. Te testy to przede wszystkim obserwowanie, jak mężczyzna zachowuje się w czasie stresu, i czy jest od niej emocjonalnie zależny. Samiec alfa dlatego jest kim jest, ponieważ zdaje te testy, ale przechodzi je siłowo, korzystając z gniewu, arogancji, bezczelności. Nie da się nim sterować w sensie testu, ponieważ on się wtedy unosi gniewem. Chodzi o ten jeden wycinek testu, który sprawia że kobieta kwalifikuje Cię i wrzuca do szufladki; samiec alfa, bądź Rysiek. Podkreślmy że facetem impulsywnym, agresywnym, daje się sterować i steruje jak małpą, takich chętnych do bitki i wojaczki, wysyła się na wojny by umierali w imię cudzych interesów; jednak dla kobiety ta agresja, jest zdaniem testu na męskość. Nowoczesny samiec alfa nie musi być agresywny (powinien być elegancki i kulturalny, Jak Pan Lecter przy konsumpcji wątróbki) koniecznie jednak musi pokazać swoją siłę psychiczną. Gdy kobieta żąda czegoś upokarzającego, musi odmówić; wtedy pojawią się działania mające na celu sprawienie, by samiec zmienił swoje zdanie i pokazał uległość (czyli nie zdał testu na samca alfa). Będą to wrzaski, upadlające słowa (zdradziłam Cię, jesteś nikim, masz małego itd) czasem nawet przemoc fizyczna. Chociaż ciężko w to uwierzyć, jest to test. I nie jest on wymysłem kobiety, a jej biologiczną potrzebą, podobnie jak pragnienie macierzyństwa. Mężczyzna wyłysiały, wchodzący w wiek późny, kupujący kabriolet, także posługuje się gadzim mózgiem w tym co robi. Jest to okazanie potencjalnym konkurentom swojej siły, płodności i możliwości posiadania zdrowej samicy. Dawniej taki samiec skakał, krzyczał i obsikiwał swoją jaskinię i kobietę; teraz kupuje kabriolet i małoletnią z prowincji, która dorabia sobie na studia; europeistykę, modne zarządzanie czy hotelarstwo.

 

                                                      Kultura i elegancja

 

Kulturalne trzymanie się swojego zdania i opinii, to jedna sprawa. Druga to codzienne potyczki, np. nieprzyjemny tekst skierowany do ciebie; musisz reagować, koniecznie grzecznie "kochanie, to co mówisz jest dla mnie upadlające, proszę Cię byś tak się do mnie nie odzywała". Gdy to nie ostudzi zapędów Twojej Pani, mówisz dalej "jeśli nadal będziesz mnie tak traktować, proponuję tymczasowe rozstanie". I teraz albo kobieta ulegnie a Ty zdasz test, albo masz wyjść z domu na kilka dni. Musisz wyjść, by pokazać że Twoje słowo jest święte. W ten właśnie sposób, małymi kroczkami budujesz swoją pozycję; mądrego, kulturalnego, nowoczesnego neandertalczyka. Jeśli powiesz że wyjdziesz a nie zrobisz tego, dajesz informację; moje słowa są nic niewarte, można mnie i moich zapowiedzi nie szanować. Ze zgrozą obserwuję, jak wielu moich czytelników (a przecież to w większości bardzo inteligentni ludzie) nie uświadamia sobie wagi i znaczenia tego mechanizmu. Twoje słowo ma być święte, ma być oznaką pewności. Jeśli coś powiesz, masz sprawić by to stało się rzeczywistością; nie możesz zrezygnować, gdyż wtedy obniżasz swoją wartość. Jaką wartość ma facet, który coś deklaruje a potem zmienia zdanie? to nie facet, to misiak do przytulania; a po przytulaniu zabawkę - misia, wyrzuca się do śmietnika. W życiu liczy się tylko to, co jest rzadkie. W naszym świecie, słowny i honorowy człowiek jest na wagę złota; ponieważ takich ludzi jest niewiele. Nigdy nie możesz pozwolić na to, by Twoja kobieta zauważyła że jesteś niesłowny. Możesz przy swojej ukochanej się wypróżniać, smarkać, z furkotem wypuszczać gazy jelitowe; kobieta Ci wszystko wybaczy, ale niesłowności i chwiejności charakteru, nigdy. Twoja słowność, to Twoja wizytówka na której pisze; Samiec Alfa. Łamiesz słowo, nie spełniasz swoich postanowień w imię wygody? toś luj i bawidamek, nie przedstawiasz sobą żadnej głębszej wartości. I tak zostaniesz potraktowany. Koledzy także nie będą Cię szanować, chociaż może Ci się wydawać inaczej. Gdy Twoja kobieta histerycznie zawodzi, mówisz grzecznie że wyjdziesz jeśli nie przestanie, ponieważ to Cię obraża. Ona wrzeszczy że won. Ty więc zaczynasz kombinować, a gdzie pójść? nie ma pieniędzy na hotel, za późno by dzwonić do znajomych. Zaprawdę powiadam Ci; gdy będziesz się rozwodzić z kobietą która Tobą gardzi, pieniądze się znajdą, zawsze się znajdują. Znajdź je więc albo pożycz, ale pokaż że nie pozwalasz sobą pomiatać. Zdaj test.

 

Wygrana wojna, składa się z tysięcy małych potyczek. Pamiętaj że żaba wrzucona do garnka z wrzącą wodą wyskoczy natychmiast, a będąc w chłodnej, ale powoli rozgrzewanej, po prostu się w niej upiecze. Kobiety zdobywają cel w wojnie powoli, małymi kroczkami. Są to testy, których one same mogą się brzydzić, ale które robią. Upokarzające słowa, przytyki, niemiłe zachowania, brak lojalności przy spotkaniu z przyjaciółmi; możliwości jest wiele, a można to podsumować w ten sposób, że wszystko co sprawia że czujesz się upokorzony i nie reagujesz, jest zachowaniem testowym. Gdy się próbujesz postawić, natrafiasz na wysoki mur zachowań obronnych, czyli najczęściej jest nim brak seksu (bo boli głowa), tygodniami zacięte milczenie, i inne złośliwości. Stąd taka furia Pań, gdy mężczyzna prosi o intercyzę. Gdy mężczyzna ma własny kąt, ma gdzie wyjść, uciec. Gdy wszystko zainwestował w swoją kobietę, musi się zgadzać na jej warunki, i liczyć na to że ta będzie całe życie urocza i miła, jak wtedy gdy się poznawali. Niestety, nie będzie. Kobieta dąży do absolutnej dominacji (głównie finansowej, gdyż w tych czasach pieniądze stanowią o niemal każdym aspekcie życia) modląc się (podświadomie) by mężczyzna zdał test i się nie dał przekabacić. Gdy mężczyzna nie zda testu, i w imię wygody zamieni się w ciepłego miśka, przytulaka, kobieta zacznie nim gardzić; za to że nie zaspokaja jej biologicznych pragnień. Na zewnątrz powie coś innego, jakąś kolejną bujdę typu "jesteś niedojrzały emocjonalnie" czy że "ograniczasz mnie", albo odwieczne i niezwykle zabawane "byłeś dla mnie za dobry". Nigdy nie słuchaj co kobieta mówi, liczy się jej mowa ciała, przesłanie które chce Ci przekazać, i zaspokojenie żądań jej gadziego mózgu. Porozmawiaj ze swoją kobietą, jak gad z gadem. Z prymitywności powstałeś, w prostactwo się obrócisz, amen.

 

                                                             Fakty!

 

Możesz się ze mną nie zgodzić; jednak fakty przemawiają za moją argumentacją. Ile kobiet przebywa w domu z tyranem? dlaczego nie odejdą? matka z dzieckiem w polsce nie trafi pod most, o ile nie jest narkomanką czy alkoholiczką, są ośrodki które jej pomogą. Ale one, bite, upokarzane i zastraszane, nie odchodzą. Powody które podają są śmieszne; zostają bo Misiek w sumie nie jest taki zły, bo nie ma gdzie pójść, on się zmieni pod wpływem mojej miłości, ma teraz zły okres w pracy. Tymczasem dziecko mieszkające z katującym je szaleńcem, wyrasta na wariata i nieszczęśliwego, złamanego człowieka, który nie rozumie dlaczego rodzice zniszczyli i splugawili mu dzieciństwo. No cóż; ojciec to samiec alfa typu prehistorycznego, który wyżywa się za swoje niepowodzenia na tych, którzy na pewno mu nie oddadzą. Mamusia natomiast, mimo niezaspokojenia pragnień społecznych, ma zaspokojoną biologię. Jej instynkt jest zaspokojony, jest z agresywnym samcem alfa, może przetrwać; gadzi mózg produkuje uczucie zadowolenia, satysfakcji. I te uczucia są większe, niż uczucie poniżenia, ból w trakcie bicia przez pijaka, zniszczone życie dziecka. Gadzi mózg sprawia, że kobieta jest w zwiazku z sadystą podniecona seksualnie; ileż to dzieci pamięta, jak po solidnej awanturze z rękoczynami, rodzice kopulowali jak zwierzęta w ekstazie. I te dzieci mają w głowach wzorzec, że bez bójki, wyzwisk czy awantury, dobry seks jest niemożliwy. Gdy trafiasz później na partnera z takimi wzorcami w głowie, będzie Cię prowokować aż jej/mu przywalisz; wtedy będzie płacz i wielka, potężna fala ulgi; pojawi się nawet pożądanie. W ten mniej więcej sposób, okalecza się psychicznie małe dzieci, zabierając im piękne przeżycia, miłość.

 

Samiec alfa ZAWSZE reaguje gdy jest poddawany testom. Nie udaje że coś się nie stało, bo nie chce mieć kolejnej awantury. Pamiętaj że "kto chce życia, straci je". Godząc się z małymi przytykami, informujesz testerkę że zgodzisz się także na większe upokorzenia. To logiczne, prawda? W ten właśnie sposób zmieniasz się w worek bokserski, który można bezkarnie uderzać. Nawet jeśli w którymś momencie chcesz być "twardy" i się nie dawać, kobieta rozzuchwalona Twoją wcześniejszą uległą postawą, czuje gniew; wcześniej można było się wyładować, wyżyć, a teraz już nie? jeśli być samcem alfa, to tylko od początku, solidną i konsekwentną pracą od podstaw. Dom jest bezpieczny, jeśli od fundamentów był pieczołowicie, skrupulatnie i z dobrych materiałów budowany. Mówi się że kobietę trzeba sobie wychować; ja uściślę, trzeba zaspokoić jej wewnętrzny, biologiczny agregat emocjotwóczy. Wtedy właśnie wszystko będzie grało. Próba zaspokojenia społecznych marzeń kobiety, bez zwracania uwagi na jej prymitywną, biologiczną konstrukcję, przypominają dawanie człowiekowi umierającemu z głodu, multiwitaminy.

 

Ci którzy mają doświadczenie z seksem, zwłaszcza z dojrzałymi Paniami (ok. 40 tki) które osiągnęły sukces (są szefowymi, mają dobre pieniądze) wiedzą że w łóżku Panie te lubią, ba! uwielbiają dominującego samca. Nie jest rzadkością; ciągnięcie za włosy, policzkowanie, naplucie w twarz, mocne klapsy na pupę, trzymając za włosy zmuszanie do klęknięcia przed mężczyzną. Powiesz - ohydne, prymitywne. Zgadzam się. Ale zaspokaja potrzebę biologiczną,sprawia że kobieta przeżywa orgazm za orgazmem; kochanek wcale nie musi być obdarzonym demonem seksu. Wystarczy że jest czuły i bezlitosny, w swym szacunku wobec kobiety. Wymierza klapsy z miłością, policzkuje z szacunkiem. Podłe! obrzydliwe! krzykną Panie. A ja odpowiem. Tak, macie szanowne Panie rację. Patrząc z punktu widzenia dzisiejszych realiów, takie zachowania to podłość. Ale patrząc z punktu widzenia naszej genetyki, biologii, jest to pobudzanie ośrodka "gadziego mózgu", który odwdzięcza się niezwykłą rozkoszą. Zresztą, nie trzeba nic wiedzieć o gadzim mózgu; wystarczy być z kilkoma takimi Paniami, które czołgają uległych facetów w korporacji, i czują z tego powodu radość z dominacji, a także rozczarowanie, pogardę i zniechęcenie, często także depresję; to odzywa się biologiczny obwód, który pragnie samca alfa; samiec ten z kolei, zaspokaja poczucie bezpieczeństwa, daje większą szansę na przeżycie więc zmniejsza dyskomfort który odczuwa kobieta. Kobieta z natury została przewidziana jako matka dla dzieci, a silniejsza strona to mężczyzna. To się teraz zmienia, jednak było tak prawdopodobnie przez miliony lat, i nie zniknie to natychmiast.

