Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
sobota, 21 lipiec 2012 00:28

Miłość. Czyżby?

 

 

 

Życiowym celem kobiety jest urodzić dziecko. Jest tak w przewa­żającej większości przypadków, a nieliczne wyjątki, jak mawia przy­słowie, potwierdzają regułę.

 

Dziecko wymaga olbrzymiego nakładu finansowego i czasowego. Podczas dziewięciu miesięcy ciąży mobilność kobiety jest znacznie ograniczona, pojawia się ryzyko unieruchomienia w przypadku zagro­żenia ciąży, a zanim dziecko podrośnie, by mniej więcej samo sobie radziło w większości spraw, czyli do 12 – 14 roku życia, trzeba się nim intensywnie zajmować. Później też trzeba, jednak bardziej finansowo niż czasowo, ubrania, komputer, gadżety, szkoła, studia, książki, może samochód czy mieszkanie, żeby dziecko miało dobry start w życie, o ile rodziców na to stać. Dziecko, patrząc z materialistycznego punk­tu widzenia, jest gigantyczną inwestycją. Aby kobieta mogła unieść jej brzemię, potrzeba męża, ojca, mężczyzny. Osoby, która może za­robić na rodzinę albo dołożyć się do kosztów, ochronić ją fizycznie (przeważnie mężczyzna jest znacznie silniejszy), stać autorytetem dla dziecka i swoją męską ręką wskazywać moralną ścieżkę wśród dzi­kich, trujących krzewów młodzieńczej dekadencji.

 

I teraz proste, wręcz matematyczne równanie. Skoro dziecko jest marzeniem i celem życia, trzeba koniecznie poznać mężczyznę, który ułatwi osiągnięcie tego celu, czyli zapewni poczucie bezpieczeństwa potrzebne dla przeprowadzenia tego procesu, jakim jest posiadanie wła­snego dziecka. Poczucie bezpieczeństwa staje się priorytetem, najważ­niejszym celem. Mityczne poczucie bezpieczeństwa to przede wszyst­kim nie pieniądze, ale wierny facet. Co z milionów, skoro po chwili mi­lioner się zmyje, zostawiając zbrzuchaconą, płaczącą kobietę? Pierwszy warunek to wierność, czyli bycie przy kobiecie, gdy zbrzydnie i utyje po porodzie, gdy dziecko urodzi się chore... drugi warunek to pieniądze, gdyż to pieniądze dają pieluszki, meble, mieszkanie, ubranie, i zapew­niają dziecku przyszłość. Są to oczywiste sprawy.

 

Sprawa jednak troszeczkę się komplikuje. Natura tak wszystko za­projektowała, że dziecko najzdrowsze jest wtedy, gdy ma wymieszane geny mamusi i zdrowego mężczyzny, ale nie tylko zdrowego, lecz takiego, który daje sobie radę w życiu. Naczelnym prawem natury jest ginięcie słabych form życia i przetrwanie najsilniejszych, takich, które najlepiej umieją się przystosować do warunków zewnętrznych. Kobieta to wie intuicyjnie i genetycznie, dzięki czemu chce, by jej dziecko miało możliwie największą szansę na przeżycie i sukces w życiu. Silne geny kobieta wyczuwa, obserwując zachowania męż­czyzny. Mężczyzna, który sobie zawsze radził w życiu, to od tysięcy lat agresywny facet, a agresja bierze się z testosteronu. Agresja wi­doczna nie w zachowaniu, a ciele mężczyzny jest niezwykle pocią­gająca dla kobiety. Silny samiec małpy w jaskini, nasz prapradziad zapewniał jedzenie i przetrwanie. I tak Paniom zostało w genetycznej pamięci do dzisiaj. Testosteronowy genetyczny ideał to śmiały podry­wacz, bawidamek, osoba pełna energii i niebojąca się ryzyka. To jest najlepszy model przeżycia utrzymywany w genetycznej pamięci od tysięcy lat. Gdy kobieta widzi śmiałego, pewnego siebie mężczyznę, który daje jej udko mamuta do zjedzenia, wesoło błyskając żółto-brą­zowymi zębami (teraz kwiatek) czuje silne podniecenie seksualne, które dzięki lekturom romansów (a dawniej opowieściom starszych kobiet z plemienia czy stada) utożsamia z miłością. W zależności od charakteru i wierzeń (każda kultura ma swoje wierzenia, kiedy kobieta może iść do łóżka z facetem i nie będzie uznana za dziwkę) odda mu się. I tu powstaje kolejny problem. Facet wypełniony testosteronem chce walki, zdobywania, więc nie zaspokoi się jedną kobietą. Zdra­dy, awantury, ucieczka od ciężarnej kobiety czy też nieszanowanie jej w późniejszym okresie to codzienność. Gdy mężczyzna chce sek­su, jest szarmancki, grzeczny, uroczy, obiecuje wspaniałe życie... gdy kobieta po ciąży przypomina nosorożca, zanika u niego ta potrzeba, ponieważ zdobyta kobieta już go nie podnieca. Ale tam nigdy nie było szacunku, była tylko ambicja „zaliczenia”, żądza i chęć jej zaspokoje­nia za wszelką cenę. Oto trzy podstawowe potrzeby kobiety.

 

  1. Wierność. Potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa przez obecność zaangażowanej w dziecko i małżonkę osoby.

     

  1. Pieniądze. Możliwość zapewnienia dziecku normalnej egzystencji.

     

  1. Potrzeba silnych genów, by dziecko było silne i zdrowe.

     

Proszę spojrzeć, jak te trzy podstawowe pragnienia „gryzą” się ze sobą. Dostarczyciel genów z punktu trzeciego nie jest wierny, nie może, skoro rozpycha go energia, a żona utyła w trakcie ciąży z winy „genów”, jak twierdzi. Od wieków więc kobiety, używając swoich strategii, działają w jedyny możliwy sposób, pobierając się z wierny­mi, nieśmiałymi, z dobrym serduszkiem i w zależności od sytuacji bo­gatymi czy zamożnymi facetami, a realnym ojcem dziecka jest mocno owłosiony listonosz czy kuracjusz w sanatorium astmatycznym.

 

Jak upewnić się, że wierność jest prawdziwa? Kobieta zdaje so­bie sprawę, że mężczyzna może kłamać, udając wiernego, więc jak zapewnić sobie wierność mężczyzny? Tu jest tylko jedna realna moż­liwość. Kandydat na męża i ojca musi być nieatrakcyjny fizycznie. Jest to jedyna możliwa gwarancja wierności, a innej po prostu nie ma. Facet przystojny i nieśmiały, może stać się śmiały, ale facet ni­ski i brzydki nie stanie się przystojnym, przynajmniej na obecnym poziomie chirurgii plastycznej. Małżeństwa to przede wszystkim gra, w której centrum jest dziecko. I to o nie wszystko się rozbija, i tak zawsze było, jest i będzie. Dzięki temu ludzkość przetrwała, rozwinę­ła się w każdy możliwy sposób. Wszystko, co obserwujesz w grupie ludzi, to strategie, których celem jest potomstwo. Pięknie tańczące sa­motnie na dyskotekowym parkiecie dziewczyny to nie krejzolki, a ko­biety poddane prymitywnemu imperatywowi, by pokazać się samcom i być pożądaną, wybraną przez najsilniejszego z nich. Ładne ubieranie się to jak najbardziej wykasowanie kobiecej konkurencji w zdobyciu samca, wszystkie zabiegi kosmetyczne, odsysanie tłuszczu, pierścion­ki, kolczyki... to wszystko jest dla nas, mężczyzn, by nas zachęcić do spłodzenia potomstwa.

 

To, co opisałem powyżej, to uwarunkowania biologiczne. Są jeszcze społeczne, które zakładają, że kobieta chce czuć się nawet jeśli nie lepsza od koleżanek, to na pewno nie gorsza, chce pokazać, że ma szanowanego i wykształconego męża, chce dowartościować się w ten sposób. Młoda dziewczyna będąca punkówą wybierze pun­ka, bo czuje, że ten ją rozumie, jest z jej grupy towarzyskiej, przez co staje się jej bliski, w końcu słuchają tej samej muzyki. Są też jesz­cze uwarunkowania psychiczne, które sprawiają, że szuka się pew­nej bliskości intelektualnej, a także uwarunkowania duchowe, które są wcale nierzadkie i niewiele o nich wiemy, tłumaczy je wspólna karma obu ludzi łącząca silniej niż wszelkie inne uwarunkowania i pewnie szereg innych rzeczy nam nieznanych.

 

O co chodzi...

 

Ale o co mi właściwie chodzi? Jak mawia słynne przysłowie, jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Oczywiście, uwiel­biam pieniądze, jednak w tym wypadku chodzi o coś innego, o to, jak patrzysz na życie. A ludzie lubią patrzeć romantycznie. I tam, gdzie następuje biologiczna współpraca w celu powołania nowego życia (małżeństwo, związek), widzą miłość, której tam nigdy nie było. Twoim celem jako mężczyzny jest spłodzić dziecko, a Twoim celem jako kobiety jest to dziecko urodzić. Na ten czas ma być super, i o to znowu zadbała natura. Czytałem, że hormon miłości (sprawiający, że czujemy wielkie szczęście, ekstazę i uniesienie, czyli naturalny narkotyk) może być wydzielany do dwóch lat. To wystarczający czas, żeby doszło do spłodzenia dziecka nawet u ludzi wyznających konserwatywne wartości. Ile można wytrzymać na samym tylko ca­łowaniu i pieszczeniu obsypywanej ognistymi pocałunkami rączki? Prawdziwy mężczyzna nie wytrzyma, ku wielkiej rozkoszy kobiety, szczęśliwej, że to nie ona złamała zasady religijne... winny jest fa­cet, jak zwykle. A co potem? Potem jest jak zawsze. Opada stężenie narkotyku we krwi i widzisz nagle obcą osobę, której przysięgałeś wierność do grobowej deski. Jeśli masz szczęście, coś czujesz do tej osoby, ale jest to szczęście w nieszczęściu, ponieważ Ty czujesz a Twojej żonie też opadł poziom narkotyku we krwi... jeśli masz wielkie szczęście, oboje coś czujecie i na tej podstawie można coś zbudować. I teraz spójrz na stare małżeństwa, ile tam jest ciepła, życzliwości, miłości? Są wrzaski, wypominki, nienawiść. Oboje się obwiniają o brak szczęścia w życiu, oboje uważają, że druga strona zmarnowała im życie. Tak to zawsze jest, gdy są dwie osoby, które nie dają, bo nic nie mają, a chcą tylko brać. Jeśli brak Ci w życiu mi­łości, szukasz jej u ludzi, oni też jej nie mają, więc szukają u Ciebie. Kończy się to wszystko zawsze wielką nienawiścią. Nikt nie pomy­śli, że można pokochać siebie i dać samemu sobie tę miłość. Gdy szukasz miłości, jesteś żebrakiem i złodziejem, chcesz coś wziąć od kobiety czy mężczyzny. I oburzasz się, gdy tego nie dostajesz, bo tego tam nie ma, i nigdy nie było.

 

Wiem, co mi powiesz. Znasz supermałżeństwo. OK, ale przyjrzyj się dokładnie, jak sam się kryjesz przed ludźmi, by nie poznali Two­ich słabości, skąd więc wiesz, czy to „supermałżeństwo”, które się tuli do siebie jak gołąbki, gdy zniknie z Twoich oczu, nie okłada się pięściami? Może tak, a może nie. Przypomnij sobie jednak, ile razy Ty udawałaś, że jest lepiej, niż w istocie się czułaś...

 

Twoim celem jest potomstwo, to, co dalej, toczy się jedynie siłą bezwładu. Natury nie interesuje Twoje szczęście, naturę interesuje jedynie, żebyś miał dzieci. Ale nie tylko. Spójrz na swoją kobietę, czy ona Cię naprawdę kocha? Jest miła, uczynna... musi taka być, ponieważ wtedy też jesteś miły, kupujesz jej różne rzeczy. Ale skąd wiesz naprawdę, co czuje? A jak kocha, to konkretnie za co? Kocha Twoje ciało? Twoją inteligencję, poczucie humoru? A może kocha poczucie, że dobrze zarabiasz i nie musi się martwić pieniędzmi? Może kocha Cię, ponieważ związek z Tobą ją dowartościowuje przed rodziną, koleżankami? Może za Twoją dobroć? Może udaje, że Cię kocha, ponieważ czuje, że nikt jej nie zechce i tylko z Tobą może być? To bardzo ważne, byś wiedział czemu Twoja kobie­ta jest z Tobą. I nigdy się tego dokładnie nie dowiesz, niestety, a może to i dobrze?

 

Znane są przypadki, kiedy mąż traci cały majątek albo po wypad­ku traci zdolność zarobkowania i atrakcyjność cielesną (np. ampu­tacja) i żona natychmiast go opuszcza. Są też analogiczne przypad­ki, kiedy małżonek ucieka. Tego nie można przewidzieć, ale można i nawet trzeba spróbować się dowiedzieć. A jak? Obserwacja rodzi­ców dziewczyny wiele Ci powie, mówi się, że dziewczyna będzie identyczna jak mamusia, i jest w tym sporo prawdy. Wiadomo na pewno, że biedna dziewczyna może mieć interes w związku z Tobą, więc lepiej mieć zamożną dziewczynę. Jest takie powiedzenie, jaką wybrać kobietę, ładną czy brzydką? A co wolisz – jeść gówno same­mu czy tort z kolegami? Wiadomo na pewno, że żeniaczka z kobietą, która miała w rodzinie choroby psychiczne czy poważne choroby jest obarczone ryzykiem. Proszę mnie nie potępiać – sam chciałem mieć swego czasu dziecko z kobietą, która miała najgorsze stadium cukrzycy, byłem zakochany po uszy, i dzięki Bogu dostałem kosza. Choroby w rodzinie to duże ryzyko i za 10 lat może się okazać, że zamiast pikników z dziećmi nad jeziorem, chodzimy do szpitala pa­trzeć, jak nasza ukochana kobieta gaśnie. To zbyt poważna sprawa, by poddawać się emocjom i zakochaniu, szczególnie że dziecko jest najważniejsze i może się to na nim bardzo boleśnie odbić. Na ten czas nie chcę mieć dzieci, ale jakbym miał, byłoby najważniejsze na świecie, ważniejsze od kobiety. Kobieta sobie znajdzie innego faceta, dziecko sobie samo nie poradzi.

 

Ja pragnę tylko jednego – chcę, byś zrozumiał, że związek jest two­rem, w którym władzę ma natura i jej wielki cel, jakim jest rozmnażanie za wszelką cenę, dlatego zachowuj ostrożność, świadomość, i pamiętaj, że balansujesz na krawędzi... w grze w związek, którą podejmujesz, nie grasz Ty, nie gra Twoja kobieta, grają siły natury, których celem nie jest Twoje szczęście tylko rozmnażanie za wszelką cenę. Jeśli wrzucisz dziewczynie pigułkę gwałtu do drinka na dyskotece i ją zgwałcisz, zła­miesz prawo i słusznie pójdziesz do więzienia, gdzie chłopaki spod celi odkryją przed Tobą uroki męskiej, szorstkiej miłości. Jeśli natura naćpa Cię endorfinami na widok ładnej, młodej dziewczyny, to jest to miłość i wielkie szczęście, które można po kilku latach zaobserwować na sa­lach sądowych, gdzie przed Twymi zszokowanymi i zdumionymi ocza­mi myszka z płaczem łka, jak ją gwałciłeś i torturowałeś psychicznie, i za to, co przeżyła, musi mieć Twój dom, oszczędności i samochód... Jeśli myślisz, że masz jakiegoś asa w rękawie, to przykro mi Ci to po­wiedzieć, ale nie masz nic, jesteś golasem. Nie wiesz, skąd biorą się Twoje sympatie i antypatie, skąd się biorą Twoje myśli, nie wiesz, skąd Ty się wziąłeś ani gdzie pójdziesz po śmierci, jeśli gdzieś się w ogóle idzie. Pamiętaj o tym, że jesteśmy tylko pionkami na szachownicy ży­cia. Nabierz więcej pokory, bo na niej zawsze się zyskuje.

 

 

sobota, 21 lipiec 2012 00:23

Gdy kobieta bije mężczyznę

 

 

 

Problem przemocy Pań wobec mężczyzn, dumnych i zadowolo­nych z siebie wąsatych polskich ogierów, narasta w tempie geome­trycznym. Niedługo porównywanie w męskim gronie przy piwie lima zarobionego od swojej kobiety stanie się modne, a wielkość siniaka i zakres obrażeń wewnętrznych sportem narodowym. Zanim jednak tak się stanie, w partyzanckim odruchu serca postaram się przywrócić należny splendor męskości i równowagę w przyrodzie.

 

 

Oszukujesz się Panie bracie samcu...

 

 

Mężczyźni upadlani, czy wręcz bici przez kobiety, zawsze zasłaniają się dobrem dzieci. Jest to oczywiste kłamstwo, a niewinne dziecko staje się usprawiedliwieniem i wytłumaczeniem braku godności mężczyzny. Według tej dziurawej jak mój portfel, ukochanej przez wszystkich face­tów z niską samooceną teorii, tkwienie w toksycznym związku z agre­sywną małżonką ma być lepsze dla dziecka niż odejście czy rozwód. Pragnę bracia samcy, byście na początek zrozumieli jedną rzecz odno­śnie do dzieci – podświadomość dziecka rejestruje wszelkie subtelne i bezsłowne gry między rodzicami, uznaje je za normę i powstaje wzo­rzec postępowania – szkielet podświadomości, który będzie nadgryzany przez emocjonalną osteoporozę całe późniejsze życie. Dlatego też w bi­blii czyta się o przekleństwie przez siedem pokoleń, co oznacza żywot­ność wzorca przejętego od rodziców przez siedem pokoleń. Niektórzy ukąszeni heretyckim zębem wiary w reinkarnację twierdzą, że chodzi o siedem kolejnych inkarnacji, a ja nie mówię tej teorii „nie”, tak samo jak ponad dwa miliardy ludzi na planecie, tej planecie.

