Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
piątek, 14 wrzesień 2012 14:57

Czy kobieta umie kochać?

Czy kobieta umie kochać? czy poza własnym dzieckiem, kobieta może prawdziwie kochać mężczyznę? czy związki i relacje, są tylko społeczną potrzebą, by nie być wyśmiewaną singielką która nie potrafiła ustrzelić chłopa? potrzebą by mieć swoją własną, wymarzoną od dzieciństwa rodzinę i zabezpieczenie finansowe? któż odpowie na te pytania? na pewno nie ja. Bo po prostu nie wiem, a tego co mówią Panie, nie słucham; zbyt wiele kłamstw już usłyszałem. Wolę skupić się na czynach, konsekwencjach, a nie tym co się powtarza. Politycy z cynicznym uśmiechem mówią mi że o mnie dbają; kapłani twierdzą że zależy im tylko na mojej duszy i szczęściu; doradcom finansowym chodzi jedynie o to, bym pomnożył pieniądze i był bogaty; kobiety natomiast, ciągle powtarzają że pieniądze nie są ważne, a liczy się miłość i szczęście, a w facecie jego osobowość i wnętrze; tymczasem fakty druzgoczą w pył, te wszystkie słodkie kłamstwa i kłamstewka. Więc jak to jest z tym wszystkim? wie ktoś? czy tylko mi się wydaje, że żyjemy w czymś co można nazwać jedną wielką ściemą?


Proszę o zapisywanie się do newslettera na dole (tylko podanie meila) by być na bieżąco i na topie z aktualnościami.

środa, 12 wrzesień 2012 18:01

Władza i Panie

Władza kojarzy nam się z krwiożerczymi dyktatorami, czy sprzedajnymi posłami. Tymczasem władza bliższa nam niż nasze ubranie, niż oddech. Władza oznacza kontrolę nad tymi, którymi władamy. Dlaczego ludzie pragną władzy? ponieważ wierzą, że istnieją tylko dwa stany istnienia; bycie uległym albo dominującym. Bycie pod i bycie nad. Bycie pod kimś jest upadkiem, porażką i upokorzeniem, a bycie nad - triumfem i zwycięstwem. Strach przed ludźmi sprawia, że chce się nimi rządzić. Wtedy ten strach przygasa, maleje. Człowiek którym władamy, przeważnie podlizuje się, a w najgorszym wypadku siedzi cicho. Jeśli się postawi, można go wykończyć; za dyktatury strzałem w potylicę, za demokracji np. zamknięciem do wariatkowa do czasu, kiedy zdrowy mózg faszerowany prochami, zamieni się w gotowanego brokuła. Gdy nie mamy władzy, człowiek ten może nas krytykować, a nawet wyrażać swoją dezaprobatę. Dla opętanego strachem człowieka, taka wizja jest straszna. Pnie się więc po stopniach władzy, by uciec przed lękiem; ten jednak zawsze jest przed nim.


Władzę kojarzy się głównie z mężczyznami; kobiet w polityce czy grupach przestępczych (o religii nie ma co wspominać, same samce) jest bardzo mało. Są jak Matka Boska w klapie Wałęsy, bardziej dla lansu i podlizania się wyborcom. Dlatego też kobiety, uważane są za odległe od żądzy władzy. I nic bardziej mylnego; kobiety kochają władzę.


Pomińmy walki o stołki, czy awanse w firmie. Wiemy jak to się robi; dupą i podkładaniem świń. Skupmy się relacjach międzyludzkich. Kobiety mają ciepły uśmiech na twarzy, gdy słyszą historię o tym jak to kobieta wspierała faceta, i stworzyli razem firmę. Wspierała dobrym słowem, kanapkami i troską by nie wydał pieniędzy w knajpie z kolegami, tylko na nią czy ich wspólny dom. Kolejny uśmiech wzbudza facet, który opowiada o swojej miłości. To daje kobietom poczucie że mają władzę nad facetami; mają ją, trudno zaprzeczyć. Wszystko co sprawia że kobieta czuje się potrzebna mężczyźnie, daje jej przyjemność, potwierdza jej potencjalną możliwość posiadania władzy. Tak samo uwielbiający seks facet; można mieć nad nim władzę, ponieważ jak chce seksu, musi być miły, kupić kwiatki, coś od jubilera... a jak jest niemiły, nie ma tego czego tak cholernie pragnie. Władza jest orzeźwiająca, daje pokrzepienie i poczucie siły. Znowu mężczyzna który lubi chodzić na dziewczynki, budzi u kobiety chorej na pragnienie władzy, czystą nienawiść. Nie można go szantażować brakiem seksu, bo pójdzie do innej, więc nie można mieć nad nim władzy. Ta nienawiść to przeważnie syczenie, ironia, szyderstwa. Widać to doskonale na forach, w różnych miejscach sieci. Władza jest sexy, ale unikaj tych którzy jej pragną. Dla nich możesz być tylko uległy albo dominujący. Jeśli chcesz być po prostu równy, nie masz na to szans. Wybieraj! jedno z dwojga. Albo odejdź jak najdalej. Władza jak wieczorne drinki z whisky; smaczne, ale rano ból głowy jest naprawdę okropny.



sobota, 18 sierpień 2012 21:54

Kobieca zemsta

Zemsta kobiety jest najokrutniejsza z okrutnych. Niejeden mężczyzna był zszokowany nagłą przemianą swojej ciepłej kobietki, w pełne nienawiści monstrum. Ale spokojnie, jest to nienawiść skoncentrowana w jednym celu, nie ogarnia wszystkich aspektów życia kobiety. Dla kochanka kobieta przeważnie jest pełna ciepłych uczuć, wzruszeń, chęci pomocy w najdrobniejszych życiowych problemach. To proste; kobieta jest z mężem, i ten mąż miał dać jej szczęście. Tak kobieta była od dzieciństwa tresowana, więc skoro szczęścia nie ma, a być nie może, to winny staje się zawsze mąż. Szczęścia nie można dać z zewnątrz w żaden sposób, to nasze nastawienie, pragnienie śmiechu, tańcu i widzenia w życiu jasnych kolorów. Jeśli ktoś chce (i najczęściej lubi) patrzeć w ziemię zamiast do góry, w niebo, to żadne pieniądze, ubrania i wille nie sprawią że coś się zmieni. Może na chwilę, emocje podniecenia, zachwyt... ale szybko minie, wyparty przez wieloletni nawyk martwienia się, widzenia złego we wszystkim na co się patrzy, czy strachu przed przyszłością, nieznanym.

 

Mąż nie dał szczęście. To nie jego wina. Jeśli już, to bardziej wina mamy i babci, czy też męskiej strony wychowawczej, ojca i dziadka; to oni powinni wytłumaczyć i nauczyć małą dziewczynkę, że jej stan emocjonalny zależy od jej postanowienia, i nikt jej nie da czegoś co zależy tylko od niej samej. Miliony ludzi postanawiają być nieszczęśliwymi. Kochają babranie się w realnych bądź wyimaginowanych złych wspomnieniach, żyją nimi. Kontakt z takimi ludźmi, przypomina moment wejścia w psią albo ludzką ekskremencję. Co byś nie zrobił, zawsze będzie źle. Ale skąd mama czy tata mają to wiedzieć, skoro sami jedną częścią ciała stoją w neandertalu a drugą sztucznym, wykreowanym by oszukiwać ludzi świecie mediów? nie nauczyli tego dziadkowie i rodzice, nauczy więc życie. Bardzo boleśnie. Do osób z negatywnym nastawienie, lgną takie same persony, bardziej lub mniej wyrodne; każda normalna, radosna osoba, natychmiast ucieknie. I trudno sie dziwić, wymagać by ktoś chciał poświęcić swoje życie dla wiecznie płaczącej, rozpaczającej kobiety albo rozhisteryzowanego faceta. Ma to jeszcze jakiś smaczek, gdy skrzywiona osobowość skryta jest w pięknym, zgrabnym ciele; ale wcześniej czy później ujawni się. Oszukiwać można, ale nie za długo. Tylko do czasu gdy jest ślub albo dziecko, czyli prawne zabezpieczenie że będziemy mieli samobieżny worek bokserski. Uciekający partner, często woli płacić alimenty na dziecko i małżonkę, niż żyć w koszmarze czterech ścian. Jest to decyzja znacznie lepsza dla niego i dziecka, niż pozostanie i tkwienie w toksynie, która z czasem zniszczy wszystko co dobre i szlachetne.

 

Ale wróćmy do zemsty kobiecej. Gdy kobieta dostrzega brak szczęścia, i pojawia się na horyzoncie nowa podnieta, nowa nadzieja na szczęście (fałszywa), np. facet, kobieta chce z niej skorzystać. Nowy cel pochłania ją (nadzieja na spełnienie marzeń, które pobrała od rodziców, koleżanek, mediów) więc mąż który stoi na przeszkodzie, niezwykle ją drażni. Traci wtedy swoją osobowość, a staje się przeszkodą, przedmiotem który trzeba usunąć. Żeby proces usuwania męża (chłopaka, narzeczonego) z życia był skuteczny i nie naruszał poczucia "jestem dobra", kobieta wmawia sobie że mąż zniszczył jej życie. Wystarczy jedno wspomnienie, jedna scena; a to odwarknął, a to krzyknął jak w związku; mógł odmówić jakiejś prośbie, nie zrobić tego co sugerowała, czy kazała kobieta. Nieważne jakie było to zdarzenie, ważne że staje się uzasadnieniem i usprawiedliwieniem dla nienawiści. Gdy nienawidzisz, nie masz wyrzutów sumienia. On jest zły, ja dobra. Liczy się tylko nowy cel na horyzoncie. Taka kobieta przeważnie gra miłą, chociaż już w sercu podjęła decyzję. Gra i udaje (chociaż czuje obrzydzenie przy dotyku, przy patrzeniu na męża) pozornie dla dobra dziecka, związku, by nie okradł kobiety zabierając swoje własne mieszkanie. Każdy powód jest idealny. No i wreszcie następuje atak, na który kobieta jest przygotowana, a facetowi w jednej chwili wali sie cały świat.

 

Później jest typowo i normalnie, kolejny dzień w życia polskich sądów. Kobieta płacze, wykrzykuje zbolałym tonem że jest ofiarą przemocy psychicznej, często także cielesnej, mąż to ostatnia świnia i kanalia. Zaczyna się przekonywanie dziecka że tata je źle traktował, w wersji cięższej że gwałcił i dotykał w miejscach intymnych. Pojawiają się podsłuchy (telefon, dyktafon) z prowokowanych kłótni gdzie najpierw jest podjudzanie, obrażanie, a gdy mężczyzna sprowokowany puści wiązankę włącza się nagrywanie, i płacze na życzenie. Facet przegrywa; traci mieszkanie, dziecko, dożywotnie alimenty na kobietę (jeśli obniży się jej status życiowy) i ma sporo szczęścia jeśli nie pójdzie do więzienia, gdzie musi być chroniony, by inni więźniowie nie rozerwali mu odbytnicy (za rzekomy gwałt na dziecku). Kobieta pozornie wygrywa; dziecko dorośnie i zacznie zadawać pytania. Znam takie sytuacje, gdy dziecko właśnie w ten sposób oszukane, odsunięte przez mamusię oszustwem od ojca, napluło jej w twarz i zerwało wszelkie kontakty. Można przekonywać, grozić, szantażować  i kłamać, ale inteligentne dziecko zawsze będzie ciekawe; oszust nie może być pewnym w żadnej chwili życia. Nowy związek, mający dać szczęście, przeważnie okazuje się taki sam jak stary. Szczęścia jak nie było tak nie ma. Chyba że celem jest dostatek finansowy a nie szczęście, wtedy faktycznie nowa relacja może być znacznie lepsza. Jednak oszustwo kiedyś wróci i uderzy w nadawcę, niekoniecznie od razu. Zwrot nie musi być też widoczny z zewnątrz; przecież wielu ludzi, żyjących w spirali długów od wielu lat, wygląda na szczęśliwych i bogatych, tymczasem śpią tylko po alkoholu gdyż zżerają ich troski. Wyglądem można oszukiwać, robi to przecież każdy z nas.

 

Tyle nieszczęść na sali sądowej, tyle złamanych żyć, tragedii. Każda z tych Pań, żądała zaufania, oburzała się na intercyzę i testy DNA. Każda mówiła hipnotycznym, wyuczonym z telewizji głosem o ufności, miłości, budowania... i nie masz już możliwości, żadnej, by zapytać dlaczego tak mówiła, z jakiej głębi czerpała tak niewiarygodne kłamstwa? nie odpowie, w końcu jesteś gwałcicielem i przestępcą. Kochałeś, a teraz pójdziesz do więzienia. Po prostu chciałeś być dobry, za dobry; a za tym stał lęk przed byciem samemu, i niechęć do zmian. Jeśli źle się dzieje, nigdy nie zamiataj sprawy pod dywan. Każde zachowanie nie znika, a nasila się. Każda Twoja słabość charakteru zostanie bezwzględnie wykorzystana. Szanuj siebie, i wymagaj tego szacunku. Jeśli go nie dostajesz, odejdź. Jeśli zostajesz, potwierdzasz tylko brak szacunku dla siebie; i tak zostaniesz potraktowany.


wtorek, 14 sierpień 2012 13:03

Nie ukazuj uczuć

Panie deklamują zgodnym unisono, że ukazywanie uczuć przez mężczyznę jest sexy. Panie mówią wiele rzeczy; że pieniądze nie mają znaczenia, że liczy się tylko wnętrze, i wiele innych, kobiecych prawd objawionych, które po bliższym poznaniu zawsze okazują się żartem. Nieszczęśnik słucha Pań, kiwa głową, udaje że wszystko rozumie. Kobieta czuje się wspaniale bo ktoś ją akceptuje, i udaje że wierzy w to co ona mówi. Ale zgadzanie się z nieprawdą, chociaż daje pewien zysk (dupa, akceptacja kobiety) daje jej sygnał że mężczyzna jest archetypem Ryśka z Klanu. To sprawia że zysk przypomina ten z zainwestowania w Amber Gold. Najpierw wirtualna radość że będzie się miało więcej pieniędzy, a później do końca życia gorzkie żale i wyrzuty. A jaka jest postawa nowoczesnego samca alfa? kocham Cię i akceptuję, ale nie zgadzam się z bredniami które opowiadasz. Tyle. Masz swoje zdanie, nie dajesz się oszukać, i nie musisz udawać że akceptujesz bajki, by zdobyć kobietę. Nie musisz się dla niej upadlać i udawać że łykasz jak pelikan; nie musisz dlatego, ponieważ jesteś wartościowym facetem, a Pań jest trzy miliardy, i jeśli jedna Cię opuści wmawiając Ci (najczęściej wrzaskiem) że jesteś beznadziejny, inne Panie mogą mieć zgoła odmienne zdanie; i najczęściej je mają.

 

                                                         Nokaut marzeń

 

Rzeczywistość i realne życie, nokautuje oparte na serialach marzenia Pań. W reakcji na tę jakże jawną, szowinistyczną niesprawiedliwość, pojawia się silny bunt, gniew. Nie tak miało być, nie tak miało się ułożyć życie kobiety wychowanej na serialach. Jesteś inny niż społeczny ideał szczęścia, uległy i łagodny Rysiek z Klanu, czy przyjacielski kumpel z sąsiedztwa (w dziwnie obcisłych spodniach, eksponujących pośladki). Inni faceci się podlizują, kłamią i oszukują żeby zdobyć serce kobiety (umiejscowione między nogami), a Ty nie. Wyłamałeś się ze schematu, nudnej stabilizacji miłosnej wizji. Rysiek się nie stawia, robi co chce coraz bardziej znerwicowana kobieta, która nie wie dlaczego tak źle się czuje. Niby osiągnęła szczęście, niby wszystko jest ok, tak mówi koleżankom które też mają w życiu niby dobrze; mama i babcia jej gratulują, ustawiła sobie męża jak zegarek... ale czegoś jej brak. Brak jej żylastych męskich jąder, testosteronu, zapachu prawdziwie męskiego potu. Rysiek pocąc się w czasie kolejnego odkurzania czy zmywania naczyń dla swojej myszki, wydziela z siebie estrogeny pachnąc piżmem, a Myszka szaleje, wrzeszczy i się miota. Nieokreślony brak, nieopisana głębia pragnąca wypełnienia odzywa się w kobiecej duszy, burząc każdą konstrukcję jaka w niej powstała.