 

                                                  Ciocia nie miała racji...

 

To niezwykle proste, natomiast wydaje się dziwne; dlatego że nikt wcześniej Ci tego nie tłumaczył. Tak samo dziwne były dla naukowców śmiałe pomysły (wg. kleru demoniczne) że człowiek może latać. Jak wiemy, człowiek może latać, więc każdy pomysł który jest nam nieznany, takim się wydaje; do czasu. Pragnę być to zrozumiał, co znacząco ułatwi Ci życie. Gdy jesteś głodny, odczuwasz dyskomfort. Gdy się boisz, w wersji prastarej dinozaura, w nowoczesnej odsłonie dresiarza, odczuwasz lęk który jest odczuciem bardzo nieprzyjemnym. Te uczucie Cię przydusza, sprawia że marzysz o tym by ono zniknęło. Podejmujesz więc działanie, i gdy Ci się udaje, lęk znika a Ty odczuwasz odprężenie, przyjemność. Twój układ biologiczny, motywuje Cię do przeżycia hormonami dającymi przyjemność bądź cierpienie. Identycznie tak samo, ten właśnie układ który mają mężczyźni i kobiety (gadzi mózg) chce osiągnąć swoje cele. Umysł kobiety czyli całość społecznych uwarunkowań, chce mieć faceta miłego, z którym można się przytulać, zwierzać sobie nawzajem, liczyć na siebie. I ten układ także nagradza kobietę przyjemnością bądź cierpieniem, gdy ta osiąga swój cel czy go nie osiąga. Gdy osiągnie i zakocha się w niej misiek, czyli nasz Rysiek z Klanu, umysł daje przyjemność. Z czasem jednak do akcji wkracza na swych rachitycznych nóżkach gadzi mózg, którego nie interesuje miły, spolegliwy facet. Nie ma feromonów, nie ma testosteronu, więc gadzi mózg uruchamia maszynę hormonalną, i kobieta zaczyna źle się czuć. Przejawia się to gdy rozmawia, bądź patrzy czy nawet tylko pomyśli o misiu. Czuje rozdrażenie, żal, wściekłość, bezradność. Jej złe zachowanie wobec misia, to test i nieme pragnienie, by miś okazał się samcem alfa. Gdy tak się stanie gadzi mózg natychmiast wstrzymuje cierpienie, a tłoczy do żył czyste endorfiny. Niestety, mężczyźni wychowani na popularnych serialach, i potocznej wiedzy, także swych mamuś i babć (masz szanować kobietę, kobiety nie wolno uderzyć nawet kwiatkiem) tego nie wiedzą, więc gdy widzą rozhisteryzowaną kobietę, ulegają jej żądaniom, naiwnie licząc że to ją uspokoi. Niestety, uspokoi może na chwilę gdy złość opadnie, ale gadzi mózg ciągle będzie produkował hormony stresu, aż do czasu gdy kobieta stanie naprzeciwko samca alfa. Wtedy właśnie poczuje ukojenie, wolność od ciągłego (często ten stres i cierpienie u kobiety trwa całe życie) bólu. A zostawiony, upodlony facet się upija, beczy jak dziecko i zadaje sobie pytanie; dlaczego? przecież robiłem to, co mówiła kochana babcia, mama, ciocie; byłem miły, grzeczny, latałem z kwiatkami, prezentami. A skąd Twoja ciocia może to wiedzieć? a nawet jeśli wie że drżały jej nogi przy kryminaliście a nie przy małżonku, to nigdy tego nie powie, ba! sama przed sobą będzie starała się to "wstydliwe" doznanie ukryć. Rzadko kto o tych sprawach wie, Ty jesteś natomiast szczęściarzem, jeśli zrozumiesz (co jest pragnieniem gadziego mózgu autora felietonu) i wykorzystasz tę wiedzę. Odpowiedź na dylematy zapłakanego, spitego i cuchnącego starymi skarpetkami miśka, kryje się w gadzim mózgu naszych układów nerwowych.

 

Problem w tym, że samiec alfa zaspokaja gadzi mózg kobiety, a najczęściej nie zaspokaja umysłu i jego społecznych oczekiwań. Te dwie sfery są ze sobą w ciągłym konflikcie, opisałem to w felietonie kliknij który warto przeczytać.

 

                                                        Dwa orgazmy

 

Są dwa kobiece orgazmy. Pomijam orgazm łechtaczkowy i pochwowy, gdyż to tylko zewnętrzne objawy prawdziwego orgazmu, którego najgłębszą siedzibą jest mózg. Pierwszy to orgazm umysłowy; misiek kopuluje, stara się, dyszy i poci, wreszcie charcząc ejakuluje w swoją Myszkę; kobieta więc ma orgazm, który można porównać do uczucia po biegunce; po wszystkim wszyscy się cieszą że mają to za sobą. Drugi orgazm, tym razem prawdziwy, należy całkowicie do gadziego mózgu; ten poprzez swoje układy i układziki w układzie wydzielania dokrewnego, daje Ci poprzez hormony prawdziwą rozkosz. I taką rozkosz przeżywa właśnie kobieta z samcem alfa; w ten sposób gadzi mózg sprawia, że kobieta oddaje się mężczyźnie, przez co ten z nią zostaje. Nic tak nie trzyma mężczyzny przy kobiecie, jak dobry seks i równie dobre jedzenie; prawda ta którą doskonale znały nasze prababki, została teraz zakłamana przez Panie, które chciałyby być mężczyznami. Wariaci zawsze byli, są i będą; problem w tym, że nasze Panie słuchają nie tego kogo trzeba. Kogo więc słuchać? zapytacie. Słuchajcie mnie, i głosu waszego ciała. Seks to nie tylko rozkosz, seks to przede wszystkim możliwość przetrwania. Dla natury, biologii, to najważniejsza rzecz jaka istnieje. Wszystko inne jest nic niewarte przy seksie. Stąd też natura, żeby ludzkość przetrwała, nagradza poprzez hormony najlepszy możliwy układ; uległa, zdrowa kobieta z dużymi biodrami, i samiec alfa. Te połączenie daje niebiański seks, jako nagrodę i motywację do płodzenia dzieci.

 

Nowoczesny samiec alfa, w którego się przeistoczysz mój ukochany czytelniku (w co pragnę wierzyć) ma wielkie zalety w porównaniu do naszego prehistorycznego odpowiednika. Co to za życie faceta, który będąc sprawcą wielu ciąż musi ukrywać się, i uciekać przez zazdrosnymi Paniami z malutkimi berbeciami? pal licho jeśli takim samcem alfa jest szejk; stać go na alimenta i utrzymanie Pań, w których miał przyjemność. A co z przeciętnym, prostackim samcem alfa z polski? na zasiłku w mopsie, kilkanaścioro dzieci, kolejne kilka w drodze. O prezerwatywach nie słyszał, o stosunku przerywanym także; siedzi, pije wino marki tygrys z kolegami, i zastanawia się dłubiąc w nosie (a potem od razu w pachwinach i spróchniałych zębach) dlaczego w życiu mu nie wyszło.

 

                                                          Małe rzeczy

 

Najpowszechniejszym błędem mężczyzn, jest nie reagowanie na małe rzeczy; męzczyźni Ci nauczeni są (wytresowani) że reakcja buntu karana jest bólem głowy, płaczem, awanturą i wyzwiskami. Mężczyzna myśli więc, że jeśli przemilczy problem, to ten w jakiś cudowny sposób zniknie. Niestety, to jest jak z zębem; jak boli, trzeba go natychmiast leczyć albo wyrwać, czekanie zaś sprawia, że czeka nas po stokroć większy ból i komplikacje. Problem nie zniknie bracia samcy; gdy zareagujecie raz, drugi i trzeci, to kobieta wreszcie zrozumie, że nie opłaca jej się robić małych prowokacji, i na pewien czas ich zaniecha. Oczywiście większe prowokacje się nie pojawią, skoro nie zgadzasz się na małe. Testowanie będzie trwać przez cały okres związku; kobieta w ten sposób upewnia się czy nadal jest z najlepszym samcem, i jest to niezależne od niej. Bądź najlepszy dla swojej kobiety, bądź mądry; bądź nowoczesnym samcem alfa przez cały okres trwania związku, bądź sprawnym i kompetentm managerem gadziego mózgu swojej kobiety.

 

piątek, 27 lipiec 2012 12:58

Bracia samcy! siostry samice!

Przestańmy kłamać i udawać że tak nie jest; my mężczyźni boimy się kobiet. Kiedy myślisz o kobiecie, Twój zachwyt wzbudza piękne ciało, miły, seksowny głos, a także ujmująca powierzchowność, pewien urok, ciepłota uczuć. Im większą rozkosz wzbudza w Tobie kobieta, tym większy strach że odejdzie, i zabierze Ci tę przyjemność której jest przyczyną. Im bardziej pożądasz, lubisz, szanujesz i kochasz, tym większa obawa i strach że kobieta zabierze Ci przyjemność.

 

                                                             Kłamał

 

Kiedyś znałem faceta, który miał atrakcyjną małżonkę i nowy samochód. Tłumaczył mi że ma wyjebane na żonę, w tym sensie że jakby od niego odeszła, olałby to. Patrzę na niego i widzę, że ma podobną mowę ciała przy aucie i kobiecie, wyrażała przyjemność i zachłanność. Kobieta i samochód były dla niego źródłem przyjemności, satysfakcji, miłych doznań. Natomiast wielokrotnie pomstował na złodziei samochodów, i kiedy tylko miał okazję, musiał rzucić okiem na samochód. Bał się że zniknie, mimo tego że miał pełne ubezpieczenie, które w razie kradzieży zwróci mu pieniądze. Jednocześnie twierdził że utrata żony go nie wzruszy, że jest na luzie jeśli chodzi o jej kwestię. Ot, nic nowego pod słońcem, kłamał by pokazać mi swój wizerunek macho, prawdziwego faceta. No cóż, ja też tak czasem robię.

 

Im coś Ci daje większą przyjemność, tym większy szok po jej utracie. Szok, i chęć zatrzymania przyjemnych bodźców za wszelką cenę. Jedni więc upadlają się, płacząc na kolanach z kwiatkami przed swoją kobietą, błagając by nie odchodziła, inni grożą samobójstwem, pocięciem się, jeszcze inni grożą i prześladują swoją ex; są też prawdziwi faceci, którzy akceptują straszną rzeczywistość (czyli utratę przyjemności) z wielkim bólem, ale nigdy się nie proszą. Są facetami nie tylko na pokaz, w dobrych chwilach, ale także w złych. I ja właśnie jestem takim facetem. Nie byłem taki zawsze, kilka razy się szarpałem, groziłem, mówiłem przykre, straszne rzeczy. By zatrzymać odchodzącą przyjemność. Byłem (i nadal jestem) pieprzonym egoistą, tylko że teraz jestem egoistą z klasą. To męska nazwa, a kobieca? gnojek, gówniarz, popapraniec, płytki, pusty, żałosny.

 

Paradoksalnie postawa prawdziwego faceta, daje największe korzyści. Pokazuje że masz jaja, i kobieta niezależnie od tego co mówi, też to czuje. Nigdy nie słuchaj tego co mówi kobieta, obserwuj tylko jej mowę ciała, ton głosu który dość ciężko poddać woli. Słabym facetem, którym można kierować łzami, gardzi się, nie uważa za prawdziwego, silnego faceta. Sam po kilku latach usłyszałem od mojej ex, że tego właśnie jej brak, tej siły w facecie. Ja byłem bez pracy, bez pieniędzy, złamany wieloletnią chorobą, krótko mówiąc na dnie. Ona wyfiokowana, zgrabna, z facetem który w każdej dziedzinie był ode mnie lepszy. Miał pracę. Wyższy ode mnie o 10 cm. Miał większego kutasa, zresztą chyba trudno nie mieć. Przystojniejszy. Znał obce języki. A to skurwysyn...