 

 

Tora! tora! tora!

 

 

Jeśli powiesz (wykrzyczysz) asertywnym, seksownym barytonem „NIE” szaleństwie rozhisteryzowanej małżonki i rozwiedziesz się, dziecko będzie miało wzorzec „złe traktowanie oznacza rozstanie”. Nie jest to nic złego, całe życie to gra wzajemnie się przeplatających sojuszy i rozstań. Gdy dobrze zagrasz i zapewnisz dziecko, że rozsta­nie to nie jego wina (dzieci mają tendencję do obwiniania się o roz­łam wśród małżonków), wszystko będzie dobrze. Jednak gdy w imię rzekomego dobra dziecka zostajesz, dziecko nabywa wzorzec prze­siąknięty kwaśnym odorem obłudy i hipokryzji. Na zewnątrz rodzice udają zakochanych, żeby nie robić obciachu przed rodziną i znajomy­mi, w zaciszu domowego ogniska zaś trwa nienawiść i walka. Taki wzorzec bardzo często deprawuje dziecko, tworząc w nim wzorzec „gdy Ci źle w życiu, tkwij w tym i udawaj, że nic się nie dzieje w imię rodziny, Boga, patriotyzmu” – czy czego nie wymyślą dla usprawie­dliwienia zwykłego sadyzmu, i niszczy mu relacje w późniejszym życiu. Tak, Twoje dziecko, dla którego tak się „poświęciłeś”, będzie niszczyć wszelkie relacje międzyludzkie, ponieważ taki ma wzorzec tych relacji (ludzie dobierają się według wzorców reakcji, które mają w sobie) i odnajdzie się jedynie w związkach, w których będzie katem albo ofiarą, normalny i na równych zasadach związek będzie dla Two­jego dziecka nudny i długo w nim nie wytrzyma. Taka jest cena Two­jej decyzji, więc jeśli jesteś porządnym człowiekiem i chcesz szczę­ścia dla swojego dzieciaka, na pewno Ci się nie spodoba owoc Twego postanowienia. Argument o dobru dzieci jest nie tylko kłamliwy, ale także bardzo szkodliwy dla dziecka, wręcz zabójczy, wprawdzie nie zabija od razu, ale osusza ocean życia niekończącym się potokiem łez odrzucenia i krzywdy. Zamiast zasłaniać się dobrem dziecka, znacz­nie lepiej jest spojrzeć prawdzie w oczy i wyznać, że boimy się no­wego, nieznanego. Tu mamy mieszkanie, pracę, jakieś uregulowane życie, czasem dostaniemy po twarzy, bo koleżanka ma nowe futro, czasem małżonka wyśmieje nas przy znajomych, że jesteśmy do ni­czego w łóżku sprowokowana tym, że ktoś w rodzinie ma nowy, ładny samochód – a co po rozwodzie, wszystko od nowa? Komu się chce w tym wieku? Ano właśnie, są tacy, którym się chce.

 

 

Zajrzyj w slipy bracie samcu...

 

 

Taki sposób myślenia charakteryzuje człowieka, który bierze kredyt, nie zastanawiając się, z czego go spłaci, a po wszystkim kończy pod mostem albo w dole zakopany przez silnorękich. Czy wygoda płynąca z pooglądania telewizji i wypicia piwka jest warta tego, że kobieta Cię policzkuje, demoluje Twoje rzeczy, wylewa zupę na głowę i wyzywa od najgorszych? Na pewno tak, skoro tak czynisz. Jednak każdy proces w życiu dąży do nasilania się i przemoc się nie skończy, powiększy się, a Twoja bierność i uległość tylko podjudzi do większych aktów agresji Twoją ukochaną. Nie apeluję do Twojej godności, bo tej na razie nie masz, jeśli pozwalasz sobie na takie zachowania, ale do Twojej logiki, którą jako facet powinieneś mieć, jeśli więc masz uszy, to wydłub z nich czym prędzej „brązowe diamenty” i słuchaj mnie Panie, bracie samcu – Twoja uległość nic nie załatwi, milczeniem i bezwładem emocji nie kupisz sobie spokoju. Powiem Ci w skrócie, jak to wszystko wygląda, a wygląda, zaiste, nieciekawie. Twoje życie to maks, powiedzmy, że uśrednię, 80 lat. Lata, kiedy jesteś mniej więcej w zdrowiu to wiek do ok. 50 lat, potem zaczynają się schody, bardziej lub mniej kręte, wszyst­ko zależy od tego, czy się ruszasz, stresujesz, czy masz nadwagę, czy palisz, i od genetyki. Przemoc domowa wobec mężczyzny ma miejsce mniej więcej w wieku 27 – 45 lat, czyli w wieku, kiedy masz najwięk­szy potencjał zdrowia, siły, energii. Później wszystko będzie opadało, zdrowie, brzuch, penis... gdy osiągniesz wiek 45, 50 lat, doznasz kryzy­su wieku średniego, czyli uświadomienia sobie, że Twoje życie chyli się ku upadkowi, co boleśnie przeżyjesz. Panów takich poznasz po jeżdże­niu kabrioletem z siksami w mini w wersji zamożnej, po wersję ekono­miczną – żonatego mężczyznę, który symuluje rozwolnienie, a w toale­cie wzdychając i chrząkając, wpatruje się ze łzami w oczach w wydru­kowane z Internetu zdjęcia młodych dziewczyn, rzucając się nerwowo, gdy słyszy pod drzwiami basowe powarkiwania swojej połowicy, od której na chwilę uciekł, a która dawno już wkroczyła w wagę ciężką. Do zwykłego kryzysu każdego mężczyzny dołączy drugi, znacznie gor­szy. Otóż, uświadomisz sobie, że swoje najlepsze lata życia spędziłeś bity i opluwany przez kobietę, z którą się ożeniłeś, a Twoja wyobraźnia zacznie Ci podpowiadać, co też mogłeś robić i co straciłeś. Z czasem Twój żal za życiem, które zabrała Ci nie kobieta, a Twój strach przed nią, będzie wzrastał razem z nienawiścią do niej. Ostatnie lata życia to nie tylko ciągłe choroby, rąbanie w pampersa i rosnące ubezwłasno­wolnienie ciała, ale też wyrzuty do siebie, że taki byłeś, że zamiast jaj miałeś wydmuszki. Niestety, czasu nie da się cofnąć, co każdego ranka będziesz z przekleństwem na ustach sobie wypominał.

 

 

Zapuść jajca...

 

 

Każde działanie albo jego brak ma swoje konsekwencje. Jeśli dajesz się poniżać kobiecie, konsekwencją będzie nie tylko poczucie wstydu, upokorzenia, poczucie bycia śmieciem, ale także cena, którą będziesz płacił wiele lat aż do śmierci, gdyż nie zapomnisz o tym, co straciłeś przez swoją uległość. Mogłeś zdobywać świat, kochać, spełniać się, jednak dla dzieci zostałeś workiem treningowym dla swojej kobiety, a dzieci, którymi się zasłaniałeś, odeszły na swoje, wyjechały, odwie­dzają Cię raz do roku, jeśli w ogóle będą chciały odwiedzać mężczy­znę, który nie umie utrzymać w domu porządku i do którego nie mają szacunku. Czy warto dla chwili ulotnego spokoju znosić takie często straszne rzeczy? Odpowiedź zależy od tego, jaką masz samoocenę. Jeśli uważasz się za niewartego nic śmiecia, to warto. W końcu jesteś zerem, nikim, szmatą, bicie po twarzy jest więc w porządku, prawda? Poboli i przestanie, ważne, że można sobie czasem tv pooglądać. Jednak, gdy lubisz siebie, doceniasz, taka sytuacja będzie nie do zniesienia. Ten ar­tykuł nie jest dla ludzi z wysoką samooceną, gdyż Ci sobie poradzą. Ten artykuł jest dla Ciebie, dla faceta, który widząc reklamy i ulegając społecznej presji, uwierzył, że jest gorszy od modeli. Nie jesteś gorszy i zasługujesz na coś naprawdę fajnego od życia, tylko tego nie wiesz, nikt Ci tego nie powiedział. Wszędzie reklamy i wzdęte pogardą kobie­ce usta. Masz być: wysoki, bogaty, cierpliwy, ale szalony, nieokiełzna­ny, ale spokojny, zarośnięty, ale wygolony, piękny, mądry, masz mieć 25-centymetrowego penisa, bo inaczej każda kobieta Cię wyśmieje w łóżku... Kto taki jest? Ja na pewno nie, Ty też nie. Problem nie jest w tym jaki jesteś, a w tym, że uwierzyłeś, że masz być taki, jak mówią reklamy, czasopisma, filmy. Nikt taki nie jest, i o to właśnie chodzi, że­byś był nieszczęśliwy, żebyś kupował koszule, buty na obcasie, tabletki na wzrost penisa z Allegro, po których masz dwudniową biegunkę, per­fumy i setki innych towarów, które mają zbliżyć Cię do ideału, a nigdy tego nie zrobią, bo na szczęśliwym człowieku nie można zarobić i – jak mówi mądre ludowe przysłowie – to nie szata zdobi człowieka, a czło­wiek szatę. Te wszystkie modne ciuchy mogą na chwilę zmienić Twój image, jednak żadna zewnętrzna rzecz nie zmieni tego, jaki masz sam do siebie stosunek. Większość ma stosunek seksualny, pierdoli samych siebie, a więc inni robią im to samo, co oni sobie robią. Tylko skąd po­tem to zdziwienie, że „znowu w życiu mi nie wyszło”?

 

 

Chciałbym zachęcić Cię, byś w sytuacji przemocy szukał pomocy w sobie samym, gdyż wszystkie dobre rady od znajomych niewiele Ci pomogą. Związkami rządzą emocje, a te wypływają z podświadomości, a nikt logiką jeszcze nie wygrał z emocjami. Co z tego, że wiesz, że kobieta jest zła, skoro Twoje emocje jej pragną? Rozum zawsze przegra z emocjami, a emocje wypływają z wzorca, który masz wbity głębo­ko w swoją głowę. Wzorce typu „jestem beznadziejny, głupi, brzydki, nieudaczny” można zmieniać, nie jest łatwo i nigdy nie wierz cudotwó­com, którzy wmawiają Ci, że w dwa tygodnie zmienisz swoje życie. To jest oczywiście możliwe teoretycznie, tak samo jak teoretycznie jest możliwe to, żebyś wygrał w totka. Praktyka to zupełnie inna para kalo­szy. Podbij więc swoją własną samoocenę najlepiej pisaniem afirmacji, a gdy poczujesz, że czujesz się sam ze sobą lepiej, od razu zauważysz, że przestanie Cię rajcować związek z dominującą kobietą. Bez pod­wyższonej samooceny, nawet jeśli zerwiesz z jakichś względów rela­cję, wejdziesz zawsze w drugą (przyjaźń, praca, romans, miłość), która z zewnątrz będzie nieco inna, ale w środku będzie to zawsze odbicie Twojej samooceny, czyli mówiąc wprost, trafisz na kata, który siarczy­stymi policzkami pokaże Ci poziom Twojej samooceny.

 

 

Przyczyny agresji samicy...

 

 

Kobieta może być agresywna, gdyż to, co jej wtłoczono do głowy w procesie wychowania, jej wizja świata (tak naprawdę nie jej, skopio­wała to od rodziców) uznaje tylko silnego samca, głowę rodziny. Jeśli jesteś silny, sprawdza Cię takimi zachowaniami – jeśli nie pozwolisz wejść sobie na głowę, będzie się czuła bezpiecznie w swoim świecie, w którym są ściśle oznaczone granice, co jakiś czas będzie chciała się upewnić o trwałości i bezpieczeństwie swojego świata, więc będzie Cię testowała, na co musisz być przygotowany. Gdy jesteś mięcza­kiem, nie podejmujesz decyzji, nie rządzisz rodziną, kobieta czuje się niepewnie, czuje się bardzo zagrożona, reaguje więc agresją na sytu­ację, która ją przerasta. Agresja kobiety to nieświadome wołanie, żeby wybić jej z głowy agresję i machanie łapkami. Często mówi się o po­trzebie terapii, wejścia w swoje emocje i odkrycie wrażliwości duszy, co jest bajdurzeniem – gdy kobieta daje Ci pięścią w twarz, zamiast trwających latami terapii emocjonalnych wystarczy jej porządnie od­dać, by przywrócić harmonię w związku. Kobieta wie, że facet nosi spodnie, przyjmuje to do wiadomości i wszystko wraca do normy, rzeczywistość potwierdza jej wzorzec, który ma w głowie. Jeśli nie oddasz, uznasz, że to kobieta rządzi, a kobieta nie jest stworzona do rządzenia, jest stworzona i przesiąknięta pragnieniem uległości, sa­tynowej miękkości namiętności. Dominacja, rządzenie, decydowanie i parę mniej chlubnych spraw to nasza męska sprawa. Jeśli mówisz coś swojej kobiecie, a ona to wyśmiewa, nie traktuje Cię z szacun­kiem, oznacza to, że masz poważne problemy ze swoją męskością.

 

 

Elegancka dominacja...

 

 

Gdy jesteś odwodniony, szalejesz na myśl o szklance zimnej wody. Gdy jesteś bardzo głodny, myśli o jedzeniu zajmują cały Twój umysł i nie zostawiają miejsca na nic innego. Gdy jesteś uległą kobietą i chcesz założyć rodzinę, mieć dzieci, wariujesz i fiksujesz na punkcie agresywnego, zamożnego i męskiego faceta, gdy jesteś kobietą do­minującą i niepewną siebie, oszalejesz na myśl o nieśmiałym, niskim i chudym dyrektorze, którego można wziąć pod obcas. Gdy jako męż­czyzna nie masz własnego zdania, podlizujesz się kobiecie, wtedy ona traci apetyt na Ciebie dokładnie tak samo jak najedzony nie ma ochoty na jedzenie, skacowany na alkohol, a napojony na wodę. Dlatego też mężczyźni ulegli nie mają seksu, a jeśli mają to z jakiejś przyczyny, a nie jest nią na pewno pożądanie kobiety. Możesz wyłuskać seksu­alność z kobiety jedynie wtedy, kiedy Twoja postawa wyzwala w niej uległość. Oczywiście mam na myśli dominację elegancką, wyznacza­nie granic, nietolerowanie nieuprzejmości i innych testów naszej mę­skości, a nie przemoc i sadyzm, która jest domeną ludzi prostackich, lękliwych, zakompleksionych.

 

Jest też inny ważny powód. Można śmiało powiedzieć, że nasza kul­tura z jej dominującymi elementami chrześcijaństwa zrobiła nam psiku­sa i ze wspaniałego aktu boskości, jakim jest rozkoszna jedność między kopulującymi ludźmi, zrobiła grzech i coś, czego się trzeba wstydzić, coś obrzydliwego. Czy uległa kobieta grzeszy? Ależ skąd! Robi tylko to, co jej każesz... zdjęta z pięknej blond główki groźba wiecznego po­tępienia skutkuje wspaniałym, namiętnym seksem bez wstydu i jakich­kolwiek zahamowań. Uległy facet oznacza, że kobieta musi zainicjować występny uczynek i skazać tym swoją duszę na wieczne potępienie we­dług kapłanów „dobra”... i mimo, że wiesz, że to bzdura, że Bóg miłości nie mógł potępić piękna jedności między kobietą a mężczyzną, to w To­bie tkwi, ponieważ zostało Ci „sprzedane” w dzieciństwie. Nie umiesz wyrzucić z siebie tych nonsensów, a myślisz, że wyrzucisz znacznie silniejszy wzorzec postępowania rodziców? No właśnie.

 

 

PS Chciałbym wyjaśnić jedną sprawę. Zwrot Panie bracie zaczerp­nąłem z czasów, gdy szlachta święciła triumfy w naszym pięknym, mio­dem, mlekiem i propagandą sukcesu PO płynącym kraju. Przeczyta­łem, przyznaję bez bicia, że z nudów, dwie książki Pana Jacka Komudy, których unikałem jak ognia ze względu na to, że nie lubię czytać o cza­sach szlachty, uważam, że była to hołota hołubiąca i gloryfikująca analfabetyzm, przez którą Polska stała się dziadem narodów zamiast stać się mocarstwem, i miała na to spore szanse. Jednak przyciśnię­ty nudą przeczytałem. I czytałem urzeczony i oczarowany magią cza­rodzieja wypełnionej atramentem (inkaustem!) różdżki Pana Jacka, którego gorąco polecam wszystkim moim czytelnikom. Minęło kilka dni od lektury, a ja nadal bawię się przefajnym słownictwem z czasów szlachty. Małmazja to drogie wino, Dytko to diabeł, Mołodycia to mło­da dziewczyna, a „urezać Panie bracie”? znaczy tyle, co poderżnąć gardło, rzecz powszechna w tamtych dzikich czasach.

 

sobota, 21 lipiec 2012 00:22

Dekalog oralnego niepokoju

 

Jak sprawić, by niechętna temu pomysłowi kobieta chciała oddać się seksowi oralnemu w całej jego rozkosznej okazałości?

Yin i Yang

Według starożytnej chińskiej filozofii, genialnie ujętej w tajemni­czej księdze przemian I ching (którą to autor niniejszej encyklopedii seksu oralnego niepokoju studiował w grzesznej młodości, rzucając monetami i całymi godzinami zapisując wyniki, które z szokującym prawdopodobieństwem się sprawdzały), świat to arena dwóch pod­stawowych, odwiecznych sił, dzięki którym istnieje wszystko, co jest. Siłami tymi (albo inaczej – stanami bycia) są Yin i Yang, a obie skła­dają się na znak harmonii Tao (okrąg, w którym faluje czerń z białą kropką i biel z czarną kropką).