 

Taka dumna, niezależna postawa, u niektórych Pań rodzi wręcz furię, nienawiść. Ale i coraz bardziej rosnące zaciekawienie, fascynację Twoją wewnętrzną siłą. Jaką siłę ma potakujący facet, gdy słucha z uwagą tysięcznej tyrady na temat "czy kobieta może przyjaźnić się z mężczyzną", i angażuje się emocjonalnie w ten gazetowy bełkot? przyjaźnić się można z kobietą jedynie wtedy, gdy jedna ze stron "przyjaźni" ma nieczynne seksualne uposażenie. W praktyce jest to przyjaźń młodzieńca ze starszą, mądrą kobietą, albo młodej kobiety, z mocno  starszym mężczyzną. Niektórych interesuje dojrzałość, życiowa mądrość drugiej strony, często także niebagatelne znaczenia mają pieniądze, chociaż nie zawsze. Niektóre Panie od razu rezygnują ze znajomości z Tobą, widząc że nie jesteś taki, jaki powinieneś być (w M jak Miłość i Klanie). Większość chętnie okaże Ci swoją pogardę, nienawiść, powie Ci coś w swoim mniemaniu przykrego, coś co nauczone są traktować jako największe nieszczęście; "zawsze będziesz sam" albo "nikt Ci nie poda na starość szklanki wody"; Bogu dzięki, jak będę umierał, zamiast wody wolę końską strzykawkę z morfiną. Po co mi woda? bo umrę z pragnienia? no cóż, na łożu śmierci ta myśl na pewno mnie nie przerazi. Nie daj się temu zwieść, to strach nieudolnie maskowany wybuchem furii. Ta kobieta która obraża, stworzyła sobie w głowie wizję siebie, swojej przyszłej rodziny i życia, dodajmy że nie jest to jej wizja, a medialna, tworzona przez agencje reklamowe które chcą coś sprzedać. Wizja ta koronowała ją, a z mężczyzny tworzyła kapciarza. Wizualizacja kobiety wytresowanej współczesnymi mediami, to kompletnie nierealna tandeta; wprowadzenie jej w życie jest mało realne, a jeśli nawet się uda, nigdy nie da szczęścia. Da wiele bólu i cierpienia, kobiecie i jej mężczyźnie, jeśli ten nie ucieknie. A może żałujesz że bojąca się i histeryzująca kobieta rezygnuje? zdarza się, może jest atrakcyjna, ma to "coś" w sobie. Ale tak naprawdę nie masz czego żałować. Na początku wszystko wygląda ładnie, świeżo, uroczo. I owszem, na początku gdy się zakochasz, będzie fajnie. A co później Cię czeka z kobietą, która chce żyć według gazetowo serialowej wizji życia? spójrz na tych wszystkich miśków wokół Ciebie; seksu nie ma, małżonka spasiona jak wieprzek, bo i po co się starać, odchudzać? dla Rysia? dla facecika który nosi w zębach kapcie? to nie jest facet, to kobieta w ciele mężczyzny. Co więcej, kobieta w związku z kapciowym, niemal zawsze obarcza mężczyznę winą za stratę swej młodości.

 

                                                              Pod obcasem

 

Obiecywał jej gruszki na wierzbie (szczęście, jak gdyby ktokolwiek mógł je komuś dać) a mogła mieć miliardera, słynnego aktora. I pal licho fakt, że nigdy na oczy takiego nie widziała, kogo interesują fakty? liczy się to, że można na kogoś zrzucić winę za nieuchronny upływ czasu, wywrzeszczeć swoją frustrację. A winę ponosi nie mężczyzna, a kobieta i jej wolny wybór; wybrała nauczanie mamusi (najczęściej po rowodzie, histeryczki), przyjaciółek z pracy (rozbite relacje, albo toksyczne, stąd obłędna radość, gdy widzą dzięki ich radom rozpad potencjalnie dobrego związku) i seriali w telewizji, które pokazują coś kompletnie nierealnego. Chcesz tak żyć? chcesz tak skończyć, z kapciami w zębach? to leć za kobietą, która wpada w furię na samą myśl że śmiesz mieć własne zdanie. Niektórzy mężczyźni lubią żyć pod obcasem. Jeśli tak lubią, obcas się zawsze znajdzie. Ale i wiele pogardy, gorzkich słów i nienawiść na koniec. Wchodź w ten biznes, ale znaj cenę; bardzo wysoką. Rezygnacja ze swojej męskiej natury jest możliwa; i boleśniejsza niż kastracja na żywo. Ból jest oczywiście rozłożony na raty a nie jednorazowy. Najpierw trochę uroku, szczyptę pieprzu (pierwsza działka u dilera jest za darmo) potem coraz gorzej. Z czasem to równia pochyła, i coraz gorsze doznania. Na końcu czekanie na śmierć, jako wybawienie od gehenny w której oboje bierzecie udział. Ludzie którzy stracili młodość, widzą że dali się oszukać. Wszystkie hasełka o wnętrzu, miłości, dawaniu szczęścia, można o kant dupy potłuc; wszystko było kłamstwem, grą aktorską, a hipokryzja i udawanie przed sąsiadami trwa nadal. Zostaje tylko świadomość że życie przeminęło, a ciało powoli gaśnie. Pojawia się zgorzknienie, narzekanie, które dla organizmu jest jak dla diabła święcona woda; na reakcję chorobową nie trzeba długo czekać. Koło się zamyka. Człowiek umiera, a na świat przychodzą kolejni, którzy wierzą w nieskończenie powielane bajki. Ci znowu śmieją się ze zgorzkniałego zgreda. Młodzi, niezwyciężeni, świat leży u ich stóp; ich nie dotknie nieszczęście. Do czasu, aż sami podzielą jego los.

 

Nie masz więc co żałować, że taka kobieta Tobą "wzgardziła". Tak naprawdę przestraszyła się. I bardzo możliwe, że będąc legalną małżonką, nie odczuwając nic poza pogardą do mężczyzny Ryśkowatego, zapragnie zakosztować Twojej męskości w swoim ciele, ba! będzie o tym marzyła. O samcu, a nie produkcie męskopochodnym. Jej umysł chce władzy i kontroli w związku, chce stłamsić faceta i wpaść w histerię; ale natura i ciało chcą mężczyzny. Rysiek stara się w domu, ściera kurz, pucuje meble i gotuje obiad, by myszka sobie zjadła gdy wróci z zakupów. Tymczasem Myszka nie kupuje pasztetu i kiełbasy w mięsnym, a wrzeszczy z rozkoszy gdy prawdziwy facet w hotelu brutalnie bierze ją od tyłu, mocno trzymając za włosy jak rzecz, policzkuje i traktuje jak tanią kurewkę; i sapie zadowolony, gdyż interesuje go tylko jego własna rozkosz. I to wystarcza, by kobieta także miała to, czego nigdy nie miała w związku z Ryśkiem; rozkosz, poczucie poddania, uległości, bezpieczeństwa. Kobieta nie chce decydować, pragnie podążać za liderem, chce być bezpieczna, cały jej system homonalny się tego od niej bezwzględnie domaga; tymczasem Rysiek pyta się ją gdzie chce iść, bo nie chce urazić jej uczuć, nie chce by pomyślała sobie ża za nią decyduje, czym narusza jej wolność osobistą. Kochanie, gdzie dziś wyskoczymy? kroczysz ciernistą ścieżką bracie samcu, pytając się kobiety gdzie macie iść. Zrobiło mi się smutno i szlocham, gdy widzę braci idących ku upadkowi... Modlę się w głębi swego serca, by Twoje jądra zaczęły produkować testosteron, byś dołączył tutaj do nas, do braci samców którzy spełniają swoje męskie zachcianki, i żyją naturalnie, godnie. Niech się stanie cud, zamień Panie Boże Ryśka w Samca Alfa; powtarzam bezgłośnie tę modlitwę w sercu, podlewam ją łzami nadziei, i pąsowieję z radości i dumy, gdy oczyma wyobraźni widzę taką scenkę: Ruchaweczko, idziemy dziś na tańce. A potem tatusiek pokaże Ci, co to znaczy być dużą deską w drewutni (której celem produkcyjnym są malutkie deseczki). Tu oczywiście męski uśmiech, i chwacko zawijany tłusty wąs. Będę Cię heblował i lakierował całą noc, kurwisiu. Stolarski, męski dowcip.

 

                                                                 Żądamy...

 

Tego właśnie pragnę. Szczęśliwego świata, uśmiechniętych, zadowolonych mężczyzn i kobiet. Pragnę by jeden dodać dwa, równało się trzy. Pragnę dyktatu hormonalnego, monarchii biologicznej. Dlatego właśnie założyłem z braćmi męski zakon, który takie właśnie cele sobie stawia. Żądamy, nie prosimy, żądamy! zaakceptowania naszej męskiej, chutliwej, popędliwej natury. Żądamy tolerancji i seksu. Żądamy dobrego jedzenia. Modele won z mediów! Żądamy doprowadzenia na przymusowe zastrzyki z testosteronu, wszystkich Ryśków tego świata. Żądamy ładnych, zgrabnych kobiet, i urzędowej kontroli wagi Pań.

 


Seriale telewizyjne i komedie romantyczne, przekonały kobietę że ich biologia się myli. Został dokonany podział, rozłam w kobiecej strukturze umysłowej (tak, istnieje taka). Umysł wytresowany i zaprogramowany przez seriale i komedie romantyczne każe pragnąć mężczyznę bez testosteronu, a ciało wie swoje. Co by kobieta nie zrobiła, będzie cierpieć, jedna z jej części będzie niespełniona. Rozwiązaniem jest więc wyrzucenie z głowy bredni o równouprawnieniu, i wzorcu fajnego, ciepłego, metroseksualnego faceta. Samiec alfa nowych czasów, to mężczyzna który nie godzi się z kobiecymi histeriami i fochami. Nie podlizuje się, ani nie udaje że rozumie to, co kobieta cytuje z seriali i gazetek. Tego nikt nie rozumie. I owszem, jesteś miły, kochany, czuły; ale szczery. I silny. Jesteś opoką, na której kobieta może się oprzeć, i poczuć jak mała dziewczynka. Kochana, bezpieczna, pewna swojego mężczyzny. Wtedy i tylko wtedy, kobieta może się spełnić biologicznie i hormonalnie.

 

                                                          Ty gruba świnio...

 

Prawdziwy mężczyzna rzadko ukazuje uczucia. Prawdziwy mężczyzna jest powściągliwy emocjonalnie. Nie wierz bracie samcu, zaklinam Cię na wszystkie świętości, nie wierz w te kłamstwa że mężczyzna ma ukazywać uczucia. Nie zmuszaj się do tego na siłę. Kobieta Ci mówi że taki facet to porażka? że jest zakompleksiony, niedojrzały? a co ma Ci powiedzieć? chce władzy w związku,  tej nie da jej mężczyzna który jest powściągliwy, który ma odwagę być po prostu sobą. Jeśli Twoja kobieta pyta Cię czy ładnie wygląda w kusej mini, a wylewają się z niej fałdy tłuszczu, odpowiedz szczerze, i mądrze. Samiec alfa starych czasów, neandertalczyk, powie; wyglądasz jak świnia. Rysiek wiadomo, skłamie z miłości; kochanie, wyglądasz prześlicznie, jak Kate Moss. Nowoczesny samiec alfa odpowie; kochanie, powinnaś schudnąć. Dla zdrowia. Kobieta wpadnie w szał? będzie demolować mieszkanie? płakać i zawodzić, tak by cały blok słyszał jak bardzo jest nieszczęśliwa, jak strasznie została skrzywdzona? a niech tak robi. Wtedy powiesz jej miło, kulturalnie; kochanie, szanujmy swój czas. Ten idzie do przodu, szkoda go tracić na zaciekłe milczenie i karczemne awantury. Nie chcesz żeby było fajnie, sympatycznie i miło, żądasz ode mnie kłamstw a za prawdę wariujesz, to powodzenia i pozdrawiam. Chcesz? to usiądźmy i porozmawiajmy. Kocham Cię, ale wyglądasz brzydko. Jesteś otyła, i chętnie Ci pomogę w ułożeniu diety, ćwiczeń. Podstawowe to seks; trzy razy dziennie. Zaawansowane; bieganie po zakupy, gazetę i do pracy. Czyli jak zwykle kochanie...

 

Nie ukazuję swych uczuć tak wylewnie, jak chciałaby kobieta. Taka moja charakterystyka. Dlaczego mam to zmieniać, jak dobrze mi z tym? lubię przytulić pieska, czytelniczkę... wzruszyć się na filmie wojennym; wystarczy. Jeśli Ci się to nie spodoba, droga wolna. Moje szczęście nie zależy od Ciebie. Moje nieszczęście także. Tak, chyba jestem żałosnym, niedojrzałym emocjonalnie popaprańcem. I dobrze mi z tym. Jestem Marek, jestem przeorem męskiego zakonu braci uciśnionych. A za mną stoją wspierający mnie emocjonalnie alkoholem i pornosikami, wierni bracia samcy. Zawsze rubaszni, zawsze gotowi na seks z Paniami, zawsze prymitywni i niedojrzali emocjonalnie, zawsze skorzy do opowiadania chamskich dowcipów.


Moi bracia samcy, żyją w grzechu niezrozumienia, ponieważ utożsamiają inteligencję Pań z bystrością w rozmowie, erotycznym przekomarzaniu się (znika logika, odpływając na dół wraz z krwią, a jej miejsce zastępuje gorączka zmysłów) i wreszcie najgorszym; pyskowaniu. Jak widzimy po naszych rodzimych politykach, są to osoby często bez żadnej inteligencji, natomiast znają się na retoryce, nie posiadają poczucia wstydu, są bezczelni. Ktoś kto umie mówić, został tego nauczony (gdyż jest to umiejętność którą można polityka wyuczyć, jak małpę picia whisky ), i nie ma skrupułów, zawsze będzie przebojowy. Ludzie kojarzą taką właśnie bezkrytyczną przebojowość z inteligencją. A są to zupełnie odmienne stany umysłu. Chcę Cię rozgrzeszyć, byś żył w czystości. Klęknij bracie samcu, wyznaj mi swą niewiedzę, spójrz z ufnością w moją zadowoloną, agroidalną twarz; po czym wpłać na tacę co łaska (ale minimum na waciki) i pokuta, bolesna, dotkliwa; czytaj ze zrozumieniem mój felieton. Wiem; jestem okrutny.

 

Znam wielu facetów, którzy są nieśmiali i inteligentni. Będąc w środowisku chamów i mentalnego buractwa, wstydzą się i boją powiedzieć coś z głębi siebie, ponieważ zostanie to natychmiast wyszydzone i wyśmiane. Burak nigdy nie zrozumie, co chce zakomunikować mu ktoś nadający kilka poziomów wyżej, i przepraszam z tego miejsca buraki, to bardzo zdrowe i smaczne rośliny (używam ich aktualnie do oczyszczenia wątroby). Inteligencja często jest blokowana przez lęk, nie może się przez niego rozwinąć, ukazać swojego piękna. Dlatego ktoś kto nie ma lęku, może dać z siebie wszystko. I te "wszystko" dla wielu mniej inteligentnych ludzi, wystarcza by uznać ich za inteligentnych. Proszę spojrzeć na Pana Najmana; nikt kto ma chociaż trochę osobistej godności, nie zachowywałby się w taki sposób. Nikt mając inteligencję, także nie używałby takich zachowań i słów jak Pan Najman. Ale Pan Marcin ma to wszystko, przepraszam, w miejscu którego brzydzi się każdy prawdziwy homofob. Nie wie i nie rozumie, jakie wzbudza reakcje u ludzi, wie tylko że jest popularny co liczy się najbardziej. Ośrodek wstydu widocznie został uszkodzony, jakimś mocnym uderzeniem w głowę; albo taki się urodził, i ku tej opcji się zdecydowanie skłaniam. Być może trochę mu zazdroszczę, to byłoby miłe zupełnie nie przejmować się innymi. Niebezpieczne, ale przyjemne.