 

Ale jednej rzeczy nie miał. Nie miał w sobie konsekwencji, nie umiał wymagać od swojej kobiety. Nie umiał jej zmusić do spełnienia swojej woli, ulegał i miękł gdy widział jej łzy. Prosił ją by zmieniała swoje zdanie które go krzywdziło, i przepraszał gdy miała zły humor, zamiast twardo żądać dla siebie szacunku. Gdy go rzucała, urządzał cyrki. W efekcie to ja miałem zostać kochankiem, weekendowym kopulantem który tchnie w jej relację odrobinę testosteronu. Nie zgodziłem się, z wielu względów. Nie tykam się zajętych kobiet, to po pierwsze; po drugie miałem dobry seks z inną Panią, a po trzecie uważam że nie wchodzi się do tej samej cipki dwa razy.

 

Inteligentny czytelnik na pewno sobie pomyśli; nie ma sukcesów z kobietami, bidulek, więc promuje się i pokazuje jakim jest samcem. I będzie miał rację. Dlaczego mam się nie pochwalić sprawą, która sprawia że odczuwam satysfakcję, i wiem że idę dobrą, męską ścieżką? jeśli to wiem, a jestem blogerem, chcę innym samcom, moim kolegom i czytelnikom przekazać dobrą nowinę. Przekażę ją nie z grzbietu osiołka, a z wygodnego, skórzanego fotela. To że nie mam sukcesów z kobietami, jest półprawdą. Na ulicy nie poderwę kobiety, ponieważ jestem gamoniowaty emocjonalnie, ale z drugiej strony nie mam takiej potrzeby. kobiety same do mnie od lat piszą, a ja może się zainteresuję, a może nie. Co by o mnie nie mówić (a można niejedno powiedzieć) przez te parę lat byłem na top liście blogów onetu. Moja rada; jak jesteś biedny i brzydki, prowadź znanego bloga.

 

                                                             Męski guru

 

Bracie Samcu, okłamiesz matkę... ojca... proboszcza... ale nigdy mnie, męskiego guru. Ty nie kochasz kobiety, tylko te uczucia które jej obecność w Tobie wzbudza. A te doznania, pobudzają w Tobie przyjemność. Tylko o nią tutaj chodzi, i pal licho czy wzbudza ją uroda, zgrabność, ciasna cipka czy może wyjątkowa osobowość dziewczyny (albo bogaci teściowie). Koniec końców chodzi o Twój układ nerwowy. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, albo chcesz mi dać w mordę że sprowadzam Twoje Wielkie Uczucie do elektrycznych impulsów nerwowych, zastanów się; gdyby się stało tak, że Twoja kobieta którą kochasz za urodę, jakiś szczegół fizjonomii, cokolwiek związanego z ciałem czy twarzą... gdyby jej świadomość przenieść do ciała cuchnącej staruszki, czy nadal chciałbyś z nią być? nie, na pewno nie. A teraz druga opcja; kochasz Twoją kobietę za perlisty śmiech. Niech więc przykładowo po operacji migdałków, straci swój głos. Co dalej?

 

Wspaniały Charakter. Pomijam fakt, że po ślubie szybko zmienia się w Mniej Wspaniały, ale gdyby Twoja kobieta... uległa udarowi mózgu, i straciła kilka cech charakteru, co się zdarza; a zyskała kilka niepożądanych, np. ataki gniewu, złości, płaczu? ile byś wytrzymał? a gdyby po urazie nie trzymała kału? moczu?

 

Przyjemne bodźce, zostałyby zmienione na nieprzyjemne. To kwestia czasu kiedy byś nawiał. Gdy kochasz charakter, a ciało ulegnie uszkodzeniu, być może zostaniesz, Twój układ nerwowy nadal będzie stymulowany. I na odwrót, analogicznie. Ale gdy zniszczeniu ulegnie źródło przyjemności, pójdziesz szukać gdzieś innej. Koniec kropka. Chociaż może nie do końca. Jest taka kategoria ludzi, którzy wierzą że za poświęcenie i cierpienie, pójdą wprost do nieba żywcem. Ich źródłem przyjemności nie jest zdrowy, zadowolony partner, ale partner - inwalida. Może nawet srać pod siebie, ale oni nadal będą czuli przyjemność; jej źródłem będzie niebiańska nagroda, i poczucie że są lepsi od innych, egoistów którzy nie umieją się poświęcić tak jak oni. Ale gdzie tu poświecenie? to zwykły biznes, lepsze samopoczucie za jakieś działanie. Nie ma tu świętości, żadnej, co zresztą podkreśla biblia, w przypowieści o tych którzy umarli, i nie wiedzili że dobrze czynili; za co pójdą do nieba. Nasz świetoszek jednak dokładnie wtedy wyliczy Jezusowi, ile dobra zrobił. Codziennie się swoimi dobrymi uczynkami masturbuje. Gdy jego partner inwalida jakimś cudem wyzdrowieje, odejdzie. Zniknie przyjemny bodziec.

 

                                                            Apel

 

I z tego miejsca apeluję do was, bracia samcy, niech mój apel rozbrzmiewa na całym Bożym świecie; polub siebie, takiego jakim jesteś. Z tego wypłynie szacunek do siebie; z szacunku do siebie, nie będziesz bał się zareagować gdy Twoja kobieta, będzie Cię chciała "urobić" po swojemu, nie pozwolisz się szmacić za seks ("dobre" zachowanie seks, złe brak seksu). Z szacunku do siebie, wypływa wszystko co męskie i dobre. Taką samą radę daję Paniom, poczujcie do siebie sympatię.

 

Zeby poczuć sympatię do siebie, musisz uznać że Ty to nie ciało. Ty to nie nawyki, emocje. Z ciałą można amputować wiele mięsa, i nadal będziesz istnieć. Emocje można zmieniać hipnozą, afirmacjami, i nadal Ty zostajesz. Masz lubić Boską iskierkę w sobie, coś co jest wspaniałe, i czego nigdy nie sięgnie brud, skurwienie, nienawiść. Każdy z nas ma w sobie takie super coś. Zachęcam Cię, byś to w sobie odkrył.


sobota, 21 lipiec 2012 00:30

Twoje imperium Clitoris

Dziś śmiertelnie narażę się mistrzom seksu, którzy potajemnie dzierżą efemeryczną władzę nad kobiecym światem, ale kieruje mną szlachetne pragnienie złamania monopolu na najpiękniejsze kobiety, nad którymi dzierżą niezwykłą, erotyczną władzę. Uważam, że ta ta­jemna wiedza ars amandi powinna być w rękach ludu. Zdradzę więc Państwu pewien głęboko skrywany przez wieki, seksualny sekret naj­lepszych kochanków świata. Bądźcie ze mną w trakcie erotycznej re­wolucji, która odmieni losy ziemi, tej ziemi.

 

Mistrzowie seksu oralnego, którzy językiem potrafią wydobyć najsoczystsze tony i wznieść je na wyżyny piękna nawet z rozregu­lowanych skrzypiec, którym to jest przeciętne kobiece, polskie łono, oprócz różnych, prostackich technik mlaskania językiem korzystają z tajemnej wiedzy. Pomysł jest prosty i rzadko kto go zna, a raczej znał do tej pory, bo oto zrywam przed Państwem zasłonę niewiedzy i wprowadzam w nowy, lepszy świat. Prawdziwa higiena jamy ustnej to nie mycie zębów i masaż dziąseł, a głównie zeskrobywanie z języka nalotu, w którym siedzą bakterie i czekają. Na co czekają? Aż zaśnie­my. Wtedy wychodzą i podgryzają zęby, nasze zęby. Po umyciu zę­bów powinno się szczoteczką szorować język, kilka, kilkanaście razy. Od tego język staje się szorstki jak u kota, a zdrapana tkanka odrasta za każdym razem troszkę większa. Czy muszę mówić, co dzieje się z kobietą, gdy taki szorstki język znajdzie się w jej najbardziej strategicznych rejonach clitoris? Kilka smagnięć i nawet najbardziej skąpa kobieta podżyruje Ci kredyt na nowy zestaw hi-fi. Minuta, dwie, i świat stoi przed Tobą otworem. Prezenty, awanse, pyszne ciasta na żądanie, uwielbienie kobiet i sza­leńcza zazdrość innych mężczyzn.

 

W Twoim języku drzemie wielka, nieodkryta siła. Odkryj ją i stań się Amorem, bogiem seksu oralnego, na którego z zachwytem i za­bobonnym lękiem patrzą najpiękniejsze kobiety świata. Żołnierze radzieccy na bagnetach przynieśli nam wolność, Ty na języku nieś kaganek oświecenia wszystkim uciśnionym przez brzuchatych mę­żów kobietom świata, nieważna rasa, kolor skóry, narodowość. Niech wszystkie kobiety będą równe w Twych oczach, gdyż każda kobieta jest godna miłości... oralnej.

 

sobota, 21 lipiec 2012 00:29

Pięknisie i pasztety

 

                                                 

 

Dziś napiszę na temat, na który Panie reagują zawsze chłodną pogardą, ironicznym uśmieszkiem, mniej lub bardziej zawoalowaną wściekłością i nienawiścią. Słów, że mówiący o tych sprawach jest pusty, płytki, żałosny, że jest egoistą, że jest jej Ciebie żal i współczu­je Ci oraz że nie masz za wiele wspólnego z prawdziwym mężczy­zną i nie masz klasy, nie da się wręcz zliczyć. Ot, Panie, powtarzalne i przewidywalne jak karabin maszynowy :) A, bym zapomniał. Stan­dardowe „ależ musiała Cię skrzywdzić jakaś kobieta”, „nie wszystkie takie są” i szereg innych tradycyjnych powiedzonek, które mają tyle wspólnego z prawdą, co ja ze zdrowym odżywianiem.

 

Ile kosztuje kobieta? Rzecz o materialiźmie Pań

 

No właśnie, ile kosztuje kobieta i seks z nią? Piszę seks, ponie­waż jako mężczyzna zdrowy zakładam, że mężczyzna głównie myśli o seksie, a nie tylko o pisaniu wierszy dla swojej ukochanej w blasku zachodzącego słońca. Ten wiersz, kwiaty i poezja służą zdobyciu ko­biety i jej tajemnych jaskiń miłosierdzia, w których strudzony wędro­wiec idący po bezdrożach okrutnego życia zyskuje jakże rozkoszne ukojenie, chwilowe wyzwolenie z granic wszechświata, zatopienie w odwiecznej, oceanicznej głębi, gdzie jest tak dobrze i bezpiecznie, gdy na górze szaleją rozszalałe grzywacze błękitnych fal. Wykonajcie więc bracia samcy wspólnie ze mną, wzbudzające wściekłość Pań obliczenie kosztów statystycznej randki.

 

Koszta...