 

 

Yin jest emanacją kobiecości. Symbolizuje czerń, noc, ciszę, ule­głość, introwersję (zwrócenie się ku swemu wnętrzu), mroczny nie­boskłon, żywioł wody i ziemię, zwierzę – kot. Yang jest jej przeci­wieństwem, jest męskością, dniem, światłem, jasnością, dominacją, krzykiem, ekstrawersją (zwracanie się na zewnątrz), jasnym niebem, wiatrem i ogniem, zwierzę – pies.

Tatuśki w kapciochach

Yin i Yang są między innymi symbolami opisującymi naturę kobiet i mężczyzn. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, jednak znacząca więk­szość ludzi jest tak skonstruowana, że kobiecość jest uległą, a męskość dominacyjną naturą. Gdy większość czytelników popatrzy na swoich tatusiów w kapciach, wydartych podkoszulkach z wielkimi brzuchami, i wiecznie agresywną, wrzeszczącą, histeryczną jego małżonkę, odnie­sie wrażenie, że jest wręcz przeciwnie, niż twierdzę ja i chińscy mędrcy. Ale to nie ma nic wspólnego z naturą człowieka, tylko z jego wychowa­niem i świadomymi decyzjami – „będę siedział cicho, żeby był wreszcie święty spokój”. Proszę zwrócić uwagę, że kobieta, która przyjmuje rolę dominacyjną, gardzi mężczyzną, który jej się poddaje i jest to odruch naturalny, którego zdają się nie rozumieć mężczyźni, naiwnie myślący, że jak się poddadzą kobiecie, zaczną podlizywać, przekupywać, to ta będzie szczęśliwa i ich pokocha. Szczęśliwa może przez chwilę będzie z nowej szmaty, których ma całą szafę, ale kochać kogoś, kto zapiera się swojej prawdziwej natury? I tu Panów, którzy nie mieli tyle gigantycz­nego szczęścia co moi czytelnicy (i nie trafili na moje artykuły), spotyka niemiła niespodzianka – prędzej czy później.

 

Moralna impotencja

Miłość oralna, polegająca na pieszczeniu (ssaniu, lizaniu, kąsaniu – delikatnym!) ustami organów płciowych partnera jest dla wielu ludzi niezwykle intensywną przyjemnością, płynącą nie tylko od podrażnienia zakończeń nerwowych, a także od złamania pewnego tabu. Otóż, Pan Bóg stworzył usta do jedzenia, picia i kapowania na przyjaciół, a nie do oralnej namiętności, co samo z siebie rodzi pewne moralne ogranicze­nia, dokładnie tak samo (chociaż w mniejszym stopniu) jak seks analny. Oczywiście zrobienie tego, co wydaje się niemoralne, zwiększa znacznie podniecenie seksualne i przyjemność płynącą z jej zaspokojenia.

Miłość oralna jest oznaką uległości kobiety wobec mężczyzny (nie­koniecznie w życiu, może chodzić o uległość erotyczną w tym tylko momencie, a poza tym kobieta może być złośliwą i nienawidzącą ludz­kości harpią). Możemy mówić, co chcemy na ten temat, jednak każda kobieta w środku siebie wie dokładnie, o czym piszę. I to właśnie lęk przed oddaniem się, uległością, jest tym hamulcem, który powstrzymu­je kobietę przed staniem się namiętną kochanką w oralnej eskapadzie przez wszechświat rozkoszy. Są też typowe, społeczne lęki, takie jak wstyd, obrzydzenie do wydzielin partnera, strach przed wymiotami po połknięciu nasienia, a także odruchowy lęk, że gdy się zrobi to męż­czyźnie, ten przestanie szanować kobietę. Ale to są małe wyjątki, i co ciekawe, u wielu Pań, które myślą, że nie chcą się kochać oralnie, bo się brzydzą, tym głównym czynnikiem, który je powstrzymuje przed posmakowaniem włóczni Amora, jest właśnie strach przed ukazaniem uległości, której nawet same nie potrafią nazwać, ale wyczuwają w so­bie. Uległość jest (dzięki kłamliwym mediom, które nic na ten temat nie wiedzą) uważana za coś upokarzającego, coś, co natychmiast musi wzbudzić chęć wykorzystania i upokorzenia. A to jest nieprawda, bo uległość nie oznacza braku szacunku, wręcz przeciwnie – uległość to stan naturalny, wchłanianie, przyjmowanie. Mężczyzna szturmuje ko­bietę wzwiedzioną miłością, kobieta ją w siebie wchłania. Uległość i do­minacja, delikatność i dzikość – i wcale to nie oznacza, że mężczyzna wykorzystuje kobietę, upadla ją. Kobieta szczęśliwa to ta, która wraca do swojej prawdziwej natury, do uległości, która nie oznacza bierności, braku szacunku ani bycia gamoniem i życiowym nieudacznikiem na garnuszku mamusi jak większość współczesnych kobietomężczyzn.

 

Uległość nadal w modzie

W dawnych czasach kobieta nie miała wyjścia. Musiała być uległa wobec mężczyzny, bo bez niego ginęła razem z dziećmi. Teraz kobie­ty doskonale sobie radzą same (i bardzo dobrze) i nie muszą już być uległe. (Nie muszą, ale mogą to zrobić z własnej woli). Co więcej, nie­które kobiety teraz chcą stać się mężczyznami, a te nieliczne kobiety, które chcą żyć tak, jak zostały do tego stworzone, po prostu chcą być kobiecymi kobietami są pomawiane o ciemnogród i zacofanie. I tak właśnie robią często jako szefowe w pracy, stają się mężczyznami z biustem (często niewielkim), co wasz ulubiony pisarz doświadczył nie raz i nie dwa (i ze zgrozą wspomina). Większość mediów pro­muje obraz kobiety dominującej, przebojowej. I w porządku, każdy wybiera, kim chce być i jak się chce przejawiać. Jest tylko jeden mały problem. Kobieta ma w sobie zupełnie inny genetyczny i duchowy cel swojego istnienia. Podstawowa osobowość kobiety, podświadomość, chce być uległa i ciepła, a świadomość pragnie dominacji, ponieważ autorytety (bardzo często mające poważne choroby psychiczne) w te­lewizji powiedziały, że kobieta jak nie jest męska, twarda, zimna i sil­na, to jest nikim, zerem, co jest piramidalną bzdurą. To budzi wielki konflikt wewnętrzny, który jest absolutnie nie do rozwiązania.

Wewnętrzne wrzenie

Staje się on przyczyną wielkiego cierpienia, depresji i samobójstw u kobiet, którym wmówiono, że powinny być męskie, dominujące, a one nie mogąc unieść tego ciężaru, który kłóci się z ich naturą, nie wytrzymu­ją tego i albo wariują, albo wybierają ostateczne rozwiązanie, które wcale ostatecznym nie jest, co o wiele za późno dostrzegą. Ten wewnętrzny kon­flikt jest tak wielki, że nawet w snach kobieta nie ma spokoju. Koszmary, złe samopoczucie po obudzeniu, złość od rana – to skutki wewnętrznego wrzenia i ścierania się dwóch pragnień. Są tacy, którzy mówią, że kobieta jest zła, jak się jej porządnie nie wyr... wykocha z rana. To też oczywiście jest prawda. Każde niezaspokojone pragnienie budzi w nas frustrację. Najbardziej pożądane kobiety świata rozwinęły w sobie swoją naturę za­miast ją przekłamywać i korzystają z życia oraz magnetycznego wpływu, jaki wywierają na niemal każdego mężczyznę. Przeciętne kobiety, które chcą być sprytne i odrzucają swoją naturę, bo jakaś ładnie i modnie ubra­na Pani autorytet powiedziała im, że to nie jest trendy, płacą najwyższą cenę. Robią to jednakże na własne życzenie. Kobiecy spryt jest bardzo kiepski. Widzi autorytety w telewizji czy w gazecie, ale nie widzi, że mi­liardy kobiet na świecie właśnie tak żyje, jak sugerują autorytety i szczę­ścia jak nie było, tak nie ma nadal. Ale nie, przeciętna Kowalska myśli, że jej się uda oszukać siebie i swoją naturę. I tak to się kręci od wieków. Więc czym jest prawdziwa mądrość? Na pewno nie szukaniem spełnienia tam, gdzie szukają go inne kobiety.

Ulepisz Nową kobietę

Gdy więc Twoja kobieta nie chce wziąć w usta Twojego nabrzmia­łego żądzą penisa, mój drogi czytelniku, to jak sam widzisz, problem jest dość skomplikowany i zróżnicowany, a nie tylko taki, jak Ci part­nerka komunikuje, że się brzydzi. Proponuję więc zrobić tak. Gdy zaczynacie miłosne igraszki i chcesz zmienić upodobania seksualne Twojej kobiety, a nawet ją zdeprawować (co powinno być celem każ­dego prawdziwego mężczyzny), pamiętaj o jednej zasadzie. Kobieta musi się czuć bezpiecznie. W miłosnym ars amandi nie ma miejsca na włączone telefony komórkowe, na niezamknięte drzwi, odsunięte za­słony. Bezpieczeństwo w pierwszym okresie deprawacji jest najważ­niejsze i podstawowe. Później staje się barierą i prowokuje nudę, ale to dopiero wtedy, gdy Twoja ukochana pozna smak swych ukrytych pragnień, które zrealizuje dzięki Tobie (i listonoszowi :) ). Na razie bezpieczeństwo i pewność jest podstawą, na której jak Bóg ulepisz nową kobietę – uległą i perwersyjną, która pokocha Ci robić pyszne obiadki i witać Cię w seksownej mini i pończochach, gdy wracasz z pracy. Ale żeby wychować sobie taką kobietkę, musisz się trochę postarać. Z bożą i moją pomocą dokonasz tego. Postaram się nauczyć Cię tego, oczywiście w granicach moich skromnych możliwości dydaktycznych. Ja mam sprawę ułatwioną – je­stem dobrym masażystą, wiem co i jak nacisnąć na plecach kobiety, by zaczęła sapać jak kotka w rui. A więc masuj plecy, koniecznie wylewa­jąc na nie pachnący olejek. Świeczki, powolna muzyka, to jest podsta­wa. Masaż dobry to masowanie dłońmi plecków, ale masaż, po którym kobieta chce się kochać, to masaż kciukami, które umiejętnie musisz wbijać w karczek i grupy mięśniowe na łopatkach oraz wzdłuż kręgo­słupa. Najważniejsze punkty akupunkturowe stymulujące odruchy sek­sualne są na żebrach, ale to już wyższa szkoła jazdy umieć je pobudzić i nawet ja mam z tym problemy, bo często zamiast podniecić dziew­czę, łaskoczę je :) (kobiety uważają mnie za wesołka w sypialni, no cóż, czasami zostaje tylko śmiech :) ), więc gdy nigdy nie masowałeś, zostaw żebra swojej kobiety w spokoju, a zacznij delikatnie i powoli, zgodnie z ruchem wskazówek zegara masować kulistymi ruchami plecy nad pupą – kość ogonową. Potem zajmij się karczkiem, który to rejon jest odpowiedzialny za napięcia. Gdy rozluźnisz te mięśnie, kobieta się naturalnie odpręży. Działa tu mechanizm sprzężenia zwrotnego – gdy pod wpływem stresu denerwuje się Twoja psychika, ciało się napina. Odpręż umysł, a ciało się rozluźni. Ale żeby rozluźnić psychikę, trzeba mieć niezwykłą psychologiczną wiedzę, i intuicję. Po co? Jest lepszy sposób – gdy rozluźnisz ciało, psychika sama się zrelaksuje. Jedno dzia­ła na drugie, jedno z drugim współpracuje. Genialne.

Trzy tajemnice

A teraz moi drodzy Państwo, przygotujcie się na poznanie tajem­nicy największych uwodzicieli – zdradzę ją Państwu całkiem za dar­mo. Podświadomość człowieka znacznie mocniej przyjmuje sugestie 1. w trakcie relaksu 2. gdy ciało jest dotykane, i 3. gdy oddech jest głęboki. Więc gdy masujesz partnerkę, jest rozluźniona, poproś, by kilka razy spokojnie, głęboko odetchnęła. Te trzy czynności uaktywniają uwagę podświadomości, która w tym momencie chłonie sugestie jak gąbka. I teraz, koniecznie w trakcie masażu, szepcz jej do ucha komplementy. Mów, że jest piękna, mądra (ha ha) oraz – tekst klucz (otwierający furtkę ku niebiosom między jej jędrnymi udami) – że masowałeś wiele kobiet, ale jej plecy są absolutnie fantastyczne i są jakby stworzone dla Twoich dłoni. Czy to działa? Obrażasz mnie tym pytaniem... Jest to tak skutecz­ny komplement, że każda kobieta (o ile nie zapomnisz tych trzech punk­tów) odda Ci się. Czemu to tak działa? Kobiety są istotami, które znacz­nie mocniej niż mężczyźni są predestynowane do oszukiwania się, do udawania, że wszystko jest OK, kiedy wcale tak nie jest. Z tego wynika wielka wiara w horoskopy i wróżby, które z prawdziwym rozwojem duchowym nie mają kompletnie nic wspólnego, bo prawdziwy rozwój osobowości to stawanie oko w oko z prawdą, taką, jaka jest, a nie ubar­wianie jej, tu coś dodać, tam coś odjąć, bo tak jest wygodniej, a później wielki płacz, bo się wszystko okazało jednym wielkim oszustwem.

 

Masz piękne plecy...

Gdy więc w miłej atmosferze, w trakcie przyjemnych bodźców do­starczasz rozluźnionej partnerce sugestię, że Twoje dłonie pasują ide­alnie do jej pleców, to kobieta zaczyna doszukiwać się w tym innej, głębszej informacji. Ponieważ informacja jest komplementem dla niej (piękne plecy), więc musi ją zaakceptować, ponieważ podnosi jej to po­czucie wartości. A ta inna informacja, tak zwane „drugie dno”? Oto ona – jesteście dla siebie stworzeni :) nie musi to być pewność, ale poczucie, że tak jest, że być może tak jest. To oczywiście znacząco ułatwia Ci doprowadzenie do kochania się – ta kobieta tego naprawdę pragnie :) oczywiście, zdaję sobie sprawę, że wiele Pań poczuje się tym, co piszę, urażonych, dokładnie tak samo jak czują się urażone, gdy piszę (tak jak lekarze i specjaliści od tego problemu), że nadwaga jest chorobą. To po prostu działa, i to jak dynamit. Wracając do urazy – faceci mają też swo­je słabe punkty i wiele razy je opisywałem często na swoim przykładzie, więc proszę tylko o jedno – nie oskarżajcie mnie o niechęć wobec ko­biet, bo ja bardzo lubię kobiety. A o całą resztę możecie.

 

 

Gdy już minęło 10, 15 minut masażu (nie więcej (!), gdyż wtedy roz­luźnienie przechodzi w przyjemną senność, a niekiedy stany hipnago­giczne), zacznij delikatnie całować partnerkę w szyję, z boku. Muskaj ją ustami pod uchem, złap delikatnie ustami za płatek ucha, chuchaj na zwilżony olejkiem karczek (potylica). A teraz przykładowy tekst, który zawsze działa (podkreślam – zawsze).

 

M – Marek, C – czytelniczka:

 

 

M – jestem taki nieszczęśliwy i smutny...

C – czemu?! (po takich komplementach i masażu rodzi się więź, kobieta chce Ci pomóc, wysłuchać, pocieszyć, co musisz bezwględnie wykorzystać)

 

M – masować takie piękne ciało jak z żurnala i nie móc nawet pocałować w szyjkę... (jak z żurnala ha, ha – mój osobisty tekst, pro­stacki, ale niezwykle skuteczny)

C – hmmm... no w szyjkę możesz.... ale tylko w szyjkę! (szanuję się! :) )

 

Całujesz w szyjkę i niech ten pocałunek trwa jakiś czas, muskaj ustami, chuchaj, żeby podniecić kobietę (czy wspominałem o świe­żym oddechu?).

 

M – jaka szkoda, że żyję w celibacie...

C – jak to? (słychać zaciekawienie i delikatną, ledwie uchwytną nutkę wściekłości)

 

M – po ostatnim związku postanowiłem, że raczej (raczej! :) ) nie będę sypiał z kobietami dla seksu, tylko z miłości teraz... Boże, jaką masz łabędzią szyję...

 

Niech powalczy

Unikaj teraz tego, co kochają kobiety – rozmawiać godzinami o związ­kach, miłości, przyjaźni między kobietą a mężczyzną. Jak się rozgada, to krew odpłynie jej z obszaru mózgu odpowiedzialnego za kopulację, do obszaru odpowiedzialnego za paplanie bez sensu. Poproś partnerkę o to, czy możesz ją tylko pogłaskać, na przykład po pupie, albo, jeśli widzisz, że jeszcze nie jest gotowa, to zaatakuj romantycznie – pogłaskaj ją po szyi. Potem poproś o jeden, jedyny pocałunek, który chcesz złożyć na jej piersi. Unikaj pocałunków usta – usta, bo na początkowym etapie można tym spłoszyć kobietę, szczególnie gdy jedyna sztuka całowania, jaką znasz, to włożenie języka do gardła kobiety i wściekłe trzepotanie językiem migdałków partnerki. Pamiętaj też, że początkowe pieszczoty mają ją przekonać, co podkreślasz, że nie chcesz seksu. Jak oczywiście Ty nie chcesz, to kobieta będzie chciała, bo ją to zaciekawi, zafascynuje i poczuje chęć udowodnienia sobie, że może Cię zdobyć, bo przecież wi­dzi, że się Tobie bardzo podoba, a hamują Cię jedynie skrupuły intelek­tualnej natury, a nie jej brak atrakcyjności. Niech kobieta powalczy, one to kochają, zmieniać, naprawiać (gra ego), więc stwórz jej warunki do prawie pewnej wygranej. Gdy już się podnieci tym całym dotykaniem, zacznijcie się już bez słów pieścić, dotykać, kąsać i całować. Niech wa­sze ciała złączą się w wężowym, rozkosznym splocie, a Twoje dłonie niech nie uczynią samotnym żadnego skrawka jej ciała.