 

                                                     Oaza dobrobytu

 

Polityk rządzącej partii występuje przed ludźmi, i mówi o zielonej wyspie, oazie dobrobytu i nieprawdopodobnie bajkowej rzeczywistości, która nas czeka; byle tylko jeszcze raz na niego zagłosować. Przyznacie Państwo, że takie kłamanie w żywe oczy, wymaga od kłamczucha albo wiary w to co mówi (bardzo mało możliwe, praktycznie nierealne) albo silnego przekonania że ludzie to zwierzęta, i trzeba ich okłamywać. Zacytuję słowa klasyka: "Ludzie nie są tacy głupi, jak nam się wydaje. Są dużo głupsi." (Tomasz Lis) Kliknij Link Oczywiście, ludzie są przeważnie totalnie głupi, sami się proszą by ich prowadzić do rzeźni. Problem w tym że takie stwierdzenie dla jednych będzie powodem do smutku, a dla drapieżników doskonałą wymówką i  pretekstem by ich okradać, a do tego prowadzi dziennikarstwo na zlecenie polityczne, czyli moralna prostytucja. Jeśli tak znany dziennikarz mówi z pogardą o ludziach, a Ci go uwielbiają bo przystojny, ładnie mówi, znani ludzie podają mu rękę, to w ten sposób koło się zamyka. Jak można szanować człowieka, któremu pluje się w twarz, a ten nam za to czapkuje? nie można. Zawsze wam o tym piszę, że jeśli się sami nie szanujecie, jeśli szukacie poza sobą czegoś pięknego, celu życia, a pomijacie to co macie w sobie, to zawsze będziecie okradani i pogardzani. Jeśli Ty nie widzisz w sobie piękna, jakim cudem ktokolwiek inny może je dostrzec? Całe życie Cię tresowano jak psa, że liczą się tylko inni. Tymczasem zawsze liczysz się tylko Ty. Ludzki umysł, ego, nie jest w stanie działać dla innych ludzi. To fizycznie, mechanicznie niemożliwe. Jeśli wierzysz że jesteś dobrym człowiekiem, to pomagasz innym by utrzymać te wyobrażenie o sobie. Masz i miałeś zawsze wszystkich gdzieś, zawsze liczyłeś się tylko Ty; i zrozumienie tego faktu, jest wyzwoleniem. Tak jesteśmy skonstruowani. Nie latamy, nie pierdzimy chanel no 5, rzucone jabłko do góry nie poleci na księżyc, a spadnie nam na twarz, druzgocząc i rozkwaszając nam nos. Ludzie na poziomie ego, umysłu, są egoistami. Wszyscy. Dbają tylko o swoje przekonania. Spójrz w głąb siebie, w ciszy i spokoju, a zauważysz to. I to będzie przełom w Twoim życiu, rewolucja i wyjście z pierwszej iluzji. Narodzisz się na nowo. Wszyscy są egoistami, i służą swoim przekonaniom. Jeśli ego wierzy że jest naprawdę dobre (w społecznym sensie), to jeśli będzie trzeba, odda życie za kogoś. Ale nie dla tego kogoś, a dla podtrzymania swojego przekonania. Gdyby nie oddał życia, czułby że nie jest dobry, zawaliłby mu się cały świat w który wierzył, straciłby poczucie własnego JA; wcześniej czy później, powiesiłby się. Każdy robi coś, co potwierdzi mu jego wizję życia, jego przekonania o sobie. Jeśli więc idziesz ze stadem baranów, to kochasz podstawianych Ci idoli; papież, muzycy, aktorzy. I nieważne czy Twój idol jest dobry czy zły, to nie żadnego znaczenia; czcząc idola, zapominasz o sobie. Jeśli idziesz ścieżką prawdy, skupiasz się na sobie, bo tylko siebie masz na tym świecie. Zadbaj o siebie, zrób coś dla siebie, czujesz ten opór? czujesz te głosy księdza, rodziców czy dziadków w głowie, wrzeszczące, nakazujące, rozkazujące i oskarżające o egoizm? pozbądź się ich. Wyrzuć ich wszystkich ze swojej głowy. Pamiętaj że Jezus mówił o zostawieniu wszystkich, więc nie ciągnij ich ze sobą, tylko zacznij żyć sobą, poprzez siebie. Ty masz swoje życie, a inni niech się zajmą swoim własnym. Problem świata polega na tym, że każdy chciałby nawracać świat, zmieniać ludzi. A nikt nie chce zmieniać siebie. Efekt widzimy sami; tragedie, wojny, bieda. Zajmijcie się sobą, tak po prostu.

 

                                                     Dwie rzeczy

 

W życiu liczą się dwie rzeczy; inteligencja, i to czy umiesz ją umiejętnie przekazać. Jeśli nie umiesz jej przełożyć na język zrozumiały dla odbiorcy, zostaniesz uznany co najmniej za dziwaka, nienormalnego. Jeśli będziesz bogaty i zabełkoczesz opluwając wszystkich wokół, nazwą Cię ekscentrycznym milionerem. No cóż, pieniądz łagodzi obyczaje i słownictwo. Zawsze też możesz zlecić komu trzeba, by połamali palce lub kolana szydercy. Stać Cię na to. Stąd taka sympatia, którą jesteś otaczany, nieszczera ale jednak. Co ciekawe, internet wniósł powiew świeżości w te odwieczne, skostniałe zasady. Można całkiem bezkarnie obrażać i lżyć tych, którzy dawniej byli "nie do ruszenia". Teraz są, i prawdopodobnie trzęsą się ze złości, czytając kolejny opłacony artykuł o sobie, i widząc komentarze. Mi się to osobiście bardzo podoba, tym na górze znacznie mniej. Przynajmniej ludzie mogą sobie ulżyć w internecie, za to co tu się wyrabia, w polsce; eksperymentalnym, otwartym obozie koncentracyjnym bez drutów.

 

                                               Inteligencja zwykła

 

Jeśli mówimy o inteligencji, trzeba ją zdefiniować. Moim zdaniem mamy do czynienia z inteligencją zwykłą, kiedy ktoś umie szybko i sprawnie kojarzyć pewne fakty. Ci ludzie mają dobre rozeznanie w tym co się dzieje, ale często to co widzą, wpędza ich w depresję. Z depresji wyciąga ich na chwilę alkohol, więc całkiem często można spotkać inteligentnego alkoholika, rozgoryczonego życiem, uciekającego w sztuczną wesołość ze świata smutku i bólu. Sam rozum i logika, nie są i nigdy nie będą w stanie wyjaśnić tego co się dzieje na świecie. Otaczające nas kłamstwa, okrucieństwo, głupota i brak wyobraźni ludzi, jest porażająca; dla człowieka który to dostrzega. Im bardziej wrażliwy człowiek, tym większym dla niego przekleństwem jest inteligencja  zwykła. Człowiek inteligentny ale bez empatii (albo ze znacznie stępioną), stanie się skutecznym drapieżnikiem niszczącym innych ludzi. Zostanie politykiem albo biznesmenem, farbowanym liberałem płacącym pryszczatym fanom Korwina Mikke grosze (jeśli w ogóle zapłaci, bo bardzo modne jest niepłacenie za pracę) i tłumaczącym że jak da podwyżkę, to bedzie musiał zwiększyć cenę towaru, więc nie ma sensu jej dawać; przemilczy oczywiście fakt, że można mniej wziąć do kieszeni, albo szukać oszczędności w biznesie (tańszy transport, ciąć koszty produkcji, tańsze materiały, ubezpieczyciel z mniejszą składą, zamiana windowsa i office na linuxa i open office). Zostają też urzędnikami religijnymi, bezwzględnie od dzieciństwa instalujący w ludziach strach przed piekłem i diabłem, i dającym za pieniądze wytchnienie od lęku, w który sami wpędzili ludzi. Ludzie mający rozwiniętą tylko inteligencję zwykłą, stają się nieszczęśliwi i zalęknieni (w wypadku posiadania empatii i wrażliwości, zauważenia że najczęściej wygrywają źli, a świat stacza się w otchłań) albo obłudni i źli, bardzo niebezpieczni dla stada baranów które będą bezlitośnie strzyc i golić.

 

                                           Inteligencja emocjonalna

 

Później występuje inteligencja emocjonalna, polegająca na znajomości i zrozumieniu swoich emocji, na umiejętności pracy z nimi, nie ulegania im w momencie ich powstania; jest to jakby umiejętność wzniesienia się nad nie, bycia ponad nimi i nie reagowaniu na nie jak dziecko, które widząc zabawkę wpada w histerię, bo musi je koniecznie w tej chwili mieć. Zabawka może przekraczać możliwości finansowe rodziców, ale dziecko tego nie rozumie, nie interesuje go to. Ktoś z inteligencją emocjonalną, może być w sensie pierwszej inteligencji, głupi jak but. Ja osobiście uważam, że jestem dość inteligentny emocjonalnie, ale normalnie (w sensie inteligencji zwykłej) jestem znacznie poniżej przeciętnej. Jestem prostym, niewykształconym chłopakiem, i dobrze mi z tym. Emocjonalny inteligent, to osoba umiejąca się zdystansować od swoich emocji, zdaje sobie sprawę z tego, że emocje to nie coś prawdziwego, to nie on, tylko ciągle zmieniające się rozbłyski. Jeśli obserwować je z góry, nie identyfikować się z nimi, to pędzą jak chmury; jedne się pojawiają, znikają, i natychmiast ich miejsce zajmują następne. Dla inteligenta emocjonalnego, jest jasne jak słońce że emocje nie są nim. Po prostu są, pojawiają się i znikają. Nie można z nimi się utożsamiać. Inteligent zwykły, czyli z pierwszego poziomu, nie jest w stanie zrozumieć tego wywodu. Emocje się pojawiają, więc wchodzi w nie całkiem. Jest nimi sterowany jak zwierzę przez instynkty; pojawia się nienawiść? nienawidzi. Pojawia się radość? jest radosny. Jaka emocja by się nie pojawiła, zwykły inteligent nie jest w stanie zdystansować się od niej, nawet jej nie może obserwować. Wchodzi w nią całym sobą. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ człowiekiem bardzo łatwo emocjonalnie manipulować; wystarczy go obrazić, i już reaguje jak chcemy. Ale kto chce żeby ktoś go nienawidził? stosuje się więc manipulację. Dla przykładu; w Syrii opłacani przez CIA i Mossad najemnicy, nazywani żartobliwie rewolucjonistami, mordują ludność cywilną a opłacane media pokazują światu obrazki trupów, i obrazek Syryjskiego żołnierza. Zwykły człowiek widzi pokrwawione dzieci z kiszkami na wierzchu, i zadowoloną minę Syryjskiego żołnierza, więc odczuwa nienawiść; i o to chodzi. Taki człowiek zgodzi się, by siły (rząd, służby) które go bezczelnie okłamują, wysłały jego syna w pokojowej, humanitarnej misji stabilizującej, by z samolotu zrzucał bomby na tych rzekomo złych. Inteligent emocjonalny, nie da się na to złapać. Można go oszukać intelektualnie, można przekonać że Syryjskie siły rządowe są złe, ale nie da się w nim wzbudzić nienawiści, jeśli ten nie chce się babrać w tym negatywnym, obciążającym zdrowie i emocje uczuciu. Zwykły inteligent (z empatią) zrozumie że jest robiony w konia przez przekupionych dziennikarzy żeby pokazywać tylko jedną stronę medalu, ale mimo wszystko, obrazki i hipnotyczne powtarzanie wzbudzi w nim negatywne emocje. Nieważne kto kogo rzeza, ważne że jest ból, cierpienie i śmierć.

 

                                                     Inteligencja duchowa

 

I w końcu mamy inteligencję duchową, która oznacza patrzenie na świat i kosmos, jako coś bliskiego, jako jedność. Cały wszechświat, jawi się duchowym inteligentom jako jedna wielka rodzina. Nie trzeba mieć dowodów naukowych, pikselowych obrazków z Marsa, by czuć w głębi siebie że życie w kosmosie istnieje, a my jesteśmy jego bardzo małą, ale ważną częścią. Ignorant duchowy, widzi osiedla i swój klub sportowy, który kocha i gloryfikuje, a innych nienawidzi, chociaż po drugiej stronie są takie same chłopaki jak on, którzy się po prostu urodzili pięćset metrów dalej, gdzie działa inny klub sportowy. Stopień wyższy w armii ignorantów, widzi miasta. Warszawiaków napierdalać bo ćwoki, a tylko jego miasto jest piękne i dobre. Następny stopień w hierarchii duchowej głupoty, to widzenie tylko swojego państwa, jako źródła piękna, miłości i wszystkiego co najlepsze. Na tym stopniu często wierzy się, że jakiś bóg czy bogini szczególnie umiłował sobie te państwo, i nawróci ono wszystkie inne. Znamienne jest to, że im bardziej naród wierzy w swoją wyjątkowość, tym bardziej jest okrutnie doświadczany przez los, a zbawcy ni widu ni słychu. Najlepszym chyba przykładem jest Polska, wierząca w szczególną opiekę Matki Boskiej. Tylko jakoś od ponad dwustu lat, tej opieki w ogóle nie widać, niekończący się korowód wojen, zaborów, nazizm, komunizm, a teraz przerażajacy korpokapitalizm. Ciągle słyszy się tylko zapewnienia, że trzeba cierpieć w pokorze i w nadziei czekać. W takich Czechach, żaden Bóg nimi się nie opiekuje, a żyje się znacznie przyjemniej, łatwiej. Aż by się chciało powiedzieć, żeby nas Ci Żydowscy Bogowie zostawili w spokoju. Nie chcę być w narodzie wybranym przez Boga z dalekiej Azji, chcę mieć pracę i uczciwą pensję, chcę sprawiedliwych sądów, uczciwej policji, autostrad. Nie chcę żreć soli drogowej, i być truty i okradany z każdej strony. Chcę normalności a nie upodlenia i nędzy. Chce mi się płakać gdy słyszę znowu o chłopaku, co się powiesił z biedy bo nie dostał pensji. Gdzie wtedy była Matka Boska opiekująca się tym krajem? a może zamiast liczyć na mityczne Żydowskie postacie ze starej książki,  sami się weźmy za organizację swojego życia, zamiast czekać kolejne setki lat na ingerencję Boską? Gdy opuszcza się już niższe i średnie rejony umysłowego zaciemnienia, wkracza się do wyższej, oficerskiej strefy armii; uwielbia się swój kontynent. Mój jest dobry, wspaniały, a inne to hołota, prymitywy. Najwyższe szlify generalskie, to już wyższa szkoła jazdy; planeta ziemia jest absolutnie super, a inne planety godne pogardy. Marsa zbombardować, księżyc okupować, a na jowisza wysłać dywizję pryszczatych liberałów, niech prywatyzują piasek.

 

Gdy generał doświadczy niezwykłego szczęścia, wstąpi do strefy duchowej inteligencji, gdzie naturalnie odczuwa że jakaś niewidzialna nić, na jakimś jeszcze nie poznanym przez naukę poziomie, łączy nas wszystkich. To sfera odczucia, piękna braterskiego. Wspaniałe, czułe doznania. Każdy rząd, korporacja i każda religia, nienawidzi tego uczucia. Każda z tych konstrukcji by się rozpadła, gdyby wszyscy ludzie tak odczuwali. Dopóki istnieje ból i niewiedza, organizacje te święcą triumfy i są potęgami; zbudowanymi na głupocie i strachu ludzkości, który ze wszystkich sił potęgują.