 

Kwiaty, jeśli ktoś ma klasę (i dziewczyna jest tego warta), to wy­starczą spokojnie trzy róże, 15 PLN w każdej kwiaciarni (możesz sko­czyć także na cmentarz i ograniczyć koszta). Kawiarnia to dwie kawy plus ciacho, każda kobieta wśród gorliwych zapewnień, że jest wła­śnie na diecie, będzie gorączkowo opychać się napoleonkami czy ser­niczkami, szczególnie, że jest za darmo, czyli za darmo dla niej, bo Ty płacisz: 25 PLN. Potem kino, czyli dwa bilety po 25 PLN plus jakieś lody czy popcorn, czyli co najmniej 60, 70 PLN i może w kinie uda Ci się złapać za cycka czy pomiętosić bobra, licząc naiwnie, że towar do­tknięty uważa się za sprzedany. Benzyny nie liczę, jestem gentlema­nem, samochody są przecież na wodę :) Razem to wszystko daje 100 PLN i nadal musisz zainwestować, jeśli nie masz mieszkania, zostaje Ci hotel za 100 – 500 PLN, jeśli masz mieszkanie, to musisz kupić świeczki, jakieś jedzenie, prezerwatywy, butelkę wina, czyli daje to co najmniej 80 PLN. Koszt randki, jeśli masz mieszkanie, zaczyna się od 180 PLN, jeśli nie masz – od 280 PLN, a jeśli Twoja sympatia lubi potańczyć w dobrym klubie, musisz dorzucić do tego co najmniej 100, 200 PLN na zabawę i wejście plus 60 PLN na taxi, jeśli Najdroż­sza mieszka blisko lub więcej, jeśli impreza jest w weekend. I nadal nie wiadomo, czy będziesz miał seks, bo po tym, jak wydasz jedną czwartą swojej pensji, możesz dostać buziaka i wdzięczne spojrzenie, że przez kilka godzin słuchałeś aktywnie jej paplania o eks, który ją okradał i bił, i o którym zawsze myśli, gdy kąpie się i trzyma prysznic w rączce. Gdy Ty z pustym portfelem wyjdziesz od ukochanej, nie­myjący się od tygodnia włochaty sąsiad zabierze się za uprawianie jej „ogródka”. Zamiast kupić sobie nową kartę graficzną do komputera, zabawiłeś dziewczynę, a tydzień ciężkiej pracy poszedł w... mało ro­mantyczne? Zgadzam się, pracowanie za darmo, bo na to wychodzi, jest w ogóle nieromantyczne.

 

 

Prostytutka w Warszawie za godzinę bierze 100 zł do 250 zł, mar­kowe ukraińskie prezerwatywy w cenie, przy czym możesz wybie­rać kobietę, z którą spędzisz najbliższą rozkoszną godzinę. Możesz wybrać duże albo małe piersi, duży brzuch albo mały, zgrabne nogi, mniej zgrabne, żylastą, jeśli lubisz, opaloną, białą jak kreda, narodo­wość, kolor włosów, czasem możesz trafić na Chinkę czy Murzynkę albo typować po opcjach dodatkowych, które oferuje prostytutka, ta­kich jak seks bez gumki (dla hardkorowców), oral bez gumki z poły­kiem i bez, seks analny, przebieranki za uczennicę szkoły klasztornej czy nauczycielkę albo zakonnicę są przeważnie za darmo. I to wszyst­ko masz za 100 zł i pewny seks z kim tylko zechcesz, kontra 180, 280, 380 zł i niepewny seks, bo po imprezie i kolacji dziewczyna może leżeć zbryzgana zmiksowanymi, wpółprzetrawionymi resztkami Two­jej kolacji w toalecie i sam zrezygnujesz z chutliwych myśli. Potem Cię oskarży, że ją zatrułeś i jedynego włochatego bobra, jakiego obej­rzysz, to tego z zoo albo z Youtube.

 

 

Wszystko ma swoją cenę – wszystko...

 

 

Wszystko ma swoją cenę, a decyduje o niej popyt na to, czego pragniesz. Czym tak naprawdę złoto różni się od polnych kamieni? Tym, że jest rzadko dostępne, więc więcej ludzi je pragnie, a im go­ręcej czegoś pragniesz, chętniej za to zapłacisz. Dlatego kamyk polny kopiesz, a złoty kamyk przytulasz z błyszczącymi oczyma. Piękna kobieta działa na nasze zmysły jak narkotyk i podobnie jak on ma efekty uboczne. Po narkotyku wymiotujesz i masz biegunkę, wiruje cały świat, a Ty chcesz umrzeć. Po rozstaniu z piękną kobietą chcesz się wieszać, szalejesz, napadasz na słabszych, żeby się na nich wy­ładować, upijasz do zerwania filmu, czy też wciągasz w nos koks. Piękna, zgrabna kobieta jest pożądana przez wielu mężczyzn, jest na nią popyt, więc mężczyźni konkurują ze sobą, by ją zdobyć, usidlić, zapłodnić i ożenić się, by mieć to piękno tylko dla siebie, tak samo jak dla siebie chce się mieć złoty wisiorek. Kobieta mniej piękna jest otaczana mniejszym wianuszkiem wielbicieli, więc popyt na nią jest mniejszy, a więc i szansa na zdobycie takiej kobiety znacznie rośnie, mniej konkurencji, mniejsze wymagania kobiety, ale też mniejsza przyjemność z konsumpcji. Najgorzej ze swojego punktu widzenia mają kobiety brzydkie i grube – adoratorów brak, nie istnieje popyt, wtedy taka kobieta sama jest zmuszona szukać partnera życiowego. Ponieważ piękna kobieta nie musi się starać o mężczyznę, gdyż Ci stają na głowie, żeby tylko zwrócić jej uwagę na siebie, staje się osobą bardzo wymagającą, nie dość, że nie można stawiać jej warunków, to jeszcze trzeba uważać z czymkolwiek, bo tuż za rogiem czyhają konkurenci i można być rzuconym jak rękawiczka z pięknej, wypie­lęgnowanej dłoni. Pasztet musi być miły, ciepły, przyjacielski, żeby podniecić sobą jakiegoś samca i zdobyć od niego nasienie na spełnie­nie swych marzeń o rodzinie. Dlatego też brzydkie dziewczyny czyta­ją książki, co mają robić w wolnym czasie, same? Piękna kobieta bawi się na imprezach, jeździ zwiedzać świat, brzydkiej nikt nie przedsta­wia takiej propozycji.

 

 

Smak władzy...

 

 

Władza jest piękna. I piękna kobieta ma władzę nad mężczyzna­mi, ponieważ daje im przyjemność samą swoją obecnością. Wielu chce mieć ją tylko dla siebie, i żeby ta przyjemność wypływająca z jej obecności nigdy się nie kończyła, walczą o to, by ją zdobyć. Daje to mocne przeżycia pięknej kobiecie, która się upaja adoratorami i wybiera takiego, który jej najbardziej odpowiada. Niemniej zanim wybierze, rozkosz płynąca z widzianej o nią walki samców jest źró­dłem wielu uniesień romantycznej pięknotki, a przecież piękna ko­bieta spotyka się z wyrazami uwielbienia nie tylko od adoratorów, ale także w pracy, na ulicy, autobusie, kinie. Rozkosz trwa i trwać będzie, póki bezwzględny czas nie porwie ze sobą urody, zostawiając po sobie pobrużdżone zmarszczkami i siwizną niegdyś piękne lico. Zamożni i przystojni adoratorzy nie rozumieją jednej, bardzo ważnej rzeczy – jeśli ktoś jest nałogowcem, który lubi emocje, i to mocne i przyjemne emocje, z chwilą podpisania papierka w urzędzie stanu cywilnego nie przestanie ich lubić. Na to liczą naiwni faceci myślący, że z chwilą ślubu rezerwują tylko dla siebie piękną kobietę. Statysty­ki rozwodów jasno i bezwzględnie rozprawiają się z tymi bajkami, a przecież wystarczy trochę logiki – kto zrezygnuje z władzy? Władza to największa ludzka namiętność, a piękna kobieta ma władzę dzięki swojemu urokowi i urodzie. Żeby poczuć władzę, trzeba rozsiewać fe­romony piękna, czyli wabić seksualnie mężczyzn. Tylko wtedy męż­czyzna jest onieśmielony i błagający o jedno przychylne spojrzenie. Im piękniejsza mężatka, tym większa szansa, że znajdzie lepszego od Ciebie faceta w sensie finansowym czy jakimkolwiek innym. Zwią­zek z piękną kobietą to nie powyciągane dresiki, klapki i puszczanie bąków przy jedzeniu, a wyniszczająca walka o zatrzymanie narkotyku przy sobie. Walka upaja, świadomość, że zdobyło się piękną kobietę jest obrazem witalności i siły mężczyzny sukcesu, dlatego Ci mają piękne żony – wizytówki, które za życie w luksusie są świadectwem potęgi jej małżonka. Powiesz mi, że się sprzedaje taka dziewczyna, a ja Ci powiem, że każdy z nas się sprzedaje. Ładna za bogactwo, brzydka za to, że w ogóle jest z kimś i nie jest aż takim pośmiewi­skiem wśród kobiet jak była (Panie wobec siebie są niezwykle okrutne i bezwzględne), każdy z nas w pracy sprzedaje swoje mijające bez­względnie dni, a ja sprzedaję swój talent pisarski, by Państwo mieli się czym nacieszyć albo czym pooburzać.

 

 

Romanse...

 

 

Proszę zauważyć jedną ciekawą sprawę. Brzydkie kobiety, czyli mówiąc językiem potocznym pasztety, są największymi czytelnicz­kami romansów. A w romansie schemat zawsze jest ten sam – uboga dziewczyna poznaje księcia albo multimilionera. Czytanie romansów odzwierciedla wielkie pragnienie brzydkich kobiet, żeby świat był ina­czej urządzony – żeby brzydka kobieta też miała szansę na szczęście. To szczęście to oczywiście mężczyzna, który normalnie nie zwróci na nią uwagi, bo jak każdy facet (i kobieta) lubi piękno. Bogaty czy przy­stojny albo sławny mężczyzna to zaspokojenie potrzeb uznania i ży­cia w luksusie, ale także i przede wszystkim lepsze geny i przyszłość potomstwa. Pasztety mają znacznie gorsze szanse niż piękne kobiety na dobry materiał genetyczny i ich dzieci przeważnie, na mocy bez­względnej statystyki, rodzą się w biedzie i w niej umierają. I to każda kobieta wie intuicyjnie, że bogaty facet to nie tylko lepsze życie, ale szansa dla dziecka. A dla dziecka kobieta zrobi naprawdę wiele, co potwierdzi na pewno smutnym skinieniem głowy wielu facetów, któ­rzy uwierzyli w sakramentalne „kochanie, dziś możesz bez...”. Taaak, dziś i przez kilka miesięcy, śmiało, aż do porodu. A potem zero seksu, bo mały Kevinek Trochimiak czy Dżessika Kowalska absorbuje całą uwagę samicy.

 

Biedni lubią filmy i książki, w których biedak dostaje milion do­larów i zaczyna godnie żyć, brzydkie kobiety wierzą, że przeskoczą swoje uwarunkowania i wespną się tam, gdzie przebywają kobiety piękne. Zasadą jest, że w świat ezoteryczny wchodzą osoby nieudacz­ne, brzydkie, im większy pasztet i biedak, tym większa szansa, że będzie w jakiejś grupie regresingowej (żeby dowiedzieć się za pie­niądze, że było się faraonem albo Napoleonem) czy pod skrzydłami jakiegoś guru (jestem lepszy niż inni, bardziej uduchowiony). Magia i rozwój duchowy mają zrekompensować naturalne braki w urodzie czy urodzeniu. Celem dla większości ludzi szukających wiedzy o ma­gii i rozwoju duchowym jest sięgnięcie poziomu, na którym naturalnie znajdują się ludzie dobrze urodzeni i piękni, dlatego też rozwój du­chowy nie działa w większości przypadków, i działać nie może, a o to wiele ludzi ma do mnie potem pretensje. Celem rozwoju siebie jest rozszerzenie swoich horyzontów, takie zwyczajne pokochanie i zaak­ceptowanie siebie, a nie stawanie się playboyem i milionerem, który przepuszcza pieniądze na szalonych orgiach i imprezach. Romantycz­ne telenowele i nowoczesny rozwój duchowy to ta sama niestrawna papka, którą się nam serwuje. Mcduchowość, znak naszych czasów, którym mówię pewnym i zdecydowanym, męskim barytonem – nie.

 

 

Bądźmy szczerzy...