 

 

I teraz zbliża się Ta chwila. Wiem, że bardzo pragniesz zaznać in­tymnej bliskości ze swoją kobietą, wejść w nią, ale musisz powstrzy­mać się. Cała sztuka miłości polega na wstrzymywaniu się, hamo­waniu oraz kierowaniu pragnieniem uszczęśliwienia kochanki. Wtedy będziesz nie tylko doskonałym kochankiem, ale też i prawdziwym mężczyzną. Jesteś mistrzem i Twoim celem jest sprawienie, by Twoja kochanka doznała oświecenia i spełnienia w Twoich ramionach – oto jedynie słuszna motywacja, a nie żarłoczny skok na kobietę i półmi­nutowa szaleńcza kopulacja, po której zadowolony (po obejrzeniu kil­ku niemieckich porno uważasz się za boga seksu, zmartwychwstałego Amora) zasypiasz, wesoło pochrapując przez wąsy à la Józef Stalin, a Twoja kobieta płacze i czuje się jak plastikowa lalka do dmuchania.

 

Złap za włosy...

Gdy kobieta będzie mocno podniecona, zacznij ukazywać swą domi­nacyjną naturę i wydobądź z kobiety jej nieuświadomione, archetypowe pokłady miłosnej uległości. Powoli, na spokojnie, delikatnie, niech każ­da pieszczota i dotyk ukazuje Twoją władzę, a kobiety uległość. Zacznij od lekkiego ciągnięcia za włosy – wiem, brzmi strasznie. Ale ciągnięcie za włosy teraz, a w czasie, gdy krew składa się w 98 proc. z feromo­nów, to dwie całkiem różne rzeczy. Spodoba się – zobaczysz. I tak po­winieneś właśnie zrobić z pierwszym kochaniem się, nauczyć kobietę przyjemności z trzymania jej za włosy w trakcie miłości, co jest dla niej bardzo przyjemne (ale tylko w trakcie miłości!).

Rozkazuj i decyduj

Powtórz to w drugim i trzecim kochaniu się. W czwartym za­cznij wydawać polecenia. Najpierw delikatnie, potem coraz bardziej nieznoszącym sprzeciwu tonem. To też się spodoba, o ile będziesz stopniowo zwiększał bodziec i zawsze go stosował po długiej grze wstępnej, a nie na samym początku wrzeszczał, że chcesz obiadku – dostaniesz, co najwyżej, patelnią po głowie, i 10 dni milczenia.

W następnych seksspotkaniach zacznij używać w trakcie miłości wy­uzdanych słów, takich jak dziwka czy suka. W kolejnych – delikatne po­liczki, klapsy w pupę – mocne. Gryzienie w plecy, szczególnie w karczek, gdy kobieta klęczy z wypiętą pupą do Ciebie, co jest pozycją wybitnie uległą. Z czasem złapanie za włosy, mocne ugryzienie w plecy przy dło­ni, która pieszczotliwie smakuje ciało Twojej partnerki sprawi, że będzie miała orgazm bez penetracji. Cała siła ludzkiej seksualności tkwi w psy­chice. Gdy takie zabawy spodobają wam się obojgu, złapiesz za włosy partnerkę, każesz (nie poprosisz – rozkażesz) jej uklęknąć i wziąć w usta penisa. W trakcie możesz złapać ją za uszy, włosy, głaskać, nazywać ją dziwką, suczką, policzkować delikatnie, jeśli chcesz. Zadbaj o to, by ko­bieta wypiła do ostatniej kropelki całe Twoje nasienie, co będzie satysfak­cjonującym zwieńczeniem Twoich edukacyjnych wysiłków.

Ścieżka wyzwolenia

Obawiam się, że po sesjach odkrywania prawdziwej natury kobie­ty, którą Ci zalecam, nawet jeśli Ty nie będziesz chciał seksu oralnego, to podniecona kobieta sama się tam dostanie. Mistrz wskazuje kobie­cie drogę do spełnienia i delikatnie, z miłością prowadzi ku wyzwole­niu, które wiedzie przez wyuzdaną ścieżkę perwersji i uległości.

To, co opisałem, to oczywiście procedura postępowania z kobietą, do której się coś czuje, której chce się coś od siebie dać, sprawić, by była szczęśliwa. Gdy jest to kobieta „na jeden raz” (nie polecam tego osobiście), złap ją po prostu za włosy na pierwszej randce i każ jej to zrobić, i jeśli nie dostaniesz w twarz (należy Ci się), będziesz miał seks oralny z kobietą, której nie ukazałeś piękna mistycznej uległości, ale ją zeszmaciłeś. Gdy ta kobieta lubi być zeszmacona (nie uległa – zeszmacona), współczuję Ci. Myślisz, że rodzina, którą stworzysz z taką kobietą, będzie szczęśliwa? Nie sądzę. Gdy kochasz kobietę, chcesz, by się jej podobało to, co Tobie. Gdy ją zmusisz do czegoś, czego nie lubi, owszem, zrobi to być może, ale dlatego, że ma jakiś w tym interes. Może chce Ci dać przyjemność, bo Cię kocha, może chce, żebyś jej kupował prezenty, zrobił dziecko, chce u Ciebie za­mieszkać, by oszczędzić na wynajmie, czy też chce mieć faceta, bo koleżanki już mają, a ona nie – ale zawsze kiedy straci motywację i uzyska to, czego pragnie, przestanie Ci to robić i okaże nienawiść, że musiała się upodlić dla Ciebie. Sztuką jest więc przekonać kobietę tak, by kochała to, co Ty kochasz, i wspólnie z Tobą dążyła ku światłu.

 

--------------


Zachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fapage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK Strona jest bez reklam tylko dzięki wam.


niedziela, 01 lipiec 2012 09:34

Czy umiesz rozmawiać z ludźmi?

 

 

 

Zastanawiające jest, jak wielu ludzi których uważam za inteligentnych, nie rozumie prostych niuansów międzyludzkiej komunikacji. Doszczętnie niszczą raz po raz kolejną relację z przyjacielem, dziewczyną, żoną, rodziną, i oskarżają świat o ograniczenie umysłowie, o niezrozumienie ich, o głupotę i cały szereg inwektyw podkreślający jak bardzo zostali niesprawiedliwie potraktowani, skrzywdzeni przez nic nie rozumiejących oponentów. Czyżby?

 

Azaliż podstawą w komunikacji jest prosta zależność. Jeśli masz jakieś poglądy, nieważne jakie, musisz jakieś mieć (to że nie masz poglądów to też pogląd) to w zetknięciu z innym człowiekiem zasadniczo wyróżnisz u siebie dwie reakcje emocjonalne. Jedna to taka gdy człowiek z którym rozmawiasz zgadza się z Tobą, podziela Twoje poglądy – jak się wtedy czujesz? Bezpiecznie, na pewno też czujesz się pewniejszy siebie, oto masz kogoś kto też tak uważa jak Ty. Już nie jesteś sam, czujesz się akceptowany, popierany, wreszcie możesz się wygadać i wyszaleć za wszystkie czasy nie bojąc sie potępienia, wyśmiania, czy wzgardliwej obojętności. Druga opcja zawiera w sobie człowieka który nie zgadza się z Tobą, ma inne przekonania, wiarę, wizję. Walczysz więc, uzasadniasz jakim głupcem jest Twój interlokutor. Walka przybiera takie formy, w jakich zostałeś ramach kulturalnych wychowany. Prosty chłopak z Pragi da w mordę, trochę mniej prosty zacznie udawać wesołość i robić uśmieszki maskując tym wewnętrzny strach, inny zacznie krzyczeć, rzucac się jak w drgawkach, inny odejdzie nie kontynuując dyskusji, jeszcze inny będzie prowadził kulturalną dysputę, nie pokazując że aż się w nim gotuje w środku. Wszyscy obmówią oponenta nawet jeśli nie w gronie swoich znajomych, to na pewno w swojej własnej głowie, nie szczędząc mu wyzwisk. Z czasem gdy opadnie zdenerwowanie, wyobrażamy sobie wszelkie możliwe riposty którymi mogliśmy „zgasić” dyskutanta, wykazując że to nasze poglądy sa prawdziwe, lepsze, a jego są głupie, złe. Wyobrażamy też sobie inne, mniej kulturalne sytuacje z udziałem naszego dyskutanta. Są to społeczne upokorzenia, pobicia, zawłaszczenie mienia, gwałty, i inne, należne naszym zdaniem człowiekowi który ma inne przekonania niż nasze. W tym względzie ludzkość stać na naprawdę wiele.

 

Nasze ciało i psychika reaguje w specyficzny sposób na te dwa typy sytuacji. Gdy trafiamy na człowieka który podziela nasze poglądy, czujemy się bezpiecznie, więc otwieramy się jak piękny kwiat, ufnie i z narastającą przyjemnością. Czemu mamy się zamykać? Nie ma się czego bać, ten człowiek „to swój chłop”, a jakby było tego mało że jest „równy” i „w porządku” to jeszcze w dodatku jest mądry. Bo czy człowiek mający nasze poglądy może być głupi? To niemożliwe! Tylko Ci mający poglądy inne od naszych są głupi, tępi, nic nie rozumieją. Człowiekowi mającemu Twoje poglądy, wystawiasz mocny kredyt zaufania, musisz to zrobić, musisz go wybielić i uszlachetnić we własnych myślach, gdyż każda negatywna myśl o nim burzy Twoje własne poglądy. Człowiek mający Twoje poglądy musi być krystaliczny w Twoich myślach, stawiasz go sobie za przykład że masz rację. A więc wybielasz, niczym uśmiechnięte sztucznymi zębami podobne do konia gospodynie domowe w reklamie proszku „acze”. Gdy jesteś sympatykiem jakiejś partii politycznej, gdy wybucha w jej szeregach afera i się okazuje że Twój polityk wziął łapówkę, to sarkasz że go na pewno wrobili, że to skandal, że niszczą człowieka, ze prokuratura jest upolityczniona i że jest to spisek. Gdy złapią z identycznymi dowodami polityka z konkurencyjnej partii, cieszysz się, z góry wiesz że to na pewno złodziej, oszust i kryminalista, bijesz brawo policji.

 

W zetknięciu z człowiekiem prezentującym inną wizję świata, inne przekonania i wiarę, zamykasz się jak żółw w skorupie, reagujesz zawsze jak struś na pustyni – chowasz głowę w piasek na jego racje i argumenty. Gdy zaczniesz tolerować i akceptować tego człowieka, uderzysz w siebie, w swoje przekonania, a tego się bardzo boisz. Ty głosujesz na złodziei w garniturach, a Twój adwersarz głosuje na złodziei w smokingach. Głupiec! Przecież każdy normalny człowiek wie, że smokingi są be, a garnitury są wspaniałe. Żeby chronić swoje przekonania które powiązałeś ze sobą, musisz oczernić wyborcę złodziei w smokingach, musisz go zeszmacić i upokorzyć we własnych myślach. Przykleisz mu łatkę głupca, ciamajdy, osła dardanelskiego. Czyż człowiek mający inne zdanie niż Ty może być przez Ciebie szanowany? Może, teoretycznie. Praktycznie jednak zdarza się to niezwykle rzadko, i tylko w sytuacjach gdy spór dotyczy przekonań bardziej neutralnych, nie tych najwazniejszych z którymi się mocno identyfikujemy.

 

Czyli wiemy juz przyjaciele, że przy człowieku o takich pogladach jak my, otwieramy się, dajemy mu kredyt zaufania, zauważamy że jest mądrym człowiekiem. Zaś przy człowieku który hołduje innym przekonaniom, walczymy z nim otwarcie jeśli się nie boimy, a walczymy skrycie gdy jest silniejszy od nas społecznie czy mięśniowo, nakładamy mu łatkę osła, tępaka.

 

Z tej nauki wypływają dwa bardzo ważne wnioski.

 

1.Gdy chcesz z kimś mieć dobry kontakt, być zaakceptowanym, musisz mieć te same poglądy, albo chociaż udawać że takie masz. Gdy chcesz komuś coś sprzedać, namówić kogoś na swoje wizje, musisz sprawić by Ci zaufał na wyrost – te same przekonania. Człowiek przeciętny zawsze będzie rozumował w przeciętny sposób - jeśli kogoś lubię, to mnie nie oszuka, jest dobrym człowiekiem, mogę mu zaufać, pożyczyć pieniądze (!), podżyrowac kredyt na mieszkanie (!!). Jeśli masz inne poglądy niż Twoje otoczenie, musisz albo zmienić poglądy, albo zmienić otoczenie. Jest też trzecie wyjście, musisz kłamać, i się męczyć, to najgorsza możliwość a i tak twoi adwersarze wyczują że coś nie gra.

2.Psychopata czy po prostu oszust, manipulant, będzie na pewno udawał te same poglądy by wyłudzić Twoje zaufanie. I właśnie większość wielkich przekrętów to kwestia zaufania jakim ofiara obdarza oszusta. Prosty bandzior napada na ludzi na ulicach, i w miarę szybko jest łapany i zamykany do klatki jak małpa. Inteligentny sprawi że sam oddasz mu swoje pieniądze, włości, a niekiedy – łono czy nawet sferę rektalną jeśli jesteś mężczyzną...

 


Trick stary jak świat, to wzbudzanie w drugim człowieku za pomocą słów pewnych stanów emocjonalnych. Jeśli teraz napiszę do moich czytelniczek „na pewno nie czujecie, jak w trakcie czytania moich artykułów, opanowuje was dzika i nieopanowana miłość i pożądanie do mnie” to co się stanie? Oczywiście, zaprzeczycie, chociaż zdanie jest tak skonstruowane że nawet oficjalnie nie można zaprzeczyć. Bezrobotny bawidamek nie szanujący kobiet, brutalny w miłości i poezji, filozof, bokser, skonfliktowany z prawem i własna dietą, jak można pokochać takiego słodkiego łobuziaka i oportunistę? To jak jazda na deskorolce z zamkniętymi oczyma, zawsze kończy się upadkiem. Czy warto mieć takie szczytowe emocje wchodząc w bliższe relacje ze mną? Nie warto czuć że się żyje :)

 

 Ale tak naprawdę, nieważne jest czy zaprzeczycie czy też potwierdzicie moją nie całkiem subtelną kryptoreklamę, liczy się coś innego – w trakcie czytania wczuwacie się, wyobrażacie sobie. Musicie tak zrobić by zrozumieć co piszę, i to jest naturalny proces. Czytacie więc o miłości i żądzy do mnie, a proszę pamiętać że nasza podświadomość nie rozumie słowa „nie”. Wczuwacie się, i przez chwilę wyobrażacie sobie miłość i żądzę, w kontekście mojej skromnej osóbki. Poczuliście to, prawda? Nieważne że po wyobrażeniu sobie tego wiecie że mnie nie kochacie, i nie pożądacie (a w sumie czemu nie? Sroce spod ogona nie wypadłem przecież) Ale poczuliście, a na to co człowiek myśli, organizm nakłada reakcje biochemiczne. Przyśpiesza oddech, różowieją policzki, wysycha lekko jama ustna więc nerwowym tikiem muskacie językiem wargi...

 

Tak, właśnie zmanipulowałem was, i oczywiście mam na myśli tylko Panie. Jesli jestes facetem i właśnie się oblizujesz, to przeczytaj to - „Marek nie ma ropnych hemoroidów”. Już Ci się ciśnienie obniżyło, ogierze? No i dobrze :)

 


Sugestie słowne działają jedynie wtedy, gdy nasz rozmówca jest na nas otwarty. Czyli sugestia dana człowiekowi z którym przed chwila sie kłóciliśmy, nie zadziała, człowiek ten jest na nas zamknięty i odrzuca wszystko co mu chcemy przekazać. Zadziała w pełni tylko wtedy, gdy człowiek ten stanie się na nas otwarty, otworzy się, zdejmie swój emocjonalno intelektualny pancerz. A gdy nie możemy dowiedzieć się jakie ktoś ma poglądy? Zaczynamy oddychać w mniej więcej tym samym rytmie co ta osoba, robimy podobne gesty, podobnie reagujemy, zmieniamy głos by był jak najbardziej podobny. Podświadomość zareaguje lekka hipnozą, lekkim otwarciem. To jednak jest za mało – pytamy „słyszał Pan ostatnie wiadomości o Haiti i tym że pomoc nie nadeszła?” gdy odpowiedź brzmi „to przez Amerykanów, wszystko psują” jedziemy z bluzgami na Amerykanów. Gdy słyszymy „tak wszyscy jadą na Amerykanów, a głównie oni wysyłają pomoc” chwalimy Amerykanów. I już mamy otwarcie, teraz tylko wysłuchujemy przekonań człowieka z którym rozmawiamy, pozwalamy żeby się wygadał, uzewnętrznił swoje frustracje i to co go gniecie, i osiagamy własne cele korzystając z kredytu zaufania który już mamy nam dany.

 


Oczywiście dotyczy ta prosta manipulacja tylko osób przeciętnych i średniaków, stare wygi na to się nie złapią. Ale i na nich jest sposób, na wszystkich jest sposób, nikt nie może czuć się bezpieczny. Nie ma osoby najsilniejszej, nie ma najmądrzejszej, wszystko płynnie się zmienia, faluje. Życie to fala,a my przyjaciele jesteśmy surferami. W takim razie kim jest rekin polujący na spadających z deski nieszczęśników? Najlepsze w świetle tej wiedzy jest to, że ludzie zaczynający znajomość od kłótni dziwią się że nikt ich nie lubi. Teraz mam nadzieję, że rozumiecie czemu większość waszych znajomości się rozpadała, i była skazana na porażkę od samego początku.