 

                                                     Dwie strony medalu

 

Inteligencja emocjonalna, ma swoje dwie strony, jak księżyc; zawsze mroczną i jasną. Jasna jest bardzo przyjemna, kobieta z tym typem inteligencji jest prawdziwym skarbem. Potrafi panować nad impulsami emocjonalnymi, nie skacze w histerii i panice, nie reaguje natychmiast jak zwierzę, tylko poddaje każdą emocję wnikliwej obserwacji. W praktyce oznacza to, że nie reaguje pochopnie, stara się być uprzejma, miła, wspierająca. To typ tzw. ciepłej, życzliwej kobiety. Faceci uwielbiają takie kobiety, podobnie jak dzieci. Kobiety te używają do wpływania na świat życzliwości, prośby, często komplementu który jeśli dobrze wcelowany, potrafi osiągnąć niemal wszystko. Dzieci uwielbiają takie matki, i całe życie kojarzą najlepsze sceny swego życia, z ciepłem i bezpieczeństwem dawanym przez inteligentną emocjonalnie matkę. Często zdarza się, że mężczyźni uciekają od bogatych, seksualnie atrakcyjnych partnerek, do często brzydszej, bardziej otyłej, ale reprezentującej jasną inteligencję emocjonalną Pani. Ex partnerki nigdy nie będą w stanie zrozumieć, dlaczego tak się stało. A nie zrozumieją tego, ponieważ działają na zupełnie innej płaszczyźnie. Atrakcyjne ciało jest? jest. Kasa jest? jest. Znajomi na poziomie, na stanowiskach są? jasne. Firma jest? tak. To dlaczego zwiał? ano dlatego, że brakowało mu ciepła. Nie każdy jest Ryśkiem eskimosem, który wytrzyma na lodowatej antarktydzie serca swojej Pani. Niektórzy chcą się ogrzać w cieple kobiety, która opanowała emocje; i serca zakochanych w nich do szaleństwa mężczyzn. Taką właśnie kobietę się kocha, do wariactwa, jak to mówią młodzi, do porzygu. Mężczyzna który raz posmakuje ciepła, zostaje narkomanem. Oczywiście mężczyzna może chcieć taką kobietę zdominować, trafiają się szaleńcy, zakompleksieńcy. Jak to w życiu, ale taka kobieta ma duże szanse, by sobie z nimi poradzić. Jest królową swych emocji, więc trudno nią manipulować je wzbudzając. Kobieta ideał, archetyp ukochanej matki, nie trzymającej przy sobie rozpaczliwie dzieci, a zachęcająca by ci śmiało zdobywali świat.

 


Zawsze mroczna inteligencja, oznacza że kobieta panuje nad swoimi emocjami, nie poddaje się im, ale używa ich w złych celach. Cele te, to osiągnięcie dominacji wszędzie tam, gdzie się znajdują, najczęściej w związkach. Im większy strach, tym większa potrzeba kontrolowania przykrych bodźców z zewnątrz. Nie reagują od razu, tworzą plan gry, i atakują w najsłabszy punkt który doskonale emocjonalnie widzą. Atakują system emocjonalny mężczyzny, i robią to skuteczniej niż Mike Tyson. Mężczyźni będący w związku z tymi kobietami, mają ciężkie życie; chyba że się poddadzą, zrezygnują z męskiej, dominacyjnej natury, i ulegną kobiecie. Wtedy ciosy będą znacznie rzadsze i słabsze, ale pojawi się wyraźna i nie ukrywana pogarda dla nich, dla ich słabości. Kobieta która dysponuje inteligencją zwykłą i zawsze mroczną, jest śmiertelnie niebezpieczna. Kobiety tylko z zawsze mroczną inteligencją, atakują skutecznie ale tylko ten punkt, który uznają za słaby, co jest ich wielką słabością. W praktyce może się okazać, że zaatakowały głową żelazne ogrodzenie. Przykład; taki typ kobiety boi się najbardziej słowa i twierdzenia, że np. jest pusta. Uważa to za coś strasznego, więc gdy widzi że jestem w słabszej formie, mówi mi sycząc że jestem pusty. Problem w tym, że od wielu lat działając w sieci, zdołałem przyzwyczaić się, a nawet polubić takie słowa. Bawią mnie, chociaż na początku mnie raniły. Ale ile lat można się przejmować takim śmiesznym słowem? a więc w reakcji ja się śmieję. Atak się nie udał, bo zabrakło zwykłej inteligencji, która oceniłaby zasadność i celowość ataku. Ale gdy do akcji wejdzie kobieta, która dodatkowo dysponuje zwykłą inteligencją, nie mam szans. Szybko się zorientuje (skojarzy, zaobserwuje) że słowo pusty na mnie nie działa. Ale będzie wiedzieć, i to dość szybko, że lubię komplementy. "Marek, świetnie napisane", "Marek, może się umówimy pogadać?". To już na mnie kiepsko działa, lata takich zaczepek stępiły moją podatność na komplementy, przyjmuję je już bez zażenowania, na luzie. Ale już zachwyt mnie porusza. I ona uderzy w ten zachwyt, dokładnie w punkt boleści. Oczywiście, tuż po tym wyleci na kopach z mojego życia, ale nie wszyscy tak zasadniczo traktują te sprawy jak ja. Większość braci samców udaje że nic się nie stało, przetrzymują bolesne ciosy, licząc na regenerację. I się przeliczą, zawsze. Ciosy będą mocniejsze, bardziej zaciekłe, a regeneracja zwolniona. Nie może być inaczej, każde działanie ma naturalną, biologiczną tendencję do nasilania się.

 

Całe lata tłumaczę braciom samcom, publicznie i prywatnie; jeśli kobieta Cię obraziła albo nie daj Panie Boże uderzyła, to nieważne co mówi; powtórzy to. Jeśli zdradziła, powtórzy. Musisz reagować, a nie jak struś chować głowę w piasek i wystawiać tyłek; chwila moment, i ktoś Ci ten tyłek zdefloruje. Niestety, bracia nie słuchają. Napełnia mnie to rozpaczą, rodziera moje serce. Ale cóż mogę zrobić? myślicie że daje mi przyjemność, gdy później czytam że miałem znowu rację? ok, troszkę daje... A więc, czy mężczyzna boi się inteligentnych kobiet? Typ pierwszy, inteligencja zwykła, zależy od charakteru. Dobry daje możliwość rozmowy, dowcipkowania, wspólnych zainteresowań (ale nie pasji, te wzbudzają silne emocje). Zły zwykły niszczy mężczyznę, tego bym się bardzo obawiał. Typ drugi, emocjonalny. Ten dobry jest wspaniały na ślub, stały związek; zły jest bardzo niebezpieczny, bałbym się jak diabli. Typ trzeci, duchowy, polecam każdemu; jest jednak tak rzadki, jak wygrana w szóstkę. Jakbym spotkał, klepałbym (termin ślubu) jak Najman matę. Byśmy zachwycali się księżycem, słońcem, wspólnie medytowali, a na chlebek i kiełbasę  łożyli by hojni czytelnicy, widzowie i świadkowie naszego szczęścia.

 


Ogłoszenie; potrzebuję laptopa, by pisać na dworzu zamiast w domu. Oszczędzi to moje zielone, chytre, podobno ładne oczy. W sumie to nie wiem czy dam radę pisać na dworzu, mam swoje wieloletnie nawyki, ale chciałbym spróbować. Obawiam się że złośliwy owad, może mi zabrać całą chęć do pracy na świeżym powietrzu. Jak się spocę (np. koszę trawnik) to upodobały sobie moje opalone ciało gzy; nie gryzą, litują się pewnie nade mną, czują że gryzie mnie już potężnie sumienie więc dają mi spokój. No cóż, znowu jestem w ciągu cukrowym. A miałem wytrzymać, nie wyszło znowu... Obawiam się też Fioni. Niszczy wszystko, elektronikę, gazety, książki. Straty są już dość spore. Ale wybaczam jej, taka śliczniocha się zrobiła, taki słodziak, że nie mam serca nawet na nią krzyknąć. Ona mnie wykorzystuje, wiem o tym. Nadużywa mojej dobroci. Takie życie, cóż mogę zrobić? gdy ją przytulam i cichutko łajam, zanika wszelka moja złość. Może być stary sprzęt, jako maszyna do pisania. Jeśli ktoś ma takiego starocia, i chciałby zrobić dobry uczynek, będę bardzo wdzięczny. Podkreślam; dobry uczynek, co nie oznacza wypominania, wpraszania się, darmowej, kilkuletniej psychoanalizy itd.

 

wtorek, 14 sierpień 2012 12:59

"Mężczyźni boją się mądrych kobiet"

Mężczyźni boją się mądrych kobiet. Boją się nieznanego, i trudno im się dziwić. Jak wygląda mądra kobieta? czy jest trójpierśna? ma ogon zamiast nóg i żyje w oceanie? a może lata jak nietoperz, i żywi się małymi gryzoniami? kto wie? podobno widziano ją na Mazurach, jak w nocy wypełzła na żer, niektórzy przysięgają że widzieli ją na niebie, jak patrzyła przez lufcik ufo. Obawiam się że nikt nie widział mądrej kobiety, a wszystko co nieznane, budzi demony wyobraźni. Stąd pochodzi ten odwieczny, męski lęk. Jego ojczyzną jest niepewność, rodzicami nieufność a kamieniem węgielnym strach.


wtorek, 14 sierpień 2012 12:58

"Jesteś inna niż wszystkie"

"Jesteś inna, niż wszystkie kobiety które znałem". Tym oto stwierdzeniem (należy udawać szczerość i fascynację) możemy z lekkością zdobyć twierdzę ego kobiety, ba! możliwe że na ego się nie skończy, jeśli jesteś ciut przystojniejszy od diabła i dbasz o jamę ustną. Każda kobieta lubi komplementy (a najbardziej te Panie, które twierdzą że pochwały nie mają na nie żadnego wpływu) zwłaszcza takie, gdy jest porównywana z innymi kobietami, i wychodzi z tego starcia zwycięsko. Nienawidzę kłamstwa, z trzema wyjątkami. Kłamstwo w urzędzie państwowym jest chwalebne, w miłości wymagane, a okłamywać czytelnika dla jego dobra, można i nawet trzeba. Czytelnik też człowiek, więc czystej prawdy jak i czystego spirytusu, długo w sobie nie przetrzyma. Kocham swoich czytelników, i jest to miłość występna, podła; może przeczytać mnie każdy. Jestem puszczalski, wszędzie jestem z moim, mam nadzieję że dobrym, piórem. Wielu go posmakowało, i jeszcze niejeden się nim zachwyci, a pamięć jego nie da mu spokoju. Na to liczę, chyba że wcześniej umrę na cukrzycę albo z przejedzenia; wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują.

 

                                                     Medialne klonowanie

 

Przeciętna kobieta, to jedna z milionów klonów małp w stadzie. Histerycznie goni za modą, za tym by się upodobnić do modowego wzorca, nie rozumiejąc że stado musi mieć swojego pasterza, który je w najlepszym wypadku strzyże, a w najgorszym prowadzi do rzeźni. W stadzie można być tylko bezmyślnym baranem, kimś kto dostosowuje się do odgórnych nakazów. Baran nie ma możliwości wyjść ze stada; po pierwsze jest mu w nim dobrze, po drugie nie wie że poza stadem istnieje jakikolwiek świat, w ogóle go to nie interesuje, i przerasta jego możliwości intelektualne. Kobieta ma możliwość orientacji, ponieważ ma znacznie sprawniejszy mózg od barana (tu zdania są podzielone) a mimo wszystko sama płaci (najczęściej plastikiem małżonka) za to by znaleźć się w stadzie klonów, tych co robią wszystko tak jak inni; sama aktem pragnienia bycia modną i na topie, rezygnuje z praktycznego wykorzystywania mózgu. A to nie klony błyszczą na firmanencie gwiazd, tylko unikalne osobowości. Jeśli kobieta uwielbia Lady Gagę, i chce być jak ona, to będzie jednym z setek tysięcy manekinów, naśladujących sceniczny wizerunek piosenkarki. Oczywistym więc jest, że nie będzie pożądana, skoro można pożądać idealny wzorzec. Utożsamienie się z celebrytą, oznacza wyparcie się siebie, swojej unikalności, niepowtarzalności; odrzucenie daru osobowości. Ktoś kto odrzuca siebie dla scenicznej kreacji, dla przerabianych graficznie zdjęć, jest szalony.

 

Jak miałbym szanować taką osobę? odrzuca samą siebie, uważa siebie za coś gorszego niż onanizujący się tłumem baranów na widowni celebryta, więc daje tym o sobie świadectwo; jeszcze gorsze (byłem liderem szkoły w tej kategorii) niż te, które ja dostawałem na każdym stopniu swojej edukacji; nie było ich zbyt wiele. Oczywiście, osoba ta myśli że naśladując wzorzec, będzie akceptowana i lubiana. Nie będzie, bo baran służy do strzyżenia czy rzezania na kebab, a nie do podziwiania. Czy zależało Ci kiedykolwiek, by kebab który jesz czuł się komfortowo, szeptałeś mu miłe słowa? podziwiałeś kształt mięsa, czule głaskałeś? płakałeś na myśl o jego nieszczęśliwym życiu? opiewałeś jego zalety ducha i charakteru, w miłosnych wierszach i sonetach pisanych o wschodzie słońca? Podziwiać można tylko tę osobę, która jest totalnie sobą; nikogo nie udaje, nie puszy się, nie chce być większą niż jest. Wiemy doskonale że aby człowiek kupował, wydawał pieniądze, trzeba wzbudzić w nim poczucie że jest brzydki, niedoskonały. Chcąc zatuszować te okropne uczucie, które wzbudziły i ugruntowały w kobiecie media (pokazujące wzór, czyli retuszowane modelki, albo wyzwolone biznesmenki z mężem TW) trzeba kupować polecane produkty; modne i na czasie. Nowa kolekcja? musisz to mieć! bo w półrocznej sukience będziesz niemodna, będziesz passe; będziesz z tyłu sztafety, której zwycięzca pierwszy skacze z urwiska w spienione morze, wypełnione nerwowo podrygującymi płetwami grzbietowymi rekinów modnisiojadów.

 

                                                    Dar dla Kowalskiego?

 

Wiemy także (nie wszyscy, ale moi czytelnicy wiedzą) że z modą jest jak z lekarstwami. Z chwilą ostatecznego wyzdrowienia, skończyłyby się pieniądze dla firm farmaceutycznych. Musieli by zwijać manatki, zrezygnować z miliardów dolarów, super luksusowego życia, i władzy jaką dają pieniądze; politycy z nich przecież żyją, i za te pieniądze służą najbogatszym, dla nich ustalają prawo. Tylko ktoś o inteligencji legwana, mógłby przypuścić że ludzie na szczytach władzy się na coś takiego zgodzą. Rodzina potrafi zrobić najohydniejszą rzecz dla kilku groszy, przyjaciel okrada przyjaciela, morderca zabija już od dziesięciu tysięcy złotych, a ludzie przyzwyczajeni do podziwu maluczkich, wielkich pieniędzy i władzy, zrezygnują z tego wszystkiego? dla przeciętnego chorego Kowalskiego? odpowiedź jest oczywista i jasna jak słońce. Nie zrezygnują, i zrobią wszystko żeby dwunożne źródło zysku nigdy nie wyzdrowiało.