 

 

Wróćmy do kosztów. Zwykła kobieta jest dla mężczyzny znacznie droższa od prostytutki, ale bądźmy szczerzy – chodzenie z dziewczy­ną i wreszcie seks w stanie zakochania jest znacznie przyjemniejszy niż seks nawet z bardzo atrakcyjną prostytutką, która traktuje nas jak mięso i nic więcej. Przyjemność znacznie większa, więc i cena znacznie wyższa, co jest moim zdaniem bardzo w porządku. Patrze­nie w oczka, trzymanie za dłonie, przytulanie się w łóżku, wspólnie spędzany czas to czysta przyjemność. Oczywiście – do czasu. Z cza­sem stan zakochania (czyli naćpania endorfinami) mija i pojawia się codzienność, która zabije nawet seksapil Jamesa Bonda, zamieniając go w charczącego i pierdzącego, złośliwego starego dziada w porwa­nych gaciach. A wtedy pozostaje złość na partnera i szukanie emocji u kolegów w pracy, na delegacjach albo na czacie. I tak jak mi powie­dział kolega gustujący w mężatkach, najlepiej wyrwać coś na rypanie w piątek wieczorem, mężatki przed weekendem kłócą się z małżonka­mi, którym przysięgały wierność przed ołtarzem, a potem, by zrobić mu na złość, nadstawiają pomarszczone zadki tylko na to czekającym wygłodniałym samcom na czacie. Sperma rozbryzgana na twarzy wściekłej i obrażonej na męża wielbicielki popularnych hasełek „wnę­trze jest ważniejsze niż uroda”, romansów i telenowel brazylijskich pokazuje ewolucję kobiety w skali czasu. Od zbuntowanej nastolatki, którą kręcą zbuntowani aktorzy i piosenkarze – ćpuny, poprzez mło­dą kobietę, która waha się między wyborem serca a portfela, poprzez wyrachowane babsko po trzydziestce, które patrzy już tylko na pienią­dze, ale że jest już brzydka i utyła, to nikt się nią nie interesuje, więc swoją frustrację wyładowuje na małżonku, nierzadko też na dziecku, drąc na niego ryja. A potem w domu starców żal i pytanie – dlaczego jestem sama? A dlatego, że traktowałaś dziecko jak małą, tępą małp­kę, za wrzaski, za okrucieństwo, za brak uczucia. Trzeba było myśleć wcześniej.

 

Jeśli więc chcesz pociupciać, wybieraj prostytutki, wyjdzie taniej. Jeśli jesteś fanem znacznie mocniejszych emocji, wybierz kobie­tę. Młodziutkie dziewczyny są słodkie i pachnące, ale ciężko z nimi o czymś pogadać, starsze już chcą dzieci i „poczucia bezpieczeństwa”, więc miłe emocje kończą się wcześniej czy później „Miś, nie wiem, co się stało z tymi moimi tabletkami! nie zadziałały! będziesz tatą, cieszysz się?”. Oczywiście Panie nienawidzą prostytutek, gdy mał­żonka torturuje męża odstawieniem od seksu, to prostytutka stoi na pierwszej linii frontu i niesie pomoc uciskanym przez złośliwe mał­żonki i nasienie w jądrach Panom. Żona ma monopol na seks, więc jest w oczywisty sposób wściekła i zagrożona tym, że nie tylko ona może zyskiwać na chuci swojego małżonka, przeważnie żona bierzeznacznie więcej za stosunek niż prostytutka, a wszystko z wielkiej ła­ski i od święta. Często jest tak, że przed zakupami w hipermarkecie żona w sobotę wieczorem daje mężowi w tyłek, żeby ten zadowolony wydał więcej pieniędzy w niedzielę na nią i dziecko. A w tygodniu? Celibat za straconą młodość, za obietnice, za to, że koleżanki mają futro, a ona nie... ot, życie. Warto tu wspomnieć, że Panie nienawi­dzą, gdy małżonek zajmuje się np. pisaniem afirmacji czy rozwojem duchowym. Przyczyna jest prosta: człowiek, który się rozwija, wcze­śniej czy później przestaje wierzyć w siłę pieniędzy i papierków, a za­czyna wierzyć w siebie i w sobie szukać szczęścia. Żona wtedy nie ma nic do zaproponowania, nic do szantażowania, zostawi męża, czy zdradzi, ten jej będzie życzyć wszystkiego najlepszego i nadal będzie szczęśliwy. O nie, rozwój duchowy nie – „prawdziwy” facet ma pra­cować i nie zajmować się „głupotami”. Amen.

 

Czy to, co opisuję, to norma? Statystycznie tak, jednak są wyjątki, jak zawsze. Są Panie, które cenią sobie niezależność i władzę, więc nie wybiorą bogatego mężczyzny tylko ofermę. Bogaty może odejść i znajdzie zawsze chętną pocieszycielkę, więc nie da się nim manipu­lować, konkurencja w szpilkach zresztą nie śpi, trzeba być czujnym, dbać o siebie, a to jest męczące. Oferma i facet bez charakteru zniesie upokorzenia i nadwagę małżonki, która lubi przylać patelnią małżon­kowi, bo nie ma innego wyjścia, która kobieta pokocha biedaka bez perspektyw i brzydkiego? Panie w tym są bezlitosne, a płaczą jedynie na myśl o sobie. Są też wyjątki, związki, w których kobieta zarabia więcej, ale ile jest takich przypadków?

 

sobota, 21 lipiec 2012 00:28

O kobietach i smoku

 

 

 

O kobietach można pisać i pisać, bez końca. Można je uwielbiać i nienawidzić, malować w czerni i szkarłacie gasnącego słońca, można patrząc ukochanej w oczy chcieć za nią oddać życie, ale też zastrzelić w akcie szaleńczej, niepohamowanej zazdrości, a potem siebie zło­żyć w ofierze wiecznie nienasyconemu Amorowi, bożkowi odwiecz­nej miłości, strzelając w usta, by nie tracąc ani sekundy, połączyć się w świecie duchowym ze swoją utraconą na ziemi jednością.

 

 

Różnice w myśleniu kobiety i mężczyzny to niekończący się potok dąsów, konfliktów, niesnasek, jak też i głębokich, niekiedy morder­czych namiętności, sadystycznych pragnień, uniesień perwersji – ale spójrzcie, moi drodzy Państwo, oto na taką sprawę – jest facet, który ma pasję, kolejki. W garażu zrobił sobie stacje kolejowe, budyneczki, drzewka, makiety ludzi, i wreszcie punkt G całego zestawu – sapią­cy parowóz z wagonikami. Siedzi tam godzinami, świetnie się bawi, oglądając krążącą po raz tysięczny kolejkę. Kobieta w tym czasie sza­leje w furii, raz: że tępy mąż wydaje pieniądze na głupoty zamiast kupić nowy telewizor czy pralkę (albo szpilki swojej kobiecie), dwa: że zamiast siedzieć w domu „wygłupia się”, i po trzecie, jest dziecinny i niedojrzały. Wiadomo – dojrzały emocjonalnie facet siedzi w domu, sprząta, pierze, depiluje klatkę piersiową, pierdzi kwiatowymi esen­cjami, płacze przy telenowelach i robi wszystko, co mu każe żona.

Kobieta nie potrafi zrozumieć znaczenia pasji, tego, że wpatrywanie się godzinami w kolejkę daje mężczyźnie po prostu wielką przyjem­ność. I to jest główna przyczyna, dla której mężczyzna nie powinien szukać przyjaciółki wśród kobiet, nie dlatego, że kobiety są złe, nigdy w to nie wierz – są po prostu inaczej skonstruowane. Dla kobiety liczy się użyteczność. Możesz mi zaprzeczyć, mówiąc, że przecież kobie­ty są romantyczne i kochają seriale, wiersze miłosne, błyskotki oraz kosmetyki, a to jest nieużyteczne – ale gdy wgryziesz się mentalnie w serial, ujrzysz jego nieprawdopodobną miałkość i płytkość, kom­pletne odrealnienie. Dla mnie facet o urodzie modela, który pyta dru­giego wygolonego i gładkiego modela „Pożądam Huanitę” „Wyznałeś jej miłość?”, a on odpowiada: „klęknąłem i płacząc, wtuliłem się w jej łono, wyznając szaleńczą miłość”, to zboczeniec. Normalny, męski facet uprawia seks, który znaczy więcej niż wszelkie romantyczne sło­wa o miłości, a nie pierniczy takie farmazony. Ale OK, faceci lubią filmy o supermanie, to też nie jest realne, ale za to bardzo przyjemne, genetyczne marzenia o byciu najsilniejszym prymitywnym jaskiniow­cem, supersamcem mającym najlepszy dostęp w stadzie humanoidów do najatrakcyjniejszych i najbardziej owłosionych samic, które go po­dziwiają, pożądają i chcą z nim kopulować, by zapewnić swojemu potomstwu jak najlepsze geny i możliwość przetrwania.

 

 

Stąd też męskie marzenia w dzieciństwie o byciu strażakiem, trzy­maniu w rękach wielkiej sikawki, pulsujące zalewanie ognia namięt­ności i pożaru duszy potokami białej piany gaśniczej... a może i ja­kaś piękna dziewica wyskoczy z płonącego budynku wprost w nasze bohaterskie ramiona? Marzenia o byciu pracownikiem powiatowej ochotniczej straży pożarnej pochodzą w prostej linii z młodzieńczych marzeń o byciu chutliwym, walecznym rycerzem, który podstępnie pokonuje smoka, rzucając mu przeterminowane kotlety wieprzowe z Biedronki (czym go nokautuje, gdyż smok dostaje biegunki i zwi­nięty, trzymając się skrzydłem za brzuch, odlatuje w miejsce odosob­nienia), wspina się na wieżę, w której czeluściach lubieżny smok schował księżniczkę (by gdy ta będzie pełnoletnia, pocałowała go i odczarowała ze smoka w księcia), gdzie po zrzuceniu żelaznego pan­cerza, przyłbicy, zapoconych kalesonów, konsumujemy nasze zwy­cięstwo, triumfując w spłonionej purpurą żądzy i wstydu księżniczce, wydając przerażający, męski ryk z głębi swego jestestwa, ukorono­wanie naszego zwycięstwa, nie zważając na drobne piąstki i stópki uderzające w nasze rozdygotane, trzesące się, pryszczate pośladki. 64 65 Gardłowe wrzaski i piski przeistaczającej się w kobietę dziewicy zatapiamy w głębokim, namiętnym pocałunku, wcześniej wyjmując z popsutych zębów kawałki mięsa sprzed paru dni. Gdy po pięknym akcie miłosnym waleczny rycerz, posapując i chrumkając ze zmęcze­nia i zadowolenia, schodzi z płaczącej księżniczki, ta szepcze wsty­dliwie, nakładając spódnicę, że zawsze marzyła o swoim pierwszym razie w Wenecji, na królewskim łożu w oparach arystokratycznego bogactwa, a nie ze śmierdzącym koniem, potem i cygarami brudasem, który jest wulgarny, odrażający i niedelikatny... Po czym drżącym gło­sikiem pyta, zalotnie spoglądając i trzepocząc rzęsami, czy ożenisz się z nią, na co Ty w panice wyskakujesz przez okno, gramolisz się na konia i uciekasz, a za Tobą w poświacie zachodzącego słońca wście­kła księżniczka Roksana Kowalska (córka Kryśki i Zbigniewa, siostra Kevina i Dżessiki) rzuca za Tobą zwiniętymi egzemplarzami „Bravo Girl”. Po długiej chwili, z ogromnej odległości, dochodzi Cię oszalały z rozpaczy i morderczej furii ryk smoka...

 

 

Gdy jesteś dzieckiem, marzysz o nieustraszonej straży pożarnej, gdy dorastasz, pokonujesz smoka i dosiadasz księżniczki. Gdy jesteś młodzieńcem, wyobrażasz sobie mroczny park nocą, gdzie pokonu­jesz kilkunastu dresiarzy i ratujesz przed gwałtem piękną dziewicę, która zostaje Twoją żoną. A co później? Później przeklinasz dzień ślu­bu i marzysz tylko o świętym spokoju. To nie był gwałt z dresiarzami, to był gruppen seks. Dziecko też nie jest Twoje. A alimenta płacić trzeba. A to ci historia!