 

Druga strona medalu to przekonania. To przez nie mamy morderstwa, wojny, nienawiść. Duchowość zaczyna się wtedy, gdy podważamy swoje własne przekonania. I nie chodzi wcale o to żeby walczyć z dobrymi przekonaniami. Przekonanie ze biednych trzeba nakarmić jest słuszne i zbawienne, ale wiara w to przekonanie, oddanie się niemu, już dobre nie jest. Gdy pojawi się ktoś kto twierdzi że biednemu trzeba dać wędkę żeby sobie nałapał ryb a nie dawać mu ryby i uzależniać go od pomocy tak że stanie się bezradny i bezwolny, weźmiecie się za łby, pobijecie i będziecie nienawidzieć. Po co? Kto z was ma rację? W pewnych okolicznościach jeden ma rację, w innych ten drugi. Twoje przekonania to nie Ty. Ty jesteś ponad nimi. Gdy zrozumiesz tą różnicę, poczujesz to, tylko wtedy możesz uznać że idziesz ścieżką rozwoju duchowego. Nawet najlepsze przekonania nie są nic warte, jeśli się z nimi utożsamiasz.

 

Twoje ciało to nie Ty (odetnij rękę, nogę, to nadal będziesz Ty) Twoje przekonania to nie Ty (zmieniają się, w zależności od wychowania i otoczenia w którym jesteś) Twoje lęki, fobie, to nie Ty (wszystkie lęki są nabyte w procesie wychowania) Twoje wspomnienia to nie Ty (można je zmieniać w hipnozie, tworzyć nowe, a przede wszystkim to co kiedyś zrobiłeś, dokonałeś z poziomu w którym miałeś mniej wiedzy, mniej doświadczenia, byłeś innym człowiekiem, może lepszym, może gorszym, ale na pewno nie tym samym co teraz) To wszystko jest w Tobie, ale Ty tym nie jesteś. Tragedia polega na tym, że utożsamiłeś siebie, Boską Istotę, z tymi śmieciami. Dlatego własnie cierpisz. Ludzie wierzą że wyzwolenie nastąpi wtedy, gry nawrócą świat na swoja wiarę, na swoje przekonania. Gdy inni staną się tacy jak oni, skostniali i pełni lęku. A tak nigdy sie nie stanie, gdyż po drugiej stronie barykady stoi człowiek który wierzy tak samo, ale w inne przekonania. Jeden wierzy w słowo Allah, drugi wierzy w słowo Jahwe. Obaj umrą za nie. Umrą za nic nie warte nazwy, plakietki, sztuczne granice państwowe na zawsze tej samej ziemi, święte ksiażki i święte posążki.

 

Prawdziwe wyzwolenie duszy, może nastąpić jedynie wtedy gdy uwolnisz się od władzy swoich przekonań nad sobą, gdy poznasz człowieka z innymi poglądami i nie będziesz się go bał. To jest prawdziwy sukces, i świętość. To jest własnie duchowość. Wszystko inne jest nic nie warte.


niedziela, 01 lipiec 2012 09:33

Czy kochasz kobiety? czy kochasz Boga?

 

 

 

Tak naprawdę, to wszyscy szukają Boga, wszyscy o nim myślą. Nawet materialiści i ateiści, gdyż poszukiwania Boga to poszukiwanie sensu, harmonii, potwierdzenia że to co istnieje ma sens. Nigdy nie wierz ateiście gdy zapewnia że nie szuka Boga, to kłamstwo. Nie wierzcie też sataniście i grzesznikowi że nie szukają Boga, że go nie potrzebują. Ateista czy satanista może się obrazić na Boga że ten milczał, gdy ateista lub przyszły satanista gdy nim jeszcze nie był wzywał go, prosił o pomoc i został w jego mniemaniu odtrącony, wzgardzony, ale mimo wszystko jak każdy obrażony, popatruje ukradkiem spod oka czy aby Bóg nie zmierza ku niemu. Ciężko widzieć sens człowiekowi inteligentnemu, wystarczy włączyć telewizor – kataklizmy, wojny, upadek prawych, triumf silnych i niesprawiedliwych. To wszystko sprawia że człowiek czuje się jak na małej, trzeszczącej tratwie pośrodku rozszalałego, gniewnego oceanu. I taki wrzeszczący ze strachu człowiek zapewnia ze nie ucieszy się, gdy znajdzie na swojej drodze dającą bezpieczeństwo wyspę. Zapewnienie warte rycerzy idących na krucjatę w imię Boga miłości, kiedy to w trakcie zapewnień o swojej miłości, zaschnięta krew ludzka wesoło błyska i mieni się w blasku zachodzącego słońca na ostrzu miecza.


Grzesznik też szuka Boga, tylko w złym miejscu. Wchodzi do jaskini pełnej jadowitych węży i pająków, ale ich nie widzi gdyż jest ciemno. Na zewnątrz jest jasno, mocno świeci słońce, jest duszno, jaskinia jest chłodna, zimna, daje złudzenie ukojenia. Grzesznik wchodzi do niej i czuje ulgę, jest mu łatwiej niż na zewnątrz, pragnie więc doznać więcej ulgi. Wchodzi dalej gdzie jest chłodniej, ale też i ciemniej, a nie ma ze soba pochodni wskazującej drogę. W końcu zostaje pogryziony, i początkowe wybawienie zamienia się w nieopisany koszmar. Ale ceny za wejście do tej mrocznej jaskini grzesznik nie zna, skąd ma ją znać? Gdyby mnie czytał, poznałby ją. Gdy widzi innych grzeszników którzy wchodzą do jaskiń, widzi ulgę na ich twarzach od chłodu, i nigdy nie wracają – nie wychodzą, więc może znaleźli skarb? Nie, znaleźli karmę, odpłatę. Jeden poczuje jej gorzkie zęby jadowe na kostce szybciej, drugi dużo później, ale wszyscy którzy poszli ścieżką ułudy wcześniej czy później tak samo skończą, czując na własnej skórze swoje własne przeszłe uczynki. Ale tego nie widać, to się dzieje w ciszy, w mroku. Gdyby było widać, nikt by nie wchodził do ciemnej jaskini.


Gdy szukasz Boga, szukasz po prostu sensu, spełnienia. Boga możesz odnaleźć jedynie wtedy gdy uciszysz się, gdy Twoje wściekle galopujace myśli znikną. Wtedy usłyszysz cichutki szmer strumyka Boskości z którego zaczerpniesz i napijesz się, po raz pierwszy odczuwając rozkosz, poczujesz to głęboko w sercu i w jednej chwili będziesz wiedział że właśnie o to chodzi. Wtedy i tylko wtedy. By odnaleźć Boga nie pomogą modlitwy, składanie ofiar, oddawanie czci świętym posążkom i świętym książkom, ani wychwalanie swojego guru, mistrza duchowego, papieża, mułły. To wszystko to tylko rytuał który moze Ci pomóc się uspokoić, ale nie on decyduje o poczuciu Boskości w Tobie, to tylko dodatki, tani makijaż z biedronki dla pięknej naturalnie kobiety. Taką ciszę umysłu można uzyskać w trakcie medytacji, ciszy i skupieniu się na niej by odrzucić poczucie jedności ze swoimi myślami które nie są nami, albo też w seksie, gdy zjednoczone ciałem dwie energie łączą sie w jedność, i powstaje cisza, pustka, kosmiczna moksza, nirwana, samadhi. Jest to najłatwiejszy sposób, drogowskaz dla ludzkości, piękny prezent od Boga.


Dlatego też seks został ośmieszony, wzgardzony, wyszydzony, zochydzony. Ludzie nawet wierzą że ten piękny prezent dla nas jest czymś wstrętnym dla Boga, że jest grzechem, i wielu w ten nonsens uwierzyło. Każde dziecko ogladając telewizję widzi podrzynanie gardła i charczącego z bólu, zarzynanego człowieka, ale nie moze zobaczyć piękna kobiecego ciała, czy pełnego miłości zjednoczenia kobiety i mężczyzny – czy to Państwa nigdy nie zastanawiało? Co jest takiego strasznego w miłości kobiety i mężczyzny którzy obdarzają się wzajemnie rozkoszą że nie można tego pokazać, i w zamian pokazuje się sceny morderstw, bestialstw i wynaturzenia człowieczeństwa? Oczywiście, znam tą odpowiedź. Człowiek który dostąpi oświecenia w seksie, wszedł już nieodwołalnie na ścieżkę duchową mimo że sam jeszcze może tego nie wie. Może jeszcze błądzić, być grzesznikiem, ale już jest spalony dla kapłanów, i rządów. Jak wysłać na wojnę człowieka który w miłości do kobiety poczuł Boskie spełnienie? Jak ukierunkować jego myśli na nienawiść do innego kraju, innych ludzi? Jak obłożyć podatkiem na zbrojenia? Już się nie da. Ktoś kto dostąpi mokszy, zawsze będzie o niej myślał. Jest to tak wspaniała rozkosz przyjaciele, że przy niej dopiero zrozumiecie że całe wasze życie było kłamstwem, szczynami – i niczym więcej. Gdy piszę te słowa, rozumiecie je jedynie intelektualnie, musicie to poczuć i wtedy zrozumiecie. Możecie mi uwierzyć, ale czemu właściwie macie mi wierzyć? A może was oszukuję? Może kłamię, może się mylę? Może jestem psychicznie chory? Nie, nie wierzcie ani mi, ani żadnemu autorytetowi. Wierzcie temu co czujecie, sprawdźcie to sami i nie bójcie się. Spójrzcie na ludzi których znacie, na tych którzy umarli, czu doznali szczęścia? Umierali spokojni, pogodzeni z życiem? Nie, na pewno nie. Nie idź więc ich ścieżką, gdyż skończysz tak samo, wymięty jak szmata, przegrany, zrozpaczony. I gdy sobie to uswiadomisz, będzie już za późno. Bedziesz leżał przykuty do łózka we własnym kale, ulegając sugestii płaczącej wokół Ciebie rodziny, która tylko czeka aż umrzesz by wziąść się za łby w walce o Twój spadek. Spróbuj poszukać sam, spróbuj tam gdzie Ci polecam, najwyżej się nie uda. Spóbuj oświecić się poprzez sex, pokochać go. I to będzie niestety ciężkie, latami wam powtarzano że sex jest grzeszny, zły. To oczywiście nie zatamowało energii seksualnej, tego nie da się uczynić gdyż sex jest prawem życia, prawem rozwoju i wzrostu, jak można zatrzymać wstawanie słońca? Ruch fal? Wiatr? Wzrastanie drzew, kwiatów, poezji w sercu kochanka? Nie, sexu nie można zatamować, sex jest Bogiem, jest energią. Sex rodzi człowieka, i w trakcie sexu umiera Twoje ego na chwilę, więc jest także śmierć. Sex to nie tylko życie, ale i śmierć. Tej Boskiej energii w człowieku nie da się zatrzymać, czy można zatrzymać pędzący pociąg rękoma? Co więc wymyślili Ci spryciarze? Zmienili tory, wystarczy pociągnąć za wajchę i zmienia się zwrotnicę. Pociąg zamiast dojechać do raju, jedzie do piekła, gdzie sex jest czymś grzesznym, złym. Ludzkość dostała taki cudowny prezent, i wyrzekła się go, znienawidziła. Niektórzy by nie czuć w sobie życia czyli sexu, kastrują się, ale to nic nie daje. Inni zohydzają sobie kobiety, a idąca złym torem energia rozbija ich psychikę.


Teraz gdy nie doświadczyliście Boskości możecie żyć życiem zaprogramowanym przez kapłanów, władców, speców od marketingu. Możecie kupować w ślepym pędzie na raty pralki, telewizory, nienawidzieć sąsiada, głosować na PO. Poświęciliście własne zbawienie, własne szczęście. Ale macie pralkę, telewizor. Siedzicie w tym domu z telewizorem i pralką, i zastanawiacie się czemu jesteście tak znudzeni, tak nieszczęśliwi. I wpadacie na pomysł – nie macie większego telewizora, lepszej pralki. Gdy je będziecie mieli, będziecie wreszcie szczęśliwi. I tak mija życie większości ludzi, właśnie na takich pomysłach – wcale nie waszych, nie łudźcie się. Pojawiacie się i znikacie, i tak jest cały czas. Stąd też są Ci którzy to przeszli, uświadomili sobie co tu się właściwie dzieje, i delikatnie wami potrząsają byście się obudzili. Czy musisz się budzić? Nic nie musisz, jesteś wolny. Po prostu obudzić się jest przyjemniej. Czy jest to złe? Nie, skąd. Jest nieefektywne.


I tu dochodzimy do tego co pragnę wam przekazać, kobietom i mężczyznom. To bardzo ważne, niezwykle istotne, uważajcie. Gdy nienawidzisz, boisz się – odpychasz. Gdy kochasz, przyciągasz. Wyobraź sobie brudnego i obszczanego menela, który w pijackim widzie chce Cię pocałować, co zrobisz? Odepchniesz go, patrząc z niesmakiem na obsmarkane, powleczone wymiocinami ubranie, brudne dłonie, krzywiąc się na cuchnący oddech wesołka. Inaczej rzecz ma się z ukochaną kobietą, córką, dawno nie widzianym przyjacielem – przytulacie się, wchłaniacie. Jesteś yang, męskością, dominacją, aktywnością, dniem - kobieta yin, nocą, cieniem, kobiecością i ciszą. Do doświadczenia Boga nie wystarczy sam sex, to tylko kopulacja. Mężczyzna umieszcza swoje prącie w pochwie kobiety, i pojękując ociera się o rzecz - kobietę dążąc do orgazmu który ku rozpaczy partnerki przeważnie następuje w chwilę po zaczęciu seksualnej medytacji okraszony pierdnięciami, wzdychaniami, i szybkim zaśnięciem po 20 sekundowym akcie miłosnym. Jest to jednorazowe użycie. Użyłeś właśnie ciała kobiety żeby ukoić swoje napięcie które napierało wewnątrz Ciebie, nie dawało Ci spokoju. Po wytrysku pozbyłeś się energii, wyszła z Ciebie i czujesz ulgę, zmęczenie, zasypiasz. Jeśli kobieta się zgadza na takie traktowanie, nie zrobiłeś nic złego - ale też nic dobrego. Gdy jesteś głodny jesz, gdy chce Ci się pić pijesz, gdy czujesz napięcie seksualne, pozbywasz się go w pochwie kobiety. To jest fizjologia, czyniąc tak, nigdy poza nią nie wyszedłeś. To nic złego, ale jest jedno ale – masz ograniczony czas życia, wiesz o tym, prawda? Jeśli nie umrzesz dziś, to jutro, pojutrze, może za tydzień? Rok? Nikt tego nie wie kiedy umrzemy, ale wiemy na pewno że umrzemy. Można porównać Twoje życie do sytuacji gdzie jesteś na wielkim parkingu, i mając do wybory piękne, sportowe auto, wybierasz zardzewialego zaporożca, którego trzeba w dodatku pchać. Nie robisz nic złego – jesteś po prostu niewidomy, ślepy, obłąkany. Będąc na pięknej, oszałamiającej kolorami i zapachami łące, wąchasz stare skarpetki – to własnie czynisz. I żądasz bym Cię za to szanował, doceniał, przytakiwał. Gdy widzisz uśmiechniętych ludzi jadących w lamborghini, skąpanych w pięknych zapachu, z widoczną ekstazą i rozkoszą na twarzy wyzywasz ich, jest Ci ich żal, nienawidzisz ich, namawiasz by doświadczyli Twojego „szczęścia”, wysiedli w zimną, ponurą noc, i pchali zaporożca. To że nie uświadamiasz sobie swojego obłąkania, istnieje tylko dlatego że wszyscy wokół Ciebie są obłąkani. Po prostu śpisz, i jest to koszmar. Nigdy się nie łudź że śnisz raj, śnić w tym życiu można jedynie koszmar. Tylko na jawie istnieje prawda, a w śnie jest zniekształcona, wypaczona. Wszystko co nie jest prawdą jest kłamstwem, a tylko prawda Cię wyzwoli od cierpienia.



Spotkanie z Bogiem w seksie istnieje tylko wtedy gdy dwie energie, męska i żeńska, spotkają się ze sobą, zaczną tańczyć i rozpłyną się, zniosą nawzajem. Powstanie cisza, pustka kosmiczna. Przestaniesz wreszcie bełkotać, i usłyszysz Boską operę, często po raz pierwszy w życiu. Ale żeby tak się stało, musi nastąpić zetknięcie energii. Żeby się wchłonęły, splotły ze sobą, musisz kochać przeciwną energię. Pamiętasz? Gdy nienawidzisz, odpychasz, gdy kochasz, przytulasz, wchłaniasz. Gdy chcesz doświadczyć Boskości, smaku nieskończoności, musisz kochać kobiety gdy jesteś facetem, i kochać mężczyzn gdy jesteś kobietą. W przeciwnym wypadku dostapisz jedynie kopulacji, skoku ciśnienia seksualnego, i rozładowania go. Przeżyjesz  życie na falach fizjologii, nie dostąpisz niczego wychodzącego poza biologiczne mechanizmy przetrwania. To nic złego, żyjąc tak nie jesteś złą kobietą ani złym mężczyzną. Jesteście wtedy po prostu niewidomą kobietą, i ślepym mężczyzną, szaleńcami, menelami oświecenia. Zamiast wąchać kwiaty, wąchaliście skarpetki. Zamiast jeździć ferrari, pchaliscie zaporożca. I to był wasz wybór. Owszem, zostaliście okłamani, ale nadal to był wasz wybór. I wasze konsekwencje. Czemu mnie czytacie? Ponieważ odczuwacie skutki waszych czynów, te opisywane przeze mnie konsekwencje. Prawdą jest że gdy ludzie przestaną chorować, lekarze zbankrutują. Gdy wy będziecie szczęśliwi, stracę dobry zarobek, podziw ludzi i wiernych czytelników. Skończą się dotacje na konto, dobry sex, lukratywne zapraszanie na wykłady. Kto będąc prawdziwie szczęśliwy będzie mnie czytał? Musiałby być szaleńcem. Pojedziecie nad morze, pójdziecie na spacer do lasu. Ale nie lękam się – czytelników mi nie zabraknie.