 

Dlatego leki nie leczą, a jak najdłużej utrzymują człowieka przy życiu, żeby jak najdłużej kupował lek. Setki leków na różne choroby, bierze się całe życie; żaden nie leczy choroby. Leczenie naturalne jest wyśmiewane, wykpiwane. Stać ich na kupienie dziennikarzy, żeby tak pisali, po co się wyleczyć jak można brać do końca życia lek, po którym efekty uboczne będą katastrofalne? Tak samo jest z modą, ciuchami; gdy kobieta poczuje się spełniona, szczęśliwa, nie będzie miała już potrzeby upiększania siebie. Przestanie kupować i wydawać pieniądze. Korporacje mają więc jeden główny i nadrzędny interes, sprawiać by ludzie źle się czuli, i zaoferować im produkt który na chwilę polepszy im samopoczucie. Bardzo ważnym jest, by efekt trwał chwilę. To maksymalizuje zyski korporacji, bo zmusza ludzi do ciągłego kupowania dających "szczęście" przedmiotów. Koncerny farmaceutyczne korzystają więc z gigantycznych środków którymi dysponują, i przekupują lekarzy by Ci przepisywali ich leki; przekupują też polityków, urzędników i dziennikarzy, po czym straszą epidemiami, wciskając wszystkim podejrzane szczepionki. Moi znajomi lekarze, zabraniają ich brać swojej rodzinie, zwykli ludzie napędzani obrazkami zwłok z telewizora, jadą w panice by się zaszczepiać. Nie wiadomo w sumie czym, bo każdy kto chce sprawdzić, wyzywany jest przez usłużnych dziennikarzy piszących za wziątki, od spiskowców, wariatów i nienormalnych. Jak dziecko dostanie autyzmu od szczepionki, i sprawi rodzicom udrękę na całe życie, to Ci będą się modlić o uzdrowienie. A powinni pójść i dać w mordę; dziennikarzowi, lekarzowi, politykowi. Następni by się kilka razy zastanowili, zanim by wzięli kopertę, czy wyjechali na sponsorowane wakacje all inclusive (panienki i alko w cenie).

 

                                                      Straszą siarką

 

Religia straszy piekłem, wiekami niewyobrażalnej męczarni które czekają na tych, co nie modlą się do polecanego im Boga, i oczywiście, jakżeby inaczej, nie korzystają z szerokiego pakietu usług ich przedstawicieli na ziemi. Ludzie w to wierzą, bo jak wszyscy w to wierzą, to pewnie jest to prawdą i tak trzeba. Jednocześnie organizacja wzbudzająca od dzieciństwa w ludziach strach przed Szatanem i wiekuistym potępieniem (a całkiem niedawno przed torturami i stosem w imię Boga Miłości) oferuje ukojenie od strachu. Proszę zauważyć, że proces ten trwa od początku do końca życia człowieka, nie ma świętości, spełnienia duchowego które przerwało by proces strachu, i pozwoliło wiernemu osiągnąć jakiś trwalszy sukces. I być nie może, bo co by zrobili kapłani gdyby pieniądze przestały płynąć? poszli by do łopaty? wszyscy; media, koncerny, korporacje, religie, rządy, wszyscy oni nami manipulują i walczą o to by nas jak najbardziej od siebie uzależnić. Najpierw nas zastraszają, później oferują na to lekarstwo, które daje chwilową ulgę. Im więcej nas będzie miała jedna grupka, tym silniejsza się staje. I biorą się wzajemnie za łby, bo każdy chce władzy absolutnej. My się nie liczymy, jesteśmy parafianami, modnymi bezmózgimi konsumentami papki która nas codziennie karmią. Poglądy o które się zabijamy, przekonania za które byśmy się dali pokroić, dla liderów tych wielkich korporacji nie mają żadnego znaczenia. Liczy się zwycięctwo nad innymi drapieżnikami (korporacjami) i całkowita władza. Wszelkie duże grupy, mają tylko jeden cel; wyssać Cię jak pająk, sprawca wielu śmiertelnych anemii. Ktoś kto wchodzi w ich grę, musi przegrać. Taka to gra, do jednej bramki. Ludzie będący w jednej grupie, uwielbiają moralizować, przekonywać, ukazywać że ich grupa jest lepsza, moralniejsza, sprawiedliwsza. Podobne byłoby spotkanie dwóch więźniów, z Oświęcimia i Buchenwaldu, przekonujących się nazwajem który obóz jest lepszy. No cóż, wyjść z nich można tylko w jeden sposób, wprost do nieba. Czyli oba są równie dobre. No chyba że ma się takie szczęście, jak Pan Profesor Bartoszewski, że wypuścili go ze względu na zły stan zdrowia. A to szczęściarz!

 

Brzydzę się średnią statystyczną kobiety. Jest to głupia, zakompleksiona, reagująca jak chcą korporacje, koleżanki i modne czasopisma (należące przecież do korporacji); i owszem, z tyłka skorzystam, chętnie. Ale niczego więcej nie chcę. Chcę kobiety nieszablonowej, takiej która byłaby po prostu soba, nie chciałaby się upodabniać do celebrytów, aktorek czy piosenkarek. Niestety, kobieta już w przedszkolu jest tresowana jak pies. Ma być jak inni, ma żyć według podanych gotowców; życie wg. siebie, to największy grzech. Miliardy małp w stadzie, wybaczą wszystko, najgorszą zbrodnię; ale bycia sobą nigdy Ci nie wybaczą. Bo poczują że zatracili człowieczeństwo, że zostali upodleni, wdeptani w ziemię. Uświadomią sobie że są niewolnikami, robotami. Tego nigdy Ci nie wybaczą, nie darują.


wtorek, 14 sierpień 2012 12:53

Miłość to także wolność

Ludzie mają swoje wstydliwe sekreciki, ciemne zaułki tajemnic, których nigdy nie ujawnią światu; sam na pewno masz kilka takich perwersyjnych sekrecików, a na samą myśl o ich ujawnieniu, drżysz jak w febrze. Podobnie jak tajemnice, ludzie mają też swoje ukryte motywacje, których także nigdy nie ujawnią; ponieważ społeczeństwo nigdy takich motywacji oficjalnie nie zaakceptuje. Na forum publicznym mówi się to, co trzeba; a więc dobroczynność, troska o ludzi, ładna dziś pogoda itd. Tymczasem większość ludzi marzy o sławie, władzy, pieniądzach, niekończącej się kopulacji i okrutnej zemście na urojonych bądź prawdziwych wrogach. W tych czterech aspektach ludzkiego życia, zawiera się wszystko co istnieje. Ale tego powiedzieć oficjalnie nie można, ponieważ nie wypada. Czy słyszałeś o tym, aby ktokolwiek kiedykolwiek powiedział że marzy o władzy nad światem? ano nie. Jednak było sporo takich, co otwarcie do tego dążyło. Kilku niemal się to marzenie spełniło a z całą pewnością w tej chwili jest sporo takich, którzy tego próbują. Gdybyś oddał się marzeniom, na pewno poczuł byś te przyjemne orzeźwienie, pojawiające się w chwili gdy wyobrażasz sobie, jak Ty byś urządził ten świat; po swojemu.

 

                                                    Sekretne motywacje

 

Osoba którą poznasz, i z którą będziesz chciał układać swoje życie, ma którąś z tych motywacji; ma oczywiście wszystkie, ale jedna dominuje ponad inne. To jest pewnik, taki sam jak ten, że nigdy Ci się do tego nie przyzna; i nie musi. Ale jeśli aspirujesz do bycia mądrym facetem, Ty musisz to wiedzieć. To jak w pojedynku rewolwerowców, bądź bójce na pięści; kto zaatakuje pierwszy, ten przeważnie wygrywa. Ty musisz atakować pierwszy, wyprzedzać zdarzenia swoją wiedzą i mądrością. Jeśli nie wyprzedzasz zdarzeń, zdajesz się na ślepy traf, los. Czasem może się udać, nawet kilka razy z rzędu, ale szczęście nie trwa wiecznie; dzięki Bogu, ponieważ inaczej byś się niczego nie nauczył. To błędy są najlepszymi nauczycielami, aczkolwiek często bardzo surowymi; jednak to blizny upiększają duszę znacznie piękniej, niż najwymyślniejsze kremy i peelingi. Nie można w nieskończoność się mylić, chociaż niektórzy wydają się zbliżać do tego ideału; ale i oni kiedyś zareagują inaczej, skarceni piekącym prawym podbródkowym błogosławionego błędu.

 

Za piękną twarzą, ciepłem ciała w które tak uwielbiasz się wtulać, skryta jest cicho szemrząca studzienka. Co w niej znajdziesz? czy pływające, nadpsute i częściowo zjedzone zwłoki, a może krystalicznie czystą wodę która ugasi Twoje pragnienia? Czy znasz głębie swojej kobiety? jeśli nie, daj mi do niej numer, ja chętnie w niej zanurkuję i przedstawię Ci kompletną analizę. To był oczywiście żart; jeśli nie znasz tego co się kryje za uśmiechem i maską słów, nigdy ale to przenigdy, nie stawiaj się w sytuacji gdy nie masz gdzie pójść. Znam te sytuacje realnie, zawsze jest tak samo. Jeśli mężczyzna ma mieszkanie, np. po dziadkach, rodzicach, a mieszka z żoną w domu czy jego własnym mieszkaniu, nie trzeba długo czekać by zetknąć się najpierw z subtelnymi sugestiami, a później coraz agresywniejszymi napaściami; żebyś je sprzedał. To nie tylko żądza pieniądza, i chęć wydania go by się popisać przed sąsiadami, rodziną i znajomymi. To nieświadome pragnienie, by druga strona nie miala gdzie uciec. Ktoś kto ma gdzie pójść, nie musi znosić upokorzenia, może wyjść. Gdy nie masz gdzie wyjść, a pensję oddajesz małżonce, gdzie pójdziesz? na hotel nie masz pieniędzy, znajomi może dadzą Ci przespać noc, ale co później? wolność to możliwość zaszycia się samemu we własnym lokum. Jeśli go nie masz, miej oszczędności na co najmniej trzy miesiące spania.

 

                                                    Nic Ci nie grozi...

 

Oczywiście, nawet gdy powiesz kobiecie o swych lękach, ona zapewni Cię że nic Ci nie grozi, że nigdy Cię nie upokorzy, nie postawi w sytuacji bez wyjścia. Jeśli uwierzysz w te zapewnienia, źle czynisz. Kobieta nie musi Cię oszukiwać, może być szczera, jednak jej reakcjami emocjonalnymi nie zawsze rządzi umysł, a natura, podświadomość. Ona Ci nic nie obiecywała, nic nie podpisywała; nie ma więc wobec Ciebie żadnych zobowiązań. Kieruje się swoimi prawami. Jeśli nie wierzysz temu co piszę, przypomnij sobie ile razy byłeś świadkiem histerii, awantury czy opętanych wrzasków, fochów, obrażania się; bez żadnego logicznego uzasadnienia. Gdy się zgadzasz na utratę wolności do ucieczki, tworzysz ze swoje małżonki monstrum, które już nie musi nic udawać, bo wszystko może. Jeśli ma w sobie chociażby ziarnko agresji, ono wzrośnie i poznasz jego gorzki, cierpki smak. Miłość to nie niewola, miłość to także wolność. Jeśli nie masz gdzie uciec, jesteś w klatce, w niewoli; jesteś niewolnikiem. Jeśli ktoś namawia Cię byś został niewolnikiem, chce zostać Twoim Panem. Ktoś kto Cię kocha, zostawia Ci miejsce na oddech. Jeśli masz możliwość ucieczki, własne pieniądze, zyskujesz tym sobie u kobiety szacunek; wymuszasz go jeśli nie jest w stanie sama Ci go okazać. Jeśli przesadzi, odejdziesz. Masz gdzie. Nie może więc do tego dopuścić, musi dbać o siebie, dać Ci seks, być atrakcyjną i miłą.

 

Oddaj swoją wolność, a przyjemność się skończy nagle bądź powoli zostanie odcinana. Bo i po co się starać, jak nie masz możliwości wykonania żadnego ruchu? nigdy nie wierz w zapewnienia, o cenieniu bogatego wnętrza; te wystarcza na króką chwilę, a satysfakcja z niego gaśnie, zalana falami bezwzględnej prozy życia. Liczy się oprócz wnętrza i dobrego serca, także to że coś masz, że coś sobą reprezentujesz. Tylko głupiec albo szaleniec, oddaje wszystko co ma, każdą drogę ucieczki. Mój czytelnik miał taki problem; kobieta po prostu szalała żeby sprzedał mieszkanie, miała plany zakupów, auto, sprzęt hifi, wycieczki zagraniczne. Powiedział więc za moją namową, że mieszkanie jest dla dziecka jak dorośnie. Sprytne i prawdziwe. Zadziałało, chociaż gniew nie był już otwarty, oficjalny, a zamknięty i stonowany, ukrywany; wychodził w innych sytuacjach. Nie wypadało naciskać matce, że chce własnemu dziecku zabrać mieszkanie. Ale żal za niemożność wstawienia foci z dziubkami na tle piramid, pozostał. Trzymany tam siłą, w końcu facet ma gdzie zwiać. Niechby tylko sprzedał mieszkanie, tyle by widział pieniądze i małżonkę. Takich identycznych sytuacji, miałem chyba z dziesięć. Reakcje teściów, podobne; histeria, wrzaski, gorączkowe telefony. Mój czytelnik w nich jawił się jako psychiczny, wariat, nienormalny, nie kocha ich płaczącej córeczki; bo nie chce oddać swojego majątku chciwym zgredom, którzy w marzeniach przesiadają się z lanosa, do nowej pandy z klimą i abeesem. Wizja łatwych pieniędzy, rozprysła się jak rzucony przez Myszkę wazon w rogatą głowę Misia; bo wizja wycieczki do Egiptu poszła się pierdolić, razem z wizualizacją ucierania nosa koleżankom z pracy kolorowymi zdjęciami z uśmiechniętym Ahmedem. Pomysł z mieszkaniem dla dziecka zawsze działa. Na pomysł ten wpadłem siedząc w toalecie, jakby kogoś interesowało źródło mych inspiracji.

 

Kochaj, ale nie oddawaj swojej wolności. Kochaj, ale nie bądź głupcem. Kochaj, i czytaj mnie codziennie.


czwartek, 09 sierpień 2012 16:02

"Liczy się tylko wnętrze"

Mój znajomy gdy się nudził, grzebał w nosie; czynił to z widoczną pasją, zaangażowaniem, a tym co znalazł radośnie uprawiał dobroczynność, i pstrykał po ścianach. Ot, artystyczna i figlarna dusza. Ponieważ w piątek wieczorem wysiadł internet, stanąłem przed dylematem co też by uczynić. Z nudów przychodzą człowiekowi do głowy różne rzeczy. A może by wzorem znajomego, popstrykać w czytelników? upolowany i oznaczony czytelnik, miałby ciężki orzech do zgryzienia. Jak da mi w mordę, wyjdzie że nie panuje nad swoimi emocjami, nie umie wybaczać i ogólnie zachowuje się jak zwierzę, a nie adept rozwoju duchowo osobowościowego. Gdy uda że nic się nie stało, będzie prześladować go myśl, że nie dał mi w mordę, a inni uznają że ma niską samoocenę bo bał się zareagować. Co więc robić? a może skoro Mistrz tak uczynił, jest to jakaś alegoryczna przypowieść? koan który wzniesie duszę czytelnika na duchowe wyżyny? może to oznaka łaskawych oczu Mistrza, które spoczęły na drżącym z rozkoszy czytelniku? "czy jestem godzien?" to pytanie zawibruje nadzieją i oczekiwaniem, w szybko bijącym serduszku czytelnika.
 
Pieprzone autorytety. Nie pytajcie mnie jak to wszystko sprawdzam. Nieszczęśnicy którzy znają mnie bliżej, wiedzą jak to robię. A robię tak; mamy profil osobowościowy mojej osoby, czyli w skrócie bezrobotny filozof, bez pracy, pieniędzy i wykształcenia. I gdy mam taką możliwość (a mam niezwykle rzadko) że rozmawiam z Panią, i mówię jej o moich planach na przyszłość (nie chcę mieć dzieci ani ślubu) to zawsze dostanę jakieś niemiłe słowo od wściekłej Pani. Ot, niedojrzały emocjonalnie gówniarz ze mnie. Ale gdy z tą samą Panią rozmawia inny profil (bogaty, kilka firm, doktorat, przystojny, wysoki) i mówi to samo, to Pani chętnie słucha, i próbuje delikatnie oponować. Zaraz, a gdzie wyzwiska, obelgi i bluzgi? przecież zdaniem nie tylko tej Pani, liczy się TYLKO wnętrze. A moje robaczywe wnętrze jest takie same jak Pana Bogatego. Skąd taka różnica w zachowaniu? oczywiście jestem ironiczny, i wiedzą Państwo gdzie zmierzam. Zaraz się dobiorę tej hipokrytce do dupy. Dosłownie i w przenośni.
 