 

 

Ale wróćmy do naszych kochanych Pań. Błyskotki i makijaż spra­wiają, że kobieta ładniej wygląda, budzi większe pożądanie i może „upolować” zamożniejszego mężczyznę – komfort życia wzrośnie znacznie, jak więc widać, jest to bardzo użyteczne i materialistycz­ne zachowanie, które każda kobieta wysysa z mlekiem matki. A co użytecznego jest z patrzenia się na kolejkę? Albo sklejania modeli samolotów? Czy okrętów? Nie daje nic oprócz przyjemności. I tego właśnie kobieta nie rozumie, że życie to nie tylko użyteczność, a tak­że coś znacznie więcej, pasja i hobby, z czego wypływa technologia i innowacyjność. To właśnie Ci pionierzy ery nowoczesności, prorocy nowej ery, ojcowie i dziadkowie, mężczyźni, którzy w piżamach ukła­dają puzzle, budowle z kart, czy bawią się kolejkami, są ojcami naszej nowoczesnej technologicznej cywilizacji. Szanujmy ich za to.

 

 

Reasumując. Do przyjaźni szuka się kolegów, a kobiety są do in­nych, szczytniejszych celów, takich jak pranie, gotowanie, sprzątanie, rodzenie dzieci, wychowanie ich w okresie emocjonalnej bezbronno­ści i brylowanie w sypialni. Chociaż z tym gotowaniem i sprzątaniem nieco przesadziłem. Gotowanie to ewidentnie często męska pasja i najlepsi kucharze świata to faceci, sprzątać lepiej samemu, godzina i po sprawie, gdy oddamy sprawy sprzątania kobiecie, usłyszymy, że zniszczyła sobie zdrowie, harując cały dzień i sprzątając. Co sprząta­jąc? Tego się nigdy nie dowiemy :)

 

sobota, 21 lipiec 2012 00:28

Miłość. Czyżby?

 

 

 

Życiowym celem kobiety jest urodzić dziecko. Jest tak w przewa­żającej większości przypadków, a nieliczne wyjątki, jak mawia przy­słowie, potwierdzają regułę.

 

Dziecko wymaga olbrzymiego nakładu finansowego i czasowego. Podczas dziewięciu miesięcy ciąży mobilność kobiety jest znacznie ograniczona, pojawia się ryzyko unieruchomienia w przypadku zagro­żenia ciąży, a zanim dziecko podrośnie, by mniej więcej samo sobie radziło w większości spraw, czyli do 12 – 14 roku życia, trzeba się nim intensywnie zajmować. Później też trzeba, jednak bardziej finansowo niż czasowo, ubrania, komputer, gadżety, szkoła, studia, książki, może samochód czy mieszkanie, żeby dziecko miało dobry start w życie, o ile rodziców na to stać. Dziecko, patrząc z materialistycznego punk­tu widzenia, jest gigantyczną inwestycją. Aby kobieta mogła unieść jej brzemię, potrzeba męża, ojca, mężczyzny. Osoby, która może za­robić na rodzinę albo dołożyć się do kosztów, ochronić ją fizycznie (przeważnie mężczyzna jest znacznie silniejszy), stać autorytetem dla dziecka i swoją męską ręką wskazywać moralną ścieżkę wśród dzi­kich, trujących krzewów młodzieńczej dekadencji.

 

I teraz proste, wręcz matematyczne równanie. Skoro dziecko jest marzeniem i celem życia, trzeba koniecznie poznać mężczyznę, który ułatwi osiągnięcie tego celu, czyli zapewni poczucie bezpieczeństwa potrzebne dla przeprowadzenia tego procesu, jakim jest posiadanie wła­snego dziecka. Poczucie bezpieczeństwa staje się priorytetem, najważ­niejszym celem. Mityczne poczucie bezpieczeństwa to przede wszyst­kim nie pieniądze, ale wierny facet. Co z milionów, skoro po chwili mi­lioner się zmyje, zostawiając zbrzuchaconą, płaczącą kobietę? Pierwszy warunek to wierność, czyli bycie przy kobiecie, gdy zbrzydnie i utyje po porodzie, gdy dziecko urodzi się chore... drugi warunek to pieniądze, gdyż to pieniądze dają pieluszki, meble, mieszkanie, ubranie, i zapew­niają dziecku przyszłość. Są to oczywiste sprawy.

 

Sprawa jednak troszeczkę się komplikuje. Natura tak wszystko za­projektowała, że dziecko najzdrowsze jest wtedy, gdy ma wymieszane geny mamusi i zdrowego mężczyzny, ale nie tylko zdrowego, lecz takiego, który daje sobie radę w życiu. Naczelnym prawem natury jest ginięcie słabych form życia i przetrwanie najsilniejszych, takich, które najlepiej umieją się przystosować do warunków zewnętrznych. Kobieta to wie intuicyjnie i genetycznie, dzięki czemu chce, by jej dziecko miało możliwie największą szansę na przeżycie i sukces w życiu. Silne geny kobieta wyczuwa, obserwując zachowania męż­czyzny. Mężczyzna, który sobie zawsze radził w życiu, to od tysięcy lat agresywny facet, a agresja bierze się z testosteronu. Agresja wi­doczna nie w zachowaniu, a ciele mężczyzny jest niezwykle pocią­gająca dla kobiety. Silny samiec małpy w jaskini, nasz prapradziad zapewniał jedzenie i przetrwanie. I tak Paniom zostało w genetycznej pamięci do dzisiaj. Testosteronowy genetyczny ideał to śmiały podry­wacz, bawidamek, osoba pełna energii i niebojąca się ryzyka. To jest najlepszy model przeżycia utrzymywany w genetycznej pamięci od tysięcy lat. Gdy kobieta widzi śmiałego, pewnego siebie mężczyznę, który daje jej udko mamuta do zjedzenia, wesoło błyskając żółto-brą­zowymi zębami (teraz kwiatek) czuje silne podniecenie seksualne, które dzięki lekturom romansów (a dawniej opowieściom starszych kobiet z plemienia czy stada) utożsamia z miłością. W zależności od charakteru i wierzeń (każda kultura ma swoje wierzenia, kiedy kobieta może iść do łóżka z facetem i nie będzie uznana za dziwkę) odda mu się. I tu powstaje kolejny problem. Facet wypełniony testosteronem chce walki, zdobywania, więc nie zaspokoi się jedną kobietą. Zdra­dy, awantury, ucieczka od ciężarnej kobiety czy też nieszanowanie jej w późniejszym okresie to codzienność. Gdy mężczyzna chce sek­su, jest szarmancki, grzeczny, uroczy, obiecuje wspaniałe życie... gdy kobieta po ciąży przypomina nosorożca, zanika u niego ta potrzeba, ponieważ zdobyta kobieta już go nie podnieca. Ale tam nigdy nie było szacunku, była tylko ambicja „zaliczenia”, żądza i chęć jej zaspokoje­nia za wszelką cenę. Oto trzy podstawowe potrzeby kobiety.

 

  1. Wierność. Potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa przez obecność zaangażowanej w dziecko i małżonkę osoby.

     

  1. Pieniądze. Możliwość zapewnienia dziecku normalnej egzystencji.

     

  1. Potrzeba silnych genów, by dziecko było silne i zdrowe.

     

Proszę spojrzeć, jak te trzy podstawowe pragnienia „gryzą” się ze sobą. Dostarczyciel genów z punktu trzeciego nie jest wierny, nie może, skoro rozpycha go energia, a żona utyła w trakcie ciąży z winy „genów”, jak twierdzi. Od wieków więc kobiety, używając swoich strategii, działają w jedyny możliwy sposób, pobierając się z wierny­mi, nieśmiałymi, z dobrym serduszkiem i w zależności od sytuacji bo­gatymi czy zamożnymi facetami, a realnym ojcem dziecka jest mocno owłosiony listonosz czy kuracjusz w sanatorium astmatycznym.

 

Jak upewnić się, że wierność jest prawdziwa? Kobieta zdaje so­bie sprawę, że mężczyzna może kłamać, udając wiernego, więc jak zapewnić sobie wierność mężczyzny? Tu jest tylko jedna realna moż­liwość. Kandydat na męża i ojca musi być nieatrakcyjny fizycznie. Jest to jedyna możliwa gwarancja wierności, a innej po prostu nie ma. Facet przystojny i nieśmiały, może stać się śmiały, ale facet ni­ski i brzydki nie stanie się przystojnym, przynajmniej na obecnym poziomie chirurgii plastycznej. Małżeństwa to przede wszystkim gra, w której centrum jest dziecko. I to o nie wszystko się rozbija, i tak zawsze było, jest i będzie. Dzięki temu ludzkość przetrwała, rozwinę­ła się w każdy możliwy sposób. Wszystko, co obserwujesz w grupie ludzi, to strategie, których celem jest potomstwo. Pięknie tańczące sa­motnie na dyskotekowym parkiecie dziewczyny to nie krejzolki, a ko­biety poddane prymitywnemu imperatywowi, by pokazać się samcom i być pożądaną, wybraną przez najsilniejszego z nich. Ładne ubieranie się to jak najbardziej wykasowanie kobiecej konkurencji w zdobyciu samca, wszystkie zabiegi kosmetyczne, odsysanie tłuszczu, pierścion­ki, kolczyki... to wszystko jest dla nas, mężczyzn, by nas zachęcić do spłodzenia potomstwa.

 

To, co opisałem powyżej, to uwarunkowania biologiczne. Są jeszcze społeczne, które zakładają, że kobieta chce czuć się nawet jeśli nie lepsza od koleżanek, to na pewno nie gorsza, chce pokazać, że ma szanowanego i wykształconego męża, chce dowartościować się w ten sposób. Młoda dziewczyna będąca punkówą wybierze pun­ka, bo czuje, że ten ją rozumie, jest z jej grupy towarzyskiej, przez co staje się jej bliski, w końcu słuchają tej samej muzyki. Są też jesz­cze uwarunkowania psychiczne, które sprawiają, że szuka się pew­nej bliskości intelektualnej, a także uwarunkowania duchowe, które są wcale nierzadkie i niewiele o nich wiemy, tłumaczy je wspólna karma obu ludzi łącząca silniej niż wszelkie inne uwarunkowania i pewnie szereg innych rzeczy nam nieznanych.

 

O co chodzi...

 

Ale o co mi właściwie chodzi? Jak mawia słynne przysłowie, jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Oczywiście, uwiel­biam pieniądze, jednak w tym wypadku chodzi o coś innego, o to, jak patrzysz na życie. A ludzie lubią patrzeć romantycznie. I tam, gdzie następuje biologiczna współpraca w celu powołania nowego życia (małżeństwo, związek), widzą miłość, której tam nigdy nie było. Twoim celem jako mężczyzny jest spłodzić dziecko, a Twoim celem jako kobiety jest to dziecko urodzić. Na ten czas ma być super, i o to znowu zadbała natura. Czytałem, że hormon miłości (sprawiający, że czujemy wielkie szczęście, ekstazę i uniesienie, czyli naturalny narkotyk) może być wydzielany do dwóch lat. To wystarczający czas, żeby doszło do spłodzenia dziecka nawet u ludzi wyznających konserwatywne wartości. Ile można wytrzymać na samym tylko ca­łowaniu i pieszczeniu obsypywanej ognistymi pocałunkami rączki? Prawdziwy mężczyzna nie wytrzyma, ku wielkiej rozkoszy kobiety, szczęśliwej, że to nie ona złamała zasady religijne... winny jest fa­cet, jak zwykle. A co potem? Potem jest jak zawsze. Opada stężenie narkotyku we krwi i widzisz nagle obcą osobę, której przysięgałeś wierność do grobowej deski. Jeśli masz szczęście, coś czujesz do tej osoby, ale jest to szczęście w nieszczęściu, ponieważ Ty czujesz a Twojej żonie też opadł poziom narkotyku we krwi... jeśli masz wielkie szczęście, oboje coś czujecie i na tej podstawie można coś zbudować. I teraz spójrz na stare małżeństwa, ile tam jest ciepła, życzliwości, miłości? Są wrzaski, wypominki, nienawiść. Oboje się obwiniają o brak szczęścia w życiu, oboje uważają, że druga strona zmarnowała im życie. Tak to zawsze jest, gdy są dwie osoby, które nie dają, bo nic nie mają, a chcą tylko brać. Jeśli brak Ci w życiu mi­łości, szukasz jej u ludzi, oni też jej nie mają, więc szukają u Ciebie. Kończy się to wszystko zawsze wielką nienawiścią. Nikt nie pomy­śli, że można pokochać siebie i dać samemu sobie tę miłość. Gdy szukasz miłości, jesteś żebrakiem i złodziejem, chcesz coś wziąć od kobiety czy mężczyzny. I oburzasz się, gdy tego nie dostajesz, bo tego tam nie ma, i nigdy nie było.