Gdy piszę zebyś kochał kobiety, nie wymagam od Ciebie żebyś kochał je wszystkie. Nie, nie i jeszcze raz nie. To niemożliwe. Jedna Cię zdradziła, inna oszukała, kolejna oszuka i zajdzie w ciążę nie licząc się z Twoim zdaniem w tej kwestii. Czy można kochać kobietę która nas oszukała? Można kochać filozoficznie, kochać duchowo cząstkę jej duszy w miejscu gdzie jest iskra Boskości, ale nic ponad to. Nie, nie kochaj kobiet. Na poziomie życia zakochujesz się w kobiecie, która gdy widzi że jesteś w niej zakochany ma nad Tobą władzę, bawi się Tobą gdyż poczucie władzy jest przyjemniejsze niż pieniądze, niż sex, niż wszystko co znasz, to największy narkotyk. Miłość to niewolnictwo, a czy można kochać kogoś kto ma moc by nas zniszczyć? Kobieta ma taką moc. Wystarczy że się zakochasz a ona nie – i Cię zostawi. Każdy facet zna ten stan. A wtedy zostaje picie do lustra, i wielki ból w sercu latami, nieukojona tęsknota. Czy można kochać naszego potencjalnego kata? I owszem, kobieta może być kochana, ciepła, wierna, ale zawsze zostaje niepewność, zawsze może poznać kogoś z lepszym poczuciem humoru, bogatszego, ciekawszego, nie znasz dnia ani godziny. Czemu ma zrezygnować z czegoś lepszego dla niej, w imię czego? Czy czekając na cios topora który spadnie na Twoją szyję, możesz czuć się szczerze szczęśliwy? Czy w strachu można czuć szczęście? Umysł płynie zawsze w jednej chwili na jednym dominującym stanie emocjonalnym – albo jesteś szczęśliwy, albo się boisz. Nie da się inaczej, i jeśli jestes człowiekiem, to doskonale mnie rozumiesz przyjacielu. Związek wyklucza prawdziwe szczęście. Związek to zakamuflowana obawa, zrazu niewidoczna pod wpływem chemicznych narkotyków które zmuszają ludzi do rozmnażania się, z czasem jednak gdy narkotyczny dym w naszej głowie sie rozwiewa, coraz potężniejsza. Z czasem kazdy strach przechodzi w różne formy nienawiści. Spójrz na 50 letnią parę, spójrz uważnie, co dostrzeżesz pod maską uśmiechu, jeśli w ogóle jest? Nienawiść, nudę. Prawdziwa miłość zdarza się niezwykle rzadko, znacznie rzadziej niż wygrana w lotka – i podobnie jak wygrana szóstka, wszyscy młodzi ludzie wierzą że wygrają. I niemal wszyscy przegrywają tak jak ich rodzice, których pełnym hipokryzji związkiem gardzili za młodu. Koło życia się obraca, i zawsze wraca do tego samego punktu.



Jak więc kochać kobietę, skoro się jej boimy, skoro jesteśmy uzależnieni od jej humorów, decyzji i działań? Jak kochać mężczyznę skoro uzależniamy od niego swój nastrój, swoje szczęście? Ta odpowiedź jest niezwykle prosta. Najpierw trzeba pokochać siebie. Jak można kogoś kochać gdy nie kocha się siebie? Nie ma w Tobie miłości do siebie, nie ma jej tam po prostu, więc skąd ją weżmiesz dla innej osoby? Możesz pożądać, uzależnić się, ale kochać? Ktoś kto Cię pokocha, z Twoimi wadami – czy uwierzysz w tą miłość gdy gardzisz sobą? Nie, nie uwierzysz. Uznasz że coś tu nie gra, że cos Ci śmierdzi. Jak mozna kochać takie zero jak Ty? Nie można, więc czegoś chce ode mnie, przecież niemożliwe żeby kochała. W ten właśnie sposób storpedujesz titanica którym płyniesz, sam się załatwisz, na amen, będziesz narzekać też na górę lodową która winna jest Twego nieszczęscia. Prawda jest jednak taka że to nie góra lodowa zatopiła titanica, tylko złe kierowanie statkiem. To nie kobiety Cię zgubiły przyjacielu, tylko Twoja niska samoocena. Gdy pokochasz siebie, odkryjesz że lubisz być ze sobą, że wcale do szczęścia nie potrzebujesz kompulsywnie kobiety. I gdy tak poczujesz, zniknie zależność od kobiety, otworzysz się na związek bez uzależnienia. Wtedy będziesz mógł prawdziwie kochać, i doświadczyć chwilowego oświecenia, zatopienia w mokszy gdy będziesz się kochał, gdy wyjdziesz poza mechaniczne pocieranie, i odczujesz miłość. Miłość do kobiety, wdzięczność za jej miłość, za jej ciało, wdzięczność dla siebie, dla Boga, życia. Wtedy poczujesz o czym piszę, i posmakujesz prawdy. I już nic nie będzie takie jak dawniej, zapewniam Cię. Nie mogę Cię zapewnić w żadnej innej kwestii, ale w tej jedynie mogę, na sto procent. Nie można nienawidzieć kobiety czy mężczyzny, i kochać Boga, to się wyklucza.



Jeśli nie kochasz siebie, i masz nadzieje na miłość, mylisz się. Możesz się zakochać, ale nie pokochasz, to istotna różnica. Sam proces pokochania siebie nie oznacza że musisz się zmieniać, coś dodawać do siebie, to nieprawda. Ty już jesteś doskonały, i musisz jedynie poczuć to, odrzucić wszystko co nie jest tą miłością. Reklamy, kapłani, politycy, oni wszyscy Ci mówią żebyś coś do siebie dodał gdyż czegos Ci brakuje. Mówią to samo od tysięcy lat, a efekty znamy, wystarczy otworzyć pierwszą lepszą książkę od historii. Ja mówię inaczej, odrzuć śmieci od siebie, nic nie dodawaj, wszystko co najlepsze już masz. Czemu się nie kochasz? Powodów może być wiele. Znienawidziłeś sie za coś w dzieciństwie, może stchórzyłeś kiedyś i uznałeś że nie możesz się pokochać bo Twój ideał mężczyzny nie ucieka? Może ktoś Ci bliski, z czyim zdaniem się liczyłeś, obelżywie Cię potraktował, zdradzil, skrytykował? Bardzo możliwe. Jednak najczęstszą przyczyna jest porównywanie się do istniejących wzorców. Faceci porównują swoje mięśnie do Pudziana, przegrywają. Czują się bezsilni przy nim. Czlonka porównują do Rocco, 24cm, oczywiście przegrywają. Urodę i osobisty urok do Bogarta, przegrywają. Podśpiewywaniu przy porannym goleniu do Iglesiasa, przegrywają. Swoje zdolności umysłowe do Einsteina, przegrywają.

W związku z porównaniami dochodzą do wniosku że są do niczego, że są nikim, maja kompleksy i zaczynają nienawidzieć siebie i innych, stają się zazdrośni, złośliwi, męczą się życiem. To jest reakcja łancuchowa, jedna decyzja rodzi następne skutki, zła samoocena nie kończy się na braku miłości do siebie, to dopiero początek koszmaru. I na odwrót – pokochanie siebie to tylko początek zmian, wszystko inne zmienia się niejako automatycznie, całe Twoje życie. Kobiety porównują swoje biusty, cellulitis i brzuchy do modelek, aktorek. Przegrywają, czując sie przez to nieatrakcyjne. Nie twierdzę ze duży, seksowny biust jest zły. Nie twierdzę też że zgrabne nogi, płaski brzuszek, piękne równe ząbki są złe. Ale twierdzę z pełnym przekonaniem że uznanie się za paszteta tylko na tej podstawie jest totalną głupotą. Czy widzieliscie kiedyś kobiety które są realnie brzydkie, otyłe, a z którymi chce się być, żyć? Ja widziałem. Po prostu zaakceptowały siebie, mają pasje, szanują się. Jest ich, podobnie jak szanujących się mężczyzn jak na lekarstwo, ale są. Co więc zrobić przyjaciele gdy jesteście pasztetami? Pokochajcie się. Pasztet to tylko ciało, kochane ciało ale jednak ciało, zostawicie je wcześniej czy później. Nie jesteście ciałem – jesteście świadomością, energią, a ta nie może być pasztetem. Kochajcie tą iskrę Boską w sobie, energię, to czym naprawdę jesteście, a nie porównania do aktorów i sportowców. Bóg jest miłością, a wy jesteście częscią Boga i tez jesteście miłością. Czy Bóg jest pasztetem? nie wydaje mi się. Bóg to kosmiczny przystojniak.


Każdy z nas jest inny, porównania nie mają sensu. Wystarczy uświadomić sobie Boskość w nas, coś co nas przekracza i znikają te śmieszne porównania kto ma więcej flaków, czy dluższy narząd rozrodczy. Jak można uzaleznić swoją samoocenę od penisa? Jestem wartosciowy bo jestem Marek, bo jestem uczciwym i fajnym facetem, i to jest dla mnie jedyny probierz.

niedziela, 01 lipiec 2012 09:32

Seksowni mężczyźni

 

 

 

Od dwóch tygodni słyszę głosy.

Spokojnie - w mieszkaniu powyżej. Ktoś się wprowadził. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie słyszane kilka razy dziennie wokalne mixy. Najpierw dzwięk sapania, westchnienie ulgi i wreszcie siusiania w muszlę klozetową, rozbryzgujące się na boki, połyskujące złociście w cieniu pryszczatych pośladków  krople moczu wydają jedyny w swoim rodzaju mlaszczący dzwięk, okraszany potężnymi pierdnięciami. Rozśmieszyło mnie to najpierw, ot, prawdziwy facet tam mieszka a nie jakiś kolejny metroseksualista. Jednak z czasem poczułem się zagrożony, a nawet lekko zazdrosny. To ja w moim bloku, ba! Osiedlu,  dzierżyłem palmę pierwszeństwa w tej jakże skomplikowanej zapachowo kwestii, byłem gazowym dominatorem, Metan – kreatorem, z pokorą w poczuciu dziejowej misji wypełniałem siarkowodorową, rynkową lukę w mojej społeczności,śmiem nawet nazwać się gazowym hakerem - patriotą który nielegalnie dokładał cząstkę siebie do ocieplenia klimatu, tak potrzebnego w naszym schłodzonym klimatycznie i gospodarczo kraju, a teraz ktoś chce mnie wygryźć z interesu, pozbawić należnego mi splendoru i mołojeckiej sławy. Nie mogę na to pozwolić, gdyż jest to jedyna sfera w moim życiu w której odnoszę znaczące, Europejskie sukcesy. Nie światowe niestety, są lepsi ode mnie, aczkolwiek na tej ciastkowej diecie na której teraz jestem wielka kariera stoi przede mną otworem.



Oglądali Państwo kiedyś seriale przyrodnicze? Lew na sawannie gdy chce pokazać swoją dominację, gdy jest silny i najedzony, po dobrym seksie z lwicą (czy tego chce czy nie chce lwica) wychodzi na pagórek, patrzy na wszystkich z góry i ryczy. Rykiem tym oznajmia swoją dominację innym zwierzętom, swoją moc. My, mężczyźni, mamy swoje rytuały męskości. Krzyczeć wzorem lwa nie możemy bo sąsiedzi wezwą policję, więc puszczamy bąki którymi oznajmiamy zgorszonemu światu i niedoceniającej nas żonie swoją potencję, wielkość. Lwy obsikują teren by inne zwierzęta wyczuły ze wchodzą na terytorium potężnego zwierzęcia. Podobnie i my, prawdziwi mężczyźni, siusiamy do umywalki by nasz terytorialny znacznik zabarwił jak największe terytorium, i wypsikujemy pod ciśnieniem powiedzmy że feromony informujące inne samce że tu wejść nie można, a zachęcić samice do kopulacji (niech Panie same przyznają, nieogolony brzuchaty mężczyzna który popuszcza po jedzeniu i po seksie, czy nie jest męski?) To proste moi drodzy Państwo. W dawnych czasach kiedy owłosione samice siedzialy w jaskini,  gotowały kotlety z mamuta i chowały małe dzieciaczki, samiec polował na mamuty. Jak nic nie upolował, całą rodzina umierała z głodu. Jak dużo polował, jedli dużo mięsa po których mieli gazy, rośli, rozwijali się. Kobiety mają genetycznie zakodowane że mężczyzna który mocno wypuszcza z siebie gazy po pierwsze primo jest najedzony mocno, więc jest męski, umie polować, zadba porządnie o dzieci i samicę. Po drugie primo, przerażającym zapachem odstrasza innych samców od napaści na ich jaskinię. Gdy Twoi znajomi i rodzina nie chcą was odwiedzać, wiedz że to w Twoim mężu po grochówce odezwał się zew dżungli, i chęć ochrony Ciebie. Nie parskaj, nie marszcz gniewnie noska, nie krzycz i nie biegnij otwierać okna. Doceń to, i przytul się czule do swojego faceta, prawdziwego faceta. On to robi dla Ciebie, nawet przez sen, oto potęga prehistorycznej, romantycznej miłości której ogromu nie jesteś w stanie pojąć.



Nowoczesny, męski facet jest myśliwym – wojownikiem. Wpada z wielka siłą i energią do biedronki, upolowuje pizzę i zapiekanki, po czym zajmuje się produkcją gazów obronnych, w dzień i w nocy.  I to są prawdziwi faceci, a nie te wymuskane eleganciki co się załatwiają mając na nosie perfumowaną chusteczkę, omdlewając jak dziewczynki. Podobnie jest z jedzeniem śledzika. Mężczyzna bojący się presji otoczenia, zakompleksiony i niepewny siebie, je rzeczy po których pachnie jak kobieta. Mężczyzna jedzący śledzika z cebulką, pokazuje tym czynem że nie lęka się opinii otoczenia, jego zdrowie i samopoczucie jest dla niego znacznie ważniejsze niż tradycja i trendy zapachowe. 50 tysiecy lat temu mężczyzna który z jamy ustnej zionął śledziem, był bogaczem, obiektem westchnień i sapania człekokształtnych samic  A teraz nagle wam się nie podoba? Mamy się zmieniać? Nie, tradycja to świętość. Tak, oddajmy hołd mężczyznom lubiącym śledzika i puszczającym obficie gazy – oto wojownicy o prawdę, kapłani męskości, niepoprawni romantycy mający siłę i odwagę by walczyć z pożerającym męskie serca biologicznym relatywiźmie, w bój iść ostatni o prawdziwe, zapomniane już ideały które zanikają w zalewie intelektualno emocjonalnej Chińszczyzny.

 




I tu z mojej strony, apel do prawdziwych kobiet. Drogie Panie, jak znaleźć prawdziwego faceta, przesiąkniętego męskością? – Pan nasz, Jezus Chrystus rzekł „po czynach ich poznacie”. A ja wam powiadam, „Po zapachu ich poznacie”. A gdzie ich poznacie? Wszędzie same kobiece chłystki odżywiające się zdrowo. Zapraszam do mnie, do mojej rzadko wietrzonej kawalerki. Dopóki tacy jak ja, i inni dbający o męskość idealiści istnieją, świat jeszcze trwa w okowach metroseksualnej ciemnoty, z której ostatni rycerze męskości, wyruszają w bój o czystość męskiej rasy. Nie ogniem ni mieczem walczą Ci herosi, lecz roztaczając duchową aurę wszędzie gdzie są. Gdy poczujesz jak pachnący śledzikiem z cebulką i czymś jeszcze seksowny samiec pochrumkując dobiera się do Ciebie, omdlejesz w jego ramionach. Viva la prawdziwi mężczyźni!

 

Niedoceniony przez ludzkość, prowadzę partyzancką walkę z metroseksualną okupacją, atakuję z zaskoczenia i ukrycia w urzędach państwowych, środkach komunikacji publicznej, supermarketach, a nawet w domu rodzinnym. Niestety zostałem zdemaskowany :(

niedziela, 01 lipiec 2012 09:31

Jak wybrać matkę i żonę swych dzieci?

 

 

 

Można napisać całe tomy o tym jaką kobietę wybrać, ale wystarczy jedno spojrzenie, muśnięcie dłoni, obłok perfum, i mężczyzna nie może spać, jeść, pić piwa a wizja wybranki pochłania całe jego jestestwo w wirującym tańcu miłości i pożądania. Scenariusz w takim wypadku jest zawsze taki sam – gdy zostanie odrzucony tęskni, wyobraża sobie jakby było wspaniale i idealizuje, ale często też nienawidzi, gardzi za odrzucenie, i latami wyobraża sobie jak upokarza taką kobietę. Druga opcja gdy jego konkury kobieta przyjmuje, zakochują się, wybranka „przypadkiem” zachodzi w ciążę o czym lejąc krokodyle łzy informuje swego partnera, żenią się w trybie przyśpieszonym po czym jak od tysięcy lat, po pewnym czasie następuje spadek hormonów rzekomej „miłości” która okazała się być jedynie hajem narkotykowym, a człowiek nudzi się i rozczarowuje partnerem. Wtedy dość często pojawia się adrenalina, czyli złamanie społecznej umowy jaką jest ślub i następuje zdrada, dajaca wielkie emocje, uruchamiająca w ludziach instynkt łowcy, skradania się, kłamania – czyli szczytowe emocje, których brak w małżeństwie, bezwzględnie pożartym przez prozę życia codziennego.