Ta Pani się podlizuje do Pana Bogatego; wyobraziła sobie siebie z takim facetem, reakcję koleżanek, rodziny, ładne dzieci z dobrego jakościowo nasienia, te wyobrażenie jej się bardzo spodobało, a ego szepnęło że w końcu będzie szczęśliwa. Ego niezależnie od rasy, koloru skóry, zawsze nas tak oszukuje. Oczywiście Pani łga jak najęta, co wzbudza we mnie fale rozbawienia. No dobrze, przyznam się Państwu. Robię takie numery na portalach randkowych. Liczy się wnętrze... akurat. Kiedyś gdy byłem piękny, młody i naiwny, dziewczyny które tak "potwornie" oszukałem, próbowałem "nawracać", pokazywałem im różnice w reakcji na mnie i wymyślonego milionera. Oczywiście jedyną reakcją były wyzwiska i obelgi, raz jedna Pani się popłakała i powiedziała że jestem Zły i Podły. No i pusty. Przerażające jest to, że niemal wszystkie kobiety używają tych samych słów, żeby zrobić mi przykrość. A nie wiedzą że bodziec stale powtarzany, traci swą siłę oddziaływania. Po kilku latach obrywanie takimi samymi słowami, budzą one we mnie radosny rechot, a innowacyjności i oryginalności brak. Bo do niej trzeba samemu myśleć. A kobieta która sama myśli, przeważnie jest bardzo zainteresowana mną i tym co piszę, nie używa więc swojej wiedzy by mi zaszkodzić. Zresztą zainteresowanie mną szybko opada; to że ciekawie piszę, nie oznacza wcale że mam ciekawą osobowość. Nie mam, ot prosty, niewykształcony chłopak, który się mądrzy i lubi czasem dobrze poruchać.
 
Ale do czego zmierzam. Do dwóch rzeczy - pierwsza, uno; ludzie są głupkami (oczywiście oprócz naszych rodziców, dziadków i moich czytelników) i traktują autorytet zupełnie inaczej, a nie ma ku temu żadnych podstaw. Wystarczy że media i znani ludzie, powodują jakąś ogólnokrajową, emocjonalną reakcję a inni nie chcą się wyróżniać, więc reagują jak małpy, tak samo. Gdy umierał Stalin, w całym bloku wschodnim zapanowała rozpacz, ludzie popełniali samobójstwa z rozpaczy, no bo jak żyć bez ukochanego, wąsatego generalissimusa? śmierć księżnej Diany przykuła do telewizora setki płaczących milionów gospodyń domowych; gdy ktoś nie przejmował się jakąś Panią która umarła w wypadku, był pusty i płytki emocjonalnie; czyli także i ja taki byłem, bo miałem (i nadal mam) to kompletnie w dupie. Codziennie umierają ludzie, i nie rozpaczam, ja też prawdopodobnie kiedyś umrę, może tragicznie; rozpacz milionów ludzi nie jest mi do niczego potrzebna, zwłaszcza że nie jest to rozpacz szczera, a wywołana marketingowym impulsem. Potem zawalił się świat - umarł Michael Jackson, fora wypełniły się zrozpaczonymi fankami Majkela, które uświadomiły sobie swoją miłość do niego dopiero wtedy, gdy umarł. Młode dziewczyny (i starsze) zalewały się łzami, wyobrażając sobie jak wrażliwy Michael je przytula, albo nuci im jakąś romantyczną piosenkę, czy też rozmawia z nimi o uczuciach. Śmierć Papieża załamała ludzkość, świat nigdy nie miał być już taki jak dawniej; jak widać, świat nadal jest taki sam jak był, zbrodnie, kłamstwa, rzezie religijne, manipulacja i niewiarygodna głupota. Teraz można już śmiało powiedzieć, że eksperyment Chrześcijański się nie udał, dwa tysiące lat istnienia tej organizacji, uważającej że ma kontakt z Bogiem, pokazał wyraźnie że nic to światu w żaden sposób realnie nie pomogło. Owszem, można spojrzeć oczyma wiary że jednak pomogło i tu wstawić wyuczony tekst jak pomogło, ale oczyma wiary można zobaczyć dosłownie wszystko. Wiara to hipnoza, pod jej wpływem ludzie widzą rzeczy, których nie ma. A co do tego wszystkiego ma Bóg? może warto by się jego spytać, co on na ten temat sądzi? niestety Bóg milczy, co daje możliwość cwańszym by od zawsze żerować na mniej cwańszym. Kiedy mały cwaniak kradnie z firmy papier toaletowy i się cieszy, duży cwaniak każe mu klękać, wyznawać że jest winny morderstwa Jezusa, i jest nikim, oraz płacić pieniądze przez całe życie. Mały cwaniak robi lewą fakturę, większy wzbudza w nim od dziecka silny strach przed śmiercią i złym duchem, który weźmie go na wieczne męki gdy ten nie będzie korzystał z usług tej organizacji. To piramida, i każdy cwaniak na każdym jej szczeblu, ma nad sobą lepszego od siebie.
 

Zwykły człowiek widząc emocje, uważa że coś z nim może być nie tak; wszyscy płaczą a on nie. Więc także płacze, przyłącza się do grupy. A ja uważam w prosty sposób; jeśli miliony płaczą za nieznanym mi człowiekiem, którego także nie znają ale o którym opowiedział  legendę jakiś dziennikarzyna, to ja to pieprzę; to wszyscy się mylą a nie ja. Nie znałem Michaela, Diany, Stalina i Papieża. Nie wiem jakimi byli ludźmi, powstrzymam więc łzy braku, ponieważ go nie czuję. Tak jak nie czuję żalu że ktoś tam gdzieś tam umarł. Żal poczuję dopiero, gdy dotknie mnie strata osobiście. Po co mam udawać że nie jestem egoistą? jestem. Ale nie jestem hipokrytą. Mam płakać ponieważ dziennie umiera w mękach ileś tysięcy ludzi? a co to im da? a co mi to da, oczywiście oprócz image że jestem taki miłosierny i dobry? no właśnie. Życzę ludziom dobrze, ale pielę swój ogródek, zresztą co tu pielić.
 
Wyobraźmy sobie scenę; papież puszcza bąka. Chwila konsternacji, później reakcja wiadoma, skoro tak zrobił, to musi to coś znaczyć, coś dobrego. Ludzie wiwatują, płaczą, uczeni siadają by pisać księgi i książki o tym zdarzeniu, które odmieniło ludzkość. A papieżowi mogło się po prostu wymknąć, bo jest człowiekiem; nikim więcej i nikim mniej. Gdy menel pierdnie, dostanie pięścią w twarz, albo rzucą na niego obelgi. Menel nie jest autorytetem, i nikt nie ma w głowie wzorca, że menel wszystko co robi, robi dobrze.
 
Tak samo z facetami. Jeśli bezrobotny truteń mówi że nie chce mieć dzieci, to jest żałosnym, pustym i płytkim gówniarzem, nikim; jeśli te same słowa mówi wysoki, elegancki bogacz, to jest to mądra myśl, ale warta głębszego przemyślenia. Najlepiej w dobrej restauracji, przy drogim alkoholu, a później w pościeli luksusowego hotelu gdzie brak gumki jest wspaniałą szansą dla podnieconej samicy na odmianę swojej egzystencji, wg. najlepszych rad kobiecej gazety. Nie liczy się co mówisz, ale ile masz tkanki kostnej i mięsnej w swoim organiźmie, a także jakie etykietki społeczeństwo Ci przyczepiło. No i liczy się "uczucie wyższe"; występuje one jedynie u facetów z klasą, którzy dają "poczucie bezpieczeństwa" kobiecie. Ci biedniejsi, tacy jak autor niniejszych żalów i wypocin, klasy i kasy nie mają. Chociaż wiele kobiet przeczuwa że z czasem mogę mieć, więc może warto zainwestować i dać mi dupy. Na tym szczęśliwym założeniu jadę od lat.
 
Niestety; dostając ode mnie kozą, nie oczekuj że jest to koan. To chamska prowokacja. Widocznie zasłużyłeś. Afirmacje piszesz? czytasz mnie systematycznie? wpłacasz mi na konto pieniądze, żebym mógł sobie kupować ładne przedmioty? piszesz komcie na stronie, forum, polecasz wszystkim dietę "Paradise" i czekasz z podnieceniem na moją nową stronę? drukujesz sobie moje artykuły, by w wolnej chwili poczytać? trzymasz w głównym miejscu domu moją książkę z autografem?
 
No właśnie. Należało Ci się. A pannę z felietonu i tak przeleciałem. Bo jestem pusty emocjonalnie i jestem jaki jestem. ShAlOnY i CrAzOl LoL :)


czwartek, 09 sierpień 2012 15:57

Kochajmy kobiety, tak szybko się starzeją...

Kochajmy kobiety, tak szybko się starzeją. I tracą wszelkie atuty, a także słodkie krągłości na których budowały całą swoją samoocenę. Atrakcyjna 30 tka jak niekiedy widać, jest bardzo pewna siebie, często wyniosła; stać ją na takie zachowanie, ponieważ wielu facetów się do niej podlizuje, chce zyskać jej względy by jako rasowy miś dostać się do słodkiego ula. Faceci nieatrakcyjni kończą w takich przypadkach tak samo; obficie pożądleni przez pszczoły. Pięknotka jest oburzona tym że męski pasztet śmie ją podrywać, otwiera szeroko oczka, oburza się i obrusza; wreszcie jest kimś, jest na topie, niech inni wiedzą gdzie ich miejsce. Okazywanie pogardy sprawia, że może poczuć się wyżej, mocniej. Mija trochę latek, piersi zwisają, skóra pokrywa się cellulitisem, a ciasne wrota do Edenu zmieniają się w krater po meteorycie. Przez jakiś czas trwa rozpaczliwa, desperacka walka o zachowanie młodości, która jednak zawsze jest przegrana; męska konserwa ma znacznie dłuższy okres przydatności do spożycia.

 

                                                                  Mocz osła

 


Zanim przejdzie się od męskich pożądliwych spojrzeń i niemoralnych propozycji, do zaciekawionych aż w końcu i one zanikną, połyka się tysiące cudownych tabletek, kąpie w moczu osła (nie, nie mojego) kota i wielbłąda, robi setki rewitalizujących maseczek i wstrzykuje przeróżne okropieństwa w zwisającą skórę. Z historii wiemy że niektóre Panie by zachować młodość, mordowały młode dziewczęcia, wierząc że młoda krew zwróci im młodość. Niestety, w tych czasach dla przeciętnej kobiety, jest to nieco trudne i karkołomne zadanie, zwłaszcza że wiemy już że taka niekonwencjonalna terapia nie działa. To jest okropne dla kobiety, natura daje im niezwykłą przewagę nad silnymi mężczyznami, sprawia że czując cipkę szaleją... i jeśli mamy na myśli atrakcyjną dziewczynę, to ona w wieku ok. 16 lat odkrywa swoją tajemną broń; seksapil. Widzi zachowanie chłopców, zazdrosne spojrzenia koleżanek, i jeśli nie ma rozumu (najczęściej nie ma) to na tym buduje całą swoją tożsamość i samoocenę, całkowicie utożsamia się ze swoim ciałem, które wzbudza pożądanie w mężczyznach. Cały ten kabaret żądzy trwa do 40 roku życia (plus minus) daje nam to ok. 24 lat (też plus minus) poczucia władzy, poczucia satysfakcji gdy kolejny samiec zabiega o jej względy i błaga o wspólną kawę. Z czasem zostaje to kobiecie odebrane przez bezwzględny katabolizm, i wtedy wreszcie widzi kim naprawdę w społeczeństwie jest, gdy znika jej największy atut, zgrabna dupa. Jeśli nasza uliczna gwiazdorka była zapobiegliwa i miała szczęście, złapała dobrze rokującego biznesmena, będzie przynajmniej ustawiona finansowo. Jeśli nie, czeka ją raczej nieciekawe życie.


Najpierw pogarda dla brzydszych, później chowanie się żeby ludzie nie widzieli upadku "gwiazdy", i zasuwanie w sklepie za ladą, gdzie jedyną radością życia jest snucie pajęczej nici wspomnień o przeszłej urodzie. Sprostujmy; życie jak życie, ex gwiazdorka ma normalne, ale takie zwykłe życie dla kogoś kto ileś lat bujał w gwiazdach, to koszmar. Stąd tak potworna presja na zabezpieczenie sobie tych lat, kiedy zniknie najważniejszy atut; zabezpieczeniem jest ślub i dziecko, umożliwiające lepsze życie (jeśli trafiło się w bogatego samca). Jeśli na utracjusza bądź biedaka, to przegrało się w pewien sposób życie. W wolnych chwilach przed tv, bądź gazetą, pozostaje uśmiechać się do swoich wspomnień i łudzić że miało się lepszą figurę niż aktorka czy celebrytka. Smutne, żałosne życie, w którego centrum ustawiona była starzejąca się dupa; władzę-dająca dupa będąca najgłębszym sensem istnienia, sprowadzonego do odbierania miłych bodźców, łechtanej ciągle próżności i poczucia bycia kimś lepszym. To jak narkotyki czy alkohol, ekstaza i bycie Panem świata trwa króko, a potem trzeba zapłacić często straszną cenę za chwile alkoholowej iluzji; wszyscy znamy te okropne chwile, kiedy to siedząc na toalecie z miską w dłoni, charczymy jak niedźwiedź a nasze ciało drży wstrząsane gwałtownymi torsjami. W jakiś sposób jest to sprawiedliwe, ponieważ takie kobiety dostają dokładnie to, co z siebie "emitowały". Jeśli będąc atrakcyjnymi gardziły czy fałszywie współczuły brzydkim dziewczynom (co sprawiało że przyjemniej się czuły) będąc brzydką będą czuły, że inni wobec niej mają te same uczucia które ona miała do pasztetów; a teraz poprzez starość uważa się za pasztet. Oto wielka tajemnica ludzkiej psychiki; zawsze dostaje się zwrot tego, co daliśmy, ale niekoniecznie w formie materialnej. Plus minus 24 lata satysfakcji, i pozostałe 20 - 40 lat poczucia beznadziei, życia we wspomnieniach jak było się ładnym, i smutnego, pustego życia. Uroda to wielkie wyzwanie dla człowieka, i większość nie jest w stanie podołać tej próbie. Dlatego cieszę się że nie jestem piękny, ponieważ wiem że nie zdałbym tej próby. Jako pasztet i nieśmiałek z zerową samooceną, strachliwą młodość spędziłem na lekturze książek które rozwijaly moją wrażliwość, wyobraźnię, dały mi sporo wiedzy i umiejetności w pisaniu. Dzięki temu się wybiłem w każdej możliwej dziedzinie, a ówczesne ślicznotki, teraz są najczęściej brzydkimi, steranymi życiem matkami - polkami. Nie wierzyłem własnym oczom, podglądając je na NK czy na fejsiku; nieprawdopodobne jak szybko ich uroda minęła. Nie zawsze minęła, gdzieniegdzie jeszcze się tli, ale są to ewidentnie ostatnie podrygi ostrygi. To jak moja była, piękna jak księżniczka; pomiatała facetami, ponieważ miała ich na kopy. Nigdy się nie uczyła, nie czytała książek, ponieważ wolała wyskoczyć z fajnymi męskimi facetami dobrym autem gdzieś w miasto. Teraz gdy uroda minęła (widziałem ją na ulicy, nie wierzyłem własnym oczom) nie ma nic; ani wiedzy, ani mądrości, a jedynie wspomnienia o wspaniałym życiu na cudzy koszt. Oczywiście teraz gdy jest brzydka, nikt nie wydaje na nią pieniędzy. Gdybym napisał że w jakiś złośliwy sposób mnie to nie ucieszyło, skłamałbym. Tak moi drodzy Państwo, gdzieś w środku poczułem taką męską, samczą satysfakcję. Te uczucie niegodne mistrza duchowego (sam się nim mianowałem) nie są mną, po prostu we mnie są: "Nie chciałaś dawać mi dupy, to teraz masz za swoje, szmato". A kysz brzydka myśli! naprawdę, wstydzę się takiej małej, plytkiej satysfakcji. Ale jestem tylko człowiekiem... zamiast dawać dupy na lewo i prawo, mogła dać parę razy jakiemuś gamoniowatemu synkowi notariusza, przynajmniej byłaby ustawiona do końca życia.