 

Wiem, co mi powiesz. Znasz supermałżeństwo. OK, ale przyjrzyj się dokładnie, jak sam się kryjesz przed ludźmi, by nie poznali Two­ich słabości, skąd więc wiesz, czy to „supermałżeństwo”, które się tuli do siebie jak gołąbki, gdy zniknie z Twoich oczu, nie okłada się pięściami? Może tak, a może nie. Przypomnij sobie jednak, ile razy Ty udawałaś, że jest lepiej, niż w istocie się czułaś...

 

Twoim celem jest potomstwo, to, co dalej, toczy się jedynie siłą bezwładu. Natury nie interesuje Twoje szczęście, naturę interesuje jedynie, żebyś miał dzieci. Ale nie tylko. Spójrz na swoją kobietę, czy ona Cię naprawdę kocha? Jest miła, uczynna... musi taka być, ponieważ wtedy też jesteś miły, kupujesz jej różne rzeczy. Ale skąd wiesz naprawdę, co czuje? A jak kocha, to konkretnie za co? Kocha Twoje ciało? Twoją inteligencję, poczucie humoru? A może kocha poczucie, że dobrze zarabiasz i nie musi się martwić pieniędzmi? Może kocha Cię, ponieważ związek z Tobą ją dowartościowuje przed rodziną, koleżankami? Może za Twoją dobroć? Może udaje, że Cię kocha, ponieważ czuje, że nikt jej nie zechce i tylko z Tobą może być? To bardzo ważne, byś wiedział czemu Twoja kobie­ta jest z Tobą. I nigdy się tego dokładnie nie dowiesz, niestety, a może to i dobrze?

 

Znane są przypadki, kiedy mąż traci cały majątek albo po wypad­ku traci zdolność zarobkowania i atrakcyjność cielesną (np. ampu­tacja) i żona natychmiast go opuszcza. Są też analogiczne przypad­ki, kiedy małżonek ucieka. Tego nie można przewidzieć, ale można i nawet trzeba spróbować się dowiedzieć. A jak? Obserwacja rodzi­ców dziewczyny wiele Ci powie, mówi się, że dziewczyna będzie identyczna jak mamusia, i jest w tym sporo prawdy. Wiadomo na pewno, że biedna dziewczyna może mieć interes w związku z Tobą, więc lepiej mieć zamożną dziewczynę. Jest takie powiedzenie, jaką wybrać kobietę, ładną czy brzydką? A co wolisz – jeść gówno same­mu czy tort z kolegami? Wiadomo na pewno, że żeniaczka z kobietą, która miała w rodzinie choroby psychiczne czy poważne choroby jest obarczone ryzykiem. Proszę mnie nie potępiać – sam chciałem mieć swego czasu dziecko z kobietą, która miała najgorsze stadium cukrzycy, byłem zakochany po uszy, i dzięki Bogu dostałem kosza. Choroby w rodzinie to duże ryzyko i za 10 lat może się okazać, że zamiast pikników z dziećmi nad jeziorem, chodzimy do szpitala pa­trzeć, jak nasza ukochana kobieta gaśnie. To zbyt poważna sprawa, by poddawać się emocjom i zakochaniu, szczególnie że dziecko jest najważniejsze i może się to na nim bardzo boleśnie odbić. Na ten czas nie chcę mieć dzieci, ale jakbym miał, byłoby najważniejsze na świecie, ważniejsze od kobiety. Kobieta sobie znajdzie innego faceta, dziecko sobie samo nie poradzi.

 

Ja pragnę tylko jednego – chcę, byś zrozumiał, że związek jest two­rem, w którym władzę ma natura i jej wielki cel, jakim jest rozmnażanie za wszelką cenę, dlatego zachowuj ostrożność, świadomość, i pamiętaj, że balansujesz na krawędzi... w grze w związek, którą podejmujesz, nie grasz Ty, nie gra Twoja kobieta, grają siły natury, których celem nie jest Twoje szczęście tylko rozmnażanie za wszelką cenę. Jeśli wrzucisz dziewczynie pigułkę gwałtu do drinka na dyskotece i ją zgwałcisz, zła­miesz prawo i słusznie pójdziesz do więzienia, gdzie chłopaki spod celi odkryją przed Tobą uroki męskiej, szorstkiej miłości. Jeśli natura naćpa Cię endorfinami na widok ładnej, młodej dziewczyny, to jest to miłość i wielkie szczęście, które można po kilku latach zaobserwować na sa­lach sądowych, gdzie przed Twymi zszokowanymi i zdumionymi ocza­mi myszka z płaczem łka, jak ją gwałciłeś i torturowałeś psychicznie, i za to, co przeżyła, musi mieć Twój dom, oszczędności i samochód... Jeśli myślisz, że masz jakiegoś asa w rękawie, to przykro mi Ci to po­wiedzieć, ale nie masz nic, jesteś golasem. Nie wiesz, skąd biorą się Twoje sympatie i antypatie, skąd się biorą Twoje myśli, nie wiesz, skąd Ty się wziąłeś ani gdzie pójdziesz po śmierci, jeśli gdzieś się w ogóle idzie. Pamiętaj o tym, że jesteśmy tylko pionkami na szachownicy ży­cia. Nabierz więcej pokory, bo na niej zawsze się zyskuje.

 

 

sobota, 21 lipiec 2012 00:23

Gdy kobieta bije mężczyznę

 

 

 

Problem przemocy Pań wobec mężczyzn, dumnych i zadowolo­nych z siebie wąsatych polskich ogierów, narasta w tempie geome­trycznym. Niedługo porównywanie w męskim gronie przy piwie lima zarobionego od swojej kobiety stanie się modne, a wielkość siniaka i zakres obrażeń wewnętrznych sportem narodowym. Zanim jednak tak się stanie, w partyzanckim odruchu serca postaram się przywrócić należny splendor męskości i równowagę w przyrodzie.

 

 

Oszukujesz się Panie bracie samcu...

 

 

Mężczyźni upadlani, czy wręcz bici przez kobiety, zawsze zasłaniają się dobrem dzieci. Jest to oczywiste kłamstwo, a niewinne dziecko staje się usprawiedliwieniem i wytłumaczeniem braku godności mężczyzny. Według tej dziurawej jak mój portfel, ukochanej przez wszystkich face­tów z niską samooceną teorii, tkwienie w toksycznym związku z agre­sywną małżonką ma być lepsze dla dziecka niż odejście czy rozwód. Pragnę bracia samcy, byście na początek zrozumieli jedną rzecz odno­śnie do dzieci – podświadomość dziecka rejestruje wszelkie subtelne i bezsłowne gry między rodzicami, uznaje je za normę i powstaje wzo­rzec postępowania – szkielet podświadomości, który będzie nadgryzany przez emocjonalną osteoporozę całe późniejsze życie. Dlatego też w bi­blii czyta się o przekleństwie przez siedem pokoleń, co oznacza żywot­ność wzorca przejętego od rodziców przez siedem pokoleń. Niektórzy ukąszeni heretyckim zębem wiary w reinkarnację twierdzą, że chodzi o siedem kolejnych inkarnacji, a ja nie mówię tej teorii „nie”, tak samo jak ponad dwa miliardy ludzi na planecie, tej planecie.

 

 

Tora! tora! tora!

 

 

Jeśli powiesz (wykrzyczysz) asertywnym, seksownym barytonem „NIE” szaleństwie rozhisteryzowanej małżonki i rozwiedziesz się, dziecko będzie miało wzorzec „złe traktowanie oznacza rozstanie”. Nie jest to nic złego, całe życie to gra wzajemnie się przeplatających sojuszy i rozstań. Gdy dobrze zagrasz i zapewnisz dziecko, że rozsta­nie to nie jego wina (dzieci mają tendencję do obwiniania się o roz­łam wśród małżonków), wszystko będzie dobrze. Jednak gdy w imię rzekomego dobra dziecka zostajesz, dziecko nabywa wzorzec prze­siąknięty kwaśnym odorem obłudy i hipokryzji. Na zewnątrz rodzice udają zakochanych, żeby nie robić obciachu przed rodziną i znajomy­mi, w zaciszu domowego ogniska zaś trwa nienawiść i walka. Taki wzorzec bardzo często deprawuje dziecko, tworząc w nim wzorzec „gdy Ci źle w życiu, tkwij w tym i udawaj, że nic się nie dzieje w imię rodziny, Boga, patriotyzmu” – czy czego nie wymyślą dla usprawie­dliwienia zwykłego sadyzmu, i niszczy mu relacje w późniejszym życiu. Tak, Twoje dziecko, dla którego tak się „poświęciłeś”, będzie niszczyć wszelkie relacje międzyludzkie, ponieważ taki ma wzorzec tych relacji (ludzie dobierają się według wzorców reakcji, które mają w sobie) i odnajdzie się jedynie w związkach, w których będzie katem albo ofiarą, normalny i na równych zasadach związek będzie dla Two­jego dziecka nudny i długo w nim nie wytrzyma. Taka jest cena Two­jej decyzji, więc jeśli jesteś porządnym człowiekiem i chcesz szczę­ścia dla swojego dzieciaka, na pewno Ci się nie spodoba owoc Twego postanowienia. Argument o dobru dzieci jest nie tylko kłamliwy, ale także bardzo szkodliwy dla dziecka, wręcz zabójczy, wprawdzie nie zabija od razu, ale osusza ocean życia niekończącym się potokiem łez odrzucenia i krzywdy. Zamiast zasłaniać się dobrem dziecka, znacz­nie lepiej jest spojrzeć prawdzie w oczy i wyznać, że boimy się no­wego, nieznanego. Tu mamy mieszkanie, pracę, jakieś uregulowane życie, czasem dostaniemy po twarzy, bo koleżanka ma nowe futro, czasem małżonka wyśmieje nas przy znajomych, że jesteśmy do ni­czego w łóżku sprowokowana tym, że ktoś w rodzinie ma nowy, ładny samochód – a co po rozwodzie, wszystko od nowa? Komu się chce w tym wieku? Ano właśnie, są tacy, którym się chce.

 

 

Zajrzyj w slipy bracie samcu...

 

 

Taki sposób myślenia charakteryzuje człowieka, który bierze kredyt, nie zastanawiając się, z czego go spłaci, a po wszystkim kończy pod mostem albo w dole zakopany przez silnorękich. Czy wygoda płynąca z pooglądania telewizji i wypicia piwka jest warta tego, że kobieta Cię policzkuje, demoluje Twoje rzeczy, wylewa zupę na głowę i wyzywa od najgorszych? Na pewno tak, skoro tak czynisz. Jednak każdy proces w życiu dąży do nasilania się i przemoc się nie skończy, powiększy się, a Twoja bierność i uległość tylko podjudzi do większych aktów agresji Twoją ukochaną. Nie apeluję do Twojej godności, bo tej na razie nie masz, jeśli pozwalasz sobie na takie zachowania, ale do Twojej logiki, którą jako facet powinieneś mieć, jeśli więc masz uszy, to wydłub z nich czym prędzej „brązowe diamenty” i słuchaj mnie Panie, bracie samcu – Twoja uległość nic nie załatwi, milczeniem i bezwładem emocji nie kupisz sobie spokoju. Powiem Ci w skrócie, jak to wszystko wygląda, a wygląda, zaiste, nieciekawie. Twoje życie to maks, powiedzmy, że uśrednię, 80 lat. Lata, kiedy jesteś mniej więcej w zdrowiu to wiek do ok. 50 lat, potem zaczynają się schody, bardziej lub mniej kręte, wszyst­ko zależy od tego, czy się ruszasz, stresujesz, czy masz nadwagę, czy palisz, i od genetyki. Przemoc domowa wobec mężczyzny ma miejsce mniej więcej w wieku 27 – 45 lat, czyli w wieku, kiedy masz najwięk­szy potencjał zdrowia, siły, energii. Później wszystko będzie opadało, zdrowie, brzuch, penis... gdy osiągniesz wiek 45, 50 lat, doznasz kryzy­su wieku średniego, czyli uświadomienia sobie, że Twoje życie chyli się ku upadkowi, co boleśnie przeżyjesz. Panów takich poznasz po jeżdże­niu kabrioletem z siksami w mini w wersji zamożnej, po wersję ekono­miczną – żonatego mężczyznę, który symuluje rozwolnienie, a w toale­cie wzdychając i chrząkając, wpatruje się ze łzami w oczach w wydru­kowane z Internetu zdjęcia młodych dziewczyn, rzucając się nerwowo, gdy słyszy pod drzwiami basowe powarkiwania swojej połowicy, od której na chwilę uciekł, a która dawno już wkroczyła w wagę ciężką. Do zwykłego kryzysu każdego mężczyzny dołączy drugi, znacznie gor­szy. Otóż, uświadomisz sobie, że swoje najlepsze lata życia spędziłeś bity i opluwany przez kobietę, z którą się ożeniłeś, a Twoja wyobraźnia zacznie Ci podpowiadać, co też mogłeś robić i co straciłeś. Z czasem Twój żal za życiem, które zabrała Ci nie kobieta, a Twój strach przed nią, będzie wzrastał razem z nienawiścią do niej. Ostatnie lata życia to nie tylko ciągłe choroby, rąbanie w pampersa i rosnące ubezwłasno­wolnienie ciała, ale też wyrzuty do siebie, że taki byłeś, że zamiast jaj miałeś wydmuszki. Niestety, czasu nie da się cofnąć, co każdego ranka będziesz z przekleństwem na ustach sobie wypominał.