I nie ma na to ratunku. Żadna kobieta przez 20 lat od ślubu nie będzie codziennie chodziła na szpilkach i sexi ubrana, raz ze jej się nie chce bo już ma dziecko i wzięła ślub z facetem więc po co się starać skoro cele operacji osiągnięte, dwa – nie ma dla kogo, bo facet po ślubie zapuszcza się, i zamiast romantycznej kolacji jest milczący wieczór przy telewizorze i pierdzenie całą noc po golonce z piwem a na sama mysl o całowaniu faceta z żółtymi zębami od papierosów robi się niedobrze, i po trzy – po ślubie nie trzeba sie starać o złapanie partnera, więc kobieta daje upust apetytowi i przeważnie tyje, więc w takiej sytuacji ładne ubranie się wzbudzi prędzej smutny śmiech i żałość niż żądzę. Oczywiście za ten stan rzeczy obie strony obwiniają partnera, no bo przecież nie siebie.


Gdy jestes facetem, chcesz mieć rodzinę, dzieci, koniecznie musisz zwrócić uwagę na kilka podstawowych kwestii przy wyborze kobiety. Wydawać się one mogą szowinistyczne, podłe, egoistyczne – i takie jak najbardziej są. Ale gdy wybierzesz źle, poświęcisz swoje życie na tragedię, kłótnie, niesnaski, choroby i nienawiść. Gdy dobrze, będziesz mieć szanse na stworzenie szczęśliwej rodziny i zaznania wiele radości. Wybór nalezy do Ciebie, a także konsekwencje które będziesz spłacać latami. Ty za głupotę, a Twoje dziecko za co? No właśnie.


Rodzina to nie tylko szczęscie ukochanych na tle słonecznej plaży na obrazku okładki harlekina, a przede wszystkim odpowiednie wychowanie dziecka. Gdy się ono pojawi, staje się celem, a inne sprawy muszą odejść na inny plan. Celem jest miłość, radość i zapewnienie dziecku by w tym magicznym okresie miało jak najwięcej zabawy, radości, tej bajkowej magii świąt, prezentów, zabaw – na stresy i naukę życia przyjdzie czas, a dzieciństwo będzie miało wielki wpływ na całe późniejsze życie, o czym w wielu artykułach Państwu nie raz i nie dwa pisałem w jak subtelny sposób to działa. Jednak nie czarujmy się. By dziecko było szcześliwe, szczęśliwi muszą być także rodzice bo udawać to można orgazm a nie radość przez kilkanaście lat. Z tego powodu dwie strony się dopowiednio dobierają, biorąc pod uwagę pewne kwestie – dlatego też napisałem dla Państwa taki skrócony poradnik na co patrzeć przy wyborze swojej kobiety, matki swoich dzieci. Te rady można odwrócić, i polecić Paniom które wybierają męża, ojca swych dzieci.



1. Spójrz na matkę swojej wybranki, weź pod uwagę jej wiek. Jakie choroby ma? Czy jest gruba? Na co choruje i ile to kosztuje? Szanse że scenariusz sie powtórzy są bardzo duże. Choroba z dużymi kosztami to ruina budżetu domowego, a przede wszystkim cios finansowo - emocjonalny wymierzony w dziecko. Kupisz leki, zabraknie na zabawki, gdy mama choruje, dziecko czuje się niepewnie, nie ma poczucia stałości. Matka naszej kobiety która ma chorobę tarczycy, raka, żylaki, a nie daj Boże chorą tarczycę czy serce? Odpuść sobie jako i ja odpuszczam Ci ten akt zdrowego egoizmu.


2. Rodzina bliższa kobiety – czy były przypadki raka? Chorób psychicznych? Cukrzycy? Sprawdź to dokładnie, bo wielu się już przejechało na genetyce. Osiwieli gdy musieli walczyć w nocy z kobietą z nożem która chciała im poderżnąć gardło bo zobaczyła kosmitę w łóżku. Albo opiekować się umierającą na raka żoną plus znerwicowane i rozbite psychicznie dziecko któremu wali się świat gdy w cierpieniach i smrodzie kały umiera mama. Cukrzyca w zależności od jej rodzaju różnie przebiega, ale szpital częsty po zjedzeniu ciastka i amputacja stopy wpłynie reakcją łańcuchową na dziecko – zawsze na końcu listy problemów dorosłych stoi dziecko, i to ono najwięcej dostaje.



3. Nie tylko zdrowie ciała się liczy. Czy Twoja partnerka jest nerwowa? A wiesz jak wychowuje się dziecko z wrzeszczącą i wiecznie obrażoną matką? To koszmar. Nerwowość i nadpobudliwość u kobiety jest sexy gdy jesteście zakochani, i nawet robienie przez nią kupy ma wymiar niemalże mistyczny. Jednak gdy minie zakochanie, codzienne wrzaski są nie do wytrzymania. A wiec nerwowość, agresywność – absolutnie zrezygnuj z takiej relacji, chyba że chcesz skończyć w zakładzie dla psychicznie chorych, albo bić się z żoną na oczach dziecka, które chętnie w dorosłości powtorzy to rozwiązanie na Tobie.



4. Czy rodzina jest długowieczna? Jeśli tak, oznacza to mocne zdrowie i dobre geny. Jeśli wszyscy wcześnie umierają, zadaj sobie pytanie czy chcesz by Twoje dziecko tak skończyło? A wcześniej żona? Ta odpowiedź zmieni Twoje życie – zapewniam.


5. Mezalianse sprawdzają się, niestety tylko w telenowelach. Każda znaczaca różnica w wykształceniu czy zamożności powoduje konflikty, zawsze jedna strona będzie czuła się zakompleksiona i niepewna siebie, co zrodzi po jakimś czasie nienawiść do partnera. Jeśli Twoja rodzina to arystokracja i inteligencja, a rodzina żony to chłopstwo z dziada pradziada to będzie to zarzewie konfliktów. Cokolwiek się stanie oni powiedzą że „inteligencik psia jego mać”, a Ty „prostactwo i plebs” i konflikt nie do pogodzenia gotowy. Oberwiesz Ty, żona, a przede wszystkim dziecko. Kobieta ze wsi przyjeżdzająca do wielkiego miasta czesto traktuje faceta jako odskocznię, darmowe mieszkanie, zabezpieczenie bytu ale wcale go nie kocha. Gdy pojawia się lepsza partia odchodzi. O wpływie na dziecko chyba nie musze wtedy mówić? Biedna kobieta i Ty, zamożny? Ok, ale co się stanie gdy stracisz majątek? Czy będziesz potrafił żyć z kobieta która może to nawet zaakceptować, ale jak Ty się bedziesz czuć tracąc swoją pozycję?


6. Jak Twoja kobieta odnosi się do ojca? Czy szanuje go? Czy robi mu fochy i oskarża? To wazna informacja. Podobnie może traktowac Ciebie za jakiś czas, gdy minie pierwsze zauroczenie.



7. Jak w rodzinie załatwiane są konflikty? Jeśli przemocą, uciekaj. Jeśli wrzaskami i utyskiwaniami, uciekaj. Jeśli rozmową i negocjacjami na spokojnie, zostań. Czy teściowie się szanują? Są chciwi i łasi na pieniadze? Lubią się schlać jak świnki w niedzielę po kościele? Odnieś te cechy do siebie, tak po pewnym czasie będziesz traktowany.


8. Czy bliższa rodzina pracuje czy tez cały dzień spędza przed telewizorem i narzeka? Jeśli się lenią, wyobraź sobie swoją zonę, otyłą i płaczącą, cały dzień na kanapie, obwiniającą Cię że jej życie jest nudne, co traktuje jako usprawiedliwienie zdrad. Uciekaj.



9. Co dla twojej partnerki jest życiowym celem? Czy chce sie rozwijać? Poznawać swoje ograniczenia? Czy zadaje sobie pytania o sens zycia, sens cierpienia i miłości? Czy szuka spełnienia? Nie mam na myśli studiów, te ma prawie każda kobieta, i uważa że mając je jest elitą – nie jest, gdyż to co ważne to chęć rozwoju siebie, a nie kilka wykutych książek. Jeśli dla kobiety jedynym celem w życiu jest dziecko, jest osobą niezwykle ograniczoną, i daje to realną możliwość uzależenienia dziecka od siebie, by na starość nie zostać samą. To unieszczęśliwia dziecko, i pozbawia je odwagi niezbędnej by poznawać świat, jest to brutalne okaleczenie psychiczne i duchowe dziecka, pozbawienie go własnych sił i wiary w siebie. Matka która chce się rozwijać emocjonalnie i duchowo, wychowuje dziecko tak by sobie w życiu radziło, a nie na beksę i narcyza. Poza tym, kobieta bez pasji i celów po odejściu z domu dzieci wariuje, nie ma celu, wiec po co żyć? No właśnie. Wtedy jak bluszcz oplata męża, pogrąża sie w rozpaczy i postępującej degeneracji fizyczno psychicznej, w strasznym lęku przed śmiercią. Ale takie są skutki ograniczonego myślenia i u kobiety, i u mężczyzny.


niedziela, 01 lipiec 2012 09:30

Kobiece ego

 

 

 

Dziś w radiu eska w porannym programie o miłości „bal czy szmal” (Pan dzwoni do faceta lub dziewczyny i próbuje go przekonać żeby wrócił czy wróciła do swojej połówki) zadzwonił chłopak który przyznał się że był podły dla swojej kobiety, która od niego odeszła do innego. Redaktor Pawelec pyta się go co też takiego zrobił? Aż zamerdałem moimi umięsnionymi udami, w oczekiwaniu na rewelacje skruszonego kochanka – bił ją? Zmuszał do perwersyjnego sexu? Obrażał, wyśmiewał? Odmówił przepisania mieszkania na nią by pokazać swoją „miłość”? Zmusił do czytania mojej strony?

Otóż nie. Zrozpaczony kochanek kajał się drżącym głosem, ponieważ po kupieniu pierścionka zaręczynowego nie oświadczył się, zwlekał trzy miesiące. A czemu zwlekał? Bo pracował w USA żeby mieć pieniądze dla swojej kobiety, na życie, samochód, dom. Teraz niedoszły żonkoś publicznie dokonywał samobiczowania się, mówił że się zmienił, że gdy go zostawiła na początku roku i prosiła o szansę, dał jej ją. Teraz on chce na zasadzie analogii ją prosić o szanse, zrozumiał że tylko ona się liczy i jest dla niego najważniejsza. Zdziwiony ogromem win prowadzący dzwoni do kobiety, i krótka piłka – obrażonym, nadętym i sztucznie smutnym głosem kobieta oznajmia że ma już kogoś, i że koniec z dzwoniącym do radia ponieważ jej nie zabrał do USA do pracy, nie chce balu (dwie osoby idą na bal na zgodę) a kasę (50pln, rezygnacja z partnera) po jej oświadczeniu partner drżącym głosem ją przeprasza.

Przyznam Państwu że nie tyle mnie zdziwiła i rozśmieszyła ta sytuacja, (bo o ile jest ona śmieszna dla mnie, to zdaję sobie doskonale sprawę jak wielkie jest to cierpienie dla obu stron) ale podkreśliła tą wiedzę którą Państwu sączę od lat do głów, wiedzę o działaniu ludzkiego ego, niezależnie od kultury, kraju urodzenia i wszystkich innych zmiennych srodowiskowych. Ego jest zawsze takie samo, ani skośnookie, ani murzynowate czy ciapate, to zawsze jest podstawa naszego życia i obrońca do pewnego momentu, a od któregoś etapu nasza przeszkoda do pełni szczęścia. Ego to nie pasożyt, nie zrywa się go prostacko i nie wyrzuca na śmietnik, to jest niemożliwe. To tak jak rodzice, bardzo potrzebni, a gdy dorośniemy przeważnie swoją starą mentalnością i zachowawczością wypływającą z wieku i nnych priorytetów życiowych stają się przeszkoda w eksplorowaniu świata przez młodego człowieka który chce chłonąć życie, doświadczać.

Czy odrzucamy ich, mordujemy? Nienawidzimy, chłoszczemy, kastrujemy? Nie? Więc czemu duchowi mistrzowie, kapłani i ta wszelka hałastra uzurpująca sobie prawo do Boga zaleca nam cierpienie, biedę, obwinianie się o wszystko co tylko możliwe? Oczywiście, robi to by kontrolować ludzi, miec władzę. Jak można rządzić człowiekiem który kocha siebie, i jest dzięki temu radosny? Jak można go zmusić do wojny w imię Boże? Jak można nim manipulować poprzez wiadomości z telewizora zeby kupował to co chcą, robił to co chcą, zachowywał się jak oni chcą? To jest możliwe tylko z ludźmi pełnymi poczucia winy, kompleksów, a więc wielkiej, tłumionej agresji. Wystarczy iskra by bomba eksplodowała. Sprytne, prawda? Wmówić człowiekowi od urodzenia ze jest winny, zły, a mówić o miłości Bożej i dobrej nowinie. A jaka ona tam dobra jest, to najgorsza z możliwych nowin – albowiem wcale nie jest Boska, tylko ludzka. Wymyślili ją ludzie chcący władzy, pieniądzy, pełni lęku przed utratą tego co mają, chcący zachować to co bezwzględnie  musi minąć.

Ale wróćmy do rodziców. Jeśli byli dla nas dobrzy, opiekujemy się nimi, damy prezent czasem, powspominamy dzieciństwo, jeśli mieliśmy je znośne. Kochamy rodziców ale wyprowadzamy się od nich. Dokładnie to samo musimy zrobić z ego. Ego od urodzenia umożliwiło nam życie i powstanie osobowości dzięki której możemy wejść w reakcję ze światem, więc z szacunkiem i miłością odseparowujemy się od niego ponieważ nadszedł już ten czas. Tylko takie działanie ma sens. Znam taka ładną, seksowną i serdeczną dziewczynę. Bardzo mi się podobała, miałem wobec niej nawet pewne plany, poważne. Jednak cała moja miłość runęła jak domek z kart, gdy zobaczyłem jak ona z mamusią wyganiają z domu babcię, staruszkę. Nie wierzyłem własnym oczom, na co mamusia liczy? Że córka widząc to nie wyrzuci jej samej gdy ta się zestarzeje? Nie potraktuje jak śmiecia? A jak córeczka postąpi gdy taki przykładowy mąż, i tu mam siebie na myśli, ciężko zachoruje? Zaopiekuje sie nim? Na pewno nie, wypieprzy z domu pod most.  Wygonili staruszkę ponieważ nie chcieli jej mieć na głowie, była bezproduktywna. Ale życie to nie tylko użyteczność, a także znacznie ważniejsze od pieniędzy i produktywności zasady i honor. Moja babcia ma 96 lat, i nie wyobrażam sobie podnieść na nią głos z szacunku do jej mądrości. Gdy była wojna babcia handlowała bimbrem by dzieci miały co jeść, walczyła jak lwica o życie, uciekała Niemcom gdy chcieli ją zastrzelić na ulicy. Dzieliła się ostatnim chlebem z uciekinierami z powstania, ukrywała Żydów ryzykując życiem, zawsze gościnna i serdeczna dla gości, a i potrafiła mnie wyciągać za uszy jak byłem niegrzeczny w młodości.  Dlatego mam takie seksowne uszy teraz :)

Ale moja babcia jest wyjątkiem. Są babcie z alzheimerem, klnące i wyprózniające się pod siebie, złośliwe i podłe, i nie o tych mówię, te trzeba oddać chociażby dla ich dobra. Mówię o normalnych, starych ludziach, którzy są odrzucani ponieważ są brzydcy, mają niskie emerytury, nie są użyteczni, często boli ich ciało. No cóż, babcia mojej potencjalnej małżonki chciała przyjść pomóc, posprzatać, popatrzeć na wnuki – to ją wyganiali jak psa. Wygoniła babcię, wygonią też mnie, więc arrivederci kochanie, tego kwiatu jest pół światu.

 

Ale wróćmy do tego radia. Wystarczyła lekka zwłoka by kobieta w akcie zemsty wzięła innego faceta, i opuściła zakochanego przyszłego żonkosia. A przecież nie był to człowiek który unikał ślubu dla zasady, a jedynie poleciał do USA by dla nich zarobić pieniądze. Czy to była miłość? Podpiszesz papierek, jest ok, nie podpiszesz, opuszcza Cię i zdradza z innym mężczyzną. Mężczyzna ten powinien na kolanach dziękować Bogu za to co się stało, za to że kotara kłamstwa opadła ukazując prawdę. Jakie by miał z nią życie później? To nie byłoby życie, a litania żądań, narzekań, gróźb i odwetów. Ale niektorzy faceci tak lubią, czują że żyją. Brak im w życiu prawdziwej Boskiej radości i wolności, więc zaspokajają się tak grę w emocje. Niektórzy faceci uwielbiają jak im przyłożyć, jeszcze inni nie wyobrażają sobie dobrego sexy bez porządnego uderzenia w twarz i rozkazywania im. To ich nakręca, gorzej z kobietą która genetycznie jest tak skonstruowana że samiec który pozwoli sobie dać w twarz jest słaby, nieporadny, nie czuje się z nim bezpiecznie. Nie chce mi się nawet tego analizować, ja za cios w twarz jak mnie ktoś nie odciągnie to może być bardzo źle z napastnikiem, niezależnie od płci. Chociaż moja była jak mnie uderzyła w kłótni w twarz to jakimś cudem opanowałem się, i wlałem jej w tyłek, a rękę mam ciężką. No i do dziś jestem dla niej synonimem prawdziwego faceta, jednak bez wzajemności z mojej strony. Brzydzę się kobietami które podnoszą rękę na innych, czy wrzeszczą, nie umieją spokojnie rozmawiać. Jak najdalej od takich kobiet i mężczyzn. A czemu piszę o ego? gdy kobieta ma ego, nie ma miłości. Jest tylko interes, zakochanie, ale zawsze rachunek zysków i strat. Zakochanie jest jak najbardziej interesem biologicznym i służy do poczęcia dziecięcia. Ale gdzie ta bezwarunkowa miłość?