 

                                                                Nierówność klasowa


Natura rozdała ludziom różne wady i zalety; kobieta ma duże powodzenie, które zawdzięcza chuci mężczyzn; wystarczy kiwnąć paluszkiem, i niemal każdy zdrowy mężczyzna wejdzie w nią czy zacznie jej kupować prezenty, by kobieta otworzyła się na niego "emocjonalnie" (czyli dała dupy). Facet ma o wiele gorzej; kobiety są wybredne, chcą poczucia bezpieczeństwa, wysokiego, szalonego ale spokojnego, ambitnego i pracowitego, ale żeby siedział w domu na dupie z dzieciakami. Wiekszość facetów nie ma szans na seks, a żeby go mieć musi skorzystać  z usług Pani do towarzystwa w salonie "masażu". Stąd "porządne" kobiety tak nienawidzą dziwek; to konkurencja. Nie można do końca szantażować faceta szlabanem na dupę, bo pójdzie do kurwy. I nici z nowej meblościanki, którą kupi rozsadzany od wewnątrz pragnieniem seksualnym małżonek. Czyli kobiety zaletą jest duża moc oddziaływania, ale krótki czas gdy pociąga seksualnie mężczyznę - to jest wadą (oczywiście z jej punktu widzenia, każdy lubi być pożądany). Znowu wadą mężczyzny jest to, że będąc biednym i mieszkając z rodzicami, a nadto będąc nieśmiałym, nie mają szans na kopulację (miażdżąca większość młodych ludzi), ale zaletą jest to, że mężczyzna zadbany, zdrowy, do 60 tki może mieć dzieci, i znacznie młodszą partnerkę. Oczywiście, inne Panie wtedy tryskają nienawiścią i agresją, że stary dziad, że powinien mieć partnerkę w swoim wieku, że to hańba, brak moralności itd. Ale facet z klasą tego nie słyszy, ponieważ stać go na bycie daleko od tego nie tylko polskiego piekiełka, i wiecznie niezadowolonych starszych Pań. Zazdrośnice muszą więc zostać same ze swoją frustracją i zazdrością, co często powoduje nadciśnienie i żylaki (gniew rozsadza od środka). Tak, frustracja i gniew który odczuwasz, to Twój problem, i niczyj inny. Musisz z nim żyć, skoro go do siebie zaprosiłaś.

 


To męskiej chuci kobiety zawdzieczają wysoką pozycję społeczną, i związek. Gdyby nie ten tak znienawidzony testosteron, to po co mężczyźnie potrzebna byłaby kobieta? do rozmowy lepszy jest kolega, zresztą o czym rozmawiać z rozmarzona romantyczką? o kolejnym serialu w tv? o uczuciach Huanity? i owszem, można jeśli ktoś lubi. Ja nie lubię, i jak mniemam żaden zdrowy męzczyzna też nie lubi. Lubię obejrzeć dobry boks, czasem jakiś ważny mecz (ale nie za często), wyskoczyć na siłownię czy basen, ot normalny zdrowy ze mnie mężczyzna. Czasem jakaś orgia... ale nie lubię pieprzenia o uczuciach. Świat mężczyzny jest prosty i konkretny, przyjemny w odbiorze aczkolwiek zupełnie inny niż kobiecy. I przyznam się Państwu z ręką na sercu (skrytym za niejedną warstwą ochronnego tłuszczyku) że gdyby nie ruchanko i to że kobiety często mnie podziwiają, to w ogóle by mi nie były potrzebne do życia. Wiem że to co piszę jest płytkie, ale tak to odczuwam. Gdybym był kobietą, i nie miał potrzeb wzbudzanych przez media (rodzina, pozycja społeczna itd.) też bym nie chciał mieć nic wspólnego z samcami. Jesteśmy innymi gatunkami, które łączy na siłę brutalna przemoc seksu, którego łakną i pragną nasze serca i trzewia. Być może bez wzorców seksu i założenia rodziny (obsesja kobiet, jedyny cel ich istnienia) można by było się przyjaźnić z kobietą, ale takiej nie spotkałem; może inaczej, przyjaźń z kobietami miałem, ale w tle zawsze były inne cele. Więc do końca nie jestem pewien, czy to wszystko było takie szczere. Bo sami przyznajcie, jak chcecie bardzo mocno czegoś od kogoś, to czy jesteście przy tej osobie naturalni, wyluzowani? czy jesteście sobą?

 

                                                                 "Żal mi Cię!"

 


Gdy wklejam tekst z mojej książki na sieci który mówi o tych sprawach, czyli wadach i zaletach płci ("moja rada dla młodych mężczyzn") to oprócz standardowych wyzwisk i obelg których nie szczędzą mi Panie, padają zaskakujące twierdzenia Pań; np. że niektóre po 70 tce mają takie ciała, że 20 tki im zazdroszczą, i zawsze że kobieta musiała mnie mocno zranić. Drogie Panie; nikt mnie nigdy nie zranił, zraniły mnie tylko moje oczekiwania względem kobiet. Ja chciałem jedno a kobieta co innego, więc powstawało we mnie cierpienie, i nie uważam że to jest wina kobiety. To wina moich oczekiwań, nikogo więcej. Kobieta nie ma tak naprawdę żadnej mocy, by mnie zranić. Taką moc mogę tylko ja jej dać, co też często robiłem, i jak znam życie jeszcze nie raz zrobię. Kobiety mają wizję życie, która jest kompletnie nierealna; i ta wizja w zetknięciu z rzeczywistością pryska jak bańka mydlana. To rodzi ból, rozpacz, a przeciętna kobieta odreagowuje takie uczucia wyzwiskami, i żalem "żal mi Cię", "jesteś bez uczuć wyższych" itd. Żal wam mnie? ja tylko opisuję rzeczywistość, co ja mam do waszych frustracji? to wasz problem że nie zgadzacie się na prawa życia takie, jakimi są. Nie ja je tworzyłem. Fora wypełnione są tysiącami Pań po 50 tce, które te opisywane przeze mnie prawdy, poznają na własnej skórze. I żeby dokładnie wiedzieć co spotka w życiu przeciętną kobietę, nie muszę mieć doktoratu z psychologii. A wiem dokładnie co się stanie, bo to ciągle powtarzająca się ta sama historia, od tysięcy lat. Jeśli człowiek ma wobec siebie szczerość, ale taką prawdziwą, to wie i czuje głęboko w sercu że to co piszę, to po prostu prawda. Bolesna prawda, dlatego że nauczono nas zupełnie inaczej ją postrzegać. I ta strona powstała głównie po to, byś się nauczył prawdziwej definicji prawdy, a oduczył oszustwa i kłamstwa, którymi nas wszystkich obficie karmiono od dzieciństwa.

 


Żeby nie być gołosłownym, wkleję Państwu kilka ostatnich komentarzy (na onecie) do mojego artykułu "Moja rada dla młodych mężczyzn", oczywiście pisownia oryginalna:

 

~prawdziwa kobieta do www.ecoego.pl: co za pierdoły, człowieku tobie chyba już nawet piardy nie wychodzą to sie tu użalasz, zakompleksiony człowiekczek

 

XXXL. do www.ecoego.pl: płytkie, miałkie, nijakie
- niezbyt prawdziwe obserwacje kogoś kto jak mniemam ma 16 lat i wydaje my sie że zrozumiał świat.
Nie sądze by każdy facet szukał supermodelki by budować związek i nie wydaje mi się by każda kobieta poszła za kasą mając jakieś doświadczenie życiowe.


~anka do www.ecoego.pl: ale z Ciebie mądrala... aż żal. sam wyglądasz mi na kolesia, co ma brązowe zębi i mocno niemodny tiszert. kotka sobie przytul.


~Era do www.ecoego.pl: Idż się leczyć. Musisz o tym porozmawiać ze specjalistą. I to biegiem! Choć nie wiem, czy to pomoże...

 

~pzdr do www.ecoego.pl: tak przebrnęłam przez cały "wywód".I moje zdanie:masz smutne życie i kompleksy.I choć widać ze obserwacje masz wyostrzoną,to brak Ci dośiwadzczenia zyciowego. I radzę byś skupił sie na tym,a nie na powierzchowności świata.A nie bedziesz az tak uzalezniony od opinii innych

 

 

To tylko przedsmak miłości, którą obdarzają mnie moi czytelnicy; nie idźcie tą drogą! sami Państwo widzicie jak Panie przyjmują moje duchowe nauki, którymi je obdarzam. Nie płoną entuzjazmem. Dla równowagi powinniście mi się przypochlebiać... ewangelizacja to ciężka, obfitująca w wiele ostrych kamieni ścieżka.

 


To za co cenią mnie moi czytelnicy, to szczerość. To za co nienawidzą mnie moi czytelnicy, to także szczerość. Stworzyłem miejsce gdzie można bez maski i bez ściemy, pogadać o tym jak jest naprawdę. I często tak jest, że to co piszę wzbudza oburzenie czy szyderstwo, ale kiedy jesteś sam, wracasz do tego, bo coś nie daje Ci spokoju. Powiem więc Państwu szczerze; prawda jest taka, że nie chcę mieć dzieci ani stałego związku. Jestem realistą, więc wiem że związek to jest wzajemne zaspokajanie potrzeb, a mówiąc brutalniej - biznes. Często oszukańczy, gdzie partner chce nas oszukać na pieniądze (najczęściej) albo zaspokoić inne swoje potrzeby, np. mieć rodzinę (bo koleżanki już mają) władzę, dominować, wyżywać się, upadlać drugą stronę by odreagować swoje zaniżone poczucie wartości i frustracje, czy też odreagować nieprzyjemne dzieciństwo (często są to nieświadome wzorce). Przykład - pracuję z czytelnikiem (relacja za jego zgodą) i sprawa jest prosta. Mój czytelnik jest świadomym siebie mężczyzną (widzi swoje wzorce reakcji, z którymi jednak nie umie sobie poradzić) i ma problem. Jego partnerka mocno przypomina mu matkę której nienawidzi; pieprzenie rewelacja, zajebiste ciało panny, jest zauroczenie i lans, tylko czasem dostaje furii gdy partnerka identycznie jak matka płacze, najczęściej w momentach gdy czegoś chce. Kochany misiek nie chce brać kredytu, przez co przepoczwarza się w żałosnego emocjonalnego kalekę, który "nic nie rozumie", i jest gnojkiem bez wyższych uczuć. Im logiczniej jej tłumaczy że kredyt trzeba spłacać, a nie bardzo jest czym, wtedy łzy płyną z większym ciśnieniem, aż dziw że gałki oczne nie wyskoczą z plusknięciem z oczodołów. No i standardowo, szlaban na dupę, dopóki gówniarz i emocjonalny chłystek nie zachowa się jak prawdziwy facet, i nie weźmie kredytu żeby kupić kolejną niepotrzebną rzecz do domu. To jest norma moi mili Państwo; a ja słynę z tego że umiem odpowiednio wpływać na facetów. To żadna magia, po prostu czytelnik który mi ufa, wierzy we mnie i jestem dla niego autorytetem w sprawach męsko damskich, chłonie moje sugestie jak gąbka. Obcy facet moich teorii nie przyjąłby tak dobrze. I dobrze; oczywiście dobrze dla czytelnika, bo na pewno nie dla kolejnej pijawki, którą oderwałem z krwistego ciała mojego czytelnika.

 

                                                                  Orędzie Św. Marka

 

Oto orędzie na cały kobiecy świat, niech przeczytają te słowa wszystkie samice na świecie; ssać krew z czytelników, mogę tylko ja. Całą konkurencję potraktuję muchozolem. A kysz! czy mój czytelnik jest szczęśliwy? nie. Ale po oderwaniu od wampira emocjonalnego, ma większą szansę na zidentyfikowanie swojego wzorca, który każe mu odczuwać podniecenie seksualne przy neurotycznych kobietach, tak bardzo przypominających mu jego własną mamusię. Praca ze wzorcami to wcale nie tydzień, jak obiecują pierdolone autorytety od pozytywnego myślenia; to co najmniej kilka lat, w trakcie których Twoja sytuacja polepsza się, ale w międzyczasie wychodzi wiele nowych, koszmarnych rzeczy z podświadomości. Tak czy siak, ogólna jakość życia (podliczając wzloty i upadki) podwyższa się w znacznym stopniu. Nie jest więc tak że ktoś kto pisze afirmacje, nagle zaczyna być milionerem, rośnie mu penis a maleje brzuch. Niektórzy dostają specjalne jakby dary od życia na ścieżce rozwoju, by mieć motywację do dalszej pracy. Autor niniejszych bzin, także taki prezent otrzymał ale trzyma go jak cnotka, w tajemnicy. Rozpalonym czytelniczkom odpowiadam na ich kosmate myśli; nie, to nie penis. Nawracam nie jak Rasputin, a słowem pisanym. Niestety... W większości wypadków mówię facetom zawsze to samo; człowieku, jesteś kilka poziomów duchowo wyżej od kobiety, ona nigdy nie zrozumie Twojej pasji, kopnij ją w dupę! Nie oznacza to że jest złą kobietą, jest po prostu mniej duchowo rozwinięta. Jeśli Ty widzisz fale oceanu i czujesz więź z kosmosem, pragnienie wielkiego dzieła, to ona wtedy myśli jaki dziubek walnąć do słit foci na fejsiku, żeby koleżanki jej zazdrościły. Taka panna da Ci dupy, czasem nawet umiejętnie, możesz dżgać jak Brutus Cezara... ale seks to nie wszystko. Bez wspólnej duchowej więzi, to wszystko nie ma sensu. Kobiety czytając mnie, twierdzą że są duchowo zaawansowane, ponieważ nie interesują je glupkowate seriale i nie robią słit foci na fejsika, a tylko poważne sprawy takie jak rodzina, dzieci. No właśnie...