 

 

Zapuść jajca...

 

 

Każde działanie albo jego brak ma swoje konsekwencje. Jeśli dajesz się poniżać kobiecie, konsekwencją będzie nie tylko poczucie wstydu, upokorzenia, poczucie bycia śmieciem, ale także cena, którą będziesz płacił wiele lat aż do śmierci, gdyż nie zapomnisz o tym, co straciłeś przez swoją uległość. Mogłeś zdobywać świat, kochać, spełniać się, jednak dla dzieci zostałeś workiem treningowym dla swojej kobiety, a dzieci, którymi się zasłaniałeś, odeszły na swoje, wyjechały, odwie­dzają Cię raz do roku, jeśli w ogóle będą chciały odwiedzać mężczy­znę, który nie umie utrzymać w domu porządku i do którego nie mają szacunku. Czy warto dla chwili ulotnego spokoju znosić takie często straszne rzeczy? Odpowiedź zależy od tego, jaką masz samoocenę. Jeśli uważasz się za niewartego nic śmiecia, to warto. W końcu jesteś zerem, nikim, szmatą, bicie po twarzy jest więc w porządku, prawda? Poboli i przestanie, ważne, że można sobie czasem tv pooglądać. Jednak, gdy lubisz siebie, doceniasz, taka sytuacja będzie nie do zniesienia. Ten ar­tykuł nie jest dla ludzi z wysoką samooceną, gdyż Ci sobie poradzą. Ten artykuł jest dla Ciebie, dla faceta, który widząc reklamy i ulegając społecznej presji, uwierzył, że jest gorszy od modeli. Nie jesteś gorszy i zasługujesz na coś naprawdę fajnego od życia, tylko tego nie wiesz, nikt Ci tego nie powiedział. Wszędzie reklamy i wzdęte pogardą kobie­ce usta. Masz być: wysoki, bogaty, cierpliwy, ale szalony, nieokiełzna­ny, ale spokojny, zarośnięty, ale wygolony, piękny, mądry, masz mieć 25-centymetrowego penisa, bo inaczej każda kobieta Cię wyśmieje w łóżku... Kto taki jest? Ja na pewno nie, Ty też nie. Problem nie jest w tym jaki jesteś, a w tym, że uwierzyłeś, że masz być taki, jak mówią reklamy, czasopisma, filmy. Nikt taki nie jest, i o to właśnie chodzi, że­byś był nieszczęśliwy, żebyś kupował koszule, buty na obcasie, tabletki na wzrost penisa z Allegro, po których masz dwudniową biegunkę, per­fumy i setki innych towarów, które mają zbliżyć Cię do ideału, a nigdy tego nie zrobią, bo na szczęśliwym człowieku nie można zarobić i – jak mówi mądre ludowe przysłowie – to nie szata zdobi człowieka, a czło­wiek szatę. Te wszystkie modne ciuchy mogą na chwilę zmienić Twój image, jednak żadna zewnętrzna rzecz nie zmieni tego, jaki masz sam do siebie stosunek. Większość ma stosunek seksualny, pierdoli samych siebie, a więc inni robią im to samo, co oni sobie robią. Tylko skąd po­tem to zdziwienie, że „znowu w życiu mi nie wyszło”?

 

 

Chciałbym zachęcić Cię, byś w sytuacji przemocy szukał pomocy w sobie samym, gdyż wszystkie dobre rady od znajomych niewiele Ci pomogą. Związkami rządzą emocje, a te wypływają z podświadomości, a nikt logiką jeszcze nie wygrał z emocjami. Co z tego, że wiesz, że kobieta jest zła, skoro Twoje emocje jej pragną? Rozum zawsze przegra z emocjami, a emocje wypływają z wzorca, który masz wbity głębo­ko w swoją głowę. Wzorce typu „jestem beznadziejny, głupi, brzydki, nieudaczny” można zmieniać, nie jest łatwo i nigdy nie wierz cudotwó­com, którzy wmawiają Ci, że w dwa tygodnie zmienisz swoje życie. To jest oczywiście możliwe teoretycznie, tak samo jak teoretycznie jest możliwe to, żebyś wygrał w totka. Praktyka to zupełnie inna para kalo­szy. Podbij więc swoją własną samoocenę najlepiej pisaniem afirmacji, a gdy poczujesz, że czujesz się sam ze sobą lepiej, od razu zauważysz, że przestanie Cię rajcować związek z dominującą kobietą. Bez pod­wyższonej samooceny, nawet jeśli zerwiesz z jakichś względów rela­cję, wejdziesz zawsze w drugą (przyjaźń, praca, romans, miłość), która z zewnątrz będzie nieco inna, ale w środku będzie to zawsze odbicie Twojej samooceny, czyli mówiąc wprost, trafisz na kata, który siarczy­stymi policzkami pokaże Ci poziom Twojej samooceny.

 

 

Przyczyny agresji samicy...

 

 

Kobieta może być agresywna, gdyż to, co jej wtłoczono do głowy w procesie wychowania, jej wizja świata (tak naprawdę nie jej, skopio­wała to od rodziców) uznaje tylko silnego samca, głowę rodziny. Jeśli jesteś silny, sprawdza Cię takimi zachowaniami – jeśli nie pozwolisz wejść sobie na głowę, będzie się czuła bezpiecznie w swoim świecie, w którym są ściśle oznaczone granice, co jakiś czas będzie chciała się upewnić o trwałości i bezpieczeństwie swojego świata, więc będzie Cię testowała, na co musisz być przygotowany. Gdy jesteś mięcza­kiem, nie podejmujesz decyzji, nie rządzisz rodziną, kobieta czuje się niepewnie, czuje się bardzo zagrożona, reaguje więc agresją na sytu­ację, która ją przerasta. Agresja kobiety to nieświadome wołanie, żeby wybić jej z głowy agresję i machanie łapkami. Często mówi się o po­trzebie terapii, wejścia w swoje emocje i odkrycie wrażliwości duszy, co jest bajdurzeniem – gdy kobieta daje Ci pięścią w twarz, zamiast trwających latami terapii emocjonalnych wystarczy jej porządnie od­dać, by przywrócić harmonię w związku. Kobieta wie, że facet nosi spodnie, przyjmuje to do wiadomości i wszystko wraca do normy, rzeczywistość potwierdza jej wzorzec, który ma w głowie. Jeśli nie oddasz, uznasz, że to kobieta rządzi, a kobieta nie jest stworzona do rządzenia, jest stworzona i przesiąknięta pragnieniem uległości, sa­tynowej miękkości namiętności. Dominacja, rządzenie, decydowanie i parę mniej chlubnych spraw to nasza męska sprawa. Jeśli mówisz coś swojej kobiecie, a ona to wyśmiewa, nie traktuje Cię z szacun­kiem, oznacza to, że masz poważne problemy ze swoją męskością.

 

 

Elegancka dominacja...

 

 

Gdy jesteś odwodniony, szalejesz na myśl o szklance zimnej wody. Gdy jesteś bardzo głodny, myśli o jedzeniu zajmują cały Twój umysł i nie zostawiają miejsca na nic innego. Gdy jesteś uległą kobietą i chcesz założyć rodzinę, mieć dzieci, wariujesz i fiksujesz na punkcie agresywnego, zamożnego i męskiego faceta, gdy jesteś kobietą do­minującą i niepewną siebie, oszalejesz na myśl o nieśmiałym, niskim i chudym dyrektorze, którego można wziąć pod obcas. Gdy jako męż­czyzna nie masz własnego zdania, podlizujesz się kobiecie, wtedy ona traci apetyt na Ciebie dokładnie tak samo jak najedzony nie ma ochoty na jedzenie, skacowany na alkohol, a napojony na wodę. Dlatego też mężczyźni ulegli nie mają seksu, a jeśli mają to z jakiejś przyczyny, a nie jest nią na pewno pożądanie kobiety. Możesz wyłuskać seksu­alność z kobiety jedynie wtedy, kiedy Twoja postawa wyzwala w niej uległość. Oczywiście mam na myśli dominację elegancką, wyznacza­nie granic, nietolerowanie nieuprzejmości i innych testów naszej mę­skości, a nie przemoc i sadyzm, która jest domeną ludzi prostackich, lękliwych, zakompleksionych.

 

Jest też inny ważny powód. Można śmiało powiedzieć, że nasza kul­tura z jej dominującymi elementami chrześcijaństwa zrobiła nam psiku­sa i ze wspaniałego aktu boskości, jakim jest rozkoszna jedność między kopulującymi ludźmi, zrobiła grzech i coś, czego się trzeba wstydzić, coś obrzydliwego. Czy uległa kobieta grzeszy? Ależ skąd! Robi tylko to, co jej każesz... zdjęta z pięknej blond główki groźba wiecznego po­tępienia skutkuje wspaniałym, namiętnym seksem bez wstydu i jakich­kolwiek zahamowań. Uległy facet oznacza, że kobieta musi zainicjować występny uczynek i skazać tym swoją duszę na wieczne potępienie we­dług kapłanów „dobra”... i mimo, że wiesz, że to bzdura, że Bóg miłości nie mógł potępić piękna jedności między kobietą a mężczyzną, to w To­bie tkwi, ponieważ zostało Ci „sprzedane” w dzieciństwie. Nie umiesz wyrzucić z siebie tych nonsensów, a myślisz, że wyrzucisz znacznie silniejszy wzorzec postępowania rodziców? No właśnie.

 

 

PS Chciałbym wyjaśnić jedną sprawę. Zwrot Panie bracie zaczerp­nąłem z czasów, gdy szlachta święciła triumfy w naszym pięknym, mio­dem, mlekiem i propagandą sukcesu PO płynącym kraju. Przeczyta­łem, przyznaję bez bicia, że z nudów, dwie książki Pana Jacka Komudy, których unikałem jak ognia ze względu na to, że nie lubię czytać o cza­sach szlachty, uważam, że była to hołota hołubiąca i gloryfikująca analfabetyzm, przez którą Polska stała się dziadem narodów zamiast stać się mocarstwem, i miała na to spore szanse. Jednak przyciśnię­ty nudą przeczytałem. I czytałem urzeczony i oczarowany magią cza­rodzieja wypełnionej atramentem (inkaustem!) różdżki Pana Jacka, którego gorąco polecam wszystkim moim czytelnikom. Minęło kilka dni od lektury, a ja nadal bawię się przefajnym słownictwem z czasów szlachty. Małmazja to drogie wino, Dytko to diabeł, Mołodycia to mło­da dziewczyna, a „urezać Panie bracie”? znaczy tyle, co poderżnąć gardło, rzecz powszechna w tamtych dzikich czasach.

 

Najnowsze komentarze

Newsletter Subscription

Nowości na Samczym Runie
Twój mail*


asd