Znam wiele fajnych, ciepłych i kumpelskich dziewczyn. Jednak to całe ciepło i zrozumienie zmienia się gdy kobieta chce zrobić to co nakazuje jej społeczeństwo i biologia – chce mieć dziecko, mieć męża. Wtedy dopiero się zaczyna manipulacja, jednak najpierw zanim do tego dojdzie, trzeba rozkochać w sobie mężczyznę. Jest wtedy zrozumienie, dobre obiadki, sex o każdej porze dnia i nocy. Gdy mężczyzna już jest uzależniony, nastepuje zabranie narkotyku i „prośby” (a spróbuj ich nie spełnić) o ślub, dzieci, kredyt na dom. Po wielu latach uświadamiasz sobie że w zyciu nic nie zrobiłeś, nic nie osiagnąleś, zrobiłeś tylko to co nakazuje biologia. A gdzie Twoje spełnienie? Czy żyjemy tylko po to by się rozmnażać, żenić, zadowalać innych, przyjaciół (a jak się nie ożenimy to nam obrobią dupę że pedał czy lesbijka) czy taka egzystencja nie jest krańcowo pusta? Co najciekawsze wiele Pań trzyma linię, głodzi się gdyż kobiety wiedzą podświadomie że wygląd to podstawa, a gdy już jest partner, ślub, dziecko – kobieta wreszcie może się najeść za te wszystkie lata diety. I zaczyna się w ciągu roku 20kg in plus, i płacz że Miś nie ma erekcji. Ano nie ma - a Ciebie podnieca kwicząca z głodu maciora?

Absolutnie nie jestem przeciwnikiem dzieci, a wystepuję jedynie przeciwko traktowaniu rozmnażania się i związku jako jedynej opcji. Jaki sens wychowywać dzieci jeśli się tego nie czuje, nie lubi? Bo inni tak robią? Stworzyć nowe życie bo „przyjaciele” obmówią za plecami? Czy taka motywacja jest zdrowa? Czy damy dziecku z taka motywacją miłość, czy też podświadomie będziemy je nienawidzieć za zrujnowanie nam życia?

Inni tłumaczą chęć dzieci jeszcze ciekawej, „na starość nikt nie poda Ci szklanki wody”, „święta spędzisz sam”. A to ciekawe - czy wiecie Państwo ze większość staruszków w upaćkanych gównem domach starców to rodzice, których pociechy zapomniały o  nich? Święta spędzają sami. Są też ludzie bezdzietni majacy wielu prawdziwych przyjaciół, i kto w takim rozkładzie wychodzi lepiej? Generalizowanie zawsze jest beznadziejne. Wiecie jakie dzieci szanuja rodziców? Przeważnie te chciane z potrzeby serca, nie z potrzeby uznania wśród ludzi. Dziecko czuje że było tylko kolejną zabawką rodziców, zamówioną by być „tak jak inni, normalnym”i odpłaca im nieświadomie w starości. Wiele kobiet rujnuje samoocenę dzieciom, nie uswiadamiając sobie tego że tak naprawdę nienawidzą dziecka, skończyła się beztroska, imprezy, przygodny sex, a zaczyna wielka odpowiedzialność, ciało traci elastyczność, nie ma czasu na rozrywki. Taka kobieta nie przyzna się do tego przed sobą że jest wyrodną matką, więc robi to nieświadomie, wmawia dziecku że jest durne, głupie, że się przeziębi, pokaleczy, że dzieci go pobiją, że znowu dostanie pałę. I uważa to za miłość, a już zupełny szok taka mamusia przeżywa jak dziecko ucieka na studiach i nie chce znać rodziców. „Tyle miłości dałam tej gnojówie, a ona mi się tak odpłaca”. Jasne, miłości. Aż się rzygać chce.  A potem umiera w przytułku, we wlasnych wymiocinach, sama. Częsty przypadek. Ale przecież ona musiała mieć dzieci „bo inne miały”. No i co z tego że miały? Niech mają. Teraz obgadują Cię że nie masz dzieci, będziesz mieć dzieci to obgadają że masz tlusty brzuch, schudniesz to będzie że masz grube uda – i tak bez końca. I dla takich żałosnych ludzi rodzisz dziecko? Żeby nie obmawiali? Jak Ci nie wstyd? Masz już Ipoda, płaski telewizor, expres do kawy, teraz musisz mieć dziecko, wtedy będziesz szczęśliwa i sąsiedzi nie obgadają. Brawo! Właśnie wygrałaś spieprzone życie.


niedziela, 01 lipiec 2012 09:27

Instrukcja obsługi kobiety

 

 

 

Kobieta ma ego. A ego o którym tak często Państwu piszę, ma swoją charakterystykę działania i znając ją możemy większość dobrych rad na temat kobiet wyrzucić do kosza. Motywacją ego jest pragnienie – niekończące się niespełnienie i każdy człowiek mu podlega bez względu na płeć, pozycję społeczną, i zawód. Ego chce więcej i więcej, i nigdy nie może doznać zaspokojenia. Utrata ego to cel na przykład buddyzmu i wielu praktyk rozwoju duchowego, cel który można osiągnąć dzięki tysiącom wcieleń pełnych dobra i wielkiej łasce. Z tego tez względu nie liczmy na to że nasza trajkocząca i oglądajaca seriale kobieta osiągnie stan Buddy, i załóżmy że ma ego.


Gdy dasz kobiecie to co mówi że pragnie, czyli czułość, dobroć, poczucie bezpieczeństwa, zapragnie czegos innego. Gdy będziesz aniołem przytulającym ją po każdym jej fochu, zapragnie brutala który ja spierze na kwaśne jabłko za byle drobnostkę. Gdy ją spierzesz, zapragnie anioła który przytuli. Gdy kobieta marzy o poczuciu bezpieczeństwa i wyobraża sobie jaka będzie wtedy szczęśliwa, to gdy jej to zapewnisz szczęśliwa nie będzie – bo takie jest ego, i znowu zapragnie czegoś innego, coś będzie jej brakować. To tak jak z każdą rzeczą które chcesz mieć, marzysz o tym, i gdy wreszcie to masz, chwila podniecenia, może radości, ekscytacji, ale po chwili uspokajasz się, przyzwyczajasz do tego co masz i zaczynasz tęsknić za czymś innym. I tak w kółko, od narodzin aż do śmierci i nigdy się to nie zmieni i zmienić nie może.


Już dawno zauważono że człowieka najbardziej cieszy myśl że jedzie na wakacje, a jak już jest na miejscu, całe to niezadowolenie zabiera ze sobą, bo ono jest w nim a nie w miejscu gdzie się znajduje. Tak samo kobieta przed slubem wyobraża sobie wielkie szczescie po nim które wzoruje na serialach i kolorowych gazetach – oczywiście szczęścia nie doznaje więc obwinia mężczyznę o to, że to jego wina że ona nie czuje szczęścia. Ale to nie wina drugiej osoby – to wina ego, a raczej nie wina, a cecha charakterystyczna. Ale to nie tylko ślub – ego robi nam psikusa w każdej życiowej sytuacji gdzie oczekujemy czegoś super i że coś się zmieni, a nie zmienia się nic.


Gdy jesteś wobec kobiety dobry, porządny, robisz wszystko jak trzeba, myślisz że będzie szczęśliwa. Ale nie będzie, ponieważ ma ego które zapragnie czegoś innego. Możesz wypruć sobie flaki, przeczytać wszystkie poradniki i porady psychologów, a to nic kompletnie nie da – Twoja kobieta będzie zawsze nieszcześliwa i zawsze znajdzie dziurę w całym. Jesteś hetero – źle, bo geje sa trendy i wrażliwi. Jestes gejem? Źle, bo zboczeniec. Przynosisz kwiaty? Źle, bo nie traktujesz kobiety na równi z sobą. Nie przynosisz kwiatów? Źle, egoistyczna narcystyczna świnia z Ciebie. Ulegniesz kobiecie w dyskusji? Źle, ciapa. Zdominujesz? Źle, brutal i łobuz który nie jest asertywny i nie radzi sobie z emocjami.


Nie, to nie wina kobiety. To wina ego i my faceci mamy to samo. Jaki więc z tego wniosek? Co byś nie dał, nie dasz szczęścia. To jest mozliwe jedynie w komediach romantycznych i serialach, które nie maja nic wspólnego z życiem. A więc spraw by kobieta upatrywała w Tobie szcześcia. Bądź trochę niegrzeczny, troche brutalem, kimś kto nie przegina ale daje wrażenie możliwości poprawy. Kobieta potrzebuje celu, i Ty bądź tym celem. Jesli będziesz aniołem, celem będzie listonosz, kolega z pracy – co zmienić w ideale? Więc nim nie bądź i niech kobieta Cię zmienia. Będzie myśleć ze jak Cie zmieni to wtedy będzie sama szczęśliwa. Oczywiście nie będzie, bo szczeście to coś co mamy w sobie sami, a nie musimy tego szukać na zewnątrz, ale skąd kobieta ma o tym wiedzieć? W magazynach dla Pań tego nie piszą. Awanturuj się na zmianę z byciem miłym. Komplementuj i znieważaj. Ogladaj za innymi kobietami, i wzbudzaj zazdrość. Drocz się i bądź złośliwy. W seksie bądź brutalny na zmianę z delikatnym i czułym. Twoja kobieta chce czulości, bądź brutalem, chce brutalnego sexu, badź delikatny. Chce dlugo? Skończ w niej natychmiast. Chce szybki numerek? Licz barany i „zatrzyj” silnik. Nie chce sexu bo boli głowa? Wyjdź na cała noc i wróć nad ranem kompletnie pijany, pachnąc kobiecymi perfumami. Za drugim czy trzecim razem zadziała odruch warunkowy Pawłowa, i zamiast prośby o panadol otworzą się przed Toba wrota niebios, o zapachu morskim Bądź łysawym króliczkiem z wielkim tłustym brzuchem którego się goni, ale nigdy nie można złapać. Bo gdy się Ciebie złapie drogi przyjacielu, to się okaże żeś wyliniały pasożyt a nie lew, król dżungli.


Oczywiście – Panie powiedzą że to wszystko nieprawda, że liczy się serce, dobroć i inne dobre cechy. Ale Ty nie słuchaj tego, tylko przypatrz się kobietom które sa z brutalami i latami z nimi spedzają życie, ciagle w nadziei że nawrócą misia. Z każdym ciosem pięści po twarzy i kopnięciem w żebra, wiara ta rośnie w sercu „dobrej” kobiety. Ale gdy miś się zmieni, kobieta odejdzie albo go znienawidzi. Nie ma to jak emocje walki o misia, uniwersalny wabik na Panie. Dlatego też kobiety chca mieć dzieci, a bez nich wariują i zamieniają się w dewotki. Dziecko się zmienia, marzy o przyszłości, jest zajęcie, coś się dzieje - nie trzeba myśleć, bo i po co? od myślenia są kobiece kolorowe magazyny.

 

niedziela, 01 lipiec 2012 09:27

Dojrzałe kobiety

 

 

 

Mlodzi mężczyźni uwielbiają sex z dojrzałymi kobietami, w wieku 35 – 45 lat. Od lat badam te zależności okupując wszystkie portale randkowe w Polsce i czaty, a także rozmawiając z ludźmi od których wiele się dowiedziałem na ten temat. Kwintesencją tej wiedzy jest wiele miłych spotkań, i stwierdzenie – tak zawsze było, jest i będzie.


Zalety dojrzałych Pań to przede wszystkim większy psychiczny komfort mężczyzny. Dojrzała zdaje sobie sprawę że jej ciało jest znacznie mniej atrakcyjne od ciała młodszej dziewczyny, więc jest znacznie milsza dla partnera, bardziej się stara, a przez to że nie jest już tak atrakcyjna daje mężczyźnie namiastkę władzy co wpływa niewątpliwie podniecająco na niego. Młoda kobieta, zgrabna i piękna może w każdej chwili kopnąć partnera w tyłek, a gdy ten obrazi się i odejdzie, stu innych czeka na jego miejsce. Młody mężczyzna z młodym i pięknym ciałem jest też dla starszej kobiety czymś cenniejszym niż dla młodej i ładnej, bo rzadszym.


Młodzi mężczyźni z zapałem onanizujący się nad zdjęciami porno w sieci, nerwowo nasłuchujący czy aby mama nie wejdzie do pokoju z kanapkami, marzą z wypiekami na twarzy o swoim pierwszym razie, o tym jak wejdą w kobietę i staną się wreszcie prawdziwymi mężczyznami. Jednak porno stworzyło wiele sztucznych barier w ich psychice, ponieważ na tych zdjęciach i filmach minimalna długość penisa to 20cm, czyli coś co w realu rzadko kto ma. Gardłowe wrzaski szczęśliwych kobiet nadziewanych na 25cm rożna dają wrażenie że tylko przy takiej wielkości samice mogą osiągnąć rozkosz. Młody wykształcony, patrząc na swoje 14cm nerwowo przełyka ślinę ze stresu, i pogrąża się w mrocznej erotycznej otchłani samopotępienia. I tu z pomocną dłonią i nie tylko przychodzi dojrzała mężatka, czy też wdowa albo rozwódka, która wprowadza młodego człowieka w arkana sztuki miłosnej. Jest to rozwiązanie najlepsze z możliwych. Młody czlowiek boi się rówieśniczki, pięknej, zgrabnej, ponieważ wierzy że jej nie zaspokoi, a ta zacznie się śmiać z jego penisa i co najgorsze, rozpowie o tym innym. Będąc ze starszą kobieta, której wyeksploatowany organizm jest juz nadgryziony zębem czasu, czuje się znacznie pewniej wiedząc o swojej przewadze w estetyce i atrakcyjności. Starsza kobieta skazana na rówieśników, czyli łysych brzuchaczy z czarnymi zębami i od lat nieobcinanymi paznokciami u nóg, z ktorych ust śmierdzi jak ze ścieku, z rozkoszą przyjmie w swym łonie młodego człowieka, wchłaniając w siebie jego mikro i makroelementy, gładząc i całując młode jędrne pośladki, wtulając się w upojnie pachnącą męską paszkę. Kobieta mając świadomość starzenia się, chce sobie odbić te wszystkie młode lata kiedy stłamszona zakazami i nakazami, wstydem i zasadami moralnymi nie korzystała z ciała.


Do stracenia męskiego dziewictwa dojrzałe kobiety przyjmujące rolę nauczycielki sexu są najlepsze. Same tez się czują dowartościowane niedoświadczeniem i nieśmiałością chłopca, pobudzone i onieśmielone tym co zachęca je utraty kontroli nad sobą i dzikich harcy w sypialni. Oczywiście mówię o zadbanych 40 tkach, bo te Panie na ulicach to wraki. Przepraszam, ale tak jest. Kompletne niezadbanie o siebie, wałki tluszczu, kolorowe zęby, cellulit. Żylaki i krotka spódnica - Boże! Przelewające sie brzuchy, zgarbione, a już o palaczkach papierosów nie warto wspominać, bo na sam zapach tego smrodu robi się niedobrze. Zaletą Pań starszych jest to, że w przeciwienstwie do młodych, nie zależy im tak bardzo na statusie materialnym. Mlode chcą się bawić, a więc dyskoteki, kina, jedzenie, to wszystko trzeba opłacić żeby młoda partnerka miała dobry humor, czyli ochotę na sex.  A często są to znaczące koszty, i nie każdego młodego mężczyznę na to stać. Im ładniejsza dziewczyna, tym zasobniejszego partnera szuka, czyli tak zwanego "poczucia bezpieczeństwa". Starsze Panie często z wdzieczności za wspaniałe emocje, dają prezenty swojemu młodemu kochankowi, czy też wprost pieniądze wręczane udającemu zawstydzony opór młodzieńcowi.


Ewidentną wadą dojrzałych Pan są z całą pewnością nasze ukochane cipeczki. Po porodzie czy porodach, rozciągnięta pochwa przyjmuje wielkość tunelu kolejowego. Panie wychowane za komuny nie rozumieją że pochwę tak jak i inne mięśnie trzeba ćwiczyć żeby była jędrna i ciasna. Gdy się tego nie robi, członek 25cm jest w stanie sprawić że kobieta ledwo „coś” tam odczuje, ponieważ ma takie ścianki pochwy z unerwieniem rozkoszy - luźne. Gdy mięsień łonowo guziczny jest ćwiczony, członek 10cm robi trzęsienie ziemi u obu stron. I tu młode dziewczyny wygrywają starcie z dojrzałymi, ponieważ są po prostu młode i nie rozciągnięte – jeszcze nie są ale wszystko przed nimi. Zapraszam do mojego artykulu „mięsień łonowo guziczny”. Do kolejnych wad młodych dziewczyn należy doliczyć ciąże. Można po prostu wpaść, a dziewczyna mówiąc że bierze tabletki moze ich zapomnieć, albo „zapomnieć” jak chłopak jest w miarę zamożny. Kobieta dojrzała ma już dzieci i nie chce mieć ich więcej. Więc można bez prezerwatywy, ciesząc się pełnią wolności i nieskrępowaniem ciałem partnerki. Wiek plus tabletki to bariera nie do przejścia - nawet dla moich plemników :)


Najnowsze komentarze

Newsletter Subscription

Nowości na Samczym Runie
Twój mail*


asd