 


I co ciekawe, takich rad udzielam często Paniom. Niektórzy Panowie to absolutny plankton intelektualny, prostactwo i buractwo nie z tej ziemi. Jednak moją pasją jest doradzanie facetom, po koleżeńsku; z kobietą wiadomo jak jest, nie ma solidarności nasiennej; a jak jest ładna, to mam wyrzuty sumienia że jej nie przeleciałem. Ona płacze, zwierza mi się, i nie wie że mój stłumiony głos nie jest efektem współczucia; broń Boże! mam czystszą motywację, dowcipną że się tak dyplomatycznie wyrażę. Dziewczyna ma problemy, i wysyła mi zdjęcie w mini. Świetne nogi, duże cycki, ładna; i jak ja mam z nią duchowo pracować na litość Boską! W ogóle doradztwo to koszmarna sprawa; ludzie oszukują terapeutę, to jest nagminne. Naginają rzeczywistość jak tylko się da, żeby wyszło na ich. A praca ze mną nie polega na bluzganiu na byłą, jaką to kurwą i szmatą nie jest, tylko na wskazaniu Twoich cech które sprawiają że cierpisz. Czasem się okazuje że to poszkodowany był agresorem i napastnikiem, jednak by przyznać się do swojej winy, trzeba mieć naprawdę porządny i uczciwy charakter; rzadkość. Ścieżka duchowości, to samoświadomość swojego egoizmu. Wtedy wiele spraw się samych wyjaśnia, niemal od ręki. Wiele czasu zajęło mi przyznanie się przed samym sobą, że jednak w wielu relacjach z kobietami nie byłem fair, i że często kobieta była ok, tylko mieliśmy w życiu inny target. To wszystko, nie ma miejsca na żal, poczucie winy. Szliśmy razem przez życie jakiś czas, rozstaliśmy się i idziemy dalej swoją własną drogą. A byłej życzymy wszystkiego najlepszego. I to jest cel terapii, niezależnie od tego czy Twoja była wyruchała Cię na gruby hajs, czy zdradziła z najlepszym kumplem. Nie wybielamy byłej, ludzie to często nieprawdopodobne kurwy, ale chodzi o to żeby nie nosić w sobie trucizny, nienawiści. Wystarczy że Twoja była ma w sobie raka zła, Ty nie musisz go w sobie wytwarzać czy podkarmiać żeby urósł. Powiem patetycznie, ale pamiętaj że każdy z nas kiedyś będzie musiał zdać sprawę ze swych uczynków. Ja wierzę w reinkarnację, więc wierzę także i w to, że to co zrobię bliźnim to oni mi zrobią razy dziesięć, lecz nie jest sprecyzowane dokładnie kiedy to się stanie. To nie jest żadna tajemnica, że kiedyś wam wyznałem że mam odblokowaną pamięć poprzednich żywotów. Nie wszystkich, np. ostatnie jest całkowicie zablokowane, podejrzewam że póki co ta wiedza jest dla mnie niepotrzebna, albo niesie w sobie zbyt duży ładunek emocji. Oczywiście, może być tak że mój mózg robi mnie w konia; nie przeczę temu. Jednak w miarę dokładnie zrobiłem swoją psychiczną mapę osobowości, i to co było wcześniej idealnie się w dzisiejszy schemat wpasowuje. Dla mnie osobiście jest to ważny dowód, ale nie jestem w stanie w żaden sposób go opisać, ani udowodnić. Nie mam też takiego zresztą zamiaru. Jeśli masz w sobie uczciwość, to pielęgnuj ją i nie ma znaczenia w co Twoja aktualna osobowość wierzy, i jakiego wymyślonego Boga imię powtarza. Liczy się emocja i intencja, nie słowa. Wszystko wraca dziesięciokrotnie... jak kocham się z dziewczyną kwadrans, to gdy w następnym życiu będę kobietą, będę bzykany... 150 minut, o Boże, masakra! dlatego oświadczam wam dziewczyny, że seks tylko do pięciu minut; ze względu na karmę i duchowe sprawy naturlich.

 

                                                                 Ludzina w automacie

 


Ludzie żyją automatycznie; przykładowo rozmawiam z facetem, który mi dramatycznie wyznaje wielką tajemnicę; lubi pukać panny w tyłek, który jak powszechnie wiadomo, nie jest miejscem do tego przeznaczonym. To mu mówię że ja też tak lubię; przerażenie. Jak to, coach, terapeuta duchowy, i lubi "takie" rzeczy? rozczarowanie, niedowierzanie, w końcu silna agresja. "To ja jestem ten zły i grzeszny!" a ja mu ten wspaniały skarb odebrałem. Myślał że jest niesamowity, jak psychol z filmów, koneser perwersji, a tu się okazuje że to nic takiego. Duchowy terapeuta ma mieć brodę, wąsy, brzuch tzw. "guru", i być dziwny. I jest problem, bo ja wyglądam jak normalny mężczyzna. Normalnie można ze mną pogadać, i nie unoszę się w powietrzu. Ot, zwykły i prosty chlopak z Pragi; czytam mądre książki w klopie, jestem ciągle na diecie, ostro trenuję żeby spalić fat z cycków dupy i brzucha, co idzie mi średnio... I tacy właśnie ludzie są niebezpieczni, głównie dla siebie. Myślą że są otwarci, rozwojowi, a układają z góry plan działania, i jak ma wyglądać ich wersja świata. Guru ma mieć brodę, i ma klepać teksty z filmów dla dzieci o karate; mistrz ma być aseksualny, medytować i nauczyć ich, jak rzucać klątwy na skurwieli z którymi on jeszcze się policzy. I nagle się okazuje, że wizja gryzie się z realem, nie jest tak jak "powinno" być, w efekcie czego pojawia się agresja. Wiele Pań np. wprost przeciwnie, uważa że mistrz powinien być seksualny, pieprzyć je, uzdrawiać i wysłuchiwać ich paplania. A to jest przecież definicja faken frenda a nie mistrza. Kiedyś czytałem o kobietach, którym wydaje się że są w ciąży i noszą w sobie Pana Jezusa (jak wiemy, ma przyjść znowu na świat, paruzja). Śmiałem się z tego uważając to za niezły dowcip, ale do czasu - do czasu aż sam kilka takich Pań nie poznałem. Przyznam szczerze że na początku myślałem że ktoś mnie robi w konia; tym razem jednak kobiety były szczere. Były w ciąży i chciały żebym potwierdził że urodzą Jezusa, przez co staną się sławne. Nie miałem pojęcia jak miałbym to niby sprawdzić, nie mam w USG w oczach (tylko kurwiki) ale to je nie interesowało, wystarczyło żebym potwierdził. Nie wchodząc w bliższe szczegóły, jest grupa Pań które będąc zakompleksione i sfrustrowane (i najczęściej niestety brzydkie, otyłe) oglądając talk show i seriale, dochodzą do wniosku że skoro celebryci są tak wspaniali i kochani, to one też muszą się czymś wyróżniać. Dają dupy byle komu, i ich umysł wpada w chorobę psychiczną, wierzy święcie że jest w ciąży z Jezusem. Nie znam tego problemu ze strony psychologicznej, i nie chcę znać, wiem że rozmowa z takimi Paniami jest dla mnie zbyt ciężka. Dziecko, w tym wypadku Pan Jezus, ma dać im sławę, sprawić że będą zapraszane do talk show Drzyzgi tuż po zgwałconych przez kosmitów, kochane i uwielbiane. Tylko dzieciaka szkoda, bo co będzie jak mamusia na urodziny zamiast playstation kupi mu osiołka? albo wyda całą pensję na magiczną pościel w telezakupach, bo przecież synek pomnoży rybę i winko?

 


Związek. Każdy musi coś dać; miłość, przyjaźń, czas, pieniądze; inaczej druga strona odchodzi. Często same "wyższe" uczucie nie wystarczy, ba! tak jest najczęściej. Kto ma trochę doświadczenia w związkach z kobietami, wie już że teksty o miłości, wyższych uczuciach, że pieniądze nie są najważniejsze itd. to tylko takie żarciki. Kobiety tak mówią ponieważ tak wypada mówić, taki mają wzorzec w głowie. Każdy coś daje i każdy chce coś dostać. Czasem młoda kobieta wychowana na Coelho i serialach w tv naprawdę w to wierzy, tym gorzej dla faceta; za swoją frustrację gdy marzenie zderzy się z rzeczywistością, obarczy mężczyznę; zawsze tak się dzieje. Taka naiwna kobieta uważa wtedy że jej marzenie i wizja była ok, tylko facet nie dojrzał emocjonalnie. Kolejny także będzie gówniarzem, i następny; i tak będzie w kółko, ponieważ wina leży w jej głowie a nie w ludziach. Ludzie jak ludzie, mają ego a te jest egoistyczne i nastawione tylko na własny interes, chociaż często sprytnie to kamufluje. Ego z zasady nie może być bezinteresowne, podobnie jak ferrari nie będzie jeździć w terenie.

 

                                                                 Na wesołym dnie


Wróćmy do mnie. Jestem na dnie; bez pracy, pieniędzy, skarbówka niedługo pozbawi mnie auta (to jest być może zbyt górnolotne słowo) i wpędzi w spiralę długów. Nie przejmuję się tym jednak za mocno, są większe nieszczęścia na świecie. Nie mam wykształcenia, nie umiem majsterkować, w seksie jestem raczej kiepski. Do większości rzeczy, a zwłaszcza zarabiania pieniędzy - nie nadaję się, jestem chory na poważną chorobę którą uznaje każdy lekarz, ale renty przyznać mi nie chcą. To jaka kobieta ma się mną interesować? jaką przyszłość by ze mną miała? powiedzmy wprost - jestem nieudacznikiem. Można oczywiście filozofować, twierdzić że mam potencjał, że może kiedyś coś tam mi się uda, ale na ten czas i na tę chwilę, społecznie jestem nieudacznikiem, chociaż sam się nim nie czuję, ba! czuję się wręcz na odwrót, z różnych względów. I ja gdybym był typową kobietą marzącą o dzieciach i rodzinie, omijałbym mnie szerokim łukiem. Ani podróże, ani fajne wypady gdzieś na miasto, wszystko leży z dwóch powodów; jestem uziemiony chorobą, i nie mam pieniędzy. Ok, więc może zainteresuje się mną domatorka? jest problem; ja nie cierpię domatorek, a sam lubię wychodzić, tylko nie mam możliwości. To może inwalidka? też nie, gdyż cenię sobie mobilność a zadatków na świętego nie mam. Sami widzicie że jest ciężko; nic nie oferuję w zamian, a pragnienia mam takie jak facet bardzo zamożny, z sukcesami itd.

 


I ja sam widząc tę dysharmonię, bawię się nią i nie narzekam. Może też dlatego, że gdy weźmiemy pod uwagę to co piszę, trochę się zmienia układ sił. Kobiety odbierają mnie jako pewnego siebie, mającego własne zdanie, zasady, i tak właśnie jest. Są faceci którzy potrzebują mieć obcas na swojej głowie, a ja taki obcas bym złamał i wgryzl się zębami w łydkę. kobiety to kręci, chociaż twierdzą zgodnym chórem że nie. Do tego dochodzi fakt, że co by nie mówić, to jednak prowadzenie znanego bloga, a także posiadanie swoich czytelników, to władza, a to kobietę już dość mocno kręci. Jeśli kobieta dostaje na fejsiku od dwóch kolegów mój tekst, i słyszy że jestem zarąbisty, to czuje zainteresowanie. Otwiera stronę, a tu a kuku! brzydki nie jestem (chociaż piękny też nie) więc i jakiegoś wstydu żeby wyjść ze mną nie ma. Kobieta widząc faceta, od razu kombinuje co poczują koleżanki gdy zobaczą ich razem. Do tego dochodzi fakt, że jako coach jestem uważany za kogoś fascynującego, kto prześwietla kobietę na wskroś. To jednoczesnie prawda i nieprawda; gówno się znam na kobietach, za to znam się na swoim ego. Każde ego jest takie same, więc szczerze obserwując swoje ego, poznaję je i przez to znam kobietę lepiej, znacznie lepiej niż ona sama. Szczerość jest moją siłą i wiedzą, brak maski i udawania kogoś kim nie jestem. Facet który jest inteligentniejszy od małpy, i biorący udział w dobrych szkoleniach NLP, wie znacznie więcej ode mnie na temat kobiet, ma też większe umiejętności. I to jest dobra rzecz, natomiast warto do tego dodać wiedzę o swoim ego, to kluczowa sprawa. Bo co z tego że nauczą Cię poderwać każdą dupę na mieście, skoro będziesz z nią później nieszczęśliwy? ludzie ze sobą grają w różne gierki, i żeby sobie z nimi radzić, musisz poznać w jaki sposób lecisz sobie z huja z innymi; nawet Ci nieśmiali i pokorni, są potwornymi egoistami.

 

Najważniejszą sprawą jest by wiedzieć, że ktoś kto kieruje się ego, to osoba której nie możesz do końca zaufać. Jest kierowana grą nauczoną w dzieciństwie, a Ty tej gry i jej zasad nie znasz, ponieważ widzisz maskę - do czasu. Dlatego też kobiety dostają ataku furii, gdy chcesz intercyzę czy nie chcesz ślubu, i grożą rozstaniem. Ot, uczucia wyższe, które tak gorąco reklamują. Po prostu czegoś od Ciebie chcą, a jak tego nie zrobisz, odejdą. Czysty egoizm, prawda? i skąd takie zdziwienie? ludzie są egoistami, takimi samymi jak Ty, tylko że tym razem to nie Ty kogoś, a ktoś Ciebie oszukał.

 

                                                                 Być bez kobiety

 


Dlaczego więc zawsze będę bez kobiety? oczywiście, kobiety lubię i będą u mnie na krótkie, ociekające upojnym kwadransikiem chwile. I to wszystko. Na dłuższą metę, związek wydaje mi się koszmarem. Podkreślam że nie jestem jasnowidzem, i możliwe jest że moje życie może się potoczyć w różny sposób. Może się zakocham, ożenię, spłodzę piątkę dzieci i będę wstawiał na fejsika fotosy z Egiptu? może będę wyzywał wszystkich tych, co nie chcą się rozmnażać? może będę grubym tatuśkiem w bamboszkach, któremu kobieta sra na głowę? nie mówię nie, ponieważ wiem że człowiek może naprawdę nisko upaść. A więc nie wyluczam takiego horror - scenariusza, ale i nie za bardzo w niego wierzę.

 

Nie znam za wielu kobiet, które miały by cele życiowe takie jak poznanie sensu swojego istnienia; stworzenia czegoś wspaniałego, zaczerpnięcia z potoków Boskiej wiedzy. Wszystkie miały te same marzenia, skopiowane z seriali telewizyjnych, oraz od koleżanek i zawsze chętnych do udzielania rad ciotek; ślub, rodzina dzieci. No ok, a co dalej? czy życie na tej pięknej planecie ma się sprowadzać tylko do rozmnażania, które kompulsywnie uprawia każda, najmniejsza nawet bakteria? jak dla mnie większość kobiet jest tak strasznie nudna, tak gigantycznie duchowo ograniczona, że jest to po prostu komiczne. Przed oczami jeden cel, jedna wizja i to nie swoja własna, tylko cudza. Mnie gonienie za cudzymi celami nie kręci, a zwłaszcza spełnianie marzeń kobiecie, która gdy tego nie robię wrzeszczy że jestem egoistą; egoista to facet, który spełnia marzenia swojej kobiety, i też chciałby coś z tego mieć. Im ktoś głośniej krzyczy o egoiźmie ludzi, tym większa szuja. Poobserwuj, pooglądaj, sam to zauważysz.

 


Jeśli mówię że nie chcę mieć dzieci, to słyszę że jestem wygodnicki; a co do kurwy nędzy jest złego w byciu wygodnickim? czy to że ktoś użera się od rana do wieczora z dziećmi, ma automatycznie oznaczać że ja też mam tak robić? to może niech wszyscy będą klonami, tak samo myślą, czują, ubierają się? mam prawo żyć tak, jak czuję że powinienem żyć. Wrzaski tych co oskarżają innych o wygodnictwo, przypominają człowieka z rakiem, który narzeka że inni nie stosują chemii, a przecież chemia mu pomaga. Tak naprawdę każdy jest wygodnicki, tylko inaczej się rozumie kwestię wygody. Jedni rozmnażają się by mieć szklankę wody na starość, więc jest to długoterminowa inwestycja, zrobienie z własnych dzieci służących na stare lata żeby podcierali stare, pomarszczone dupsko tate i mame; i taka osoba, pieprzony hipokryta, poucza mnie że jestem egoistą i złym człowiekiem, ponieważ nie zaludniam planety. A huj z planetą! ciekawe co te wszystkie fanki rozmnażania zrobią, jak zabraknie jedzenia dla stu miliardów ludzi, i zaczną się sami zjadać. W Chinach już rozumieją, że eksplozja rozmnażania sprawi że wyginie naród, ale jak czytałem ludzie kompletnie tego nie rozumieją, i koniecznie chcą mieć więcej niż jedno pozwalane przez prawo dziecko. Tylko co dać tym dzieciom jeść? a kogo to obchodzi? no właśnie. A potem płacz i rozpacz gdy wybuchnie wojna o zasoby, i większość tych dzieci wyparuje w gejzerach krwi i flaków, a w tle skrwawionej rzeczywistości, nieliczne promienie słońca będą wesoło falować na skraju tęczy...

 

Najnowsze komentarze

Newsletter Subscription

Nowości na Samczym Runie
Twój mail*


asd